Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.
Urodziny
To zadziwiające, kiedy bohaterowie z literatury czwartej, w założeniu będący z młodymi czytelnikami zaledwie parę chwil, utrzymują się na rynku przez całe dekady. Dwudziestolecie Cwaniaczka to dobry moment, żeby przyjrzeć się kwestii urodzinowych przyjęć – Jeff Kinney ułatwia sobie tym razem zadanie, ogniskując fabułę wokół jednego zasadniczego tematu i zmusza swojego bohatera do przyglądania się różnym przepisom na katastrofę. A ponieważ Greg, gdyby tylko mógł, chętnie zasugerowałby swoim gościom, co sprawiłoby mu prawdziwą przyjemność – ale nie ma na to szans, bo nie pozwala mu na to rzeczywistość i kontrola mamy – nie ustaje w wysiłkach, żeby osiągnąć swój cel okrężnymi drogami. „Pan Porażka” to książka, w której najpierw bohater przygląda się różnym przyjęciom urodzinowym ze swojego dzieciństwa, po to, żeby później przekonać się, że o jego prawdziwych urodzinach mama zapomniała – pochłonięta przygotowaniami do konkursu na ciasto. W erze internetu takie zachowanie nie pozostaje bez kary, anonimowe mamy z forum tropią tę, która ośmieliła się tak skrzywdzić swoją pociechę, a mama Grega, targana wyrzutami sumienia, chce sprawić najlepsze przyjęcie pod słońcem – po czasie.
I tak Greg zajęty jest kombinowaniem, jak zdobyć wyjątkowo rzadką kartę (spieniężenie jej natychmiast rozwiąże jego problemy finansowe, a nie wzbudzi podejrzeń wśród gości urodzinowych), a w międzyczasie snuje retrospekcje o kolejnych porażkach i wpadkach z przyjęć we wcześniejszych latach. Podpowiada odbiorcom nawet, jak wraz z przyjacielem korzystał z przyjęć urodzinowych, na które nie był zaproszony – wszystko po to, żeby bawić. Bo Dziennik Cwaniaczka to seria, która stworzona została dla śmiechu i jest serią gagów podporządkowanych pewnym kluczowym hasłom. Czyta się ją bardzo dobrze dzięki przeplataniu wyznań komiksowymi rysunkami, a także za sprawą akcentów zdaniowych wyznaczanych w rytmie tekstu. To jedna z tych publikacji, które może i nie nauczą dzieci zbyt wiele, za to zapewnią im rozrywkę, jakiej mali odbiorcy potrzebują – i pokażą, że książki można czytać dla przyjemności, relaksu i rozrywki. Chociaż i dorośli, i wydawnictwa często o tym zapominają, Greg – na szczęście – ma się świetnie i może pozwalać na zabijanie czasu i na oderwanie się od rutyny za sprawą szeregu katastrof, które spotykają go w każdej chwili. A ponieważ Jeff Kinney nie odchodzi zbyt daleko od realizmu – jedynie mocno go przerysowuje – śmiech, jakiego dostarcza małym czytelnikom, będzie wiązał się z sytuacjami powszechnie znanymi. W ten sposób Jeff Kinney może spokojnie wykorzystywać stereotypy i sięgać po inspiracje wszędzie tam, gdzie inni autorzy nie widzieliby potencjału twórczego. A sam Greg – chociaż przedstawia się jako nieudacznik i przegryw – radzi sobie całkiem nieźle, biorąc pod uwagę warunki funkcjonowania. „Pan Porażka” to książka stworzona dla śmiechu i ten śmiech odbiorcom będzie przynosić – a przy okazji pozwoli bez napięcia podchodzić do imprez urodzinowych. Przecież zawsze mogło być gorzej.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziennik Cwaniaczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziennik Cwaniaczka. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 kwietnia 2026
środa, 2 kwietnia 2025
Jeff Kinney: Niezły klops
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Rządy
Przygody Grega nikomu nie mogą się znudzić, nie tylko dlatego, że Jeff Kinney jest dla swojego bohatera bezlitosny – ale też ze względu na to, że autor powieści komiksowych bardzo dobrze wyłapuje z rzeczywistości rozmaite absurdy, które następnie naświetla w zabawnych historiach. Dowcip jest tu wszechobecny – i zwykle to dowcip, w którym z głównego bohatera śmieją się wszyscy i bez litości. Mają zresztą powody. Ale tym razem… Tym razem Greg schodzi z widoku, przynajmniej trochę. Bo znacznie lepsze numery wycinają jego krewni. A wszystko przez babcię.
Organizowanie wczasów rodzinnych samo w sobie powinno być zakazane jako prosty przepis na katastrofę: nastoletni bohater o tym wie, a jednak nie do końca może zaprotestować, kiedy jego mama wymyśla spęd dla bliskich. Wzorem babci, chce mieć wszystkich przy sobie – żeby móc się z nimi dogadać, albo… mieć ich na oku. Gregowi pozostaje tylko obserwować, a w odpowiednim momencie usunąć się z horyzontu. Co – oczywiście – nie jest możliwe. „Niezły klops” to wakacyjna historia o szalonym biegu wydarzeń. Jeff Kinney bawi się tu przede wszystkim satyrą na starsze pokolenie, które nie potrafi się między sobą dogadać. Ciotki przy każdym posiłku są w stanie wrócić do wydarzeń sprzed dekad, żeby tylko wytykać sobie nawzajem błędy i tkwić w zadawnionych konfliktach. Wszystkim zależy na tym, żeby pokazać się w jak najlepszym świetle – tyle tylko, że nieprzewidziane wydarzenia eksponują słabości charakteru. I na tych właśnie słabościach opiera się komizm charakterów w książce „Niezły klops”. Odbiorcy będą tu mieli sporo radości – ale mogą też docenić trafność spostrzeżeń autora, który wyrywa się poza szkolną społeczność i tamtejsze zasady, żeby uświadomić czytelnikom, że dorosłość wcale nie jest wolna od problemów. Nad wszystkim unosi się sekret władzy. Sekret władzy to tajemnica babci – to ona trzęsie całą rodziną, co bezbłędnie wyłapuje Greg. Może uda się odkryć, jakim sposobem jej to wychodzi?
W tej książce dowcip podbijany jest różnymi metodami: czasem wiąże się z puentami podawanymi w fabule, czasem z rysunkowymi podsumowaniami akcji – ważne, że odbiorcy otrzymują tu śmiech pod różnymi postaciami i nigdy nie mogą być pewni, jaką puentę autor zaproponuje. To dzięki śmiechowi seria ma się tak dobrze i rozwija się z kolejną historią. Dziennik Cwaniaczka to rzeczywiście propozycja, która może przyciągnąć nieczytających z zasady młodszych nastolatków do lektur łamiących konwencję i wpisujących się w nurt prześmiewczych narracji. Chociaż wiele już przygód Grega na rynku zaistniało, dzięki zmianom otoczenia autor nie będzie nudzić młodych czytelników – zaproponuje im kolejną podróż w świat bliski, a jednocześnie wyśmiewany, przefiltrowany przez kpinę i zabawę. W tym wszystkim nie ma już znaczenia schematyczność rysunków i ich prostota: to rozwiązanie, które sprawdziło się między innymi w komiksach o Dilbercie – tutaj nie osłabia wymowy tomików i pomaga w przyciąganiu kolejnych odbiorców.
Rządy
Przygody Grega nikomu nie mogą się znudzić, nie tylko dlatego, że Jeff Kinney jest dla swojego bohatera bezlitosny – ale też ze względu na to, że autor powieści komiksowych bardzo dobrze wyłapuje z rzeczywistości rozmaite absurdy, które następnie naświetla w zabawnych historiach. Dowcip jest tu wszechobecny – i zwykle to dowcip, w którym z głównego bohatera śmieją się wszyscy i bez litości. Mają zresztą powody. Ale tym razem… Tym razem Greg schodzi z widoku, przynajmniej trochę. Bo znacznie lepsze numery wycinają jego krewni. A wszystko przez babcię.
