Harperkids, Warszawa 2024.
Domki
W powtarzaniu bajek, które wszyscy znają na pamięć, nie chodzi o chwalenie się nowym tłumaczeniem (chociaż tutaj autorką przekładu jest Emilia Kiereś), ani o przypominanie fabuł doskonale utrwalonych nawet u najmłodszych odbiorców. Chodzi o interaktywną zabawę i nowe pomysły wydawnicze na publikacje. W przypadku „Trzech małych świnek”, książki wydanej w cyklu Ruchome bajki, liczy się urozmaicanie ilustracji przez działania, które prowadzą do dynamizowania opowieści. Kartonowy niewielki picture book ma zaledwie kilka ruchomych elementów – przesuwanych elementów (raz jest to koło, które jednak pozwala „tylko” ustawić bohaterów na właściwych do wymarszu pozycjach).
Mama trzech małych świnek zleca pociechom wybudowanie sobie własnych domów, domek ze słomy wilk zdmuchuje w okamgnieniu, podobnie jak domek z drewna – przy domku z cegieł nie jest tak łatwo, w dodatku wilk, który chce przejść do domu inaczej, dotkliwie parzy sobie pewną część ciała, co jest elementem humorystycznym i wręcz zachwycającym kilkulatki. Dzięki takim zabiegom można albo przekonać dzieci do czytania i do książek jako źródła rozrywki, albo zaprosić do nauki liter, albo - trenować umiejętność opowiadania, bo przecież na podstawie wiedzy własnej i obrazków da się bez trudu przedstawiać historię świnek po swojemu.
Ruchomy element z okładki powtarza się w treści książki, ale nie do końca: zamiast prezentacji bohaterów jest tu bowiem prezentacja rodzaju budulca domków. Jest też dmuchający na domek wilk – i tu zastosowane zostało ciekawe rozwiązanie, bo kiedy bohater nabiera powietrza, pęcznieje mu brzuch, za to wydech sprawia, że brzuch klęśnie, za to pojawiają się ilustracyjnie zaakcentowane podmuchy. Można jeszcze zajrzeć, kto kryje się za drzwiami ceglanego domku albo wielokrotnie wrzucać wilka w palenisko. Niewiele jest tych zabaw, ale ponieważ tomik jest przeznaczony dla najmłodszych dzieci – wystarczy, żeby nie zmęczyć ich nadmiarem wrażeń. Książka została przygotowana tak, żeby jej treść zapadała w pamięć i żeby odbiorcom chciało się ingerować w obrazki. „Trzy małe świnki” w takim ujęciu oznaczają nie tyle poznawanie przeżyć i przygód bohaterek, które uczą się, jak zapewnić sobie bezpieczeństwo – a zabawę ilustracjami. Za każdym razem bowiem ruszanie elementami książki pomaga w uzyskaniu nowej scenki, albo w nadaniu tempa starej – to bodziec, który przykuwa uwagę dzieci. Jest tu sporo kolorów, a obrazki mają humorystyczny charakter przede wszystkim dzięki minom postaci – to sprawia, że chce się oglądać strony, ale też i wyszukiwać niespodzianki. Z odnalezieniem elementów do przesuwania odbiorcy na pewno sobie poradzą – nawet jeśli są to starannie ukrywane w grafikach punkty. „Trzy małe świnki” to książka zabawka, ale w tym wypadku z niebanalnym tłumaczeniem i pozwalająca na modyfikowanie wyglądu kolejnych kartonowych stron. To coś dla dzieci, które lubią sprawczość i poczucie odpowiedzialności za realizacje historii: w końcu trzeba dopasowywać obrazki do narracji, także po to, żeby bohaterowie mogli swoje zadania wykonać odpowiednio.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruchome bajki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruchome bajki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 grudnia 2024
niedziela, 27 października 2024
Ruchome bajki. Pinokio
Harperkids, Warszawa 2024.
