* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Mańczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Mańczyk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Agata Mańczyk: Motyl rysowany w myślach

Akapit Press, Łódź 2016.

Problemy

Agata Mańczyk to dzisiaj mistrzyni prozy dla młodzieży. Proponuje czytelnikom fabuły oryginalne i wciągające, a przy tym pełne trudnych tematów. Bogate w nawiązania literackie – ponieważ „zbuntowana” młodzież chętnie czyta poetów piosenki, młodzi odbiorcy mogą zainteresować się twórczością Osieckiej, Kofty, Przybory czy – jak w „Motylu rysowanym w myślach” – Młynarskiego. Nowa szkoła to początek wielkiej przygody, na którą bohaterowie wcale nie muszą mieć ochoty. Ale liceum plastyczne to miejsce w sam raz dla indywidualistów. Mańczyk wprowadza czworo bohaterów. Aster to syn znanego malarza i wykładowcy ASP. Wszyscy oczekują, że pójdzie w ślady ojca, chłopak tymczasem pasjonuje się komiksami i chciałby rysować. Korba – zakompleksiona dziewczyna z nadwagą – liceum artystyczne wybrała mimo sprzeciwu rodziców i teraz musi zacząć zarabiać, żeby stać ją było na opłacenie części czesnego. Minka to zbuntowana i chimeryczna piękność, która nade wszystko próbuje udowodnić swoją wyższość adorującym ją chłopakom. Lupa szuka własnej drogi – jest skryty i zamknięty w sobie, ale niepozbawiony fantazji i talentów.

„Motyl rysowany w myślach” rozpoczyna się zgodnie z lubianym przez autorkę schematem: czwórka nastolatków z problemami różni się od siebie tak bardzo, jak to tylko możliwe. W normalnych warunkach bohaterowie nie zwróciliby na siebie uwagi i nie szukaliby wspólnego języka. Tu do owocnej współpracy zmusza ich wychowawca już na pierwszej lekcji. I od razu Agata Mańczyk wychodzi z kolein, tworząc rozbudowaną relację, wielowątkową historię o tym, jak wiele wyzwań niesie codzienność. Aster nie może porozumieć się z ojcem – od śmierci matki są dla siebie obcy. Minka tworzy dla swoich rodziców imitację prawdziwego życia, pozornie realizuje ich marzenia. W kontaktach interpersonalnych sporo ryzykuje. Korba nieoczekiwanie znajduje swoje mocne strony – zostaje „ambasadorką” marki ubrań, świetnie tańczy i dzięki nowo nabytej pewności siebie może się mierzyć z wyzwaniami w domu. O Lupie wiadomo najmniej, ale i on ma do pokonania własne demony. Autorka skupia się na kilku zagadnieniach – pokazuje problemy w domach (szczególnie te, które prowokują do jak najszybszego usamodzielnienia się), meandry życia uczuciowego, ale najsilniej kreśli przyjaźń. Bohaterowie zyskują przestrzeń do spotkań – nie są skazani na szkołę, przebywają w kawiarni ciotki Minki lub w antykwariacie, czas spędzają nad niezliczonymi kubkami herbaty. Mogą na siebie liczyć i stopniowo to daje im siłę. Agata Mańczyk portretuje młodzież myślącą i pełną fantazji. Tu nie nastolatki sprawiają problemy wychowawcze – a dorośli, tyle że im nikt nie zwróci uwagi.

Wprawdzie tematy sercowe schodzą na najdalszy plan, a tytuł brzmi intrygująco, ale do blurbu niepotrzebnie został wybrany fragment z jednej z puent – co przynajmniej część niespodzianki odbiera. Mańczyk ma poza tym sporo do zaoferowania, więc edytorska „zdrada” nie przekreśli przyjemności czytania, ale jest trochę ryzykownym posunięciem. Przede wszystkim jednak „Motyl rysowany w myślach” to powieść o potędze przyjaźni, która zrodzić się może wbrew początkowym uprzedzeniom i różnicom charakterów. Jak zawsze, Agata Mańczyk pisze z zestawem barwnych pomysłów, uświadamiając często czytelnikom, że mogą brać sprawy w swoje ręce i walczyć o swoje, nawet jeśli na starcie czują się przegrani. Autorka wybiera tym razem zestaw komplikacji uczuciowych i psychologicznych (w miejsce dotychczasowych wakacyjnych przygód) – bohaterowie nie zmagają się z grą, a z prawdziwym, często niewesołym życiem. I tu jednak mogą odnieść sukces, jeśli tylko odważą się realizować własne marzenia. „Motyl rysowany w myślach” jest – jak wszystkie powieści Agaty Mańczyk – lekturą rozrywkową, ale i bardzo wartościową. Zgrabnie napisana, pełna niespodzianek książka na chwilę odrywa od codzienności i spłycanych motywów z powieści pop.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Agata Mańczyk: Duża kieszeń na kłopoty

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016 (wznowienie).

Przygoda na wakacje

U Agaty Mańczyk nastolatki zawsze mają z dorosłymi problemy wielkiego kalibru. Jedni rodzice stale się kłócą, inni są przepracowani, jeszcze inni nadopiekuńczy. Jeśli do tego dojdzie czyjaś śmierć lub ciężka choroba, pojawia się prawie pełen przekrój możliwych (i wcale nie takich rzadkich) zmartwień. Nie ma tu miejsca na spontaniczność, radość i przygody, czyli coś, co zapewniłoby kiedyś miłe wspomnienia. Coraz częściej dzisiaj w literaturze młodzieżowej bohaterowie dorastają przedwcześnie, tracąc szanse na dobrą zabawę i ryzyko bez konsekwencji. Agata Mańczyk to niedopatrzenie nadrabia serią klasycznych i bardzo smakowitych przygodówek.

W „Dużej kieszeni na kłopoty” odwołuje się do starych i sprawdzonych metod na wzbudzenie ciekawości. Czworo nastolatków – nieznających się, ale już działających sobie nawzajem na nerwy – podsłuchuje przypadkiem burzliwą dyskusję o skarbie. Dla każdego z bohaterów z osobna jest jasne – to szansa na rozwiązanie domowych problemów. Każdemu przydałaby się walizka pełna pieniędzy. Dodatkowo jeszcze Greta marzy o tym, by przeżyć przygody jak z książek, bo do tej pory mogła tylko czytać i zażywać tony leków. A skoro wszystkich łączy jeden cel, muszą zacząć współpracować, bez względu na to, jak bardzo się nie polubili na początku. „Duża kieszeń na kłopoty” składa się z tego, co najlepsze w awanturniczych przygodówkach. Będzie tu wiele łamigłówek, map, tropów i szyfrów, będą brawurowe ucieczki i pościgi. Nastolatki bez przerwy będą wpadać w coraz poważniejsze tarapaty i bez swojej pomocy nie mają co liczyć na sukces, a nawet na przetrwanie. Agata Mańczyk nikogo tu nie oszczędza, nie zważa na porę dnia czy nocy ani na pogodę, igra z ogniem (dosłownie, zmusza do bójek i używania ostrych narzędzi, wprowadza zagrożenia na szosach i więzienia, sidła zastawiane prze konkurencję). Pomysłów jej nie brakuje, wykorzystuje cały arsenał środków, żeby tylko przekonać bohaterów, jak smakować może życie. W odróżnieniu od nowoczesnych powieści sensacyjnych, w których dzieci dostają do ręki najnowsze zdobycze technologii i lepsze niż komandosi rodzaje broni, tu do dyspozycji bohaterowie mają kilka najzwyklejszych przedmiotów i własną inteligencję. Muszą poradzić sobie sami, a to bardzo uprawdziwia historię. Jedyną naiwność, czyli kwestię poszukiwania skarbu, autorka przekonująco wyjaśnia: wie, że odbiorcy nie darowaliby jej takiego infantylizmu, więc nie odbiera im przyjemności, wszystko wyjaśni dopiero w ostatnich słowach.

Ta napędzana adrenaliną obyczajówka przygodowa ma jeszcze drugą stronę. O domowych problemach bohaterów Mańczyk napomyka od czasu do czasu, raczej w monologach wewnętrznych i w chwilach psychologicznych przełomów. Ale ładnie nakreśla relacje w grupie. Każdy z bohaterów pochodzi z innego świata: nie mają na początku żadnej możliwości porozumienia. Ekscytujące przygody, strach, złość czy nadzieja pomagają im się poznać. Dopiero po silnych przejściach mogą rodzić się przyjaźnie, gdyby nie ta przygoda, nastolatki nie dowiedziałyby się niczego o sobie ani o współtowarzyszach. Agata Mańczyk nakreśla tu różne gesty i rozwiązania, głębokie analizy zgrabnie wtapia w proste z pozoru obserwacje. Radzi sobie z tym przekonująco – umie pokazać przejście od wściekłości do zauroczenia, wie też, w jakich warunkach pojawią się pierwsze zachwyty. Tutaj dzieje się wiele nie tylko w planie klasycznie rozumianej akcji, sfera uczuć i tradycyjnych wartości rozbudowywana jest konsekwentnie i dyskretnie. Nie można też zapominać o ogromnym poczuciu humoru tej autorki. W jej ujęciu kłótnie to przerzucanie się błyskotliwymi i literackimi (co wcale nie zakłóca czytania) ripostami, a zakłady bywają bardzo rozbudowane i twórcze. W „Dużej kieszeni na kłopoty” młodzi ludzie przeżywają coś, co wytrąci ich z naturalnego środowiska, jakie by ono nie było, a wprowadzi do świata znanego z lektur i wyobraźni. Agata Mańczyk podsuwa odbiorcom realizację czytelniczych marzeń, tworzy powieść, od której nie można będzie się oderwać – i to zarówno dla dziewczyn, jak i dla chłopców. Nikt już nie pisze w ten sposób, bo trzeba wykazać się ogromną fantazją. I Mańczyk to robi.

środa, 24 lutego 2016

Agata Mańczyk: Huczmiranki. Rumianek i mięta

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Wojna zapachów

Huczmiranki nie mogą zaznać szczęścia w życiu. Zwykle podporządkowują się starszym rodu, babkom i prababkom, które decydują o najważniejszych sprawach, mając na uwadze zawsze dobro i przyszłość rodziny. To oznacza szereg poświęceń: nie ma mowy o prawdziwej miłości, a przyjacielskie układy zastępowane są przez starannie przemyślane sojusze. Oczywiście co jakiś czas pojawia się kobieta, która zamierza się zbuntować, wychodzi za mąż z wielkiej miłości i wbrew nakazom czy zasadom, świadoma, że czekać ją będzie ciężki los. Bo Huczmiranki są bezwzględne i gotowe poświęcić każdą przedstawicielkę rodu dla dobra ogółu. Nie zawahają się nawet przed najbardziej mrocznymi działaniami. A to oznacza, że w tej rodzinie stale wrze. W dodatku rody Bergonów i Kaczatów osłabiają pokojowe dążenia: mają swoje cele i również potrafią bezwzględnie walczyć o własne prawa. Podczas wojen między trzema rodami trudno w ogóle myśleć o stabilizacji czy choćby satysfakcjonującej egzystencji. Huczmiranki szukają sposobów na zwyczajność – otwierają kawiarnie, bary czy salony kosmetyczne, zapraszają do siebie ludzi, by czerpać od nich energię i wciąż wierzą, że ocalą to, co najważniejsze dla każdej z osobna.

Agata Mańczyk postawiła na imponującą sagę, której druga część, „Rumianek i mięta” przedstawia burzliwe dzieje rodu na tle dwudziestowiecznej historii Polski. Kobiety władające mieszankami zapachów przeżywają sporo upadków i rozczarowań – niepożądane z punktu widzenia starszych ich dzieci znikają z horyzontu, kochani mężowie tracą pamięć, a siostry zwracają się przeciwko sobie. Okrucieństwo ma się tłumaczyć rodzinnymi zasadami, chociaż są sytuacje, w których nawet uległość nie pomoże. Dla Huczmiranek nie ma dobrych rozwiązań: podążanie za głosem serca zwykle prowadzi do kłopotów i rozstań, a klanowa polityka nie usprawiedliwia ogromu cierpienia. Agata Mańczyk wprowadza do powieści olbrzymią porcję scen konfliktów, ale nie można się pogubić w ogromie pretensji. Chociaż wszystkie Huczmiranki łączy zamiłowanie do nadawania dzieciom egzotycznych imion i władanie zapachami, każda ma swoje wyraziste cele i zmartwienia. Autorka ani na moment nie gubi się w gąszczu spraw, co więcej – mimo sporej liczby bohaterek jest w stanie zapanować nad ich uczuciami i dawkować napięcie. Wiele scen kończy się tu poważnymi wstrząsami czy sytuacjami, które zmienią równowagę sił. Agata Mańczyk doskonale panuje nad niezwykłymi połączeniami zapachów, tworzy kolejne mieszanki o ściśle określonych właściwościach, każe bohaterkom prowadzić nie tylko wojnę psychologiczną, ale i potyczki „zapachowe”, co oznacza, wmieszanie magii do powieści o silnych korzeniach obyczajowych. U Huczmiranek stosowanie zapachów wydaje się bardzo naturalne, przekonujące są też wojny przeprowadzane za pomocą aromatów. U Mańczyk nie ma taryfy ulgowej dla postaci – w walce kobiet ucierpieć mogą i dzieci – ale też czasami to dzieci stają się wielką bronią i przyczyną najgroźniejszych bitew. Ta autorka jest po prostu wolna od sentymentów. W „Rumianku i mięcie” perfidia kobiet sięga zenitu, dla starannie planowanego okrucieństwa nie ma już usprawiedliwień. Mańczyk wykorzystuje modę na obyczajówki „magiczne”, rodowe sekrety i kobiece emocje – ale tworzy cykl w swoim stylu, z dystansem do opowiadanej historii. W tej książce wiele się wydarzy, a rodowe konflikty coraz bardziej będą przyciągać odbiorczynie. Mieszanki zapachów uwalniane w chwilach zagrożenia to ciekawy sposób na wyrażanie silnych emocji, nasycają też tom zmysłowością – o więcej autorka nie musi się starać, teraz już wszystkie rozwiązania fabularne będą miały mocny fundament. „Huczmiranki. Rumianek i mięta” to zestaw silnych kobiet dążących do władzy za wszelką cenę – ale i zbiór obyczajowych powtarzalnych scenariuszy. U Agaty Mańczyk barierą na drodze do szczęścia stają się starsze rodu – ale to tylko pozwala uniknąć zwykłego znużenia rutyną i podsycać uczucia. W tej powieści będzie ich bardzo dużo, nawet mimo odejścia od klasycznych romantycznych scen. Huczmiranki są po prostu wyjątkowe, a autorka, która powołała je do istnienia, dysponuje wielką wyobraźnią i talentem literackim.

sobota, 20 lutego 2016

Agata Mańczyk: Facet z prostą instrukcją obsługi

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016 (wznowienie)

Zemsta

Zemsta najlepiej smakuje na zimno, co doskonale zdaje się rozumieć Zgaga. Gdy miała osiem lat i wyjątkowy talent do uprzykrzania życia kolegom, Czejen ogolił jej głowę i pomalował gencjaną. Zgaga w końcu z niknęła ze szkoły, z podwórka i z kraju. Po latach, jako wyrachowana piękność, powraca do środowiska, w którym prym wiodą trzej przyjaciele, Czejen, Sznita i Emeryt. Powraca z misją, o której kumple jeszcze nie mają pojęcia. Zaczyna się dziać coś dziwnego.

Agata Mańczyk dla młodzieży pisze jak Niziurski, zaszczepia w czytelnikach miłość do poetów piosenki, a do tego uczy inteligentnej ironii. Jej bohaterowie są nietuzinkowi nie tylko ze względu na ksywki. Autorka w „Facecie z prostą instrukcją obsługi” tworzy cały światek zdegenerowanych nastolatków, łącznie z licznymi i barwnymi wybrykami uzasadniającymi ich charaktery. Chłopakom grozi już usunięcie ze szkoły z wilczym biletem. Na razie są silni swoją przyjaźnią, ale kiedy we wszystko wmiesza się Zgaga, niczego nie można być pewnym. Piękna dziewczyna owija sobie wokół palca każdego z chłopaków z osobna, prowadzi z nimi nietypową grę o wielką stawkę. Czejenowi z pewnością należy się nauczka – pytanie tylko, czy kara nie będzie zbyt surowa. Akcja „Faceta z prostą instrukcją obsługi” toczy się w szkole, na podwórku i w domach babć (babcie Agata Mańczyk szczególnie ceni jako drugoplanowe bohaterki). Wszyscy zdają się wiedzieć coś, o czym cwaniakujący wcześniej chłopcy nie mają pojęcia. Ale nie chodzi tu o zwyczajne romanse i zdrady, Zgaga wciela w życie wyjątkowo perfidny plan i lepiej nie stawać jej na drodze.

