* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Woldańska-Płocińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Woldańska-Płocińska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 października 2023

Ola Woldańska-Płocińska: Opowiem ci, mamo o kolorach

Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.

Samodzielność

Kolory po prostu musiały się pojawić w jednym z tomików w serii Opowiem ci, mamo. Duże kartonowe picture booki służą ćwiczeniu przez dzieci umiejętności opowiadania - doskonaleniu sztuki narracji i trenowaniu spostrzegawczości czy umiejętności kojarzenia faktów. Odbiorcy otrzymują tutaj wielkoformatowe rozkładówki wypełnione szczegółami obrazkowymi - na ich podstawie mają stworzyć własną opowieść. Zwykle prowadzeni są przez kilkoro bohaterów przedstawianych na pierwszej stronie i przez temat wiodący. W "Kolorach" jako tomiku o temacie dość abstrakcyjnym jednak tematu wiodącego nie będzie - przynajmniej nie w stylu, do jakiego dzieci się już zdążyły przyzwyczaić. Ola Woldańska-Płocińska ogranicza bowiem warstwę tekstową maksymalnie. Rezygnuje z jakichkolwiek komentarzy, które trzeba by było przeczytać - pojawiają się jedynie (i co najwyżej) nazwy kolorów w kilku językach - ale pełnią rolę ozdobników bardziej niż zestawu liter. Na czwartej stronie okładki dzieci dostają jedną prezentację, której mogły spodizewać się wcześniej: to przedstawienie myszy, zabawnych bohaterek łączących kolejne kadry. Myszy mają swoje charakterystyczne cechy - jedna lubi jeść, inna tylko próbuje wszystkiego. Jedna uwielbia tańczyć, dwie inne stanowią parę bliźniaków, chociaż w ogóle nie są do siebie podobne. A jedna mysz w ogóle nie wiadomo, kim jest i co robi, bo bez przerwy się przebiera. To sympatyczna niespodzianka dla oglądających tomik - i też punkt zaczepienia, tak, żeby wiadomo było, jak prowadzić swoją opowieść.

Bo poza myszami - nikt nie ma pojęcia, dokąd wyobraźnia autorkę doprowadzi. Na kolejnych rozkładówkach pojawiają się obrazki złożone z szeregu mniejszych motywów i symboli. W zasadzie wszystko, co z danym kolorem się kojarzy, może autorka tu zamieścić - a to, co się standardowo nie kojarzy, może podbarwić. I tak przy czerwonym pojawi się koniecznie serce, truskawka i rak, czerwony autobus czy znak drogowy, gil i gaśnica - ale poza tym także dzięcioł z czerwonąc czapeczką z piór. Jeśli pojawiają się jakieś istoty ludzkie - to w ubraniach w odpowiednich kolorach. Oczywiście mysie bohaterki pozostają sobą. Ale oznacza to, że każda rozkładówka ma mocno dominujący kolor-temat w przeróżnych odcieniach i tylko kilka dodatków: białych, czarnych lub szarych. Bardzo rzadko pojawia się dodatkowy kolor jako bardzo drobne uzupełnienie. I tak przez dziesięć kolorów Ola Woldańska-Płocińska przeprowadza dzieci. Nie poprzestaje na tym, nie chce znudzić monotonią wysiłków, dlatego też wprowadza dodatkowo rozkładówki z zadaniami i wyzwaniami dla najmłodszych. Uczy między innymi, jak łączyć kolory, ale proponuje też gry i łamigłówki dla najmłodszych - labirynty do przejścia czy porównywanki, żeby dzieci mogły trenować także inne umiejętności, nie tylko sztukę opowiadania. Dzięki temu zabiegowi lektura nie znudzi im się zbyt szybko i będzie stanowić źródło rozrywki, a nie tylko żmudnych ćwiczeń. Tutaj dzieci nie będą zauważały wysiłku poznawczego wkładanego w odbiór - na tym polega siła tomiku.

czwartek, 11 listopada 2021

Ola Woldańska-Płocińska: Opowiem ci, mamo... o Świętym Mikołaju

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Przedświątecznie

Ola Woldańska-Płocińska przygotowuje dla najmłodszych odbiorców grudniową już opowieść - w serii Opowiem ci, mamo w Naszej Księgarni pojawia się tomik "O Świętym Mikołaju", czyli coś, co na pewno przyciągnie wszystkie kilkulatki. Kartonowy picture book wypełniony jest opowieściami o tym, co dzieje się w otoczeniu Świętego Mikołaja oraz jego zapracowanej żony - to humorystyczny zestaw obrazków i zadań dla maluchów. Autorka stawia na krótkie jednoakapitowe wyjaśnienia, które mogą posłużyć rodzicom jako punkt wyjścia do rozmów z dzieckiem o Mikołaju - lub jako rodzaj lektury, jeśli dzieci są jeszcze na tyle małe, że samodzielnie nie będą w stanie poprowadzić narracji. To również miejsce na wprowadzanie prostych informacji czy dowcipów, które mogą spodobać się maluchom. Znajdą się tutaj adresy Świętego Mikołaja (aż trzy, bo też i w trzech domach bohater ma mieszkać). Autorka wprowadza ilustrację pokazującą przekrój domu Mikołaja - tak, żeby maluchy mogły zaspokoić ciekawość i sprawdzić, jak wygląda zwyczajne życie lubianej postaci. Dzieci dowiedzą się, jakie posiłki Święty Mikołaj uwielbia, zajrzą do fabryki prezentów, przekonają się, co robią skrzaty, których przecież w otoczeniu Mikołaja pełno. Jest tu rozkładówka przeznaczona na opowieść o imieninach Mikołaja, o reniferach, o żonie, a także o życzeniach, jakie wypisują w listach dzieci (życzeniach trudnych do spełnienia, bo abstrakcyjnych lub niematerialnych). Wszystko to ma przykuć uwagę, zainspirować najmłodszych i uprzyjemnić czas oczekiwania na prezenty. Wiele razy autorka wprowadza do narracji także zadania dla najmłodszych: będzie trzeba przejść labirynt, wskazać zwierzęta, które mieszkają w domu Mikołaja, albo policzyć skrzaty. Wyszukiwanki oraz łamigłówki czy zadania do liczenia są łączone z zadaniami bardziej kreatywnymi: tak, żeby mali odbiorcy mogli zastanowić się nad własnymi życzeniami do Mikołaja, albo wymyślali swoje wersje wydarzeń z codzienności bohatera. W tej publikacji wcale nie chodzi o prezenty i o czekanie na przedmioty. Święty Mikołaj zapewnia dzieciom mnóstwo zabawy - już sama możliwość towarzyszenia mu w zwyczajnych czynnościach staje się pasjonująca, zwłaszcza dla kilkulatków. Święty Mikołaj dopuszcza odbiorców do swoich zajęć - w tym jest bezkonkurencyjny jako bohater literacki i kulturowy. Dzieci nawet dowiedzą się, kto przynosi prezenty w innych wersjach świątecznych opowieści - jednak to Mikołaj jest postacią najbardziej rozpoznawalną. Ola Woldańska-Płocińska pozwala na cieszenie się magią świątecznej atmosfery, przypomina o tym, co w dzieciństwie zawsze rozbudzało wyobraźnię. Podsuwa odbiorcom książkę do oglądania i do czytania, do zabawy - za sprawą łamigłówek - i do ćwiczenia umiejętności narracyjnych. Na każdej wielkoformatowej ilustracji dzieje się bardzo wiele i kilkulatki z pewnością będą chciały podzielić się z rodzicami swoimi odkryciami - a to prosta droga do rozwijania zdolności mówienia i opisywania tego, co widać na obrazkach. Znakomity sposób na ćwiczenie umiejętności (albo sprawdzanie ich), a także droga do rozwijania spostrzegawczości. "O Świętym Mikołaju" to coś, co ucieszy najmłodszych - nie tylko ze względu na temat, ale też na jego realizację. Możliwość spędzenia czasu ze Świętym Mikołajem spodoba się dzieciom - jako propozycja rozrywki i wielu kreatywnych zabaw.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Ola Woldańska-Płocińska: Prosiaczek i pojazdy

Czerwony Konik, Kraków 2016.

Zabawa z wujkiem

Prosiaczek z Czerwonego Konika jest postacią, która rośnie wraz z czytelnikami i chociaż jego przygody układają się w serię, same książeczki serii nie przypominają, różnią się formatami i sposobem wydania. Nikomu – a zwłaszcza docelowej grupie odbiorców – nie będzie to przeszkadzało, skoro Prosiaczek zaangażuje dzieci w swoje zabawy. Za każdym razem dzieje się tu coś innego. Tomik „Prosiaczek i pojazdy” jest naturalną konsekwencją wychowywania synów (o czym zresztą autorka i wydawczyni przypominają na czwartej stronie okładki). Prostym chwytem zapewnia sobie Ola Woldańska-Płocińska uwagę dzieci. „Prosiaczek i pojazdy” to ukłon w stronę zainteresowań kilkulatków, nawet tych niechętnych książkom. A ponieważ wujek zabiera Prosiaczka na cały dzień do sklepu z zabawkami, dzieci będą zachwycone.

