* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 sierpnia 2024

Eric-Emmanuel Schmitt: O słoniu, który nikogo nie szanował

Media Rodzina, Poznań 2024.

Empatia

To wszystko wydaje się oczywiste dla dorosłych, ale dzieciom może sprawiać olbrzymie problemy i niekoniecznie jest to kwestia złego wychowania - w grę wchodzi całe mnóstwo powodów, dla których dzieci zachowują się niezgodnie z regułami życia społecznego. Eric-Emmanuel Schmitt nie zajmuje się jednak analizą psychologizmów, interesuje go jedynie przekazanie małym czytelnikom prostej prawdy: nie wolno krzywdzić innych, traktować ich bez szacunku czy niszczyć należących do nich rzeczy. Nie wolno, bo każde takie zachowanie rani ich. Ale nie ma o tym pojęcia słoń Sakso. Ten bohater należy do wyjątkowo niegrzecznych: potrzeby innych są dla niego nieważne, Sakso nie sprząta też po swoim jeżu (w tym świecie jeż przyjmuje rolę psa), wyżera zapasy, tak, że jego młodsza siostra nie ma co jeść. Nie zwraca uwagi na przechodniów, których potrafi potrącić, nie mówi nikomu dzień dobry, rezygnuje z wszelkich zasad grzeczności. Sakso nie jest zły: jego po prostu nie interesują inni. I kiedy mama już nie ma pomysłu na to, jak poradzić sobie z krnąbrnym bohaterem, udaje się po pomoc do sowy Minerwy. Ta ma swoje sprytne i magiczne sztuczki, dzięki którym będzie mogła dotrzeć do najmniej chętnego do współpracy słonia.

Sakso musi zostać podzielony na dwie części. Przezroczysty Sakso będzie wpadał w kolejne dusze i serca innych - wrzucany tam przez Minerwę. I w tej wersji będzie też przyjmował wszelkie odczucia i emocje właścicieli ciał, w które został wpasowany. Dostrzeże to, czego zwykły Sakso nie przyjmuje do wiadomości - przekonuje się, jaki ból sprawia jego cielesna wersja wszystkim, o których nie myśli. Dochodzi wręcz do tego, że przezroczysty Sakso zaczyna się wstydzić za zwykłego Sakso - przecież wystarczyłaby odrobina uważności albo dobrej woli, a na pewno - zrozumienie dla innych, żeby nie przysparzać im powodów do smutku. Sakso obserwuje siebie z zewnątrz - a właściwie nie koncentruje się nawet na sobie, bo jego zachowania odbiorcy znają od początku tomiku - zajmuje się natomiast tym, czego nie widać na pierwszy rzut oka, emocjami tych, których Sakso spotyka i którzy mierzą się z jego nieprzemyślanymi działaniami. Słoń przekonuje się, że każdy ma swoje historie i każdy potrzebuje zrozumienia czy wsparcia - Do tej pory nie myślał też o tym, że wyładowywanie energii na rzeczach należących do kogoś innego to nie jest dobre rozwiązanie, bo również owocuje uczuciami zbliżonymi do tych wyzwalających się przy fizycznej krzywdzie. Przerysowuje autor mocno sytuację Sakso, ale to po to, żeby uświadomić dzieciom, jak zachowywać się nie mogą. Nie wnika specjalnie w przyczyny zachowania słonia - jednak bardzo zależy mu na tym, żeby dzieci przyswoiły sobie prostą prawdę o niekrzywdzeniu innych. "O słoniu, który nikogo nie szanował" to publikacja, która wypełniona jest ładnymi ilustracjami Barbary Brun. Prosta historia przynosi istotne przesłanie dla odbiorców - warto sięgnąć po tę lekturę, żeby pokazać odbiorcom zasady obowiązujące w relacjach z innymi.

niedziela, 6 listopada 2022

Eric-Emmanuel Schmitt: O kotku, który bał się wszystkiego

Media Rodzina, Poznań 2022.

