Rebis, Poznań 2023.
Po apokalipsie
Ałbena Grabowska bardzo przewrotnie tytułuje swoją powieść historyczną - akcja w tomie "Najważniejsze to przeżyć" rozgrywa się bowiem tak, żeby zaprzeczać temu stwierdzeniu. Oto rodzina Pataczków: matka, ojciec i dwie córki. Wszyscy próbują na nowo ułożyć sobie życie w zrujnowanej Warszawie - wszyscy mają powody do radości, bo przeżyli wojnę. Jednak dopiero teraz na światło dzienne wychodzą koszmary i przykrości kolejnych dni - drobiazgi, które skutecznie psują humor i chociaż w obliczu wojny wydają się śmiesznie małe, mogą wpłynąć na dalsze losy całej rodziny i każdego z jej członków z osobna. Ojciec zaczyna pracę w szpitalu. Tu styka się bezpośrednio z konsekwencjami okrucieństwa hitlerowców, zwłaszcza kiedy musi leczyć ofiary eksperymentów medycznych z obozów koncentracyjnych. Stara się pomagać każdemu i dla każdego znaleźć dobre słowo, uczy się dystansu do ludzkich nieszczęść. Ma czym zająć myśli: w tym samym szpitalu pracuje Ona. Ona jest wyjątkowa, zawsze wie, co zrobić i jak pomóc, potrafi być stanowcza albo łagodna kiedy trzeba. Ma tylko jedną wadę: nie zwraca uwagi na lekarza, który przecież nie może - nie powinien - zdradzać się ze swoimi uczuciami. Ojciec potrzebuje uwagi, ale nie ma pojęcia, czy rzeczywiście chciałby romansu. Matka przed wojną pracowała jako nauczycielka, po wojnie znajduje posadę w gazecie - ma wyruszyć w miasto i zbierać opowieści od ludzi, tak, by otrzymać materiał na cykl reportaży o tym, jak żyje się w stolicy. Dowiaduje się o kolejnych rodzinnych tragediach i mierzy się z ogromnym cierpieniem tych, którzy stracili bliskich. Nie ma tu optymizmu i radości, że się przetrwało - jest żal, że nie przetrwali inni, pretensje do świata, który nie był bezpiecznym miejscem. Swoje problemy mają też córki. Tereska, której rodzice nie pozwolili wziąć udziału w powstaniu warszawskim, tęskni za ukochanym. Wydaje jej się, że gdyby walczyła z nim ramię w ramię, nie straciłaby go, tymczasem rzeczywistość okazuje się bardziej zaskakująca. Z kolei Mirka, najmłodsza w rodzinie, okazuje się najbardziej sprytna. Zakasuje rękawy i bierze się do pracy: obszywa guziki, przygotowuje nowe ubrania ze starych, a następnie swoje krawieckie wyroby sprzedaje na targowiskach, na których zresztą dość szybko uczy się życia - płaci frycowe i przekonuje się, że nie wszyscy są uczciwi. Mirka też miała swoją miłość, Stefana - ale Warszawa po wojnie nie umożliwi niepełnoletnim koczowania na gruzowiskach. "Najważniejsze to przeżyć" to cztery opowieści ze zmieniającymi się narratorami i automatycznie - nadziejami oraz potrzebami. Każdy liczy tu na coś innego, każdy też chciałby, żeby życie się unormowało, żeby jak najszybciej dało się zapomnieć o troskach i o koszmarach wojny. Jednak rzeczywistość nigdy nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom - wciąż pojawiają się nowe wyzwania i nowe powody do smutku. Ale tylko dalszoplanowi bohaterowie, bezimienni świadkowie dawnych wydarzeń mogą przyznawać otwarcie, że woleliby zginąć podczas wojny niż cierpieć po niej. Ałbena Grabowska stara się pisać tak, żeby zwrócić uwagę na dylematy psychologiczne: druga wojna światowa jest bardzo silnym tłem dla kreślonej obyczajowości, nie udałoby się bez niej stworzyć przekonującej fabuły. I nawet jeśli ktoś ma już przesyt lekturami dotykającymi tego zagadnienia, może u Ałbeny Grabowskiej znaleźć nowe tony.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ałbena Grabowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ałbena Grabowska. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 sierpnia 2023
wtorek, 15 listopada 2022
Ałbena Grabowska: Doktor Zosia
Marginesy, Warszawa 2022.
Leczenie
Przeważnie bliskość drugiej wojny światowej w powieściach obyczajowych o posmaku historycznym to droga do uproszczeń i stereotypów trudnych do zniesienia - jednak Ałbena Grabowska w trzecim tomie z cyklu Uczniowie Hippokratesa radzi sobie z tematem bardzo dobrze przede wszystkim dzięki starannej kwerendzie. Przytacza kolejne sceny z przeszłości - sięga po sytuacje prawdziwe i po realne postacie, wplata w fabułę elementy biografii prawdziwych ludzi. Dodaje do wszystkiego mnóstwo emocji: i w scenach wojennych będzie w stanie wyciskać łzy z oczu odbiorcom. Ale wojna to tylko część potężnego tomu "Doktor Zosia".
