Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.
Kłótnia
Trzy małe łasice chcą brykać, jak to dzieci. Zbliża się jednak wielkie święto – najdłuższy i najjaśniejszy dzień w roku, zwany Jasnotą. To okazja do obdarowywania się prezentami. Nawet maluchy mogą przygotować podarki dla swoich bliskich. Łasiczki również próbują czegoś nowego – do tej pory to one zwykle dostawały prezenty, teraz mogą spróbować wymyślić i znaleźć coś dla kolegów czy rodziny. Ale przecież trzeba jeszcze się pobawić. W tomiku „Awantura” w serii Malutki Lisek i Wielki Dzik cała akcja podzielona na kilka części w opowieści bierze swój początek w zwyczajnym konflikcie wśród rodzeństwa. Bo łasiczki kłócą się przy każdej możliwej okazji – ale tym razem sytuacja staje się poważna. Jedna, ugryziona przez siostry w ogonek, zaszywa się w korzeniach starego drzewa i nie zamierza wychodzić. Czuje się źle, samotna, opuszczona i niezrozumiana, popłakuje cicho i nie chce, żeby ktokolwiek przerywał jej rozpacz. Tylko że zbliża się poważne zagrożenie. Po raz pierwszy w Dolinie naprawdę dzieje się coś, co może się skończyć bardzo źle, Berenika Kołomycka stawia tym razem na maksymalnie poważne konsekwencje tak, żeby nawet do beztroskich dzieci dotarło, że nie postąpiły właściwie. Mama łasica boi się o swoje zaginione dziecko – ale już wkrótce dowie się, że faktycznie ma więcej powodów do zmartwień. Tymczasem siostry poszkodowanej mają czas na ochłonięcie i wyciągnięcie wniosków z całego zajścia. Inni mieszkańcy Doliny mogą się sprawdzić w sytuacji zagrożenia lub lęku. Tutaj przewija się naprawdę wielu bohaterów, kadry z Doliny nigdy wcześniej nie były aż tak wypełnione – każdy z bohaterów ma coś do zrobienia zanim nadejdzie pora świętowania Jasnoty.
Tym razem też Berenika Kołomycka trochę rozdziela Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika, nie każe im działać razem, bo testuje rozwiązywanie problemów na szeroką skalę przez inne postacie. Małe łasice nadają tempo akcji – autorka do niedawna stawiała na niespieszne i wręcz senne obrazki, teraz jednak decyduje się na pokazanie dramatycznej sytuacji po to, żeby wytłumaczyć coś małym odbiorcom. Sugeruje, że nie ma sensu podejmowanie kłótni z rodzeństwem – to może się źle skończyć. Ale istnieją też dobre sposoby na poprawienie sobie humoru – bohaterce zdradzają to starsi mieszkańcy Doliny. Można sobie wyobrazić coś, co faktycznie pozwoli wkroczyć na drogę do naprawienia relacji. „Awantura” dopiero w ostatniej fazie przybiera stały i kojący kołysankowy rytm, więc znowu można ten komiks potraktować jako lekturę przed snem.
Berenika Kołomycka stawia tu na malowane historie, ale o ile przeważnie proponuje bezkresne przestrzenie pozbawione detali, teraz musi wręcz zagęścić kadry ilustracjami wyjaśniającymi sedno wydarzeń. Malutki Lisek i Wielki Dzik to seria, która zyskała zwolenników nie tylko wśród najmłodszych odbiorców – chociaż morały w rodzaju tego z „Awantury” przydają się dzieciom, to jednak filozoficzne podejście do świata zwierząt wypada mocno poetycko i kusi także dorosłych.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berenika Kołomycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berenika Kołomycka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 października 2025
poniedziałek, 13 października 2025
Berenika Kołomycka: Kocina. Zapiski z Doliny
Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.
Ankieta
Berenika Kołomycka prezentuje wydarzenia z Doliny, w której zgodnie egzystują Malutki Lisek, Wielki Dzik i wielu innych bohaterów – którym człowiek nie może przeszkodzić. Akcja – spokojna i pozbawiona fajerwerków – toczy się wokół pięknej jabłonki, w przestrzeni wolnej od tłoku i przesady. Ale pojawia się bardzo urokliwy dodatek do serii, którą Berenika Kołomycka zasłynęła. „Kocina. Zapiski z Doliny” to pierwsza opowieść i zarazem prezentacja nowej bohaterki. Bo autorka twierdzi, że wcale nie może bywać w Dolinie – nie odwiedza swoich bohaterów bezpośrednio, wysyła kogoś, kto może dotrzeć do tego świata i przekazać wszystkie informacje potrzebne do tworzenia. Wysłannikiem do Doliny jest Kocina – kotka, która mieszka z autorką i jako jedyna może przekraczać granice między światami. Bardzo ładnie jest to przedstawione graficznie – przedarte na pół zdjęcie i przedarty na pół rysunek sygnalizują, czy kotka wchodzi czy wychodzi z Doliny. Stanowi to też czytelny sygnał dla odbiorców, że oto właśnie następuje przeniesienie do krainy fantazji.
Ale o ile seria Malutki Lisek i Wielki Dzik jest malarska i w pewien sposób graficznie poetycka, o tyle Kocina wydaje się bardziej konkretna przez sposób tworzenia. Przede wszystkim jest rysowana a nie malowana – tu szkice są bardziej komiksowe, przez co bohaterowie wydają się bardziej przyjaźni dla najmłodszych odbiorców. Kocina przeprowadza wywiady z mieszkańcami, zadaje im pytania, które intrygują także odbiorców – dowiaduje się między innymi, o co chodzi z jabłkami w przypadku Liska. Żeby zaoferować coś gospodarzom proponuje przedstawienie im jednej ze swoich ulubionych historii, prezentowanych zwykle przez autorkę. I snuje narrację, która jest bardzo kołysankowa i pozbawiona akcji i bohaterów – a dotyczy życia jako takiego. Kocina dobrze czuje się w Dolinie i dzięki niej dobrze będą się w niej czuć także odbiorcy, którzy dopiero teraz to miejsce poznają. Berenika Kołomycka znalazła sobie miejsce na trochę gęstszą i bardziej dynamiczną narrację, na zestaw prezentacji tego, co niekoniecznie oczywiste dla bohaterów i czytelników. Same kadry są tu może i podobne tematycznie do tych z serii o Lisku – ale przez zmianę stylistyki wybrzmiewają bardziej jako przypis do tego cyklu. Nawiązanie do malowanych grafik istnieje w opowieści Kociny i tylko tam – w pozostałej części książki pojawia się zaledwie kilka kolorów, wcale nie trzeba wiele, żeby wyczarować ten świat. Tu przede wszystkim liczą się emocje i relacje między bohaterami, a także klimat – wszechogarniający spokój, wręcz senność krajobrazu i sytuacji. To bardzo dobra seria wyciszająca, kiedy ktoś potrzebuje odpoczynku i od skoczni od codzienności. Berenika Kołomycka nie przebodźcuje odbiorców.
Jeśli zatem ktoś dobrze czuje się w krainie Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika, może swobodnie przygarnąć do swojej kolekcji także oprowadzanie w wersji Kociny. Dzięki temu pomysłowi sama autorka może nieco odpocząć od pejzaży, ale nie tracić kontroli nad tym, co dzieje się w jej ulubionej krainie.
Ankieta
Berenika Kołomycka prezentuje wydarzenia z Doliny, w której zgodnie egzystują Malutki Lisek, Wielki Dzik i wielu innych bohaterów – którym człowiek nie może przeszkodzić. Akcja – spokojna i pozbawiona fajerwerków – toczy się wokół pięknej jabłonki, w przestrzeni wolnej od tłoku i przesady. Ale pojawia się bardzo urokliwy dodatek do serii, którą Berenika Kołomycka zasłynęła. „Kocina. Zapiski z Doliny” to pierwsza opowieść i zarazem prezentacja nowej bohaterki. Bo autorka twierdzi, że wcale nie może bywać w Dolinie – nie odwiedza swoich bohaterów bezpośrednio, wysyła kogoś, kto może dotrzeć do tego świata i przekazać wszystkie informacje potrzebne do tworzenia. Wysłannikiem do Doliny jest Kocina – kotka, która mieszka z autorką i jako jedyna może przekraczać granice między światami. Bardzo ładnie jest to przedstawione graficznie – przedarte na pół zdjęcie i przedarty na pół rysunek sygnalizują, czy kotka wchodzi czy wychodzi z Doliny. Stanowi to też czytelny sygnał dla odbiorców, że oto właśnie następuje przeniesienie do krainy fantazji.
Ale o ile seria Malutki Lisek i Wielki Dzik jest malarska i w pewien sposób graficznie poetycka, o tyle Kocina wydaje się bardziej konkretna przez sposób tworzenia. Przede wszystkim jest rysowana a nie malowana – tu szkice są bardziej komiksowe, przez co bohaterowie wydają się bardziej przyjaźni dla najmłodszych odbiorców. Kocina przeprowadza wywiady z mieszkańcami, zadaje im pytania, które intrygują także odbiorców – dowiaduje się między innymi, o co chodzi z jabłkami w przypadku Liska. Żeby zaoferować coś gospodarzom proponuje przedstawienie im jednej ze swoich ulubionych historii, prezentowanych zwykle przez autorkę. I snuje narrację, która jest bardzo kołysankowa i pozbawiona akcji i bohaterów – a dotyczy życia jako takiego. Kocina dobrze czuje się w Dolinie i dzięki niej dobrze będą się w niej czuć także odbiorcy, którzy dopiero teraz to miejsce poznają. Berenika Kołomycka znalazła sobie miejsce na trochę gęstszą i bardziej dynamiczną narrację, na zestaw prezentacji tego, co niekoniecznie oczywiste dla bohaterów i czytelników. Same kadry są tu może i podobne tematycznie do tych z serii o Lisku – ale przez zmianę stylistyki wybrzmiewają bardziej jako przypis do tego cyklu. Nawiązanie do malowanych grafik istnieje w opowieści Kociny i tylko tam – w pozostałej części książki pojawia się zaledwie kilka kolorów, wcale nie trzeba wiele, żeby wyczarować ten świat. Tu przede wszystkim liczą się emocje i relacje między bohaterami, a także klimat – wszechogarniający spokój, wręcz senność krajobrazu i sytuacji. To bardzo dobra seria wyciszająca, kiedy ktoś potrzebuje odpoczynku i od skoczni od codzienności. Berenika Kołomycka nie przebodźcuje odbiorców.
Jeśli zatem ktoś dobrze czuje się w krainie Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika, może swobodnie przygarnąć do swojej kolekcji także oprowadzanie w wersji Kociny. Dzięki temu pomysłowi sama autorka może nieco odpocząć od pejzaży, ale nie tracić kontroli nad tym, co dzieje się w jej ulubionej krainie.
niedziela, 23 lutego 2020
Berenika Kołomycka: Malutki Lisek i Wielki Dzik. Huk
Egmont, Warszawa 2019.
Strach
Niby nic się nie dzieje: tylko sroka zbiera swoje skarby i chowa w różnych miejscach na polance, nie pamiętając, że to dom i schronienie dla rozmaitych stworzeń. Wokół panuje cisza i spokój, Malutki Lisek i Wielki Dzik z przyjemnością tu wracają. Polana i miejsce pod jabłonką to azyl, oaza dla kolejnych zwierząt. Wszystko byłoby dobrze, gdyby lokalna społeczność nie odkryła pewnej irytującej konsekwencji zachowań sroki: o przedmioty przynoszone przez nią łatwo się skaleczyć. A to i tak nie najgorsze, co może się zdarzyć. W pewnym momencie na polance wybucha pożar – istnieje realne niebezpieczeństwo zniszczenia tego wszystkiego, co zwierzęta kochają. „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Huk” to komiks, który odróżnia się od dotychczas proponowanych dziecięcym odbiorcom. Przede wszystkim autorka rezygnuje z tonów filozoficznych – a przynajmniej spycha je na dalszy plan, koncentrując się na fabule i na akcji. Zwraca uwagę na tematy ważne w procesie wychowania najmłodszych: tutaj porusza i motyw śmiecenia, i – reguł życia społecznego. Sroka nie chce dostosować się do tego, co wymyśliły zwierzęta, uznaje, że wcale nie musi ich słuchać: może zdać się na instynkt (albo tak tłumaczyć sobie niechęć do posłuszeństwa wobec grupy). Bohaterowie próbują rozwiązać problem przez wyjaśnienia – ale dopiero nieszczęście pokaże, kto miał rację. Berenika Kołomycka doprowadza do konfrontacji i to nie tylko ze sroką – jest tu jeszcze rodzina bobrów, które mogłyby pomóc w ugaszeniu pożaru, gdyby tylko przekonały się do zniszczenia własnej pięknej tamy. Konflikt interesów w „Huku” narasta: wciąż pojawiają się przeszkody na drodze do zapewnienia wszystkim spokoju i sielanki.
W ślad za zmianą tematyczną idzie też zmiana formalna. Do tej pory Kołomycka przyzwyczaiła odbiorców do wielkoplanowych i dużych kadrów. Nie proponowała dziecięcych i infantylnych w kresce komiksów, a pejzaże malarskie, w których od czasu do czasu któryś z bohaterów wydawał jakiś odgłos. Tym razem musi jednak zejść do poziomu dialogów i małych okienek z wypowiedziami kolejnych postaci – zmienia zatem dynamikę opowieści. Dalej pojawiają się czasem rozległe tereny i widoki, ale więcej jest zdecydowanie zbliżeń, gadających głów i wymian opinii (czasem bardzo burzliwych). To sposób na przekonanie do serii najmłodszych – tych, którym cykl o Malutkim Lisku i Wielkim Dziku wydawał się zbyt lakoniczny i zbyt refleksyjny. Teraz Berenika Kołomycka sprawdza, co stanie się, jeśli wybierze sensacyjność zamiast jałowych rozważań i wychowawczość. Z pewnością poszerzy sobie krąg odbiorców – bo kto pozna Liska i Dzika w chwili zagrożenia, być może zechce powrócić do poprzednich części cyklu i potowarzyszyć bohaterom w ich zwyczajności.
Strach
Niby nic się nie dzieje: tylko sroka zbiera swoje skarby i chowa w różnych miejscach na polance, nie pamiętając, że to dom i schronienie dla rozmaitych stworzeń. Wokół panuje cisza i spokój, Malutki Lisek i Wielki Dzik z przyjemnością tu wracają. Polana i miejsce pod jabłonką to azyl, oaza dla kolejnych zwierząt. Wszystko byłoby dobrze, gdyby lokalna społeczność nie odkryła pewnej irytującej konsekwencji zachowań sroki: o przedmioty przynoszone przez nią łatwo się skaleczyć. A to i tak nie najgorsze, co może się zdarzyć. W pewnym momencie na polance wybucha pożar – istnieje realne niebezpieczeństwo zniszczenia tego wszystkiego, co zwierzęta kochają. „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Huk” to komiks, który odróżnia się od dotychczas proponowanych dziecięcym odbiorcom. Przede wszystkim autorka rezygnuje z tonów filozoficznych – a przynajmniej spycha je na dalszy plan, koncentrując się na fabule i na akcji. Zwraca uwagę na tematy ważne w procesie wychowania najmłodszych: tutaj porusza i motyw śmiecenia, i – reguł życia społecznego. Sroka nie chce dostosować się do tego, co wymyśliły zwierzęta, uznaje, że wcale nie musi ich słuchać: może zdać się na instynkt (albo tak tłumaczyć sobie niechęć do posłuszeństwa wobec grupy). Bohaterowie próbują rozwiązać problem przez wyjaśnienia – ale dopiero nieszczęście pokaże, kto miał rację. Berenika Kołomycka doprowadza do konfrontacji i to nie tylko ze sroką – jest tu jeszcze rodzina bobrów, które mogłyby pomóc w ugaszeniu pożaru, gdyby tylko przekonały się do zniszczenia własnej pięknej tamy. Konflikt interesów w „Huku” narasta: wciąż pojawiają się przeszkody na drodze do zapewnienia wszystkim spokoju i sielanki.
