Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.
Kobiece wybory
Dawniej Grażyna Jeromin-Gałuszka wsławiała się tworzeniem literatury środka. Jej powieści miały charakterystyczny klimat, obyczajowość przełamywaną mrocznymi tajemnicami – zanim motywy magii stały się modne. Nigdy jednak nie szła za trendami, nie produkowała bestsellerów. Przez to nie mogła trafić do szerokiej publiczności – ale seria Dwieście wiosen to powinna zmienić. Bo tym razem autorka kompletnie odcina się od czarów na prowincji, uroków, sekretów i zagrożeń dla niezwykłych ludzi. W narracjach z poprzednich książek było coś, co wyróżniało autorkę z grona produkujących czytadła. Teraz jednak Grażyna Jeromin-Gałuszka sprawdza się w nieco innym gatunku. Nie oddala się zbytnio od rejonów do tej pory intrygujących – dalekich od wielkomiejskiego zgiełku posiadłości, małych, zamkniętych lokalnych społeczności. Nie rzuca się w kompletnie obce rejony. Wybiera sagę pożenioną z powieścią historyczną. Czytelników wysyła w daleką przeszłość – na przykład do dziewiętnastego wieku. Przedstawia losy kobiet z różnych pokoleń, reprezentantek różnych grup społecznych – i tutaj znowu odwołuje się do tego, co dawniej dobrze jej wychodziło. Ale rezygnuje z mroku, z tajemnic osnuwających postacie. Owszem, każdy ma tu swoje sekrety, ale nie płynące z ingerencji sił wyższych. Tu liczy się tylko rytm natury – zbyt często przełamywany przez zarozumialstwo ludzi a w konsekwencji – wielką historię. Ponadczasowe uczucia pozwolą natomiast kibicować bohaterkom. Bardzo dużo będzie tu historii melodramatycznych – albo takich, które trzeba ukryć przed otoczeniem, za to można odsłaniać kolejnym pokoleniom. Jest tu kobieta, która w momencie stresu zaczyna pachnieć chabrami – i to chyba jedyne nawiązanie do dawnych fabuł, charakterystyk i klimatów. Są nieślubne dzieci, które można ocalić tylko podstępem, a plan powinien uwzględnić też ich matkę. Są nieudane małżeństwa i zakazane związki starannie skrywane przed wzrokiem innych. Na szczęście bohaterki nie będą za wszelką cenę walczyć o zachowanie pozorów – bardziej liczy się dla nich ich własne szczęście. Taki zdrowy egoizm autorka promuje, przy okazji wypracowując cały szereg scen, które zaangażują czytelniczki. Chociaż akcja przenosi się do zamierzchłej przeszłości, Jeromin-Gałuszka nie chce na siłę stylizować tomu, w narracji stawia na naturalność (tylko w przypadku jednej służącej decyduje się na mocniejsze indywidualizowanie języka, ale nie wykorzystuje tego chwytu przesadnie). Dba o to, by czytelniczki uwierzyły w codzienność na folwarku i żeby przeżywały doświadczenia kobiet. Zresztą w sferze uczuć przestaje się liczyć obyczajowość i schematy myślenia: w końcu chodzi o to, żeby przeżycia stały się powszechnie zrozumiałe, a przeszłość – nieidealizowana. Tak autorka usuwa dystans tworzony przez oddalenie czasowe. Jak zwykle uwodzi odbiorczynie – ale teraz nastawieniem na międzyludzkie sprawy, trafnością w ocenianiu postaw i wyborów kobiet z różnych sfer. Nie będzie tutaj podążania za społecznymi nakazami: każdy sam odpowiada za własne szczęście. Pierwszy tom cyklu jest jednocześnie gwarancją, że czytelniczki sięgną po drugi – umiejętnie rozbija autorka akcję. Wie, jak rozbudzić ciekawość i jak zbudować sobie literacką publiczność. „Folwark Konstancji” to powieść w tempie zbliżona do stylistyki pop, ale pełna intrygujących historii międzyludzkich.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grażyna Jeromin-Gałuszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grażyna Jeromin-Gałuszka. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 marca 2019
piątek, 11 lipca 2014
Grażyna Jeromin-Gałuszka: Długie lato w Magnolii
Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.
Tajemnica w Bieszczadach
Grażyna Jeromin-Gałuszka pozostaje w swojej prozie wierna klimatom, które raz się sprawdziły – dopuszcza do małomiasteczkowej przestrzeni elementy kryminału a nawet thrillera, ale zawsze pamięta o psychologii postaci oraz o zwolnieniu tempa życia – które nie jest wolne nigdy od potężnych zmartwień. „Długie lato w Magnolii” oznacza powrót do znanego już czytelniczkom pensjonatu w Bieszczadach. Sporo w nim kobiet, a każda obdarzona silnym charakterem. Bohaterki nigdy nie załamują rąk, zawsze znajdują remedium na troski i wspierają się nawzajem bez wielkich słów. Życzliwość objawia się tu w czynach – nie dlatego, że tak wypada lub trzeba – kobiety ani nie chcą się nad swoją dobrocią zastanawiać, ani rozwodzić. Szorstka pomoc nie ma nic wspólnego z litością, więc też nie obraża potrzebujących. Magnolia to azyl dla wszystkich.
I do tego pensjonatu, który w finale poprzedniego tomu stał się miejscem drobnego (w skali światowej, bo ogromnego w mikrokosmosie bohaterek) dramatu, przyjeżdża teraz Maurycy Morawski, autor powieści kryminalnych. Trafia do miejsca zarządzanego przez kobiety i może obserwować bogatą galerię charakterów. Jedna z pań codziennie odwiedza grób ukochanego i opowiada mu o wszystkim, czym żyją mieszkańcy, inna dochodzi do siebie po chemioterapii. Trzynastoletnia Tuśka wie wszystko o wszystkich, a do tego zapewnia byt młodszemu rodzeństwu i pogrążonej w apatii matce. W Magnolii nie ma sielanki – to nie jest miejsce, które – wzorem wielu literackich pensjonatów oddalonych od cywilizacji – zapewnia spokój i beztroskę. Wprost przeciwnie – problemy atakują tu każdego i nie sposób od nich uciec. Doświadczone bohaterki wiedzą, że buntowanie się nic nie da- i próbują samodzielnie zapracować na poprawę bytu. Dla Murawskiego, człowieka z zewnątrz, pensjonat może jednak stać się oazą spokoju. Dlaczego zatem mężczyzna trafia na miejscowy komisariat?
Grażyna Jeromin-Gałuszka odrobinę podąża śladami Fannie Flagg. W pozornie sielskich obrazkach przemyca prawdziwe tragedie, krwawe zbrodnie i mroczne tajemnice z przeszłości. Co ciekawe, obecność kryminalnych motywów w fabule zupełnie nie wpływa na kształt narracji. Językowo autorka stara się pozostawać blisko swoich bohaterek, tworzy opowieść lekko gderającą, rozplotkowaną i pozbawioną sentymentów, szorstką, silną i czułą zarazem. Udaje jej się w języku zawrzeć atmosferę miejsca, tak, żeby nikt nie miał wątpliwości co do autentyzmu opowieści. Nie ma tu sztuczności, rozbieżności między tym, co postacie mówią, a tym, kim są. I nawet w narracji ogólnej daje się bez trudu wyczuć specyficzny klimat bieszczadzkiego zacisza.
Do języka dochodzą udane również pod względem psychologicznym kreacje bohaterek. Łatwo uwierzyć w te charaktery, a nawet we wszelkie dziwactwa czy przyzwyczajenia. Każdy zyskuje tutaj indywidualne rysy, co dobrze wpływa na wymowę całości. „Długie lato w Magnolii” łatwo uwieść może samymi kreacjami postaci – a przecież autorka funduje jeszcze czytelnikom potężny kryminalny wstrząs. Cenna jest umiejętność prezentowania wydarzeń z jednego gatunku językiem należącym do zupełnie innej sfery – Jeromin-Gałuszka bardzo się przez to wśród powieściopisarek wyróżnia – nie podąża utartymi szlakami, ale szuka innych sposobów na opowiadanie historii oraz na samą fabułę. W swojej książce pozostaje niepokojąca i tajemnicza, ale oprócz tego daje się poznać jako dobra obserwatorka. Proponuje kryminał, który wymyka się kategoryzacjom, a jednocześnie bardzo wpasowuje się w indywidualny styl tej autorki – i stanowi wyraźną kontynuację wybranej przez nią drogi.
