* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bernadette McDonald. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bernadette McDonald. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2021

Bernadette McDonald: 8000 zimą

Agora, Warszawa 2021.

Najwyżej

Bernadette McDonald stworzyła kolejną pozycję z zakresu literatury górskiej - i to pozycję, która na polskim rynku wydawniczym może zostać wyjątkowo dobrze przyjęta z racji tematu. Autorka przygląda się bowiem zimowemu zdobywaniu ośmiotysięczników - a to wyścig, w którym prym wiodą Polacy. Najpierw - Lodowi Wojownicy, później Polski Himalaizm Zimowy, wielkie zwycięstwa (ale i równie wielkie tragedie). Autorka oczywiście wybiera tylko część historii zdobywania ośmiotysięczników (co ciekawe, historia pisze się na oczach odbiorców, zdobycie K2 zimą przez Szerpów to wiadomość zbyt nowa, by mogła wejść do tomu), ale potrafi przekazać ją z pasją i tak, by zaangażować czytelników. Wiele z tych wejść doczekało się już bardziej obszernych omówień w kolejnych biografiach wspinaczy, jednak Bernadette McDonald szuka esencji: proponuje odbiorcom zestaw najsilniejszych emocji i najciekawszych wypraw.

Najpierw wyjaśnia, skąd w ogóle pęd Polaków do zdobywania szczytów i wytyczania nowych tras zimą - znajduje sensowne wyjaśnienie i chociaż dzisiaj himalaistów pchać może tylko tradycja, nie ulega wątpliwości, że rozmach i wyobraźnia wspinaczy biorą się z dokonań poprzednich pokoleń, z czasów, kiedy polskie ekipy nie dysponowały jeszcze "kosmicznym" wyposażeniem. Ośmiotysięczniki zimą to możliwość sprawdzenia własnych możliwości, albo - okazja do wyrównania prywatnych porachunków z górą. Ośmiotysięczniki zimą to dramatyczne scenariusze, historie, w których zejścia są najważniejsze. Niektórzy nie wiedzą, kiedy przerwać atak i wycofać się z góry, inni zawracają, chociaż od szczytu dzieli ich kilkadziesiąt metrów. Bernadette McDonald takie opowieści zbiera, układając z nich relację o poszczególnych górach. Dzięki temu może zarazić czytelników miłością do literatury górskiej, albo przynajmniej zaprosić do dalszego zbierania informacji. Stawia na opowieści dynamiczne i pełne wrażeń, pozwala jeszcze raz przeżywać doświadczenia wspinaczy - nawet te doskonale znane i omówione w mediach. Pomaga pojąć, dlaczego niektórzy wciąż wracają w konkretne miejsca i oddaje hołd tym, którzy w wysokich górach zostali na zawsze. Bernadette McDonald zbiera wszystkie "naj" - interesują ją najbardziej spektakularne wyprawy i sukcesy lub działania ratunkowe. Odnotowuje, kto wszedł najwyżej, kto jako pierwszy zdobył górę zimą i kto nie korzystał przy tym z pomocy. Pojawiają się w tej książce nazwiska doskonale znane fanom literatury górskiej, jednak nowy w stosunku do doskonale znanych relacji jest rytm. Autorka znalazła sposób na wydobycie esencji wspinaczki, udaje jej się przykuć uwagę czytelników i przedstawić skróconą - ale wciąż pasjonującą - historię od pierwszych zimowych wejść po nieudane eskapady na K2. "8000 zimą" może być świetnym wprowadzeniem do literatury górskiej, początkiem ciekawych opowieści. Nie zabraknie tu ani wyznań wspinaczy, naświetlania górskich przyjaźni czy portretów ludzi-legend, nie zabraknie także fotograficznej dokumentacji. Autorka nie traktuje tematu wspinaczki wysokogórskiej jako zbioru oczywistości: mimo olbrzymiej bibliografii - i świadomości, że zwraca się w pierwszej kolejności do fanów tematu - udaje jej się stworzyć książkę dla masowej publiczności.

piątek, 21 września 2018

Bernadette McDonald: Elizabeth Hawley. Strażniczka gór

Agora, Warszawa 2018.