W ślad za zmianą tematyczną idzie też zmiana formalna. Do tej pory Kołomycka przyzwyczaiła odbiorców do wielkoplanowych i dużych kadrów. Nie proponowała dziecięcych i infantylnych w kresce komiksów, a pejzaże malarskie, w których od czasu do czasu któryś z bohaterów wydawał jakiś odgłos. Tym razem musi jednak zejść do poziomu dialogów i małych okienek z wypowiedziami kolejnych postaci – zmienia zatem dynamikę opowieści. Dalej pojawiają się czasem rozległe tereny i widoki, ale więcej jest zdecydowanie zbliżeń, gadających głów i wymian opinii (czasem bardzo burzliwych). To sposób na przekonanie do serii najmłodszych – tych, którym cykl o Malutkim Lisku i Wielkim Dziku wydawał się zbyt lakoniczny i zbyt refleksyjny. Teraz Berenika Kołomycka sprawdza, co stanie się, jeśli wybierze sensacyjność zamiast jałowych rozważań i wychowawczość. Z pewnością poszerzy sobie krąg odbiorców – bo kto pozna Liska i Dzika w chwili zagrożenia, być może zechce powrócić do poprzednich części cyklu i potowarzyszyć bohaterom w ich zwyczajności.
czwartek, 11 stycznia 2018
Berenika Kołomycka: Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt
Egmont, Warszawa 2017.
Przemijanie
Malutki Lisek i Wielki Dzik to para przyjaciół, którym co rusz w beztroskie harce wdzierają się refleksje natury egzystencjalnej. To bohaterowie komiksu poetyckiego, kierowanego do dzieci – ale nie tylko, ze względu na warstwę przesłań, stworzenia, które bez przerwy odwołują się albo do refleksji ogólnoludzkich, albo do ponadczasowych wartości. Razem odkrywają zjawiska, których przeważnie się nie definiuje – sprawdzają, czym jest strach, tęsknota, samotność, gniew czy wybaczenie. Berenika Kołomycka znalazła sobie na rynku komiksów niszę i skrupulatnie ją wypełnia, zapewniając odbiorcom szereg istotnych prawd. „Świt” to już trzeci tom cyklu – bardzo potrzebnego, chociaż wydawałoby się, że również mocno niszowego.
Tym razem Malutki Lisek i Wielki Dzik podziwiają otoczenie – pełne zachwycających stworzeń. Poznają Jętkę, przedziwnego owada, który czeka na swój NDŻ, najpiękniejszy dzień życia. Jętka wie, że będzie miała wtedy bardzo dużo do zrobienia – snuje wielkie plany i przekonana jest, że swój NDŻ przeżyje najpiękniej, jak umie i do tego wartościowo. Lisek i Dzik nie mają jeszcze pojęcia, co kryje się za tak wyczekiwanym czasem. Jętka w NDŻ nie pobawi się z nimi – frunie do własnych spraw, a gdy przychodzi kres dnia – umiera. Dla przyjaciół to szok: nowa znajoma nie przygotowała ich na tę ponurą prawdę, z obrazem śmierci tak kochającej życie Jętki trzeba się będzie dopiero oswoić. To niełatwe: potrzeba czasu i wzajemnego wsparcia, zrozumienia i obecności kogoś, kto czuje podobny żal. W „Świcie” Kołomycka część opowieści przeznacza na ukazanie procesu radzenia sobie z żałobą. Nie musi komentować uczuć postaci, wystarczy, że przedstawia ich zachowania. Malutki Lisek i Wielki Dzik są zagubieni w emocjach, muszą dopiero przetłumaczyć sobie los Jętki, by znaleźć ukojenie. Autorka świadomie odnosi się do niełatwej kwestii – już pokazała odbiorcom, że nie wybiera lekkich tematów.
„Świt” to tomik wyróżniający się na rynku nie tylko oryginalnym zestawem zagadnień i ich wysokiej jakości realizacją. Zwraca też uwagę podejściem do strony graficznej. Berenika Kołomycka odsuwa wszelkie kreskówkowe rozwiązania, kontury charakterystyczne dla komiksowych postaci oraz komputerowe kształty. Swoje kadry maluje farbami, dzięki czemu osiąga olśniewające efekty (ciemne chmury na niebie!). Powiększa te kadry, czasem do kilku na stronę – obejmuje dużą część przestrzeni, w jakiej funkcjonują bohaterowie, ale nie ujmuje w ten sposób rytmu samej opowieści. Tworzy komiks, który komiksem jest tylko za sprawą skąpych dymków – wypowiedzi, jakimi czasem przerzucają się bohaterowie. Forma jest i tak wtórna wobec treści i przesłań. Przez wybór technik „Świt” staje się komiksem wyróżniającym się na rynku – ale Kołomycka ma wiele do zaoferowania odbiorcom i na takie wyróżnienie sobie zapracowała. Uczy małych czytelników wrażliwości i pokazuje im, jak wielkie sprawy odzwierciedlają się w codzienności. Z Malutkim Liskiem oraz Wielkim Dzikiem można filozofować – ci bohaterowie pomagają zrozumieć świat i tłumaczą go sobie na wzór maluchów.
Przemijanie
Malutki Lisek i Wielki Dzik to para przyjaciół, którym co rusz w beztroskie harce wdzierają się refleksje natury egzystencjalnej. To bohaterowie komiksu poetyckiego, kierowanego do dzieci – ale nie tylko, ze względu na warstwę przesłań, stworzenia, które bez przerwy odwołują się albo do refleksji ogólnoludzkich, albo do ponadczasowych wartości. Razem odkrywają zjawiska, których przeważnie się nie definiuje – sprawdzają, czym jest strach, tęsknota, samotność, gniew czy wybaczenie. Berenika Kołomycka znalazła sobie na rynku komiksów niszę i skrupulatnie ją wypełnia, zapewniając odbiorcom szereg istotnych prawd. „Świt” to już trzeci tom cyklu – bardzo potrzebnego, chociaż wydawałoby się, że również mocno niszowego.
Tym razem Malutki Lisek i Wielki Dzik podziwiają otoczenie – pełne zachwycających stworzeń. Poznają Jętkę, przedziwnego owada, który czeka na swój NDŻ, najpiękniejszy dzień życia. Jętka wie, że będzie miała wtedy bardzo dużo do zrobienia – snuje wielkie plany i przekonana jest, że swój NDŻ przeżyje najpiękniej, jak umie i do tego wartościowo. Lisek i Dzik nie mają jeszcze pojęcia, co kryje się za tak wyczekiwanym czasem. Jętka w NDŻ nie pobawi się z nimi – frunie do własnych spraw, a gdy przychodzi kres dnia – umiera. Dla przyjaciół to szok: nowa znajoma nie przygotowała ich na tę ponurą prawdę, z obrazem śmierci tak kochającej życie Jętki trzeba się będzie dopiero oswoić. To niełatwe: potrzeba czasu i wzajemnego wsparcia, zrozumienia i obecności kogoś, kto czuje podobny żal. W „Świcie” Kołomycka część opowieści przeznacza na ukazanie procesu radzenia sobie z żałobą. Nie musi komentować uczuć postaci, wystarczy, że przedstawia ich zachowania. Malutki Lisek i Wielki Dzik są zagubieni w emocjach, muszą dopiero przetłumaczyć sobie los Jętki, by znaleźć ukojenie. Autorka świadomie odnosi się do niełatwej kwestii – już pokazała odbiorcom, że nie wybiera lekkich tematów.
„Świt” to tomik wyróżniający się na rynku nie tylko oryginalnym zestawem zagadnień i ich wysokiej jakości realizacją. Zwraca też uwagę podejściem do strony graficznej. Berenika Kołomycka odsuwa wszelkie kreskówkowe rozwiązania, kontury charakterystyczne dla komiksowych postaci oraz komputerowe kształty. Swoje kadry maluje farbami, dzięki czemu osiąga olśniewające efekty (ciemne chmury na niebie!). Powiększa te kadry, czasem do kilku na stronę – obejmuje dużą część przestrzeni, w jakiej funkcjonują bohaterowie, ale nie ujmuje w ten sposób rytmu samej opowieści. Tworzy komiks, który komiksem jest tylko za sprawą skąpych dymków – wypowiedzi, jakimi czasem przerzucają się bohaterowie. Forma jest i tak wtórna wobec treści i przesłań. Przez wybór technik „Świt” staje się komiksem wyróżniającym się na rynku – ale Kołomycka ma wiele do zaoferowania odbiorcom i na takie wyróżnienie sobie zapracowała. Uczy małych czytelników wrażliwości i pokazuje im, jak wielkie sprawy odzwierciedlają się w codzienności. Z Malutkim Liskiem oraz Wielkim Dzikiem można filozofować – ci bohaterowie pomagają zrozumieć świat i tłumaczą go sobie na wzór maluchów.
niedziela, 29 stycznia 2017
Berenika Kołomycka: Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej
Egmont, Warszawa 2016.
Droga do siebie
Są tylko Malutki Lisek, Wielki Dzik i ogromne niezbadane puste przestrzenie, które sprzyjają filozofowaniu. W „Najdalej”, drugim albumie komiksowym Bereniki Kołomyckiej bohaterowie przemierzają świat po to, by odkryć, co ich najbardziej uszczęśliwia, kim są, a kim być nie mogą. Tomik składa się z trzech części – trzech drobnych historii, które prowadzą odbiorców do egzystencjalnych refleksji, a bohaterów – do konkretyzowania poglądów i uczenia się życia. Najpierw Malutki Lisek i Wielki Dzik trafiają na łąkę pełną robaczków świętojańskich. Lisek chce zatrzymać sobie przynajmniej jednego świetlika – jakby nie wystarczyła mu obecność. Tyle że próba więzienia robaczka kończy się ciemnością: świetliki przestają świecić, jakby w proteście przeciw agresorowi. Malutki Lisek przekonuje się, że do szczęścia trzeba wolności. Lisek i Dzik w poszukiwaniu szczęścia trafiają też do gęstej mgły: kiedy niemal tracą z oczu siebie, również dowiadują się, że nie jest to dla nich odpowiednie miejsce. Źle się tu czują. W „Najdalej”, trzeciej historii, spotykają stado fok – i tym razem to Wielki Dzik chce sprawdzić, czy byłby bardziej zadowolony w bezkresnej wodzie. Okazuje się, że chociaż foki na pewno mają ciekawy świat i piękne widoki, nie doświadczą tego, co liski i dziki – nie warto zatem tęsknić za czymś, co znajduje się poza zasięgiem. W „Najdalej” Berenika Kołomycka uczy zatem akceptacji naturalnego stanu rzeczy. Chociaż jej bohaterowie bez przerwy przemierzają dalekie drogi, muszą w końcu wywnioskować, że największą satysfakcję i poczucie spełnienia daje bycie sobą.
„Najdalej” przyjmuje formę komiksu, ale autorka odcina się od typowo komiksowych rozwiązań „technicznych”. Rozmywa fabułę w filozofii – to już wiadomo. Posługuje się akwarelami, rezygnuje z konturów i z powtarzalności wyglądu postaci – Lisek i Dzik w różnych ujęciach wyglądają różnie, rzecz jasna wiadomo, że to zawsze oni, zwłaszcza że inni bohaterowie nie mają do tego świata wstępu, ale nie ma w tym komiksowej konsekwencji. Kołomycka pozbawia bohaterów komiksowej wyrazistości, zachowuje się tak, jakby tworzyła ilustracje do książki, a nie historię w kadrach. Często też rezygnuje z narracyjnych komentarzy, wprowadza kadry z samymi tylko obrazkami – tak pokazuje też ruch czy zmiany w otoczeniu, imituje najazd kamery lub kieruje uwagę odbiorców na określony szczegół. Odrzuca konkrety i detale – zresztą wydaje się, że nie może przy przyjętej technice malowania stworzyć miniaturek. To skutkuje również powiększaniem samych kadrów – w jednej linijce mieszczą się maksymalnie dwa obrazki (a najczęściej jeden panoramiczny), często też autorka decyduje się na zapełnienie połowy strony lub nawet całej strony jednym kadrem. Z klasycznego komiksu pozostają tu rzadkie dymki, kiedy bohaterowie przerzucają się drobnymi i ogólnikowymi spostrzeżeniami – lub dymki z jednofrazowymi wstawkami narratorskimi. Tak „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej” zamienia się w baśń. Autorka chętnie zajmuje się budowaniem odpowiedniej atmosfery – bardzo lubi operowanie światłem lub ciemnością – w pierwszym przypadku mgła, w drugim – noc ukrywają szczegóły otoczenia i pomagają skupić się na tym, co w egzystencji postaci najbardziej w danym momencie istotne. Kołomycka ma swój pomysł na komiks, który komiksem nie do końca jest – zwraca na siebie uwagę ze względu na plastyczne rozwiązania, a i na ton opowiastek. Nikogo nie próbuje naśladować, nie nadaje też bohaterom zbyt wyrazistych cech: Lisek i Dzik są uogólniani, od siebie odróżniają się fizycznością, od nikogo innego nie muszą. Bezkres to dobre tło dla zastanawiania się nad sensem istnienia – Kołomycka swoimi opowiastkami zapewnia stopniowe wyciszanie emocji – i ciągłe poszukiwanie sensu życia.
Droga do siebie
Są tylko Malutki Lisek, Wielki Dzik i ogromne niezbadane puste przestrzenie, które sprzyjają filozofowaniu. W „Najdalej”, drugim albumie komiksowym Bereniki Kołomyckiej bohaterowie przemierzają świat po to, by odkryć, co ich najbardziej uszczęśliwia, kim są, a kim być nie mogą. Tomik składa się z trzech części – trzech drobnych historii, które prowadzą odbiorców do egzystencjalnych refleksji, a bohaterów – do konkretyzowania poglądów i uczenia się życia. Najpierw Malutki Lisek i Wielki Dzik trafiają na łąkę pełną robaczków świętojańskich. Lisek chce zatrzymać sobie przynajmniej jednego świetlika – jakby nie wystarczyła mu obecność. Tyle że próba więzienia robaczka kończy się ciemnością: świetliki przestają świecić, jakby w proteście przeciw agresorowi. Malutki Lisek przekonuje się, że do szczęścia trzeba wolności. Lisek i Dzik w poszukiwaniu szczęścia trafiają też do gęstej mgły: kiedy niemal tracą z oczu siebie, również dowiadują się, że nie jest to dla nich odpowiednie miejsce. Źle się tu czują. W „Najdalej”, trzeciej historii, spotykają stado fok – i tym razem to Wielki Dzik chce sprawdzić, czy byłby bardziej zadowolony w bezkresnej wodzie. Okazuje się, że chociaż foki na pewno mają ciekawy świat i piękne widoki, nie doświadczą tego, co liski i dziki – nie warto zatem tęsknić za czymś, co znajduje się poza zasięgiem. W „Najdalej” Berenika Kołomycka uczy zatem akceptacji naturalnego stanu rzeczy. Chociaż jej bohaterowie bez przerwy przemierzają dalekie drogi, muszą w końcu wywnioskować, że największą satysfakcję i poczucie spełnienia daje bycie sobą.
„Najdalej” przyjmuje formę komiksu, ale autorka odcina się od typowo komiksowych rozwiązań „technicznych”. Rozmywa fabułę w filozofii – to już wiadomo. Posługuje się akwarelami, rezygnuje z konturów i z powtarzalności wyglądu postaci – Lisek i Dzik w różnych ujęciach wyglądają różnie, rzecz jasna wiadomo, że to zawsze oni, zwłaszcza że inni bohaterowie nie mają do tego świata wstępu, ale nie ma w tym komiksowej konsekwencji. Kołomycka pozbawia bohaterów komiksowej wyrazistości, zachowuje się tak, jakby tworzyła ilustracje do książki, a nie historię w kadrach. Często też rezygnuje z narracyjnych komentarzy, wprowadza kadry z samymi tylko obrazkami – tak pokazuje też ruch czy zmiany w otoczeniu, imituje najazd kamery lub kieruje uwagę odbiorców na określony szczegół. Odrzuca konkrety i detale – zresztą wydaje się, że nie może przy przyjętej technice malowania stworzyć miniaturek. To skutkuje również powiększaniem samych kadrów – w jednej linijce mieszczą się maksymalnie dwa obrazki (a najczęściej jeden panoramiczny), często też autorka decyduje się na zapełnienie połowy strony lub nawet całej strony jednym kadrem. Z klasycznego komiksu pozostają tu rzadkie dymki, kiedy bohaterowie przerzucają się drobnymi i ogólnikowymi spostrzeżeniami – lub dymki z jednofrazowymi wstawkami narratorskimi. Tak „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej” zamienia się w baśń. Autorka chętnie zajmuje się budowaniem odpowiedniej atmosfery – bardzo lubi operowanie światłem lub ciemnością – w pierwszym przypadku mgła, w drugim – noc ukrywają szczegóły otoczenia i pomagają skupić się na tym, co w egzystencji postaci najbardziej w danym momencie istotne. Kołomycka ma swój pomysł na komiks, który komiksem nie do końca jest – zwraca na siebie uwagę ze względu na plastyczne rozwiązania, a i na ton opowiastek. Nikogo nie próbuje naśladować, nie nadaje też bohaterom zbyt wyrazistych cech: Lisek i Dzik są uogólniani, od siebie odróżniają się fizycznością, od nikogo innego nie muszą. Bezkres to dobre tło dla zastanawiania się nad sensem istnienia – Kołomycka swoimi opowiastkami zapewnia stopniowe wyciszanie emocji – i ciągłe poszukiwanie sensu życia.
środa, 2 grudnia 2015
Berenika Kołomycka: Malutki Lisek i Wielki Dzik. Tam
Egmont, Warszawa 2015.
Prosta prawda
Takie historyjki się nie starzeją, a zwolenników mogą znaleźć wśród przedstawicieli różnych pokoleń. Berenika Kołomycka wybiera bowiem temat bajkowy i uniwersalny, a podlewa go filozoficznymi spostrzeżeniami o przyjaźni, tęsknocie czy samotności. Urzeka prostotą, a i kreacjami bohaterów, chociaż wcale nie komplikuje im rzeczywistości, wręcz przeciwnie – ogranicza bodźce zewnętrzne do rytmu pór roku, żeby móc koncentrować się na uczuciach pary bohaterów. Taka asceza rządzi w komiksie „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Tam” na wszystkich płaszczyznach: w planie kolejnych mikrofabuł z łączących się ze sobą opowiadań, w charakterystykach postaci, w rysunkach i w tekstach. Kołomycka wyznaje zasadę „im mniej tym lepiej” i nie zawodzi w epoce szalejącego konsumpcjonizmu. Lisek i Dzik sporo dowiedzą się o świecie właśnie dlatego, że funkcjonują na jego marginesie, z daleka od cywilizacji, mediów czy innych zwierząt. Są na siebie skazani lub sobie przeznaczeni – a bez codziennego szumu mają szansę dowiedzieć się więcej o życiu.
Na początku Malutki Lisek i Wielki Dzik nie darzą się sympatią. Trafiają pod jedną jabłonkę, ale nie potrafią się dogadać. Dopiero rozstanie uświadomi im, ile dla siebie znaczą i jak bardzo się potrzebują. Zwłaszcza że nadchodzi zimna część roku: przy chłodach przyda się pomoc kompana, nawet przy zdjęciu z drzewa ciepłego szalika. Malutki Lisek i Wielki Dzik powoli przekonują się, że mogą na siebie liczyć. Teraz irytację wywołuje nie obecność, a jej brak. Bohaterowie pokazują, co oznacza poświęcenie, jak zachowywać autonomię mimo chęci bycia razem. Zwierzęta przenoszą na siebie ludzkie stany i konflikty, a że są to emocje oczyszczone z wszelkiego rodzaju dyplomatycznych zabiegów – najmłodszym odbiorcom łatwiej będzie zrozumieć ich sens i przenieść go na poziom interpersonalnych kontaktów. Tu bohaterowie sami są jak dzieci, tyle tylko że zamiast zabawek mają odczucia i wrażenia – to z nich układają swoje mikroprzygody. Wypadają przy tym bardzo przekonująco, Berenika Kołomycka ma rację, że odrzuca wszelkie nieporozumienia płynące z różnic między intencjami i działaniem.