Bohaterka w tej książce jest kolejnym lekarzem z powołania. Doktor Zosia przezwycięża kolejne trudności, wie, że spotka się z ostracyzmem i krytyką ze strony przełożonych-mężczyzn, a często musi też radzić sobie ze złośliwościami i niewybrednymi komentarzami. To skłania ją jedynie do bardziej wytężonej pracy: w efekcie doktor Zosia zdobywa imponującą wiedzę i może snuć coraz bardziej śmiałe plany. Wie, że nikt nie dopuści jej do operowania pacjentów - chirurgia pozostanie w sferze marzeń - ale może realizować się w najbardziej wymagających i dostępnych kierunkach, na przykład na pediatrii. Bohaterka książki nie przypuszcza nawet, że podczas wojny będzie wykorzystywać wiedzę i chęci w najbardziej ekstremalnych warunkach - zostanie chirurgiem z konieczności, a jej pasja przekuje się na ratowanie życia walczącym. Zanim to jednak nastąpi, kobieta przejdzie długą drogę. Ałbena Grabowska co pewien czas przetyka przygody doktor Zosi - bardziej nawet obyczajowe niż zawodowe - scenkami z kolejnych medycznych odkryć. Wprowadza między innymi Alexandra Fleminga, Aloisa Alzheimera czy Zygmunta Freuda - opowiada o ich doświadczeniach, które doprowadziły do ważnych momentów w historii medycyny. Oczywiście fabularyzuje te chwile, tak, żeby odbiorcy zaangażowali się w wydarzenia i kibicowali bohaterom. Te drobne wstawki - pozornie na początku oderwane od głównego nurtu fabuły - przydają się, żeby można było lepiej zrozumieć, skąd doktor Zosia i osoby z jej otoczenia czerpią wiedzę na temat rodzajów wdrażanego leczenia. Rozrzut chorób jest duży: od wenerycznych po umysłowe - za każdym razem liczy się możliwość uratowania życia pacjenta, albo polepszenia jego egzystencji - ale też zdarzają się wyzwania, z którymi trzeba się zmierzyć dla dobra medycyny. Równolegle prowadzi autorka opowieść o życiu prywatnym lekarki: sprawdza, co robiła w czasie wolnym, które gwiazdy przedwojennych kabaretów i estrad ceniła, na jakie filmy chodziła. Do tego dokłada - naturalnie - kwestie sercowe, bo doktor Zosia na początku nie ma szczęścia w przygodach miłosnych, dopiero z czasem trafia na kogoś, z kim chce spędzić życie. I pasjonującą opowieść obyczajową przerywa nadejście wojny. Tu już autorka stawia przede wszystkim na sensacyjność i na emocje, przywołuje mnóstwo znanych postaci i przedstawia ich losy. Epatuje śmiercią i szuka grozy oraz elementów, które powinny wywoływać bunt. "Doktor Zosia" to bardzo obszerna powieść wielowątkowa, wypełniona danymi z różnych biografii, ale prowadzona swobodnie i atrakcyjnie dla czytelników.
Leczenie
Przeważnie bliskość drugiej wojny światowej w powieściach obyczajowych o posmaku historycznym to droga do uproszczeń i stereotypów trudnych do zniesienia - jednak Ałbena Grabowska w trzecim tomie z cyklu Uczniowie Hippokratesa radzi sobie z tematem bardzo dobrze przede wszystkim dzięki starannej kwerendzie. Przytacza kolejne sceny z przeszłości - sięga po sytuacje prawdziwe i po realne postacie, wplata w fabułę elementy biografii prawdziwych ludzi. Dodaje do wszystkiego mnóstwo emocji: i w scenach wojennych będzie w stanie wyciskać łzy z oczu odbiorcom. Ale wojna to tylko część potężnego tomu "Doktor Zosia".
Bohaterka w tej książce jest kolejnym lekarzem z powołania. Doktor Zosia przezwycięża kolejne trudności, wie, że spotka się z ostracyzmem i krytyką ze strony przełożonych-mężczyzn, a często musi też radzić sobie ze złośliwościami i niewybrednymi komentarzami. To skłania ją jedynie do bardziej wytężonej pracy: w efekcie doktor Zosia zdobywa imponującą wiedzę i może snuć coraz bardziej śmiałe plany. Wie, że nikt nie dopuści jej do operowania pacjentów - chirurgia pozostanie w sferze marzeń - ale może realizować się w najbardziej wymagających i dostępnych kierunkach, na przykład na pediatrii. Bohaterka książki nie przypuszcza nawet, że podczas wojny będzie wykorzystywać wiedzę i chęci w najbardziej ekstremalnych warunkach - zostanie chirurgiem z konieczności, a jej pasja przekuje się na ratowanie życia walczącym. Zanim to jednak nastąpi, kobieta przejdzie długą drogę. Ałbena Grabowska co pewien czas przetyka przygody doktor Zosi - bardziej nawet obyczajowe niż zawodowe - scenkami z kolejnych medycznych odkryć. Wprowadza między innymi Alexandra Fleminga, Aloisa Alzheimera czy Zygmunta Freuda - opowiada o ich doświadczeniach, które doprowadziły do ważnych momentów w historii medycyny. Oczywiście fabularyzuje te chwile, tak, żeby odbiorcy zaangażowali się w wydarzenia i kibicowali bohaterom. Te drobne wstawki - pozornie na początku oderwane od głównego nurtu fabuły - przydają się, żeby można było lepiej zrozumieć, skąd doktor Zosia i osoby z jej otoczenia czerpią wiedzę na temat rodzajów wdrażanego leczenia. Rozrzut chorób jest duży: od wenerycznych po umysłowe - za każdym razem liczy się możliwość uratowania życia pacjenta, albo polepszenia jego egzystencji - ale też zdarzają się wyzwania, z którymi trzeba się zmierzyć dla dobra medycyny. Równolegle prowadzi autorka opowieść o życiu prywatnym lekarki: sprawdza, co robiła w czasie wolnym, które gwiazdy przedwojennych kabaretów i estrad ceniła, na jakie filmy chodziła. Do tego dokłada - naturalnie - kwestie sercowe, bo doktor Zosia na początku nie ma szczęścia w przygodach miłosnych, dopiero z czasem trafia na kogoś, z kim chce spędzić życie. I pasjonującą opowieść obyczajową przerywa nadejście wojny. Tu już autorka stawia przede wszystkim na sensacyjność i na emocje, przywołuje mnóstwo znanych postaci i przedstawia ich losy. Epatuje śmiercią i szuka grozy oraz elementów, które powinny wywoływać bunt. "Doktor Zosia" to bardzo obszerna powieść wielowątkowa, wypełniona danymi z różnych biografii, ale prowadzona swobodnie i atrakcyjnie dla czytelników.
czwartek, 9 września 2021
Ałbena Grabowska: Doktor Anna
Marginesy, Warszawa 2021.
Walka o szczęście
"Doktor Anna" to drugi tom w serii Uczniowie Hippokratesa (każdą część można czytać oddzielnie, to samodzielne historie) i tym razem Ałbena Grabowska zajmuje się losami kobiet, które chciały zostać lekarkami. Anna medycynę studiowała w Zurychu i wraca do Polski, żeby móc spełniać się w zawodzie. Jednak zanim to nastąpi, będzie musiała mierzyć się z licznymi uprzedzeniami i krytyką. Nieważne, ile potrafi, nieważne, jak potrzebna jest kobietom - które niekoniecznie chcą o intymnych problemach rozmawiać z lekarzami płci męskiej - spotyka się z ogromem niechęci, a nawet z utrudnieniami na drodze do zawodu. Jednak Anna wie, jak walczyć o swoje. Nie pozwala na przesadną poufałość, rozbija stereotypy i uświadamia kolejnym rozmówcom, że jest wiele warta. Anna to bohaterka, która nawet dzisiaj może być stawiana za wzór tym czytelniczkom, które we własnym otoczeniu mierzą się z nierównościami płciowymi. Jednak niezależnie od przesłań książki i pouczeń kierowanych do odbiorczyń, Anna jest też bohaterką, której losy przyciągają do historii. Ałbena Grabowska pokazuje, jak wyglądał wyjazd lekarki za granicę (tu zwraca uwagę zwłaszcza na postać wiernej i zaradnej służącej, która wiele razy pozwoli Annie wyjść cało z przeróżnych opresji), albo - jak toczyła się jej kariera (motyw egzotyczny zapewnia rola Anny jako lekarki dla członkiń haremu sułtana). Chodzi o to, żeby maksymalnie ożywić fabułę, pokazać czytelniczkom, że to postać z krwi i kości, a nie megafon do wygłaszania antyseksistowskich haseł. Chociaż doskonale widać, co autorka zamierza uzyskać przez treść książki, Anna nie odpycha papierowością czy tendencyjnością - przeżywa rozmaite przygody w swojej drodze do upragnionej kariery.
Wybiera sobie Ałbena Grabowska ciekawostki i tematy, które zahaczają o obyczajowość dawnych czasów, żeby uprawdopodobnić akcję. Interesują ją przede wszystkim relacje międzyludzkie, zachowania płynące wprost z kompleksów czy przyjętych kodeksów wartości: dzięki temu może autorka podkreślać niesprawiedliwość społeczną. Sama medycyna ma w tym wypadku nieco mniejsze znaczenie: przewija się w tle. Anna poza leczeniem ma też życie prywatne i to ono może bardziej przyciągać czytelniczki.
Kolejne części książki poprzedza autorka krótkimi opowieściami o ludziach, bez których rozwój medycyny nie byłby możliwy: tu również stawia na fabularyzowane scenki i opowieści rodzajowe, na tyle atrakcyjne, żeby przyciągnęły odbiorców. Z jednej strony przemyca w ten sposób wiadomości - niezbędne, żeby przypomnieć czytelniczkom, jak wyglądała walka o prawa kobiet obok samego rozwoju medycyny - z drugiej strony może dostarczać smaczków, które nie zmieściłyby się w narracji o Annie. Jest ta książka o wiele lepiej uporządkowana i poprowadzona niż "Doktor Bogumił". Przyciąga i intryguje, czasami budzi odruchowy sprzeciw, jednak przeważnie po prostu pozwala śledzić przeszłość w różnych jej wymiarach.
