Harperkids, Warszawa 2025.
Sztuczki
Na trzecim poziomie serii Czytam sobie pojawia się książka, która uświadamia dzieciom, że nie warto kłamać, żeby zdobywać przyjaciół. Katarzyna Majgier odwołuje się do mody na tematy końskie – stajnie, stadniny i możliwość odbywania lekcji konnej jazdy to coś, co nieodmiennie kusi małe dziewczynki – z akcentem na małe, bo te spore będą miały w przyszłości problem, żeby zostać zawodowymi dżokejkami. Hania jest nieduża i trochę nijaka, przynajmniej we własnym przekonaniu. Bohaterka nie ma specjalnych umiejętności ani talentów, nie za bardzo wie, jak przyciągać do siebie ludzi i jak utrzymywać przyjaźnie. Pozostaje w cieniu przyjaciółki, Mii – tylko że kiedy z zagranicy przeprowadza się tu Lily, Mia natychmiast znajduje z nią wspólny język. Lily kocha konie – a Mia dobrze czuje się wśród ogromnych zwierząt. To wystarczy, żeby odsunąć się od nudnej Hani.
Katarzyna Majgier pod przykrywką czytanki do ćwiczenia rozpoznawania liter i wyrazów tworzy tu prawdziwy dramat kilkulatek – sprawia, że dzieci, zwłaszcza te wykluczane ze swoich grup rówieśniczych, będą śledzić doświadczenia Hani i sprawdzać, jak poradziła sobie z największym wyzwaniem.
Hania traci pozycję w grupie i przestaje cieszyć się z towarzystwa Mii. Nie ma jej czym zaimponować, nie pokona nowej koleżanki – na szczęście rzeczywistość przychodzi jej z pomocą. Dziewczynka ma się razem z rodzicami przeprowadzić na wieś. Chociaż początkowo Hania nie do końca chce zmieniać środowisko, szkołę i znajomych, szybko dowiaduje się, że to szansa, której potrzebowała. W nowym miejscu jest doceniana i szybko zyskuje dobre koleżanki. W dodatku może jeździć konno: w pobliżu znajduje się stadnina, a jej właściciel jest przyjacielem taty Hani. Trudno o lepszy sposób na realizację marzeń – w zasadzie rozwiązania przychodzą same, zanim jeszcze bohaterka doprowadzi się do stanu, z którego nie umiałaby wyjść. Hania szybko przekonuje się, że nie trzeba udawać kogoś innego, żeby zyskać akceptację – prawdziwa przyjaźń znajdzie się i tak, a na fałszywe nie warto tracić czasu. Ale to nie Hania dostanie nauczkę za zmyślanie – bo też i motyw porzucanych koleżanek musi zostać rozwiązany. W „Stadninie Rozstaje” wiele spraw rozstrzyga się mimochodem, bez specjalnego wysiłku ze strony małej bohaterki – ale lekcje, które dostaje, są cenne także dla czytelników. Mali odbiorcy mają silną motywację, żeby sprawdzać, jak potoczą się losy Hani i jak ułożą jej relacje z innymi – bo postać, która testuje trochę siłę prawdziwej przyjaźni i wnioski ze swoich doświadczeń przekazuje odbiorcom. Katarzyna Majgier prowadzi narrację tak, żeby przyciągnąć odbiorczynie spragnione końskich tematów, ale też, żeby zaintrygować dzieci, dla których ważne stają się sprawy więzi w społeczności i metody rozwiązywania drobnych konfliktów czy niesnasek wśród rówieśników. Jest „Stadnina Rozstaje” niewielkim tomikiem, który ma pozwolić dzieciom ćwiczyć czytanie – ale wciąga ze względu na fabułę i poruszane kwestie.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Majgier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Majgier. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 kwietnia 2025
piątek, 22 września 2023
Katarzyna Majgier: Tajemnica Nawojki
Harperkids, Warszawa 2023.
Przebranie
Bardzo dobrze Katarzyna Majgier wpisuje się w trzeci poziom serii Czytam sobie, wynajdując temat, który przyciągnie odbiorców i który jednocześnie okazuje się nośny. "Tajemnica Nawojki" to wielka przygoda z przeszłości - spory kawałek wiedzy na temat praw kobiet, ale też spryt, pomysłowość w rozwiązywaniu problemów - która może się okazać inspirująca dla odbiorców, bez względu na kontekst czasowy. Trzeci poziom cyklu Czytam sobie to już pełnowymiarowe historie do samodzielnego odbioru: dzieci mają tu wykorzystać zdobyte umiejętności i samodzielnie poznawać rozmaite relacje. W tym wypadku Katarzyna Majgier cofa się daleko w przeszłość - do początków XV wieku. To tutaj razem wychowują się i marzą dzieci burmistrza, bliźniaki, Nawojka i Jakub. Wszyscy wiedzą, że Jakub będzie się kształcić: wyjedzie na studia do Krakowa, chociaż znacznie bardziej zależy mu na przygodach i na podróżach. Od Nawojki wymaga się posłuszeństwa wobec rodziców i... wyjścia za mąż. Jest już nawet kandydat, rodzice przedstawiają dziewczynie Masława. Nawojka jednak wolałaby się kształcić - zdaje sobie sprawę, że kobietom nie wolno studiować, a za zdobywanie wiedzy płci pięknej grozi kara śmierci. Nawojka jest jednak bardzo zdeterminowana i nie lubi się poddawać. Jedyne wyjście to ucieczka przed ślubem. Ale okoliczności podpowiadają bohaterce jedno możliwe rozwiązanie: przebranie się za brata i podjęcie studiów. Nawojka jako mężczyzna radzi sobie na uczelni znakomicie, studiuje i pilnie się uczy. Pytanie tylko, jak długo uda jej się ukrywać prawdę - i czy grożą jej rzeczywiście tak poważne konsekwencje.
Katarzyna Majgier wie, jak przyciągnąć do książki odbiorców - i jednocześnie jak szerzyć wiedzę na temat trudnej dawniej sytuacji kobiet. Trafi zatem z pewnością do kilkulatków, które są mocno wyczulone na punkcie sprawiedliwości: pokazuje im, że sytuacja, w jakiej znalazła się Nawojka, nie należy do normalnych. W dzieciach ma się obudzić bunt przeciwko takiemu prawu, nawet jeśli należy to do przeszłości. Nawojka nie przejmuje się jednak ograniczeniami: robi swoje i nie pyta nikogo o zgodę. Zdaje sobie sprawę, że może wpaść w poważne tarapaty i że sprawia przykrość rodzicom, którzy chcą dla niej dobrze. Jednak nie może się im podporządkowywać, jeśli marzy o innym życiu. I właśnie o takiej walce o marzenia pisze Katarzyna Majgier, świadoma, że to zagadnienie uniwersalne. Udaje jej się zatem zaintrygować odbiorców, a poza tym dostarczyć im temat ważny i wartościowy. Akcja trzyma w napięciu, czytelnicy zatem mogą czuć się usatysfakcjonowani taką lekturą - nie zauważą, że ćwiczą czytanie, skoro będą kibicować Nawojce w jej zmaganiach z codziennością. Trudne zagadnienie wiąże się tutaj z pomysłową realizacją: uwagę dzieci przenosi się na akcję. Mnóstwo tu niespodzianek i sytuacji, które zmieniają sytuację Nawojki, a kolejne zmiany to zachęta do czytania. Zapomina się tu o konieczności ćwiczenia rozpoznawania liter - to już wyższy poziom, czytanie dla przyjemności. I to się rzeczywiście sprawdzi.
Przebranie
Bardzo dobrze Katarzyna Majgier wpisuje się w trzeci poziom serii Czytam sobie, wynajdując temat, który przyciągnie odbiorców i który jednocześnie okazuje się nośny. "Tajemnica Nawojki" to wielka przygoda z przeszłości - spory kawałek wiedzy na temat praw kobiet, ale też spryt, pomysłowość w rozwiązywaniu problemów - która może się okazać inspirująca dla odbiorców, bez względu na kontekst czasowy. Trzeci poziom cyklu Czytam sobie to już pełnowymiarowe historie do samodzielnego odbioru: dzieci mają tu wykorzystać zdobyte umiejętności i samodzielnie poznawać rozmaite relacje. W tym wypadku Katarzyna Majgier cofa się daleko w przeszłość - do początków XV wieku. To tutaj razem wychowują się i marzą dzieci burmistrza, bliźniaki, Nawojka i Jakub. Wszyscy wiedzą, że Jakub będzie się kształcić: wyjedzie na studia do Krakowa, chociaż znacznie bardziej zależy mu na przygodach i na podróżach. Od Nawojki wymaga się posłuszeństwa wobec rodziców i... wyjścia za mąż. Jest już nawet kandydat, rodzice przedstawiają dziewczynie Masława. Nawojka jednak wolałaby się kształcić - zdaje sobie sprawę, że kobietom nie wolno studiować, a za zdobywanie wiedzy płci pięknej grozi kara śmierci. Nawojka jest jednak bardzo zdeterminowana i nie lubi się poddawać. Jedyne wyjście to ucieczka przed ślubem. Ale okoliczności podpowiadają bohaterce jedno możliwe rozwiązanie: przebranie się za brata i podjęcie studiów. Nawojka jako mężczyzna radzi sobie na uczelni znakomicie, studiuje i pilnie się uczy. Pytanie tylko, jak długo uda jej się ukrywać prawdę - i czy grożą jej rzeczywiście tak poważne konsekwencje.
Katarzyna Majgier wie, jak przyciągnąć do książki odbiorców - i jednocześnie jak szerzyć wiedzę na temat trudnej dawniej sytuacji kobiet. Trafi zatem z pewnością do kilkulatków, które są mocno wyczulone na punkcie sprawiedliwości: pokazuje im, że sytuacja, w jakiej znalazła się Nawojka, nie należy do normalnych. W dzieciach ma się obudzić bunt przeciwko takiemu prawu, nawet jeśli należy to do przeszłości. Nawojka nie przejmuje się jednak ograniczeniami: robi swoje i nie pyta nikogo o zgodę. Zdaje sobie sprawę, że może wpaść w poważne tarapaty i że sprawia przykrość rodzicom, którzy chcą dla niej dobrze. Jednak nie może się im podporządkowywać, jeśli marzy o innym życiu. I właśnie o takiej walce o marzenia pisze Katarzyna Majgier, świadoma, że to zagadnienie uniwersalne. Udaje jej się zatem zaintrygować odbiorców, a poza tym dostarczyć im temat ważny i wartościowy. Akcja trzyma w napięciu, czytelnicy zatem mogą czuć się usatysfakcjonowani taką lekturą - nie zauważą, że ćwiczą czytanie, skoro będą kibicować Nawojce w jej zmaganiach z codziennością. Trudne zagadnienie wiąże się tutaj z pomysłową realizacją: uwagę dzieci przenosi się na akcję. Mnóstwo tu niespodzianek i sytuacji, które zmieniają sytuację Nawojki, a kolejne zmiany to zachęta do czytania. Zapomina się tu o konieczności ćwiczenia rozpoznawania liter - to już wyższy poziom, czytanie dla przyjemności. I to się rzeczywiście sprawdzi.
poniedziałek, 25 kwietnia 2022
Anna Czerwińska-Rydel: Jabłko Newtona / Katarzyna Majgier: Przygoda w Himalajach
Harperkids, Warszawa 2022.
