Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

sobota, 31 grudnia 2016

Ewa Woydyłło: Ludzie, ludzie...

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

Zwierciadło

Kto przyzwyczajony jest do narzekania na innych, w książce Ewy Woydyłło znajdzie szeroką gamę powodów – najbardziej nielubianych (ale i najczęściej spotykanych) charakterów. „Ludzie, ludzie…” to ci, którzy na co dzień zajmują się psuciem nastroju i utrudnianiem życia innym, to ci, przez których rozpadają się związki, to ci, którym nie da się dogodzić. Woydyłło wie, że takich każdy z odbiorców ma w swoim otoczeniu i potrafi bezbłędnie wskazać. Ale też przewrotnie sugeruje autorka, że może część opisów odnosić się będzie do samych czytelników. Spojrzenie na siebie z dystansu – odbicie wizerunku z lekkim wyolbrzymieniem to cenna lekcja społeczna.

„Ludzie, ludzie…” to zbiór felietonów nieco karykaturalizujących rzeczywistość. Tematem każdego tekstu czyni Woydyłło określony typ człowieka, niczym baśniowego czarnego charakteru. Uwypukla dominującą i toksyczną cechę, żeby zwrócić uwagę na problem. I tak pojawiają się tu kłótliwi, obrażalscy, wścibscy czy nieokrzesani, kłamcy, malkontenci i manipulanci. Pojawiają się wampiry energetyczne i ci, którzy nie potrafią się rozstać z żadnym przedmiotem, narcyzy i perfekcjoniści, a także… przyjaciółki cudzych mężów, czyli „te trzecie”, które rozbijają małżeństwa. W paru miejscach autorka nie jest w stanie ukryć osobistego stosunku do określonych wad – chociaż stara się uogólniać, to rodzaj tych uogólnień wskazuje na ślady personalnych doświadczeń (zwłaszcza gdy zaznacza, że konkretny typ spotyka się „zwykle” wśród kobiet lub „zwykle” wśród mężczyzn). Stara się rozbawiać odbiorców – winni zawsze są ci inni, to oni podlegają wyśmianiu, czytelnicy mogą co najwyżej sami zetknąć się z opisywanymi charakterami i po lekturze umieć je już zaklasyfikować. Autorka pokazuje, jak pewne typy zachowa wpływają na międzyludzkie relacje – i już od samych odbiorców zależy, czy potraktują to jako przestrogę dla siebie, czy jako wskazówkę do zachowywania się wobec innych. Prawem felietonów sytuacje są tutaj wyostrzone, mimo że z życia wzięte – chodzi o to, by odbiorcy poznali podstawowe mechanizmy problematycznych postaw.

Woydyłło dba o rozrywkę czytelników. Chociaż zajmuje się tematami trudnymi, nierzadko bolesnymi (nie może przecież wykluczyć takich wydarzeń w życiu odbiorców), wybiera lekki ton. Szybko charakteryzuje kolejne postawy, nie zagłębia się w psychologiczne analizy. Raczej dzieli się obserwacjami, żeby zdefiniować wybrane słabości, niż usiłuje uzyskać pełne definicje. To, co proponuje czytelnikom, wystarcza do zrozumienia międzyludzkich relacji i powodów niesnasek – a stąd już prosta droga do ewentualnego naprawiania błędów. Po tej lekturze wzrosnąć może świadomość społeczna. „Ludzie, ludzie” zadziała jak szczepionka. Odbiorcy, uprzedzeni co do toksyczności wybranych zachowań, przestaną przykładać do nich (u innych) wagę, a tym samym nie będą się już przejmować złymi nastrojami. Z autoanalizami będzie trudniej, bo wiadomo, że nikt nie przypisze sobie po przeczytaniu tej książki negatywnych i celowo eksponowanych cech. Ewa Woydyłło pokazuje jednak, jak reagować na psujące nastrój typy – a to oznacza sporą korzyść z wydawałoby się rozrywkowej lektury psychologicznej.

Felietony w tej książce są dość krótkie, zmieściło się tu zatem całkiem sporo opisów i zjawisk z codziennego życia. „Ludzie, ludzie” jest jak zwierciadło, w którym odbijają się przede wszystkim wymagające metamorfozy charaktery – u tej autorki spotykają się ludzie trudni. Tacy, z którymi nie można się czasami porozumieć. Tacy, którzy swoim postępowaniem burzą spokój innych. Tu nieważne są przyczyny, tu liczy się skutek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com