Walka o szczęście
"Doktor Anna" to drugi tom w serii Uczniowie Hippokratesa (każdą część można czytać oddzielnie, to samodzielne historie) i tym razem Ałbena Grabowska zajmuje się losami kobiet, które chciały zostać lekarkami. Anna medycynę studiowała w Zurychu i wraca do Polski, żeby móc spełniać się w zawodzie. Jednak zanim to nastąpi, będzie musiała mierzyć się z licznymi uprzedzeniami i krytyką. Nieważne, ile potrafi, nieważne, jak potrzebna jest kobietom - które niekoniecznie chcą o intymnych problemach rozmawiać z lekarzami płci męskiej - spotyka się z ogromem niechęci, a nawet z utrudnieniami na drodze do zawodu. Jednak Anna wie, jak walczyć o swoje. Nie pozwala na przesadną poufałość, rozbija stereotypy i uświadamia kolejnym rozmówcom, że jest wiele warta. Anna to bohaterka, która nawet dzisiaj może być stawiana za wzór tym czytelniczkom, które we własnym otoczeniu mierzą się z nierównościami płciowymi. Jednak niezależnie od przesłań książki i pouczeń kierowanych do odbiorczyń, Anna jest też bohaterką, której losy przyciągają do historii. Ałbena Grabowska pokazuje, jak wyglądał wyjazd lekarki za granicę (tu zwraca uwagę zwłaszcza na postać wiernej i zaradnej służącej, która wiele razy pozwoli Annie wyjść cało z przeróżnych opresji), albo - jak toczyła się jej kariera (motyw egzotyczny zapewnia rola Anny jako lekarki dla członkiń haremu sułtana). Chodzi o to, żeby maksymalnie ożywić fabułę, pokazać czytelniczkom, że to postać z krwi i kości, a nie megafon do wygłaszania antyseksistowskich haseł. Chociaż doskonale widać, co autorka zamierza uzyskać przez treść książki, Anna nie odpycha papierowością czy tendencyjnością - przeżywa rozmaite przygody w swojej drodze do upragnionej kariery.
Wybiera sobie Ałbena Grabowska ciekawostki i tematy, które zahaczają o obyczajowość dawnych czasów, żeby uprawdopodobnić akcję. Interesują ją przede wszystkim relacje międzyludzkie, zachowania płynące wprost z kompleksów czy przyjętych kodeksów wartości: dzięki temu może autorka podkreślać niesprawiedliwość społeczną. Sama medycyna ma w tym wypadku nieco mniejsze znaczenie: przewija się w tle. Anna poza leczeniem ma też życie prywatne i to ono może bardziej przyciągać czytelniczki.
Kolejne części książki poprzedza autorka krótkimi opowieściami o ludziach, bez których rozwój medycyny nie byłby możliwy: tu również stawia na fabularyzowane scenki i opowieści rodzajowe, na tyle atrakcyjne, żeby przyciągnęły odbiorców. Z jednej strony przemyca w ten sposób wiadomości - niezbędne, żeby przypomnieć czytelniczkom, jak wyglądała walka o prawa kobiet obok samego rozwoju medycyny - z drugiej strony może dostarczać smaczków, które nie zmieściłyby się w narracji o Annie. Jest ta książka o wiele lepiej uporządkowana i poprowadzona niż "Doktor Bogumił". Przyciąga i intryguje, czasami budzi odruchowy sprzeciw, jednak przeważnie po prostu pozwala śledzić przeszłość w różnych jej wymiarach.
piątek, 8 stycznia 2021
Ałbena Grabowska: Doktor Bogumił
Marginesy, Warszawa 2020.
Leczenie
Wielką popularnością cieszą się ostatnio reportaże medyczne oraz opowieści z historii medycyny, uświadamiające czytelnikom, że mogą mówić o prawdziwym szczęściu: lekarze dzisiaj nie kwestionują konieczności zachowywania higieny i wiedzą, jak uśmierzać ból, istnieją szczepionki, które pozwalają uniknąć poważnych zagrożeń. Uczeni odkrywają sposoby ratowania do niedawna nieuleczalnie chorych. W takim kontekście można ze spokojem zagłębiać się w temat horrorów pseudomedycznych z całkiem niedalekiej przeszłości. Na rynku jest już kilka pozycji, które pokazują historię medycyny i drogę dojścia do stanu dzisiejszego, ale Ałbena Grabowska postanowiła wybrać inny motyw. Zamienia przeszłość w powieść obyczajową (a nawet - początek powieściowej serii, bardzo gęstej i bardzo obiecującej). "Doktor Bogumił" to ogromna książka opatrzona etykietą "Uczniowie Hippokratesa": Ałbena Grabowska popisuje się tu nie tylko umiejętnością tworzenia obyczajowych fabuł, ale też znajomością historii medycyny, którą zgrabnie wplata do książki. Bohaterem jest tutaj Bogumił Korczyński. W 1850 roku trafia on do szpitala: chce zostać ginekologiem. Problemy kobiece interesują go nie tylko ze względów zawodowych. Bogumił bardzo chciałby pomóc żonie, która ma kłopot z wydawaniem na świat kolejnych dzieci. Ze względu na zbyt małą miednicę (jak podejrzewa bohater), kobieta bardzo cierpi i kiedy wydaje na świat potomstwo, omal nie traci życia. Bogumił szuka sposobu, by jej pomóc: podejrzewa, że można wykonać pewne cięcie, żeby uniknąć bólu i zagrożenia (zarówno życia matki, jak i dziecka), wie też, że parę lat wcześniej pewien dentysta eksperymentował z eterem, żeby uśmierzać ból cierpiących. Co prawda nie doczekał się powszechnego uznania, a nawet zmarł w potępieniu - jednak wyznaczył następnym temat do poszukiwań i dał nadzieję, że nie zawsze chorzy będą skazani na ból.