Opowieść snuje Czejen. Bardzo przekonująco odmalowuje siebie, kolegów i żarty, na które się decydują, by uniknąć monotonii. Konsekwencją szkolnych tarapatów staje się program SUPEŁ, który ma doprowadzić do przedstawienia opartego na piosenkach Przybory (można nimi całkiem nieźle wyznawać uczucia i dialogować, chociaż nie wiadomo, czy autorka obfitością cytatów nie zniechęci młodzieży. Ale Czejenowi i spółce nie w głowach resocjalizacja. Najpierw rywalizują o dziewczynę, a potem walczą o przetrwanie, bo Zgaga nie zna litości. Typowe nastoletnie problemy z książek o dojrzewaniu idą w kąt, Agata Mańczyk dba o to, by przez cały czas coś się działo, a ilości i jakości pomysłów można jej tylko zazdrościć. Ta autorka równie przekonująco opisuje dziewczęce gierki jak i bójki chłopaków, a do tego tworzy całą misterną intrygę, której znaczenie ujawni na końcu powieści. Pozwala bohaterom na wiele i nie przejmuje się rozmachem – tu wszystko logicznie się tłumaczy.

Przy ogromie pomysłów fabularnych Mańczyk stosuje też bardzo literacki i inteligentny język. Nie zaburza on lektury, bohaterowie przerzucają się ciętymi ripostami w imponującym stylu, udowadniając, że nie są jeszcze tacy najgorsi. Agata Mańczyk stawia na słowne potyczki w przerwach akcji i zapewnia rozrywkę na wielu płaszczyznach swoim czytelnikom. Czejen i jego kumple budzą mieszane uczucia, zwłaszcza że łatwo z katów zamieniają się w ofiary, ponadto nie brakuje im uroku – ale w tej książce żadna z postaci nie jest jednowymiarowa, autorce udaje się każdego charakteryzować inaczej i przy każdym zwracać uwagę na inne ważne społeczne aspekty. Ale te wszystkie twórcze zabiegi tracą na znaczeniu przy szybkiej i pełnej niespodzianek akcji. Przyjaźń chłopaków wisi na włosku, szczenięce wybryki idą w kąt, gdy trzeba walczyć o przetrwanie. Zgaga bez żalu może zniszczyć komuś życie, jest szalenie niebezpieczna, co tylko podgrzewa atmosferę powieści. Agata Mańczyk „Facetem z prostą instrukcją obsługi” udowadnia swoje mistrzostwo w dziedzinie młodzieżowych przygodówek, zasłużenie ten tom doczekał się wznowienia. Autorka trafi do odbiorców obu płci, nikomu nie pozwoli się nudzić. Czasami aż przytłacza wyobraźnią i liczbą szczegółów składających się na kolejne wątki, ale jej powieści cieszą się w pełni zasłużonym uznaniem. Mańczyk pokazuje, że niepotrzebne są literackie mody do stworzenia ponadczasowej i wciągającej historii, pisze po swojemu, nie zwalnia w książce tempa i zapewnia silne wrażenia czytelnikom. Każda jej powieść aż kipi od pomysłów.

środa, 11 listopada 2015

Agata Mańczyk: Huczmiranki. Eukaliptus i werbena

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Zapachy

Huczmiranki to polska odpowiedź na powieści młodzieżowo-dorosłe, w których zwyczajne życie splata się z magią i jest od niej zależne nawet wtedy, gdy bohaterki tęsknią za normalnością. A że historię prowadzi Agata Mańczyk, autorka, która dała się już poznać jako twórczyni wciągających i tajemniczych fabuł, jej seria o Huczmirankach podbije serca czytelniczek bardzo szybko. W pierwszym tomie („Eukaliptus i werbena”) pojawiają się zasady rządzące rodem kobiet. Huczmiranki mają dar „zapachowy” – za pomocą tego zmysłu podporządkowują sobie ludzi (ich energii potrzebują do funkcjonowania) i zyskują moc. Zapachy stanowią barierę ochronną, pomagają rzucać zaklęcia, badać sytuacje i wpływać na decyzje innych. Ponadto są sposobem na wyrażanie osobowości. Jednak cena, jaką Huczmirankom przychodzi zapłacić za rodowy dar, jest bardzo wysoka. Żadna z kobiet nie może wyłamać się z postanowień Rady Rodu. Przewodniczką zostaje starsza córka starszej córki – bo w tym rodzie na świat mogą przychodzić wyłącznie dziewczynki. Matki i babki wybierają im kandydatów na mężów, by podtrzymać moc i nie dopuścić do konfliktów z innymi rodami. Huczmirankom niepotrzebne są emocje. Te kobiety mogą polegać wyłącznie na rodowej mądrości i odpowiednim mieszankom zapachów. Ale co pewien czas pojawia się bohaterka, która woli podążać za głosem serca, nawet gdyby to miało sprowadzić na nie nieszczęścia.

Nina wraca do Warszawy i prosi krewne o pomoc. Straciła ukochanego męża i syna, a wraz z nimi i swoją siłę. Musi wrócić do despotycznych Huczmiranek i podporządkować się im, jeśli chce dać sobie szansę na szczęście. Nie zamierza jednak tracić wolności, a tego ród nie może zaakceptować. Daria przenosi czytelniczki w drugą połowę XX wieku i pozwala lepiej przyjrzeć się waśniom między rodem władającym dźwiękami oraz specjalistami od smaku. I ona, chociaż w 2013 roku wydaje się niewzruszoną i niewrażliwą babką, przeżywa chwile buntu oraz prawdziwe wyzwania. U schyłku XIX wieku natomiast pojawia się Linda Huczmiran, kobieta, która chce uratować swoje nienarodzone (i nieakceptowane przez ród) dziecko przed podstępami babek. Każda z bohaterek jest wyjątkowa, chociaż wszystkie są do siebie podobne w motywacjach i nadziejach. W każdej historii miłość stawia się naprzeciwko czarów, w każdej na drodze do szczęścia czyha zbyt dużo niebezpieczeństw, żeby znosić je w pojedynkę. Agata Mańczyk stopniowo odsłania zasady funkcjonowania w rodzinie Huczmiranek. Pojedyncze sekrety będą się w końcu łączyć i wyzwalać kolejne prawdy – a nadrzędna opowieść nie przeszkodzi w kibicowaniu Huczmirankom-indywidualistkom.

