* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

poniedziałek, 30 marca 2026

Rafał Witek: Doktor Ola

Harperkids, Warszawa 2026.

Ciężka praca

Na pierwszym poziomie serii Czytam sobie pojawiło się urozmaicenie – Czytam sobie sylabami – w narracji poszczególne zgłoski są zaznaczane kontrastującymi kolorami, tak, żeby dzieciom łatwiej było ewentualnie objąć wzrokiem i czytać mniejsze zbitki literowe – i żeby łatwiej przyzwyczaiły się do dzielenia wyrazów na sylaby, zresztą na różne sposoby można ten motyw wykorzystywać, w zależności od potrzeb. Książeczka „Doktor Ola” przygotowana przez Rafała Witka i z ilustracjami Ewy Poklewskiej-Koziełło to publikacja szczególnie trafiająca w gust najmłodszych. Autor proponuje tu bowiem opowieść o zabawie, która zamienia się w wielką pracę – przynajmniej dopóki odbiorcy nie mają pojęcia, że bohaterka jest tak naprawdę jedną z nich, małą dziewczynką, która musi jakoś wypełnić czas.

Doktor Ola ma mnóstwo do zrobienia. Przychodzą do niej rozmaici pacjenci, od tych zwyczajnych i ludzkich – Janek spadł z roweru i nabił sobie guza – po groźne drapieżniki (pomocy potrzebuje na przykład tygrys, o czym informuje zaniepokojona zebra). Ani na moment bohaterka nie może się zatrzymać, nie teraz, skoro tyle stworzeń wokół cierpi, a dla wszystkich trzeba mieć lekarstwo i dobre słowo. Doktor Ola pracuje zatem uważnie i szybko, rozwiązuje niekończące się problemy i przy okazji podpowiada dzieciom chcącym iść w jej ślady, jakie możliwości mają.

Na pierwszym poziomie serii Czytam sobie dzieci nie dostaną wyrazów z dwuznakami czy ze zmiękczeniami, co oznacza dla autorów karkołomne czasami wyszukiwanie synonimów nieznanych odbiorcom tylko po to, żeby utrzymać się w ryzach cyklu. Stąd też obecność wyrazów znacznie dłuższych niż te standardowo kojarzone z czytankami dla najmłodszych, a czasami – dziwne nieco zastępniki. W tym wypadku telefon „drynda” (nie może dzwonić, przez zakazany dwuznak, a przecież wydawałoby się to bardziej na miejscu, nawet jeśli dzieci jeszcze nie wiedzą, jak czyta się dwuznaki – poznałyby całe słowo i skojarzyły z tym, co słyszą na co dzień), a na pigułki w gabinecie jest gablota a nie szafka czy szuflada. Będzie tu dużo balsamów (bo nie można przepisać maści) czy eukaliptus – ale to już mniejsze wyzwania niż zderzanie dzieci z synonimami, które nie wydają im się oczywiste. Liczy się dynamika i dobra zabawa bohaterki, a co za tym idzie – także odbiorców. Doktor Ola nie ma czasu na nudę i przekonuje do swoich rozrywek czytelników. Każdy, kto śledzi tekstowe wyjaśnienia, może odpocząć przy obrazkach – Ewa Poklewska-Koziełło proponuje tu dynamiczne scenki, które uwiarygodniają przeżycia Oli i jej pacjentów. Jest to książeczka, która zachęca do czytania zwłaszcza te dzieci, które same bawią się we właścicieli gabinetów lekarskich – nawiązanie do standardowej zabawy najmłodszych sprawdzi się jako lekturowy wabik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz