Czarne, Wołowiec 2021.
Smak Sycylii
Smakowita jest ta książka pod różnymi względami. Jarosław Mikołajewski i Paweł Smoleński proponują migawki z pobytów na Sycylii, ale też z własnych prób zrozumienia istoty miejsca. Proponują połączenie reportażu i dziennika literackiego, każdy rozdział to osobna całostka, wypełniona zachwytami lub odkryciami związanymi z życiem w wolniejszym tempie, z szacunkiem dla przeszłości i dla sztuki. Zwyczajność rzadko się tu pojawia, podobnie jak wielka historia – jeśli autorzy spoglądają w przeszłość, żeby przedstawić losy miejscowych, dbają o detale. Częściej jednak skupiają się po prostu na omawianiu specyfiki życia na Sycylii, albo – sprawdzają, jak egzystencja odzwierciedla się w twórczości. Liczy się koncept, umiejętność zaprezentowania przestrzeni, zarówno w wersji krajobrazów przciągających kolejnych zafascynowanych, jak i w wersji płaszczyzny literackiej, zestawu artystycznych westchnień prowadzących do lepszego przedstawiania regionu.
Na początku rozdzielają się opowieści na dwa głosy. Mikołajewski szuka przepisu na ulotność. Rejestruje chwile, bez zagłębiania się w konteksty i obudowy poznawanych wiadomości. Pozwala czytelnikom na uczestniczenie w wydarzeniach, przyprowadza do nich kolejnych wyjątkowych gości, ludzi, których spojrzenia składają się na obraz Sycylii. Smoleński tymczasem woli zanurzać się w szczegółach – także tych o charakterze informacyjnym. Usiłuje wypełniać kolejne strony drobiazgami, dać odbiorcom jak najwięcej faktów w obiektywnym tonie. Są także teksty, w których głosy autorów się przenikają się lub uzupełniają. Zwykle to Mikołajewski próbuje rozsmakowywać się w tekście, pisać słowa, które oddziałują na wyobraźnię i przekonują samym swoim brzmieniem. Smoleński woli konkret, zajmuje się opowiadaniem, nie malowaniem. Mikołajewski jest wyczulony na puenty i znajduje je nawet w pozornie nieznaczących obrazkach. Udaje mu się przyciągnąć czytelników oddziaływaniem na zmysły. Lekturowo najbardziej zbliża się do klasycznych literackich dzienników podróży. Paweł Smoleński woli styl beznamiętny – później obie te narracje zaczną się przenikać i wzajemnie na siebie wpływać i to również wielki urok tomu „Czerwony śnieg na Etnie”.
Sycylia poznawana na nowo i z perspektywy odmiennej niż wyłącznie kwestie społeczno-polityczne lub związane z geografią olśniewa. To szansa na zerknięcie do literackich odkryć i na przybliżenie odbiorcom mentalności miejscowych. Z dala od stereotypów, ale – przez pryzmat z zewnątrz. Jest tu wszystko, czego oczekuje się od dobrej lektury. Melodyjna narracja, odpowiednio wyciągane wnioski, ale przede wszystkim: głębokie poznanie tego, co stanowi sens i przesłanie książki. Ta publikacja zabiera odbiorców w podróż i będzie to z pewnością podróż wyjątkowa. Po ten tom powinien sięgnąć każdy, kto chce zwolnienia tempa codzienności, zatrzymania się na innym stylu życia i tworzenia. Mikołajewski i Smoleński to duet, który znakomicie się tu sprawdza. „Czerwony śnieg na Etnie” to zaproszenie do odkrywania bliskich cudów, rzeczy, które na co dzień umykają, a jednak wzbudzają kreatywność i urzekają wewnętrznym spokojem. Oczywiście zdarzają się tu i minorowe tony – jednak łagodzący styl narracji sprawia, że ta pozycja na długo zagości w świadomości czytelników.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Mikołajewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Mikołajewski. Pokaż wszystkie posty
sobota, 10 kwietnia 2021
wtorek, 3 maja 2016
Jarosław Mikołajewski: Syreni śpiew
Media Rodzina, Poznań 2016.