Organizowanie wczasów rodzinnych samo w sobie powinno być zakazane jako prosty przepis na katastrofę: nastoletni bohater o tym wie, a jednak nie do końca może zaprotestować, kiedy jego mama wymyśla spęd dla bliskich. Wzorem babci, chce mieć wszystkich przy sobie – żeby móc się z nimi dogadać, albo… mieć ich na oku. Gregowi pozostaje tylko obserwować, a w odpowiednim momencie usunąć się z horyzontu. Co – oczywiście – nie jest możliwe. „Niezły klops” to wakacyjna historia o szalonym biegu wydarzeń. Jeff Kinney bawi się tu przede wszystkim satyrą na starsze pokolenie, które nie potrafi się między sobą dogadać. Ciotki przy każdym posiłku są w stanie wrócić do wydarzeń sprzed dekad, żeby tylko wytykać sobie nawzajem błędy i tkwić w zadawnionych konfliktach. Wszystkim zależy na tym, żeby pokazać się w jak najlepszym świetle – tyle tylko, że nieprzewidziane wydarzenia eksponują słabości charakteru. I na tych właśnie słabościach opiera się komizm charakterów w książce „Niezły klops”. Odbiorcy będą tu mieli sporo radości – ale mogą też docenić trafność spostrzeżeń autora, który wyrywa się poza szkolną społeczność i tamtejsze zasady, żeby uświadomić czytelnikom, że dorosłość wcale nie jest wolna od problemów. Nad wszystkim unosi się sekret władzy. Sekret władzy to tajemnica babci – to ona trzęsie całą rodziną, co bezbłędnie wyłapuje Greg. Może uda się odkryć, jakim sposobem jej to wychodzi?
W tej książce dowcip podbijany jest różnymi metodami: czasem wiąże się z puentami podawanymi w fabule, czasem z rysunkowymi podsumowaniami akcji – ważne, że odbiorcy otrzymują tu śmiech pod różnymi postaciami i nigdy nie mogą być pewni, jaką puentę autor zaproponuje. To dzięki śmiechowi seria ma się tak dobrze i rozwija się z kolejną historią. Dziennik Cwaniaczka to rzeczywiście propozycja, która może przyciągnąć nieczytających z zasady młodszych nastolatków do lektur łamiących konwencję i wpisujących się w nurt prześmiewczych narracji. Chociaż wiele już przygód Grega na rynku zaistniało, dzięki zmianom otoczenia autor nie będzie nudzić młodych czytelników – zaproponuje im kolejną podróż w świat bliski, a jednocześnie wyśmiewany, przefiltrowany przez kpinę i zabawę. W tym wszystkim nie ma już znaczenia schematyczność rysunków i ich prostota: to rozwiązanie, które sprawdziło się między innymi w komiksach o Dilbercie – tutaj nie osłabia wymowy tomików i pomaga w przyciąganiu kolejnych odbiorców.
środa, 20 marca 2024
Jeff Kinney: Dziennik Cwaniaczka. Główka pracuje
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Upadek
Greg ma powody do niepokoju. Szkoła, do której chodzi, przeżywa kryzys – i to kryzys potężny. Dzieciaki nie chcą się uczyć, ale zaraz będą musiały przysiąść nad książkami, żeby zdać pewien ważny test. Od wyników tego testu zależy ich przyszłość… chyba że po drodze przytrafi się nieoczekiwany kryzys (oczywiście że się przytrafi). Gimnazjum Grega wpada w tarapaty finansowe i nie pomagają żadne racjonalne i irracjonalne sposoby rozwiązania problemu – oklejenie wszystkich możliwych płaszczyzn reklamami czy zmiana imienia i maskotki szkolnej na to, co zaproponują sponsorzy. Uczniowie trafią do najbliższych placówek – gimnazjum, które jest spełnieniem marzeń każdego nastolatka i gimnazjum, którego poziom jest jeszcze gorszy niż poziom szkoły Grega. Połowa kolegów Grega stanie się zatem szczęśliwcami, a druga połowa… niekoniecznie. W dodatku przydział jest odgórny i nie można go zmienić, chyba że zmieni się sam. Zamieszanie robi się olbrzymie, a działania bohatera mogą je tylko potęgować.
