* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andre Norton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andre Norton. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 marca 2014

Andre Norton: Czarodziej ze Świata Czarownic

Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

Walka ze słabościami

Andre Norton bardzo konsekwentnie stawia na linearne powieści drogi, wybierając te schematy literatury fantasy, które nakazują dążenie do celu (w sensie geograficznym) i pokonywanie przeszkód na szlaku. Dziś jej historie mogą przypominać w zarysie zręcznościówkę komputerową lub film, w którym kamera przez cały czas przedstawia najważniejszego bohatera. W czwartym tomie serii Świat Czarownic nie pojawią się nowe rozwiązania fabularne ani konstrukcyjne, bo Norton chce opierać się na tym, co przetestowane i bezpieczne. Powtórzenie budowy tomu zresztą pomaga jej w bliższym zaprezentowaniu kolejnego potomka Simona Tregartha, okaleczonego niegdyś Kemoca.

Tym razem Kemoc prowadzi opowieść oraz ekspedycję ratunkową. Mimo rany, która wykluczyła jego karierę wojownika, decyduje się zmierzyć z wrogami, by uratować Kathteę. Siostra uprowadzona przez tajemniczego i groźnego przeciwnika pozostaje pod jego wpływem i nie wierzy w dobre intencje Kemoca. Okazuje się, że najtrudniejszą walkę bohater będzie musiał stoczyć z tą, którą chciał ocalić. Ale mniejszych potyczek w powieści nie zabraknie. Chociaż wojownicy z Estcarpu zawsze samotnie stawiają czoła przeciwnościom losu, i tutaj pojawia się niespodziewana sojuszniczka. A jednak Kemoc wydaje się zupełnie opuszczony.

Taka kreacja bohatera przydaje się Andre Norton w budowaniu akcji. Do książki trafia bowiem rzadko dotąd akcentowany motyw przeznaczenia. Kemoc musi znaleźć sposób, by w świecie rządzonym przez czary i telepatyczne zdolności uwierzyć w siłę, która pozwoliłaby pokonać przeznaczenie. Gra toczy się o najwyższą stawkę, a chwile zwątpienia nie pomagają w pokonywaniu ciężkiej drogi. W „Czarodzieju ze Świata Czarownic” najsilniej wybrzmiewają motywy walki z własnymi słabościami – tymi fizycznymi – i tymi psychicznymi. Norton stara się poważne niebezpieczeństwo ukryć jak najbliżej, bez względu na to, jak wielkie odległości musi pokonać postać, by zrealizować swoją powinność.

Przy linearnej wędrówce świat z konieczności pozwala się upraszczać. O ile autorka rezygnuje z precyzyjnego odmalowywania zasad Estcarpu (a dla czytelników nieznających serii proponuje obszerne „baśniowe” i naturalne wprowadzenie do sytuacji), o tyle w warstwie stylistycznej dba o budowanie nierzeczywistej atmosfery. W języku tej powieści dzieje się całkiem dużo – to tu autorka zrywa ze związkami ze światem czytelników, to tu kształtuje tożsamość bohaterów. Odwołuje się do postaw i uczuć niepopularnych, sięga po honor i patriotyzm, męstwo i waleczność, oddanie i poświęcenie w imię wyższych celów. Jej postacie porozumiewają się dość wykwintnym językiem, „Czarodziej” nie ma też komicznych wstawek. Tu pojawia się świat obcy odbiorcom, nowy dla nich i inny niż obecnie proponowane w literaturze fantasy. Andre Norton tym razem cały nacisk kładzie na rozwijanie stylizacji, która ma uszlachetniać opowieść Kemoca. Jest to również sposób na prezentowanie charakteru postaci – jednak to funkcja poboczna językowych zabaw. „Czarodziej ze Świata Czarownic” zabierze młodych odbiorców w krainę pełną walki i determinacji, w świat odległy od popkulturowych wyobrażeń o czarodziejach. Norton nie uznaje kompromisów ani półprawd, co udowadnia w czwartym tomie serii.

sobota, 26 października 2013

Andre Norton: Troje przeciw Światu Czarownic

Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

Siła trojaczków

Trzeci tom serii „Świat Czarownic” skonstruowany jest zgodnie z zasadami klasycznej powieści drogi, a poza tym pomysły z dotychczas stosowanych rozwiązań fabularnych oraz „magicznych” zestawia ze zwyczajowymi elementami literatury fantasy dla młodzieży. Andre Norton historie z poprzednich części traktuje jako dosyć już odległą przeszłość. Może sobie na to pozwolić, bo nowych bohaterów musi zaprezentować w całej okazałości. „Troje przeciw Światu Czarownic” to powieść o przywiązaniu i wytrwałości w realizacji celów, o odwadze i nadziei na lepszy los. Norton na bohaterów wybiera troje rodzeństwa, połączonych nie tylko jednym momentem narodzin, ale i magiczną mocą, która w pełni działać może wyłącznie wtedy, gdy dwaj bracia i siostra są razem. Tylko wówczas czar będzie ich chronić.

Kaththea tymczasem – jedna z trojaczków, córka Simona – ma zostać wprowadzona do świata czarów. Czarownice porwały ją, by stała się jedną z nich. Dziewczyna opiera się potężnym istotom, lecz nie poradzi sobie bez pomocy braci, ci natomiast niewielkie mają pojęcie o intrygach wiedźm. Pewni są za to, że nie mogą zostawić siostry w szkole czarownic. Stary świat został już doszczętnie zniszczony, a w trakcie ekspedycji ratunkowej pojawiła się szansa na odrodzenie go w innym miejscu. Trojaczki muszą jednak zmierzyć się z wieloma pułapkami, by dotrzeć do niedookreślonego celu. Odwagi ma im dodawać możliwość współdziałania, świadomość magicznych więzi oraz pamięć o rodzicach, których los pozostaje nieznany.

Powieści fantasy oparte na schemacie drogi dzisiaj kojarzą się bardzo z grami komputerowymi. Bohaterowie otrzymują do wykonania trudne zadania, mają do tego unikać pułapek, walczyć zarówno z przebiegłymi przeciwnikami, jak i z własnymi słabościami. Nie inaczej jest w tomie „Troje przeciw Światu Czarownic”. Jeśli szkielet konstrukcyjny historii opiera się na typowych wytworach kultury masowej, w kontekście samej serii pomysł jest niewątpliwie ożywieniem lektury. Andre Norton odrzuca wiele dotychczasowych ustaleń, burzy część porządków z magicznego świata i przedstawia nowych bohaterów niemal w oderwaniu od przeszłości – za to z kompletnymi życiorysami. W opowiadaniu o trojaczkach nie pomija towarzyszących im niezwykłości, mniej za to skupia się na detalach z kontekstu. Uwaga autorki skupia się za to na relacjach między rodzeństwem – trojaczki funkcjonują jak jeden niepokonany organizm, każde prezentuje inne cechy charakteru i inne umiejętności: to zabieg konieczny, by przekonać czytelników o sile płynącej ze wspólnego działania.

Andre Norton, chociaż nie proponuje czytelnikom powieści rozbudowanej, rozsmakowuje się w obrazowym opisywaniu przemierzanych tras. Zawsze dokładnie przygląda się zadaniom stawianym przed bohaterami i nie unika delikatnej językowej stylizacji, która nieodmiennie łączy się z klimatem powieści fantasy o magicznych i powiązanych czarami historiach. Norton trzecim tomem serii próbuje zaoferować swoim odbiorcom coś nowego bez całkowitego odcinania się od magicznego świata, który czytelnicy już znają. Temu służy wprowadzenie kolejnych postaci i odsunięcie od tła już opisanych wątków. „Troje przeciw Światu Czarownic” to propozycja zwłaszcza dla tych odbiorców, którzy poza szybką akcją lubią także delikatne sugerowanie inności świata przedstawionego w samej narracji.

sobota, 27 kwietnia 2013

Andre Norton: Świat czarownic. W pułapce

Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

W świecie magii

Do Estcarpu wchodzi się natychmiast, bez przygotowań, wprowadzeń i wyjaśnień. Ten cykl nie pozostawia właściwie miejsca na zwyczajną rzeczywistość, chociaż jego bohater, Simon, z takiej właśnie przybył. Przybył – i dał się pochłonąć tajemniczej krainie magii, raz po raz wstrząsanej konfliktami. Estcarp to skrzyżowanie klasycznych rycerskich historii oraz fantastyki. Fabuła układana jest według zasad batalistycznych, dodatku budują atmosferę powieści. Co ciekawe, Andre Norton postawiła na męki świat przygód, nie zajmuje się za to kształtowaniem prawdopodobnych charakterów. Jej postacie – na przestrzeni całego tomu (nie – serii) jawią się jako jednowymiarowe, a przynajmniej bez pretensji do rozwoju czy dojrzewania. Zresztą to przecież dorośli ludzie, którzy nie potrzebują szukać własnej tożsamości, planów na życie czy ideałów. Mogą zająć się tym, co aktualnie dla nich najważniejsze: walką.

Simon pozostał w świecie czarownic i ożenił się z jedną z jego przedstawicielek. Pozostał w niezbyt gościnnej krainie, poważnie zaangażowany w jej problemy. Estcarp zawsze znajduje się w niebezpieczeństwie – i zawsze brakuje mu dzielnych wojowników do pokonywania wrogów. Tym razem jednak nie chodzi o patriotyczne porywy, bohater musi natomiast zająć się sobą i przyjaciółmi. Znalazł się w pułapce – zresztą nie tylko on – sytuacja wymaga natychmiastowego działania, a i współpracy. Chociaż rzecz dzieje się w świecie magii, ponadnaturalne umiejętności sprowadzają się tu niemal wyłącznie do telepatycznych rozmów i przenikania do cudzych myśli. Rozdzielone postacie dadzą zatem radę utrzymać kontakt i spróbują przechytrzyć nieprzyjaciela. Na przestrzeni całej historii pojawi się też oczywiście wiele bitew, potyczek i zbrojnych konfliktów – co tylko utwierdzi czytelników w przekonaniu, że Estcarp to miejsce targane wojnami.

Naprawdę Andre Norton niespecjalnie chce wyjaśniać przywiązanie postaci do tej właśnie krainy. Agresor pochodzi z zewnątrz, ale skutecznie wyklucza sielankę z codziennej egzystencji mieszkańców. Ci potrzebują pomocy, a czytelników może momentami dziwić skłonność postaci do narażania życia w obronie regionu, który nie zapewnia szczęścia ani dobrobytu. Jedynym wyjaśnieniem może okazać się zamiłowanie do walk – bohaterowie nigdy nie wahają się przed udziałem w potyczkach, wydaje się też, że nigdy nie mają ich dosyć: nie przejawiają wielkiego entuzjazmu na myśl o starciach, ale też nie ujawniają niechęci. W tomie „W pułapce” może to być wystarczająco umotywowane pragnieniem odzyskania wolności – w kontekście serii zastanawia.

Autorka tęskni za klasycznymi rycerskimi opowieściami. Widać to w stałej gotowości do prezentowania walk, w uzbrojeniu przeciwników, ale także w samym języku dialogów. Bohaterowie porozumiewają się ze sobą w raczej uroczysty sposób, zwracają się do siebie nie tylko z szacunkiem, ale i pewną uniżonością. Rozmawiają wręcz literacko, co stanowi po pierwsze kontrast z popularnymi dzisiaj historiami fantasy, a po drugie – jeden z chwytów kształtujących przestrzeń Estcarpu. Tu autorka ujawnia swoją fascynację dawnymi lekturami, chce ucieczki od bylejakości. Ponieważ nie przepada za rozbudowanymi opisami, w książkowych dialogach zapewnia namiastkę inności, odrębności wymyślonej krainy. Tym samym wyjaśnia również pomysł konstrukcji powieści.