Warszawskie koty
Jarosław Mikołajewski postanowił tym razem postawić na patriotyzm lokalny. Kot Cagliostro przyzwyczaił już swoje małoletnie agentki do spotkań we Włoszech. Dziewczynki z różnych krajów i tak łączą się przez internetowy komunikator, a do celu docierają za sprawą magii, nawet te, które mieszkają niedaleko. To konieczne, by mogły działać razem, a ich nieobecność nie została wykryta przez dorosłych. W końcu nikt ze starszego pokolenia nie wziąłby na poważnie gadającego kota, szefa dziecięcej agencji detektywistycznej. W „Syrenim śpiewie” Cagliostro nieoczekiwanie zmienia miejsce spotkania – zwołuje dziewczynki do Warszawy. Teraz Marta, jedyna w towarzystwie Polka, będzie mogła popisać się wiadomościami o mieście – przekaże koleżankom kilka ciekawostek, które małym odbiorcom uświadomią, że warto zainteresować się przeszłością stolicy (oraz swojego miasta, na wypadek podobnego spotkania). Okazuje się, że za spotkaniem w Warszawie stoją… miejscowe koty, które nagle przestały być dokarmiane, głaskane i rozpieszczane przez opiekuńcze starsze panie. To sytuacja na tyle nietypowa, że gromada kotów wzywa ekipę Cagliostro na pomoc. Dziewczynki muszą rozejrzeć się po okolicy, znaleźć przyczynę zmiany zachowania oraz rozwiązanie problemu – przecież bezdomne koty nie mogą być głodne.
Mikołajewski odchodzi nie tylko od stałego miejsca spotkań bohaterek, ale i od konwencji dziecięcego kryminału. Do tej pory dziewczynki brały udział w detektywistycznych śledztwach, czasem zresztą tam, gdzie dorośli pozostawali bezradni. Rozwiązywały kolejne sprawy lepiej niż policja. Teraz policji nie ma (bo nikt nie wziąłby na serio problemu kotów!) i nie ma typowego problemu: zmartwieniem zwierząt mało kto się przejmuje, zresztą w tej tajemnicy nie daje się wyczuć choćby śladów kryminału. Owszem, nie wiadomo, co się dzieje – ale bezpośrednie zagrożenia nie istnieją, liczy się tylko zagadka o wymiarze społecznym. Jarosław Mikołajewski celowo nawiązuje do postaci Syrenki, żeby przemienić mieszkańców – to następna szansa na edukowanie czytelników w zakresie wiedzy regionalnej.
„Syreni śpiew” nie jest wprawdzie kryminałem, ale mimo zmiany gatunku Jarosław Mikołajewski utrzymuje pozory sensacyjności. Warto pamiętać, że dla większości bohaterek to Warszawa jest miejscem egzotycznym. Modyfikacja schematu prowadzi do interesujących porównań: dziewczynki mogą wymieniać się uwagami na temat podobieństw i różnic między krajami i miastami – każda przecież ma inne doświadczenia. To pozwala przyzwyczajać małych czytelników do urozmaiceń i dokonywania coraz to nowych odkryć. Do tego autor dokłada dość ważne przemyślenie na temat ludzi obecnie. To jedyny znany czytelnikom świat, świat, w którym gadżety elektroniczne odgrywają coraz większą rolę. Koty wolne od internetowych uzależnień i nawyków mogą jeszcze przypomnieć, że to nowe zjawisko – i uświadomić, że nie zawsze tak było. Jarosław Mikołajewski rozbija pewną oczywistość, czyniąc ją tematem spotkania.
Krótka historyjka bardzo dobrze (szkoda, że nie w kolorze) ilustrowana przez Marcina Bruchnalskiego łączy walory rozrywkowe i edukacyjne. Szef agencji detektywistycznej, kot Cagliostro, to element bajkowości, ale i satyry, sugeruje czytelnikom dystans do przedstawianych sytuacji. Dla Mikołajewskiego to rozwiązanie najlepsze, by zapewnić sobie wierną publiczność literacką. Tomiki z tej serii przedstawiają spójne opowiastki, z których bohaterki i odbiorcy sporo się nauczą. Ale autor pamięta też o lekturowych przyjemnościach, budowaniu tajemnic i dodawaniu do fabuły elementów fantastyki. „Syreni śpiew” jest ciekawym pomysłem na zaprezentowanie wiadomości o Warszawie w atrakcyjnej dla dzieci formie. To książka dla maluchów ciekawych świata, przygotowanie do podróży.
Warszawskie koty
Jarosław Mikołajewski postanowił tym razem postawić na patriotyzm lokalny. Kot Cagliostro przyzwyczaił już swoje małoletnie agentki do spotkań we Włoszech. Dziewczynki z różnych krajów i tak łączą się przez internetowy komunikator, a do celu docierają za sprawą magii, nawet te, które mieszkają niedaleko. To konieczne, by mogły działać razem, a ich nieobecność nie została wykryta przez dorosłych. W końcu nikt ze starszego pokolenia nie wziąłby na poważnie gadającego kota, szefa dziecięcej agencji detektywistycznej. W „Syrenim śpiewie” Cagliostro nieoczekiwanie zmienia miejsce spotkania – zwołuje dziewczynki do Warszawy. Teraz Marta, jedyna w towarzystwie Polka, będzie mogła popisać się wiadomościami o mieście – przekaże koleżankom kilka ciekawostek, które małym odbiorcom uświadomią, że warto zainteresować się przeszłością stolicy (oraz swojego miasta, na wypadek podobnego spotkania). Okazuje się, że za spotkaniem w Warszawie stoją… miejscowe koty, które nagle przestały być dokarmiane, głaskane i rozpieszczane przez opiekuńcze starsze panie. To sytuacja na tyle nietypowa, że gromada kotów wzywa ekipę Cagliostro na pomoc. Dziewczynki muszą rozejrzeć się po okolicy, znaleźć przyczynę zmiany zachowania oraz rozwiązanie problemu – przecież bezdomne koty nie mogą być głodne.
Mikołajewski odchodzi nie tylko od stałego miejsca spotkań bohaterek, ale i od konwencji dziecięcego kryminału. Do tej pory dziewczynki brały udział w detektywistycznych śledztwach, czasem zresztą tam, gdzie dorośli pozostawali bezradni. Rozwiązywały kolejne sprawy lepiej niż policja. Teraz policji nie ma (bo nikt nie wziąłby na serio problemu kotów!) i nie ma typowego problemu: zmartwieniem zwierząt mało kto się przejmuje, zresztą w tej tajemnicy nie daje się wyczuć choćby śladów kryminału. Owszem, nie wiadomo, co się dzieje – ale bezpośrednie zagrożenia nie istnieją, liczy się tylko zagadka o wymiarze społecznym. Jarosław Mikołajewski celowo nawiązuje do postaci Syrenki, żeby przemienić mieszkańców – to następna szansa na edukowanie czytelników w zakresie wiedzy regionalnej.
„Syreni śpiew” nie jest wprawdzie kryminałem, ale mimo zmiany gatunku Jarosław Mikołajewski utrzymuje pozory sensacyjności. Warto pamiętać, że dla większości bohaterek to Warszawa jest miejscem egzotycznym. Modyfikacja schematu prowadzi do interesujących porównań: dziewczynki mogą wymieniać się uwagami na temat podobieństw i różnic między krajami i miastami – każda przecież ma inne doświadczenia. To pozwala przyzwyczajać małych czytelników do urozmaiceń i dokonywania coraz to nowych odkryć. Do tego autor dokłada dość ważne przemyślenie na temat ludzi obecnie. To jedyny znany czytelnikom świat, świat, w którym gadżety elektroniczne odgrywają coraz większą rolę. Koty wolne od internetowych uzależnień i nawyków mogą jeszcze przypomnieć, że to nowe zjawisko – i uświadomić, że nie zawsze tak było. Jarosław Mikołajewski rozbija pewną oczywistość, czyniąc ją tematem spotkania.
Krótka historyjka bardzo dobrze (szkoda, że nie w kolorze) ilustrowana przez Marcina Bruchnalskiego łączy walory rozrywkowe i edukacyjne. Szef agencji detektywistycznej, kot Cagliostro, to element bajkowości, ale i satyry, sugeruje czytelnikom dystans do przedstawianych sytuacji. Dla Mikołajewskiego to rozwiązanie najlepsze, by zapewnić sobie wierną publiczność literacką. Tomiki z tej serii przedstawiają spójne opowiastki, z których bohaterki i odbiorcy sporo się nauczą. Ale autor pamięta też o lekturowych przyjemnościach, budowaniu tajemnic i dodawaniu do fabuły elementów fantastyki. „Syreni śpiew” jest ciekawym pomysłem na zaprezentowanie wiadomości o Warszawie w atrakcyjnej dla dzieci formie. To książka dla maluchów ciekawych świata, przygotowanie do podróży.
piątek, 26 czerwca 2015
Jarosław Mikołajewski: Zwycięski koń
Media Rodzina, Poznań 2015.
Trop w Toskanii
Kiedy kot Cagliostro zwołuje swoje aniołki na akcję, nie ma czasu do namysłu. Dziewczynki z różnych krajów wiedzą, że muszą skorzystać z magicznego przejścia, żeby spotkać się w tej samej rzeczywistości. Wiedzą też, że czeka je ciężka praca – zadania stawiane przed nimi są wymagające, wymuszają współpracę i wzmożoną obserwację otoczenia. Wszystko brzmi bardzo poważnie i nikogo nie dziwi, że szefem małoletnich śledczych jest kot w ciemnych okularach. Zresztą kot Cagliostro nie pozwala na zbytnią poufałość, jest prawdziwym przywódcą, stanowczym i silnym. Dba przy tym, żeby jego podopiecznym nie stała się żadna krzywda – ale nie rozpieszcza dziewczynek ani nadmiernie nie chwali. Raczej uważnie je obserwuje. Dowodzi dzielną ekipą: małe bohaterki same opracowują wiele akcji i oczywiście odnoszą sukcesy.
„Zwycięski koń” to okazja do przyjrzenia się Sienie – bohaterki wyruszają do Toskanii. Tam dowiadują się o zaginięciu przygotowywanego do wyścigów konia, pewnego zwycięzcy. Muszą pomóc zleceniodawcy i odnaleźć zwierzę, ratując w ten sposób nie tylko opiekuna przed zwolnieniem, ale i honor właścicieli konia. Bohaterki poznają lokalne zwyczaje i odrobinę kultury oraz historii sztuki – bo każde okoliczności są dobre, by zgłębiać wiedzę, a wiadomości przyswojone w ekstremalnych warunkach lepiej zapadają w pamięć. Zwłaszcza że dla dziewczynek każda nowinka może okazać się przełomowa w prowadzonym właśnie śledztwie. Jedno jest pewne: koń musi się odnaleźć jak najszybciej.