Greg w każdej sytuacji szuka pozytywów, mimo okoliczności stara się cieszyć wszystkim – jest w stanie dostrzec okazję w momencie przejścia do nowej szkoły (zwłaszcza kiedy stara zaskakuje go na każdym kroku rozwiązaniami niecodziennymi, na przykład tajnym skrótem w ścianie szafki). Z tym bohaterem nie można się nudzić, bo też i Greg bez przerwy doświadcza czegoś innego. Relacjonuje swoje przygody dynamicznie: nie zatrzymuje się na dłużej nad żadnym wydarzeniem, z czasem co najwyżej może pokazać efekty działań, o których czytelnicy już nie pamiętają. Bo rzeczywiście ukryte powiązania w ramach fabuły są szansą na dodatkową rozrywkę. Greg przedstawia zwyczajne (czyli w wersji powieści komiksowej mocno podkoloryzowane) życie nastolatka, nie szczędząc odbiorcom szczegółów na temat kolejnych porażek. Katastrofy, jakie go spotykają, doprowadzane są na skraj absurdu – i to podstawowy czynnik rozśmieszający odbiorców. Greg nie musi opisywać wszystkiego, stąd zresztą zawrotne tempo opowieści: podprowadza pod zagadnienie, żeby odbiorcy wiedzieli, co jest grane – a następnie przechodzi na puenty rysunkowe. Proste i szybkie szkice pokazują kwintesencję dowcipu, nie ma wątpliwości, że intencje autora zostaną właściwie odebrane – a czytelnicy docenią jakość komizmu. Greg potrafi non stop rozśmieszać, nawet kiedy jemu samemu akurat do śmiechu nie jest – to bohater, który ma dystans do swoich problemów, radzi sobie z wyśmiewaniem się z nich i z przekonywaniem czytelników do siebie. To bohater, który da się lubić, nawet jeśli czasami próbuje zapracować sobie na ksywkę.
Tym razem u Grega znowu dzieje się bardzo dużo, a zmiany dotyczą nie tylko bohatera, ale też w równym stopniu jego kolegów (często anonimowych). Pojawiają się też nietypowe wynalazki, na przykład asortyment szkolnego sklepiku – to kolejny powód do radości. Greg gimnazjalne życie zamienia w wielką przygodę, odwracalną – na szczęście. Jest to bohater, który nie boi się podejmowania ryzyka, a czasami zostaje do tego zmuszony – ale nie zamierza przesadnie narzekać na swój los, raczej wykorzystuje go jako bazę do niewymuszonej narracji. Greg daje się lubić – ze wszystkimi swoimi wadami. To postać w sam raz dla tych odbiorców, którzy za czytaniem nie przepadali – seria Dziennik Cwaniaczka przekonuje ich, że warto postawić na lekturę jako sposób spędzania wolnego czasu.
Upadek
Greg ma powody do niepokoju. Szkoła, do której chodzi, przeżywa kryzys – i to kryzys potężny. Dzieciaki nie chcą się uczyć, ale zaraz będą musiały przysiąść nad książkami, żeby zdać pewien ważny test. Od wyników tego testu zależy ich przyszłość… chyba że po drodze przytrafi się nieoczekiwany kryzys (oczywiście że się przytrafi). Gimnazjum Grega wpada w tarapaty finansowe i nie pomagają żadne racjonalne i irracjonalne sposoby rozwiązania problemu – oklejenie wszystkich możliwych płaszczyzn reklamami czy zmiana imienia i maskotki szkolnej na to, co zaproponują sponsorzy. Uczniowie trafią do najbliższych placówek – gimnazjum, które jest spełnieniem marzeń każdego nastolatka i gimnazjum, którego poziom jest jeszcze gorszy niż poziom szkoły Grega. Połowa kolegów Grega stanie się zatem szczęśliwcami, a druga połowa… niekoniecznie. W dodatku przydział jest odgórny i nie można go zmienić, chyba że zmieni się sam. Zamieszanie robi się olbrzymie, a działania bohatera mogą je tylko potęgować.
Greg w każdej sytuacji szuka pozytywów, mimo okoliczności stara się cieszyć wszystkim – jest w stanie dostrzec okazję w momencie przejścia do nowej szkoły (zwłaszcza kiedy stara zaskakuje go na każdym kroku rozwiązaniami niecodziennymi, na przykład tajnym skrótem w ścianie szafki). Z tym bohaterem nie można się nudzić, bo też i Greg bez przerwy doświadcza czegoś innego. Relacjonuje swoje przygody dynamicznie: nie zatrzymuje się na dłużej nad żadnym wydarzeniem, z czasem co najwyżej może pokazać efekty działań, o których czytelnicy już nie pamiętają. Bo rzeczywiście ukryte powiązania w ramach fabuły są szansą na dodatkową rozrywkę. Greg przedstawia zwyczajne (czyli w wersji powieści komiksowej mocno podkoloryzowane) życie nastolatka, nie szczędząc odbiorcom szczegółów na temat kolejnych porażek. Katastrofy, jakie go spotykają, doprowadzane są na skraj absurdu – i to podstawowy czynnik rozśmieszający odbiorców. Greg nie musi opisywać wszystkiego, stąd zresztą zawrotne tempo opowieści: podprowadza pod zagadnienie, żeby odbiorcy wiedzieli, co jest grane – a następnie przechodzi na puenty rysunkowe. Proste i szybkie szkice pokazują kwintesencję dowcipu, nie ma wątpliwości, że intencje autora zostaną właściwie odebrane – a czytelnicy docenią jakość komizmu. Greg potrafi non stop rozśmieszać, nawet kiedy jemu samemu akurat do śmiechu nie jest – to bohater, który ma dystans do swoich problemów, radzi sobie z wyśmiewaniem się z nich i z przekonywaniem czytelników do siebie. To bohater, który da się lubić, nawet jeśli czasami próbuje zapracować sobie na ksywkę.