Zamiast tradycyjnych komiksowych okienek Kołomycka sięga po ilustracje – i nie chodzi tu tylko o technikę (malowanie zamiast rysunkowych i wyrazistych konturów). Drobne i większe kadry opowiastki przypominają uproszczoną wersję kolejnych stron z książeczek obrazkowych – równie dobrze sprawdziłyby się w pełnostronicowej wersji. Autorka oczywiście odrzuca detale, przez co małym odbiorcom łatwiej będzie zatrzymać się nad doświadczeniami Liska i Dzika, a dorosłym – nad przesłaniami od tej niezwykłej pary przyjaciół. „Tam” pełne jest prostych prawd do przemyślenia w każdym wieku. Pozory infantylności rozwiewają się przy kolejnych celnych spostrzeżeniach. Malutki Lisek i Wielki Dzik są bohaterami naiwnymi po to, by móc ukazywać prawdziwie ważne sprawy. Album Kołomyckiej momentami przechodzi zatem z komiksu (sygnalizowanego prawie wyłącznie przez rozkład kadrów) w stronę bajki filozoficznej. Ta autorka nie chce pouczać: w jej rozwiązaniach nie ma męczącego dydaktyzmu – Dzik i Lisek to postacie urocze i angażujące czytelników emocjonalnie, mimo że tylko na krótką chwilę. Z takimi bohaterami można się zastanawiać nad istotą marzeń, sensem egzystencji czy międzyludzkimi relacjami – nic nie wydaje się zanadto skomplikowane lub trudne do pojęcia.
Prosta prawda
Takie historyjki się nie starzeją, a zwolenników mogą znaleźć wśród przedstawicieli różnych pokoleń. Berenika Kołomycka wybiera bowiem temat bajkowy i uniwersalny, a podlewa go filozoficznymi spostrzeżeniami o przyjaźni, tęsknocie czy samotności. Urzeka prostotą, a i kreacjami bohaterów, chociaż wcale nie komplikuje im rzeczywistości, wręcz przeciwnie – ogranicza bodźce zewnętrzne do rytmu pór roku, żeby móc koncentrować się na uczuciach pary bohaterów. Taka asceza rządzi w komiksie „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Tam” na wszystkich płaszczyznach: w planie kolejnych mikrofabuł z łączących się ze sobą opowiadań, w charakterystykach postaci, w rysunkach i w tekstach. Kołomycka wyznaje zasadę „im mniej tym lepiej” i nie zawodzi w epoce szalejącego konsumpcjonizmu. Lisek i Dzik sporo dowiedzą się o świecie właśnie dlatego, że funkcjonują na jego marginesie, z daleka od cywilizacji, mediów czy innych zwierząt. Są na siebie skazani lub sobie przeznaczeni – a bez codziennego szumu mają szansę dowiedzieć się więcej o życiu.
Na początku Malutki Lisek i Wielki Dzik nie darzą się sympatią. Trafiają pod jedną jabłonkę, ale nie potrafią się dogadać. Dopiero rozstanie uświadomi im, ile dla siebie znaczą i jak bardzo się potrzebują. Zwłaszcza że nadchodzi zimna część roku: przy chłodach przyda się pomoc kompana, nawet przy zdjęciu z drzewa ciepłego szalika. Malutki Lisek i Wielki Dzik powoli przekonują się, że mogą na siebie liczyć. Teraz irytację wywołuje nie obecność, a jej brak. Bohaterowie pokazują, co oznacza poświęcenie, jak zachowywać autonomię mimo chęci bycia razem. Zwierzęta przenoszą na siebie ludzkie stany i konflikty, a że są to emocje oczyszczone z wszelkiego rodzaju dyplomatycznych zabiegów – najmłodszym odbiorcom łatwiej będzie zrozumieć ich sens i przenieść go na poziom interpersonalnych kontaktów. Tu bohaterowie sami są jak dzieci, tyle tylko że zamiast zabawek mają odczucia i wrażenia – to z nich układają swoje mikroprzygody. Wypadają przy tym bardzo przekonująco, Berenika Kołomycka ma rację, że odrzuca wszelkie nieporozumienia płynące z różnic między intencjami i działaniem.
Zamiast tradycyjnych komiksowych okienek Kołomycka sięga po ilustracje – i nie chodzi tu tylko o technikę (malowanie zamiast rysunkowych i wyrazistych konturów). Drobne i większe kadry opowiastki przypominają uproszczoną wersję kolejnych stron z książeczek obrazkowych – równie dobrze sprawdziłyby się w pełnostronicowej wersji. Autorka oczywiście odrzuca detale, przez co małym odbiorcom łatwiej będzie zatrzymać się nad doświadczeniami Liska i Dzika, a dorosłym – nad przesłaniami od tej niezwykłej pary przyjaciół. „Tam” pełne jest prostych prawd do przemyślenia w każdym wieku. Pozory infantylności rozwiewają się przy kolejnych celnych spostrzeżeniach. Malutki Lisek i Wielki Dzik są bohaterami naiwnymi po to, by móc ukazywać prawdziwie ważne sprawy. Album Kołomyckiej momentami przechodzi zatem z komiksu (sygnalizowanego prawie wyłącznie przez rozkład kadrów) w stronę bajki filozoficznej. Ta autorka nie chce pouczać: w jej rozwiązaniach nie ma męczącego dydaktyzmu – Dzik i Lisek to postacie urocze i angażujące czytelników emocjonalnie, mimo że tylko na krótką chwilę. Z takimi bohaterami można się zastanawiać nad istotą marzeń, sensem egzystencji czy międzyludzkimi relacjami – nic nie wydaje się zanadto skomplikowane lub trudne do pojęcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