Długi nos
Książki, które są jednocześnie zabawkami, zmuszają do innej niż standardowa lektury, cieszą się na rynku dużym uznaniem dzieci i ich rodziców, nic więc dziwnego, że pojawiają się kolejne sposoby na przyciągnięcie małych czytelników. W podcyklu Ruchome bajki przesuwane elementy stron służą lepszemu wyobrażaniu sobie fabuły – pomagają w uruchamianiu fantazji i przydają się, kiedy trzeba zapewnić skupienie malucha. „Pinokiio” to picture book z bardzo grubymi kartonowymi stronami. Bajka (przełożona w tej wersji przez Emilię Kiereś) zajmuje tylko kilka rozkładówek, mowa więc w niej wyłącznie o najważniejszych punktach fabuły – jednak zapewnia rozrywkę kilkulatkom za sprawą części stron, które można (i trzeba) przesuwać. Dzieci poznają zatem ponadczasową historię – a przy okazji bawią się książką i przekonują, że biblioteczka to źródło rozrywki. Wystrugany z drewna pajacyk ma charakterystyczną cechę: jego nos wydłuża się, gdy Pinokio kłamie. Dalej bohater ma pod górkę do szkoły (a ponieważ opuszcza lekcje, wyrastają mu ośle uszy), trafia do brzucha wieloryba, aż w końcu w magiczny sposób staje się prawdziwym chłopcem – to wystarcza, żeby dzieci przekonały się, o co chodzi w historii i zapoznały z bohaterem. Zabawa sprowadza się jednak do zmian w ilustracjach. Na okładce i w jednej z rozkładówek kłamiący Pinokio obserwuje swój nos, innym razem ruch wysuwa jego ośle uszy (co rozbawi najmłodszych, bo wyzwala nietypowy obrazek. Jest też okazja, żeby zajrzeć do wnętrza wieloryba – i tu przyda się przesunięcie elementu w książce. Nie ma tych zmian zbyt wiele, ale każda przynosi jakieś zaskoczenie i jest dla odbiorców sygnałem, że warto podjąć zabawę i sprawdzić, co kryje się na stronie. „Pinokio” to opowieść znana dorosłym – ale zapożyczona z dziecięcej przestrzeni, więc pojawiają się różne sposoby na to, by poznać fabułę. Tu funkcjonuje ona w dużym skrócie, bo znacznie ważniejsze okazują się inne aspekty tomiku. Przesuwane elementy na stronach uruchamiają koncentrację i pozwalają ćwiczyć sprawność motoryczną, zamieniają w oczach dzieci książkę w zabawkę. Nie ma tu zbyt dużo tekstu, a kolorowe ilustracje komputerowe wprawdzie wypełnione są szczegółami, ale nie na tyle, żeby rozpraszać maluchy i zniechęcać je do oglądania kolejnych stron. Tomik został przygotowany tak, żeby nie przestraszyć nikogo nawet wtedy, kiedy treści są dość mroczne – wszystko dopasowane jest do percepcji dzisiejszych dzieci. W takiej wersji „Pinokio” faktycznie może służyć bardziej jako zabawka i interaktywna propozycja niż jako metoda na poznawanie detali fabularnych – ale też i kierowana jest ta pozycja do najmłodszych dzieci, które nie dałyby sobie rady z pełnowymiarową narracją. Książka-zabawka to miły sposób na przedstawianie klasyki.
Długi nos
Książki, które są jednocześnie zabawkami, zmuszają do innej niż standardowa lektury, cieszą się na rynku dużym uznaniem dzieci i ich rodziców, nic więc dziwnego, że pojawiają się kolejne sposoby na przyciągnięcie małych czytelników. W podcyklu Ruchome bajki przesuwane elementy stron służą lepszemu wyobrażaniu sobie fabuły – pomagają w uruchamianiu fantazji i przydają się, kiedy trzeba zapewnić skupienie malucha. „Pinokiio” to picture book z bardzo grubymi kartonowymi stronami. Bajka (przełożona w tej wersji przez Emilię Kiereś) zajmuje tylko kilka rozkładówek, mowa więc w niej wyłącznie o najważniejszych punktach fabuły – jednak zapewnia rozrywkę kilkulatkom za sprawą części stron, które można (i trzeba) przesuwać. Dzieci poznają zatem ponadczasową historię – a przy okazji bawią się książką i przekonują, że biblioteczka to źródło rozrywki. Wystrugany z drewna pajacyk ma charakterystyczną cechę: jego nos wydłuża się, gdy Pinokio kłamie. Dalej bohater ma pod górkę do szkoły (a ponieważ opuszcza lekcje, wyrastają mu ośle uszy), trafia do brzucha wieloryba, aż w końcu w magiczny sposób staje się prawdziwym chłopcem – to wystarcza, żeby dzieci przekonały się, o co chodzi w historii i zapoznały z bohaterem. Zabawa sprowadza się jednak do zmian w ilustracjach. Na okładce i w jednej z rozkładówek kłamiący Pinokio obserwuje swój nos, innym razem ruch wysuwa jego ośle uszy (co rozbawi najmłodszych, bo wyzwala nietypowy obrazek. Jest też okazja, żeby zajrzeć do wnętrza wieloryba – i tu przyda się przesunięcie elementu w książce. Nie ma tych zmian zbyt wiele, ale każda przynosi jakieś zaskoczenie i jest dla odbiorców sygnałem, że warto podjąć zabawę i sprawdzić, co kryje się na stronie. „Pinokio” to opowieść znana dorosłym – ale zapożyczona z dziecięcej przestrzeni, więc pojawiają się różne sposoby na to, by poznać fabułę. Tu funkcjonuje ona w dużym skrócie, bo znacznie ważniejsze okazują się inne aspekty tomiku. Przesuwane elementy na stronach uruchamiają koncentrację i pozwalają ćwiczyć sprawność motoryczną, zamieniają w oczach dzieci książkę w zabawkę. Nie ma tu zbyt dużo tekstu, a kolorowe ilustracje komputerowe wprawdzie wypełnione są szczegółami, ale nie na tyle, żeby rozpraszać maluchy i zniechęcać je do oglądania kolejnych stron. Tomik został przygotowany tak, żeby nie przestraszyć nikogo nawet wtedy, kiedy treści są dość mroczne – wszystko dopasowane jest do percepcji dzisiejszych dzieci. W takiej wersji „Pinokio” faktycznie może służyć bardziej jako zabawka i interaktywna propozycja niż jako metoda na poznawanie detali fabularnych – ale też i kierowana jest ta pozycja do najmłodszych dzieci, które nie dałyby sobie rady z pełnowymiarową narracją. Książka-zabawka to miły sposób na przedstawianie klasyki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






