Dolnośląskie, Wrocław 2024.
Pod Tatrami
Marta Matyszczak zamyka serię, którą zaistniała w świadomości wielu odbiorców – i za którą wielu ją pokochało. Kryminałów pod psem już nie będzie, a „Zakończeniem jest Zakopane”. Ostatnia powieść z przygodami Szymona Solańskiego i jego żony, Róży – relacjonowana częściowo przez trójnogiego kundelka Gucia – przynosi rozwiązanie zagadek z cyklu i przypomnienie niektórych z nich będzie dla odbiorców bardzo zabawne. Ale autorka koncentruje się przede wszystkim na budowaniu kolejnej intrygi. Ponownie Róża i Szymon wyjeżdżają na urlop – i natychmiast trafiają na sprawę kryminalną i śledztwo, w którym po prostu muszą wziąć udział. W Zakopanem płonie drewniana willa, która znajduje się w pobliżu miejsca noclegu Solańskich. Wiadomo, że nie można tego zostawić, zwłaszcza że Michalina Falk, miejscowa śledcza w nieodłącznym prochowcu, węszy spiski i widzi podejrzanych niekoniecznie tam, gdzie trzeba. Tymczasem Róża i Szymon działają niekonwencjonalnie, a czego oni się nie dowiedzą – dowie się Gucio i na swój sposób przekaże. Odbiorcom – bezpośrednio, w narracji. Swojej ludzinie natomiast różnymi metodami, które świadczą o inteligencji i sprycie bohatera. Wszystkiemu przygląda się Śpiący Rycerz, który wprawdzie spędza czas na kolejnych drzemkach, ale doskonale wie, co się wokół niego (i na nim) dzieje i kiedy trzeba, potrafi wymierzyć sprawiedliwość, albo rozprawić się z tymi, którzy wybitnie go irytują.
W Zakopanem dzieje się sporo. Trwa sezon turystyczny, więc na każdym kroku można mierzyć się z wyzwaniami niekoniecznie związanymi bezpośrednio ze śledztwem: Marta Matyszczak rozprawia się między innymi z pazernymi góralami, konnym transportem turystów nad Morskie Oko czy z archaicznym modelem patriarchatu w wersji przemocowej. Do tego Szymon Solański bardzo chciałby iść na wyrypę, marzy o chodzeniu po górach i liczy na to, że jego ukochana podzieli jego pasję i z równym zaangażowaniem wyruszy na szlak. Jednak Róża i aktywność fizyczna niespecjalnie się lubią, trzeba zatem trochę podstępów, żeby uniknąć zbędnego wysiłku. Chyba że akurat prowadzi się śledztwo – wtedy każde działanie jest uzasadnione. Wyjazd nie oznacza przedwczesnego rozstania z drugoplanowymi postaciami z cyklu – autorka znajdzie dla nich miejsce i odpowiednio przypomni ich charakterystyczne cechy. Z jednej strony przytacza zatem galerię bohaterów i charakterów, z drugiej - obyczajowo-społeczne obrazki z Zakopanego. W to wszystko wtapia kryminalne przygody i doświadczenia. Sugeruje też, że w życiu Solańskich coś się zmieni, tak, żeby wyjaśnić czytelnikom w płaszczyźnie fabularnej zamknięcie cyklu.
Jest w tej narracji sporo dowcipu (także tego złośliwego), nie tylko w relacjach Gucia. Pies rozśmiesza tym razem nie tylko na płaszczyźnie tekstowej, ale i w działaniach – relacjonuje własne nietuzinkowe pomysły i opowiada o tym, czego Solański i Róża nawet się nie domyślają. Marta Matyszczak wie przecież, czego oczekują czytelnicy i serwuje im to w najlepszej wersji. „Zakończeniem jest Zakopane” to książka, która nie rozczaruje stałych fanów cyklu, a nowych zachęci do sprawdzenia meandrów relacji i rozwoju agencji detektywistycznej Solan. Na szczęście Marta Matyszczak nie zostawia odbiorców bez tworzonych przez siebie światów: zwierzęcy narratorzy pozostają w Kryminale z pazurem, a kolejni czytelnicy znajdą ukojenie w Zbrodniach na podsłuchu.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał pod psem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał pod psem. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 19 sierpnia 2024
piątek, 28 kwietnia 2023
Marta Matyszczak: Cieszyn prowadzi śledztwo
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2023.
Miasto podwójne
Mieszkańcy mają dość tego, że wszystko ma się dziać na granicy. Imprezy kulturalne pod hasłem na granicy mogą się przejeść - tymczasem Marta Matyszczak na granicę dorzuca jeszcze zwłoki. Dorzuca je perfidnie, tak, żeby nie dało się nieboszczyka przerzucić jednoznacznie do jednego z krajów: ani Czesi, ani Polacy nie mogą pozbyć się problemu bez śledztwa. Na szczęście na miejscu znajduje się Róża Solańska (z domu Kwiatkowska), dziennikarka zaangażowana do lokalnej gazety. Do Róży już wkrótce dołączy Szymon wraz z Guciem - a wtedy już poszukiwania sprawcy będą mogły ruszyć pełną parą. W dodatku miasto też prowadzi swoje śledztwo: Cieszyn jest tu jednym z bohaterów, którzy zyskują prawo do własnej perspektywy w narracji i uzupełnia wywody trzynogiego kundelka Gucia. Sam Cieszyn ma dość ważną rolę do odegrania, ale sprawdza się także jako tło wydarzeń. Po pierwsze - ze względu na ciekawostki i możliwość przywołania oryginalnych lektur. Po drugie - z uwagi na zabawy językowe. Marta Matyszczak wprowadza tu dwie Grażyny, kobiety zgodnie rządzące miastem, lokalne specjały kulinarne, którym nie może się oprzeć zwłaszcza Solański (mądry Gucio wie, co psom szkodzi i czego ruszać nie powinien - nawet fabryka szymonków, czyli przepysznych czekoladek, nie wzbudzi jego uznania, chociaż bardzo przyciągnie Różę). Autorka bawi się nieporozumieniami słownymi, ale na tym nie poprzestaje, sięga po cieszyńskie specjały i pozwala czytelnikom odbyć podróż bez ruszania się z miejsca.
"Cieszyn prowadzi śledztwo" to kolejny tom przygód bardzo lubianej - i bardzo niedoskonałej - pary detektywistycznej. Marta Matyszczak rozwija nie tylko intrygę kryminalną, ale też wątki obyczajowe. Tym razem wystawia uczucie Róży i Szymona na poważną próbę: wprowadza do orbity obojga bohaterów ludzi, którzy mogliby zawrócić im w głowach. Wszystko po to, żeby wzmocnić tę parę. Róża zawsze musi wpakować się w sytuacje krępujące albo trudne, Szymon w obliczu jej wyczynów blednie - ale jest niezwykle potrzebny dla samej akcji. Gucio przygląda się państwu z politowaniem: wiadomo, że to pies najlepiej rozwiązuje zagadki kryminalne, a do tego ma największe zdolności dedukcji. Gucio zbiera informacje, uważnie nasłuchując. Relacjonuje wiadomości w zwierzeniach, dokładając do nich własne, ironiczne często uwagi na temat słabości ludziny. A ponieważ Gucio, chociaż poczciwy, ma spore pokłady złośliwości, czytelnicy będą mieli się z czego pośmiać. Jak zwykle Marta Matyszczak nie zawodzi - zabiera odbiorców do Cieszyna nie tylko po to, żeby przemierzać z nimi nowe trasy. Ma pomysł i na zbrodnię, i na oryginalne rozwiązanie tajemnicy. Przedstawia odbiorcom kolejną przygodę bardzo lubianej detektywistycznej pary (przy okazji może zaprosić do czytania innych tomów cyklu oraz do swojej drugiej serii). Tworzy cały świat wokół Solańskich, dzięki temu sprawia, że do tej pary odbiorcy chcą wracać. Umiejętnie buduje charaktery i konsekwentnie prowadzi detektywistyczną parę. Ubarwia doświadczenia Solańskich: nie tylko sprawia, że chce się ruszyć ich śladem, ale coraz bardziej do nich przywiązuje.
Miasto podwójne
Mieszkańcy mają dość tego, że wszystko ma się dziać na granicy. Imprezy kulturalne pod hasłem na granicy mogą się przejeść - tymczasem Marta Matyszczak na granicę dorzuca jeszcze zwłoki. Dorzuca je perfidnie, tak, żeby nie dało się nieboszczyka przerzucić jednoznacznie do jednego z krajów: ani Czesi, ani Polacy nie mogą pozbyć się problemu bez śledztwa. Na szczęście na miejscu znajduje się Róża Solańska (z domu Kwiatkowska), dziennikarka zaangażowana do lokalnej gazety. Do Róży już wkrótce dołączy Szymon wraz z Guciem - a wtedy już poszukiwania sprawcy będą mogły ruszyć pełną parą. W dodatku miasto też prowadzi swoje śledztwo: Cieszyn jest tu jednym z bohaterów, którzy zyskują prawo do własnej perspektywy w narracji i uzupełnia wywody trzynogiego kundelka Gucia. Sam Cieszyn ma dość ważną rolę do odegrania, ale sprawdza się także jako tło wydarzeń. Po pierwsze - ze względu na ciekawostki i możliwość przywołania oryginalnych lektur. Po drugie - z uwagi na zabawy językowe. Marta Matyszczak wprowadza tu dwie Grażyny, kobiety zgodnie rządzące miastem, lokalne specjały kulinarne, którym nie może się oprzeć zwłaszcza Solański (mądry Gucio wie, co psom szkodzi i czego ruszać nie powinien - nawet fabryka szymonków, czyli przepysznych czekoladek, nie wzbudzi jego uznania, chociaż bardzo przyciągnie Różę). Autorka bawi się nieporozumieniami słownymi, ale na tym nie poprzestaje, sięga po cieszyńskie specjały i pozwala czytelnikom odbyć podróż bez ruszania się z miejsca.
"Cieszyn prowadzi śledztwo" to kolejny tom przygód bardzo lubianej - i bardzo niedoskonałej - pary detektywistycznej. Marta Matyszczak rozwija nie tylko intrygę kryminalną, ale też wątki obyczajowe. Tym razem wystawia uczucie Róży i Szymona na poważną próbę: wprowadza do orbity obojga bohaterów ludzi, którzy mogliby zawrócić im w głowach. Wszystko po to, żeby wzmocnić tę parę. Róża zawsze musi wpakować się w sytuacje krępujące albo trudne, Szymon w obliczu jej wyczynów blednie - ale jest niezwykle potrzebny dla samej akcji. Gucio przygląda się państwu z politowaniem: wiadomo, że to pies najlepiej rozwiązuje zagadki kryminalne, a do tego ma największe zdolności dedukcji. Gucio zbiera informacje, uważnie nasłuchując. Relacjonuje wiadomości w zwierzeniach, dokładając do nich własne, ironiczne często uwagi na temat słabości ludziny. A ponieważ Gucio, chociaż poczciwy, ma spore pokłady złośliwości, czytelnicy będą mieli się z czego pośmiać. Jak zwykle Marta Matyszczak nie zawodzi - zabiera odbiorców do Cieszyna nie tylko po to, żeby przemierzać z nimi nowe trasy. Ma pomysł i na zbrodnię, i na oryginalne rozwiązanie tajemnicy. Przedstawia odbiorcom kolejną przygodę bardzo lubianej detektywistycznej pary (przy okazji może zaprosić do czytania innych tomów cyklu oraz do swojej drugiej serii). Tworzy cały świat wokół Solańskich, dzięki temu sprawia, że do tej pary odbiorcy chcą wracać. Umiejętnie buduje charaktery i konsekwentnie prowadzi detektywistyczną parę. Ubarwia doświadczenia Solańskich: nie tylko sprawia, że chce się ruszyć ich śladem, ale coraz bardziej do nich przywiązuje.
sobota, 23 lipca 2022
Marta Matyszczak: Sopot w trzech aktach
Dolnośląskie, Wrocław 2022.