Tajemnica w Bieszczadach
Grażyna Jeromin-Gałuszka pozostaje w swojej prozie wierna klimatom, które raz się sprawdziły – dopuszcza do małomiasteczkowej przestrzeni elementy kryminału a nawet thrillera, ale zawsze pamięta o psychologii postaci oraz o zwolnieniu tempa życia – które nie jest wolne nigdy od potężnych zmartwień. „Długie lato w Magnolii” oznacza powrót do znanego już czytelniczkom pensjonatu w Bieszczadach. Sporo w nim kobiet, a każda obdarzona silnym charakterem. Bohaterki nigdy nie załamują rąk, zawsze znajdują remedium na troski i wspierają się nawzajem bez wielkich słów. Życzliwość objawia się tu w czynach – nie dlatego, że tak wypada lub trzeba – kobiety ani nie chcą się nad swoją dobrocią zastanawiać, ani rozwodzić. Szorstka pomoc nie ma nic wspólnego z litością, więc też nie obraża potrzebujących. Magnolia to azyl dla wszystkich.
I do tego pensjonatu, który w finale poprzedniego tomu stał się miejscem drobnego (w skali światowej, bo ogromnego w mikrokosmosie bohaterek) dramatu, przyjeżdża teraz Maurycy Morawski, autor powieści kryminalnych. Trafia do miejsca zarządzanego przez kobiety i może obserwować bogatą galerię charakterów. Jedna z pań codziennie odwiedza grób ukochanego i opowiada mu o wszystkim, czym żyją mieszkańcy, inna dochodzi do siebie po chemioterapii. Trzynastoletnia Tuśka wie wszystko o wszystkich, a do tego zapewnia byt młodszemu rodzeństwu i pogrążonej w apatii matce. W Magnolii nie ma sielanki – to nie jest miejsce, które – wzorem wielu literackich pensjonatów oddalonych od cywilizacji – zapewnia spokój i beztroskę. Wprost przeciwnie – problemy atakują tu każdego i nie sposób od nich uciec. Doświadczone bohaterki wiedzą, że buntowanie się nic nie da- i próbują samodzielnie zapracować na poprawę bytu. Dla Murawskiego, człowieka z zewnątrz, pensjonat może jednak stać się oazą spokoju. Dlaczego zatem mężczyzna trafia na miejscowy komisariat?
Grażyna Jeromin-Gałuszka odrobinę podąża śladami Fannie Flagg. W pozornie sielskich obrazkach przemyca prawdziwe tragedie, krwawe zbrodnie i mroczne tajemnice z przeszłości. Co ciekawe, obecność kryminalnych motywów w fabule zupełnie nie wpływa na kształt narracji. Językowo autorka stara się pozostawać blisko swoich bohaterek, tworzy opowieść lekko gderającą, rozplotkowaną i pozbawioną sentymentów, szorstką, silną i czułą zarazem. Udaje jej się w języku zawrzeć atmosferę miejsca, tak, żeby nikt nie miał wątpliwości co do autentyzmu opowieści. Nie ma tu sztuczności, rozbieżności między tym, co postacie mówią, a tym, kim są. I nawet w narracji ogólnej daje się bez trudu wyczuć specyficzny klimat bieszczadzkiego zacisza.
Do języka dochodzą udane również pod względem psychologicznym kreacje bohaterek. Łatwo uwierzyć w te charaktery, a nawet we wszelkie dziwactwa czy przyzwyczajenia. Każdy zyskuje tutaj indywidualne rysy, co dobrze wpływa na wymowę całości. „Długie lato w Magnolii” łatwo uwieść może samymi kreacjami postaci – a przecież autorka funduje jeszcze czytelnikom potężny kryminalny wstrząs. Cenna jest umiejętność prezentowania wydarzeń z jednego gatunku językiem należącym do zupełnie innej sfery – Jeromin-Gałuszka bardzo się przez to wśród powieściopisarek wyróżnia – nie podąża utartymi szlakami, ale szuka innych sposobów na opowiadanie historii oraz na samą fabułę. W swojej książce pozostaje niepokojąca i tajemnicza, ale oprócz tego daje się poznać jako dobra obserwatorka. Proponuje kryminał, który wymyka się kategoryzacjom, a jednocześnie bardzo wpasowuje się w indywidualny styl tej autorki – i stanowi wyraźną kontynuację wybranej przez nią drogi.
czwartek, 26 grudnia 2013
Grażyna Jeromin-Gałuszka: Gdybyś mnie kochała
Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.
Akcja poza czasem
Od początku Grażyna Jeromin-Gałuszka najlepiej czuje się w lekko onirycznej prozie, w klimatach tworzonych przez mieszkańców małych miejscowości. Ich życie wplata w rytm przyrody, a wielkie tragedie przysłania odrobinę spokojniejszą narracją, chociaż u wielu innych autorów brzmiałoby to jak stylistyczny zgrzyt. Jeromin-Gałuszka pisze trochę w duchu Fannie Flagg, ale nie ogląda się na literackie mody, ucieka od wygodnych schematów i rozwiązań, które podpowiada wyobraźnia odbiorców. Niby przywiązana do swoich bohaterów, nie zawsze chce ich chronić przed przykrościami różnego kalibru – co zapewnia jej książkom atrakcyjną fabułę.
I w „Gdybyś mnie kochała” autorka wykorzystuje senno-wiejską rzeczywistość, wyostrzając wady i dziwności ludzi – tu nie ma się za czym ukryć, każde odstępstwo od zwyczajności odbije się głośnym echem wśród sąsiadów. Miejsce, w którym wszyscy o wszystkich wiedzą, staje się jednak areną ogromnych dramatów, a do zagadek przeszłości można wrócić i po piętnastu latach. Grażyna Jeromin-Gałuszka tym razem rozpoczyna jak autorka kryminałów: Maksym Bromski budzi się pewnego dnia w obcym hotelowym pokoju, obok zwłok kobiety – i natychmiast zostaje z tego miejsca zabrany przez antyterrorystów. Nie ma pojęcia, co się stało. Od najmłodszych lat każde wakacje spędzał na wsi, w towarzystwie starszego kuzyna. Kuzyn zaginął tuż po swoim weselu. Ta sprawa powraca w toku śledztwa i ma związek z aktualnym położeniem Maksyma.
Migawki z myśli niewiele rozumiejącego bohatera Jeromin-Gałuszka przeplata znacznie dłuższymi retrospekcjami. Maksym jest towarzyszem zabaw nieco dziwnej Dzidzi, rówieśniczki. Jego kuzyn zdobywa serce starszej siostry Dzidzi. W wiejskim życiu nie ma miejsca na sielankę, wszyscy za to uczą się nieustannie, jak radzić sobie z tym, co przynosi los. Tu problemy z alkoholem i rozpady związków wyglądają zupełnie inaczej, a ludziom, zwłaszcza średniemu pokoleniu, nie zależy na spełnianiu marzeń, a na tym, żeby było jak trzeba. W ten rytm dają się wciągać i młodzi, dopóki coś nie zaburzy zwykłej kolei rzeczy.
Autorka, by urozmaicić opowieść, wplata nie tylko sensacyjne wątki do fabuły. Chętnie zmienia też narratorów (i ocenę zjawisk), nadaje kolorów kolejnym postaciom – sprawia, że stereotypowe ujęcia zaczynają ujawniać nowe treści. Sagowy niemal styl miesza z konwencją filmu akcji, niespodziewanego w tak przygotowanej historii. Nie obiecuje czytelnikom ani łatwych wzruszeń, ani satysfakcjonujących rozwiązań, zatraca się w wydarzeniach odległych od zabieganej codzienności – i znajduje w nich ukojenie nawet wtedy, gdy bohaterowie takiego uczucia zaznać nie mogą. Prowadzi równolegle kilka relacji, a achronologizacja zdarzeń nie przeszkadza w cieszeniu się rozkładem akcentów. Grażyna Jeromin-Gałuszka swoich odbiorców kusi pewnym rodzajem nostalgii, odejściem od tego, co znane, w stronę tego, co powoli zapominane. Akcję tworzą u niej ludzie – to z ich charakterów trafnie naszkicowanych, biorą się wszystkie działania i kłopoty. „Gdybyś mnie kochała” to jedna z lepszych powieści tej autorki – nie różni się od poprzednich tematyką czy rytmem prozy, ale sposób uzasadniania prostoty czy naiwności tu najbardziej przekonuje. Jeromin-Gałuszka konsekwentnie zatrzymuje się w przestrzeni ponad czasem, wolnej od techniki, za to przesyconej bardzo silnymi uczuciami – w nich upatruje źródeł opowieści.
Akcja poza czasem
Od początku Grażyna Jeromin-Gałuszka najlepiej czuje się w lekko onirycznej prozie, w klimatach tworzonych przez mieszkańców małych miejscowości. Ich życie wplata w rytm przyrody, a wielkie tragedie przysłania odrobinę spokojniejszą narracją, chociaż u wielu innych autorów brzmiałoby to jak stylistyczny zgrzyt. Jeromin-Gałuszka pisze trochę w duchu Fannie Flagg, ale nie ogląda się na literackie mody, ucieka od wygodnych schematów i rozwiązań, które podpowiada wyobraźnia odbiorców. Niby przywiązana do swoich bohaterów, nie zawsze chce ich chronić przed przykrościami różnego kalibru – co zapewnia jej książkom atrakcyjną fabułę.
I w „Gdybyś mnie kochała” autorka wykorzystuje senno-wiejską rzeczywistość, wyostrzając wady i dziwności ludzi – tu nie ma się za czym ukryć, każde odstępstwo od zwyczajności odbije się głośnym echem wśród sąsiadów. Miejsce, w którym wszyscy o wszystkich wiedzą, staje się jednak areną ogromnych dramatów, a do zagadek przeszłości można wrócić i po piętnastu latach. Grażyna Jeromin-Gałuszka tym razem rozpoczyna jak autorka kryminałów: Maksym Bromski budzi się pewnego dnia w obcym hotelowym pokoju, obok zwłok kobiety – i natychmiast zostaje z tego miejsca zabrany przez antyterrorystów. Nie ma pojęcia, co się stało. Od najmłodszych lat każde wakacje spędzał na wsi, w towarzystwie starszego kuzyna. Kuzyn zaginął tuż po swoim weselu. Ta sprawa powraca w toku śledztwa i ma związek z aktualnym położeniem Maksyma.
Migawki z myśli niewiele rozumiejącego bohatera Jeromin-Gałuszka przeplata znacznie dłuższymi retrospekcjami. Maksym jest towarzyszem zabaw nieco dziwnej Dzidzi, rówieśniczki. Jego kuzyn zdobywa serce starszej siostry Dzidzi. W wiejskim życiu nie ma miejsca na sielankę, wszyscy za to uczą się nieustannie, jak radzić sobie z tym, co przynosi los. Tu problemy z alkoholem i rozpady związków wyglądają zupełnie inaczej, a ludziom, zwłaszcza średniemu pokoleniu, nie zależy na spełnianiu marzeń, a na tym, żeby było jak trzeba. W ten rytm dają się wciągać i młodzi, dopóki coś nie zaburzy zwykłej kolei rzeczy.
Autorka, by urozmaicić opowieść, wplata nie tylko sensacyjne wątki do fabuły. Chętnie zmienia też narratorów (i ocenę zjawisk), nadaje kolorów kolejnym postaciom – sprawia, że stereotypowe ujęcia zaczynają ujawniać nowe treści. Sagowy niemal styl miesza z konwencją filmu akcji, niespodziewanego w tak przygotowanej historii. Nie obiecuje czytelnikom ani łatwych wzruszeń, ani satysfakcjonujących rozwiązań, zatraca się w wydarzeniach odległych od zabieganej codzienności – i znajduje w nich ukojenie nawet wtedy, gdy bohaterowie takiego uczucia zaznać nie mogą. Prowadzi równolegle kilka relacji, a achronologizacja zdarzeń nie przeszkadza w cieszeniu się rozkładem akcentów. Grażyna Jeromin-Gałuszka swoich odbiorców kusi pewnym rodzajem nostalgii, odejściem od tego, co znane, w stronę tego, co powoli zapominane. Akcję tworzą u niej ludzie – to z ich charakterów trafnie naszkicowanych, biorą się wszystkie działania i kłopoty. „Gdybyś mnie kochała” to jedna z lepszych powieści tej autorki – nie różni się od poprzednich tematyką czy rytmem prozy, ale sposób uzasadniania prostoty czy naiwności tu najbardziej przekonuje. Jeromin-Gałuszka konsekwentnie zatrzymuje się w przestrzeni ponad czasem, wolnej od techniki, za to przesyconej bardzo silnymi uczuciami – w nich upatruje źródeł opowieści.
czwartek, 30 maja 2013
Grażyna Jeromin-Gałuszka: Magnolia
Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.
Sekrety z przeszłości
W Bieszczadach schronienie znajdują ci, którym w życiu nie ułożyło się najlepiej. Tutaj czas płynie swoim rytmem, a ludzie zajmują się własnymi zwykłymi sprawami, nie interesuje ich z to świat, bo dramatów, a i tematów do rozmów codzienność dostarcza aż w nadmiarze. Grażyna Jeromin-Gałuszka dobrze sprawdza się w tworzeniu takiej właśnie atmosfery – w lekko oniryczną aurę spowijającą pensjonat Magnolia wtrąca bohaterów o skomplikowanych życiorysach. Do miejsca, w którym królują kobiety, wysyła Filipa, do niedawna szczęśliwego pracoholika. Od Filipa właśnie odeszła żona, mężczyzna porzuca zatem dotychczasowe życie i wyrusza w nieznane. Na nieczynnej stacji kolejowej w bieszczadzkiej wiosce kupuje Magnolię – „knajpę z hotelikiem w budynku po więzieniu” – i chociaż wcale nie ma zamiaru angażować się w jej prowadzenie, nie uda mu się stronić od pracownic i bywalczyń pensjonatu.
A kobiety w Magnolii dalekie są od portretów heroin romansów. To silne i samodzielne bohaterki, które nie załamują się nawet podczas największych przeciwności losu. Każda na własną rękę mierzy się z problemami – jeśli pojawiają się kłopoty w małżeństwach, to są to kłopoty ogromne i wyzwalające serię pytań o sens bycia z drugim człowiekiem; czasem zmartwień przyczynia samotność, a czasem bieda. Czas w Magnolii umila nastoletnia Tuśka, dziewczyna, która zna miejscowe historie i chętnie opowiada o płomiennym uczuciu Rudolfa i Luizy. Emocje swoim słuchaczkom dawkuje, tak, że narracja przypomina powieść w odcinkach. Choć Tuśka udaje wścibskie i irytujące dziecko, sama zmaga się z dużym wyzwaniem. Do zestawu nieszczęść gnębiących bohaterów autorka dodaje jeszcze problemy ze zdrowiem. W bieszczadzkiej wsi, w której czas płynie powoli, nie ma sielanki. Grażyna Jeromin-Gałuszka wykorzystuje motyw do znudzenia powtarzany w modnych czytadłach nie po to, by zaproponować czytelnikom arkadyjską wizję świata, a po to, by w oderwaniu od wielkomiejskiego zgiełku przypomnieć o roli drugiego człowieka.
Na „Magnolię” składają się misternie splatane losy kilku osób. Jeromin-Gałuszka przygląda się uważnie doświadczeniom bohaterek w różnym wieku, daje im czas na otwarcie się i przyznanie w przyjacielsko-plotkarskim tonie do mroków przeszłości. Silne kobiety z „Magnolii” wybierają działanie, nie rozczulają się nad sobą, raczej sobie dogryzają – nie ma tu mowy o przygnębieniu czy depresji, nie ma czasu na załamywanie się psychiczne: gdy dzieje się coś złego, najlepiej odpowiedzieć czynem. A przecież cała relacja z „Magnolii” jest relacją zapośredniczoną: to Filip zwierza się obcemu mężczyźnie z przeżyć i obserwacji poczynionych w pensjonacie. Migawki z opowiadania pozwalają uporządkować wydarzenia i podzielić je na tematyczne rozdziały, czytelnicy natomiast błyskawicznie przenoszą się do centrum wydarzeń bez niepotrzebnych tekstowych dłużyzn. Autorka nie pozwala zatem na stałe osiedlić się w miejscu, które ma być schronieniem przed grozą świata, bez przerwy przypomina o tymczasowości pobytu w Magnolii. Jednocześnie gdy już jest wśród bywalców pensjonatu, zagłębia się w ich przeżycia z pełnym zaangażowaniem.
Początkowo wydaje się, że będzie to powieść szybka i raczej powierzchowna, ale gdy z czasem zaczynają się ujawniać różne poziomy międzyludzkich kryzysów, „Magnolia” rozwija się niespodziewanie. Grażyna Jeromin-Gałuszka dobrze operuje tu atmosferą – do tego stopnia, że nawet lekko infantylna ramowa konstrukcja powieści nie przeszkadza, a podkreśla jeszcze obraz jakby z pogranicza realnego życia i snu.