Pierwsze czytanki
Na pierwszym poziomie serii Czytam sobie (która towarzyszy maluchom już od dziesięciu lat) pojawiają się dwie realistyczne historie związane z prawdziwymi przygodami. Anna Czerwińska-Rydel w tomiku "Jabłko Newtona" przygląda się historii wielkiego uczonego. Mały Isaak Newton lubi podskakiwać i uwielbia obserwować świat. Szczególnie interesuje go, dlaczego wszystko spada na ziemię. Doskonale się uczy, nie chce zostać farmerem, chociaż lubi pracę na roli - ale przyszłość, którą planują mu bliscy, nie satysfakcjonuje go wcale - Isaak Newton idzie na studia. Do domu wraca, kiedy wybucha groźna epidemia - ale pod ulubioną jabłonką odkrywa prawo ciążenia. Później konstruuje teleskop. Staje się wielkim odkrywcą, który może zainspirować małych odbiorców. Katarzyna Majgier w tomiku "Przygoda w Himalajach" dzieli się z czytelnikami swoją fascynacją wysokimi górami (i legendą o yeti, chociaż nie do końca ją tu rozwija). Skupia się autorka przede wszystkim na wyliczaniu egzotycznych zwierząt, jakie Darek-wspinacz znajduje i fotografuje podczas swojej eskapady. Nie zawsze są to stworzenia przyjazne, niektóre niosą poważne zagrożenia - ale przecież na tym polega też prawdziwa przygoda. W obu przypadkach liczy się podawanie dziecku inspiracji, rozwijanie jego wyobraźni za sprawą opowiadania o dokonaniach spoza schematycznych zabaw. Autorki próbują przyciągnąć małych odbiorców do opowieści za sprawą niezwykłych tematów - w obu przypadkach podkreślają też rolę nauki w kształtowaniu przyszłych losów. I Isaak, i Darek muszą być pilnymi uczniami, pracują nad tym, żeby odnieść sukces. Pozornie zwykła wycieczka w góry oznacza konieczność długich przygotowań - czytania o celu wyprawy i zdobywania informacji niezbędnych do przeżycia. Isaak z kolei musi zdobywać wiedzę, żeby nie utknąć na farmie - jeśli chce realizować swoje marzenia, powinien się mocno przyłożyć do nauki.
W obu przypadkach tekst sprowadzony jest do dwu-trzylinijkowych podpisów pod obrazkami. Aleksandra Fabia bawi się wizją surowego krajobrazu w wysokich górach (ale ociepla go przez wesołe zwierzęta pojawiające się na drodze Darka), Agata Kopff stawia na wizerunek Newtona, uśmiechniętego i sympatycznego człowieka, który lubi przyglądać się otoczeniu. Pierwszy poziom cyklu charakteryzuje się nieskomplikowanymi z założenia słowami - bez dwuznaków i zmiękczeń. Oznacza to dla autorów i redakcji karkołomne czasami szukanie synonimów. W efekcie chociaż w nauce literowania pojawia się słowo "zupa", najtrudniejszy na stronie jest wyraz "obserwacja", Isaaka ciągle coś intryguje, pojawiają się tu filozofia i grawitacja - raczej trudne słowa dla kogoś, kto dopiero wkracza w świat liter i uczy się czytać. U Katarzyny Majgier są urwiste skarpy i langury nepalskie czy argali - to również niekoniecznie proste słowa (nie używają ich dzieci na co dzień, więc raczej sprawią im trudność). Wyzwania nie zniechęcają do nauki, może da się zaangażować maluchy w opowieści za sprawą niezwykłych przygód.
Pierwsze czytanki
Na pierwszym poziomie serii Czytam sobie (która towarzyszy maluchom już od dziesięciu lat) pojawiają się dwie realistyczne historie związane z prawdziwymi przygodami. Anna Czerwińska-Rydel w tomiku "Jabłko Newtona" przygląda się historii wielkiego uczonego. Mały Isaak Newton lubi podskakiwać i uwielbia obserwować świat. Szczególnie interesuje go, dlaczego wszystko spada na ziemię. Doskonale się uczy, nie chce zostać farmerem, chociaż lubi pracę na roli - ale przyszłość, którą planują mu bliscy, nie satysfakcjonuje go wcale - Isaak Newton idzie na studia. Do domu wraca, kiedy wybucha groźna epidemia - ale pod ulubioną jabłonką odkrywa prawo ciążenia. Później konstruuje teleskop. Staje się wielkim odkrywcą, który może zainspirować małych odbiorców. Katarzyna Majgier w tomiku "Przygoda w Himalajach" dzieli się z czytelnikami swoją fascynacją wysokimi górami (i legendą o yeti, chociaż nie do końca ją tu rozwija). Skupia się autorka przede wszystkim na wyliczaniu egzotycznych zwierząt, jakie Darek-wspinacz znajduje i fotografuje podczas swojej eskapady. Nie zawsze są to stworzenia przyjazne, niektóre niosą poważne zagrożenia - ale przecież na tym polega też prawdziwa przygoda. W obu przypadkach liczy się podawanie dziecku inspiracji, rozwijanie jego wyobraźni za sprawą opowiadania o dokonaniach spoza schematycznych zabaw. Autorki próbują przyciągnąć małych odbiorców do opowieści za sprawą niezwykłych tematów - w obu przypadkach podkreślają też rolę nauki w kształtowaniu przyszłych losów. I Isaak, i Darek muszą być pilnymi uczniami, pracują nad tym, żeby odnieść sukces. Pozornie zwykła wycieczka w góry oznacza konieczność długich przygotowań - czytania o celu wyprawy i zdobywania informacji niezbędnych do przeżycia. Isaak z kolei musi zdobywać wiedzę, żeby nie utknąć na farmie - jeśli chce realizować swoje marzenia, powinien się mocno przyłożyć do nauki.
W obu przypadkach tekst sprowadzony jest do dwu-trzylinijkowych podpisów pod obrazkami. Aleksandra Fabia bawi się wizją surowego krajobrazu w wysokich górach (ale ociepla go przez wesołe zwierzęta pojawiające się na drodze Darka), Agata Kopff stawia na wizerunek Newtona, uśmiechniętego i sympatycznego człowieka, który lubi przyglądać się otoczeniu. Pierwszy poziom cyklu charakteryzuje się nieskomplikowanymi z założenia słowami - bez dwuznaków i zmiękczeń. Oznacza to dla autorów i redakcji karkołomne czasami szukanie synonimów. W efekcie chociaż w nauce literowania pojawia się słowo "zupa", najtrudniejszy na stronie jest wyraz "obserwacja", Isaaka ciągle coś intryguje, pojawiają się tu filozofia i grawitacja - raczej trudne słowa dla kogoś, kto dopiero wkracza w świat liter i uczy się czytać. U Katarzyny Majgier są urwiste skarpy i langury nepalskie czy argali - to również niekoniecznie proste słowa (nie używają ich dzieci na co dzień, więc raczej sprawią im trudność). Wyzwania nie zniechęcają do nauki, może da się zaangażować maluchy w opowieści za sprawą niezwykłych przygód.
piątek, 2 kwietnia 2021
Katarzyna Majgier: Abrakadabra... mamy problem!
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Czary z lampy
Bardzo dobrze Katarzyna Majgier przedstawia sytuację, która mogłaby się wydarzyć dzisiaj, gdyby ktoś znalazł działającą lampę Aladyna. Chociaż w czary nikt nie wierzy, gdy mali chłopcy znajdują na śmietniku lampę z dżinem spełniającym życzenia, pojawia się sporo problemów. Autorka celnie nakreśla przede wszystkim bolączki dzisiejszego świata i pokazuje, co jest istotne dla ludzi (w różnym wieku: pokazuje marzenia dzieci, nastolatków i dorosłych - i trudno odmówić jej racji). Jedno tylko męczy w powieści "Abrakadabra... mamy problem" - że nie przedstawia bliżej domowych dylematów pewnej Darii. Ale po kolei. Wszyscy bohaterowie oglądali serial, w którym dżin pozwalał zrealizować różne marzenia - teraz mają szansę wykazać się własnymi pomysłami. Jednak kiedy przychodzi do wypowiedzenia życzenia, zwykle stawiają na banały. Chłopcy chcą, żeby zniknęły im jedynki (w przyszłości marzą też o bogactwie), starsza siostra jednego z nich życzy sobie zmian w wyglądzie i nowych ciuchów. Dorośli, którzy odkryli tajemnicę lampy, też mają swoje życzenia. Lampa przechodzi z rąk do rąk i pojawia się coraz więcej komplikacji, dopóki w sekret nie zostanie wciągnięta klasowa szara myszka, Daria. Daria nigdy nie zabiegała o poklask, nie ma telefonu ani modnych ciuchów. Ale to ona zaczyna rozmawiać z dżinem i przekonuje się, że może wiele zdziałać dla dobra lokalnej społeczności. Pod warunkiem, że uda jej się ukryć to, czego się dowiedziała. Katarzyna Majgier przedstawia w tej powieści nieco smutne wnioski na temat ludzi jako takich: wszyscy śnią o bogactwie albo o tym, jak uniknąć ciężkiej pracy. Wszyscy mają wyobraźnię i wiedzę wypaczoną przez telewizję: informacje o dżinie i o tym, jak działa lampa, można by znaleźć w każdej bibliotece, jednak nikt nawet nie kwapił się do sprawdzenia tego, co podejrzewała Daria. Ponadto ludzie sobie nie ufają: zamiast się dogadać i działać razem, wolą ugrywać coś dla siebie. W rezultacie wyłania się z tomu "Abrakadabra" raczej smutny wniosek na temat kondycji społeczeństwa. Wszystko się zmienia, kiedy autorka przechodzi do Darii.
Ciekawa jest forma tej powieści. Katarzyna Majgier pozwala snuć narrację kolejnym posiadaczom lampy - każdy, kto ma spotkać się z dżinem, może najpierw podzielić się swoimi przemyśleniami z odbiorcami. Dzięki temu wiadomo, jakimi zasadami kierują się bohaterowie i co sprawia, że wybierają określone zachowania czy życzenia. Głos zyskuje nawet dżin. Autorka stawia na akcję wyobraźniową, jednak w odwzorowywaniu relacji w grupie rówieśników i w przedstawianiu typowych postaw jest przekonująca jako obserwatorka rzeczywistości. Przyciągnie dzieci humorem i obietnicą przygody - ale jednocześnie rozbudzi ich fantazję przez własne poszukiwania życzenia dla dżina. Pozwoli się zastanowić nad własnymi wyborami marzeń do spełnienia. Proponuje Katarzyna Majgier szybką i bardzo sympatyczną powieść, której gorzkie brzmienie wcale nie przekreśla dobrej zabawy. To coś w sam raz dla dzieci, które lubią oryginalne historie. A już zarażenie wszystkich miłością do antykwariatów zasługuje na największe brawa.
Czary z lampy
Bardzo dobrze Katarzyna Majgier przedstawia sytuację, która mogłaby się wydarzyć dzisiaj, gdyby ktoś znalazł działającą lampę Aladyna. Chociaż w czary nikt nie wierzy, gdy mali chłopcy znajdują na śmietniku lampę z dżinem spełniającym życzenia, pojawia się sporo problemów. Autorka celnie nakreśla przede wszystkim bolączki dzisiejszego świata i pokazuje, co jest istotne dla ludzi (w różnym wieku: pokazuje marzenia dzieci, nastolatków i dorosłych - i trudno odmówić jej racji). Jedno tylko męczy w powieści "Abrakadabra... mamy problem" - że nie przedstawia bliżej domowych dylematów pewnej Darii. Ale po kolei. Wszyscy bohaterowie oglądali serial, w którym dżin pozwalał zrealizować różne marzenia - teraz mają szansę wykazać się własnymi pomysłami. Jednak kiedy przychodzi do wypowiedzenia życzenia, zwykle stawiają na banały. Chłopcy chcą, żeby zniknęły im jedynki (w przyszłości marzą też o bogactwie), starsza siostra jednego z nich życzy sobie zmian w wyglądzie i nowych ciuchów. Dorośli, którzy odkryli tajemnicę lampy, też mają swoje życzenia. Lampa przechodzi z rąk do rąk i pojawia się coraz więcej komplikacji, dopóki w sekret nie zostanie wciągnięta klasowa szara myszka, Daria. Daria nigdy nie zabiegała o poklask, nie ma telefonu ani modnych ciuchów. Ale to ona zaczyna rozmawiać z dżinem i przekonuje się, że może wiele zdziałać dla dobra lokalnej społeczności. Pod warunkiem, że uda jej się ukryć to, czego się dowiedziała. Katarzyna Majgier przedstawia w tej powieści nieco smutne wnioski na temat ludzi jako takich: wszyscy śnią o bogactwie albo o tym, jak uniknąć ciężkiej pracy. Wszyscy mają wyobraźnię i wiedzę wypaczoną przez telewizję: informacje o dżinie i o tym, jak działa lampa, można by znaleźć w każdej bibliotece, jednak nikt nawet nie kwapił się do sprawdzenia tego, co podejrzewała Daria. Ponadto ludzie sobie nie ufają: zamiast się dogadać i działać razem, wolą ugrywać coś dla siebie. W rezultacie wyłania się z tomu "Abrakadabra" raczej smutny wniosek na temat kondycji społeczeństwa. Wszystko się zmienia, kiedy autorka przechodzi do Darii.