Archiwum

Ta kobieta stała się legendą Himalajów, chociaż nigdy w wysokie góry nie wyszła. Elizabeth Hawley to postać, której biografia uzupełnia półkę z literaturą górską i wyznaniami wspinaczy, których to wyznań na rynku wydawniczym coraz więcej. Bernadette McDonald umiejętnie wykorzystuje boom na ten rodzaj opowieści i przedstawia czytelnikom kobietę, która sama znalazła sobie zawód. Elizabeth Hawley dla zwykłych czytelników praktycznie nie istniała, dla wspinaczy była nieocenioną bazą wiadomości i szansą na potwierdzenie rekordów, których bicie odbywało się bez świadków i dokumentacji. Jeszcze za życia snuto na jej temat rozmaite sensacje, często bez związku z prawdą. Bernadette McDonald stara się rozwikłać kolejne zagadki, począwszy od wyglądu bohaterki tomu i jej romansów – po pomysł na zajęcie, które wymagało skrupulatności i cierpliwości.

Elizabeth Hawley zajęła się katalogowaniem opowieści wspinaczy. Każdego alpinistę – szefa wyprawy – odwiedzała, gdy tylko pojawił się u podnóża góry i przygotowywał do akcji – po raz drugi spotykała się z nim już po zdobyciu szczytu (lub wycofaniu ekipy). Przeprowadzała liczne i szczegółowe wywiady, obejmujące nawet stan cywilny sportowca lub… wysokość, na której jeszcze uprawiał seks (to dotyczyło bardziej pań zdobywających wysokie góry). Zbierała informacje o trasach, wytyczanych szlakach, zaobserwowanych zjawiskach, niebezpieczeństwach, miejscach rozbicia obozu… wszystko, co składało się na sukces albo porażkę ekipy, stanowiło punkt do analizy. Elizabeth Hawley gromadziła całe teczki wiadomości o wspinaczach: początkowo wykorzystywała te dane jeszcze do pisania relacji dziennikarskich, ale objęta zakazem publikowania dalej zajmowała się prowadzeniem kroniki Himalajów. W efekcie stała się specjalistką od gór i skarbnicą danych. W pewnym momencie wszyscy zaczęli się z nią liczyć: Elizabeth Hawley nie tylko dostarczała zestawu wiadomości, upraszczając research. Stała się wyrocznią, jeśli chodzi o osiągnięcia i uznawanie rekordów. Wykazywała się iście detektywistycznym podejściem, umiejętnie zestawiała fakty, porównywała obserwacje i szukała przypadkowych świadków, żeby potwierdzić albo ostatecznie odrzucić wersję wspinacza, który na swoje wyczyny nie znalazł potwierdzenia. Funkcjonowała jako ekspert, mimo że do środowiska górskiego weszła bocznymi drzwiami.

O kolejnych wyczynach Elizabeth Hawley Bernadette McDonald pisze dzięki licznym rozmowom i materiałom, które udało się zdobyć. Nie może jednak zajmować się wyłącznie biografią postaci: Hawley jest dla zwykłych odbiorców ciekawa właśnie dzięki temu, co zrobiła dla alpinistów. Autorka tomu więc w tym kontekście przygląda się co ważniejszym sprawom rozwiązywanym przez Hawley i specyfice pracy. Sprawdza, kto ze wspinaczy cieszył się największym uznaniem Elizabeth Hawley i czy bohaterka tomu rzeczywiście angażowała się w romanse, o które ją posądzano. Czasami nawiązuje do elementów życia prywatnego (tak jest w przypadku opieki nad starzejącą się matką), częściej jednak przesiaduje z Hawley w biurze i gromadzi dane na temat gór. W związku z tym, chociaż Elizabeth Hawley sama szczytów nie zdobywała, lektura jej biografii dostarcza podobnych wrażeń jak literatura górska. Bernadette McDonald może stworzyć pełny obraz postaci, która wydaje jej się interesująca przez odrębność zajęcia i oryginalny pomysł na życie: chociaż w samym katalogowaniu i zbieraniu informacji niewiele jest miejsca na kreatywność, biografia wypada naprawdę udanie.

piątek, 9 lutego 2018

Bernadette McDonald: Kurtyka. Sztuka wolności

Agora, Warszawa 2018.