Teraz Bogumił mógłby poprzestać na zwykłej pracy w szpitalu, ale jemu zależy na zbieraniu informacji. Wybiera się na operacje pokazowe, chce uczestniczyć w wykładach najznamienitszych profesorów. Prosi o rekomendację znajomych i przyswaja sobie rozmaite informacje, które pozwolą mu na zadawanie pytań bez narażania się na wyproszenie z sali. Bogumił przez swoje działania podważa to, co przyjęte w medycynie: jednak jest przekonany, że jego propozycje pozwolą ulepszyć opiekę zdrowotną. Myśli logicznie i znajduje luki w rozumowaniu autorytetów, jednak sam też potrzebuje wsparcia i wiedzy lepszych od siebie, żeby ciągle się rozwijać. Powody osobiste sprawiają, że ma największą motywację. Nie zatrzyma się, póki nie osiągnie swojego celu. Żeby jego działania były dla czytelników zrozumiałe, Bogumił zostaje też zaprezentowany w warunkach domowych: jako mężczyzna, który kocha żonę i jej pragnie, ale jednocześnie chce ochronić przed kolejnymi komplikacjami przy ewentualnych ciążach. Niby istnieje coś, czego nazwy bohater woli nie wymawiać, a co pozwala chronić przed zapłodnieniem kobiety, jednak na użycie tego nie pozwala ani religia, ani niedostępność przedmiotu. I impas trwa.
Ałbena Grabowska wprowadza tu sporo motywów z historii medycyny. Chociaż nie jest to jej podstawowym celem, wprowadza wiele scenek związanych z medycznymi i pseudomedycznymi działaniami, pokazuje, jak dochodziło do pewnych odkryć, albo - jak wyglądały konkretne operacje. Bardzo szczegółowe opisy odróżniają tę powieść od standardowych obyczajówek, sprawiają też jednak, że jest to pozycja ciekawsza i bardziej oryginalna. Udało się autorce zaintrygować czytelników i dostarczyć im ambitnej i wartościowej lektury rozrywkowej.
Leczenie
Wielką popularnością cieszą się ostatnio reportaże medyczne oraz opowieści z historii medycyny, uświadamiające czytelnikom, że mogą mówić o prawdziwym szczęściu: lekarze dzisiaj nie kwestionują konieczności zachowywania higieny i wiedzą, jak uśmierzać ból, istnieją szczepionki, które pozwalają uniknąć poważnych zagrożeń. Uczeni odkrywają sposoby ratowania do niedawna nieuleczalnie chorych. W takim kontekście można ze spokojem zagłębiać się w temat horrorów pseudomedycznych z całkiem niedalekiej przeszłości. Na rynku jest już kilka pozycji, które pokazują historię medycyny i drogę dojścia do stanu dzisiejszego, ale Ałbena Grabowska postanowiła wybrać inny motyw. Zamienia przeszłość w powieść obyczajową (a nawet - początek powieściowej serii, bardzo gęstej i bardzo obiecującej). "Doktor Bogumił" to ogromna książka opatrzona etykietą "Uczniowie Hippokratesa": Ałbena Grabowska popisuje się tu nie tylko umiejętnością tworzenia obyczajowych fabuł, ale też znajomością historii medycyny, którą zgrabnie wplata do książki. Bohaterem jest tutaj Bogumił Korczyński. W 1850 roku trafia on do szpitala: chce zostać ginekologiem. Problemy kobiece interesują go nie tylko ze względów zawodowych. Bogumił bardzo chciałby pomóc żonie, która ma kłopot z wydawaniem na świat kolejnych dzieci. Ze względu na zbyt małą miednicę (jak podejrzewa bohater), kobieta bardzo cierpi i kiedy wydaje na świat potomstwo, omal nie traci życia. Bogumił szuka sposobu, by jej pomóc: podejrzewa, że można wykonać pewne cięcie, żeby uniknąć bólu i zagrożenia (zarówno życia matki, jak i dziecka), wie też, że parę lat wcześniej pewien dentysta eksperymentował z eterem, żeby uśmierzać ból cierpiących. Co prawda nie doczekał się powszechnego uznania, a nawet zmarł w potępieniu - jednak wyznaczył następnym temat do poszukiwań i dał nadzieję, że nie zawsze chorzy będą skazani na ból.
Teraz Bogumił mógłby poprzestać na zwykłej pracy w szpitalu, ale jemu zależy na zbieraniu informacji. Wybiera się na operacje pokazowe, chce uczestniczyć w wykładach najznamienitszych profesorów. Prosi o rekomendację znajomych i przyswaja sobie rozmaite informacje, które pozwolą mu na zadawanie pytań bez narażania się na wyproszenie z sali. Bogumił przez swoje działania podważa to, co przyjęte w medycynie: jednak jest przekonany, że jego propozycje pozwolą ulepszyć opiekę zdrowotną. Myśli logicznie i znajduje luki w rozumowaniu autorytetów, jednak sam też potrzebuje wsparcia i wiedzy lepszych od siebie, żeby ciągle się rozwijać. Powody osobiste sprawiają, że ma największą motywację. Nie zatrzyma się, póki nie osiągnie swojego celu. Żeby jego działania były dla czytelników zrozumiałe, Bogumił zostaje też zaprezentowany w warunkach domowych: jako mężczyzna, który kocha żonę i jej pragnie, ale jednocześnie chce ochronić przed kolejnymi komplikacjami przy ewentualnych ciążach. Niby istnieje coś, czego nazwy bohater woli nie wymawiać, a co pozwala chronić przed zapłodnieniem kobiety, jednak na użycie tego nie pozwala ani religia, ani niedostępność przedmiotu. I impas trwa.
Ałbena Grabowska wprowadza tu sporo motywów z historii medycyny. Chociaż nie jest to jej podstawowym celem, wprowadza wiele scenek związanych z medycznymi i pseudomedycznymi działaniami, pokazuje, jak dochodziło do pewnych odkryć, albo - jak wyglądały konkretne operacje. Bardzo szczegółowe opisy odróżniają tę powieść od standardowych obyczajówek, sprawiają też jednak, że jest to pozycja ciekawsza i bardziej oryginalna. Udało się autorce zaintrygować czytelników i dostarczyć im ambitnej i wartościowej lektury rozrywkowej.
poniedziałek, 21 października 2019
Ałbena Grabowska: Matki i córki
Marginesy, Warszawa 2019.
Przez pokolenia
Ałbena Grabowska opowiada równolegle cztery historie kobiet. To przedstawicielki różnych pokoleń, a ponieważ najmłodsza – Lila – zdążyła poznać najstarszą, historia ładnie się tu zazębia. „Matki i córki” to książka o skomplikowanych losach zwykłych ludzi – zaplątanych w wielką politykę, zwykle mimowolnie, a czasem nawet na przekór oczekiwaniom. Ale nie może być inaczej. Maria uwielbiała luksus i bale, jednak szczęśliwą mężatką była zaledwie przez miesiąc, a męża przed zsyłką na Sybir nie udało się ocalić nawet w najbardziej dramatyczny (i niezamierzony przez kobietę) sposób. Maria podążyła za nim i nauczyła się prowadzić surową egzystencję w najtrudniejszych warunkach. Jej córka, Sabina, była utalentowaną skrzypaczką i gdyby nie wojna, zrobiłaby zapewne karierę. Jednak z Ravensbruck wyszła już jako inna osoba, porzucając dawne umiejętności. W tej relacji Sabina skupia się najbardziej nie na swoich muzycznych dokonaniach, a na wydarzeniach z obozu: na tym, co ją ukształtowało i uniemożliwiło powrót do przeszłości. Tutaj znajdzie się miejsce na opowiadanie o okrutnych eksperymentach „medycznych” na więźniarkach, o biciu, głodzie i nieporozumieniach. Przy gehennie Sabiny bledną nawet doświadczenia Marii z zesłania. I w jednym, i w drugim przypadku do tekstu wkracza również motyw przemocy wobec kobiet – w tym przemocy seksualnej. Ałbena Grabowska uniemożliwia bohaterkom zachowanie czci i godności, pokazuje największe upodlenia. Magdalena ma być dla ukochanego szansą na wyjazd z kraju: peerelowska rzeczywistość to przede wszystkim szarość i rezygnacja z wielu marzeń. Chociaż ta kobieta nie musi borykać się z tragediami na co dzień, przeżywa swoje małe dramaty, które odbierają jej szczęście. Wreszcie Lila – najmłodsza z czterech kobiet – niekochana, niewtajemniczona w przeszłość: musi powoli odkrywać, co dotykało jej przodkinie (i dlaczego teraz babcia i prababcia już jako duchy jawnie okazują dezaprobatę dla pewnych poczynań).
Autorka przeprowadza czytelników przez skomplikowaną historię XX wieku, ale wykorzystuje w tym tematy już opracowane, z wiadomości powszechnie dostępnych buduje rzekomo prywatne wyznania. To w lekturze pewien problem, wtedy, gdy bohaterki w tonie odkrywczym przedstawiają coś, co trafiło do podręczników do historii – trudniej wtedy uwierzyć w szczerość, to raczej poszukiwanie sensacji i przystrajanie w nią literackich postaci. Czyta się tę powieść dość dobrze, ale fakt, że autorka na wszelki wypadek nawet wymyślonym dalszoplanowym bohaterom nadaje cechy stereotypowe – tak, by nikt nie zarzucił jej ubarwiania rzeczywistości – trochę uwiera. Można by w niektórych przypadkach pokusić się o mniej przewidywalne rozwiązania. „Matki i córki” to przegląd trudnych losów kobiet na przestrzeni dekad – ale też próba sprawdzenia, czy komplikacje trzymane w sekrecie odbiją się na kolejnych pokoleniach. Ałbena Grabowska proponuje niemal metafizyczne porozumienie bohaterek, chce, żeby każda z bohaterek zrozumiała poprzedniczki – nawet bez znajomości całego historycznego kontekstu. Przypomina, czym są rodzinne więzi i jakie znaczenie mają przy kształtowaniu tożsamości. Jest to książka napisana z daleka od schematów obyczajówkowych.
