* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna Drzewicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna Drzewicka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 maja 2022

Justyna Drzewicka: Hotel spełnionych marzeń

W.A.B., Warszawa 2022.

Ratunek

Nie każdy wchodzi w posiadanie zamku. Nie każdy decyduje się na tak ogromną inwestycję bez wyraźnych planów i możliwości. Jednak Anka popełnia typowy błąd zakochanej kobiety: kiedy narzeczony przekonuje ją, by kupiła Grodzisko, zapożycza się i przenosi na prowincję, chociaż uwielbia życie w wielkim mieście. Dość szybko Krzysztof pokazuje swoje prawdziwe oblicze i kończy związek - Anka zostaje z Grodziskiem i ekipą, która pomaga w prowadzeniu posiadłości. Najchętniej sprzedałaby zamek, żeby pozbyć się problemu - ale jedyny, który chciałby go kupić, to Krzysztof - a to już mocno podejrzane. "Hotel spełnionych marzeń" wydaje się w planie osi fabularnej dość stereotypową historią. Spodoba się jednak czytelniczkom, które szukają schronienia w literaturze obyczajowej i lubią podbarwione romansowo historie. Anka jako szefowa i menadżerka hotelu próbuje zadbać o dobre samopoczucie gości: z tymi, którzy w krytycznym momencie do Grodziska przyjechali, łatwo się zaprzyjaźnić, wbrew wszelkim regułom budowania relacji. Jest tu starsze małżeństwo - para, która mimo problemów zdrowotnych nie przestała się kochać, jest zwariowana na punkcie energii Ziemi globtroterka, która nigdzie nie może znaleźć swojego miejsca i nie zostaje na dłużej w żadnym kraju. Jest też znany pisarz, człowiek, który przybywa do Grodziska w poszukiwaniu spokoju i natchnienia - i tutaj tworzy najlepsze rozdziały powieści, która przyniesie mu jeszcze większy sukces. Galerię postaci uzupełniają pracownicy zamku: również tu znajdują się ludzie po przejściach, ale wyczuleni na krzywdy innych, wrażliwi i gotowi pospieszyć z pomocą, gdy tylko trzeba. W efekcie Grodzisko staje się przystanią i receptą na różne problemy. Z wyjątkiem tych finansowych - Anka musi sama radzić sobie z utrzymaniem olbrzymiej posiadłości - a nie wie jeszcze, czy ze swojej stałej pracy nie zostanie zwolniona, bo trwa właśnie reorganizacja w korporacji. Bohaterka jest silną i samodzielną kobietą, ale tęskni też za bliskością. Kiedy pojawia się możliwość seksualnego spełnienia, wdaje się w relację bez przyszłości - a później, oczywiście, cierpi. Jednak na tym jej nowe przeżycia sercowe skończyć się nie mogą. W "Hotelu spełnionych marzeń" miłość przybiera przeróżne oblicza: raz to przywiązanie i oddanie, raz - wielka przyjaźń, w której mieści się też troska i czułość. Justyna Drzewicka stara się na różne sposoby pokazać czytelniczkom, że nie wolno tracić nadziei na poprawę losu. Podsuwa im spełnianie śmiałych marzeń, przypomina, że nawet jeśli rzeczywistość przynosi wiele rozczarowań, nie można się na nią zamykać - bo tylko wtedy da się znaleźć rozwiązania codziennych problemów. "Hotel spełnionych marzeń" to książka, którą przyjemnie się czyta. Stworzona dla relaksu, przyciągnie odbiorczynie, które cenią sobie sprawdzony schemat: wyprowadzkę na prowincję, nową miłość i życzliwych ludzi wokół - Justyna Drzewicka przynosi czytelniczkom to, czego pragną od odprężających i krzepiących ciepłych obyczajówek. Nie można się zżymać na przewidywalność w tej opowieści - chodzi tu przecież o realizowanie znanego scenariusza. A z tym Justyna Drzewicka nieźle sobie radzi. Nie zmęczy zatem nikogo, kto potrzebuje pocieszenia i literackiego azylu.

sobota, 18 kwietnia 2020

Justyna Drzewicka: Ratownicy czasu. Nad wodami Nilu

Jaguar, Warszawa 2020.