Sklep z zabawkami to idealny pomysł na uniknięcie ponurego poranka. Bohater przekonuje się na własnej skórze, że nie należy ulegać złym nastrojom, bo zawsze może zdarzyć się coś przyjemnego. Wujek to już zapowiedź kolejnych przyjemności: to nie rodzic, może sobie pozwolić nawet na dziecięce wybryki, a i na szczodrość (żaden wujek nie odmówi przecież bratankowi czy siostrzeńcowi zabawki – a że Prosiaczek niczego nie żąda, niespodzianka będzie jeszcze bardziej przyjemna). W tomiku „Prosiaczek i pojazdy” wujek bawi się tak samo dobrze jak Prosiaczek. Obaj znajdują się w swoim żywiole, sięgają po kolejne pojazdy i wykorzystują ich potencjał do wspólnych wygłupów (na hak dźwigu można próbować łapać sprzedawców). Wkroczenie do dziecięcego świata oznacza tu łamanie zwykłych codziennych zasad. Wujek i Prosiaczek nie muszą przejmować się innymi: nikt z kupujących ani sprzedawców nie zwraca im uwagi. Mogą zatarasować pociągiem drzwi wejściowe, a drabiną wozu strażackiego zarysować sufit – wszystko mieści się w konwencji bajki, należy do sielankowego świata dzieci. Gdyby Prosiaczek (czy jakikolwiek maluch) wyobrażał sobie idealny pobyt z wujkiem w świecie zabawek, tak właśnie by przeżywał swoją przygodę – bez psujących rozrywkę postaci, które nie potrafią się bawić. Wujek jest dobrym kompanem, podrzuca najciekawsze pomysły i sprawia, że Prosiaczek nie ma czasu, by znudzić się konkretną zabawką. Nie stoi z boku, sam aranżuje zabawy. To dorosły, który nie stracił umiejętności bycia dzieckiem, a dla maluchów zamieni się to w czynnik komiczny (efekt nieoczekiwanej zamiany ról). Woldańska-Płocińska oczywiście ilustruje też swój tomik, więc może jeszcze bardziej niż w tekście uwypuklić charakter wujka (i komizm scenek). Prosiaczek i wujek na każdej rozkładówce robią coś innego, a słowna narracja zdradza tylko część wydarzeń. Maluchy poza słuchaniem książki czytanej przez dorosłych (starsze rodzeństwo mogłoby mieć problem z liternictwem) będą od razu oglądać obrazki i dowiadywać się więcej na temat charakteru samych zabaw. Woldańska-Płocińska ilustruje w swoim stylu, z prostymi kształtami i komputerowymi płaszczyznami koloru. Tu ozdobnikiem ma być również tekst – autorka operuje urozmaiconymi fontami, co pozwala nie tylko na rozkład akcentów zdaniowych, ale i na wyodrębnienie z opowieści nazw kolejnych pojazdów. W ten sposób publikacja zyskuje jeszcze charakter edukacyjny. W książeczce „Prosiaczek i pojazdy” warstwa graficzna przypomina jeszcze o domowych zabawkach – kieruje odbiorców z powrotem do samochodzików i kolejek. Ola Woldańska-Płocińska zapewnia sobie zaangażowanie maluchów w tomik – i nie pozwala zapomnieć o postaci, która w Czerwonym Koniku co pewien czas powraca. Połączenie bohatera znanego już od paru lat z tematem ważnym dla dzieci to przepis na sukces.

wtorek, 25 października 2016

Ola Woldańska-Płocińska: Rekordziści

Czerwony Konik, Kraków 2016.