Trup nad morzem
Marta Matyszczak powraca do relacji Gucia i wysyła bohaterów uwielbianych przez wszystkich na wakacje nad morze. W Sopocie czas mają mile spędzić Róża z mężem, Szymonem Solańskim, ale też... Brygida Buchta oraz aspirant Barański ze swoją nową partnerką, Potomek-Chojarską. Gucio obserwuje wszystkich i wynotowuje co ciekawsze informacje, dzieli się nimi z czytelnikami i jak zwykle - serwuje mnóstwo sarkazmu w swoich wyznaniach. Wszystko zaczyna się z chwilą, gdy wzięta za topielca Róża faktycznie znajduje przy brzegu zwłoki - wiadomo, że wakacje nie będą wyglądały normalnie, bo trzeba zaangażować się w śledztwo. Sam Barański, nawet jeśli wspierany przez lokalne służby, nie da rady poznać prawdy. Róża i Szymon mają za to wprawę w rozwiązywaniu detektywistycznych zagadek - i tym razem nie będą bezczynnie czekać na wykrycie sprawcy.
Kryminały pod psem biegną zwykle dwutorowo: teraźniejszość przeplatana jest scenkami z przeszłości, nie inaczej jest i tym razem. Marta Matyszczak zabiera odbiorców do Sopotu z czasów międzywojnia, przyglądając się przyjaźni czterech dziewczyn, przedstawicielek czterech różnych narodowości (trudno o lepsze zarysowanie wielokulturowości). Wychodzi na to, że w Sopocie przez cały czas coś się dzieje: amatorzy mocnych wrażeń mogą tu przybywać niezależnie od czasów. W "Józefinie", całkiem przyjemnym pensjonacie, chwilowo trudno o sielankę. A jednak perypetie Gucia, Róży i Szymona sprawiają, że odbiorcy będą się z lektury bardzo cieszyć. Marta Matyszczak jak zwykle intrygę kryminalną obudowuje mnóstwem humorystycznych i obyczajowych scenek - wie, jak podkreślać charaktery postaci i co robić, żeby opowieść nikomu się nie dłużyła. Proponuje śledztwo, które rozgrywa się niejako mimochodem, na marginesie wydarzeń - tak, żeby nie fundować odbiorcom papierowych rozmów i kolejnych kadrów z procesu zdobywania informacji. Czego nie wykryją Róża i Szymon - często przypadkiem i w oderwaniu od siebie - tego dowie się Gucio. Czytelnikom pozostanie łączenie faktów i sprawdzanie, jak przeszłość przenika się z teraźniejszością. Autorka starannie wybiera miejsce akcji: w pierwowzorze "Józefiny" lubi wypoczywać, a o dawnych czasach dowiaduje się z odpowiednich publikacji. Tym samym nie tylko zapewnia odbiorcom garść wiadomości - może bardziej przekonująco prowadzić narrację. "Sopot w trzech aktach" to nie tylko spotkanie ze znanymi i lubianymi bohaterami: autorka wie, jak odchodzić od schematów w kryminałach, tworzy historię, która wciąga. Proponuje zestaw przygód komicznych - ale połączonych z dramatami dalszoplanowych postaci. Róża zwykle popełnia rozmaite gafy, Gucio tęskni za kiełbasą śląską, a Szymon wreszcie zyskuje spokój ducha. Trio uwielbiane przez publiczność literacką może spełniać swoje marzenia. Nawet to o przerobieniu mieszkań na ekskluzywny apartament (w czym wydatnie pomagajądwie matki...). Każdy, kto chce się dowiedzieć, co słychać u Solańskich, może tu znaleźć sporo dla siebie: dobrze, że Marta Matyszczak do swojego pierwszego cyklu powieściowego dodaje kolejne historie. Nie traci przy tym pomysłów i po "żyli długo i szczęśliwie" potrafi poprowadzić niezwykłą parę przez szereg następnych niespodzianek. Rozśmiesza, zapewnia rozrywkę i do tego nie męczy: "Sopot w trzech aktach" to dowód na to, że powieściami kryminalnymi można się nieźle bawić.
Trup nad morzem
Marta Matyszczak powraca do relacji Gucia i wysyła bohaterów uwielbianych przez wszystkich na wakacje nad morze. W Sopocie czas mają mile spędzić Róża z mężem, Szymonem Solańskim, ale też... Brygida Buchta oraz aspirant Barański ze swoją nową partnerką, Potomek-Chojarską. Gucio obserwuje wszystkich i wynotowuje co ciekawsze informacje, dzieli się nimi z czytelnikami i jak zwykle - serwuje mnóstwo sarkazmu w swoich wyznaniach. Wszystko zaczyna się z chwilą, gdy wzięta za topielca Róża faktycznie znajduje przy brzegu zwłoki - wiadomo, że wakacje nie będą wyglądały normalnie, bo trzeba zaangażować się w śledztwo. Sam Barański, nawet jeśli wspierany przez lokalne służby, nie da rady poznać prawdy. Róża i Szymon mają za to wprawę w rozwiązywaniu detektywistycznych zagadek - i tym razem nie będą bezczynnie czekać na wykrycie sprawcy.
Kryminały pod psem biegną zwykle dwutorowo: teraźniejszość przeplatana jest scenkami z przeszłości, nie inaczej jest i tym razem. Marta Matyszczak zabiera odbiorców do Sopotu z czasów międzywojnia, przyglądając się przyjaźni czterech dziewczyn, przedstawicielek czterech różnych narodowości (trudno o lepsze zarysowanie wielokulturowości). Wychodzi na to, że w Sopocie przez cały czas coś się dzieje: amatorzy mocnych wrażeń mogą tu przybywać niezależnie od czasów. W "Józefinie", całkiem przyjemnym pensjonacie, chwilowo trudno o sielankę. A jednak perypetie Gucia, Róży i Szymona sprawiają, że odbiorcy będą się z lektury bardzo cieszyć. Marta Matyszczak jak zwykle intrygę kryminalną obudowuje mnóstwem humorystycznych i obyczajowych scenek - wie, jak podkreślać charaktery postaci i co robić, żeby opowieść nikomu się nie dłużyła. Proponuje śledztwo, które rozgrywa się niejako mimochodem, na marginesie wydarzeń - tak, żeby nie fundować odbiorcom papierowych rozmów i kolejnych kadrów z procesu zdobywania informacji. Czego nie wykryją Róża i Szymon - często przypadkiem i w oderwaniu od siebie - tego dowie się Gucio. Czytelnikom pozostanie łączenie faktów i sprawdzanie, jak przeszłość przenika się z teraźniejszością. Autorka starannie wybiera miejsce akcji: w pierwowzorze "Józefiny" lubi wypoczywać, a o dawnych czasach dowiaduje się z odpowiednich publikacji. Tym samym nie tylko zapewnia odbiorcom garść wiadomości - może bardziej przekonująco prowadzić narrację. "Sopot w trzech aktach" to nie tylko spotkanie ze znanymi i lubianymi bohaterami: autorka wie, jak odchodzić od schematów w kryminałach, tworzy historię, która wciąga. Proponuje zestaw przygód komicznych - ale połączonych z dramatami dalszoplanowych postaci. Róża zwykle popełnia rozmaite gafy, Gucio tęskni za kiełbasą śląską, a Szymon wreszcie zyskuje spokój ducha. Trio uwielbiane przez publiczność literacką może spełniać swoje marzenia. Nawet to o przerobieniu mieszkań na ekskluzywny apartament (w czym wydatnie pomagajądwie matki...). Każdy, kto chce się dowiedzieć, co słychać u Solańskich, może tu znaleźć sporo dla siebie: dobrze, że Marta Matyszczak do swojego pierwszego cyklu powieściowego dodaje kolejne historie. Nie traci przy tym pomysłów i po "żyli długo i szczęśliwie" potrafi poprowadzić niezwykłą parę przez szereg następnych niespodzianek. Rozśmiesza, zapewnia rozrywkę i do tego nie męczy: "Sopot w trzech aktach" to dowód na to, że powieściami kryminalnymi można się nieźle bawić.
wtorek, 30 marca 2021
Marta Matyszczak: Noc na blokowisku
Dolnośląskie, Wrocław 2021.
Okiem Gucia
Silnym wstrząsem zakończyła Marta Matyszczak ostatni tom cyklu Kryminał pod psem, co sprawiło, że wszyscy fani z niecierpliwością czekali na kolejną przygodę Róży i Szymona, już po ich długo zapowiadanym ślubie. Choćby dlatego, że należałoby wyjaśnić zagadkę z finału, zanim pojawią się kolejne tajemnice. Autorka zdecydowała się podtrzymać atmosferę wyczekiwania: nie dość, że Solański nie pojawia się na horyzoncie, to jeszcze nieboszczyk znaleziony pod blokiem na mysłowickim osiedlu ma całkiem znajomy wygląd. Na razie Róża (już nie Kwiatkowska, ale i tak wszyscy się mylą) powraca na Śląsk z pogardzanym przez siebie aspirantem Barańskim i nawet zatrzymuje się u niego w domu. Niby po to, żeby być bliżej śledztwa - ale też i dlatego, że ekipa remontowa nie skończyła jeszcze prac w kamienicy Solańskiego. Projekt polegający na połączeniu dwóch mieszkań z różnych pięter wymaga przecież sporo wysiłku. "Noc na blokowisku" zapowiada zatem ciekawostki kryminalne oraz obyczajowe. Czyli - nic się u Marty Matyszczak nie zmieni w sprawach zasadniczych. Na szczęście, bo czytelnicy pokochali już sarkastycznych bohaterów i od dawna kibicują im w różnych działaniach. Róża i Szymon angażują się tym razem w sprawę tajemniczego trupa zbyt blisko ich terenów. Blokowisko doskonale się nadaje na dwupoziomową zbrodnię. Autorka przenosi czytelników o pokolenie wstecz, do młodości wybranych postaci z końcówki XX wieku - bo tam należy upatrywać źródła dzisiejszych wydarzeń. Sąsiedzkie porachunki, niesnaski podlewane jeszcze brakiem porozumienia to prosta droga do konfliktu. Marta Matyszczak przekonująco odmalowuje zachowania postaci, dodając też charakterystykę czasów za sprawą dostępnych wówczas rozrywek. Stopniowo przedstawia całą intrygę prowadzącą do dramatu - niekoniecznie tylko tego ujawnionego na początku - za jednym zamachem będzie mogła wyjaśnić dwie zagadki. Tymczasem u nowożeńców dzieje się bardzo dużo, przewijają się przez mieszkanie Barańskiego kolejni bohaterowie z całego cyklu, tak, żeby para na pewno nie miała czasu dla siebie (a odbiorcy mogli się skusić na lekturę wcześniejszych tomów, jeśli tego do tej pory nie zrobili). Śledztwo czeka. Sam Gucio, dzielnie prowadzący swoje obserwacje w nadziei na zapomniany przez kogoś kawałek kiełbasy śląskiej, nie podoła przecież w rozwiązaniu tajemnicy. Mimo że bardzo ambitnie przystępuje do detektywistycznych czynności między drzemkami. "Noc na blokowisku", kolejny udany kryminał z przymrużeniem oka od Marty Matyszczak, to znów podwójna zagadka i zestawienie atrakcji obyczajowych czy interpersonalnych. Autorka często posługuje się narracją z perspektywy Gucia, niezwykle inteligentnego kundelka o rozbudowanym zmyśle ironii. Tym razem wprawdzie nie rozśmiesza bez przerwy, ale pozwala skupić się na relacjach między bohaterami. Proponuje Marta Matyszczak gęstą narrację, ale lekki i rozrywkowy styl - tak, żeby przyciągnąć również fanów obyczajówek. Udaje jej się przywiązać odbiorców do postaci, akcja ma nawet w tym kontekście mniejsze znaczenie. Jak zwykle będzie tu drobna lekcja śląskiego. Silne charaktery, rezygnowanie z sentymentu w zamian za podkreślanie dowcipu - to się tu sprawdza. Dzieje się wiele. "Noc na blokowisku" to bardzo udana powieść rozrywkowa pokazująca zalety całego cyklu Kryminał pod psem. Marta Matyszczak przekonuje do siebie nie tylko intrygą kryminalną, ale i wyczuleniem na stylistykę. Wprowadza specyficzny rytm opowieści z przeszłości, tak, że odbiorcy rzeczywiście informację o przejściu w dawne czasy wyczują w samym języku. Kryminały pod psem wyróżniają się na rynku między innymi za sprawą dbałości o szczegóły i komplikacji fabularnych. Nic dziwnego, autorka musi przecież dbać o losy bohaterów także na przestrzeni całego cyklu.
Okiem Gucia
Silnym wstrząsem zakończyła Marta Matyszczak ostatni tom cyklu Kryminał pod psem, co sprawiło, że wszyscy fani z niecierpliwością czekali na kolejną przygodę Róży i Szymona, już po ich długo zapowiadanym ślubie. Choćby dlatego, że należałoby wyjaśnić zagadkę z finału, zanim pojawią się kolejne tajemnice. Autorka zdecydowała się podtrzymać atmosferę wyczekiwania: nie dość, że Solański nie pojawia się na horyzoncie, to jeszcze nieboszczyk znaleziony pod blokiem na mysłowickim osiedlu ma całkiem znajomy wygląd. Na razie Róża (już nie Kwiatkowska, ale i tak wszyscy się mylą) powraca na Śląsk z pogardzanym przez siebie aspirantem Barańskim i nawet zatrzymuje się u niego w domu. Niby po to, żeby być bliżej śledztwa - ale też i dlatego, że ekipa remontowa nie skończyła jeszcze prac w kamienicy Solańskiego. Projekt polegający na połączeniu dwóch mieszkań z różnych pięter wymaga przecież sporo wysiłku. "Noc na blokowisku" zapowiada zatem ciekawostki kryminalne oraz obyczajowe. Czyli - nic się u Marty Matyszczak nie zmieni w sprawach zasadniczych. Na szczęście, bo czytelnicy pokochali już sarkastycznych bohaterów i od dawna kibicują im w różnych działaniach. Róża i Szymon angażują się tym razem w sprawę tajemniczego trupa zbyt blisko ich terenów. Blokowisko doskonale się nadaje na dwupoziomową zbrodnię. Autorka przenosi czytelników o pokolenie wstecz, do młodości wybranych postaci z końcówki XX wieku - bo tam należy upatrywać źródła dzisiejszych wydarzeń. Sąsiedzkie porachunki, niesnaski podlewane jeszcze brakiem porozumienia to prosta droga do konfliktu. Marta Matyszczak przekonująco odmalowuje zachowania postaci, dodając też charakterystykę czasów za sprawą dostępnych wówczas rozrywek. Stopniowo przedstawia całą intrygę prowadzącą do dramatu - niekoniecznie tylko tego ujawnionego na początku - za jednym zamachem będzie mogła wyjaśnić dwie zagadki. Tymczasem u nowożeńców dzieje się bardzo dużo, przewijają się przez mieszkanie Barańskiego kolejni bohaterowie z całego cyklu, tak, żeby para na pewno nie miała czasu dla siebie (a odbiorcy mogli się skusić na lekturę wcześniejszych tomów, jeśli tego do tej pory nie zrobili). Śledztwo czeka. Sam Gucio, dzielnie prowadzący swoje obserwacje w nadziei na zapomniany przez kogoś kawałek kiełbasy śląskiej, nie podoła przecież w rozwiązaniu tajemnicy. Mimo że bardzo ambitnie przystępuje do detektywistycznych czynności między drzemkami. "Noc na blokowisku", kolejny udany kryminał z przymrużeniem oka od Marty Matyszczak, to znów podwójna zagadka i zestawienie atrakcji obyczajowych czy interpersonalnych. Autorka często posługuje się narracją z perspektywy Gucia, niezwykle inteligentnego kundelka o rozbudowanym zmyśle ironii. Tym razem wprawdzie nie rozśmiesza bez przerwy, ale pozwala skupić się na relacjach między bohaterami. Proponuje Marta Matyszczak gęstą narrację, ale lekki i rozrywkowy styl - tak, żeby przyciągnąć również fanów obyczajówek. Udaje jej się przywiązać odbiorców do postaci, akcja ma nawet w tym kontekście mniejsze znaczenie. Jak zwykle będzie tu drobna lekcja śląskiego. Silne charaktery, rezygnowanie z sentymentu w zamian za podkreślanie dowcipu - to się tu sprawdza. Dzieje się wiele. "Noc na blokowisku" to bardzo udana powieść rozrywkowa pokazująca zalety całego cyklu Kryminał pod psem. Marta Matyszczak przekonuje do siebie nie tylko intrygą kryminalną, ale i wyczuleniem na stylistykę. Wprowadza specyficzny rytm opowieści z przeszłości, tak, że odbiorcy rzeczywiście informację o przejściu w dawne czasy wyczują w samym języku. Kryminały pod psem wyróżniają się na rynku między innymi za sprawą dbałości o szczegóły i komplikacji fabularnych. Nic dziwnego, autorka musi przecież dbać o losy bohaterów także na przestrzeni całego cyklu.
piątek, 17 lipca 2020
Marta Matyszczak: Las i ciemność
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2020.
Spełnienie marzeń
Zwykle, kiedy bohaterowie wybierają się w podróż, to żeby odpocząć od swojego środowiska, zmienić otoczenie i znajomych. Róża Kwiatkowska i Szymon Solański, para, która już od ośmiu tomów rozśmiesza czytelników serii Kryminał pod psem, wybiera się do Puszczy Augustowskiej w zupełnie innym celu. Oto wielkimi krokami zbliża się ślub dziennikarki i detektywa. Ślub wymarzony (zwłaszcza przez Różę), planowany w najdrobniejszych szczegółach przez specjalnie zatrudnioną przez Szymona doradczynię (dopóki nie wtrąci się Róża) – i wolny od zwłok. Przynajmniej w założeniach. Bo tam, gdzie pojawia się sympatyczna dwójka, trupów nigdy nie brakuje. Tym razem ciało mężczyzny pływa sobie w Kanale Augustowskim, a takiego zjawiska zbagatelizować nie można. A co do oderwania od bliskich… bez obaw, Szymon Solański zaprasza na uroczystość i komisarza Barańskiego, i Potomek-Chojarską, i Brygidę Buchtę i wielu innych gości. Wszyscy będą musieli jakoś zmieścić się w lokalnym zajeździe i przeczekać największe szaleństwo.
Marta Matyszczak tym razem zabiera czytelników na prawdziwe wakacje w starym stylu. Z dala od wygód wszelakich: Szymon i Róża mieszkają w starej przyczepie kempingowej, nie z oszczędności, a z konieczności; z dala od uniżonego traktowania klientów. Do tego stopnia, że Róży przypomną się najgorsze wakacje w jej życiu – schyłek lat 90., brak ukochanego już wtedy Solańskiego, złośliwe koleżanki, które trzeba dopiero spacyfikować, nastoletnie kompleksy i problemy utrudniające codzienność. I teraz dramaty czają się na każdym rogu, ale nie zabraknie rozmachu narracyjnego i fantazji: Róża, która po prostu musi wpaść w tarapaty, objeżdża nago jezioro na ukradzionej motorówce, zrywa z okien firanki i popisuje się wyobraźnią, żeby nie zepsuć najpiękniejszego dnia w swoim życiu. Szymon próbuje po prostu się dostosować. Silne charaktery i brak zahamowań w działaniu – to coś, co wyróżnia serię. Tu nie ma postaci z tła, każdy, kto zaistnieje w opowieści, natychmiast przykuwa uwagę i staje się numerem jeden. A ponieważ Marta Matyszczak wie doskonale, że bohaterowie nie mogą być idealni, pozwala śmiać się z ich wad do woli.
A wszystkiemu oczywiście przygląda się ironicznie złośliwy Gucio, pies Szymona, amator kiełbasy śląskiej i bystry obserwator. Guciowi nic nie umknie – może zatem charakteryzować i swoją ludzinę, i całe otoczenie. Z humorem, piekielnie inteligentnie i z uwzględnieniem wyższości intelektualnej zwierząt (a przynajmniej psów) nad ludźmi. Trudno odmówić Guciowi racji, on nigdy się nie myli. Marta Matyszczak prowadzi wielowątkową narrację. Raz oddaje głos Guciowi, raz – trzecioosobowemu narratorowi, to znowu sięga po retrospekcje i bawi się odwzorowywaniem rzeczywistości z lat 90., włączając w nią typowe dla młodzieży rozrywki oraz przejawy popkultury. W efekcie samo śledztwo schodzi na dalszy plan, znacznie lepiej można bawić się przy sprawdzaniu, jakie to słowne potyczki proponuje bohaterom autorka i dokąd zaprowadzi w intrygach towarzyskich. Jest tu naprawdę dużo powodów do radości, autorka rozśmieszy każdego. A „Las i ciemność” natychmiast po zakończeniu lektury każe głośno dopingować Martę Matyszczak do pisania kolejnych części. Przecież na ślubie bohaterów na pewno by się nie skończyło.
Spełnienie marzeń
Zwykle, kiedy bohaterowie wybierają się w podróż, to żeby odpocząć od swojego środowiska, zmienić otoczenie i znajomych. Róża Kwiatkowska i Szymon Solański, para, która już od ośmiu tomów rozśmiesza czytelników serii Kryminał pod psem, wybiera się do Puszczy Augustowskiej w zupełnie innym celu. Oto wielkimi krokami zbliża się ślub dziennikarki i detektywa. Ślub wymarzony (zwłaszcza przez Różę), planowany w najdrobniejszych szczegółach przez specjalnie zatrudnioną przez Szymona doradczynię (dopóki nie wtrąci się Róża) – i wolny od zwłok. Przynajmniej w założeniach. Bo tam, gdzie pojawia się sympatyczna dwójka, trupów nigdy nie brakuje. Tym razem ciało mężczyzny pływa sobie w Kanale Augustowskim, a takiego zjawiska zbagatelizować nie można. A co do oderwania od bliskich… bez obaw, Szymon Solański zaprasza na uroczystość i komisarza Barańskiego, i Potomek-Chojarską, i Brygidę Buchtę i wielu innych gości. Wszyscy będą musieli jakoś zmieścić się w lokalnym zajeździe i przeczekać największe szaleństwo.
Marta Matyszczak tym razem zabiera czytelników na prawdziwe wakacje w starym stylu. Z dala od wygód wszelakich: Szymon i Róża mieszkają w starej przyczepie kempingowej, nie z oszczędności, a z konieczności; z dala od uniżonego traktowania klientów. Do tego stopnia, że Róży przypomną się najgorsze wakacje w jej życiu – schyłek lat 90., brak ukochanego już wtedy Solańskiego, złośliwe koleżanki, które trzeba dopiero spacyfikować, nastoletnie kompleksy i problemy utrudniające codzienność. I teraz dramaty czają się na każdym rogu, ale nie zabraknie rozmachu narracyjnego i fantazji: Róża, która po prostu musi wpaść w tarapaty, objeżdża nago jezioro na ukradzionej motorówce, zrywa z okien firanki i popisuje się wyobraźnią, żeby nie zepsuć najpiękniejszego dnia w swoim życiu. Szymon próbuje po prostu się dostosować. Silne charaktery i brak zahamowań w działaniu – to coś, co wyróżnia serię. Tu nie ma postaci z tła, każdy, kto zaistnieje w opowieści, natychmiast przykuwa uwagę i staje się numerem jeden. A ponieważ Marta Matyszczak wie doskonale, że bohaterowie nie mogą być idealni, pozwala śmiać się z ich wad do woli.
A wszystkiemu oczywiście przygląda się ironicznie złośliwy Gucio, pies Szymona, amator kiełbasy śląskiej i bystry obserwator. Guciowi nic nie umknie – może zatem charakteryzować i swoją ludzinę, i całe otoczenie. Z humorem, piekielnie inteligentnie i z uwzględnieniem wyższości intelektualnej zwierząt (a przynajmniej psów) nad ludźmi. Trudno odmówić Guciowi racji, on nigdy się nie myli. Marta Matyszczak prowadzi wielowątkową narrację. Raz oddaje głos Guciowi, raz – trzecioosobowemu narratorowi, to znowu sięga po retrospekcje i bawi się odwzorowywaniem rzeczywistości z lat 90., włączając w nią typowe dla młodzieży rozrywki oraz przejawy popkultury. W efekcie samo śledztwo schodzi na dalszy plan, znacznie lepiej można bawić się przy sprawdzaniu, jakie to słowne potyczki proponuje bohaterom autorka i dokąd zaprowadzi w intrygach towarzyskich. Jest tu naprawdę dużo powodów do radości, autorka rozśmieszy każdego. A „Las i ciemność” natychmiast po zakończeniu lektury każe głośno dopingować Martę Matyszczak do pisania kolejnych części. Przecież na ślubie bohaterów na pewno by się nie skończyło.
poniedziałek, 9 marca 2020
Marta Matyszczak: Wypocznij i zgiń
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2020.