Tym razem u Grega znowu dzieje się bardzo dużo, a zmiany dotyczą nie tylko bohatera, ale też w równym stopniu jego kolegów (często anonimowych). Pojawiają się też nietypowe wynalazki, na przykład asortyment szkolnego sklepiku – to kolejny powód do radości. Greg gimnazjalne życie zamienia w wielką przygodę, odwracalną – na szczęście. Jest to bohater, który nie boi się podejmowania ryzyka, a czasami zostaje do tego zmuszony – ale nie zamierza przesadnie narzekać na swój los, raczej wykorzystuje go jako bazę do niewymuszonej narracji. Greg daje się lubić – ze wszystkimi swoimi wadami. To postać w sam raz dla tych odbiorców, którzy za czytaniem nie przepadali – seria Dziennik Cwaniaczka przekonuje ich, że warto postawić na lekturę jako sposób spędzania wolnego czasu.
poniedziałek, 28 marca 2022
Jeff Kinney: Dziennik Cwaniaczka. Krótka piłka
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Sporty
Wraca na rynek Cwaniaczek, z kolejną swoją opowieścią. Tym razem mocno tematyzowaną - i nawiązującą do mód wychowawczych. Oto bohater, który przeważnie stara się nie przemęczać, rozpoczyna... karierę sportową. Chociaż to może za dużo powiedziane: Greg zostaje przez mamę zmuszony do gry zespołowej: to ma nie tylko poprawić jego kondycję, ale też wyrobić umiejętności społeczne. Bohater nie jest z tego powodu najszczęśliwszy, próbuje zresztą wymigać się od nowych obowiązków dość kreatywnie. Nie przewidzi jednak, że ktoś chce stworzyć drużynę koszykarską z najgorszych zawodników - tych, którzy nigdy nie trafiliby na boiska u prawdziwych trenerów. Greg ma szansę zatem brać udział w wyjątkowych rozgrywkach. A kiedy trener już się podda, pozostaje jeszcze najwierniejszy kibic i organizator - mama. Od sportu nie ma ucieczki.
"Krótka piłka", kolejna część Dziennika Cwaniaczka, to historia nastawiona na śmiech. Powieść komiksowa, relacja nastolatka, który nie może się przyznać do swoich prawdziwych emocji, za to zmuszony jest do ponoszenia porażek w imię wyższych celów, dostarczy czytelnikom mnóstwo rozrywki. Młody bohater, zwykle najbardziej sprytny w swoim otoczeniu, tym razem staje się ofiarą zapędów dorosłych. Jeff Kinney doskonale wie, czego oczekiwać będą odbiorcy i to im zapewni, przy okazji zwracając uwagę na sens rywalizacji i samej zabawy. Chociaż drużyna Grega bez przerwy przegrywa, nie jest to powód do wyzwalania litości u odbiorców - wywołuje to śmiech i zachęca do kontynuowania lektury. Nie ma tu zbyt wielu komplikacji, a fabuła przypomina scenariusze filmów familijnych - tyle że a rebours. Zresztą Greg zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystko idzie zgodnie z planem. Nawet konkurs dla wszystkich przegrywających oznacza, że na końcu ktoś sukcesu nie odniesie, potwierdzając tylko swoją pozycję absolutnie najgorszej drużyny. Greg nie może się niczym wykazać, ale właśnie tym może obudzić sympatię czyelników. Nastawienie na przegrywanie to źródło komizmu, ale też odświeżający schematy pomysł, który może się młodym odbiorcom bardzo spodobać.
Jak zwykle jest to historia prowadzona w podwójnej narracji. Z jednej strony jest tu Greg, który opowiada o swoich przygodach, z drugiej - przechodzenie na obrazki i komentarze rodem z satyry rysunkowej, kiedy trzeba błyskawicznie skrócić opowieść, wprowadzić puentę albo podkreślić żart. Znacznie łatwiej jest zaprezentować odbiorcom reakcje bohaterów albo niespodzianki, które w opisie znacznie straciłyby na wydźwięku: wszystko momentalnie staje się czytelne i oczywiste. Ten rytm w serii Dziennik Cwaniaczka sprawdza się idealnie i wyznacza trendy w powieściach młodzieżowych - zapewnia lekkość i jednocześnie pozwala na płynne przechodzenie między motywami. Pasuje też do tematyki sportowej - znacznie łatwiej zaprezentować na rysunku nieudany rzut niż komentować go i zmuszać do uruchamiania wyobraźni. Oczywiście ilustracje są naiwne w kresce - celowo upraszczane i przygotowane tak, by wyglądały na tworzone przez nastolatka - to jeszcze bardziej przekonuje odbiorców do książki. Cwaniaczek gwarantuje brak nudy - tu dzieje się dużo i pojawia się cała masa żartów dostosowanych do wieku czytelników - ale Jeff Kinney operuje też ironią i pozwala na przeżywanie przygód razem z młodym bohaterem. Zresztą - kto zna serię, ten wie, że kolejne tomy wciągają, nawet jeśli wyrosło się już ze szkolnych perypetii.
Sporty
Wraca na rynek Cwaniaczek, z kolejną swoją opowieścią. Tym razem mocno tematyzowaną - i nawiązującą do mód wychowawczych. Oto bohater, który przeważnie stara się nie przemęczać, rozpoczyna... karierę sportową. Chociaż to może za dużo powiedziane: Greg zostaje przez mamę zmuszony do gry zespołowej: to ma nie tylko poprawić jego kondycję, ale też wyrobić umiejętności społeczne. Bohater nie jest z tego powodu najszczęśliwszy, próbuje zresztą wymigać się od nowych obowiązków dość kreatywnie. Nie przewidzi jednak, że ktoś chce stworzyć drużynę koszykarską z najgorszych zawodników - tych, którzy nigdy nie trafiliby na boiska u prawdziwych trenerów. Greg ma szansę zatem brać udział w wyjątkowych rozgrywkach. A kiedy trener już się podda, pozostaje jeszcze najwierniejszy kibic i organizator - mama. Od sportu nie ma ucieczki.
"Krótka piłka", kolejna część Dziennika Cwaniaczka, to historia nastawiona na śmiech. Powieść komiksowa, relacja nastolatka, który nie może się przyznać do swoich prawdziwych emocji, za to zmuszony jest do ponoszenia porażek w imię wyższych celów, dostarczy czytelnikom mnóstwo rozrywki. Młody bohater, zwykle najbardziej sprytny w swoim otoczeniu, tym razem staje się ofiarą zapędów dorosłych. Jeff Kinney doskonale wie, czego oczekiwać będą odbiorcy i to im zapewni, przy okazji zwracając uwagę na sens rywalizacji i samej zabawy. Chociaż drużyna Grega bez przerwy przegrywa, nie jest to powód do wyzwalania litości u odbiorców - wywołuje to śmiech i zachęca do kontynuowania lektury. Nie ma tu zbyt wielu komplikacji, a fabuła przypomina scenariusze filmów familijnych - tyle że a rebours. Zresztą Greg zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystko idzie zgodnie z planem. Nawet konkurs dla wszystkich przegrywających oznacza, że na końcu ktoś sukcesu nie odniesie, potwierdzając tylko swoją pozycję absolutnie najgorszej drużyny. Greg nie może się niczym wykazać, ale właśnie tym może obudzić sympatię czyelników. Nastawienie na przegrywanie to źródło komizmu, ale też odświeżający schematy pomysł, który może się młodym odbiorcom bardzo spodobać.