Jarosław Mikołajewski nie wdaje się w szczegóły, kiedy konstruuje niezwykłą detektywistyczną drużynę. Nie musi tłumaczyć, jak porozumiewają się bohaterki (w końcu to nie ma znaczenia przy mówiącym kocie), ani jak przenoszą się błyskawicznie w różne miejsca świata. Dzięki takim skrótom i umowności może skupić się na sednie śledztwa. Daje dziewczynkom czas na działanie, a kiedy wpadają na trop, nie mnoży niepotrzebnie przesłanek, tylko prowadzi do wyjaśnienia, które jest równocześnie wyjaśnieniem i dla odbiorców. Międzynarodowa ekipa to gwarancja stałego podsycania ciekawości – każda z dziewczynek warta jest poznania i każda jest inna, chociaż na indywidualne prezentacje autor nie ma czasu. Stawia bowiem na rozwój akcji i kiedy już przeniesie bohaterki w określone miejsce, siły poświęca na nakreślenie problemu i sprawne działanie. W „Zwycięskim koniu” narracja wydaje się przyjazna – młodzi czytelnicy powinni docenić rytm tej prozy i jej tempo – autor nie pozwala zbyt długo czekać na zmiany. To sprawia, że pozytywnie wyróżnia się na rynku książek z wątkami detektywistycznymi. „Zwycięski koń” jest także bajką wzbogacaną o prawdziwe dane. Chociaż zmyślone są bohaterki i zasady ich organizacji, problemy opierają się na realnych motywach. Żeby rozwikłać tajemnicę, trzeba przynajmniej odrobinę poznać lokalne zwyczaje i miejscową kulturę. Mikołajewski celowo funduje bohaterkom i odbiorcom dalsze wyprawy – to zachęta do podróżowania i poznawania świata. Od najmłodszych lat odbiorcy powinni się z taką formą zdobywania wiedzy stykać.
„Zwycięski koń” to książka stworzona z humorem, chociaż nie wywołuje salw śmiechu. Autor bardzo poważnie traktuje zadania dla bohaterek, tak samo jak postać kota Cagliostro. Wszystko po to, żeby wyróżnić się z zestawu powieści detektywistycznych w literaturze czwartej. Momentami szkoda tylko, że ilustracje w tomiku są czarno-białe, dzieciom lepiej śledziłoby się akcję w kolorze – chociaż część z nich tak pochłonie fabuła, że nie będą miały czasu na zastanawianie się nad tego typu kwestiami. Jarosław Mikołajewski po raz kolejny proponuje atrakcyjną lekturę.
Trop w Toskanii
Kiedy kot Cagliostro zwołuje swoje aniołki na akcję, nie ma czasu do namysłu. Dziewczynki z różnych krajów wiedzą, że muszą skorzystać z magicznego przejścia, żeby spotkać się w tej samej rzeczywistości. Wiedzą też, że czeka je ciężka praca – zadania stawiane przed nimi są wymagające, wymuszają współpracę i wzmożoną obserwację otoczenia. Wszystko brzmi bardzo poważnie i nikogo nie dziwi, że szefem małoletnich śledczych jest kot w ciemnych okularach. Zresztą kot Cagliostro nie pozwala na zbytnią poufałość, jest prawdziwym przywódcą, stanowczym i silnym. Dba przy tym, żeby jego podopiecznym nie stała się żadna krzywda – ale nie rozpieszcza dziewczynek ani nadmiernie nie chwali. Raczej uważnie je obserwuje. Dowodzi dzielną ekipą: małe bohaterki same opracowują wiele akcji i oczywiście odnoszą sukcesy.
„Zwycięski koń” to okazja do przyjrzenia się Sienie – bohaterki wyruszają do Toskanii. Tam dowiadują się o zaginięciu przygotowywanego do wyścigów konia, pewnego zwycięzcy. Muszą pomóc zleceniodawcy i odnaleźć zwierzę, ratując w ten sposób nie tylko opiekuna przed zwolnieniem, ale i honor właścicieli konia. Bohaterki poznają lokalne zwyczaje i odrobinę kultury oraz historii sztuki – bo każde okoliczności są dobre, by zgłębiać wiedzę, a wiadomości przyswojone w ekstremalnych warunkach lepiej zapadają w pamięć. Zwłaszcza że dla dziewczynek każda nowinka może okazać się przełomowa w prowadzonym właśnie śledztwie. Jedno jest pewne: koń musi się odnaleźć jak najszybciej.
Jarosław Mikołajewski nie wdaje się w szczegóły, kiedy konstruuje niezwykłą detektywistyczną drużynę. Nie musi tłumaczyć, jak porozumiewają się bohaterki (w końcu to nie ma znaczenia przy mówiącym kocie), ani jak przenoszą się błyskawicznie w różne miejsca świata. Dzięki takim skrótom i umowności może skupić się na sednie śledztwa. Daje dziewczynkom czas na działanie, a kiedy wpadają na trop, nie mnoży niepotrzebnie przesłanek, tylko prowadzi do wyjaśnienia, które jest równocześnie wyjaśnieniem i dla odbiorców. Międzynarodowa ekipa to gwarancja stałego podsycania ciekawości – każda z dziewczynek warta jest poznania i każda jest inna, chociaż na indywidualne prezentacje autor nie ma czasu. Stawia bowiem na rozwój akcji i kiedy już przeniesie bohaterki w określone miejsce, siły poświęca na nakreślenie problemu i sprawne działanie. W „Zwycięskim koniu” narracja wydaje się przyjazna – młodzi czytelnicy powinni docenić rytm tej prozy i jej tempo – autor nie pozwala zbyt długo czekać na zmiany. To sprawia, że pozytywnie wyróżnia się na rynku książek z wątkami detektywistycznymi. „Zwycięski koń” jest także bajką wzbogacaną o prawdziwe dane. Chociaż zmyślone są bohaterki i zasady ich organizacji, problemy opierają się na realnych motywach. Żeby rozwikłać tajemnicę, trzeba przynajmniej odrobinę poznać lokalne zwyczaje i miejscową kulturę. Mikołajewski celowo funduje bohaterkom i odbiorcom dalsze wyprawy – to zachęta do podróżowania i poznawania świata. Od najmłodszych lat odbiorcy powinni się z taką formą zdobywania wiedzy stykać.
„Zwycięski koń” to książka stworzona z humorem, chociaż nie wywołuje salw śmiechu. Autor bardzo poważnie traktuje zadania dla bohaterek, tak samo jak postać kota Cagliostro. Wszystko po to, żeby wyróżnić się z zestawu powieści detektywistycznych w literaturze czwartej. Momentami szkoda tylko, że ilustracje w tomiku są czarno-białe, dzieciom lepiej śledziłoby się akcję w kolorze – chociaż część z nich tak pochłonie fabuła, że nie będą miały czasu na zastanawianie się nad tego typu kwestiami. Jarosław Mikołajewski po raz kolejny proponuje atrakcyjną lekturę.
niedziela, 8 marca 2015
Jarosław Mikołajewski: Szklane oczy
Media Rodzina, Poznań 2015.
Gondola z kotem
Tych dziewczynek jest sześć, a każda pochodzi z innego kraju. Różnice kulturowe i językowe bardzo im się przydają – aniołki kota Cagliostro mogą dzięki nim odkrywać największe tajemnice i prowadzić trudne dziecięce śledztwo. Tu nikogo nie dziwi, że szefem jest kot w ciemnych okularach. Jarosław Mikołajewski stworzył ładną detektywistyczną serię dla dzieci – bajkowość i magię połączył z realizmem i edukacją, a wszystko to zatopił w wartkiej i wciągającej dziecięcych odbiorców akcji. Kot Cagliostro ma swoje sposoby na to, by szybko zwołać całą ekipę i uniknąć tłumaczeń w sześciu domach z sześciu krajów. Dziewczynki mogą zaangażować się od razu w wielką przygodę.
W „Szklanych oczach” bohaterki udają się do Wenecji. Tu zaginęła kilkuletnia Szwedka: rodzice, zajęci robieniem zdjęć i oglądaniem pamiątek, stracili dziecko z oczu. Nękani wyrzutami sumienia proszą o pomoc. Kot Cagliostro wie, że najlepszą metodą dedukcji jest nakłonienie bystrych aniołków do burzy mózgów – przenikliwe uwagi bohaterek bardzo przydają się w śledztwie. Podobnie jak fakt, że dziewczynki potrafią ze sobą współpracować i rozumieją się w lot. Tu dorośli – rodzice Britty – nie są zdolni do racjonalnego myślenia, trzeba więc kota i jego ekipy, aby rozwiązać zagadkę i odnaleźć Brittę. Autor unika tematów trudnych i prawdziwych kryminalnych zagrożeń – w końcu to bajka – ale udaje mu się tak żonglować nastrojami, żeby odbiorcy mocno przeżywali historię i dali się wciągnąć w lekturę.
Mikołajewski uczy subtelnie i przy okazji prezentowania przygód. Wenecja umożliwia spotkanie z gondolami czy bautą. To szansa na zainteresowanie dzieci geografią i językami obcymi. W końcu bohaterki są otwarte na świat, wzajemnie się szanują, a do tego chętnie poznają nowe kultury. Wiadomości z tego tomiku chłonie się więc mimochodem – na marginesie szybko rozwijanej fabuły. Autor miał znakomity pomysł i sprawnie go zrealizował. „Szklane oczy” to publikacja z gatunku wartościowych i dobrze przygotowanych.
Bajkowy kot Cagliostro zna zwyczaje normalnych czworonogów, ale sam zachowuje się jak boss. To autorytet dla dziewczynek i równocześnie gwarancja ich bezpieczeństwa – bohaterki mogą podejmować się nawet ryzykownych zadań. Wzmacnia je też wspólne działanie. W „Szklanych oczach” widać, jak wiele da się osiągnąć dzięki współpracy i kreatywnemu podejściu do problemów. Autor zgrabnie motywuje konieczność włączenia do śledztwa dzieci – czytelnicy mogą mu uwierzyć, a stąd już prosta droga do przejścia w wyobraźniową rzeczywistość, w której wszystko może się zdarzyć.
Mikołajewski po czary sięga tylko wtedy, kiedy to absolutnie konieczne – dla ograniczenia nieważnych dla intrygi wątków. Całą resztę, a zwłaszcza prawdziwe zmartwienia, pozostawia bohaterkom. Tu nie ma mowy o oddalaniu kłopotów przez magię, do rozwiązań trzeba dojść dzięki bystrym umysłom i umiejętności dostrzegania drobiazgów. Klasykę gatunku autor rozwija w ciekawej i pomysłowej historii.
Marcin Bruchnalski bogato ilustruje tę książkę. Scenki są czarno-białe – trochę szkoda, ze względu na ich liczbę i rozmieszczenie na stronach – a jednak kolor rozpraszałby uwagę dzieci. Szara tonacja bardziej pasuje do „poważnej” lektury przygodowej. Są „Szklane oczy” tomikiem, który przypadnie do gustu miłośnikom opowieści detektywistycznych oraz… kotów. To książka pięknie wydana, ale jej urok polega przede wszystkim na wysokiej jakości tekstu oraz ilustracji – Mikołajewski i Bruchnalski zabierają dzieci w ekscytującą podróż, nie proponują im banalnej i infantylnej bajki – w zamian dostarczają wielu silnych przeżyć i szeregu ciekawostek.
Gondola z kotem
Tych dziewczynek jest sześć, a każda pochodzi z innego kraju. Różnice kulturowe i językowe bardzo im się przydają – aniołki kota Cagliostro mogą dzięki nim odkrywać największe tajemnice i prowadzić trudne dziecięce śledztwo. Tu nikogo nie dziwi, że szefem jest kot w ciemnych okularach. Jarosław Mikołajewski stworzył ładną detektywistyczną serię dla dzieci – bajkowość i magię połączył z realizmem i edukacją, a wszystko to zatopił w wartkiej i wciągającej dziecięcych odbiorców akcji. Kot Cagliostro ma swoje sposoby na to, by szybko zwołać całą ekipę i uniknąć tłumaczeń w sześciu domach z sześciu krajów. Dziewczynki mogą zaangażować się od razu w wielką przygodę.
