* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Deary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Deary. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 marca 2021

Terry Deary: Narwani Normanowie

Harperkids, Warszawa 2021.

Okrucieństwa

Od trzynastego wieku nie mówi się o Normanach, tylko o Anglikach lub Francuzach. I to dla najmłodszych będzie dość ważna zachęta do czytania tomiku "Narwani Normanowie". Ale jeśli już na pierwszych stronach pojawia się "Waleczny Wiluś" (naturalnie Wilhelm I Zdobywca), nie da się opuścić lektury, uzupełnienia do lekcji historii. Terry Deary wie, jak zaintrygować dzieci - przekonuje je do czytania ogromem brutalności połączonym z ironią i wyśmiewaniem wszystkiego. Posługuje się czarnym humorem, żeby wyostrzyć wydarzenia. Zdaje sobie świetnie sprawę z tego, że w ten sposób wpłynie na zapamiętywanie faktów i obyczajowości przez młodych odbiorców. Ironią zapewni sobie uważność. Czytelnicy będą śmiać się z pomysłów autora - on tymczasem przerabia dane z historii na relację komiksową i pełną dziwactw. "Narwani Normanowie" to kolejna całostka, która ma walory edukacyjne, a przyciąga dzieci do lektury rozrywkowością. Żaden nauczyciel nie zdecydowałby się na prowadzenie opowieści w taki sposób jak Terry Deary: z dystansem i ucieczką od współczucia. Każdy może tu zginąć w męczarniach - a odbiorców autor tym wyłącznie rozśmieszy. Wykorzystuje umiejętnie Deary wygłup jako podstawę swoich wykładów. Dodaje też zmiany form, wprowadza listy, quizy albo komiksy. Ważne, żeby krótkie formy dawało się łatwo spuentować. Jeśli któraś informacja o zgonie z dalekiej przeszłości do tego się nadaje, Terry Deary wprowadza ją jako poradę (najlepiej ćwiczyć na belfrach, ale nie jest to konieczne).

Do lektury trzeba zatem zrezygnować z poprawności politycznej i z brania na poważnie prezentowanych treści. Terry Deary cieszy się z możliwości przerobienia wiadomości na satyrę i czarny humor. Dzięki takiemu podejściu zadziała na pamięć młodych czytelników i na ich spostrzegawczość. Zapewne co bardziej konserwatywni mogliby się zastanawiać nad tym, czy podobne treści nie zdemoralizują dzieci - nie ulega jednak wątpliwości, że Terry Deary przyciąga kolejne grupy czytelników. "Narwani Normanowie" to książka, w której nie istnieją niespodziewane treści: autor wykorzystuje to, co się już sprawdziło i co powoduje, że dzieci mogą zainteresować się historią. Zgryźliwe komentarze dotyczące przodków to powód do śmiechu - a śmiech jest najlepszą gwarancją mnemotechniki. Udaje się autorowi wpłynąć na odbiorców, zachęcić ich do samodzielnego wyciągania wniosków i do budowania sieci skojarzeń. Dzięki temu łatwiej im będzie uczyć się historii z podręczników. Tu nie ma podręcznikowej nudy, jest za to zabawa, wciąż na nowo odkrywane nonsensy i zjawiska zasługujące na krytykę. Terry Deary potrafi być bezlitosny wobec ludzi z przeszłości, jeśli przydarza im się coś, co trudno sobie w dzisiejszych czasach wyobrazić, natychmiast zyskają dodatkowy prześmiewczy komentarz. Taka narracja - odsunięta od szkolnej - przyczynia się do zwiększenia zainteresowania całą serią Strrraszna historia. Młodzi ludzie mogą być zachwyceni rozwiązaniami, które Terry Deary w każdej ze swoich książek stosuje - proponuje on edukację w nietypowym stylu.

niedziela, 21 marca 2021

Terry Deary: Ci koszmarni Celtowie

Harperkids, Warszawa 2021.

Skrót w historii

Terry Deary z wielką wprawą prezentuje czytelnikom to, co w historii warte zapamiętania i co jest potrzebne, żeby móc przyswajać często zbyt lakonicznie prezentowane informacje z podręczników szkolnych. Strrraszna historia to seria, która cieszy się wielkim uznaniem wśród młodych odbiorców - a to za sprawą bezkompromisowości i burzenia schematów w myśleniu o przeszłości. Terry Deady nie próbuje nawet eufemizować tego, co złe, podłe, przykre albo krwawe - im więcej tego typu tematów, tym lepiej dla narracji: autor będzie je bowiem wybijać na pierwszy plan i analizować tak, by na pewno zadziałały na wyobraźnię młodych odbiorców. Liczy się tu bowiem rubaszny śmiech i ostra satyra, bezlitośnie wyśmiewane błędy oraz dystans. Takiego języka nie wybierają zwykle nauczyciele historii - kojarzeni z nobliwością i poprawnością polityczną. Dlatego też Strrraszna historia tak bardzo zapada dzieciom w pamięć. "Ci koszmarni Celtowie" to kolejna publikacja w coraz bardziej rozbudowywanym cyklu. Autor decyduje się na podążanie stałym szlakiem: wprowadza na początku kalendarium, które będzie wygodną wskazówką dla odbiorców. Pokazuje legendy i wierzenia, przyciąga motywem śmierci albo wizjami wojen z przeszłości. Nie zamyka oczu wszędzie tam, gdzie istnieje strach, cierpienie i ból - i umiejętnie te motywy wyśmiewa. Zależy mu bowiem przede wszystkim na mnemotechnice, jest świadomy tego, jak bardzo komizm wpływa na zapamiętywanie. Drwi sobie bez końca z bohaterów z przeszłości, z ich decyzji oraz przekonań, które dzisiaj nie miałyby racji bytu. Część tematów zamienia na opowieść klasyczną, drugą część zamyka w komiksach. Eksponuje zawsze bezradność bohaterów wobec zagrożeń. Jeśli to tylko możliwe, akcentuje bezsensowne działania, absurdalne decyzje i podejścia, które nie miały szansy na powodzenie, a mimo to zostały wprowadzone w życie. Widmo błędów popełnianych przez ludzi w historii to coś, co nadaje ton całej narracji - i co przyciąga dzieci do lektury. Nic tak nie cieszy jak krzywda bliźniego - z tej zasady Terry Deary wychodzi, uciekając od współczucia dla postaci. Robi to bardzo świadomie i równocześnie - z wielką znajomością psychiki dzieci. Wie, że dystans czasowy sprawi, że nikt nie zarzuci mu bezduszności: ofiary z dawnych wieków wcale nie budzą grozy ani litości. Dzięki temu, że "Ci koszmarni Celtowie" są książką pozbawioną empatii w planie relacji z bohaterami, odbiorcy będą lepiej przyswajać podawane tu wiadomości. A jeśli zdecydują się podzielić informacjami lub konstrukcjami żartów ze swoimi kolegami - tym lepiej, dzięki temu bowiem powtórzą wiadomości i utrwalą je sobie. "Ci koszmarni Celtowie" to przegląd osiągnięć Celtów, ale także problemów i tarapatów, w jakie w historii wpadali. Terry Deary sprawia wrażenie ubawionego tematem. Pod koniec tomu przygotowuje też dla dzieci szereg quizów, a kiedy podaje poprawne odpowiedzi - to razem z wyjaśnieniami, tak, żeby jeszcze lepiej zapisały się w pamięci młodych czytelników uwagi autora. "Ci koszmarni Celtowie" to sposób na bezbolesne i przyjemne przyswajanie historii - nie ma tu rutyny ani dorosłego podejścia, nie ma komentarzy, które zostałyby przepuszczone przez filtr poprawności politycznej - i dzięki temu odbiorcy łatwo przekonają się do książki. Terry Deary wiele razy udowodnił, że ma rację i że taka postawa procentuje.

sobota, 20 czerwca 2020

Terry Deary: Strrraszna historia. Krwawe rewolucje

Egmont, Warszawa 2020.

Zamachy

Terry Deary nie ustaje w prezentowaniu młodym odbiorcom ciemnych a nawet mrocznych stron historii. „Krwawe rewolucje” to kolejna publikacja w cyklu Strrraszna historia. Autor przemierza wieki, żeby sprawdzić, jakich sposobów imali się ludzie, żeby przejąć władzę albo rozprawić się z niechcianymi władcami. Ta książka to relacja komiksowa – po tę formę Terry Deary i Phillip Reeve sięgali jeszcze zanim gatunek stał się popularny. Teraz służy im do popularyzowania wiedzy czy eksponowania najbardziej krwawych momentów w dziejach. Na początku autor wprowadza rozróżnienie między rebelią i rewolucją – i to tak, że odbiorcy nie będą mieli wątpliwości w tej kwestii. Humor – a często i czarny humor – to następna metoda wspomagająca wyjaśnienia czy zapamiętywanie. Później już będą tu wykorzystywane konkretne sytuacje oraz postacie. Wszystko dobrane tak, żeby jak najłatwiej było powiązać wiadomości i rozrywkę. Deary traktuje odbiorców z powagą w tym sensie, że podaje im naprawdę dużo informacji. Ale sięga po żarty młodzieżowe, rubaszny i niski humor, często tabuizowany wśród dorosłych. Tutaj nie ma milczenia w niewygodnych momentach, nie ma też mowy o świętościach, wszystko da się skrytykować i wyśmiać.

Ale w „Krwawych rewolucjach” to nie przywoływanie elementów historii i krwawych wydarzeń najbardziej podziała na czytelników. Terry Deary nie tylko bawi się przerabianiem informacji na satyryczne popisy. Przede wszystkim uczy odbiorców samodzielnego myślenia. Czyni to przez rozbudowany system quizów, zagadek, testów, pytań i odpowiedzi. Chce, żeby czytelnicy robili użytek zarówno ze zgromadzonych wiadomości, jak i z umiejętności dedukcji. Poza tym – oczywiście – specjalnie ich rozśmiesza, myli tropy albo wprowadza absurd, żeby pokazać, że prawdziwa historia też bywa absurdalna, a już na pewno przekracza wyobrażenia. W „Krwawych rewolucjach” nie ma miejsca na szkolne wykłady – tu musi się wiele dziać. Testowanie wiedzy to nie wszystko, bo przecież Terry Deary musi przedstawiać wydarzenia i ich konsekwencje – oraz znaczenie dla kolejnych wieków. Charakterystyczne dla całej serii jest również nadawanie tempa opowieściom. Autor celowo i często zmienia formy. Czasami wykorzystuje brykowe wyliczenia i kalendaria. Znacznie częściej posługuje się fikcyjnymi dokumentami i parodiami gatunków prasowych czy listów. Narracja przetykana jest rysunkami satyrycznymi – bezpośrednio odnoszącymi się do omawianych wydarzeń. To jednak ilustracje, które naświetlają lub podkreślają absurdy decyzji politycznych. Przypominają te obrazki dowcipy uczniów – zmęczonych przyswajaniem materiału – to swobodne wariacje na tematy historyczne. Deary preferuje humor ostry i kąśliwy, lubi też zaskakiwać i prowokować. Nie podejmuje przy tym stylistyki pop, chociaż tak by się mogło wydawać po opisach książki. „Krwawe rewolucje” to spora dawka wiedzy ubranej w kostium wygłupów. W całym cyklu liczy się prześmiewczość, ale też przygotowanie informacji. Terry Deary przekazuje odbiorcom cały zestaw danych i wskazuje, jak można podchodzić do interpretowania przeszłości, zwłaszcza kiedy chce się nauczyć wyciągania wniosków i kojarzenia faktów. Zestaw wiadomości liczy się mniej niż wykorzystanie ich interpretacji do cennej lekcji. Autor w tym cyklu sięga po motyw krwawych zbrodni – wybiera tematy sensacyjne i najbardziej nośne jeśli chodzi o budzenie zainteresowania czytelników, zwłaszcza młodzieży. Nie pierwszy raz Deary tłumaczy mechanizmy funkcjonowania w dziejach – i wybrana przez niego strategia doskonale się sprawdza. Nie chodzi przecież o dokonywanie precyzyjnych analiz historycznych, a o pokazanie odbiorcom, jak traktować fakty.

sobota, 4 maja 2019

Terry Deary: Ci odjazdowi jaskiniowcy

Egmont, Warszawa 2019.

Prahumor

Od dawna już ten autor proponuje zabawę i ironię, żeby przekonać najmłodszych do uczenia się historii. Rezygnuje z podręczników i konwencji na rzecz wygłupów, uwodzi młodych odbiorców tym, co niegrzeczne (przynajmniej z pozoru). Odwołuje się Terry Deary do tego, czego nie mówią nauczyciele na lekcjach historii – i jest bardzo przekonujący. Wyszukuje ciekawostki i anegdoty – a fakty po prostu opatruje odpowiednim sarkastycznym komentarzem. Nieobojętna narracja zapewnia zaangażowanie czytelników. Terry Deary na tym nie poprzestaje, dalej urozmaica opowieść – zmienia jej formę, wprowadza zestaw zagadek lub twierdzeń na przemian prawdziwych i fałszywych, żeby potem móc wyjaśniać sensacje. Buduje napięcie, bo wie, że tylko na dużych emocjach może wygrać podawane wiadomości – nawet odpornym na wiedzę. Autor, który kiedyś zasłynął krwawymi komiksami, proponuje całą serię popularyzującą naukę. „Ci odjazdowi jaskiniowcy” to zaledwie wycinek przeszłości.

Bezustannie Deary zderza teraźniejszość i prehistorię, zachowuje się, jakby był przekonany, że jego czytelnicy wierzą w hipermarkety i smartfony w czasach jaskiniowców, a takie połączenia wypadają najbardziej komicznie. Opiera się na nich autor przez dużą część tekstu – albo sięga po ostre komentarze, puenty na prawach satyrycznych. Chodzi o to, żeby jak najdalej odejść od nudnych wykładów i uświadomić często zbuntowanym już odbiorcom, że nauką można się bawić i wygłupiać. Deary szuka w pierwszej kolejności prostych sensacji, tego, co krwawe, okrutne, czarnohumorowe, bezwzględne. Im głupiej ktoś traci życie – tym lepiej dla narracji. Im większe błędy popełnia (co widać dopiero z perspektywy czasu), tym bardziej ucieszy czytelników. A uradowani niewyszukanymi dowcipami zostaną przy książce – i zaczną z czasem doceniać również ironię i bardziej subtelne zabawy autora. Ten nie ustaje w wysiłkach prowadzących do rozśmieszania.

Jest tu kalendarium wydarzeń sprzed tysięcy lat, są obrzydliwe przepisy kulinarne, imitacje artykułów prasowych, zbiory zasad, testy na sprawdzenie wiedzy nauczycieli (niby nikt tu nie zaryzykuje, ale – można). Do tego – drobne komiksy, czyli połączenie, które w ostatnich latach zrobiło furorę na rynku literatury czwartej. Dzieci uczą się nawet mumifikować zwłoki (i taki poradnik się tu znajdzie). Terry Deary dąży do tego, żeby przekuwać na żart każdą informację – i całkiem dobrze mu to wychodzi. Portretuje jaskiniowców (czasami w formie odkrywanych współcześnie szczątków, które aż się proszą o własną historię), odwołuje się do pracy archeologów, odnotowuje odkrywców. To, co już o jaskiniowcach wiadomo, zamienia w wartką relację. To, czego nie wiadomo – zmyśli lub zasugeruje tak, żeby opowieść nie traciła impetu. Nie ulega wątpliwości, że przyciągnie do historii młodych odbiorców – i że uświadomi im jedno – historia to nie tylko zbiór nudnych dat. Kto lubi czarny humor i odchodzenie od rutyny, ten tomikiem będzie zachwycony. Czasami przydaje się takie podejście – z dystansem i kreatywne. Nieprzypadkowo Terry Deary na rynku literatury młodzieżowej od dawna robi furorę. Jest w pierwszej kolejności satyrykiem, w drugiej dopiero – historykiem. Jaskiniowcy dostarczą wielu niespodzianek.