Ciekawa jest forma tej powieści. Katarzyna Majgier pozwala snuć narrację kolejnym posiadaczom lampy - każdy, kto ma spotkać się z dżinem, może najpierw podzielić się swoimi przemyśleniami z odbiorcami. Dzięki temu wiadomo, jakimi zasadami kierują się bohaterowie i co sprawia, że wybierają określone zachowania czy życzenia. Głos zyskuje nawet dżin. Autorka stawia na akcję wyobraźniową, jednak w odwzorowywaniu relacji w grupie rówieśników i w przedstawianiu typowych postaw jest przekonująca jako obserwatorka rzeczywistości. Przyciągnie dzieci humorem i obietnicą przygody - ale jednocześnie rozbudzi ich fantazję przez własne poszukiwania życzenia dla dżina. Pozwoli się zastanowić nad własnymi wyborami marzeń do spełnienia. Proponuje Katarzyna Majgier szybką i bardzo sympatyczną powieść, której gorzkie brzmienie wcale nie przekreśla dobrej zabawy. To coś w sam raz dla dzieci, które lubią oryginalne historie. A już zarażenie wszystkich miłością do antykwariatów zasługuje na największe brawa.
sobota, 21 stycznia 2017
Katarzyna Majgier: Tajemnice starego pałacu. Konserwator z Warszawy
Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.
Zagadki i przeszłość
Pałac w Niewiadomicach to miejsce, które przyciąga amatorów przygód i przestępców. Mieszka w nim Magda z rodzicami i bratem – po wygranej w loterii rodzina mogła zrealizować nowobogackie fantazje. Zwłaszcza matka, pani Czereśniakowa, celuje we wkradaniu się w egzystencję wyższych sfer. Skład domowników od pewnego czasu uzupełnia Trzmiel, syn prawdziwych milionerów. Trzmiel ma pamięć fotograficzną, brakuje mu przyjaciół, ale nade wszystko marzy o wielkich przygodach. W tomie „Konserwator z Warszawy”, trzeciej części cyklu, Trzmiel zaczyna się coraz bardziej liczyć. Przydają się jego skrywane tęsknoty – nastolatek jest w stanie zapamiętywać skomplikowane szyfry, potrafi też szukać starych skrytek. Warto zawrzeć z nim sojusz – chociaż rozpuszczony i znudzony, chłopak może się przydać przy poszukiwaniu skarbów. Dla Trzmiela to pierwsze wakacje bez towarzyszącego mu stale ochroniarza, więc i szansa na realizację marzeń. Na razie jednak Magda nie wie, czy może mu zaufać. Takich wątpliwości nie ma co do Wiktora, kolegi z sąsiedztwa, który bardzo chce poznać tajemnicę pałacu. Dzieci wiedzą już o wehikule tkwiącym w lochach, znajdują też odpowiedzi na część zagadek. Jednak nie chroni ich to przed zagrożeniami: do pałacu wciąż przybywają nowi goście, którzy nie zdradzają się z prawdziwymi intencjami. A jak upilnować hordy studentów czy coraz to nowych pracowników, jeśli dotychczasowi – konserwator i ochroniarze – zachowują się bardzo dziwnie? Katarzyna Majgier sprawia, że podejrzewa się tu wszystkich i właściwie bez przerwy, to jak wynaturzenie klasyki i ciągłe podbijanie napięcia. Magda, Wiktor i Trzmiel spędzają wakacje obfitujące w silne wrażenia. To namiastka dawnych powieści sensacyjnych, młodzieżowych przygodówek. Katarzyna Majgier skupia się na akcji, upraszcza jednak opisy, stawiając przede wszystkim na rozmowy postaci. Próbuje przyspieszać bieg wydarzeń przez ciągłe rozmowy i dyskusje – przeciwstawia im jedynie przeżycia związane z samotnym działaniem postaci. Bywa, że dzieci muszą reagować szybko i bez wsparcia swoich kolegów – a to zwiększa temp książki. Zagrożenie może nadejść z każdej strony, nie wiadomo, kto jest wrogiem. Do tego jeszcze autorka wplata cały zestaw pytań z przeszłości. Skoro jest tu wehikuł czasu, da się przeskakiwać między teraźniejszością i latami drugiej wojny światowej – nie tylko dla nastolatków będzie to trudne do rozwiązania zadanie. Żeby odkryć tożsamość zaginionych przed dekadami postaci, nie wystarczy internet i zdrowy rozsądek.
Poza perypetiami nastolatków autorka przedstawia w tomie satyrę na nowobogackich. Czereśniakowie stają się ofiarami wyobrażeń na temat życia wyższych sfer. Zwłaszcza ona nie ma nic przeciwko bezsensownemu wydawaniu pieniędzy, byle tylko upodobnić się w geście do milionerów. Imponują Czereśniakowej tytuły i typowe dla bogaczy pomysły – jak choćby zatrudnianie guwernantki dla dzieci. Dorośli zresztą bardzo dbają tu o pozory, czym sami się ośmieszają. Nie dla nich największe przygody. Katarzyna Majgier pogłębia dystans między pokoleniami, pokazując, jak łatwo wpaść w pułapkę, gdy przywiązuje się zbyt dużą wagę do udawania kogoś, kim się nie jest. Przygodowe aspiracje nastolatków znajdują tu raczej uznanie: bohaterowie w końcu realizują niemal książkowe wakacyjne plany. Dorośli, którzy walczą jedynie o wizerunek w oczach innych bogatych, zasługują wyłącznie na drwiny.
Jest to powieść naiwna przez upraszczanie partii narracyjnych. Autorka pozostawia małym czytelnikom niemal wyłącznie serie zagadek, tajemnic, niespodzianek i wyzwań, redukując przy tym literackie opisy. Stąd obszerne dialogi i krótkie rozdziały. To książka w stylu pop, przenosząca na dzisiejsze trendy dawne tematy z poczytnych młodzieżówek. W sam raz dla dzieci rozleniwionych grami komputerowymi.
Zagadki i przeszłość
Pałac w Niewiadomicach to miejsce, które przyciąga amatorów przygód i przestępców. Mieszka w nim Magda z rodzicami i bratem – po wygranej w loterii rodzina mogła zrealizować nowobogackie fantazje. Zwłaszcza matka, pani Czereśniakowa, celuje we wkradaniu się w egzystencję wyższych sfer. Skład domowników od pewnego czasu uzupełnia Trzmiel, syn prawdziwych milionerów. Trzmiel ma pamięć fotograficzną, brakuje mu przyjaciół, ale nade wszystko marzy o wielkich przygodach. W tomie „Konserwator z Warszawy”, trzeciej części cyklu, Trzmiel zaczyna się coraz bardziej liczyć. Przydają się jego skrywane tęsknoty – nastolatek jest w stanie zapamiętywać skomplikowane szyfry, potrafi też szukać starych skrytek. Warto zawrzeć z nim sojusz – chociaż rozpuszczony i znudzony, chłopak może się przydać przy poszukiwaniu skarbów. Dla Trzmiela to pierwsze wakacje bez towarzyszącego mu stale ochroniarza, więc i szansa na realizację marzeń. Na razie jednak Magda nie wie, czy może mu zaufać. Takich wątpliwości nie ma co do Wiktora, kolegi z sąsiedztwa, który bardzo chce poznać tajemnicę pałacu. Dzieci wiedzą już o wehikule tkwiącym w lochach, znajdują też odpowiedzi na część zagadek. Jednak nie chroni ich to przed zagrożeniami: do pałacu wciąż przybywają nowi goście, którzy nie zdradzają się z prawdziwymi intencjami. A jak upilnować hordy studentów czy coraz to nowych pracowników, jeśli dotychczasowi – konserwator i ochroniarze – zachowują się bardzo dziwnie? Katarzyna Majgier sprawia, że podejrzewa się tu wszystkich i właściwie bez przerwy, to jak wynaturzenie klasyki i ciągłe podbijanie napięcia. Magda, Wiktor i Trzmiel spędzają wakacje obfitujące w silne wrażenia. To namiastka dawnych powieści sensacyjnych, młodzieżowych przygodówek. Katarzyna Majgier skupia się na akcji, upraszcza jednak opisy, stawiając przede wszystkim na rozmowy postaci. Próbuje przyspieszać bieg wydarzeń przez ciągłe rozmowy i dyskusje – przeciwstawia im jedynie przeżycia związane z samotnym działaniem postaci. Bywa, że dzieci muszą reagować szybko i bez wsparcia swoich kolegów – a to zwiększa temp książki. Zagrożenie może nadejść z każdej strony, nie wiadomo, kto jest wrogiem. Do tego jeszcze autorka wplata cały zestaw pytań z przeszłości. Skoro jest tu wehikuł czasu, da się przeskakiwać między teraźniejszością i latami drugiej wojny światowej – nie tylko dla nastolatków będzie to trudne do rozwiązania zadanie. Żeby odkryć tożsamość zaginionych przed dekadami postaci, nie wystarczy internet i zdrowy rozsądek.
Poza perypetiami nastolatków autorka przedstawia w tomie satyrę na nowobogackich. Czereśniakowie stają się ofiarami wyobrażeń na temat życia wyższych sfer. Zwłaszcza ona nie ma nic przeciwko bezsensownemu wydawaniu pieniędzy, byle tylko upodobnić się w geście do milionerów. Imponują Czereśniakowej tytuły i typowe dla bogaczy pomysły – jak choćby zatrudnianie guwernantki dla dzieci. Dorośli zresztą bardzo dbają tu o pozory, czym sami się ośmieszają. Nie dla nich największe przygody. Katarzyna Majgier pogłębia dystans między pokoleniami, pokazując, jak łatwo wpaść w pułapkę, gdy przywiązuje się zbyt dużą wagę do udawania kogoś, kim się nie jest. Przygodowe aspiracje nastolatków znajdują tu raczej uznanie: bohaterowie w końcu realizują niemal książkowe wakacyjne plany. Dorośli, którzy walczą jedynie o wizerunek w oczach innych bogatych, zasługują wyłącznie na drwiny.
Jest to powieść naiwna przez upraszczanie partii narracyjnych. Autorka pozostawia małym czytelnikom niemal wyłącznie serie zagadek, tajemnic, niespodzianek i wyzwań, redukując przy tym literackie opisy. Stąd obszerne dialogi i krótkie rozdziały. To książka w stylu pop, przenosząca na dzisiejsze trendy dawne tematy z poczytnych młodzieżówek. W sam raz dla dzieci rozleniwionych grami komputerowymi.
środa, 21 grudnia 2016
Katarzyna Majgier: Niedokończony eliksir nieśmiertelności
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Przezroczyści
Pewnego razu alchemikom udaje się stworzyć eliksir nieśmiertelności. Kto napije się choćby odrobinę płynu, staje się przezroczysty i… nieumarły. Funkcjonuje jak duch – może przenikać przez ściany i wcale się nie starzeje. Zawartością starej buteleczki raczą się różni mieszkańcy pewnego domu, a także okoliczne zwierzęta. I tak rodzina, złożona z dwóch braci bliźniaków, żony jednego z nich oraz małego synka pary stopniowo przekracza granicę między życiem a śmiercią. Dla nowych „nieumarłych” zmiana nie ma większego znaczenia: wciąż żyją, przekomarzają się i mieszkają w swoim domu. Dla innych stanowią zjawy. Do czasu, gdy do domu wprowadza się „modne” małżeństwo – dwoje ludzi tak zapatrzonych w pracę, że niezdolnych zauważyć nic dziwnego w najbliższym otoczeniu. Ich dziecko (bo w świecie korporacji niemowlęta są akurat modne i dobrze widziane przez zwierzchników) nie zaprząta niczyjej uwagi, staje się podrzutkiem dla kolejnych niań, aż w końcu opiekę nad maluchem roztacza życzliwa choć trochę przezroczysta rodzina. W „Niedokończonym eliksirze nieśmiertelności” wydarzenia wprawdzie przefiltrowane są przez absurd, ale pokazują też kilka ważnych prawd o ludziach.