Oczyszczenie

Na początku tej książki Bernadette McDonald próbuje wyżywać się literacko. Bez przerwy mnoży przymiotniki w opisach krajobrazów, zwraca uwagę na to, co w zasięgu wzroku migotliwe lub faliste. Estetyczne zachwyty łączyć ją będą z bohaterem tomu, co stanie się jasne dopiero za pewien czas, gdy znaczenia w lekturze nabiorą górskie wyzwania, a głos zabierać będzie Wojciech Kurtyka – przede wszystkim dzięki dziennikowym zapiskom pomagającym odtworzyć minione przeżycia.

Rozrasta się półka z książkami poświęconymi wspinaczom – to odrębny dziś nurt literatury górskiej, na styku z biografiami sportowymi. Nic dziwnego: chociaż zdobywanie szczytów uważane jest za sport dla samotników i indywidualistów, za sprawą mediów społeczeństwa mogą się coraz bardziej angażować w niebezpieczne wyprawy – kibicować tym, którzy realizują się w wysokich górach. Do opowieści silnie tematyzowanych (co może trochę zawęzić krąg odbiorców) Bernadette McDonald dołącza kolejny zawodowy portret. Wojtka (bo tak konsekwentnie pisze o swoim bohaterze) charakteryzuje przez pryzmat osiągnięć oraz filozofii wspinaczki – bo Kurtyka w pewnym momencie rezygnuje z bicia rekordów i kolekcjonowania szczytów na rzecz samej drogi. Tworzy własny kodeks wartości i podąża na przekór schematom. Zresztą autorka zaczyna historię od niechęci Kurtyki do nagród i wyróżnień, a motyw pozostawania poza regułami powraca w całym życiorysie. W górach to wspinanie się bez zezwolenia, omijanie przepisów. W relacjach z urzędnikami – wyniesione z PRL-u sposoby na załatwianie trudnych spraw. Nawet w finale tomu znajdują się sceny podkreślające tę cechę Wojciecha Kurtyki. McDonald dość pobieżnie przedstawia natomiast jego życie rodzinne. Opowie o ojcu-pisarzu i raz wspomni o konflikcie domowym. Pierwszą i drugą żonę wprowadzi niemal wyłącznie po to, by zasygnalizować pewne etapy w życiu wspinacza. Ale o ile przy Ewie pojawią się jeszcze dwie sytuacje ilustrujące związek, o tyle przy Halinie widnieją tylko niezbędne – związane z narodzinami dzieci. Więcej niż kilka zdań o życiu osobistym Wojtka się tu nie znajdzie.

Inaczej rzecz ma się z górami. McDonald sięga i po fachowe słownictwo, i po oznaczenia stopnia trudności tras. Skrupulatnie odnotowuje każdy zdobyty szczyt i każdą wytyczoną drogę. Wypytuje o doświadczenia, relacje w ekipie i o ekwipunek. To autorka z zewnątrz, więc realia z II połowy XX wieku dla Polaków naturalne i oswojone są dla niej na tyle dziwne, że tłumaczy je czytelnikom. W ten sposób opowieść o Kurtyce momentami będzie wskazywać zwłaszcza młodszym pokoleniom wspinaczy nieznane dzisiaj trudności i wyzwania. McDonald zbiera materiały uczestników wypraw, porównuje relacje, stara się odkrywać niezwykłości każdej wspinaczki z osobna, nawet jeśli dotarcie do puenty jest akurat niemożliwe, bo dziwne zjawisko nie doczekało się wyjaśnienia. Pokazuje pasję Kurtyki do wspinania się z minimalną ilością sprzętu („nocą i nago”), by potem opowiedzieć o przejściu od zdobywania gór do wspinaczki skałkowej. „Kurtyka. Sztuka wolności” to książka, którą definiuje miłość do gór – i do katharsis, uczucia, jakie zapewnia adrenalina. Autorka przedstawia postać nietuzinkową i już legendarną, uzupełnia biblioteczkę fanów literatury górskiej o kolejne ciekawe spojrzenie. Wojciech Kurtyka przeprowadza odbiorców przez największe górskie wyzwania – daje się poznać niemal wyłącznie od strony miłości do gór, ale trudno mieć mu to za złe.

środa, 16 marca 2016

Bernadette McDonald: Alpejscy wojownicy

Agora, Warszawa 2016.

Słoweńscy wspinacze

Bez względu na narodowość i obiektywne dokonania w zdobywaniu szczytów historia każdego himalaisty zasługuje na uwagę i rozpalić może wyobraźnię czytelników. Zwykle o wysokogórskich wspinaczkach w mediach głośno robi się po tragedii – sukcesy zajmują tylko chwilę i nie są poddawane szczegółowym analizom. Jednak kto raz wciągnął się w literaturę górską, ten już zawsze będzie wypatrywać doniesień ze szczytów. Dla amatorów opowieści o himalaistach Bernadette McDonald przygotowuje „Alpejskich wojowników”, tom poświęcony wspinaczom ze Słowenii, najlepszemu okresowi tego sportu w kraju. „Alpejscy wojownicy” to nie tylko próba przybliżenia sylwetek himalaistów, zresztą McDonald wybiera raczej reportaż niż encyklopedyczne fakty. W tej publikacji znajdzie się również cały szereg tematów zawsze obecnych we wspomnieniach alpinistów. Poza poświęceniem, ratowaniem kolegów (lub zapewnianiem im godnego pochówku) także rozmaite niesnaski, afery ocierające się o politykę, problemy ze sprzętem czy zmiany w mentalności. Autorka ogranicza się do himalaistów ze Słowenii i prowadzi opowieść tak, by zaprezentować ich osiągnięcia, powody do dumy i… sytuacje, które nie przynoszą im chluby. Za przewodnik obiera sobie książkę „Pot” Nejca Zaplotnika – wiele razy odwoływać się będzie do przeżyć z tras i porównywać z zapiskami Nejca uwagi innych. Przez cały tom natomiast koncentruje się na sportowych wyzwaniach – dzięki nim przedstawia bohaterów narodowych himalaizmu Słowenii, dzięki nim pokazuje, co człowiek w warunkach ekstremalnych może zdziałać. Nie próbuje jednak pytać, po co, bo nie chce oceniać.

Kolejni himalaiści wprowadzani są stopniowo („akcja” obejmuje przecież kilka pokoleń wyczynowców) i przez pryzmat sportowych marzeń. McDonald przedstawia wyjścia na szczyt w sporym skrócie, nie ma czasu na analizowanie drogi do poszczególnych obozów ani na zaglądanie do namiotów, chyba że sytuacja jest naprawdę wyjątkowa, a warunki ekstremalne tak bardzo, że czytelnikom trudno byłoby sobie wyobrazić trud. Zajmuje się nakreślaniem celów, od czasu do czasu wprowadza krótkie i udokumentowane dialogi, czym umiejętnie buduje dramaturgię. Autorka nie zarzuca czytelników ani danymi sprzętowymi, ani szczegółami technicznymi wypraw, ani nawet fachowym słownictwem – stara się dotrzeć z tomem do szerokiego grona odbiorców. Oczywiście fanom literatury górskiej będzie trochę brakowało takich smaczków, ale ci wybiorą przede wszystkim wspomnienia samych wspinaczy, a nie historię przetwarzaną, nawet jeśli jest bardzo dobra.

Charakteryzuje McDonald swoich bohaterów w drodze na szczyt, w chwilach trudnych i stawiających pod znakiem zapytania sens podobnych wysiłków. Dopiero gdy uda jej się nakreślić klimat konkretnej wspinaczki, wplata do opowieści kwestie prywatne – przedstawia rodziny czy przyjaciół. Część nazwisk będzie się w tomie powtarzać, ale autorka zawsze wie, jak wykreować pierwszoplanową postać. Rozdziały są tu dość krótkie, bohaterowie zatem często się wymieniają – ale każdy zostanie na dłużej w myślach czytelników. „Alpejscy wojownicy” to również książka o ludzkiej determinacji, celnie uchwycony zew gór. Dla tych, którym wciąż mało przeżyć związanych ze wspinaczką, autorka wprowadza całkiem dużo zdjęć – także tych, którzy z wypraw już nie wrócili. W ten sposób jeszcze bardziej angażuje odbiorców w biografie himalaistów ze Słowenii. Cieszy fakt, że nadrzędnym celem stało się tu przedstawienie historii słoweńskiego himalaizmu, a nie angażowanie się w dyskusje wokół tego sportu czy szukanie tanich sensacji. Dzięki temu „Alpejscy wojownicy” zyskują – nawet jeśli nie przebiją wyznań zaangażowanych we wspinaczkę mogą być ich ciekawym uzupełnieniem.