Podstęp

Fortunio to kotek, który wszystkiego się boi. Chciałby dokazywać, jak jego starszy brat, ale nie ma odwagi i nie potrafi popisywać się brawurą: wyobraża sobie mnóstwo katastrof, które mogą nastąpić w konsekwencji jego wyczynów. I chociaż dorosłych takie podejście u malucha mogłoby uspokoić, bo przecież Fortunio nie wpakuje się sam w żadne tarapaty - to jednak przynajmniej odrobina odwagi jest jednak w życiu potrzebna, żeby stawiać czoła przeciwnościom losu i zdobyć się na samodzielność. Fortunio jednak o tym nie wie. Tomik "O kotku, który bał się wszystkiego" kierowany jest do najmłodszych - Eric-Emmanuel Schmitt stawia tu na prostą opowiastkę z morałem i przekazem dla kilkulatków. Oto bowiem mały bohater zostaje postawiony przed potężnym wyzwaniem. Fortunio pewnego dnia dostrzega na niebie orła, który może porwać jego siostrę. Biegnie, żeby ją ostrzec: jest za daleko, żeby Pióropuszka go usłyszała, więc prosi o pomoc kolejne zwierzęta, ale one same nie mają zamiaru ryzykować dla obcego kota. Fortunio nie zastanawia się nad sobą i nad lękami - nie ma na to czasu, musi po prostu działać - i dlatego biegnie, ile sił w łapkach. A kiedy orzeł przystępuje do ataku, kotek robi to, co podpowiada mu adrenalina i uczucie do bliskich. Przekonuje się, ile jest wart - ale rozwiązanie z finału opowiastki poznają już mali odbiorcy, którzy kibicowali bohaterowi.

Fortunio to kotek, który ma być przeniesieniem dziecięcych strachów i sytuacji z codzienności: oczywiście nikt nie mierzy się każdego dnia z groźnym drapieżnikiem, ale chodzi tu o umiejętność reagowania, kiedy słabszemu może stać się krzywda. To prawdziwa odwaga - a nie popisywanie się sprawnością czy pomysłami, których nie popierają dorośli. Fortunio zdobywa trochę wiary w siebie i może od tej pory być dumny, że udało mu się pokonać największe obawy przed działaniem w chwili zagrożenia. Przekonuje się, że jest zdolny do wielkich czynów i kiedy tylko wygrywa sam ze sobą - staje się mocny. Nie oznacza to, że będzie natychmiast pakował się w kłopoty i dokazywał ze starszym bratem - nie o taką odwagę autorowi chodzi i starannie wyjaśnia to dzieciom, tak, żeby żaden maluch nie zastanawiał się dłużej nad tym, czym jest odwaga i jak się objawia. Fortunio swoim przykładem dodaje otuchy. Pokazuje, że nawet te dzieci, które przez otoczenie postrzegane są jako bezradne i słabe, mogą w odpowiednim momencie stać się bohaterami. Prosta fabuła i słodkie ilustracje przekonują do czytania najmłodszych (lub - najmłodszym), historyjka dostarcza trochę emocji, ale nie przerazi dzieci, jest stworzona tak, żeby nikogo niepotrzebnie nie męczyć. Fortunio to postać, którą da się polubić i która zachęci odbiorców do zagłębiania się w sowie opowieści - bo w takim cyklu ukazuje się tomik. Klasyczna opowieść przynosi ważne pouczenia dla dzieci - i chociaż dorośli raczej nie będą chcieli takiej lektury sobie powtarzać, najmłodszym przygoda Fortunia może się bardzo spodobać.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Eric-Emmanuel Schmitt: Madame Pylinska i sekret Chopina

Znak, Kraków 2019.