„W pułapce” to tom dyktowany przez adrenalinę i zachwyt przeszłością – ale przynosi też nieco rozszerzony portret bohatera, który jak na przybysza z zewnątrz – bardzo mocno zaangażował się w obronę nowej ojczyzny. Tym razem Simon musi się zatroszczyć przede wszystkim o bezpieczeństwo najbliższych. Estcarp zapewnia mu stałe zajęcie i ogromne emocje. Przy tych przeżyciach miłość do żony-czarownicy schodzi na dalszy plan.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Andre Norton: Świat czarownic

Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

Obcy świat

Tego typu opowieści, chociaż od ich powstania upłynęło sporo czasu, mogą z powodzeniem zastępować młodym ceniącym fantastykę odbiorcom gry komputerowe. „Świat czarownic” liczy sobie już pół wieku, ale nie starzeje się – z racji całkowitego przeniesienia fabuły do alternatywnego baśniowego świata. W książce tej nie ma nawet kotwic, które łączyłyby fikcję z rzeczywistością, bo chociaż bohater, Simon Tregarth, jest człowiekiem, szybko przenosi się do magicznego Estcarpu. Tylko czasami uświadamia lub przypomina napotykanym na swojej drodze istotom, że nie stanie się częścią ich istnienia – i jedynie przez rolę obserwatora mógłby funkcjonować jako zwykły człowiek. Lecz Simon z chwilą wkroczenia do alternatywnego świata musi całkowicie porzucić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia, wiedzę i pamięć. Nic z ludzkiej przeszłości nie przyda się bowiem w krainie kobiet władających mocą.

Pisarka ukrywająca się pod pseudonimem Andre Norton wybrała budowanie literackiej przestrzeni od zera. Wymyślone tereny tworzą baśniowy zakątek targany ciągłymi wojnami. Simon Tregarth bierze udział w kolejnych wyprawach i misjach, a przy okazji poznaje zwyczaje mieszkańców dziwnej ziemi. Fabuła aż kipi od niebezpieczeństw i dramatów, starcia są tu na porządku dziennym i dają szansę wykazać się męstwem oraz odwagą. Andre Norton nie rozpoczyna cyklu od powolnego, niemal szkolnego wprowadzania w temat i nakreślają rzeczywistość, nie potrzebuje długich rozbiegówek dla opowiedzenia o istotach żyjących w Estcarpie. Zamiast tracić czas na prezentację, wrzuca czytelników w wir wydarzeń z nadzieją, że ci zaraz odnajdą się w przestrzeni cudzej wyobraźni. Z czasem korzysta z przywileju gościnności – skoro Simon jest przybyszem z zewnątrz, to oczywiste, że potrzebuje wyjaśnień i wskazówek. Odkrywając przed nim tajemnice skłóconych terytoriów, autorka może dyskretnie informować odbiorców o strukturach świata. Oznacza to, rzecz jasna, utrudnienie w lekturze: trzeba bezwzględnie zaufać Andre Norton, że poprowadzi wszystkich chętnych przez meandry własnej fantazji i nie dopuści do zagubienia w książkowej historii.

A zadanie podążania za bohaterem wymaga sporej koncentracji, jak zwykle bywa w historiach, które odrywają się od znanych przestrzeni i funkcjonują wyłącznie na własnym, od zera stworzonym terytorium. Autorka mnoży obce nazwy, spiętrza też zadania i misje, a do tego całą fabułę osnuwa też na motywie czarów (których również nie da rady zaczepić w znanym odbiorcom życiu). Trzeba zatem nie tylko orientować się w alternatywnym czasie i przestrzeni, ale i szeregować postacie. Andre Norton także w sferze języka pozostaje przywiązana do świata fantasy, dba o to, aby historia pod względem stylistycznym nie była zbyt prosta, potoczna, więc i naśladująca zwyczajne życie. Wyszukany język o wiele bardziej pasuje do obcych krain, ich legend i dążeń. Sprzyja ożywianiu postaci wojowników i czarownic i zakorzenia ich w fabule. Sprawia wrażenie przejścia do niezwykłego świata. W „Świecie czarownic” dostępne jest to wszystko, co w klasycznej powieści fantasy powinno funkcjonować. Za sprawą przejścia do alternatywnego świata powieść zyskuje też swoistą uniwersalną wymowę, istnieje poza znanym, więc nie da się po niej poznać upływu czasu. Dziś wraca – na fali zainteresowania młodzieżową fantastyką.