Turystyczne śledztwo
Gucio zawsze wszystko wie najlepiej. I nic dziwnego: kundelek, którego nikt by nie podejrzewał o talenty śledcze, przewyższa umiejętnością dedukowania swoich państwa, Szymona Solańskiego i Różę Kwiatkowską. Może stać się świadkiem tajemniczych rozmów lub wydarzeń, które rzucą nowe światło na śledztwo. Gucio to bohater, bez którego Kryminały pod psem nie wyróżniałyby się na księgarskich ladach. Sam prowadzi część narracji i nie szczędzi postaciom zgryźliwych komentarzy. Co prawda ludzina i tak nie zrozumie, co wyszczekuje im czworonożny mistrz węszenia, ale kto by się tam przejmował – najważniejsze, że akcja dzięki niemu nabiera tempa i rozmachu.
Marta Matyszczak nie lubi nudy. Tym razem wysyła swoich bohaterów do Szczawnicy, bo tu, w centrum turystycznych eskapad, znalezione zostają zwłoki Mateusza Słowika. Róża trochę kręci nosem na konieczność przemierzania narciarskich tras – z drugiej jednak strony ma przy sobie ukochanego i może popracować nad kwestią ślubu. Wprawdzie smak wody proponowanej jako lecznicza, pozostawia wiele do życzenia, a w miejscowych knajpach nie za bardzo można się najeść (szybciej struć), ale przecież nie można być drobiazgowym. Szymon Solański i Róża Kwiatkowska muszą jak najszybciej znaleźć mordercę – paru osobom bardzo na tym zależy. Do tego stopnia, że gotowe są hojnie wynagrodzić detektywów. Albo przynajmniej oszczędzić im upokorzeń. Temat śledztwa to powód, dla którego Szymon i Róża przenoszą się na chwilę do Szczawnicy. Marta Matyszczak – jak zwykle – wplata do historii również elementy obyczajowe. Oto Solański, który do żeniaczki niekoniecznie się spieszy. Na boku podtrzymuje relacje z pewną Anetką, jest głuchy i ślepy na wszelkie aluzje Róży dotyczące ślubu. Ucieka od zagadnienia, chociaż od czasu do czasu uświadamia sobie, dlaczego właściwie kocha zwariowaną dziennikarkę (a Róża nie żałuje sobie wyczynów w miejscu, w którym nikt jej nie zna). Gucio zajęty jest przede wszystkim szukaniem okazji do wyżerki – i wyśmiewaniem się z nieudolności państwa. Do tego trochę aluzji pozaliterackich, smaczków do wyłapania podczas lektury. Marta Matyszczak przenosi też część akcji i wyjaśnień w daleką przeszłość, do międzywojnia – wykorzystuje dawną świetność uzdrowiska, żeby nakreślić sytuację niemal bliźniaczo podobną do tej, która rozgrywa się tu i teraz. Oczywiście zbrodnia i sposób prowadzenia narracji są odpowiednio przestylizowane, w klimacie retro – co sprawia, że autorka tak naprawdę opowiada dwie historie, które później umiejętnie splecie.
Jak zawsze w serii Kryminał pod psem, i tu można się pośmiać. Humor to ważny czynnik w prowadzonej brawurowo opowieści. Marta Matyszczak nie boi się braku transparentności w opisach, śmiało posługuje się kolokwializmami, grą językową przyciąga do siebie czytelników i automatycznie oddala podejrzenie o naiwność w „psiej” części narracji. „Wypocznij i zgiń” to kolejna udana publikacja kryminalno-satyryczna tej autorki.
Turystyczne śledztwo
Gucio zawsze wszystko wie najlepiej. I nic dziwnego: kundelek, którego nikt by nie podejrzewał o talenty śledcze, przewyższa umiejętnością dedukowania swoich państwa, Szymona Solańskiego i Różę Kwiatkowską. Może stać się świadkiem tajemniczych rozmów lub wydarzeń, które rzucą nowe światło na śledztwo. Gucio to bohater, bez którego Kryminały pod psem nie wyróżniałyby się na księgarskich ladach. Sam prowadzi część narracji i nie szczędzi postaciom zgryźliwych komentarzy. Co prawda ludzina i tak nie zrozumie, co wyszczekuje im czworonożny mistrz węszenia, ale kto by się tam przejmował – najważniejsze, że akcja dzięki niemu nabiera tempa i rozmachu.
Marta Matyszczak nie lubi nudy. Tym razem wysyła swoich bohaterów do Szczawnicy, bo tu, w centrum turystycznych eskapad, znalezione zostają zwłoki Mateusza Słowika. Róża trochę kręci nosem na konieczność przemierzania narciarskich tras – z drugiej jednak strony ma przy sobie ukochanego i może popracować nad kwestią ślubu. Wprawdzie smak wody proponowanej jako lecznicza, pozostawia wiele do życzenia, a w miejscowych knajpach nie za bardzo można się najeść (szybciej struć), ale przecież nie można być drobiazgowym. Szymon Solański i Róża Kwiatkowska muszą jak najszybciej znaleźć mordercę – paru osobom bardzo na tym zależy. Do tego stopnia, że gotowe są hojnie wynagrodzić detektywów. Albo przynajmniej oszczędzić im upokorzeń. Temat śledztwa to powód, dla którego Szymon i Róża przenoszą się na chwilę do Szczawnicy. Marta Matyszczak – jak zwykle – wplata do historii również elementy obyczajowe. Oto Solański, który do żeniaczki niekoniecznie się spieszy. Na boku podtrzymuje relacje z pewną Anetką, jest głuchy i ślepy na wszelkie aluzje Róży dotyczące ślubu. Ucieka od zagadnienia, chociaż od czasu do czasu uświadamia sobie, dlaczego właściwie kocha zwariowaną dziennikarkę (a Róża nie żałuje sobie wyczynów w miejscu, w którym nikt jej nie zna). Gucio zajęty jest przede wszystkim szukaniem okazji do wyżerki – i wyśmiewaniem się z nieudolności państwa. Do tego trochę aluzji pozaliterackich, smaczków do wyłapania podczas lektury. Marta Matyszczak przenosi też część akcji i wyjaśnień w daleką przeszłość, do międzywojnia – wykorzystuje dawną świetność uzdrowiska, żeby nakreślić sytuację niemal bliźniaczo podobną do tej, która rozgrywa się tu i teraz. Oczywiście zbrodnia i sposób prowadzenia narracji są odpowiednio przestylizowane, w klimacie retro – co sprawia, że autorka tak naprawdę opowiada dwie historie, które później umiejętnie splecie.
Jak zawsze w serii Kryminał pod psem, i tu można się pośmiać. Humor to ważny czynnik w prowadzonej brawurowo opowieści. Marta Matyszczak nie boi się braku transparentności w opisach, śmiało posługuje się kolokwializmami, grą językową przyciąga do siebie czytelników i automatycznie oddala podejrzenie o naiwność w „psiej” części narracji. „Wypocznij i zgiń” to kolejna udana publikacja kryminalno-satyryczna tej autorki.
sobota, 20 lipca 2019
Marta Matyszczak: Trup w sanatorium
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2019.
Kryminał na wakacje
To nie tak, że Szymon Solański i Róża Kwiatkowska, bohaterowie sześciotomowego już cyklu Kryminał pod Psem autorstwa Marty Matyszczak podążają śladami zbrodni. To raczej zbrodnie przypadkiem rozgrywają się tam, gdzie prywatny detektyw i dziennikarka akurat przebywają. W takiej sytuacji trudno o wypoczynek na pierwszych wspólnych wakacjach. W Świnoujściu w latach 70. ginie pewna kobieta. Teraz w kąpieli solankowej utopiona zostaje jej siostra. Chociaż Solański mógłby wreszcie zacząć budować swój związek z Różą, woli zbierać dowody i sprawdzać, co naprawdę mogło się stać. To nie sprzyja romantyzmowi. Tymczasem sprawy sercowe mają w książce „Trup w sanatorium” duże znaczenie, zarówno w teraźniejszości, jak i w przeszłości. Marta Matyszczak po raz pierwszy rozszerza narrację o kolejną postać, bezpośrednio zaangażowaną w wydarzenia. Młoda kobieta w lecie 1977 roku jest pracownikiem kulturalno-oświatowym i organizuje rozrywki wczasowiczom. W tle trwają przygotowania do festiwalu FAMA, co przypominają jeszcze raporty i polecenia bezpieki. Ta opowieść pozwala zorientować się w kwestiach sprzed lat, ale rozwiązanie znajdzie już w czasach aktualnych. Ze względu na obecność następnej narratorki odrobinę zmniejsza Marta Matyszczak monologi Gucia, ale nie oznacza to ograniczania ich intensywności i poziomu ironii.
Szymon Solański i Róża nie mogą przeżywać wspaniałego, idealnego uczucia. Ta para po prostu musi bez przerwy się kłócić i spierać o drobiazgi, które urastają do rangi problemu nie do pokonania. Inaczej byłoby nudno, zresztą czytelnicy kibicujący bohaterom doskonale wiedzą o rozmaitych słabostkach postaci, w końcu obserwują je od paru lat. Mocny charakter, zwłaszcza w przypadku rezolutnej dziennikarki, to coś, co gwarantuje dobrą zabawę. Róża może wydziwiać do woli, i tak da się lubić. Detektyw po raz pierwszy nie przeżywa traum związanych z utratą żony, temat został już wyjaśniony do końca, można zająć się budowaniem nowego szczęścia. Co nie oznacza zgody, nawet jeśli w intencjach bohaterowie się nie rozmijają. Marta Matyszczak bawi się kreowaniem sylwetek postaci dalszoplanowych (mistrzowsko zarysowana właścicielka pensjonatu!), bo na pierwszym planie ma tych, którzy mogą działać sami i bez jej ingerencji. Tu uwagę zwraca zwłaszcza Gucio: narracja z perspektywy psa nie jest zabiegiem często spotykanym w literaturze rozrywkowej dla dorosłych, tutaj sprawdza się znakomicie. A to dlatego, że Gucio posługuje się nieprzezroczystym do końca językiem, lubi dawać upust złośliwościom lub popisywać się lingwistycznie. Ponadto subtelnie (albo zupełnie wprost) daje do zrozumienia, że najchętniej posiliłby się kiełbasą śląską. To wszystko nie przeszkadza w prowadzeniu detektywistycznej pracy naświetlającej tragiczne wydarzenia.
Marta Matyszczak dba w powieści o koloryt lokalny, równie dobrze czuje się w Świnoujściu obecnym, jak i tym z czasów PRL-u, w tym drugim zresztą posiłkuje się jeszcze fragmentami piosenek (cytaty z evergreenów i tym razem zamieniają się w tytuły, wkraczają też do opisów). Pozwala uwierzyć w świat przedstawiony i dobrze się nim bawić. Stosuje rozwiązania, do których czytelnicy się już przyzwyczaili, i które stają się wyznacznikami serii. Dzieje się w tych książkach dużo i szybko, sprawy natury obyczajowej przeplatają się z kryminalno-sensacyjnymi, ale autorka nigdy nie psuje wrażenia prawdopodobieństwa, zawsze udaje jej się tak poprowadzić i intrygę, i opowieść, żeby odbiorcy odnaleźli się w rzeczywistości bohaterów i mogli im z bliska kibicować.
Marta Matyszczak pisze bardzo lekko, więc klimaty wakacyjne, nawet obarczone wizją zwielokrotnionej zbrodni, nie wypadają tu przygnębiająco. Można tej autorce zaufać i czerpać przyjemność z śledzenia prezentowanych przez nią historii. „Trup w sanatorium” to sporo śmiechu, trochę nostalgii, ale przede wszystkim – dalsze perypetie Szymona, Róży i Gucia, czyli coś, na co fani cyklu zawsze czekają. Można tę książkę czytać samodzielnie, bez świadomości tego, co już się zdążyło między bohaterami wydarzyć – w końcu dotyczy ona odrębnej sprawy – ale i tak każdy zechce się przekonać, jak wcześniej wyglądały relacje detektywa i dziennikarki – a także, jak skomentował to wszystko wyjątkowo inteligentny i ironicznie do świata nastawiony kundelek.