W „Szklanych oczach” bohaterki udają się do Wenecji. Tu zaginęła kilkuletnia Szwedka: rodzice, zajęci robieniem zdjęć i oglądaniem pamiątek, stracili dziecko z oczu. Nękani wyrzutami sumienia proszą o pomoc. Kot Cagliostro wie, że najlepszą metodą dedukcji jest nakłonienie bystrych aniołków do burzy mózgów – przenikliwe uwagi bohaterek bardzo przydają się w śledztwie. Podobnie jak fakt, że dziewczynki potrafią ze sobą współpracować i rozumieją się w lot. Tu dorośli – rodzice Britty – nie są zdolni do racjonalnego myślenia, trzeba więc kota i jego ekipy, aby rozwiązać zagadkę i odnaleźć Brittę. Autor unika tematów trudnych i prawdziwych kryminalnych zagrożeń – w końcu to bajka – ale udaje mu się tak żonglować nastrojami, żeby odbiorcy mocno przeżywali historię i dali się wciągnąć w lekturę.
Mikołajewski uczy subtelnie i przy okazji prezentowania przygód. Wenecja umożliwia spotkanie z gondolami czy bautą. To szansa na zainteresowanie dzieci geografią i językami obcymi. W końcu bohaterki są otwarte na świat, wzajemnie się szanują, a do tego chętnie poznają nowe kultury. Wiadomości z tego tomiku chłonie się więc mimochodem – na marginesie szybko rozwijanej fabuły. Autor miał znakomity pomysł i sprawnie go zrealizował. „Szklane oczy” to publikacja z gatunku wartościowych i dobrze przygotowanych.
Bajkowy kot Cagliostro zna zwyczaje normalnych czworonogów, ale sam zachowuje się jak boss. To autorytet dla dziewczynek i równocześnie gwarancja ich bezpieczeństwa – bohaterki mogą podejmować się nawet ryzykownych zadań. Wzmacnia je też wspólne działanie. W „Szklanych oczach” widać, jak wiele da się osiągnąć dzięki współpracy i kreatywnemu podejściu do problemów. Autor zgrabnie motywuje konieczność włączenia do śledztwa dzieci – czytelnicy mogą mu uwierzyć, a stąd już prosta droga do przejścia w wyobraźniową rzeczywistość, w której wszystko może się zdarzyć.
Mikołajewski po czary sięga tylko wtedy, kiedy to absolutnie konieczne – dla ograniczenia nieważnych dla intrygi wątków. Całą resztę, a zwłaszcza prawdziwe zmartwienia, pozostawia bohaterkom. Tu nie ma mowy o oddalaniu kłopotów przez magię, do rozwiązań trzeba dojść dzięki bystrym umysłom i umiejętności dostrzegania drobiazgów. Klasykę gatunku autor rozwija w ciekawej i pomysłowej historii.
Marcin Bruchnalski bogato ilustruje tę książkę. Scenki są czarno-białe – trochę szkoda, ze względu na ich liczbę i rozmieszczenie na stronach – a jednak kolor rozpraszałby uwagę dzieci. Szara tonacja bardziej pasuje do „poważnej” lektury przygodowej. Są „Szklane oczy” tomikiem, który przypadnie do gustu miłośnikom opowieści detektywistycznych oraz… kotów. To książka pięknie wydana, ale jej urok polega przede wszystkim na wysokiej jakości tekstu oraz ilustracji – Mikołajewski i Bruchnalski zabierają dzieci w ekscytującą podróż, nie proponują im banalnej i infantylnej bajki – w zamian dostarczają wielu silnych przeżyć i szeregu ciekawostek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