Sekrety z przeszłości
W Bieszczadach schronienie znajdują ci, którym w życiu nie ułożyło się najlepiej. Tutaj czas płynie swoim rytmem, a ludzie zajmują się własnymi zwykłymi sprawami, nie interesuje ich z to świat, bo dramatów, a i tematów do rozmów codzienność dostarcza aż w nadmiarze. Grażyna Jeromin-Gałuszka dobrze sprawdza się w tworzeniu takiej właśnie atmosfery – w lekko oniryczną aurę spowijającą pensjonat Magnolia wtrąca bohaterów o skomplikowanych życiorysach. Do miejsca, w którym królują kobiety, wysyła Filipa, do niedawna szczęśliwego pracoholika. Od Filipa właśnie odeszła żona, mężczyzna porzuca zatem dotychczasowe życie i wyrusza w nieznane. Na nieczynnej stacji kolejowej w bieszczadzkiej wiosce kupuje Magnolię – „knajpę z hotelikiem w budynku po więzieniu” – i chociaż wcale nie ma zamiaru angażować się w jej prowadzenie, nie uda mu się stronić od pracownic i bywalczyń pensjonatu.
A kobiety w Magnolii dalekie są od portretów heroin romansów. To silne i samodzielne bohaterki, które nie załamują się nawet podczas największych przeciwności losu. Każda na własną rękę mierzy się z problemami – jeśli pojawiają się kłopoty w małżeństwach, to są to kłopoty ogromne i wyzwalające serię pytań o sens bycia z drugim człowiekiem; czasem zmartwień przyczynia samotność, a czasem bieda. Czas w Magnolii umila nastoletnia Tuśka, dziewczyna, która zna miejscowe historie i chętnie opowiada o płomiennym uczuciu Rudolfa i Luizy. Emocje swoim słuchaczkom dawkuje, tak, że narracja przypomina powieść w odcinkach. Choć Tuśka udaje wścibskie i irytujące dziecko, sama zmaga się z dużym wyzwaniem. Do zestawu nieszczęść gnębiących bohaterów autorka dodaje jeszcze problemy ze zdrowiem. W bieszczadzkiej wsi, w której czas płynie powoli, nie ma sielanki. Grażyna Jeromin-Gałuszka wykorzystuje motyw do znudzenia powtarzany w modnych czytadłach nie po to, by zaproponować czytelnikom arkadyjską wizję świata, a po to, by w oderwaniu od wielkomiejskiego zgiełku przypomnieć o roli drugiego człowieka.
Na „Magnolię” składają się misternie splatane losy kilku osób. Jeromin-Gałuszka przygląda się uważnie doświadczeniom bohaterek w różnym wieku, daje im czas na otwarcie się i przyznanie w przyjacielsko-plotkarskim tonie do mroków przeszłości. Silne kobiety z „Magnolii” wybierają działanie, nie rozczulają się nad sobą, raczej sobie dogryzają – nie ma tu mowy o przygnębieniu czy depresji, nie ma czasu na załamywanie się psychiczne: gdy dzieje się coś złego, najlepiej odpowiedzieć czynem. A przecież cała relacja z „Magnolii” jest relacją zapośredniczoną: to Filip zwierza się obcemu mężczyźnie z przeżyć i obserwacji poczynionych w pensjonacie. Migawki z opowiadania pozwalają uporządkować wydarzenia i podzielić je na tematyczne rozdziały, czytelnicy natomiast błyskawicznie przenoszą się do centrum wydarzeń bez niepotrzebnych tekstowych dłużyzn. Autorka nie pozwala zatem na stałe osiedlić się w miejscu, które ma być schronieniem przed grozą świata, bez przerwy przypomina o tymczasowości pobytu w Magnolii. Jednocześnie gdy już jest wśród bywalców pensjonatu, zagłębia się w ich przeżycia z pełnym zaangażowaniem.
Początkowo wydaje się, że będzie to powieść szybka i raczej powierzchowna, ale gdy z czasem zaczynają się ujawniać różne poziomy międzyludzkich kryzysów, „Magnolia” rozwija się niespodziewanie. Grażyna Jeromin-Gałuszka dobrze operuje tu atmosferą – do tego stopnia, że nawet lekko infantylna ramowa konstrukcja powieści nie przeszkadza, a podkreśla jeszcze obraz jakby z pogranicza realnego życia i snu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