Osiągnięcia absurdalne

Takich ciekawostek nigdy zbyt wiele. Chociaż dla Oli Woldańskiej-Płocińskiej są one pretekstem do graficznych popisów, to jednak wywołają też śmiech dzieci i zachęcą małych odbiorców do czytania. „Rekordziści” to tomik rozbudzający wyobraźnię, a do tego zawierający kilka bardzo absurdalnych rekordowych dokonań. Nie będzie tu mowy o typowych „naj” autorka wyszukuje w Księdze Rekordów Guinnessa fakty, których zwykle się nie szuka i nie potrzebuje. Jak na przykład ten o wyścigu ludzi przebranych za indyki, o ustawianiu jajek pionowo czy o mieszczeniu się w autobusie. Pojawiają się tu ciekawostki z różnych dziedzin: futro najbardziej kudłatej owcy świata i rozmiary bałwana. A zaczyna autorka od… największej kuli z gum do żucia. Ważne, żeby znaleźć informacje niebanalne, interesujące dla dzieci, a i bardzo dziwne. To przepis na sukces – i na „Rekordzistów” przy okazji. Ola Woldańska-Płocińska zamierza udowodnić dzieciom, że czytanie – i dowiadywanie się o różnych rzeczach – nie jest związane tylko ze szkolnymi lekturami i obowiązkami. Absurd z „Rekordzistów” musi się podobać tym bardziej, że w tomiku pojawiają się przecież prawdziwe osiągnięcia.

„Rekordziści” to mała kartonowa książeczka z zaokrąglonymi rogami. Taki rodzaj wydania jeszcze do niedawna sugerował najmłodszych jako grupę docelową odbiorców – obecnie to rozwiązanie stosowane coraz częściej po prostu w picture bookach, które zresztą przechodzą podobną drogę: nie są już adresowane do nieumiejących czytać maluchów, a coraz częściej i do starszych. Tutaj kartonowe strony nikogo nie wykluczają, więcej nawet: poszerzają krąg potencjalnych odbiorców o dzieci młodsze, te, które preferują obrazkowe historyjki. Równie dobrze sprawdzi się ta pozycja u samodzielnie czytających pociech, które będą w stanie podzielić się zdobytymi ciekawostkami z rówieśnikami. Ponieważ te z kolei mogłyby poczuć się urażone „dziecinnym” sposobem wydania, warto zaznaczyć dojrzałą formę graficzną. Ola Woldańska-Płocińska nie należy do autorek, które bawiłyby się w kreskówkowe obrazki. Serwuje odbiorcom grafiki a nie rysuneczki i miejsca dla siebie upatruje wśród ilustratorów właśnie przez ucieczkę od typowo dziecięcych rysunków. Nie daje się zaszufladkować jako ilustratorka dla najmłodszych – jej prace w zasadzie nie mają jasno określonego wieku odbiorcy. Woldańska-Płocińska bawi się kształtami (nie stosuje kreskówkowych konturów), zarzuca proporcje. Postaciom z tomiku maluje na czerwono uszy, nosy i policzki – akcentując w ten sposób nieco związek z dziecięcymi rysunkami – ale nie stara się tych obrazków infantylizować. Bywa, że posługuje się komizmem w ilustracjach (przerysowana owca) i wyolbrzymieniami, ale częściej odnosi się do samego tekstu, w ilustracjach po prostu powiela to, co zostało właśnie opowiedziane. Do tego używa tylko pastelowych kolorów i barw złamanych, czym również przekracza schemat typowych książeczek dla maluchów. Poza rysunkami dla autorki również „nagłówki” poszczególnych rekordów stają się plastycznym tworzywem. Tu Woldańska-Płocińska bawi się liternictwem i pokazuje, jak tekst przemienia się w ozdobę bez utraty podstawowego zadania.

Zadziwiająco dużo tu tekstu jak na kartonowy picture book, ale autorka poza przytaczaniem rekordowych ciekawostek zajmuje się też stosowaniem obrazowych dla dzieci porównań. Coś waży tyle, ile tata po śniadaniu, a włosy w uszach rekordzista ma długości ołówka. Nie są to zbyt precyzyjne porównania, ale dla dzieci na pewno wartościowe, dają bowiem choćby zbliżone pojęcie na dany temat, pozwalają użyć wyobraźni i przerabiają abstrakcyjne miary na coś konkretnego, bliskiego dziecku. Czasami Woldańska-Płocińska zalicza stylistyczne wpadki (wzrostu się przecież nie oblicza a mierzy!), ale i tak „Rekordziści” znajdą uznanie odbiorców. To tomik pomysłowy i zabawny, przypominający o tym, że nauki nie trzeba traktować serio – i że nie wszystkie wiadomości muszą być pożyteczne czy przydatne w codziennym życiu. To tomik dla znudzonych edukacyjnymi lekturami.

niedziela, 16 października 2011

Aleksandra Woldańska-Płocińska: Marchewka z Groszkiem

Czerwony Konik, Kraków 2011.

Problem z importu

Warzywa są równie dobrymi bohaterami bajek jak zwierzęta, przekonuje o tym Aleksandra Woldańska-Płocińska w bajce, która bajką mimo wszystko nie do końca jest. „Marchewka z Groszkiem” to jednowątkowa opowieść o dziwnej przygodzie, w której udział biorą polskie i sprowadzane z zagranicy warzywa. Samochód, wiozący te ostatnie do sklepu, przewraca się na drodze. Marchewka, Groszek i ich przyjaciele próbują pomóc przybyszom – ci jednak, mimo dobrej i troskliwej opieki, nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości, wolnej od środków chemicznych i plastikowych toreb. Szybko tracą świeżość i uratować ich może jedynie szybka reakcja dostawców.

Mam wrażenie, że autorka tej książki spóźniła się z nią o dobre kilkadziesiąt lat (chociaż problem głośny jest dopiero dzisiaj) – i że chce dotrzeć nie tylko do dzieci, ale i przede wszystkim do dorosłych, którzy więcej niewyjaśnionych w opowiastce zjawisk pojmą. Może to być reklama polskich warzyw i oskarżenie kierowane w stronę tych, którzy zbyt zawierzają chemicznym środkom. Jakie są warzywa zagraniczne? Boją się ziemi, potrzebują szklarni, by się rozwijać. Świecą w ciemności (to jeden z tych niepokojących i niewytłumaczonych widoków bardziej dla dorosłych), kochają pestycydy i plastikowe reklamówki, a pozostawione przez chwilę na powietrzu natychmiast tracą świeżość. To bez wątpienia głos w sprawie zdrowej żywności – tyle że przecież maluchy nie mają wpływu na to, co kupują ich rodzice – mogą jedynie zniechęcić się do warzyw jako takich. Poza tym często dzieci pozostają poza dyskusjami o jakości pożywienia i zwyczajnie mogą nie zrozumieć, jakie były intencje autorki. I jeszcze fakt, że dziś i polskie uprawy nie są wolne od nawozów sztucznych… zbyt wiele tu wątpliwości i pomysłów, które wydają się nie do końca dopracowane. Inna rzecz, że mamom będzie łatwiej przekonać dzieci do zjedzenia nielubianej przeważnie marchewki z groszkiem… Chwalebny cel i nieprzekonująca do końca realizacja spotykają się w tym tomiku. Nie można natomiast odmówić książce wartości edukacyjnych: autorka objaśnia parę terminów, których dzieci mogą jeszcze nie znać – to z pewnością atut historyjki.

Woldańska-Płocińska chce stworzyć fabułę pełną emocji i to jej się w zasadzie udaje. Jest tu straszny czterokołowy potwór, groźny królik (który jednak nie ma zamiaru tknąć importowanych i nafaszerowanych chemią warzyw), niespodziewana kąpiel w strumyku czy tragedia gości. Autorka robi wszystko, by w pozornie nieciekawą egzystencję warzyw wprowadzić pierwiastek niepokoju, a nawet widmo grozy. Zatem obok przesłania pojawia się zgrabna fabułka, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i dla maluchów atrakcyjna.

Poza tym w książce wyraźnie odczuwalny jest humor. Objawia się on przede wszystkim w nazwach egzotycznych przybyszy (Elpomidor czy Mr Chevka) oraz w modyfikowaniu związków frazeologicznych dotyczących świata ludzi w taki sposób, by elementy anatomii zastępować częściami warzyw. Do tego dochodzą jeszcze owe trudne do wychwycenia przez dzieci związku przyczynowo-skutkowe, zachowania importowanych warzyw, które zdradzają ich nieprzystosowanie do życia w naturalnych warunkach.

Woldańska-Płocińska sama tworzy grafiki do swojej opowiastki. Pozbawia postacie konturów, stawia na duże kształty o gładkich, komputerowo stworzonych krawędziach, niespecjalnie też przejmuje się detalami – ale do tego zdążyła już czytelników przyzwyczaić. Te pomysły ilustracyjne sprawdzają się w książeczce o warzywach.

sobota, 27 listopada 2010

Aleksandra Woldańska-Płocińska: Pierwsze urodziny prosiaczka

Czerwony Konik, Kraków 2010.