Katarzyna Majgier otrzymała za tę powieść pierwszą nagrodę w konkursie literackim im. Astrid Lindgren – mimo że na pierwszy rzut oka eksponuje tu raczej humor i wyobraźnię niż poważne społeczne problemy, w jakich specjalizują się inni laureaci. A przecież ona też pokazuje sprawy, o których trzeba mówić głośno. Tyle że posługuje się innymi środkami. Zamiast napiętnować rodziców-karierowiczów, tworzy ich karykatury i udowadnia, że dziecko poradzi sobie bez nich. Wyśmianiu ulega również styl emo: reprezentująca go Serafina, młoda poetka-grafomanka, zachwyca się wszystkim, co mroczne, aż w końcu sama wypija trochę eliksiru i staje się niby-duchem. Zresztą Katarzyna Majgier jest bezlitosna dla wszelakich mód – tylko zwyczajność i „swojskość” pozostaje w cenie. Autorka przygotowuje dla swoich postaci i czytelników mocny w wymowie finał – istnieje coś, co potrafi odwrócić czar eliksiru. Bo nawet nieśmiertelność może się w końcu znudzić.
Jest ta powieść utrzymana w szybkim rytmie i zgrabnie poprowadzona. Katarzyna Majgier bawi się konwencjami i chociaż już w obyczajowych historiach dla dzieci była dobra, teraz przechodzi samą siebie. Nie boi się trudnych tematów, nawiązuje do tajemniczych historii dla nastolatek, ale nie na poważnie: wymyślanie absurdalnej opowieści sprawia jej prawdziwą przyjemność. Tutaj zdarzyć się może bardzo dużo, więc bez przerwy coś się dzieje. Bohaterowie zróżnicowani wiekiem, charakterami i poglądami zapewniają stałą rozrywkę. Poza tym autorka przecież budzi ciekawość eksperymentalną fabułą. To publikacja w sam raz dla dzieci, które zmęczone są powielanymi w kółko schematami i chcą literackiej odmiany od lektur. To książka trochę fantastyczna – ale bez tak typowego dla gatunku szlaku powieści drogi. A jeśli ktoś wymaga od powieści dla dzieci morałów i przesłań, nie będzie rozczarowany: ta historia zapewni je w finale, niezdradzanym wcześniej.
„Niedokończony eliksir nieśmiertelności” to powieść przygodowa, mimo że „rodzinna”. Bohaterowie są skazani na swoje towarzystwo (jedyny łącznik ze światem stanowią państwo $), nie opuszczają też własnego domu. I tak jednak odbywają podróż, która przyniesie im sporo ważnych nauk. Katarzyna Majgier pisze dowcipnie i z pomysłem, nie przestraszy dzieci opowieścią o duchach, ale też nie zaproponuje im nudnej relacji, która niszczy ochotę na czytanie. „Niedokończony eliksir nieśmiertelności” to powieść zwariowana i udana.
Przezroczyści
Pewnego razu alchemikom udaje się stworzyć eliksir nieśmiertelności. Kto napije się choćby odrobinę płynu, staje się przezroczysty i… nieumarły. Funkcjonuje jak duch – może przenikać przez ściany i wcale się nie starzeje. Zawartością starej buteleczki raczą się różni mieszkańcy pewnego domu, a także okoliczne zwierzęta. I tak rodzina, złożona z dwóch braci bliźniaków, żony jednego z nich oraz małego synka pary stopniowo przekracza granicę między życiem a śmiercią. Dla nowych „nieumarłych” zmiana nie ma większego znaczenia: wciąż żyją, przekomarzają się i mieszkają w swoim domu. Dla innych stanowią zjawy. Do czasu, gdy do domu wprowadza się „modne” małżeństwo – dwoje ludzi tak zapatrzonych w pracę, że niezdolnych zauważyć nic dziwnego w najbliższym otoczeniu. Ich dziecko (bo w świecie korporacji niemowlęta są akurat modne i dobrze widziane przez zwierzchników) nie zaprząta niczyjej uwagi, staje się podrzutkiem dla kolejnych niań, aż w końcu opiekę nad maluchem roztacza życzliwa choć trochę przezroczysta rodzina. W „Niedokończonym eliksirze nieśmiertelności” wydarzenia wprawdzie przefiltrowane są przez absurd, ale pokazują też kilka ważnych prawd o ludziach.
Katarzyna Majgier otrzymała za tę powieść pierwszą nagrodę w konkursie literackim im. Astrid Lindgren – mimo że na pierwszy rzut oka eksponuje tu raczej humor i wyobraźnię niż poważne społeczne problemy, w jakich specjalizują się inni laureaci. A przecież ona też pokazuje sprawy, o których trzeba mówić głośno. Tyle że posługuje się innymi środkami. Zamiast napiętnować rodziców-karierowiczów, tworzy ich karykatury i udowadnia, że dziecko poradzi sobie bez nich. Wyśmianiu ulega również styl emo: reprezentująca go Serafina, młoda poetka-grafomanka, zachwyca się wszystkim, co mroczne, aż w końcu sama wypija trochę eliksiru i staje się niby-duchem. Zresztą Katarzyna Majgier jest bezlitosna dla wszelakich mód – tylko zwyczajność i „swojskość” pozostaje w cenie. Autorka przygotowuje dla swoich postaci i czytelników mocny w wymowie finał – istnieje coś, co potrafi odwrócić czar eliksiru. Bo nawet nieśmiertelność może się w końcu znudzić.
Jest ta powieść utrzymana w szybkim rytmie i zgrabnie poprowadzona. Katarzyna Majgier bawi się konwencjami i chociaż już w obyczajowych historiach dla dzieci była dobra, teraz przechodzi samą siebie. Nie boi się trudnych tematów, nawiązuje do tajemniczych historii dla nastolatek, ale nie na poważnie: wymyślanie absurdalnej opowieści sprawia jej prawdziwą przyjemność. Tutaj zdarzyć się może bardzo dużo, więc bez przerwy coś się dzieje. Bohaterowie zróżnicowani wiekiem, charakterami i poglądami zapewniają stałą rozrywkę. Poza tym autorka przecież budzi ciekawość eksperymentalną fabułą. To publikacja w sam raz dla dzieci, które zmęczone są powielanymi w kółko schematami i chcą literackiej odmiany od lektur. To książka trochę fantastyczna – ale bez tak typowego dla gatunku szlaku powieści drogi. A jeśli ktoś wymaga od powieści dla dzieci morałów i przesłań, nie będzie rozczarowany: ta historia zapewni je w finale, niezdradzanym wcześniej.
„Niedokończony eliksir nieśmiertelności” to powieść przygodowa, mimo że „rodzinna”. Bohaterowie są skazani na swoje towarzystwo (jedyny łącznik ze światem stanowią państwo $), nie opuszczają też własnego domu. I tak jednak odbywają podróż, która przyniesie im sporo ważnych nauk. Katarzyna Majgier pisze dowcipnie i z pomysłem, nie przestraszy dzieci opowieścią o duchach, ale też nie zaproponuje im nudnej relacji, która niszczy ochotę na czytanie. „Niedokończony eliksir nieśmiertelności” to powieść zwariowana i udana.
piątek, 2 października 2015
Katarzyna Majgier: Milioner z Gdańska
Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Pieniądze
„Milioner z Gdańska” jest drugim tomem serii Katarzyny Majgier i autorka zmienia w nim proporcje obecności bohaterów. Akcja toczy się w pałacu w Niewiadomicach, więc, siłą rzeczy, najwięcej jest tu Magdy, nastolatki, która w owym pałacu mieszka. Wiktor, jej dobry przyjaciel i kompan w przygodach, jest tu zaledwie dodatkiem, na pierwszy plan wysuwa się za to młody Trzmiel, syn milionera. Nad wszystkim snuje się tajemnica. W lochach pałacu znajduje się działający wehikuł czasu. Magda próbuje nie dopuścić do tego, by ktoś niepowołany odkrył sekret. To jednak trudne, bo do pałacu zgłaszają się kolejni pracownicy węszący po kątach, a do tego Trzmiel jest bardzo bliski rozwiązania zagadki.
„Milioner z Gdańska” to powieść, która brzmi, jakby była przygotowaniem do następnej dużej narracji. Zapowiedź przygody daje się tu wyczytać z każdego rozdziału: kolejne strony przynoszą nowe zagrożenia, niepewność bohaterki rośnie. Każdy przybysz ma ukryte intencje, każdy też może zrujnować bezcenny skarb. Magda pozostaje właściwie bez wsparcia: nie powinna liczyć na mało inteligentnego brata ani na rodziców – parodię nowobogackich. Odkąd wygrali w lotto, zachowują się, jakby byli władcami świata, zwłaszcza matka chce na siłę wejść do elitarnego grona milionerów. Trzmiel byłby idealnym powiernikiem – tyle że nie można mu zaufać, bo nie wiadomo, w jaki sposób jego ojciec dorobił się fortuny. I tak toczy się opowieść, w której nie wehikuł czasu jest ważny, a pieniądze.
Katarzyna Majgier stawia na mocne charaktery postaci i częściowo nawiązuje do dawnych powieści przygodowych, mieszając je z odrobiną fantastyki – chociaż tu wehikuł czasu stanowi tylko tło, mimo że jest celem poszukiwań, dla samej akcji ma mniejsze znaczenie. Autorce zależy za to na budowaniu atmosfery sprzyjającej emocjonowaniu się bliskim zagrożeniem. Sporo miejsca zajmuje też temat pieniędzy. Magda okazuje się jedyną niezmanierowaną osóbką w domu, w którym ocenia się ludzi przez pryzmat zamożności. Zwłaszcza wśród dorosłych panuje kult bogactwa, wszystko jedno, w jaki sposób zdobytego. Nieważne są cechy charakteru czy wyznawane wartości, wszystko traci znaczenie, gdy w grę wchodzi majątek. Co ciekawe, te postawy omijają młodsze pokolenie: dla dzieci bogactwa zupełnie się nie liczą, w odróżnieniu od wielkiej przygody. Dla tej zrobić można wszystko. Katarzyna Majgier pieniądze umieszcza w sferze abstrakcji – nastolatki nie przeliczają ich na nowe gry, modne ciuchy czy popularność, co więcej – zamożność utrudnia im normalne funkcjonowanie: Trzmiel na przykład nie rusza się nigdzie bez ochroniarza, co przeszkadza w zdobywaniu kolegów, nie mówiąc już o dobrej zabawie. Magier funduje czytelnikom rozrywkę w starym stylu – to powrót do cenionych zawsze w literaturze czwartej opowieści. „Milioner z Gdańska” przy okazji też uświadamia, jak wielkie i niezasłużone pieniądze mogą odebrać szczęście w innych sferach.
Powrót do klasyki zauważyć można również w odmalowywaniu czarnych charakterów. Nie ma tu zła rodem z filmów akcji czy dzisiejszych powieści sensacyjnych, nie ma bezpośrednich zagrożeń, a przecież i tak lektura nie będzie przebiegać obojętnie: wszystko dzięki nasyceniu treści zagadkami i ukrytymi intencjami. „Milioner z Gdańska”, chociaż trochę podkreśla samotność bohaterki, opiera się na sprzecznych celach różnych postaci. Majgier w narracji dba o to, żeby nie odsłaniać od razu wszystkich kart, ceni sobie sugerowanie zamiarów, dyskretne zaznaczanie tego, co może się wkrótce wydarzyć, jeśli nie zachowa się ostrożności. Klimat „Milionera z Gdańska” stanie się tym, co młodzi odbiorcy docenią, zwłaszcza że im materialistycznych zapędów Majgier nie przypisuje. Wydaje się też, że po tej książce czytelnicy będą czekać niecierpliwie na rozwój akcji – więc i na kolejną część.