Pasja

Nie trzeba wielkich fabuł, żeby opowiedzieć o pasji silniejszej nad wszystko inne. Eric-Emmanuel Schmitt szuka z czytelnikami związku dzięki muzyce – nieosiągalnemu dla zwykłych śmiertelników pięknu. Bohater jego tomu „Madame Pylinska i sekret Chopina”, Eric traktowany jak alter ego autora, rozkochuje się w muzyce Chopina. Ponieważ chce odtworzyć pierwsze doznanie w związku z obcowaniem z tym rodzajem sztuki, zapisuje się na lekcje fortepianu. Owszem, może technicznie wyćwiczyć czytanie nut, umiejętność grania oraz – nawet – interpretowania muzyki. Ale nie udaje mu się osiągnąć początkowego zachwytu i satysfakcji towarzyszącej słuchaniu Chopina. Kiedy trafia na madame Pylinską, ekscentryczną nauczycielkę gry na fortepianie z Polski, liczy na to, że wszystko się zmieni.

Madame Pylinska nie pasuje do zwykłych wyobrażeń o pedagogach, raczej podporządkowuje się wizerunkowi artystki, która nie zniża się do świata zwykłych ludzi. Pozwala sobie na oryginalność, nie boi się przy tym ośmieszenia, funkcjonuje ponad tym, więc każda postawa będzie jej wybaczona (zresztą na owym wybaczeniu też bohaterce nie zależy). Sama wybiera sobie uczniów, co w czasach konsumpcjonizmu wydaje się nieosiągalną fanaberią. Eric nie przypuszcza nawet, że jego lekcje gry na fortepianie nie będą miały wiele wspólnego z naciskaniem białych i czarnych klawiszy. Madame Pylinska wymaga za to od niego delikatności w zrywaniu kwiatków, leżenia pod fortepianem i wsłuchiwania się w dźwięki całym ciałem albo… uprawiania miłości przed lekcjami. To naturalnie zmienia rytm życia osobistego Erica i otwiera go na zupełnie nowe doznania – ale jest też bardzo nietypowym sposobem na zrozumienie Chopina. Już samo pragnienie Erica, nadające ton jego poszukiwaniom, wiąże go poniekąd z przedziwną starszą kobietą. I on przecież zachowuje się w sposób, który jest obcy konsumpcjonistycznemu społeczeństwu: nikt nie da rady poświęcać własnym marzeniom więcej czasu niż to możliwe, energię kieruje się raczej na pracę zarobkową niż gonienie za mrzonkami. Eric jednak nie ustaje w swoich wysiłkach: musi pojąć, na czym polega muzyka Chopina. Zadania wyznaczane przez nauczycielkę przybliżają go do celu, ale pozwalają również na samopoznanie – to działania, które służą jednemu: zatrzymaniu się w codziennym pośpiechu, nastawieniu na chłonięcie świata różnymi zmysłami. W tym wszystkim Chopin dość często zanika, a czasami tłumaczony jest w ogóle przez inną muzykę – ale przecież nie o niego tak naprawdę tu chodzi, a o realizację marzenia. Eric-Emmanuel Schmitt dzięki temu tworzy opowieść, którą przekona do siebie wrażliwych odbiorców, szukających delikatnych lektur. „Madame Pylinska i sekret Chopina” to książka bardzo mała i o nierozbudowanej fabule – tu nie będzie się działo nic sensacyjnego ani wstrząsającego. Bohater dzięki muzyce odkrywa siebie i świat własnych dążeń, potrafi siebie na nowo zdefiniować – a przy okazji też dowiaduje się, ile jeszcze można zyskać dzięki uważności. I nawet jeśli odbiorcom będzie w tym tomie pobrzmiewać wątek z filmu „Karate Kid” (mistrz Miyagi uczący chłopca ciosów karate bez odwoływania się do samej sztuki walki), nie zepsuje to odbioru całości. Schmitt operuje czytelnymi dla masowej publiczności literackiej wątkami, nie odbiera zabawy, doprawia relację odrobiną humoru. Ale przy tym rejestruje, ile człowiek jest w stanie zrobić, kiedy na czymś mu bardzo zależy – i w tym przemyca prawdę o odbiorcach jako takich. To punkt wspólny dla bohatera i dla czytelników, szansa na odkrywanie siebie. Chopin jest tylko dodatkiem, niezbędnym (i namacalnym) tłem dla drobiazgowej opowieści.