Impreza

Wydawnictwo Czerwony Konik publikuje książki dla najmłodszych, ale stara się też – co docenią zapewne rodzice, czytający maluchom – zaskakiwać i cieszyć dorosłych. Jedną z zasad konstrukcyjnych poszczególnych historii staje się w Czerwonym Koniku ciepły uśmiech i humor – czynniki, które zawsze przyciągają do lektury i czynią ją bardziej zajmującą, nawet jeśli fabuła nie porywa, bo książeczka przeznaczona jest dla dzieci do lat trzech.

Aleksandra Woldańska-Płocińska postawiła w swojej opowieści na wydarzenie ważne w życiu każdego malucha (a i nie tylko malucha) – na urodziny. W przypadku bohatera jej historyjki są to urodziny bardzo ważne, bo pierwsze. Prosiaczek kończy właśnie rok – jest jednak na tyle duży i samodzielny, by wyprawić przyjęcie i zaprosić na nie swoich przyjaciół. Wita ich w progu mieszkania, przyodziany w błyszczące buciki i elegancji strój (który, według ilustracji autorki, stanowią ogrodniczki). Dostaje mnóstwo prezentów, niewymyślnych, ale wręczanych od serca i nierzadko przy olbrzymim wysiłku ofiarodawców. Potem goście przynoszą tort, prosiaczek zdmuchuje świeczki i słucha chóralnego wykonania pieśni okolicznościowej – „Sto lat”. Niby urodzinowy standard… ale…

Ale książeczka jest kierowana do najmłodszych, którzy nie zdążyli się jeszcze przyzwyczaić do rozmaitych uroczystości i niekoniecznie kojarzą, jakie przyjemności wiążą się z uczestniczeniem w podobnym wydarzeniu. Właściwi odbiorcy tej historii będą więc z zapartym tchem śledzić kolejność przybywających gości i zwiększającą się liczbę prezentów. Nie zabraknie tu i wątku dramatycznego, kiedy prosiaczek spostrzeże, że wśród gości zabrakło jego najlepszego przyjaciela, na którego obecność bardzo się cieszył – na szczęście (bo jakże by inaczej) wszystko skończy się dobrze i prosiaczek będzie mógł bawić się razem ze wszystkimi znajomymi na swoich pierwszych urodzinach.

Autorka wykazała się sporą kreatywnością, którą można potem wykorzystać przy lekturze i zabawie z dzieckiem. Kura przynosi prosiaczkowi w prezencie jajka – to w miarę zrozumiałe. Ale już niedźwiedź dostarcza pół słoiczka miodu: kontrast olbrzymiego zwierzęcia i nie do końca wypełnionego słoiczka każe się zastanowić, co stało się z drugą połową (wielbiciele „Kubusia Puchatka” z pewnością się tego domyślą). Dżdżownica przynosi balon, który niemal unosi ją do góry, a suseł przychodzi z bardzo kolorowym pióropuszem. Każda kartka będzie tu zaskoczeniem dla dzieci – ale też i dla rodziców, nie sposób przewidzieć, kto i z czym za chwilę się pojawi. Sympatyczny i subtelny jest tu też morał – nie liczą się prezenty, a obecność przyjaciół, bez których przecież nie byłoby zabawy.

Woldańska-Płocińska uzupełnia tekst rysunkami – artystycznymi i naiwnymi jednocześnie, bardzo prostymi, a przy tym i estetycznymi, czasem także w rysunkach umieszcza żarty (pszczoły lecą z kwiatami w pyszczkach, a dzik przynosi jabłka nabite na kły). Grafiki są duże i czytelne, pozbawione detali, pomogą dzieciom w śledzeniu akcji i będą budziły zainteresowanie. Skrajne oceny mogą za to budzić wariacje czcionkowe. Autorka lubuje się w wymyślnych i fantazyjnych krojach, które czasem mogą nawet sprawiać problemy dorosłym – ale dla dzieci będą one dodatkowym ciekawym elementem graficznym, czymś, co przyciąga wzrok i kusi obietnicą niespodzianki.

Szesnaście kartonowych kartek to rzadkość – ale widać, że Czerwony Konik stawia na niebylejakie dziełka literatury czwartej i chce sprawiać radość małym odbiorcom, a przy tym zaistnieć jako wydawca z klasą – oryginalny i kreatywny. „Pierwsze urodziny prosiaczka” to świetna propozycja dla najmłodszych.