Na początku Agata Mańczyk czaruje mnogością zapachów i niemal alchemicznymi popisami. Z czasem ujawnia coraz bardziej mroczne prawdy. Swoją opowieść umieszcza na granicy rzeczywistości i baśni – owszem, pojawiają się tu nawiązania do spraw aktualnych, lub do topografii Warszawy, ale autorka nie zajmuje się językowymi czy obyczajowymi stylizacjami. Zmianę czasów daje się dostrzec przez modę, nie przez zachowania czy uczucia. Te są uniwersalne, a Huczmiranki sprawiają wrażenie, jakby czas się u nich zatrzymał i nie miał znaczenia.

„Huczmiranki. Eukaliptus i werbena” to pierwsza część sagi upajającej pomysłami. Autorka znalazła dla siebie miejsce w literaturze rozrywkowej: nawiązuje do popularnych motywów i poczytnych gatunków, ale zyskuje nieoczekiwane efekty. Losy Huczmiranek pokazują, jak łatwo Agata Mańczyk kreuje różne światy – i jak potrafi zawładnąć wyobraźnią odbiorczyń.

wtorek, 28 lipca 2015

Agata Mańczyk: Rupieciarnia na końcu świata

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Poszukiwana

Agata Mańczyk jest Niziurskim dla nastolatek. W swoich powieściach zawsze stawia na burzliwą akcję i kreatywność młodzieży, nie posługuje się schematami, za to funduje odbiorczyniom serię emocjonalnych wstrząsów. Nie dla niej tanie i proste fabułki o pierwszej miłości: tu wszystko musi być odczuwane jak najgłębiej, a życiem bohaterek rządzą tajemnice lub przykrości. „Rupieciarnia na końcu świata” to chyba najbardziej „dziewczyńska” spośród wydanych dotąd powieści Agaty Mańczyk, obszerna, z rodzinnym sekretem i prawdziwym uczuciowym pojedynkiem. Ta książka już sama w sobie jest wyzwaniem. Pokaże też odbiorczyniom, jak ważna w życiu jest odpowiedzialność za swoje czyny.

Historię rodzinną musi poznać szesnastoletnia Maryla. Jej rodzice właśnie się rozwiedli i mama przywiozła nastolatkę do Tomaszowa, do swojego dawnego domu. W niegościnnym budynku mieszkają samotnie dwie kobiety – babka i prababka Maryli: żadnej z nich dziewczyna nie miała okazji poznać. Teraz dowiaduje się, że miasteczko huczy od plotek na jej temat, nienawiść dziedziczy się z pokolenia na pokolenie, a prawda będzie dla niej szokiem. Maryla najbardziej w świecie chciałaby powrócić do anonimowości w Warszawie – ale żeby tego dokonać, musi się dowiedzieć, co ukrywają przed nią dorośli. Matka, babka i prababka nie zamierzają ułatwiać jej zadania: ta pierwsza ucieka w kłamstwa. Pozostałe zasłaniają się złośliwością i szorstkością. W tym domu pełno jest niewypowiedzianych pretensji i żalu za przeszłością, nie ma za to rodzinnego ciepła.

Temat rodzinnej tajemnicy dominuje w opowieści. Dorośli popełnili zbyt wiele błędów i wyrządzili sobie wzajemnie zbyt wiele krzywd, żeby dało się to szybko wyjaśnić. Maryla zajmuje się rozwiązaniem zagadki. Ale nie żyje przecież w próżni: chodzi do szkoły i przeżywa rozmaite rozterki. Dowiaduje się, jak boli złamane serce, czym grozi posiadanie wroga i czy miłość można odróżnić od przyjaźni. Relacje towarzyskie są w tej książce bogato szkicowane, jak zawsze u Agaty Mańczyk. W Tomaszowie klasa urządza nowej koleżance pomysłową „wejściówkę” – otrzęsiny bez banału. Starzy przyjaciele znikają, ale nie brakuje nowych bratnich dusz. Wielu nowych znajomych ma swoje mroczne sekrety, część może też przydać się w rozwikłaniu tajemnicy sprzed lat. Maryla stopniowo z grzecznej i pilnej uczennicy zamienia się w nastolatkę z prawdziwego zdarzenia, zbuntowaną, pyskatą i coraz bardziej samodzielną. Nie może już ufać rodzinie (i wydaje się jedyną osobą, której zależy na uzdrowieniu relacji w domu), za to zyskuje niespodziewanych sojuszników. Uczy się, jak rozwiązywać wielkie konflikty i drobne nieporozumienia. Zyskuje życiową mądrość.

Agata Mańczyk dostarcza czytelniczkom rozrywki w najlepszym gatunku. Proponuje obyczajówkę o wielu zwrotach akcji, nie boi się nakreślania odważnych charakterów i niepopularnych scenek. Unika oczywistości i sielanki. „Rupieciarnia na końcu świata” to powieść starannie przemyślana, bardzo dowcipna i pełna komplikacji. Jedno upiększenie autorka wprowadza: w jej oczach młodzi ludzie są o wiele bardziej twórczy i zorganizowani niż typowi przedstawiciele nastolatków, przynajmniej jeśli chodzi o dobór rozrywek. Biorą sprawy w swoje ręce, gdy chodzi o imprezę walentynkową, ale i o powitanie nowej mieszkanki miasta. „Rupieciarnia” pokazuje, jak można budować zaufanie w gronie rówieśników, jak radzić sobie z wyrzutami sumienia i jak ważne są w życiu pojedyncze proste decyzje. Tę książkę z przyjemnością mogliby czytać i dorośli – Mańczyk unika w niej jednopłaszczyznowych historii i ckliwości, jest ze swoimi odbiorcami szczera i traktuje ich poważnie. Różnicuje młodzież, ale rzadko zdarza się jej kogoś potępiać, stara się za to odpowiedzieć na pytanie, dlaczego niektórzy zamykają się w sobie, a inni czerpią przyjemność z upokarzania słabszych. Różne postacie pojawiają się w orbicie Maryli, a każda ma przed sobą ważne zadanie. W tej powieści nie będzie nudy, ani przez chwilę. Nie dziwi więc, że „Rupieciarnia” powraca na rynek.