Kryminał na wakacje
To nie tak, że Szymon Solański i Róża Kwiatkowska, bohaterowie sześciotomowego już cyklu Kryminał pod Psem autorstwa Marty Matyszczak podążają śladami zbrodni. To raczej zbrodnie przypadkiem rozgrywają się tam, gdzie prywatny detektyw i dziennikarka akurat przebywają. W takiej sytuacji trudno o wypoczynek na pierwszych wspólnych wakacjach. W Świnoujściu w latach 70. ginie pewna kobieta. Teraz w kąpieli solankowej utopiona zostaje jej siostra. Chociaż Solański mógłby wreszcie zacząć budować swój związek z Różą, woli zbierać dowody i sprawdzać, co naprawdę mogło się stać. To nie sprzyja romantyzmowi. Tymczasem sprawy sercowe mają w książce „Trup w sanatorium” duże znaczenie, zarówno w teraźniejszości, jak i w przeszłości. Marta Matyszczak po raz pierwszy rozszerza narrację o kolejną postać, bezpośrednio zaangażowaną w wydarzenia. Młoda kobieta w lecie 1977 roku jest pracownikiem kulturalno-oświatowym i organizuje rozrywki wczasowiczom. W tle trwają przygotowania do festiwalu FAMA, co przypominają jeszcze raporty i polecenia bezpieki. Ta opowieść pozwala zorientować się w kwestiach sprzed lat, ale rozwiązanie znajdzie już w czasach aktualnych. Ze względu na obecność następnej narratorki odrobinę zmniejsza Marta Matyszczak monologi Gucia, ale nie oznacza to ograniczania ich intensywności i poziomu ironii.
Szymon Solański i Róża nie mogą przeżywać wspaniałego, idealnego uczucia. Ta para po prostu musi bez przerwy się kłócić i spierać o drobiazgi, które urastają do rangi problemu nie do pokonania. Inaczej byłoby nudno, zresztą czytelnicy kibicujący bohaterom doskonale wiedzą o rozmaitych słabostkach postaci, w końcu obserwują je od paru lat. Mocny charakter, zwłaszcza w przypadku rezolutnej dziennikarki, to coś, co gwarantuje dobrą zabawę. Róża może wydziwiać do woli, i tak da się lubić. Detektyw po raz pierwszy nie przeżywa traum związanych z utratą żony, temat został już wyjaśniony do końca, można zająć się budowaniem nowego szczęścia. Co nie oznacza zgody, nawet jeśli w intencjach bohaterowie się nie rozmijają. Marta Matyszczak bawi się kreowaniem sylwetek postaci dalszoplanowych (mistrzowsko zarysowana właścicielka pensjonatu!), bo na pierwszym planie ma tych, którzy mogą działać sami i bez jej ingerencji. Tu uwagę zwraca zwłaszcza Gucio: narracja z perspektywy psa nie jest zabiegiem często spotykanym w literaturze rozrywkowej dla dorosłych, tutaj sprawdza się znakomicie. A to dlatego, że Gucio posługuje się nieprzezroczystym do końca językiem, lubi dawać upust złośliwościom lub popisywać się lingwistycznie. Ponadto subtelnie (albo zupełnie wprost) daje do zrozumienia, że najchętniej posiliłby się kiełbasą śląską. To wszystko nie przeszkadza w prowadzeniu detektywistycznej pracy naświetlającej tragiczne wydarzenia.
Marta Matyszczak dba w powieści o koloryt lokalny, równie dobrze czuje się w Świnoujściu obecnym, jak i tym z czasów PRL-u, w tym drugim zresztą posiłkuje się jeszcze fragmentami piosenek (cytaty z evergreenów i tym razem zamieniają się w tytuły, wkraczają też do opisów). Pozwala uwierzyć w świat przedstawiony i dobrze się nim bawić. Stosuje rozwiązania, do których czytelnicy się już przyzwyczaili, i które stają się wyznacznikami serii. Dzieje się w tych książkach dużo i szybko, sprawy natury obyczajowej przeplatają się z kryminalno-sensacyjnymi, ale autorka nigdy nie psuje wrażenia prawdopodobieństwa, zawsze udaje jej się tak poprowadzić i intrygę, i opowieść, żeby odbiorcy odnaleźli się w rzeczywistości bohaterów i mogli im z bliska kibicować.
Marta Matyszczak pisze bardzo lekko, więc klimaty wakacyjne, nawet obarczone wizją zwielokrotnionej zbrodni, nie wypadają tu przygnębiająco. Można tej autorce zaufać i czerpać przyjemność z śledzenia prezentowanych przez nią historii. „Trup w sanatorium” to sporo śmiechu, trochę nostalgii, ale przede wszystkim – dalsze perypetie Szymona, Róży i Gucia, czyli coś, na co fani cyklu zawsze czekają. Można tę książkę czytać samodzielnie, bez świadomości tego, co już się zdążyło między bohaterami wydarzyć – w końcu dotyczy ona odrębnej sprawy – ale i tak każdy zechce się przekonać, jak wcześniej wyglądały relacje detektywa i dziennikarki – a także, jak skomentował to wszystko wyjątkowo inteligentny i ironicznie do świata nastawiony kundelek.
czwartek, 21 lutego 2019
Marta Matyszczak: Morderstwo w Hotelu Kattowitz
Dolnośląskie, Wrocław 2019.
Tajemnica hotelu
Po raz pierwszy Marta Matyszczak w tytule swojej piątek powieści komediowo-kryminalnej umieszcza nawiązanie do Katowic – do tej pory lokalność traktowała jako dodatek do śledztw agencji detektywistycznej Solan. Teraz jednak najwyraźniej próbuje dać czytelnikom do zrozumienia, że może być przewodniczką po stolicy Górnego Śląska, a do tego ma silnie ugruntowane poglądy na to, co się w okolicy dzieje. Swoje opinie, czy to na temat toalet na środku rynku, czy życia rozrywkowego na Mariackiej – wplata w wypowiedzi bohaterów tomu (zwłaszcza Gucia). Tym razem za postaciami biega po centrum Katowic bez opamiętania, a wszystko po to, żeby wykryć mordercę DJ Dzidzi. Infantylna piosenkarka – bożyszcze nastolatek – trafiła do Hotelu Kattowitz i tam zginęła. Samozwańczy dziennikarze obywatelscy próbują nadać rozgłos temu wydarzeniu, ktoś niszczy plakaty z artystką, a otaczające ją wcześniej postacie zaczynają się zachowywać co najmniej podejrzanie. Szymon Solański dostaje tę sprawę i musi odkryć tajemnicę siódmego, nieczynnego piętra w hotelu. Dj Dzidzia miała wielu wrogów – ale jak odróżnić ich od pospolitych hejterów? Zjawisko internetowej emocjonalnej krytyki rozpracowują na własny użytek dwaj pracownicy Teatru Ateneum – i to bardzo atrakcyjny wątek z tła. Solański, Róża Kwiatkowska i Gucio szukają jakichkolwiek przesłanek, które podprowadziłyby ich do rozwiązania zagadki. Tymczasem nowych tajemnic dostarcza… Barbara, matka Róży. Zakrada się w przebraniu do cudzych domów, wynosi kosztowności, ma szemranych znajomych… Jest tu sporo wątków, ale na kwestiach kryminalnych i topograficznych Marta Matyszczak się nie zatrzymuje. Bardzo rozwija tematy obyczajowe. Ostatnio Szymon Solański przekreślił szanse Róży na małżeństwo z Łukaszem Bólem, teraz znowu może więc przewijać się w tle uczucie tych dwojga. Szymon musi rozwiązać swoje relacje z sierżant Kamieńską. Najwięcej zdrowego rozsądku zachowuje, jak zwykle, Gucio – katalizator akcji i narrator części książki.
Bardzo dużo lokalnych smaczków tym razem wplata autorka w opowieść. Rozdziały tytułuje fragmentami piosenek Miuosha, opowiada ze szczegółami, gdzie akurat znajdują się bohaterowie, do jakich sklepów wchodzą i co się z tym wiąże. Więcej też niż zwykle tu zwrotów po śląsku. Koloryt lokalny sprawia, że z tomem można wybrać się na spacer śladami bohaterów – i wszystko będzie się zgadzało. Ale Marta Matyszczak ma do zaoferowania dużo więcej niż proste obserwacje z ulic katowickich i porównywanie obecnych elementów codzienności miasta z tym, co dało się zauważyć jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Wprowadza własne oceny i zachęca do sprawdzania oferty kulturalnej Katowic.
Jak zwykle w serii, i w tej powieści jest mnóstwo śmiechu. Marta Matyszczak świetnie czuje się w prowokowaniu komicznych sytuacji. Umiejętnie miesza sceny poruszające (choćby problemy z przeszłości Solańskiego), zmartwienia i smutki, komplikacje sercowe i relacje międzyludzkie – z żartami. Przerysowuje charaktery (zwłaszcza Róży, która mimo licznych wad daje się lubić), a z perspektywy psa w ogóle zwykłe i naturalne reakcje wydają się dziwaczne. Znakomicie się autorka bawi rejestrowaniem kolejnych barwnych przygód – i tak samo będą się bawić odbiorcy przy lekturze. Nie ma tu uproszczeń tak charakterystycznych dla dzisiejszych powieści pop – wręcz przeciwnie, autorka mnoży ciekawe wątki i wplata je w gęstą narrację.
Tajemnica hotelu
Po raz pierwszy Marta Matyszczak w tytule swojej piątek powieści komediowo-kryminalnej umieszcza nawiązanie do Katowic – do tej pory lokalność traktowała jako dodatek do śledztw agencji detektywistycznej Solan. Teraz jednak najwyraźniej próbuje dać czytelnikom do zrozumienia, że może być przewodniczką po stolicy Górnego Śląska, a do tego ma silnie ugruntowane poglądy na to, co się w okolicy dzieje. Swoje opinie, czy to na temat toalet na środku rynku, czy życia rozrywkowego na Mariackiej – wplata w wypowiedzi bohaterów tomu (zwłaszcza Gucia). Tym razem za postaciami biega po centrum Katowic bez opamiętania, a wszystko po to, żeby wykryć mordercę DJ Dzidzi. Infantylna piosenkarka – bożyszcze nastolatek – trafiła do Hotelu Kattowitz i tam zginęła. Samozwańczy dziennikarze obywatelscy próbują nadać rozgłos temu wydarzeniu, ktoś niszczy plakaty z artystką, a otaczające ją wcześniej postacie zaczynają się zachowywać co najmniej podejrzanie. Szymon Solański dostaje tę sprawę i musi odkryć tajemnicę siódmego, nieczynnego piętra w hotelu. Dj Dzidzia miała wielu wrogów – ale jak odróżnić ich od pospolitych hejterów? Zjawisko internetowej emocjonalnej krytyki rozpracowują na własny użytek dwaj pracownicy Teatru Ateneum – i to bardzo atrakcyjny wątek z tła. Solański, Róża Kwiatkowska i Gucio szukają jakichkolwiek przesłanek, które podprowadziłyby ich do rozwiązania zagadki. Tymczasem nowych tajemnic dostarcza… Barbara, matka Róży. Zakrada się w przebraniu do cudzych domów, wynosi kosztowności, ma szemranych znajomych… Jest tu sporo wątków, ale na kwestiach kryminalnych i topograficznych Marta Matyszczak się nie zatrzymuje. Bardzo rozwija tematy obyczajowe. Ostatnio Szymon Solański przekreślił szanse Róży na małżeństwo z Łukaszem Bólem, teraz znowu może więc przewijać się w tle uczucie tych dwojga. Szymon musi rozwiązać swoje relacje z sierżant Kamieńską. Najwięcej zdrowego rozsądku zachowuje, jak zwykle, Gucio – katalizator akcji i narrator części książki.
Bardzo dużo lokalnych smaczków tym razem wplata autorka w opowieść. Rozdziały tytułuje fragmentami piosenek Miuosha, opowiada ze szczegółami, gdzie akurat znajdują się bohaterowie, do jakich sklepów wchodzą i co się z tym wiąże. Więcej też niż zwykle tu zwrotów po śląsku. Koloryt lokalny sprawia, że z tomem można wybrać się na spacer śladami bohaterów – i wszystko będzie się zgadzało. Ale Marta Matyszczak ma do zaoferowania dużo więcej niż proste obserwacje z ulic katowickich i porównywanie obecnych elementów codzienności miasta z tym, co dało się zauważyć jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Wprowadza własne oceny i zachęca do sprawdzania oferty kulturalnej Katowic.
Jak zwykle w serii, i w tej powieści jest mnóstwo śmiechu. Marta Matyszczak świetnie czuje się w prowokowaniu komicznych sytuacji. Umiejętnie miesza sceny poruszające (choćby problemy z przeszłości Solańskiego), zmartwienia i smutki, komplikacje sercowe i relacje międzyludzkie – z żartami. Przerysowuje charaktery (zwłaszcza Róży, która mimo licznych wad daje się lubić), a z perspektywy psa w ogóle zwykłe i naturalne reakcje wydają się dziwaczne. Znakomicie się autorka bawi rejestrowaniem kolejnych barwnych przygód – i tak samo będą się bawić odbiorcy przy lekturze. Nie ma tu uproszczeń tak charakterystycznych dla dzisiejszych powieści pop – wręcz przeciwnie, autorka mnoży ciekawe wątki i wplata je w gęstą narrację.
środa, 4 lipca 2018
Marta Matyszczak: Zło czai się na szczycie
Dolnośląskie, Wrocław 2018.
Rozrachunki z przeszłością
Do tej pory czytelnicy przyjmowali tylko do wiadomości, że w życiu Szymona Solańskiego wydarzyła się pewna tragedia, w wyniku której były śledczy, a obecnie detektyw, stracił żonę i nienarodzone dziecko. W czwartym tomie serii Kryminał pod psem Marta Matyszczak jeszcze raz powraca do tego tematu, tym razem – żeby opowiedzieć, jak było i zdjąć z barków Szymona ogromny ciężar. Bohater bowiem obwiniał się o śmierć bliskich i skazał się – we własnym umyśle – na wieloletnią pokutę. Przyda się rozliczenie z przeszłością, żeby mógł iść dalej. Na razie Szymon Solański wyjeżdża do Zdrojowic. To tutaj kiedyś chciał wybudować dom dla rodziny, to tutaj stracił ukochaną Joannę. Wspomnienia wracają, ale detektyw nie ma czasu na walkę z własnymi myślami. Nie dość, że został zaproszony na wesele mecenas Potomek-Chojarskiej, to jeszcze musi zająć się morderstwem. W okolicy ginie aptekarz. Zalany betonem. To nie może być przypadkowa śmierć, zresztą sama autorka od początku wyklucza kaprysy losu. Pozostaje pytanie, komu mieszkaniec małego miasteczka tak bardzo się naraził, że musiał zapłacić życiem. Tę zagadkę będzie rozwiązywał Szymon Solański – zmuszony do umysłowej pracy. Na miejscu zjawi się też Róża ze swoim nowym ukochanym. Łukasz Ból może nie grzeszy inteligencją, za to imponuje warunkami fizycznymi, na tej płaszczyźnie Solański nie może z nim nawet konkurować. Dziennikarka ma dosyć zabiegania o uczucia tego, który nie zwraca na nią uwagi – ale bohaterowie mogą się długo oszukiwać co do istoty relacji…
I Róża, i Szymon angażują się w śledztwo w Zdrojowicach, a to oznacza, że niejeden raz wpadną na siebie i będą musieli współpracować – Marta Matyszczak funduje więc odbiorcom to, na co i tak czekali i co uwielbiają. Inteligentne i zabawne dialogi, złośliwości tej pary i dość niekonwencjonalne pomysły na prowadzenie śledztwa (droga dedukcji niemal od razu odpada, tu trzeba powęszyć!) – to przepis na sukces. Nic dziwnego, że „Zło czai się na szczycie” to powieść, która tak bardzo wciąga. Matyszczak wymyśliła sobie bohaterów niepozbawionych wad, obdarzyła ich silnymi osobowościami i narzuciła wzajemną obecność. Teraz może tylko obserwować, co z tego wyniknie. A wynika całkiem sporo i to nie tylko na płaszczyźnie emocjonalnej. Po rozmaitych perypetiach tych dwojga da się jeszcze powiedzieć o nich coś nowego i intrygującego. Oczywiście rewelacje na temat Szymona i Róży są niczym przy analizach Gucia. Stary pies wzięty przez Solańskiego ze schroniska okazuje się najlepszym narratorem – chociaż to chwyt nieczęsto spotykany w literaturze dla dorosłych. Marta Matyszczak pozwala mu jednak na sarkastyczne uwagi, nieprzezroczyste porównania i szeregi złośliwości pod adresem bohaterów. Gucio obserwuje rzeczywistość ze swojej perspektywy, wyciąga całkiem trafne wnioski i bez zahamowań dzieli się spostrzeżeniami. Czyni to tak, że z tomu na tom zdobywa coraz większą liczbę fanów – i trudno się dziwić. To postać, która bardzo ubarwia opowieść. Gucio działa jak najlepszy reporter, a przy tym nie wychodzi ze swojej roli – steranego życiem psa. Jeśli do tego wszystkiego dołożyć sprawną narrację również u Marty Matyszczak, jeśli wspomnieć o detalach związanych z życiem na Śląsku, ciekawostkach i drobiazgach zaczerpniętych ze zwyczajnego życia, jeśli napomknąć o umiejętności budowania intrygi i poczuciu humoru… Seria Kryminał pod psem zaczyna się jawić jako jedna z ciekawszych pozycji na rynku kryminalnym. Chociaż po Chmielewskiej wiele autorek próbuje swoich sił w humorystycznych powieściach, Marta Matyszczak zaczyna ścigać w jakości pisania Olgę Rudnicką – obie wychodzą na prowadzenie.
Rozrachunki z przeszłością
Do tej pory czytelnicy przyjmowali tylko do wiadomości, że w życiu Szymona Solańskiego wydarzyła się pewna tragedia, w wyniku której były śledczy, a obecnie detektyw, stracił żonę i nienarodzone dziecko. W czwartym tomie serii Kryminał pod psem Marta Matyszczak jeszcze raz powraca do tego tematu, tym razem – żeby opowiedzieć, jak było i zdjąć z barków Szymona ogromny ciężar. Bohater bowiem obwiniał się o śmierć bliskich i skazał się – we własnym umyśle – na wieloletnią pokutę. Przyda się rozliczenie z przeszłością, żeby mógł iść dalej. Na razie Szymon Solański wyjeżdża do Zdrojowic. To tutaj kiedyś chciał wybudować dom dla rodziny, to tutaj stracił ukochaną Joannę. Wspomnienia wracają, ale detektyw nie ma czasu na walkę z własnymi myślami. Nie dość, że został zaproszony na wesele mecenas Potomek-Chojarskiej, to jeszcze musi zająć się morderstwem. W okolicy ginie aptekarz. Zalany betonem. To nie może być przypadkowa śmierć, zresztą sama autorka od początku wyklucza kaprysy losu. Pozostaje pytanie, komu mieszkaniec małego miasteczka tak bardzo się naraził, że musiał zapłacić życiem. Tę zagadkę będzie rozwiązywał Szymon Solański – zmuszony do umysłowej pracy. Na miejscu zjawi się też Róża ze swoim nowym ukochanym. Łukasz Ból może nie grzeszy inteligencją, za to imponuje warunkami fizycznymi, na tej płaszczyźnie Solański nie może z nim nawet konkurować. Dziennikarka ma dosyć zabiegania o uczucia tego, który nie zwraca na nią uwagi – ale bohaterowie mogą się długo oszukiwać co do istoty relacji…
I Róża, i Szymon angażują się w śledztwo w Zdrojowicach, a to oznacza, że niejeden raz wpadną na siebie i będą musieli współpracować – Marta Matyszczak funduje więc odbiorcom to, na co i tak czekali i co uwielbiają. Inteligentne i zabawne dialogi, złośliwości tej pary i dość niekonwencjonalne pomysły na prowadzenie śledztwa (droga dedukcji niemal od razu odpada, tu trzeba powęszyć!) – to przepis na sukces. Nic dziwnego, że „Zło czai się na szczycie” to powieść, która tak bardzo wciąga. Matyszczak wymyśliła sobie bohaterów niepozbawionych wad, obdarzyła ich silnymi osobowościami i narzuciła wzajemną obecność. Teraz może tylko obserwować, co z tego wyniknie. A wynika całkiem sporo i to nie tylko na płaszczyźnie emocjonalnej. Po rozmaitych perypetiach tych dwojga da się jeszcze powiedzieć o nich coś nowego i intrygującego. Oczywiście rewelacje na temat Szymona i Róży są niczym przy analizach Gucia. Stary pies wzięty przez Solańskiego ze schroniska okazuje się najlepszym narratorem – chociaż to chwyt nieczęsto spotykany w literaturze dla dorosłych. Marta Matyszczak pozwala mu jednak na sarkastyczne uwagi, nieprzezroczyste porównania i szeregi złośliwości pod adresem bohaterów. Gucio obserwuje rzeczywistość ze swojej perspektywy, wyciąga całkiem trafne wnioski i bez zahamowań dzieli się spostrzeżeniami. Czyni to tak, że z tomu na tom zdobywa coraz większą liczbę fanów – i trudno się dziwić. To postać, która bardzo ubarwia opowieść. Gucio działa jak najlepszy reporter, a przy tym nie wychodzi ze swojej roli – steranego życiem psa. Jeśli do tego wszystkiego dołożyć sprawną narrację również u Marty Matyszczak, jeśli wspomnieć o detalach związanych z życiem na Śląsku, ciekawostkach i drobiazgach zaczerpniętych ze zwyczajnego życia, jeśli napomknąć o umiejętności budowania intrygi i poczuciu humoru… Seria Kryminał pod psem zaczyna się jawić jako jedna z ciekawszych pozycji na rynku kryminalnym. Chociaż po Chmielewskiej wiele autorek próbuje swoich sił w humorystycznych powieściach, Marta Matyszczak zaczyna ścigać w jakości pisania Olgę Rudnicką – obie wychodzą na prowadzenie.
wtorek, 23 stycznia 2018
Marta Matyszczak: Strzały nad jeziorem
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2018.
Śledztwo
Gucio mógłby spokojnie być jedyną czworonożną gwiazdą "Strzałów nad jeziorem", trzeciej powieści o perypetiach Szymona Solańskiego i Róży Kwiatkowskiej. Ale Marta Matyszczak do Barlinka sprowadza... szkielet prehistorycznego olbrzymiego nosorożca. Na ów szkielet natyka się w jeziorze Róża, a dalej wydarzenia następują po sobie lawinowo. Najważniejsze jest to, że dziennikarka trafia do aresztu, oskarżona o morderstwo. Szymon Solański chce wyciągnąć przyjaciółkę z tarapatów, wpłaca za nią niemałą kaucję i pilnuje, żeby amatorskim śledztwem Róża nie zaszkodziła sobie jeszcze bardziej. Sam zresztą próbuje znaleźć mordercę. Dodatkowy smaczek zapewnia obecność Olka Szpona, wszędobylskiego dziennikarza brukowca, który zrobi wszystko, by tylko zdobyć sensacyjny materiał. Spokojny Barlinek okazuje się znakomitym tłem dla kryminalno-obyczajowej akcji, w której, jak zwykle, króluje humor. Marta Matyszczak nie zwalnia tempa: jej dwie pierwsze powieści były powrotem do dowcipnych i sycących czytadeł, "Strzały nad jeziorem" są równie dobre. Autorka dba o różnorodność miejsc (śląskość staje się tu dodatkiem, a nie celem samym w sobie, co umożliwia cieszenie się lekturą wszystkim odbiorcom, bez regionalnych zawężeń), różnorodność sytuacji i intryg. Zmienia nawet status bohaterów. Tym razem Róża chudnie i zamienia się w superlaskę, Solański za to wychodzi z permanentnego finansowego kryzysu za sprawą spadku. Tylko Gucio pozostaje sobą, sarkastycznie nastawionym do rzeczywistości psem, który dużo rozumie, ale nie zawsze może swoją wiedzą podzielić się z innymi.