Jak zwykle jest to historia prowadzona w podwójnej narracji. Z jednej strony jest tu Greg, który opowiada o swoich przygodach, z drugiej - przechodzenie na obrazki i komentarze rodem z satyry rysunkowej, kiedy trzeba błyskawicznie skrócić opowieść, wprowadzić puentę albo podkreślić żart. Znacznie łatwiej jest zaprezentować odbiorcom reakcje bohaterów albo niespodzianki, które w opisie znacznie straciłyby na wydźwięku: wszystko momentalnie staje się czytelne i oczywiste. Ten rytm w serii Dziennik Cwaniaczka sprawdza się idealnie i wyznacza trendy w powieściach młodzieżowych - zapewnia lekkość i jednocześnie pozwala na płynne przechodzenie między motywami. Pasuje też do tematyki sportowej - znacznie łatwiej zaprezentować na rysunku nieudany rzut niż komentować go i zmuszać do uruchamiania wyobraźni. Oczywiście ilustracje są naiwne w kresce - celowo upraszczane i przygotowane tak, by wyglądały na tworzone przez nastolatka - to jeszcze bardziej przekonuje odbiorców do książki. Cwaniaczek gwarantuje brak nudy - tu dzieje się dużo i pojawia się cała masa żartów dostosowanych do wieku czytelników - ale Jeff Kinney operuje też ironią i pozwala na przeżywanie przygód razem z młodym bohaterem. Zresztą - kto zna serię, ten wie, że kolejne tomy wciągają, nawet jeśli wyrosło się już ze szkolnych perypetii.
środa, 24 marca 2021
Jeff Kinney: Zupełne dno
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Chaos na kempingu
Jeff Kinney jako wprowadzenie do kolejnej części Dziennika Cwaniaczka wykorzystał siedzenie rodziny w domu, w ciasnej przestrzeni. Oto cała rodzina: mama, tata i troje dzieci (w tym Cwaniaczek, czyli Greg) mieszka w piwnicy u babci. Nie za karę ani z powodu braku pieniędzy: ich dom jest remontowany, a przecież muszą się gdzieś podziać. Męczyliby się razem, bo tata pracuje z domu, a do tego trwają wakacje, gdyby nie przypadek. Oto bowiem wujek porzucił na podjeździe u rodziny swojego kampera: mama widzi w tym szansę na wakacyjną przygodę w starym stylu i na uwolnienie się od przestrzeni, która męczy. "Zupełne dno" to najpierw borykanie się z problemami lokalowymi, później - wyprawa pełna niespodzianek. Greg oczywiście z właściwym sobie sarkazmem relacjonuje wszystko. Nie umyka mu najmniejszy szczegół. Wszystko po to, żeby zachęcić młodych czytelników do śledzenia akcji.
Najpierw przygotowania, później jazda kamperem i szukanie miejsca do zaparkowania (nie zawsze warto wybrzydzać). Wyrwanie się na wolność czasami oznacza jeszcze większe tarapaty niż te w punkcie wyjścia - Jeff Kinney bardzo dobrze odzwierciedla rodzinną katastrofę. Przedstawia następnie perypetie związane z samym pobytem na kempingu. Uciążliwi sąsiedzi sprawiają, że można zastanowić się nad wadami babci i jeszcze raz je przeanalizować. Greg widzi wszystko w czarnych barwach, za to jego mama wykazuje niezwykły w tych okolicznościach entuzjazm. Żąda, żeby wakacje rodzina spędziła razem, pracując nad miłymi wspomnieniami. Nie przejmuje się kompletnie tym, że wszyscy mieli siebie dosyć i chcieli znaleźć odrobinę przestrzeni - tłumaczy, że w przyszłości tym chętniej będzie się wracało do tych wakacji, im bardziej będą rodzinne. Greg jednak pakuje się w rozmaite kłopoty. Poznaje też kolegów, którzy zapewnią mu emocje w starym stylu. Nagle okazuje się, że dawne sposoby spędzania wolnego czasu w gronie rówieśników miały swój urok - i da się go odtworzyć nawet teraz. Wystarczy odpowiednia grupa znajomych z wyobraźnią. "Zupełne dno" to zatem komiksowa powieść wakacyjna - Jeff Kinney wybiera sobie klasykę w temacie, ale realizuje ją w swoim stylu.
Kąśliwy ton zwierzeń Grega spodoba się młodym odbiorcom - to rozwiązanie, które ma przyciągać do książki. Ironia w tomie, podbudowywana jeszcze celnymi rysunkami satyrycznymi, daje szansę rozśmieszania każdego czytelnika. Fani cyklu - a jest ich wielu - wiedzą, czego mogą się spodziewać po przygodach Grega, tu nigdy nic nie idzie zgodnie z planem, a im więcej oczekiwań, tym więcej satyrycznych rozczarowań funduje autor. Greg bawi się dopiero wtedy, gdy zapomina o narzekaniu - a kiedy próbuje pozostawać na uboczu, skupia się na złośliwościach w opisie. Taki styl pozwala czytelnikom na dobrą zabawę nad książką - doprowadza do wybuchów śmiechu i jednocześnie rozwija wyobraźnię. "Zupełne dno" to opowieść dynamiczna i niezwykła, wakacyjna w tonie, wartościowa z uwagi na rozrywkę, którą przynosi. Po raz kolejny Jeff Kinney pokazuje, że ma sporo pomysłów i potrafi z nich stworzyć bardzo dynamiczną akcję.
Chaos na kempingu
Jeff Kinney jako wprowadzenie do kolejnej części Dziennika Cwaniaczka wykorzystał siedzenie rodziny w domu, w ciasnej przestrzeni. Oto cała rodzina: mama, tata i troje dzieci (w tym Cwaniaczek, czyli Greg) mieszka w piwnicy u babci. Nie za karę ani z powodu braku pieniędzy: ich dom jest remontowany, a przecież muszą się gdzieś podziać. Męczyliby się razem, bo tata pracuje z domu, a do tego trwają wakacje, gdyby nie przypadek. Oto bowiem wujek porzucił na podjeździe u rodziny swojego kampera: mama widzi w tym szansę na wakacyjną przygodę w starym stylu i na uwolnienie się od przestrzeni, która męczy. "Zupełne dno" to najpierw borykanie się z problemami lokalowymi, później - wyprawa pełna niespodzianek. Greg oczywiście z właściwym sobie sarkazmem relacjonuje wszystko. Nie umyka mu najmniejszy szczegół. Wszystko po to, żeby zachęcić młodych czytelników do śledzenia akcji.
Najpierw przygotowania, później jazda kamperem i szukanie miejsca do zaparkowania (nie zawsze warto wybrzydzać). Wyrwanie się na wolność czasami oznacza jeszcze większe tarapaty niż te w punkcie wyjścia - Jeff Kinney bardzo dobrze odzwierciedla rodzinną katastrofę. Przedstawia następnie perypetie związane z samym pobytem na kempingu. Uciążliwi sąsiedzi sprawiają, że można zastanowić się nad wadami babci i jeszcze raz je przeanalizować. Greg widzi wszystko w czarnych barwach, za to jego mama wykazuje niezwykły w tych okolicznościach entuzjazm. Żąda, żeby wakacje rodzina spędziła razem, pracując nad miłymi wspomnieniami. Nie przejmuje się kompletnie tym, że wszyscy mieli siebie dosyć i chcieli znaleźć odrobinę przestrzeni - tłumaczy, że w przyszłości tym chętniej będzie się wracało do tych wakacji, im bardziej będą rodzinne. Greg jednak pakuje się w rozmaite kłopoty. Poznaje też kolegów, którzy zapewnią mu emocje w starym stylu. Nagle okazuje się, że dawne sposoby spędzania wolnego czasu w gronie rówieśników miały swój urok - i da się go odtworzyć nawet teraz. Wystarczy odpowiednia grupa znajomych z wyobraźnią. "Zupełne dno" to zatem komiksowa powieść wakacyjna - Jeff Kinney wybiera sobie klasykę w temacie, ale realizuje ją w swoim stylu.
Kąśliwy ton zwierzeń Grega spodoba się młodym odbiorcom - to rozwiązanie, które ma przyciągać do książki. Ironia w tomie, podbudowywana jeszcze celnymi rysunkami satyrycznymi, daje szansę rozśmieszania każdego czytelnika. Fani cyklu - a jest ich wielu - wiedzą, czego mogą się spodziewać po przygodach Grega, tu nigdy nic nie idzie zgodnie z planem, a im więcej oczekiwań, tym więcej satyrycznych rozczarowań funduje autor. Greg bawi się dopiero wtedy, gdy zapomina o narzekaniu - a kiedy próbuje pozostawać na uboczu, skupia się na złośliwościach w opisie. Taki styl pozwala czytelnikom na dobrą zabawę nad książką - doprowadza do wybuchów śmiechu i jednocześnie rozwija wyobraźnię. "Zupełne dno" to opowieść dynamiczna i niezwykła, wakacyjna w tonie, wartościowa z uwagi na rozrywkę, którą przynosi. Po raz kolejny Jeff Kinney pokazuje, że ma sporo pomysłów i potrafi z nich stworzyć bardzo dynamiczną akcję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