sobota, 6 czerwca 2015

Agata Mańczyk: Pierwsza noc pod gołym niebem

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Przygodowa trasa

Wznowienie tej powieści ucieszy przede wszystkim nastolatki, które nie lubią nudy w książkach. Agata Mańczyk kipi od pomysłów i nie boi się fabułach brawurowych scen z udziałem młodych bohaterów. Jednocześnie sprawia wrażenie, jakby ani na chwilę nie odrywała się od normalnego życia i prezentowane przez nią przygody czaiły się na każdym kroku. Ta autorka nie boi się pisać, co myśli o niektórych postawach właściwych jej odbiorcom – ale przy tym dostarcza niezapomnianych lekturowych wrażeń i wiele można się od niej dowiedzieć.

W „Pierwszej nocy pod gołym niebem” para bohaterów spotyka się na dworcu. Inka, elegancka panienka z dobrego domu i Bazyl, obszarpany chłopak z kolorowymi włosami. Od pierwszej chwili nie rodzi się między nimi sympatia. Przez cały czas się kłócą. Oboje uciekli z domów, każde z innego powodu. Oboje niosą ze sobą pogmatwane rodzinne historie. I oboje podpadają miejscowym złodziejaszkom. W tej książce niespodzianek jest wiele – Inka i Bazyl odbędą dramatyczną i zabawną podróż, podczas której bardzo się zmienią. Wezmą nawet udział w wyścigu po skarb, zupełnie jak w klasycznych przygodówkach. A oprócz tego będą wyskakiwać z jadącego pociągu, uciekać przed zbirami i policją, pić wino mszalne i przemierzać drogi autostopem. Na swojej trasie spotkają wielu życzliwych dorosłych – którzy zrozumieniem dla problemów młodości zrehabilitują trochę rodziców uciekinierów. Ale Inka i Bazyl w tej wyprawie muszą liczyć tylko na siebie. A skoro po osiągnięciu celu zamierzają definitywnie się rozstać, mogą pozwalać sobie na szczerość. Ich życiowe historie jasno pokazują, dlaczego nie wolno osądzać innych po pozorach.

Agata Mańczyk swoim postaciom pozwala na wiele. Wyrywa nastolatki spod kurateli dorosłych i każe im się sprawdzić w najtrudniejszych warunkach, bez pieniędzy i telefonów komórkowych, bez dostępu do wody i kosmetyków. W tej trasie udogodnień nie ma – tylko tak bohaterowie mogą sprawdzić własną wartość. Tylko tak mogą odzyskać wiarę w siebie, podkopaną wcześniej solidnie przez niedających wsparcia bliskich i przyjaciół. Teraźniejszość jest w tej opowieści bogata w sceny akcji: pościgi, bójki i pułapki. Czasem trzeba wykazać się sprytem, a czasem – brawurą. Tu odpowiedzialność polega nie na dorosłym i rozsądnym podejściu do tematu, a na podejmowaniu szalonych decyzji, które pozwolą zrealizować najważniejszy plan.

U Agaty Mańczyk przestępcy są trochę nieporadni (ale są też honorowi!), a to, co najgorsze, bohaterowie pozostawili w domach. „Pierwsza noc pod gołym niebem” jest przygodówką w starym stylu, wakacyjną historią skrywającą najważniejszą walkę o tożsamość. Agata Mańczyk do narracji wplata śmiech – ale jedną z większych zalet jest tu wyobraźnia i brak lęku przed radykalnymi rozwiązaniami. W lekkiej powieści o zabarwieniu awanturniczym udało się tej autorce zawrzeć między innymi przyczyny konfliktów z rodzicami i nauczycielami. Pokazuje „Pierwsza noc pod gołym niebem” potęgę buntu, ale też piękno wolności. Agata Mańczyk idealnie uchwyciła ten moment, w którym można zawalczyć o siebie, nie ma w sobie nic z przydługich i moralizatorskich wywodów: do wniosków o bezsensowności i infantylizmu niektórych postaw bohaterowie dochodzą sami w burzliwych dyskusjach, a takie postawienie sprawy będzie dla czytelników bardziej wartościowe i przekonujące. „Pierwsza noc pod gołym niebem” pozwala wiele przeżyć – to książka dynamiczna i doskonale wyłapująca zmartwienia nie tylko dzisiejszych nastolatków. Z Agatą Mańczyk nudzić się nie sposób – a przy okazji można jeszcze odkryć parę prawd o dojrzewaniu. To lektura obowiązkowa dla nastolatków – rozczarowań nie będzie.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Agata Mańczyk: Rupieciarnia na końcu świata

Nasza Księgarnia, Warszawa 2012.

Międzypokoleniowe wyzwania

Agata Mańczyk uzupełnia swoją powieścią „Rupieciarnia na końcu świata” literaturę czwartą o coś, czego w niej dotąd wyraźnie brakowało, nawiązując jednocześnie do najlepszych tradycji książek dla młodzieży. Łączy mianowicie tendencję do tworzenia awanturniczo-przygodowych fabuł z historiami dla dziewczyn, opowieściami, od których nie oderwie się żadna nastolatka. Z jednej strony jest więc nieszczęśliwa miłość, z drugiej – zapatrzenie w Niziurskiego i wiara w to, że dzisiejsza młodzież, przynajmniej w książkach, może być kreatywna i potrafi działać w zespole.

Od początku Agata Mańczyk próbowała uzmysłowić czytelniczkom, że obce są jej tkliwe opowiastki oparte wyłącznie na emocjach egzaltowanych bohaterek. Swoimi książkami rzucała wyzwanie poczytnym autorkom młodzieżowych romansideł, a dziewczyny we własnych powieściach wplątywała w sytuacje podobne do tych, które zdarzały się dotąd w literaturze czwartej wyłącznie w męskich zgranych paczkach. Teraz do tego festiwalu pomysłów dorzuca jeszcze jedną konwencję – motyw łączącej pokolenia tajemnicy. Żeby też zadbać o odbiorczynie nieprzyzwyczajone do łamania reguł, wprowadza i wątek zauroczenia oraz wiążących się z nim problemów. Z takiej mieszanki wywodzi się „Rupieciarnia” – i nic dziwnego, że książka objętościowo nie przypomina popularnych czytadeł dla nastolatek – ma ponad pięćset stron i całą masę komplikowanych relacji i motywów.

Maryla ma szesnaście lat i kocha wiersze Osieckiej. Rodzice dziewczyny właśnie się rozwiedli i bohaterka musi przenieść się z mamą z Warszawy do Tomaszowa. Na tym podobieństwo do setek nastolatkowych lektur się kończy, bo na nowym miejscu dziewczynę czeka mnóstwo zagadek i tajemnic – ogromny dom z wrogo nastawioną babką i prababką, klasa, która przygotowuje przedziwny rytuał inicjacyjny – „wejściówkę” (tu najsilniej dają o sobie znać wcześniejsze przygodowe powieści Mańczyk), wszystkowiedzący mieszkańcy miasteczka. Maryla musi też rozprawić się z własną przeszłością – najlepszymi dotąd przyjaciółmi, którzy stali się za jej plecami parą, ojcem i tęsknotą za życiem w Warszawie. Dawniej spokojna, niesprawiająca problemów dziewczyna, odkrywa w sobie nieznaną siłę i bezczelność, która pozwala mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami.

W zasadzie Agata Mańczyk tworzy zgodnie ze wszelkimi wyznacznikami dobrej rozrywkowej literatury czwartej w starym stylu, a teraz jeszcze umiejętnie wplata do tego trochę motywów modnych w książkach dla dorosłych. A jednak niewielu autorów tak doskonale jak ona radzi sobie z maskowaniem granic między konwencjami czy śladów po literackich wskazówkach. Jej bohaterowie nie mogliby istnieć w realnym świecie, są prawdziwi tylko w ramach wyimaginowanej rzeczywistości, nic nie zmienia się jedynie w sferze emocji – a jednak te same postacie niosą wytchnienie od zwykłych zmartwień i zapewniają przejście do krainy wolnej od nudy. W „Rupieciarni” wyraźne jest zastępowanie przygód dziecięcych coraz bardziej dorosłymi, a przecież autorka pozwala swoim bohaterom na tę beztroskę i brak myślenia o konsekwencjach, na jaki potem już nigdy nie mogliby się zdobyć. Chociaż ogólnie wiadomo, w jakim kierunku zmierza całość, nie ma tu oczywistych rozwiązań i zabiegów, które pozwoliłyby przewidzieć rozwój wypadków. Zwłaszcza że pisarka obdarza nastolatków pomysłowością, rozmachem i odwagą, jakiej często nawet w najnowszych powieściach młodym ludziom brakuje. Wyrywa ich z marazmu, a czytelnikom przywraca wiarę w moc młodości.

środa, 23 czerwca 2010

Agata Mańczyk: Duża kieszeń na kłopoty

Nasza Księgarnia, Warszawa 2010.


Wyprawa po skarb

Do tej pory Agata Mańczyk dość łagodnie wprowadzała swoich bohaterów w całe serie awanturniczych przygód rodem z młodzieżowych powieści sensacyjnych z ubiegłego wieku. W „Jajecznicy na deszczówce” i „Pierwszej nocy pod gołym niebem” nakreślała najpierw tło wydarzeń i pozwalała odbiorcom oswoić się z nastoletnimi postaciami zanim zaserwowała potężną dawkę emocji. W „Dużej kieszeni na kłopoty”, historii mocno rozbudowanej, takiego czasu na przyzwyczajenie się do szybkiej fabuły i adrenaliny nie ma, akcja rozkręca się błyskawicznie, a książka niemal do ostatniej strony trzyma w napięciu. Nie znam drugiej takiej autorki, która dziś zdecydowałaby się na podobne przeładowanie historii mrożącymi krew w żyłach przygodami. Agata Mańczyk jest jedyna w swoim rodzaju – i ze względu na kreatywność może budzić podziw.

Czworo nastolatków – Polę, Gutka, Nikodema i Gretę – łączy jedno: spędzają wakacje w deszczowym, więc i strasznie nudnym, Jarosławcu. Bohaterowie nie znają się na początku opowieści – i wcale nie mają zamiaru się poznawać, każdy zamyka się w sobie i w samotności przetrawia codzienne troski. Pola cierpi z powodu kilkukilogramowej nadwagi i tęskni za mamą, która zmarła dwa lata temu. Ojciec Nikodema pije, rodzice Gutka bez przerwy się kłócą, a mama i tata Grety są nadopiekuńczy do przesady – wciąż faszerują córkę kolejnymi lekarstwami i zabraniają prawie wszystkich rozrywek. Gdyby nie nuda, być może Pola, Gutek, Niki i Greta nie zwróciliby uwagi na rozmowę miejscowych gangsterów, z których jeden… pracuje na komisariacie. Zgubienie walizki pełnej pieniędzy nie zdarza się co dzień – a taki współczesny skarb rozwiązałby wiele problemów nastolatków. Nic dziwnego, że dzieci podejmują wyzwanie i próbują przechytrzyć mafiozów z Jarosławca: łatwo nie będzie, bo już pierwsze zadanie wymaga… rozkopania świeżego grobu – a to dopiero dwudziesta z trzystu pięćdziesięciu stron. Młodzi ludzie nastawieni są do siebie nieufnie, ale muszą zacząć współpracować, jeśli chcą mieć szansę na odnalezienie skarbu.

Trudno uwierzyć, że Agata Mańczyk potrafi – zaczynając od rozgrzebywania mogiły – przez cały czas podkręcać tempo książki. A jednak. Będą tu brawurowe ucieczki, szyfry i tajne mapy, będzie łamanie prawa (do grona przeciwników, przed którymi trzeba się kryć, dołączy więc i policja). Będą noce spędzane pod gołym niebem, będzie walka ze strachem, głodem i bólem. Będzie cały korowód przygód – a każda z nich bardziej od poprzedniej zaskakująca. Nie zostawia autorka czasu, by odetchnąć. W „Dużej kieszeni na kłopoty” dzieje się tyle, że akcją można by obdzielić kilkanaście książek. Mańczyk nie rozwodzi się przy tym nad prawdopodobieństwem wydarzeń: liczy się adrenalina, część kwestii pomaga wyjaśnić przypadek, szczęśliwy traf. I dobrze, bo przez długi czas takie właśnie wyjaśnienie wystarczy, a kiedy przestanie wystarczać – autorka zafunduje odbiorcom jeszcze jedno, zaskakujące i ostateczne tłumaczenie.

Skazani na swoje towarzystwo bohaterowie muszą w końcu zacząć ze sobą rozmawiać. Ponieważ nie leży w ich interesie robienie wrażenia na kolegach, a przez długi czas zakładają w ogóle, że się nie polubią, stawiają na wzajemną szczerość – choć ta może być czasem bolesna. Dzięki temu przypadkowe i celowe zwierzenia nie nabierają cierpiętniczego charakteru, łatwiej też wspólnie zaradzić kłopotom. Pewnych spraw nie da się na poczekaniu rozstrzygnąć, lecz spojrzenie z dystansu bardzo pomaga. Między Polą, Gretą, Gutkiem i Nikim wytwarza się stopniowo bardzo silna więź. Nie ma tu łatwych uczuć: przyjaźń uniemożliwia ciągły brak zaufania, zauroczenia budowane są i rujnowane przez przypadkowe gesty. Agata Mańczyk stroni od sentymentalizmu i swoją książkę kieruje do czytelników obu płci – nikt nie będzie się tu nudził.

I na tle ekstremalnych przygód wybrzmiewają bezcenne komentarze, dotyczące zwyczajnych oraz niezwyczajnych problemów i zmartwień nastolatków. Wachlarz poruszanych tematów okazuje się bardzo szeroki, od kompleksów wywoływanych wyglądem po apatię i strach przed ludźmi. Każda troska przedyskutowana w gronie bezlitośnie szczerych rówieśników przestaje być przygnębiająca. A dodatkowo bohaterowie tej powieści wyniosą z wakacyjnej przygody cenną prawdę o sobie…

Podziwiam Agatę Mańczyk. Udaje jej się każdorazowo zaskoczyć czytelników. Nie powtarza tych samych rozwiązań, chociaż ogólny szkielet konstrukcyjny powieści zwykle pozostaje bez zmian. Nie brakuje autorce barwnych pomysłów na to, by ożywić akcję, a propozycje niebanalnych przygód, które podrzuca w swoich powieściach młodzieży budzą jednocześnie grozę i zachwyt. Mało jest dzisiaj książek, które tak silnie jak historie proponowane przez Agatę Mańczyk działają na wyobraźnię czytelników. „Duża kieszeń na kłopoty" nie jest głupawą historyjką o poszukiwaniu złota, ale mądrą powieścią o samopoznaniu.

czwartek, 11 lutego 2010

Agata Mańczyk: Jajecznica na deszczówce

Nasza Księgarnia, Warszawa 2009.

Na koloniach

Na wakacje wyjeżdżają dzieci z różnych rodzin. Danka, która ma sporo rodzeństwa i ojca pijaka, Witek zwany Zygą (Witek nie chce martwić chorego na serce ojca i razem z mamą odsuwa od niego wszystkie przykre wiadomości), Kajtek, którego rodzice posyłają bez przerwy na dodatkowe zajęcia – chłopiec musi sprostać ich wygórowanym wymaganiom. Jest tu i dbająca wyłącznie o własną urodę Marita, Klementyna, wychowywana przez dwóch dziadków-bliźniaków, Franek, który ma nadopiekuńczych rodziców, Maks, chodzący tylko w firmowych ubraniach i Wanda, dziewczyna z domu dziecka. Kiedy cała gromadka spotka się w autokarze jadącym na kolonie, oznaczać to będzie tylko jedno: zapowiedź świetnej przygody. Wszyscy znaleźli się tu, by odpocząć i nabrać sił do nauki – ale część młodzieży będzie też chciała odreagować stres, powetować sobie codzienny lęk i ciężką pracę: ci młodzi ludzie nie mają żadnych zahamowań, chcą się wyszaleć. Mają przy tym niezwykle rozwinięte poczucie sprawiedliwości, cenią sobie honor oraz godność – nie tolerują oskarżeń o donosicielstwo i obłudę – a takie właśnie oskarżenie zapoczątkuje pewien kolonijny zakład.

Tło akcji jest najzupełniej typowe dla klasycznych powieści młodzieżowych. Wydarzenia – przechwycone z panujących na koloniach zwyczajów i zabaw, przystosowane jednak do tradycyjnego, wręcz modelowego schematu zachowań bohaterów literatury czwartej z dawnych lat. Drużyna Danki, ukształtowana jeszcze podczas wyprawy, musi stawić czoła kompanom Zygi – udowodnić swoją wartość i przy okazji zwyciężyć nad trudnym przeciwnikiem. