* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Mulczyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Mulczyńska. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 kwietnia 2015

Anna Mulczyńska: Przyjaciółki ze Staromiejskiej

WNK, Warszawa 2015.

Balet

Po bardzo udanym obyczajowym debiucie Anna Mulczyńska nieco obniżyła loty. Jej „Przyjaciółki ze Staromiejskiej” to tom przyjemny, ale robiący mniejsze wrażenie niż „Powrót na Staromiejską”. Być może dlatego, że bohaterka, Weronika, osiągnęła już upragnioną stabilizację u boku ukochanego Edka, a obrazy z raju nigdy nie przynoszą tak wielu emocji jak rozterki i dramaty. Żeby wstrząsnąć fabułą, Anna Mulczyńska przywołuje byłą miłość Edka, baletnicę Annę Bednarek, istotę zwiewną i chimeryczną jednocześnie. Bednarek pojawia się na Staromiejskiej i próbuje upokorzyć następczynię. Chciałaby też powrócić do tańca i uporać się z demonami przeszłości – a w tej walce potrzebuje sprzymierzeńców.

Mulczyńska znów odwołuje się do niemedialnych pasji: w Robótkowie Weronika daje upust kreatywności. Projektuje własne wzory tkanin, a do magazynu hafciarskiego przygotowuje serię wzorów z tancerkami baletowymi (to okazja do przytoczenia skróconych słynnych historii i ich bohaterek). Tym razem Weronika pozostaje jednak mimo wszystko na uboczu, bo uwagę pochłania Anna Bednarek. Autorka nie może się zdecydować, czy sprowadza na Staromiejską istotę nieszczęśliwą i pokrzywdzoną, czy wampa, bezwzględnie walczącego o swoje. Prezentuje krótką karierę Anny w kanadyjskim zespole baletowym i jej romans ze sławnym hokeistą. Do wrażliwej i poetycznej osoby niezbyt pasuje niemal męskie szukanie jednonocnej przygody. Anna Bednarek rozbudza przy tym instynkty opiekuńcze, by zaraz potem przejmować inicjatywę i bawić się uczuciami innych. To jedno, co w „Przyjaciółkach ze Staromiejskiej” budzi wątpliwości. Zbyt dużo jest tu różnych twarzy Anny Bednarek, żeby zbudować jej spójny wizerunek.

Tym, co koi i wzrusza, jest natomiast ciągłe dążenie autorki do stabilizacji. Wszystko musi się w końcu jakoś ułożyć. Weronika uczy się prowadzić sklep, Edek ma swoją restaurację, oboje realizują własne marzenia i żadne zawodowe drobiazgi nie wyprowadzą ich z równowagi. Niesnaski w sferze uczuciowej są więc niemal koniecznym dodatkiem: gdyby nie one, zrobiłoby się nie do zniesienia słodko. Mulczyńska o tym wie i być może dlatego właśnie czasem wyolbrzymia reakcje, chcąc dać sobie szansę na rozemocjonowanie w fabule. Jeśli Weronika uspokaja, Anna Bednarek jątrzy. Szarpie się i nie może znaleźć sobie miejsca, próbuje wtrącać się w uporządkowaną egzystencję innych. To postać chwiejna – nie budzi zaufania, a to jest niezbędne, żeby bohaterce kibicować. W „Przyjaciółkach ze Staromiejskiej” drobne retrospekcje odsłaniają kolejne tajemnice z życia Anny Bednarek – trzeba przyznać, że autorka postarała się o bogaty życiorys, ale zapomniała przy tym o charakterologicznej konsekwencji, jakby tworzyła powieść na szybko. Da się przeżyć – ale mniej urzeka.

W efekcie „Przyjaciółki ze Staromiejskiej” mniej angażują niż poprzedni tom. Na plus wypada oryginalność fabuły i wierność nietypowym w literaturze rozrywkowej zainteresowaniom. Dla wielu czytelniczek atutem tej powieści będzie także stworzony przez Mulczyńską azyl, schronienie dla bohaterów, którzy zdecydują się walczyć o swoje marzenia. Dobrze, że Anna Mulczyńska wypełnia narrację zachwytami i odczuciami estetycznymi (chociaż scena z ręcznym niszczeniem haftu oraz druga z „widzeniem” publiczności podczas występu są bardzo ale to bardzo mało prawdopodobne), ale tym razem wydaje się chłodniejsza w stosunku do postaci. Jako jedyna wierzy w Annę Bednarek, ale daje się wyczuć jej tęsknota za światem Weroniki. Gdyby znów zamknęła się w Robótkowie, mogłaby odzyskać narracyjny spokój. „Przyjaciółki ze Staromiejskiej”, druga powieść tej autorki z fascynacją handmade w tle pozostawia lekki niedosyt. To powieść obyczajowa z cyklu wyciszających.

czwartek, 8 maja 2014

Anna Mulczyńska: Powrót na Staromiejską

WNK, Warszawa 2014.

Miłość i hobby

Anna Mulczyńska dołącza do autorek, które szukają swojego sposobu na kojącą romantyczną i bestsellerową fabułę – jej „Powrót na Staromiejską” to nic innego, jak odpowiednie przerobienie poczytnych scenariuszy tak, by zasugerować nową jakość, a przy tym nie odłączać się zbytnio od przepisów na sukces. Obowiązkowo zatem pojawia się bohaterka skrzywdzona przez męża, kobieta, która zamierza szukać szczęścia gdzie indziej. Weronika Peterson wraca do Polski ze Szwecji – tu zamierza otworzyć sklep z artykułami do robótek ręcznych i rękodzieła. Naprzeciwko Robótkowa znajduje się natomiast pizzeria, której szef – niespecjalnie atrakcyjny – zwraca uwagę na piękną kobietę. Nie ma pojęcia, że Weronika nie zamierza się z nikim wiązać – wciąż świeże są rany po rozpadzie małżeństwa.

Mulczyńska postawiła na handmade w fabule i w konstrukcji powieści – kolejne rozdziały biorą tytuły ze znanego patchworkowego wzoru, który zresztą Weronika przygotowuje. Przyświeca jej w tym jasny cel – dopiero ukończenie robótkowego wyzwania pozwoli otworzyć się na nowe uczucie. Na staromiejskiej nie dzieje się wiele, więc Weronika może poświęcić się pracy – a i zdobywaniu nowych przyjaciół. Tu brawa dla Mulczyńskiej za kreację Roberta – ekscentryczny menadżer pizzerii ładnie ubarwia opowieść i bardzo przydaje się w samej akcji, wnosi do książki sporo humoru i pozwala się cieszyć ożywczymi – jak na senną uliczkę – pomysłami. W „Powrocie na Staromiejską” autorka stara się rozwijać różne tematy – wiadomy od początku romans utrudnia, zgodnie z konwencją , przedstawia rolę prawdziwych przyjaciół w najtrudniejszych chwilach, sugeruje niezbyt jasną przeszłość Weroniki, a do tego zajmuje się rękodziełem w najbardziej klasycznym wydaniu. Weronika lubi i potrafi szyć, dzieli się spostrzeżeniami (i trickami) na temat haftów, łączy materiały, rozkoszuje się dźwiękiem, jaki wydają nożyce przy ich rozcinaniu, dobiera wzory i kolory do swojego stanu ducha. W ten sposób zaintryguje i młode dziewczyny, które na blogach handmade’owych dzielą się swoimi dokonaniami i odkryciami (zresztą Weronika sama takiego bloga prowadzi), i starsze panie, które spokój odzyskują nad kanwą. Zresztą „Powrót na Staromiejską” jest tak przygotowany, by nieść ukojenie i opowiadać o ponadczasowej i krzepiącej sile prawdziwej miłości.

Mulczyńska nie jest w narracji przesadnie romantyczna. Bardziej zajmuje ją walka o byt w wykonaniu bohaterów. Zachęca do przedsiębiorczości i odwagi w realizowaniu własnych marzeń, ale unika pouczeń. Sprawia, że odbiorczynie same chcą angażować się w rzeczywistość Weroniki, ucieka w zwyczajność, którą sterują wielkie, chociaż nie zawsze uświadamiane uczucia. Połączenie modnego dzisiaj hobby i optymistycznego tonu narracji składa się na powieść deserową, lekturowe wytchnienie dla ceniących kobiecą literaturę.

W „Powrocie na Staromiejską” Anna Mulczyńska wykorzystuje czasem przerysowane filmowe chwyty, widać, że inspiracje czerpie z typowych baśniowych marzeń, które może i pobrzmiewają naiwnie, ale tu się sprawdzają. Widać, że autorka pisze dla przyjemności – jej zachwyty nad kuchnią i nad wyrobami handmade są niemal namacalne, wręcz zachęcają do testowania wyborów bohaterów, mogą być też odbierane jako swoisty sprawdzian kreatywności – lub źródło twórczych poszukiwań. Na Staromiejskeij Mulczyńska otwiera miejsce, do którego chce się zajrzeć po odrobinę spokoju.