Przygoda przed wiekami

Nie ulega wątpliwości, że seria Justyny Drzewickiej Ratownicy czasu do młodych czytelników trafi – będzie mogła funkcjonować podobnie jak kiedyś przygody Tomka Wilmowskiego, to znaczy dostarczając jednocześnie trzymającej w napięciu fabuły i wiadomości, które wykraczają daleko poza szkolny program. Jeśli jednak ktoś z grupy docelowej zajrzy do tomu „Nad wodami Nilu”, raczej nie będzie się chciał zagłębiać w papierowy świat wykreowany przez autorkę. Bo Justyna Drzewicka bardzo przejmuje się swoją rolą jako nauczycielki starożytności – i przekazywaniu wiadomości podporządkowuje wydarzenia. Nie jest w stanie stworzyć pełnokrwistych postaci, nie wyposaża ich w odczucia i emocje, każe po prostu mechanicznie działać i wtedy nawet kot-niekot nie pomoże w ocieplaniu atmosfery. Owszem, bywa, że ktoś musi się przełamać, że potrzebuje odrzucenia tego, czego się nauczył w swoich czasach, żeby pomóc przyjaciołom z kompletnie innej epoki – ale nawet takie sytuacje pozbawione są dynamiki i oczekiwania. Po prostu wiadomo, że zdarzy się to, co autorka starannie sobie zaplanowała – w takim układzie trudno o wywoływanie napięcia. A potencjał historia ma. Dwójka nastolatków, Sara i Daniel, przenoszą się w przeszłość. Chcą, żeby Giulia, ich koleżanka z Bolonii (z piętnastego wieku), która właśnie odzyskuje świadomość, nie przeżyła szoku kulturowego tylko jak najszybciej mogła wrócić do bliskich. Podróże w czasie mają jednak to do siebie, że niekoniecznie kierują śmiałków tam, gdzie trzeba – w efekcie dzieci trafiają do Egiptu wiele wieków przed naszą erą. Tam muszą zmierzyć się z kolejnymi wyzwaniami, zwłaszcza kiedy okaże się, że ktoś dybie na ich życie. Nie pomoże nawet mądry kot z dostępem do zasobu danych. Tu trzeba sprytu, energii i umiejętności podejmowania błyskawicznych decyzji, żeby w ogóle przetrwać. A i to nie jest pewne, skoro wrogowie mogą czaić się wszędzie.

Zamiast przejąć się budowaniem przekonujących charakterów, Justyna Drzewicka stara się wpleść w książkę jak najwięcej informacji. Mnoży przypisy i wyjaśnienia, ale nie tylko na marginesie strony: również w rozmowach i codziennych perypetiach roi się od komentarzy edukacyjnych. Kto da się wciągnąć w sensacyjną fabułę – wygra, bo nie będzie miał problemu z zapamiętaniem natłoku informacji. Kto jednak szukałby w bohaterach odrobiny życia i samoświadomości – może się rozczarować. Do tego autorka przejmuje się bardzo swoją misją edukacyjną i wplata w rozmowy podpowiedzi, jak zachowywać się wobec kobiet, uczy płeć piękną walki o swoje prawa (co objawia się w zwracaniu uwagi na detale nawet w obrębie języka, w ferworze akcji nie powinno to być podstawowym zmartwieniem bohaterów), a kiedy próbuje napisać coś z humorem – wychodzi jej raczej drętwo (zwracanie się do dziewczyny „tytułami” z różnych czasów i przypadkowo wplatanymi w wywód nie należy do najbardziej wyszukanych dowcipów. Justyna Drzewicka pisze poprawnie – i tylko tyle.