Pieniądze
„Milioner z Gdańska” jest drugim tomem serii Katarzyny Majgier i autorka zmienia w nim proporcje obecności bohaterów. Akcja toczy się w pałacu w Niewiadomicach, więc, siłą rzeczy, najwięcej jest tu Magdy, nastolatki, która w owym pałacu mieszka. Wiktor, jej dobry przyjaciel i kompan w przygodach, jest tu zaledwie dodatkiem, na pierwszy plan wysuwa się za to młody Trzmiel, syn milionera. Nad wszystkim snuje się tajemnica. W lochach pałacu znajduje się działający wehikuł czasu. Magda próbuje nie dopuścić do tego, by ktoś niepowołany odkrył sekret. To jednak trudne, bo do pałacu zgłaszają się kolejni pracownicy węszący po kątach, a do tego Trzmiel jest bardzo bliski rozwiązania zagadki.
„Milioner z Gdańska” to powieść, która brzmi, jakby była przygotowaniem do następnej dużej narracji. Zapowiedź przygody daje się tu wyczytać z każdego rozdziału: kolejne strony przynoszą nowe zagrożenia, niepewność bohaterki rośnie. Każdy przybysz ma ukryte intencje, każdy też może zrujnować bezcenny skarb. Magda pozostaje właściwie bez wsparcia: nie powinna liczyć na mało inteligentnego brata ani na rodziców – parodię nowobogackich. Odkąd wygrali w lotto, zachowują się, jakby byli władcami świata, zwłaszcza matka chce na siłę wejść do elitarnego grona milionerów. Trzmiel byłby idealnym powiernikiem – tyle że nie można mu zaufać, bo nie wiadomo, w jaki sposób jego ojciec dorobił się fortuny. I tak toczy się opowieść, w której nie wehikuł czasu jest ważny, a pieniądze.
Katarzyna Majgier stawia na mocne charaktery postaci i częściowo nawiązuje do dawnych powieści przygodowych, mieszając je z odrobiną fantastyki – chociaż tu wehikuł czasu stanowi tylko tło, mimo że jest celem poszukiwań, dla samej akcji ma mniejsze znaczenie. Autorce zależy za to na budowaniu atmosfery sprzyjającej emocjonowaniu się bliskim zagrożeniem. Sporo miejsca zajmuje też temat pieniędzy. Magda okazuje się jedyną niezmanierowaną osóbką w domu, w którym ocenia się ludzi przez pryzmat zamożności. Zwłaszcza wśród dorosłych panuje kult bogactwa, wszystko jedno, w jaki sposób zdobytego. Nieważne są cechy charakteru czy wyznawane wartości, wszystko traci znaczenie, gdy w grę wchodzi majątek. Co ciekawe, te postawy omijają młodsze pokolenie: dla dzieci bogactwa zupełnie się nie liczą, w odróżnieniu od wielkiej przygody. Dla tej zrobić można wszystko. Katarzyna Majgier pieniądze umieszcza w sferze abstrakcji – nastolatki nie przeliczają ich na nowe gry, modne ciuchy czy popularność, co więcej – zamożność utrudnia im normalne funkcjonowanie: Trzmiel na przykład nie rusza się nigdzie bez ochroniarza, co przeszkadza w zdobywaniu kolegów, nie mówiąc już o dobrej zabawie. Magier funduje czytelnikom rozrywkę w starym stylu – to powrót do cenionych zawsze w literaturze czwartej opowieści. „Milioner z Gdańska” przy okazji też uświadamia, jak wielkie i niezasłużone pieniądze mogą odebrać szczęście w innych sferach.
Powrót do klasyki zauważyć można również w odmalowywaniu czarnych charakterów. Nie ma tu zła rodem z filmów akcji czy dzisiejszych powieści sensacyjnych, nie ma bezpośrednich zagrożeń, a przecież i tak lektura nie będzie przebiegać obojętnie: wszystko dzięki nasyceniu treści zagadkami i ukrytymi intencjami. „Milioner z Gdańska”, chociaż trochę podkreśla samotność bohaterki, opiera się na sprzecznych celach różnych postaci. Majgier w narracji dba o to, żeby nie odsłaniać od razu wszystkich kart, ceni sobie sugerowanie zamiarów, dyskretne zaznaczanie tego, co może się wkrótce wydarzyć, jeśli nie zachowa się ostrożności. Klimat „Milionera z Gdańska” stanie się tym, co młodzi odbiorcy docenią, zwłaszcza że im materialistycznych zapędów Majgier nie przypisuje. Wydaje się też, że po tej książce czytelnicy będą czekać niecierpliwie na rozwój akcji – więc i na kolejną część.
piątek, 15 sierpnia 2014
Katarzyna Majgier: Stuletnia Gospoda
WNK, Warszawa 2014.
Marzenia
Katarzyna Majgier „Stuletnią Gospodą” ucieszy tych wszystkich odbiorców, dla których ważne są wielopokoleniowe opowieści. Tu historia rozwija się niespiesznie, a autorka koncentruje się na precyzyjnym odtwarzaniu organizacji życia przeciętnych ludzi. Bohaterowie z różnymi wadami dosyć szybko stają się bliscy czytelnikom: nie ma tutaj wielkich czynów ani marzeń nie do zrealizowania, codzienność zawsze wygrywa – a drobne sprawy składają się w końcu na bogatą przeszłość. I zwyczajność postaci sprawia, że odbiorcy coraz bardziej przywiązują się do nich, mimo wad i niepopularnych decyzji. „Stuletnia Gospoda” to opowieść o próbie spełniania marzeń najbardziej przyziemnych. Chociaż i tu pojawić się może odrobina baśni.
W „Stuletniej Gospodzie” dominują opisy. Majgier decyduje się na zapośredniczone relacje, bo w ten sposób najpełniej może zaprezentować swoich bohaterów. Najpierw tworzy im miejsce przyciągające wszystkich członków rodziny. Stuletnia Gospoda nie przypomina lokali „z duszą”, urządzanych w modnych czytadłach przez kobiety, które uciekają z wielkich miast przed wyścigiem szczurów lub nieudanymi związkami. To budynek, którego wystrój nie imponuje (a nawet stoi w jawnej sprzeczności z zasadami urządzania wnętrz). Wiadomo dokładnie, że nie dekoracje będą odpowiadać za atmosferę miejsca. Stuletnia Gospoda nie ma też właściwości magnetycznych: nie każdego uwiedzie. I na tym też polega jej urok. Niektórzy członkowie rodziny mają własne wizje przyszłości, chcą uciec od rodowego osiągnięcia i zdefiniować siebie w oderwaniu od nietypowej restauracji.
Majgier nawiązuje też do powieści środka. Wujek Lucek, osiłek i niemowa, odkrywa w sobie talent do malowania. Przy okazji wychodzi na jaw, że widzi strzygi, demony i całe zło, które czai się w pobliżu Stuletniej Gospody. Chociaż młodsze pokolenie nie chce przyjąć tego do wiadomości, starsze wierzy w obecność ciemnych sił. Tak Stuletnia Gospoda wkracza w atmosferę baśni. Ale autorka zachowuje równowagę między codziennością i wierzeniami ludzi prostych. Przyjemność sprawia jej zwłaszcza kreślenie charakterów. Tutaj bohaterów nie da się pomylić, każdy na inny sposób walczy o uznanie własnych pomysłów. Stuletnia Gospoda nie jest azylem – to scena dla postaci. Umożliwia konfrontację idei z rzeczywistością i staje się świadkiem wzlotów, ale i porażek. W „Stuletniej Gospodzie” nie ma miejsca na bezpodstawny optymizm, więc Katarzyna Majgier zdobędzie serca czytelników, którzy doceniają nieszablonowe scenariusze.
„Stuletnia Gospoda” to galeria postaci. Jedne autorka wyposaża w talent do robienia biznesu, inne – w wiarę we własne siły. Tu nic nie przychodzi łatwo, o każdy efekt trzeba długo walczyć. „Stuletnia Gospoda” wydaje się więc o wiele bardziej prawdziwym miejscem niż wszelkie pospiesznie w literaturze rozrywkowej zakładane pensjonaty. To z kolei prosta droga do polubienia historii, którą Majgier proponuje.
„Stuletnia Gospoda” to powieść tworzona z przyjemności pisania. Autorka wykazuje się tu nie tylko zdolnością portretowania charakterów, ale i umiejętnością przewidywania konsekwencji niepopularnych decyzji. Łączy nawiązania do pozaliterackiej rzeczywistości z motywami uniwersalnymi i ponadczasowymi. W tej książce przeszłość ożywa w zagęszczonej narracji. Majgier dobrze prowadzi kolejne pomysły, jednocześnie inspirując odbiorców. Podpowiada, jak uwolnić się od męczących schematów – i te podpowiedzi realizuje również w samej warstwie fabularnej „Stuletniej Gospody”, co oznacza, że dostarczy ciekawej lektury. „Stuletnia Gospoda” to powieść zakotwiczona w oryginalnym miejscu i pełna celnych obserwacji. W sam raz dla koneserów sagowych historii.
Marzenia
Katarzyna Majgier „Stuletnią Gospodą” ucieszy tych wszystkich odbiorców, dla których ważne są wielopokoleniowe opowieści. Tu historia rozwija się niespiesznie, a autorka koncentruje się na precyzyjnym odtwarzaniu organizacji życia przeciętnych ludzi. Bohaterowie z różnymi wadami dosyć szybko stają się bliscy czytelnikom: nie ma tutaj wielkich czynów ani marzeń nie do zrealizowania, codzienność zawsze wygrywa – a drobne sprawy składają się w końcu na bogatą przeszłość. I zwyczajność postaci sprawia, że odbiorcy coraz bardziej przywiązują się do nich, mimo wad i niepopularnych decyzji. „Stuletnia Gospoda” to opowieść o próbie spełniania marzeń najbardziej przyziemnych. Chociaż i tu pojawić się może odrobina baśni.
W „Stuletniej Gospodzie” dominują opisy. Majgier decyduje się na zapośredniczone relacje, bo w ten sposób najpełniej może zaprezentować swoich bohaterów. Najpierw tworzy im miejsce przyciągające wszystkich członków rodziny. Stuletnia Gospoda nie przypomina lokali „z duszą”, urządzanych w modnych czytadłach przez kobiety, które uciekają z wielkich miast przed wyścigiem szczurów lub nieudanymi związkami. To budynek, którego wystrój nie imponuje (a nawet stoi w jawnej sprzeczności z zasadami urządzania wnętrz). Wiadomo dokładnie, że nie dekoracje będą odpowiadać za atmosferę miejsca. Stuletnia Gospoda nie ma też właściwości magnetycznych: nie każdego uwiedzie. I na tym też polega jej urok. Niektórzy członkowie rodziny mają własne wizje przyszłości, chcą uciec od rodowego osiągnięcia i zdefiniować siebie w oderwaniu od nietypowej restauracji.
Majgier nawiązuje też do powieści środka. Wujek Lucek, osiłek i niemowa, odkrywa w sobie talent do malowania. Przy okazji wychodzi na jaw, że widzi strzygi, demony i całe zło, które czai się w pobliżu Stuletniej Gospody. Chociaż młodsze pokolenie nie chce przyjąć tego do wiadomości, starsze wierzy w obecność ciemnych sił. Tak Stuletnia Gospoda wkracza w atmosferę baśni. Ale autorka zachowuje równowagę między codziennością i wierzeniami ludzi prostych. Przyjemność sprawia jej zwłaszcza kreślenie charakterów. Tutaj bohaterów nie da się pomylić, każdy na inny sposób walczy o uznanie własnych pomysłów. Stuletnia Gospoda nie jest azylem – to scena dla postaci. Umożliwia konfrontację idei z rzeczywistością i staje się świadkiem wzlotów, ale i porażek. W „Stuletniej Gospodzie” nie ma miejsca na bezpodstawny optymizm, więc Katarzyna Majgier zdobędzie serca czytelników, którzy doceniają nieszablonowe scenariusze.
„Stuletnia Gospoda” to galeria postaci. Jedne autorka wyposaża w talent do robienia biznesu, inne – w wiarę we własne siły. Tu nic nie przychodzi łatwo, o każdy efekt trzeba długo walczyć. „Stuletnia Gospoda” wydaje się więc o wiele bardziej prawdziwym miejscem niż wszelkie pospiesznie w literaturze rozrywkowej zakładane pensjonaty. To z kolei prosta droga do polubienia historii, którą Majgier proponuje.
„Stuletnia Gospoda” to powieść tworzona z przyjemności pisania. Autorka wykazuje się tu nie tylko zdolnością portretowania charakterów, ale i umiejętnością przewidywania konsekwencji niepopularnych decyzji. Łączy nawiązania do pozaliterackiej rzeczywistości z motywami uniwersalnymi i ponadczasowymi. W tej książce przeszłość ożywa w zagęszczonej narracji. Majgier dobrze prowadzi kolejne pomysły, jednocześnie inspirując odbiorców. Podpowiada, jak uwolnić się od męczących schematów – i te podpowiedzi realizuje również w samej warstwie fabularnej „Stuletniej Gospody”, co oznacza, że dostarczy ciekawej lektury. „Stuletnia Gospoda” to powieść zakotwiczona w oryginalnym miejscu i pełna celnych obserwacji. W sam raz dla koneserów sagowych historii.
sobota, 5 lipca 2014
Katarzyna Majgier: Ula i Urwisy. Idę do zerówki!
Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
W ławce
Ula idzie do zerówki. To znaczy wybierała się tam od samego początku arcyzabawnej dziecięcej serii Ula i Urwisy, ale w trzecim tomiku w końcu tam trafia. Nie jest to daleka podróż, bo szkoła mieści się tuż za ulicą – ale gdy weźmie się pod uwagę ilość emocji i przygotowań dziewczynki, wiadomo, że to ogromny skok. W pierwszej części Ula stawiała na zabawę – w dodatku dość samotną, bo jeszcze bez obecności rówieśników. W finale dopiero pojawili się bliźniacy, Mirek i Sławek – tajemnicze Urwisy. Drugi tomik pokazuje wielkie podekscytowanie dziewczynki nadchodzącymi zmianami. Teraz, w „Idę do zerówki”, Ula naprawdę trafia do szkoły. Sama, bo jej przyjaciele akurat się rozchorowali. To oznacza, że kilkulatka musi w pojedynkę poradzić sobie z wieloma wyzwaniami. Ula poznaje nowych kolegów, a kiedy gubi się na szkolnych korytarzach, przekonuje się o wielkiej mądrości pani dyrektor. Nie traci energii i w dalszym ciągu po swojemu interpretuje słowa dorosłych, co prowadzi do komicznych nieporozumień. Wychowawczyni w zerówce będzie potrzebowała anielskiej niemal cierpliwości, żeby poradzić sobie z dwudziestoma maluchami o żywiołowości Uli – tu wszystkie dzieci nakręcają się wzajemnie i podsuwają sobie kolejne pomysły. Kilka maluchów obdarza Magier dodatkowo wyrazistymi cechami, żeby jeszcze lepiej zaakcentować ich nieznośność. I sprawić, by Ula świetnie poczuła się w nowym miejscu.
Ula zwielokrotniona to dla małych odbiorców powód do jeszcze większej radości. Dorosłym Katarzyna Majgier pokaże nieco satyryczne spojrzenie na współczesne pomysły wychowawcze. Malwinka jest przemądrzała i wydaje się jej, że wszystko umie i niczego się już w szkole nie nauczy (a starszy brat zapoznał ją także z zestawem brzydkich wyrazów, tyle że pani nie pozwala ich używać, nawet w celach edukacyjnych). Z kolei Różyczka to przykład małej modnisi, której mama pozwala malować paznokcie i ozdabia je „diamencikami” – poza zawoalowaną krytyką tego typu postaw, autorka ubarwia w ten sposób zerówkową rzeczywistość.
Brawa należą się Katarzynie Majgier przede wszystkim za doskonałe uchwycenie żywiołowości i charakterów dzieci – a w drugiej kolejności za zapanowanie nad chaosem, który w naturalny sposób natychmiast się wytwarza. Majgier bije konkurencję na głowę szczerością i trafnością obserwacji – zresztą trudno byłoby wskazać drugą tak dobrą serię dla kilkulatków. Mała dziewczynka relacjonuje swoją codzienność z zapałem i ogromnym poczuciem humoru, z całym zestawem silnych emocji przekładających się na odbiorców. Tu liczy się tempo i prawdziwość akcji, bo Ula funkcjonuje w normalnym świecie i przeżywa sytuacje doskonale znane małym odbiorcom (a jeszcze lepiej – ich rodzicom). Przy okazji też Ula pomaga uporać się z niepotrzebnymi lękami – przeprowadza dzieci przez trudne doświadczenia i zawsze zaraża entuzjazmem. Funkcjonuje jako przewodniczka, ale nie w literaturze edukacyjnej a rozrywkowej. To świetny pomysł na przyzwyczajanie dzieci do czytania – drobne tomiki niosą dużo śmiechu i życiowych ciekawostek, nie przytłaczają objętością, za to cieszą niezmiennie.
Kasia Kołodziej swoimi idealnie dobranymi ilustracjami jeszcze będzie podsycać ciekawość dzieci – na rysunkach Uli daleko jest do grzecznej dziewczynki, co spodoba się maluchom. Bardzo komiksowe i radosne obrazki zachęcają do śledzenia przygód Uli i podkreślają żywiołowość historii. Cała seria to znakomita propozycja dla maluchów – porównywalna z „Dziećmi z Bullerbyn”, tyle że bardziej stematyzowana.
W ławce
Ula idzie do zerówki. To znaczy wybierała się tam od samego początku arcyzabawnej dziecięcej serii Ula i Urwisy, ale w trzecim tomiku w końcu tam trafia. Nie jest to daleka podróż, bo szkoła mieści się tuż za ulicą – ale gdy weźmie się pod uwagę ilość emocji i przygotowań dziewczynki, wiadomo, że to ogromny skok. W pierwszej części Ula stawiała na zabawę – w dodatku dość samotną, bo jeszcze bez obecności rówieśników. W finale dopiero pojawili się bliźniacy, Mirek i Sławek – tajemnicze Urwisy. Drugi tomik pokazuje wielkie podekscytowanie dziewczynki nadchodzącymi zmianami. Teraz, w „Idę do zerówki”, Ula naprawdę trafia do szkoły. Sama, bo jej przyjaciele akurat się rozchorowali. To oznacza, że kilkulatka musi w pojedynkę poradzić sobie z wieloma wyzwaniami. Ula poznaje nowych kolegów, a kiedy gubi się na szkolnych korytarzach, przekonuje się o wielkiej mądrości pani dyrektor. Nie traci energii i w dalszym ciągu po swojemu interpretuje słowa dorosłych, co prowadzi do komicznych nieporozumień. Wychowawczyni w zerówce będzie potrzebowała anielskiej niemal cierpliwości, żeby poradzić sobie z dwudziestoma maluchami o żywiołowości Uli – tu wszystkie dzieci nakręcają się wzajemnie i podsuwają sobie kolejne pomysły. Kilka maluchów obdarza Magier dodatkowo wyrazistymi cechami, żeby jeszcze lepiej zaakcentować ich nieznośność. I sprawić, by Ula świetnie poczuła się w nowym miejscu.
Ula zwielokrotniona to dla małych odbiorców powód do jeszcze większej radości. Dorosłym Katarzyna Majgier pokaże nieco satyryczne spojrzenie na współczesne pomysły wychowawcze. Malwinka jest przemądrzała i wydaje się jej, że wszystko umie i niczego się już w szkole nie nauczy (a starszy brat zapoznał ją także z zestawem brzydkich wyrazów, tyle że pani nie pozwala ich używać, nawet w celach edukacyjnych). Z kolei Różyczka to przykład małej modnisi, której mama pozwala malować paznokcie i ozdabia je „diamencikami” – poza zawoalowaną krytyką tego typu postaw, autorka ubarwia w ten sposób zerówkową rzeczywistość.
Brawa należą się Katarzynie Majgier przede wszystkim za doskonałe uchwycenie żywiołowości i charakterów dzieci – a w drugiej kolejności za zapanowanie nad chaosem, który w naturalny sposób natychmiast się wytwarza. Majgier bije konkurencję na głowę szczerością i trafnością obserwacji – zresztą trudno byłoby wskazać drugą tak dobrą serię dla kilkulatków. Mała dziewczynka relacjonuje swoją codzienność z zapałem i ogromnym poczuciem humoru, z całym zestawem silnych emocji przekładających się na odbiorców. Tu liczy się tempo i prawdziwość akcji, bo Ula funkcjonuje w normalnym świecie i przeżywa sytuacje doskonale znane małym odbiorcom (a jeszcze lepiej – ich rodzicom). Przy okazji też Ula pomaga uporać się z niepotrzebnymi lękami – przeprowadza dzieci przez trudne doświadczenia i zawsze zaraża entuzjazmem. Funkcjonuje jako przewodniczka, ale nie w literaturze edukacyjnej a rozrywkowej. To świetny pomysł na przyzwyczajanie dzieci do czytania – drobne tomiki niosą dużo śmiechu i życiowych ciekawostek, nie przytłaczają objętością, za to cieszą niezmiennie.
Kasia Kołodziej swoimi idealnie dobranymi ilustracjami jeszcze będzie podsycać ciekawość dzieci – na rysunkach Uli daleko jest do grzecznej dziewczynki, co spodoba się maluchom. Bardzo komiksowe i radosne obrazki zachęcają do śledzenia przygód Uli i podkreślają żywiołowość historii. Cała seria to znakomita propozycja dla maluchów – porównywalna z „Dziećmi z Bullerbyn”, tyle że bardziej stematyzowana.
środa, 28 maja 2014
Katarzyna Majgier: Ula i Urwisy. Dzieciństwo jest super!
Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
Uroki szkoły
Kiedy dziecko się cieszy, nie dopuszcza do siebie myśli, że coś mogłoby pójść nie tak. Ula nie może się doczekać pójścia do zerówki i pod koniec wakacji zamęcza już rodziców euforią. Chwali się każdemu tym, co stanie się w najbliższym czasie – ale dni dłużą jej się nie do zniesienia. Dopiero trzynastoletni Mikołaj, kuzyn Urwisów, hamuje entuzjazm dziewczynki. Mikołaj, który w oczach bohaterów jest już prawie dorosły, całe dni spędza ze swoim telefonem komórkowym i nie zwraca uwagi na dzieciaki, mimo że te liczyły na wspólną zabawę. Żeby zyskać spokój od natrętnej Uli, opowiada jej – bez szczegółów – jakie nieprzyjemności czekają ją w szkole. Od tej pory Ula nie ma zamiaru iść do zerówki, zwłaszcza że rewelacje Mikołaja przypadkiem potwierdzają się w różnych rozmowach z dorosłymi.
W drugim tomie historii o Uli dziewczynka jest bardziej dziecięca niż na początku – autorka wyeliminowała z jej wykrzyknień dorosłe i nienaturalne zwroty, więc Ula brzmi jak kilkulatek, w którego łatwiej uwierzyć. Mała bohaterka nie musi już bawić się sama – ani relacjonować przebiegu swoich zabaw – wciąż przebywa z Mirkiem i Sławkiem lub z rodzicami – albo z dziadkami – i tym razem to ona nadaje ton spotkaniom. Mikołaj jest tu przez autorkę mocno wyśmiany – jego portret stanowi satyrę na ponurego gimnazjalistę, który nie zniżyłby się do zabawy z dziećmi, za to cały dzień spędza na esemesowaniu – manifestacji bezsensownego buntu. Czarny charakter na miarę współczesności może rozbawić odbiorców. Podobnie zresztą jak seria nieporozumień, które Katarzyna Majgier wprowadza. Z punktu widzenia Uli rzeczywistość wygląda inaczej niż w ocenie dorosłych. Dziewczynce wydaje się, że można samodzielnie decydować o podjęciu (lub niepodjęciu) nauki – a na zmianę nastawienia do obowiązków szkolnych wpływ mogą mieć prawdziwe drobiazgi. Dla czytelników zabawne będą też stany Uli – dziewczynka najpierw nie może się doczekać pójścia do szkoły, by za moment trwać w zakamieniałym uporze – który to upór da się jednak skruszyć i sprytni dorośli doskonale wiedzą, jak. Ula zaraża entuzjazmem – a gdy przestaje marzyć o pójściu do zerówki, jej nastrój nie udzieli się czytelnikom – dostrzegą oni za to komiczny aspekt sytuacji – i nagłej zmiany. Katarzyna Majgier znalazła również sposób na to, by przemycić w książce kilka ciekawostek na temat szkoły – te maluchy, które jeszcze nie rozpoczęły edukacji, będą zainteresowane zarówno prostymi opowiastkami, jak i… rodzajem właściwego dorosłym wtajemniczenia. Wydaje się, że rodzice wiedzą o szkole coś, z czego kilkulatka nie zdaje sobie sprawy – więc na pewno warto to samodzielnie odkryć.
Ula jest cudownie dziecięca. W tej postaci nie ma przekłamań ani nienaturalności. Ta zwyczajna bohaterka przedstawia swoje pomysły i stany emocjonalne tak, że na pewno zainteresuje nimi małych odbiorców. Katarzyna Majgier udowadnia, że wystarczy codzienność przefiltrować przez spojrzenie dziecka, by uzyskać temat na atrakcyjną serię. W dodatku trudno byłoby sobie wyobrazić lepszy portret Uli niż ten prezentowany na ilustracjach Kasi Kołodziej. Zabawny i optymistyczny tekst w połączeniu z taką szatą graficzną sprawia, że rodzice nie muszą się zastanawiać nad wyborem odpowiedniej lektury dla malucha – mało tego, sami będą się nieźle bawić przy śledzeniu pomysłów Uli. Tomik „Dzieciństwo jest super” to propozycja, która zaciekawi kilkulatki i przekona je do czytania oraz do szkoły.
Uroki szkoły
Kiedy dziecko się cieszy, nie dopuszcza do siebie myśli, że coś mogłoby pójść nie tak. Ula nie może się doczekać pójścia do zerówki i pod koniec wakacji zamęcza już rodziców euforią. Chwali się każdemu tym, co stanie się w najbliższym czasie – ale dni dłużą jej się nie do zniesienia. Dopiero trzynastoletni Mikołaj, kuzyn Urwisów, hamuje entuzjazm dziewczynki. Mikołaj, który w oczach bohaterów jest już prawie dorosły, całe dni spędza ze swoim telefonem komórkowym i nie zwraca uwagi na dzieciaki, mimo że te liczyły na wspólną zabawę. Żeby zyskać spokój od natrętnej Uli, opowiada jej – bez szczegółów – jakie nieprzyjemności czekają ją w szkole. Od tej pory Ula nie ma zamiaru iść do zerówki, zwłaszcza że rewelacje Mikołaja przypadkiem potwierdzają się w różnych rozmowach z dorosłymi.
W drugim tomie historii o Uli dziewczynka jest bardziej dziecięca niż na początku – autorka wyeliminowała z jej wykrzyknień dorosłe i nienaturalne zwroty, więc Ula brzmi jak kilkulatek, w którego łatwiej uwierzyć. Mała bohaterka nie musi już bawić się sama – ani relacjonować przebiegu swoich zabaw – wciąż przebywa z Mirkiem i Sławkiem lub z rodzicami – albo z dziadkami – i tym razem to ona nadaje ton spotkaniom. Mikołaj jest tu przez autorkę mocno wyśmiany – jego portret stanowi satyrę na ponurego gimnazjalistę, który nie zniżyłby się do zabawy z dziećmi, za to cały dzień spędza na esemesowaniu – manifestacji bezsensownego buntu. Czarny charakter na miarę współczesności może rozbawić odbiorców. Podobnie zresztą jak seria nieporozumień, które Katarzyna Majgier wprowadza. Z punktu widzenia Uli rzeczywistość wygląda inaczej niż w ocenie dorosłych. Dziewczynce wydaje się, że można samodzielnie decydować o podjęciu (lub niepodjęciu) nauki – a na zmianę nastawienia do obowiązków szkolnych wpływ mogą mieć prawdziwe drobiazgi. Dla czytelników zabawne będą też stany Uli – dziewczynka najpierw nie może się doczekać pójścia do szkoły, by za moment trwać w zakamieniałym uporze – który to upór da się jednak skruszyć i sprytni dorośli doskonale wiedzą, jak. Ula zaraża entuzjazmem – a gdy przestaje marzyć o pójściu do zerówki, jej nastrój nie udzieli się czytelnikom – dostrzegą oni za to komiczny aspekt sytuacji – i nagłej zmiany. Katarzyna Majgier znalazła również sposób na to, by przemycić w książce kilka ciekawostek na temat szkoły – te maluchy, które jeszcze nie rozpoczęły edukacji, będą zainteresowane zarówno prostymi opowiastkami, jak i… rodzajem właściwego dorosłym wtajemniczenia. Wydaje się, że rodzice wiedzą o szkole coś, z czego kilkulatka nie zdaje sobie sprawy – więc na pewno warto to samodzielnie odkryć.
Ula jest cudownie dziecięca. W tej postaci nie ma przekłamań ani nienaturalności. Ta zwyczajna bohaterka przedstawia swoje pomysły i stany emocjonalne tak, że na pewno zainteresuje nimi małych odbiorców. Katarzyna Majgier udowadnia, że wystarczy codzienność przefiltrować przez spojrzenie dziecka, by uzyskać temat na atrakcyjną serię. W dodatku trudno byłoby sobie wyobrazić lepszy portret Uli niż ten prezentowany na ilustracjach Kasi Kołodziej. Zabawny i optymistyczny tekst w połączeniu z taką szatą graficzną sprawia, że rodzice nie muszą się zastanawiać nad wyborem odpowiedniej lektury dla malucha – mało tego, sami będą się nieźle bawić przy śledzeniu pomysłów Uli. Tomik „Dzieciństwo jest super” to propozycja, która zaciekawi kilkulatki i przekona je do czytania oraz do szkoły.
sobota, 17 maja 2014
Katarzyna Majgier: Amelka
Akapit Press, Łódź 2014.
Filmowe życie
Katarzyna Majgier w „Amelce” bardzo sprytnie przemyca wskazówki dla małych odbiorców. Pokazuje im, jak ważna jest przyjaźń – ale to standard w literaturze czwartej z tradycjami. Bardziej interesujące są obrazki dotyczące poglądów na modę, bogactwo czy relacje interpersonalne. Amelka to najstarsze z sześciorga dzieci w biednej rodzinie. Dziewczynka ma dziesięć lat i uwielbia łazić po drzewach. Przyjaźni się z chłopakami, bo dziewczyny interesują się tylko ciuchami i wyśmiewają mniej zadbaną (i wyraźnie uboższą) koleżankę. Poza tym dziewczynki lubią oglądać seriale, a Amelka zamiast telewizji woli włączać myślenie i wyobraźnię. Najlepiej czuje się na świeżym powietrzu, gdzie może szaleć do woli. Amelka kocha film, a pewnego dnia do jej wsi przyjeżdża ekipa filmowa. Dziewczynka zostaje dostrzeżona i wkrótce zaczyna zdjęcia do „Panny z mokrą głową”. Jest pewna, że sława nie przewróci jej w głowie.
I tu Katarzyna Majgier może sobie poużywać na wytworach bezmyślnego odłamu popkultury. Cztery dziewczynki zwane w powieści nie bez powodu Zołzami to córka sołtysa, córka prawników, córka bogaczy i córka miejscowej piękności (też hodowana na piękność). Zołzy wyśmiewają się z biedy, gardzą chłopakami, powtarzają bezmyślnie poglądy rodziców i są nieznośne. Kiedy Amelka zostaje gwiazdą, wszystkie Zołzy zaczynają – nie bez wpływu matek – walczyć o jej względy. Wychodzi wówczas na jaw, jak ich rodzice traktują przyjaźń, wiedzę czy życzliwość. Majgier proponuje tu – w powieści dla dzieci – bardzo zjadliwą satyrę na konsumpcyjny tryb życia, pokazuje, dlaczego Zołzom właściwie należy współczuć. Myślące dzieci – a takie po tę książkę sięgną – wyciągną z tego wnioski.
Amelka przeżywa przygodę z filmem i zaczyna zaniedbywać naukę. Po trzech klasach w szkole zarabia więcej niż jej tata – nie czuje więc potrzeby kształcenia się. Wpada w poważne tarapaty, które w końcu pozwolą jej wiele zrozumieć także w związku z prawdziwymi przyjaciółmi. Autorka równolegle prowadzi kilka ważnych dla małych odbiorców wątków – a że narracją zajmuje się sama Amelka, jej metamorfozy czytelnicy odczują dość silnie. Będzie to dla nich ciekawe doświadczenie. I chociaż bohaterka zaniedbuje szkołę, na początku przedstawi sporo wiadomości związanych z pracą na planie filmowym.
Dodatkowo Katarzyna Majgier chce przypomnieć czytelnikom o uroku dawnych, a dziś trochę niesłusznie zapomnianych lektur. Amelka bardzo lubi czytać i wie, że najciekawsze książki to te, które nie znalazły się w kanonie lektur szkolnych. Dawniej zachwycała się Pippi, teraz odkrywa Makuszyńskiego, jej mama przypomina o „Dzieciach z Bullerbyn” czy „Muminkach” (także jako przewodnikach dla dorosłych). W ten sprytny sposób Majgier zwraca uwagę, że na Harrym Potterze nie kończy się świat i że w klasyce literatury czwartej znajdzie się mnóstwo ciekawszych pozycji. Chce zarazić dzieci pasją czytania – przekonuje do tego z pomysłem i nienachalnie. Zwłaszcza że tutaj za czytaniem przepada dziewczynka-urwis, bohaterka niepozbawiona wad i ciekawa dla każdego malucha. Przygody Amelki bywają miejscami zabawne, miejscami pouczające. Spodobają się poszukiwaczom przygód i obserwatorom codzienności. Dziesięcioletnia dziewczynka da się lubić, bez względu na to, w jakie tarapaty akurat wpada i dokąd zaprowadzi ją nieoczekiwana „kariera”. Fakt, że Katarzyna Majgier zwraca uwagę na biedniejszą część społeczeństwa również ma spore znaczenie w procesie wychowywania czytelników. Bogactwem Amelki jest ogromna wyobraźnia – tego nie ma żadna z Zołz.
Filmowe życie
Katarzyna Majgier w „Amelce” bardzo sprytnie przemyca wskazówki dla małych odbiorców. Pokazuje im, jak ważna jest przyjaźń – ale to standard w literaturze czwartej z tradycjami. Bardziej interesujące są obrazki dotyczące poglądów na modę, bogactwo czy relacje interpersonalne. Amelka to najstarsze z sześciorga dzieci w biednej rodzinie. Dziewczynka ma dziesięć lat i uwielbia łazić po drzewach. Przyjaźni się z chłopakami, bo dziewczyny interesują się tylko ciuchami i wyśmiewają mniej zadbaną (i wyraźnie uboższą) koleżankę. Poza tym dziewczynki lubią oglądać seriale, a Amelka zamiast telewizji woli włączać myślenie i wyobraźnię. Najlepiej czuje się na świeżym powietrzu, gdzie może szaleć do woli. Amelka kocha film, a pewnego dnia do jej wsi przyjeżdża ekipa filmowa. Dziewczynka zostaje dostrzeżona i wkrótce zaczyna zdjęcia do „Panny z mokrą głową”. Jest pewna, że sława nie przewróci jej w głowie.
I tu Katarzyna Majgier może sobie poużywać na wytworach bezmyślnego odłamu popkultury. Cztery dziewczynki zwane w powieści nie bez powodu Zołzami to córka sołtysa, córka prawników, córka bogaczy i córka miejscowej piękności (też hodowana na piękność). Zołzy wyśmiewają się z biedy, gardzą chłopakami, powtarzają bezmyślnie poglądy rodziców i są nieznośne. Kiedy Amelka zostaje gwiazdą, wszystkie Zołzy zaczynają – nie bez wpływu matek – walczyć o jej względy. Wychodzi wówczas na jaw, jak ich rodzice traktują przyjaźń, wiedzę czy życzliwość. Majgier proponuje tu – w powieści dla dzieci – bardzo zjadliwą satyrę na konsumpcyjny tryb życia, pokazuje, dlaczego Zołzom właściwie należy współczuć. Myślące dzieci – a takie po tę książkę sięgną – wyciągną z tego wnioski.
Amelka przeżywa przygodę z filmem i zaczyna zaniedbywać naukę. Po trzech klasach w szkole zarabia więcej niż jej tata – nie czuje więc potrzeby kształcenia się. Wpada w poważne tarapaty, które w końcu pozwolą jej wiele zrozumieć także w związku z prawdziwymi przyjaciółmi. Autorka równolegle prowadzi kilka ważnych dla małych odbiorców wątków – a że narracją zajmuje się sama Amelka, jej metamorfozy czytelnicy odczują dość silnie. Będzie to dla nich ciekawe doświadczenie. I chociaż bohaterka zaniedbuje szkołę, na początku przedstawi sporo wiadomości związanych z pracą na planie filmowym.
Dodatkowo Katarzyna Majgier chce przypomnieć czytelnikom o uroku dawnych, a dziś trochę niesłusznie zapomnianych lektur. Amelka bardzo lubi czytać i wie, że najciekawsze książki to te, które nie znalazły się w kanonie lektur szkolnych. Dawniej zachwycała się Pippi, teraz odkrywa Makuszyńskiego, jej mama przypomina o „Dzieciach z Bullerbyn” czy „Muminkach” (także jako przewodnikach dla dorosłych). W ten sprytny sposób Majgier zwraca uwagę, że na Harrym Potterze nie kończy się świat i że w klasyce literatury czwartej znajdzie się mnóstwo ciekawszych pozycji. Chce zarazić dzieci pasją czytania – przekonuje do tego z pomysłem i nienachalnie. Zwłaszcza że tutaj za czytaniem przepada dziewczynka-urwis, bohaterka niepozbawiona wad i ciekawa dla każdego malucha. Przygody Amelki bywają miejscami zabawne, miejscami pouczające. Spodobają się poszukiwaczom przygód i obserwatorom codzienności. Dziesięcioletnia dziewczynka da się lubić, bez względu na to, w jakie tarapaty akurat wpada i dokąd zaprowadzi ją nieoczekiwana „kariera”. Fakt, że Katarzyna Majgier zwraca uwagę na biedniejszą część społeczeństwa również ma spore znaczenie w procesie wychowywania czytelników. Bogactwem Amelki jest ogromna wyobraźnia – tego nie ma żadna z Zołz.
czwartek, 23 stycznia 2014
Katarzyna Majgier: Ula i urwisy. Nowi sąsiedzi
Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
Dziecięcy świat
„Ula i urwisy. Nowi sąsiedzi” to pierwszy tom zabawnej popserii o pewnej kilkulatce. Ale tym, co od razu rzuca się w oczy, jest genialne połączenie dowcipnego stylu narracji Katarzyny Majgier i równie dowcipnych, zawadiackich ilustracji Kasi Kołodziej. Jak Zosia z ulicy Kociej kojarzyć się będzie zawsze z rysunkami Agaty Raczyńskiej, tak Kasia Kołodziej stworzyła wizerunek Uli, który małych odbiorców do tomu przyciągnie.
Katarzyna Majgier zdaje sobie sprawę z różnic w postrzeganiu świata przez dorosłych i dzieci. To, co widzą starsi, niekoniecznie musi się pokrywać z pomysłami i wnioskami ich pociech. Pociechy liczą na domyślność mamy i taty – i z reguły czeka je rozczarowanie (a w najlepszym razie – zdumienie) nawarstwiającymi się nieporozumieniami. Do naświetlania tego problemu Majgier wymyśliła Ulę – bohaterkę lekko rozbrykaną i bardzo swojską, ciekawą świata, zdecydowaną i pomysłową – a przy tym też dość bystrą. Ula chciałaby mieć domek na drzewie, ale skoro nie może – urządziła sobie kryjówkę w krzakach na podwórku. Zakopuje tam swoje skarby – zupełnie jak maluchy przed czasami komputerów: szkiełka, kamyczki czy kwiatki. Wprawdzie w domu ma dużo zabawek (najlepsze zawsze dostaje od cioci), ale mądrzy rodzice każą jej korzystać z ładnej pogody i bawić się przed domem. Ula dowiaduje się pewnego dnia od babci i jej przyjaciółek, że w sąsiedztwie pojawią się wnuki jednej z nich, straszne urwisy. Ula jest przez starsze panie wychwalana jako grzeczna dziewczynka (choć nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistością), więc boi się, że urwisy zajmą jej kryjówkę, wykopią skarby i zniszczą zabawki. Podejmuje zatem działania, które mają ją uchronić przed niechcianym towarzystwem. To, co bohaterka uważa za przezorność, martwi jej rodziców, którzy sądzą, że dziewczynka staje się samolubna i nie umie bawić się z innymi dziećmi.
„Nowi sąsiedzi” to wprowadzenie postaci, które staną się bliskimi przyjaciółmi odbiorców. Ula przedstawiana jest przez dłuższą część tomiku – a właściwie to sama się przedstawia. Nie ma obaw, że z tą postacią zrobi się nudno: Ula bez przerwy coś wymyśla i rozśmiesza lub intryguje przy tym małych odbiorców. Chętnie prezentuje własne poglądy na rzeczywistość, podkreśla niewiedzę dorosłych i kieruje się w swoich działaniach wyobraźnią – to przywołuje piękno dzieciństwa wolnego od gier komputerowych. Dla dzieci zachętą do śledzenia akcji będzie – poza jej normalnością i obietnicą przygody – fakt, że Ula sporo napsoci i dobrze zna dylematy dzieci (na przykład te związane z psuciem się drogich zabawek). Niewiedza pozwala jej tworzyć komiczne scenariusze bez pokrycia w rzeczywistości. Maluchy pojmą bez problemu zarówno obawy Uli, jak i jej późniejsze zachowania. Tylko rodzice nigdy nie wiedzą, o co chodzi.
Ula sama jest urwisem (lub, jak kto woli, zwyczajnym dzieckiem). Katarzyna Majgier prezentuje je z dużą dawką humoru i ciepłym zrozumieniem dla wad najmłodszych. Ula opowiada o wszystkim bardzo emocjonalnie i z perspektywy kilkulatki (do narracji „dorosłość” wkrada się tylko przy kolokwialnym narzekaniu na rodziców i przy wykrzyknieniu „no to lipa”). Ula pośredniczy w dyskusji między dziećmi i dorosłymi, przekazuje to, co często kilkulatki dostrzegają, ale czego nie potrafią zwerbalizować.
Z dowcipną narracją idealnie korespondują rysunki Kasi Kołodziej. Komiksowa bohaterka ma tutaj urwisowaty i dziecięcy wygląd, od razu budzi sympatię i zaufanie. Kołodziej w prezentowaniu emocji jest trochę jak Pija Lindenbaum, przerysowuje mimikę i gesty postaci i zachęca pomysłowymi oraz ekspresyjnymi rysunkami do lektury. Po samych obrazkach widać, jak wiele dzieje się w tej krótkiej historyjce, przynajmniej pod względem emocji. Ula dostarczy odbiorcom wielu wrażeń. Katarzyna Majgier zdecydowała się pokazać najmłodszym urok niespodzianek w codzienności. „Ula i urwisy” to pochwała wyobraźni i nieskrępowanej kreatywności dzieci – bez względu na to, czy chodzi o wspólne (lub samotne) zabawy, czy o interpretowanie wydarzeń. Autorka dobrze rozumie swoją bohaterkę, a przez to może uzyskać jej niezakłamany portret.
Dziecięcy świat
„Ula i urwisy. Nowi sąsiedzi” to pierwszy tom zabawnej popserii o pewnej kilkulatce. Ale tym, co od razu rzuca się w oczy, jest genialne połączenie dowcipnego stylu narracji Katarzyny Majgier i równie dowcipnych, zawadiackich ilustracji Kasi Kołodziej. Jak Zosia z ulicy Kociej kojarzyć się będzie zawsze z rysunkami Agaty Raczyńskiej, tak Kasia Kołodziej stworzyła wizerunek Uli, który małych odbiorców do tomu przyciągnie.
Katarzyna Majgier zdaje sobie sprawę z różnic w postrzeganiu świata przez dorosłych i dzieci. To, co widzą starsi, niekoniecznie musi się pokrywać z pomysłami i wnioskami ich pociech. Pociechy liczą na domyślność mamy i taty – i z reguły czeka je rozczarowanie (a w najlepszym razie – zdumienie) nawarstwiającymi się nieporozumieniami. Do naświetlania tego problemu Majgier wymyśliła Ulę – bohaterkę lekko rozbrykaną i bardzo swojską, ciekawą świata, zdecydowaną i pomysłową – a przy tym też dość bystrą. Ula chciałaby mieć domek na drzewie, ale skoro nie może – urządziła sobie kryjówkę w krzakach na podwórku. Zakopuje tam swoje skarby – zupełnie jak maluchy przed czasami komputerów: szkiełka, kamyczki czy kwiatki. Wprawdzie w domu ma dużo zabawek (najlepsze zawsze dostaje od cioci), ale mądrzy rodzice każą jej korzystać z ładnej pogody i bawić się przed domem. Ula dowiaduje się pewnego dnia od babci i jej przyjaciółek, że w sąsiedztwie pojawią się wnuki jednej z nich, straszne urwisy. Ula jest przez starsze panie wychwalana jako grzeczna dziewczynka (choć nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistością), więc boi się, że urwisy zajmą jej kryjówkę, wykopią skarby i zniszczą zabawki. Podejmuje zatem działania, które mają ją uchronić przed niechcianym towarzystwem. To, co bohaterka uważa za przezorność, martwi jej rodziców, którzy sądzą, że dziewczynka staje się samolubna i nie umie bawić się z innymi dziećmi.
„Nowi sąsiedzi” to wprowadzenie postaci, które staną się bliskimi przyjaciółmi odbiorców. Ula przedstawiana jest przez dłuższą część tomiku – a właściwie to sama się przedstawia. Nie ma obaw, że z tą postacią zrobi się nudno: Ula bez przerwy coś wymyśla i rozśmiesza lub intryguje przy tym małych odbiorców. Chętnie prezentuje własne poglądy na rzeczywistość, podkreśla niewiedzę dorosłych i kieruje się w swoich działaniach wyobraźnią – to przywołuje piękno dzieciństwa wolnego od gier komputerowych. Dla dzieci zachętą do śledzenia akcji będzie – poza jej normalnością i obietnicą przygody – fakt, że Ula sporo napsoci i dobrze zna dylematy dzieci (na przykład te związane z psuciem się drogich zabawek). Niewiedza pozwala jej tworzyć komiczne scenariusze bez pokrycia w rzeczywistości. Maluchy pojmą bez problemu zarówno obawy Uli, jak i jej późniejsze zachowania. Tylko rodzice nigdy nie wiedzą, o co chodzi.
Ula sama jest urwisem (lub, jak kto woli, zwyczajnym dzieckiem). Katarzyna Majgier prezentuje je z dużą dawką humoru i ciepłym zrozumieniem dla wad najmłodszych. Ula opowiada o wszystkim bardzo emocjonalnie i z perspektywy kilkulatki (do narracji „dorosłość” wkrada się tylko przy kolokwialnym narzekaniu na rodziców i przy wykrzyknieniu „no to lipa”). Ula pośredniczy w dyskusji między dziećmi i dorosłymi, przekazuje to, co często kilkulatki dostrzegają, ale czego nie potrafią zwerbalizować.
Z dowcipną narracją idealnie korespondują rysunki Kasi Kołodziej. Komiksowa bohaterka ma tutaj urwisowaty i dziecięcy wygląd, od razu budzi sympatię i zaufanie. Kołodziej w prezentowaniu emocji jest trochę jak Pija Lindenbaum, przerysowuje mimikę i gesty postaci i zachęca pomysłowymi oraz ekspresyjnymi rysunkami do lektury. Po samych obrazkach widać, jak wiele dzieje się w tej krótkiej historyjce, przynajmniej pod względem emocji. Ula dostarczy odbiorcom wielu wrażeń. Katarzyna Majgier zdecydowała się pokazać najmłodszym urok niespodzianek w codzienności. „Ula i urwisy” to pochwała wyobraźni i nieskrępowanej kreatywności dzieci – bez względu na to, czy chodzi o wspólne (lub samotne) zabawy, czy o interpretowanie wydarzeń. Autorka dobrze rozumie swoją bohaterkę, a przez to może uzyskać jej niezakłamany portret.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






