* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andromeda Romano-Lax. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andromeda Romano-Lax. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 kwietnia 2013

Andromeda Romano-Lax: Noc w Piemoncie

WNK, Warszawa 2013.

Podróż w głąb siebie

Andromeda Romano-Lax sięga tym razem do miej odległej przeszłości – do czasów drugiej wojny światowej. Swoją powieść, jak poprzednio, silnie podbudowuje znajomością obyczajów, wiedzą historyczną, a i lekturami z zakresu kulturoznawstwa. Ale o wiele bardziej istotne staje się znalezienie tematu, który wbrew czasowemu dystansowi nadal poruszać będzie wyobraźnię odbiorców. Dramat jednostki w obliczu wydarzeń historycznych oraz motyw drogi, podczas której bohater dojrzewa do działania – to dwa wyznaczniki „Nocy w Piemoncie”, niezbyt długiej, ale nie mniej intensywnej niż wcześniej powieści utalentowanej autorki.

Ernst jest bezwolny wobec silniejszych i ważniejszych. Nie buntuje się i nie potrafi decydować o własnym losie. Przypadkowy gest odczytany jako wyraz poparcia dla Hitlera sprawia, że Ernst otrzymuje niezwykłą posadę: ma dla Hitlera – zwanego Kolekcjonerem – sprowadzać wybrane dzieła sztuki. Aktualnie czuwać będzie nad Dyskobolem. Wraz z dwoma włoskimi braćmi i rzeźbą zapakowaną do drewnianej skrzyni wyrusza w drogę. Jednak nie wszyscy podzielają zamiłowanie bohatera do sztuki, nie dla wszystkich też posłuszne wykonywanie rozkazów staje się priorytetem. W drodze zdarzyć się może sporo. Ernst przejdzie dodatkowy kurs dojrzewania, a rozwój wypadków zmusi go do przyjrzenia się własnej, najbardziej wstydliwej tajemnicy.

Ernst to bohater naznaczony. W jego dzieciństwie i młodości tkwi pewna trauma, którą odsłaniać będzie autorka stopniowo, enigmatycznymi migawkami i niepokojącymi błyskami przeszłości. Ten zabieg pozwoli na reinterpretację zachowań postaci, każe zweryfikować pierwsze oceny i jeszcze raz przeanalizować wydarzenia. Ernst chce uciec od przeszłości, udaje mu się ją stłumić, zagłuszyć w sobie. W drodze z dziełem sztuki mężczyzna będzie musiał powrócić do dramatu i przepracować go w sobie – inaczej nie będzie miał szans na normalne życie. Tymczasem wewnętrznej walce towarzyszy niebezpiecznie bliska wojna. Już nie można wyzwolić się spod wpływów Kolekcjonera (nazwisko Hitlera zbyt często tu nie pada, jakby w obawie postaci przed represjami), sytuacja jawi się coraz bardziej groźnie. Inaczej jest na włoskiej wsi: tu na razie triumfują życie i śmierć, miłość i nienawiść. Dotychczasową życiową pustkę Ernst zestawia zatem z intensywnością doznań w nowym miejscu.

Andromeda Romano-Lax potrafi zadbać o emocjonującą fabułę. Ale prawdziwym majstersztykiem w jej wykonaniu stają się rozważania o sztuce. Zachwyt nad rzeźbą, wielokrotnie i w różnych odsłonach przytaczany, to nie pustosłowie, a niemal poetycka analiza piękna, królestwo zmysłowych wrażeń i idealne studium przedmiotu. Reakcja na arcydzieło jest diametralnie różna od reakcji na drugiego człowieka, doskonałość wyzwala czysty i szczery zachwyt. Jednocześnie okazuje się zaprzeczeniem istnienia – ten paradoks autorka dobrze w tomie uchwyciła.

Nie interesuje jej wojna. „Noc w Piemoncie” to powieść o skracanym czasie akcji. Wojna zostaje przesunięta do tła, do znanego czytelnikom kontekstu. W centrum wydarzeń znajduje się okaleczony psychicznie i fizycznie mężczyzna, który musi uporać się z własnymi demonami w najbardziej niesprzyjających okolicznościach. Akcję opiera Andromeda Romano-Lax na tajemniczym problemie Ernsta – cały bieg wypadków, choć znakomicie uchwycony i uzasadniony, to tylko pretekst dla niewyobrażalnego mentalnego wysiłku postaci. Tym „Noc w Piemoncie” różni się od poprzedniego tomu autorki.

niedziela, 5 grudnia 2010

Andromeda Romano-Lax: Hiszpański smyczek

WNK, Warszawa 2010.

Wielka historia

„Hiszpański smyczek” to książka, która przypomina monumentalne powieści Zafóna nie tylko umiejscowieniem akcji i tempem rozwoju wypadków, ale i zamaszystą narracją, a nawet proporcjami w doborze elementów kryminalnych i miłosnych. Andromeda Romano-Lax tworzy historię zachwycającą i stopniowo odsłaniającą przed czytelnikami swoje uroki. Opowieść przywołuje na myśl dziewiętnastowieczne wielkie narracje, łączy w sobie fikcję literacką z fragmentami życiorysów różnych artystów (o swoich inspiracjach i szukaniu materiału do książki pisze autorka w posłowiu). Chronologiczny układ wydarzeń nadaje tomowi nieco archaicznego posmaku. W powoli rozkwitającej historii na prawdziwe olśnienia trzeba będzie trochę poczekać – ale bez wątpienia warto.

Pod koniec XIX wieku w małym miasteczku przychodzi na świat chłopiec. W pobliżu nie ma akuszerki, więc przy porodzie pomagają matce jej małe dzieci. Kobieta jest przekonana, że noworodek nie przeżyje – staje się jednak inaczej. Dziecko otrzymuje, na skutek nieuwagi urzędników, imię Feliu. Już wkrótce z rzeczy, jakie zostały po ojcu, Feliu wybierze tajemniczy przedmiot: nie wie, że dziwna zabawka ukształtuje jego przyszłość. Feliu sięga bowiem po smyczek do wiolonczeli. Za cenę wielu wyrzeczeń uczy się gry na tym instrumencie, przy okazji poznając intrygi i postawy charakterystyczne dla świata dorosłych. Feliu dojrzewa, cały czas doskonaląc swoje umiejętności gry i niedługo zostanie najsławniejszym wiolonczelistą. Motywy tak typowe dla Bildungsroman Andromeda Romano-Lax ubarwia przez konsekwentne odmalowywanie społecznego tła opowieści. To jednak zaledwie przygrywka do właściwej, dramatycznej historii, w której losy jednostki przeplatają się z wielkimi dziejami.

O ile początek „Hiszpańskiego smyczka” wydaje się być budowany na znanych i sprawdzonych schematach, o tyle perypetie dorosłego Feliu zamieniają powieść w absolutnie nieprzewidywalną relację, pełną wielkich emocji, dramatów i rozterek, przywodzących na myśl zarówno arcydzieła światowej literatury jak i pozycje z półki literatury rozrywkowej. Feliu wkracza w dorosłość w burzliwych czasach, musi odnaleźć się w targanej wojnami Hiszpanii. Uczy się, że podejmowane przez niego decyzje mogą mieć wymiar polityczny. Na przeszkodzie wielkiemu uczuciu do żydowskiej skrzypaczki staje nie tylko przyjaciel – w odróżnieniu od Feliu pewny siebie i zdecydowany – ale i nasilające się antysemickie nastroje. W tej partii książki coraz mocniej dochodzą też do głosu – moim zdaniem rewelacyjne i nadające książce blasku – autotematyczne przemyślenia. Ścierają się tu obserwacje świata zewnętrznego z refleksjami na temat znaczenia muzyki i jej społecznego wymiaru. Feliu usiłuje uporządkować sobie świat i dostosować się do wojennego chaosu, muzyka staje się dla niego źródłem wytchnienia, ale także przyczyną wewnętrznego rozdarcia: czy wolno poświęcić się sztuce, kiedy wokół panuje zło? Andromeda Romano-Lax przekazuje te wątpliwości swojego bohatera w taki sposób, że momentami fabuła schodzi na dalszy plan, a kolejne wydarzenia zaczynają stanowić tło dla subiektywnych przecież – i niezwykle trafnych – rozważań.

Jest w „Hiszpańskim smyczku” kilka scen turpistycznych, ale dominują obrazy wysmakowane i przykuwające uwagę, ciekawe ze względu na literacką realizację. Chociaż autorka potrafi wplatać kryminalno-sensacyjne intrygi w najmniej spodziewanych miejscach, to upajająca narracja sprawia, że książkę czyta się z satysfakcją – w obliczu pięknego języka i literackiego wyczucia sekwencje wydarzeń nie są jedynym czynnikiem, przyciągającym do lektury.