Parę (a z Guciem - trójkę) sympatycznych bohaterów Marta Matyszczak obudowuje kolejnymi postaciami o wyrazistych charakterach. Tomek, syn hotelarzy, para się złodziejstwem (ale drobnym, na większe przekręty nie wystarcza mu ochoty z lenistwa). Olek Szpon reprezentuje to, co najgorsze w podłym dziennikarstwie. Mecenas Potomek-Chojarska zagina parol na Solańskiego, stając się pierwszą konkurentką Róży. W okolicy roi się od nietuzinkowych bohaterów - każdy niby stworzony jest na pojedynczym stereotypie, ale nie ma się wrażenia papierowości czy bylejakości. Wszystko doskonale ze sobą współgra, przyćmiewając aż kryminalne śledztwo. Bo sprawa śmierci profesora Siudka to tylko pretekst do snucia wielobarwnej i wesołej historii towarzyskiej.
Marta Matyszczak po raz kolejny uruchamia satyrę na wielu planach. Przemyca opinię na temat powszechnej wycinki drzew (dla równowagi karykaturalizuje też sylwetkę zwariowanej pani ekolog, Gośki Wrony), drwi sobie z języka magazynów plotkarskich (artykuły Olka Szpona!). Tym, którzy lubią komizm sytuacyjny, proponuje kilka mistrzowskich scenek slapstickowych, z kolei amatorom językowych zabaw funduje zręcznie wplatane w opowieść nieprzezroczyste kolokwializmy. Wywody Gucia skrzą się od ironii i bawią również zderzaniem wiedzy i obserwacji. Nie są infantylne, autorka doskonale radzi sobie z narracją psa (chyba że pisze to sam Gucio, co też jest możliwe...). "Strzały nad jeziorem" są obyczajówką kryminalną z przymrużeniem oka - a cała seria tym różni się od produkowanych masowo po Chmielewskiej tekstów, że jest spójna, przemyślana i zagęszczana wydarzeniami może mało istotnymi dla samej intrygi, ale wprowadzającymi odbiorców w rzeczywistość postaci.
Pierwszą książką Marta Matyszczak przebojem wdarła się na rynek literatury rozrywkowej. Drugą pokazała, że warto śledzić jej twórczość. Trzecią udowadnia mocną pozycję na księgarskich ladach. Przywiązuje do Gucia, Szymona i Róży, buduje dla odbiorców kolejną przestrzeń, w której chce się przebywać - dla wytchnienia. "Strzały nad jeziorem" to powieść lekka i pełna pomysłów. Spodoba się i fanom obyczajówek (nie tylko kobiecych!), i smakoszom kryminałów. Jest co poczytać, jest się z czego pośmiać.
Śledztwo
Gucio mógłby spokojnie być jedyną czworonożną gwiazdą "Strzałów nad jeziorem", trzeciej powieści o perypetiach Szymona Solańskiego i Róży Kwiatkowskiej. Ale Marta Matyszczak do Barlinka sprowadza... szkielet prehistorycznego olbrzymiego nosorożca. Na ów szkielet natyka się w jeziorze Róża, a dalej wydarzenia następują po sobie lawinowo. Najważniejsze jest to, że dziennikarka trafia do aresztu, oskarżona o morderstwo. Szymon Solański chce wyciągnąć przyjaciółkę z tarapatów, wpłaca za nią niemałą kaucję i pilnuje, żeby amatorskim śledztwem Róża nie zaszkodziła sobie jeszcze bardziej. Sam zresztą próbuje znaleźć mordercę. Dodatkowy smaczek zapewnia obecność Olka Szpona, wszędobylskiego dziennikarza brukowca, który zrobi wszystko, by tylko zdobyć sensacyjny materiał. Spokojny Barlinek okazuje się znakomitym tłem dla kryminalno-obyczajowej akcji, w której, jak zwykle, króluje humor. Marta Matyszczak nie zwalnia tempa: jej dwie pierwsze powieści były powrotem do dowcipnych i sycących czytadeł, "Strzały nad jeziorem" są równie dobre. Autorka dba o różnorodność miejsc (śląskość staje się tu dodatkiem, a nie celem samym w sobie, co umożliwia cieszenie się lekturą wszystkim odbiorcom, bez regionalnych zawężeń), różnorodność sytuacji i intryg. Zmienia nawet status bohaterów. Tym razem Róża chudnie i zamienia się w superlaskę, Solański za to wychodzi z permanentnego finansowego kryzysu za sprawą spadku. Tylko Gucio pozostaje sobą, sarkastycznie nastawionym do rzeczywistości psem, który dużo rozumie, ale nie zawsze może swoją wiedzą podzielić się z innymi.
Parę (a z Guciem - trójkę) sympatycznych bohaterów Marta Matyszczak obudowuje kolejnymi postaciami o wyrazistych charakterach. Tomek, syn hotelarzy, para się złodziejstwem (ale drobnym, na większe przekręty nie wystarcza mu ochoty z lenistwa). Olek Szpon reprezentuje to, co najgorsze w podłym dziennikarstwie. Mecenas Potomek-Chojarska zagina parol na Solańskiego, stając się pierwszą konkurentką Róży. W okolicy roi się od nietuzinkowych bohaterów - każdy niby stworzony jest na pojedynczym stereotypie, ale nie ma się wrażenia papierowości czy bylejakości. Wszystko doskonale ze sobą współgra, przyćmiewając aż kryminalne śledztwo. Bo sprawa śmierci profesora Siudka to tylko pretekst do snucia wielobarwnej i wesołej historii towarzyskiej.
Marta Matyszczak po raz kolejny uruchamia satyrę na wielu planach. Przemyca opinię na temat powszechnej wycinki drzew (dla równowagi karykaturalizuje też sylwetkę zwariowanej pani ekolog, Gośki Wrony), drwi sobie z języka magazynów plotkarskich (artykuły Olka Szpona!). Tym, którzy lubią komizm sytuacyjny, proponuje kilka mistrzowskich scenek slapstickowych, z kolei amatorom językowych zabaw funduje zręcznie wplatane w opowieść nieprzezroczyste kolokwializmy. Wywody Gucia skrzą się od ironii i bawią również zderzaniem wiedzy i obserwacji. Nie są infantylne, autorka doskonale radzi sobie z narracją psa (chyba że pisze to sam Gucio, co też jest możliwe...). "Strzały nad jeziorem" są obyczajówką kryminalną z przymrużeniem oka - a cała seria tym różni się od produkowanych masowo po Chmielewskiej tekstów, że jest spójna, przemyślana i zagęszczana wydarzeniami może mało istotnymi dla samej intrygi, ale wprowadzającymi odbiorców w rzeczywistość postaci.
Pierwszą książką Marta Matyszczak przebojem wdarła się na rynek literatury rozrywkowej. Drugą pokazała, że warto śledzić jej twórczość. Trzecią udowadnia mocną pozycję na księgarskich ladach. Przywiązuje do Gucia, Szymona i Róży, buduje dla odbiorców kolejną przestrzeń, w której chce się przebywać - dla wytchnienia. "Strzały nad jeziorem" to powieść lekka i pełna pomysłów. Spodoba się i fanom obyczajówek (nie tylko kobiecych!), i smakoszom kryminałów. Jest co poczytać, jest się z czego pośmiać.
niedziela, 3 września 2017
Marta Matyszczak: Zbrodnia nad urwiskiem
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2017.
Okiem psa
Szymon Solański, były policjant a obecnie właściciel niezbyt dobrze prosperującej agencji detektywistycznej, zasługuje na to, żeby mu się w życiu udało. Chociaż sam klepie biedę, zaopiekował się Guciem, psem ze schroniska. Nigdy nie odmawia pomocy potrzebującym. Z pozoru szorstki i nieprzystępny, budzi sympatię nie tylko ze względu na metody pracy. Teraz, w drugim tomie serii Kryminał pod psem, Solański trafia na irlandzką wyspę Inishmore. Ma tu rozwiązać sprawę tajemniczego zaginięcia Kasi Walasek, o którą niepokoi się dziadek. Szymon Solański razem z dzielnym Guciem przybywa do pensjonatu, w którym pracowała Polka i przeprowadza wnikliwe śledztwo. Trochę rozprasza go zachowanie przyjaciółki, Róży Kwiatkowskiej, która najwyraźniej znalazła miłość życia i drażni (nie wiadomo czemu) swoim szczęściem. Rozgrywają się tu zatem damsko-męskie sceny poza podstawowym nurtem opowieści. Wszystkiemu przygląda się Gucio, psi głos rozsądku.
„Zbrodnia nad urwiskiem” jest drugą powieścią Marty Matyszczak i powrotem do egzystencji bohaterów z „Tajemniczej śmierci Marianny Biel”. Autorka pozwala jeszcze lepiej zorientować się w relacjach między postaciami, mimochodem rozwija obyczajowe wątki. Tym razem motta rozdziałów stanowią irlandzkie bądź gaelickie przysłowia, Matyszczak porzuca klimat śląskich familoków na rzecz analizowania lokalnej społeczności irlandzkiej wyspy. Nie zamierza jednak ograniczać się do socjologicznych obserwacji, tworzy całą specyfikę miejsca, pozwalając czytelnikom nie tylko śledzić intrygę, ale i zanurzyć się w atmosferze Inishmore.
Część narracji przejmuje Gucio, a opowiadacz to specyficzny. Przede wszystkim wyszczekany. Odkąd trafił do Szymona Solańskiego, przybiera na wadze i wzrasta mu poczucie własnej wartości. Teraz Gucio jest już przekonany, że wszelkie przyjemności mu się po prostu należą – a własną inteligencję udowadnia, wspierając Solańskiego w śledztwie. Wprawdzie człowieki nie wszystkie komunikaty psa są w stanie rozszyfrować, ale to nic: Gucio wyrasta na superbohatera i zapewnia serii charakter. Mogłoby się wydawać, że opowieść z perspektywy psa to chwyt zbyt infantylny nawet jak na lekturę rozrywkową, ale Marta Matyszczak nie sięga po rozwiązania z bajek. Język Gucia indywidualizuje przez obfitość pomysłów i powiedzeń, a także za sprawą lżejszego, bardziej kolokwialnego stylu. Gucio może sobie pozwalać na dowcipy i emocje wyrażane bardziej wprost. Przy Guciu jest zabawniej, także wtedy, gdy bohater wprowadza odmienne od ludzkich interpretacje. Gucio często widzi więcej niż jego pan, dla miłośników zwierząt takie ustawianie postaci to wielki atut.
„Zbrodnia nad urwiskiem” to historia obyczajowo-kryminalna, w której nie ma żmudnego śledztwa ani tropienia przestępców, są za to wnikliwie tworzone portrety mieszkańców Inishmore. Marta Matyszczak łączy motyw zbrodni z lekkością czytadła, udowadniając, że kryminały na wesoło – subgatunek w Polsce szczególnie lubiany – mają spory potencjał. Kto wśród bohaterów nie znajdzie nikogo do kibicowania mu w zwariowanych przygodach (co w sumie wydaje się niemożliwe), ten zostanie fanem Gucia i jego spostrzeżeń. Marta Matyszczak atut czyni z lokalności, potrafi wtrącić swoich czytelników w niewielką społeczność i zaangażować w problemy postaci. Pisze dowcipnie, starając się przy tym nie eksploatować nadmiernie obiegowych żartów. „Zbrodnia nad urwiskiem” pokazuje, jak pogodzić kwestie sensacyjno-kryminalne ze śmiechem. Na uwagę zasługuje tu również gęstość samej narracji.
Okiem psa
Szymon Solański, były policjant a obecnie właściciel niezbyt dobrze prosperującej agencji detektywistycznej, zasługuje na to, żeby mu się w życiu udało. Chociaż sam klepie biedę, zaopiekował się Guciem, psem ze schroniska. Nigdy nie odmawia pomocy potrzebującym. Z pozoru szorstki i nieprzystępny, budzi sympatię nie tylko ze względu na metody pracy. Teraz, w drugim tomie serii Kryminał pod psem, Solański trafia na irlandzką wyspę Inishmore. Ma tu rozwiązać sprawę tajemniczego zaginięcia Kasi Walasek, o którą niepokoi się dziadek. Szymon Solański razem z dzielnym Guciem przybywa do pensjonatu, w którym pracowała Polka i przeprowadza wnikliwe śledztwo. Trochę rozprasza go zachowanie przyjaciółki, Róży Kwiatkowskiej, która najwyraźniej znalazła miłość życia i drażni (nie wiadomo czemu) swoim szczęściem. Rozgrywają się tu zatem damsko-męskie sceny poza podstawowym nurtem opowieści. Wszystkiemu przygląda się Gucio, psi głos rozsądku.
„Zbrodnia nad urwiskiem” jest drugą powieścią Marty Matyszczak i powrotem do egzystencji bohaterów z „Tajemniczej śmierci Marianny Biel”. Autorka pozwala jeszcze lepiej zorientować się w relacjach między postaciami, mimochodem rozwija obyczajowe wątki. Tym razem motta rozdziałów stanowią irlandzkie bądź gaelickie przysłowia, Matyszczak porzuca klimat śląskich familoków na rzecz analizowania lokalnej społeczności irlandzkiej wyspy. Nie zamierza jednak ograniczać się do socjologicznych obserwacji, tworzy całą specyfikę miejsca, pozwalając czytelnikom nie tylko śledzić intrygę, ale i zanurzyć się w atmosferze Inishmore.
Część narracji przejmuje Gucio, a opowiadacz to specyficzny. Przede wszystkim wyszczekany. Odkąd trafił do Szymona Solańskiego, przybiera na wadze i wzrasta mu poczucie własnej wartości. Teraz Gucio jest już przekonany, że wszelkie przyjemności mu się po prostu należą – a własną inteligencję udowadnia, wspierając Solańskiego w śledztwie. Wprawdzie człowieki nie wszystkie komunikaty psa są w stanie rozszyfrować, ale to nic: Gucio wyrasta na superbohatera i zapewnia serii charakter. Mogłoby się wydawać, że opowieść z perspektywy psa to chwyt zbyt infantylny nawet jak na lekturę rozrywkową, ale Marta Matyszczak nie sięga po rozwiązania z bajek. Język Gucia indywidualizuje przez obfitość pomysłów i powiedzeń, a także za sprawą lżejszego, bardziej kolokwialnego stylu. Gucio może sobie pozwalać na dowcipy i emocje wyrażane bardziej wprost. Przy Guciu jest zabawniej, także wtedy, gdy bohater wprowadza odmienne od ludzkich interpretacje. Gucio często widzi więcej niż jego pan, dla miłośników zwierząt takie ustawianie postaci to wielki atut.
„Zbrodnia nad urwiskiem” to historia obyczajowo-kryminalna, w której nie ma żmudnego śledztwa ani tropienia przestępców, są za to wnikliwie tworzone portrety mieszkańców Inishmore. Marta Matyszczak łączy motyw zbrodni z lekkością czytadła, udowadniając, że kryminały na wesoło – subgatunek w Polsce szczególnie lubiany – mają spory potencjał. Kto wśród bohaterów nie znajdzie nikogo do kibicowania mu w zwariowanych przygodach (co w sumie wydaje się niemożliwe), ten zostanie fanem Gucia i jego spostrzeżeń. Marta Matyszczak atut czyni z lokalności, potrafi wtrącić swoich czytelników w niewielką społeczność i zaangażować w problemy postaci. Pisze dowcipnie, starając się przy tym nie eksploatować nadmiernie obiegowych żartów. „Zbrodnia nad urwiskiem” pokazuje, jak pogodzić kwestie sensacyjno-kryminalne ze śmiechem. Na uwagę zasługuje tu również gęstość samej narracji.
środa, 30 sierpnia 2017
Marta Matyszczak: Tajemnicza śmierć Marianny Biel
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2017.
Przyjaźń
Chorzowska kamienica, której lokatorzy zapewniają przegląd społeczeństwa nie tylko na Śląsku staje się areną makabrycznych wydarzeń. Ginie aktorka Teatru Uciecha, Marianna Biel. Czas największej kariery miała już za sobą, nikt nie chciał proponować dawnej gwieździe nowych ról, co więcej – sugerowało się Mariannie Biel, że powinna sama zdecydować się na artystyczną emeryturę i zrobić miejsce młodszym. Aktorka nie nadawała się nawet do promowania Chorzowa. Dopiero tragedia pozwala ostatni raz o niej przypomnieć. Sprawa Marianny Biel umożliwia poznanie bohaterów cyklu Kryminał pod psem autorstwa Marty Matyszczak. To Szymon Solański, były policjant i detektyw, samotny po śmierci żony, typ odludka i antyteza bogacza, Róża Kwiatkowska, dziennikarka ze sporą nadwagą oraz Gucio, pies o nieparzystej liczbie łap wzięty przez Solańskiego ze schroniska. To ta trójka najbardziej zaangażuje się w śledztwo, przy okazji rozwiązując też inne problemy mieszkańców kamienicy.
Szymon Solański nie jest ekspertem w dziedzinie uczuć, Róża skrycie się w nim podkochuje, z czym nie zamierza się zdradzić. Problemy sprawia ojciec Szymona, który cierpi na alkoholizm i zaczyna mieć coraz bardziej poważne kłopoty psychiczne. Nikt nie zwraca uwagi na tę trójkę, bo w kamienicy każdy ma swoje zmartwienia: dwaj bliźniacy walczą o schedę po ojcu, a typowa wścibska i dodatkowo śląska baba zamyka w garderobie swoje dziecko. Każdy boryka się z innymi wyzwaniami. Wszystkiemu przygląda się natomiast mądry Gucio.
Gdy zaczyna się ta opowieść, Gucio jest już dość wiekowym psem i mieszka w schronisku. Nie wierzy w to, że ktoś go przygarnie, skoro wokół jest tyle ładniejszych (i młodszych) zwierząt. Nikt nie będzie miał szansy przekonać się o inteligencji Gucia. Tymczasem Solański, który przybywa na paradę kundelków, to właśnie Gucia wybiera – bez zbędnych sentymentów – na swojego towarzysza. Tak zaczyna się szorstka ale piękna przyjaźń. Gucio sporo potrafi wywęszyć, umie też informować o swoich spostrzeżeniach (inna rzecz, że ludzie nie zawsze są w stanie właściwie odczytać przekaz). Bierze udział w śledztwie w sprawie Marianny Biel, a poza tym nawiązuje relację z pewnym pinczerkiem. Gucio nie tylko jest spostrzegawczy: to pies wyjątkowo ironicznie nastawiony do rzeczywistości, jego komentarze często będą bawić czytelników.
Bo Marta Matyszczak decyduje się na kilka rodzajów narracji. Wszystkowiedzący opowiadacz nakreśla sytuację i pomaga w ocenieniu warunków, w jakich Róża i Szymon egzystują. Tu tekst pozbawiony jest emocji (ale nie delikatnego humoru). Drugi rodzaj opowieści przenosi czytelników w przeszłość – w życiorys Marianny Biel. Dzięki temu zabiegowi ofiara przestaje być dla odbiorców anonimowa, osłabia się też nieco wątek zbrodni, bo w końcu „Tajemnicza śmierć Marianny Biel” to powieść kryminalno-obyczajowa i ostatnie, co by do niej pasowało, to żmudne papierkowo-przesłuchiwaniowe śledztwo. Fakty Solański i Róża muszą odkrywać w akcji, w ramach naturalnych działań. Jest wreszcie trzecia opowieść, relacja Gucia. I tu Marta Matyszczak może pozwolić sobie na największą lekkość, ironię i cały szereg żartów. Gucio nie wszystko z ludzkiego świata zrozumie, czasem zdziwią go naturalne dla odbiorców sytuacje czy sceny. Gucio nie musi wystrzegać się kolokwializmów ani śmiechu. To pies z charakterem i nie trzeba się obawiać infantylizmu w zabiegu oddania mu głosu. Dzięki Guciowi powieść Marty Matyszczak wyróżnia się na rynku. Warto też zwrócić uwagę na to, że gdy na rynku pojawiają się historie dość oszczędne pod względem literackim, napuszane przez większą interlinię i czcionkę, Marta Matyszczak proponuje duży kawałek dobrej prozy rozrywkowej. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel” to książka, z której nie tylko chorzowianie mogą być zadowoleni. Początek serii, której warto się przyjrzeć.
Przyjaźń
Chorzowska kamienica, której lokatorzy zapewniają przegląd społeczeństwa nie tylko na Śląsku staje się areną makabrycznych wydarzeń. Ginie aktorka Teatru Uciecha, Marianna Biel. Czas największej kariery miała już za sobą, nikt nie chciał proponować dawnej gwieździe nowych ról, co więcej – sugerowało się Mariannie Biel, że powinna sama zdecydować się na artystyczną emeryturę i zrobić miejsce młodszym. Aktorka nie nadawała się nawet do promowania Chorzowa. Dopiero tragedia pozwala ostatni raz o niej przypomnieć. Sprawa Marianny Biel umożliwia poznanie bohaterów cyklu Kryminał pod psem autorstwa Marty Matyszczak. To Szymon Solański, były policjant i detektyw, samotny po śmierci żony, typ odludka i antyteza bogacza, Róża Kwiatkowska, dziennikarka ze sporą nadwagą oraz Gucio, pies o nieparzystej liczbie łap wzięty przez Solańskiego ze schroniska. To ta trójka najbardziej zaangażuje się w śledztwo, przy okazji rozwiązując też inne problemy mieszkańców kamienicy.
Szymon Solański nie jest ekspertem w dziedzinie uczuć, Róża skrycie się w nim podkochuje, z czym nie zamierza się zdradzić. Problemy sprawia ojciec Szymona, który cierpi na alkoholizm i zaczyna mieć coraz bardziej poważne kłopoty psychiczne. Nikt nie zwraca uwagi na tę trójkę, bo w kamienicy każdy ma swoje zmartwienia: dwaj bliźniacy walczą o schedę po ojcu, a typowa wścibska i dodatkowo śląska baba zamyka w garderobie swoje dziecko. Każdy boryka się z innymi wyzwaniami. Wszystkiemu przygląda się natomiast mądry Gucio.
Gdy zaczyna się ta opowieść, Gucio jest już dość wiekowym psem i mieszka w schronisku. Nie wierzy w to, że ktoś go przygarnie, skoro wokół jest tyle ładniejszych (i młodszych) zwierząt. Nikt nie będzie miał szansy przekonać się o inteligencji Gucia. Tymczasem Solański, który przybywa na paradę kundelków, to właśnie Gucia wybiera – bez zbędnych sentymentów – na swojego towarzysza. Tak zaczyna się szorstka ale piękna przyjaźń. Gucio sporo potrafi wywęszyć, umie też informować o swoich spostrzeżeniach (inna rzecz, że ludzie nie zawsze są w stanie właściwie odczytać przekaz). Bierze udział w śledztwie w sprawie Marianny Biel, a poza tym nawiązuje relację z pewnym pinczerkiem. Gucio nie tylko jest spostrzegawczy: to pies wyjątkowo ironicznie nastawiony do rzeczywistości, jego komentarze często będą bawić czytelników.
Bo Marta Matyszczak decyduje się na kilka rodzajów narracji. Wszystkowiedzący opowiadacz nakreśla sytuację i pomaga w ocenieniu warunków, w jakich Róża i Szymon egzystują. Tu tekst pozbawiony jest emocji (ale nie delikatnego humoru). Drugi rodzaj opowieści przenosi czytelników w przeszłość – w życiorys Marianny Biel. Dzięki temu zabiegowi ofiara przestaje być dla odbiorców anonimowa, osłabia się też nieco wątek zbrodni, bo w końcu „Tajemnicza śmierć Marianny Biel” to powieść kryminalno-obyczajowa i ostatnie, co by do niej pasowało, to żmudne papierkowo-przesłuchiwaniowe śledztwo. Fakty Solański i Róża muszą odkrywać w akcji, w ramach naturalnych działań. Jest wreszcie trzecia opowieść, relacja Gucia. I tu Marta Matyszczak może pozwolić sobie na największą lekkość, ironię i cały szereg żartów. Gucio nie wszystko z ludzkiego świata zrozumie, czasem zdziwią go naturalne dla odbiorców sytuacje czy sceny. Gucio nie musi wystrzegać się kolokwializmów ani śmiechu. To pies z charakterem i nie trzeba się obawiać infantylizmu w zabiegu oddania mu głosu. Dzięki Guciowi powieść Marty Matyszczak wyróżnia się na rynku. Warto też zwrócić uwagę na to, że gdy na rynku pojawiają się historie dość oszczędne pod względem literackim, napuszane przez większą interlinię i czcionkę, Marta Matyszczak proponuje duży kawałek dobrej prozy rozrywkowej. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel” to książka, z której nie tylko chorzowianie mogą być zadowoleni. Początek serii, której warto się przyjrzeć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