Przez pokolenia
Ałbena Grabowska opowiada równolegle cztery historie kobiet. To przedstawicielki różnych pokoleń, a ponieważ najmłodsza – Lila – zdążyła poznać najstarszą, historia ładnie się tu zazębia. „Matki i córki” to książka o skomplikowanych losach zwykłych ludzi – zaplątanych w wielką politykę, zwykle mimowolnie, a czasem nawet na przekór oczekiwaniom. Ale nie może być inaczej. Maria uwielbiała luksus i bale, jednak szczęśliwą mężatką była zaledwie przez miesiąc, a męża przed zsyłką na Sybir nie udało się ocalić nawet w najbardziej dramatyczny (i niezamierzony przez kobietę) sposób. Maria podążyła za nim i nauczyła się prowadzić surową egzystencję w najtrudniejszych warunkach. Jej córka, Sabina, była utalentowaną skrzypaczką i gdyby nie wojna, zrobiłaby zapewne karierę. Jednak z Ravensbruck wyszła już jako inna osoba, porzucając dawne umiejętności. W tej relacji Sabina skupia się najbardziej nie na swoich muzycznych dokonaniach, a na wydarzeniach z obozu: na tym, co ją ukształtowało i uniemożliwiło powrót do przeszłości. Tutaj znajdzie się miejsce na opowiadanie o okrutnych eksperymentach „medycznych” na więźniarkach, o biciu, głodzie i nieporozumieniach. Przy gehennie Sabiny bledną nawet doświadczenia Marii z zesłania. I w jednym, i w drugim przypadku do tekstu wkracza również motyw przemocy wobec kobiet – w tym przemocy seksualnej. Ałbena Grabowska uniemożliwia bohaterkom zachowanie czci i godności, pokazuje największe upodlenia. Magdalena ma być dla ukochanego szansą na wyjazd z kraju: peerelowska rzeczywistość to przede wszystkim szarość i rezygnacja z wielu marzeń. Chociaż ta kobieta nie musi borykać się z tragediami na co dzień, przeżywa swoje małe dramaty, które odbierają jej szczęście. Wreszcie Lila – najmłodsza z czterech kobiet – niekochana, niewtajemniczona w przeszłość: musi powoli odkrywać, co dotykało jej przodkinie (i dlaczego teraz babcia i prababcia już jako duchy jawnie okazują dezaprobatę dla pewnych poczynań).
Autorka przeprowadza czytelników przez skomplikowaną historię XX wieku, ale wykorzystuje w tym tematy już opracowane, z wiadomości powszechnie dostępnych buduje rzekomo prywatne wyznania. To w lekturze pewien problem, wtedy, gdy bohaterki w tonie odkrywczym przedstawiają coś, co trafiło do podręczników do historii – trudniej wtedy uwierzyć w szczerość, to raczej poszukiwanie sensacji i przystrajanie w nią literackich postaci. Czyta się tę powieść dość dobrze, ale fakt, że autorka na wszelki wypadek nawet wymyślonym dalszoplanowym bohaterom nadaje cechy stereotypowe – tak, by nikt nie zarzucił jej ubarwiania rzeczywistości – trochę uwiera. Można by w niektórych przypadkach pokusić się o mniej przewidywalne rozwiązania. „Matki i córki” to przegląd trudnych losów kobiet na przestrzeni dekad – ale też próba sprawdzenia, czy komplikacje trzymane w sekrecie odbiją się na kolejnych pokoleniach. Ałbena Grabowska proponuje niemal metafizyczne porozumienie bohaterek, chce, żeby każda z bohaterek zrozumiała poprzedniczki – nawet bez znajomości całego historycznego kontekstu. Przypomina, czym są rodzinne więzi i jakie znaczenie mają przy kształtowaniu tożsamości. Jest to książka napisana z daleka od schematów obyczajówkowych.
niedziela, 16 czerwca 2019
Ałbena Grabowska: Nowy Świat
Jaguar, Warszawa 2019.
Po katastrofie
Grupa młodych ludzi otrzymuje do wykonania zadanie. Mają odnaleźć i sprowadzić prezydencką córkę. Problem w tym, że uciekinierka nie zamierza wracać ani wysłuchiwać argumentów za takim rozwiązaniem. Nie interesuje jej egzystencja na Wyżynie. Ale ten świat trudno polubić. Po apokalipsie, którą przeżyli tylko nieliczni, rzeczywistość rządzi się innymi niż do tej pory prawami. Wśród nich – najczęstszym motywem z twórczości postapo – czyli regulacją urodzeń. W końcu nie wszyscy mają prawo do cieszenia się życiem. Na każdej społecznej nierówności polegają opowieści w tym gatunku, nie inaczej jest u Ałbeny Grabowskiej. „Nowy Świat” to historia, w ramach której akcja zamienia się w rodzaj gry komputerowej, prostej zręcznościówki. Najpierw jednak bohaterowie muszą odkryć prawdę o swoim pochodzeniu. Wrażliwy Sky – sam sobie wybrał imię i jest znakomitym obserwatorem – prowadzi opowieść. Wyczulony na innych, umożliwia dostrzeżenie cech i zjawisk, które wywierają silne wrażenie na postronnych. Maroon ma siłę lwa, jest bowiem hybrydą – skrzyżowany ze zwierzęciem, żeby zyskać jego potęgę. Estra zresztą również padła ofiarą eksperymentów genetycznych, o czym dość długo nie wiedziała. Łączenie ludzi i zwierząt w szalonych medycznych poszukiwaniach – w dążeniu do rzekomej doskonałości – jest tu zjawiskiem normalnym, stale obecnym u mieszkańców Wyżyny. Tu uczeni potrafią już nawet zmieniać pamięć i świadomość ludzi oraz hybryd. Ważne więc jest, żeby mieć obok kogoś, kto zasługuje na zaufanie – Sky wraz z przyjaciółmi ma długą drogę do przebycia, bohaterom nie pomoże nawet gadający (od czasu do czasu) kot Freud.
Wydaje się momentami, że Ałbena Grabowska decyduje się na rzeczywistość po katastrofie, żeby zbyt dużo nie tłumaczyć i żeby nie musieć zbyt dużo kreować. Wyjałowiony świat odpowiada wyjałowionej narracji, stylistyką autorka nawiązuje do wymyślonej przestrzeni. Zachowuje się tak, jakby zwyczajnie nie miała ochoty poświęcać energii na budowanie tła – czyli po motyw, którego młodzi odbiorcy i tak w literaturze rozrywkowej nie cenią. Zresztą ta autorka zwykle rezygnuje ze skupiania się na melodyjnej narracji, woli opisywać wydarzenia. Te bez odpowiedniej oprawy literackiej nie będą wywierać dużego wrażenia na odbiorcach, przynajmniej nie na tych przyzwyczajonych do klasycznego sposobu opowiadania. Całość w ogóle przypomina prostą grę komputerową – liczą się kolejne jej etapy, wypełnianie misji, a jako dodatek – rozwijanie przyjaźni ponad podziałami. „Nowy Świat” to publikacja tylko dla miłośników fantastyki spod znaku postapo, Ałbena Grabowska maksymalnie tę historię upraszcza. Jest grupa młodych ludzi – właściwie skazanych na swoje towarzystwo – jest wyraźny cel, są przeszkody na drodze do osiągnięcia go. Brakuje natomiast indywidualizowania narracji, takiego sposobu opisywania wydarzeń, żeby zaangażować nim czytelników. Ałbena Grabowska nie imponuje stylistycznym rozmachem, pisze trochę bezpłciowo – nie dostarcza czytelnikom prozy tylko przygód, a to na pewnym etapie lektury zaczyna zwyczajnie budzić niedosyt.
Po katastrofie
Grupa młodych ludzi otrzymuje do wykonania zadanie. Mają odnaleźć i sprowadzić prezydencką córkę. Problem w tym, że uciekinierka nie zamierza wracać ani wysłuchiwać argumentów za takim rozwiązaniem. Nie interesuje jej egzystencja na Wyżynie. Ale ten świat trudno polubić. Po apokalipsie, którą przeżyli tylko nieliczni, rzeczywistość rządzi się innymi niż do tej pory prawami. Wśród nich – najczęstszym motywem z twórczości postapo – czyli regulacją urodzeń. W końcu nie wszyscy mają prawo do cieszenia się życiem. Na każdej społecznej nierówności polegają opowieści w tym gatunku, nie inaczej jest u Ałbeny Grabowskiej. „Nowy Świat” to historia, w ramach której akcja zamienia się w rodzaj gry komputerowej, prostej zręcznościówki. Najpierw jednak bohaterowie muszą odkryć prawdę o swoim pochodzeniu. Wrażliwy Sky – sam sobie wybrał imię i jest znakomitym obserwatorem – prowadzi opowieść. Wyczulony na innych, umożliwia dostrzeżenie cech i zjawisk, które wywierają silne wrażenie na postronnych. Maroon ma siłę lwa, jest bowiem hybrydą – skrzyżowany ze zwierzęciem, żeby zyskać jego potęgę. Estra zresztą również padła ofiarą eksperymentów genetycznych, o czym dość długo nie wiedziała. Łączenie ludzi i zwierząt w szalonych medycznych poszukiwaniach – w dążeniu do rzekomej doskonałości – jest tu zjawiskiem normalnym, stale obecnym u mieszkańców Wyżyny. Tu uczeni potrafią już nawet zmieniać pamięć i świadomość ludzi oraz hybryd. Ważne więc jest, żeby mieć obok kogoś, kto zasługuje na zaufanie – Sky wraz z przyjaciółmi ma długą drogę do przebycia, bohaterom nie pomoże nawet gadający (od czasu do czasu) kot Freud.
Wydaje się momentami, że Ałbena Grabowska decyduje się na rzeczywistość po katastrofie, żeby zbyt dużo nie tłumaczyć i żeby nie musieć zbyt dużo kreować. Wyjałowiony świat odpowiada wyjałowionej narracji, stylistyką autorka nawiązuje do wymyślonej przestrzeni. Zachowuje się tak, jakby zwyczajnie nie miała ochoty poświęcać energii na budowanie tła – czyli po motyw, którego młodzi odbiorcy i tak w literaturze rozrywkowej nie cenią. Zresztą ta autorka zwykle rezygnuje ze skupiania się na melodyjnej narracji, woli opisywać wydarzenia. Te bez odpowiedniej oprawy literackiej nie będą wywierać dużego wrażenia na odbiorcach, przynajmniej nie na tych przyzwyczajonych do klasycznego sposobu opowiadania. Całość w ogóle przypomina prostą grę komputerową – liczą się kolejne jej etapy, wypełnianie misji, a jako dodatek – rozwijanie przyjaźni ponad podziałami. „Nowy Świat” to publikacja tylko dla miłośników fantastyki spod znaku postapo, Ałbena Grabowska maksymalnie tę historię upraszcza. Jest grupa młodych ludzi – właściwie skazanych na swoje towarzystwo – jest wyraźny cel, są przeszkody na drodze do osiągnięcia go. Brakuje natomiast indywidualizowania narracji, takiego sposobu opisywania wydarzeń, żeby zaangażować nim czytelników. Ałbena Grabowska nie imponuje stylistycznym rozmachem, pisze trochę bezpłciowo – nie dostarcza czytelnikom prozy tylko przygód, a to na pewnym etapie lektury zaczyna zwyczajnie budzić niedosyt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






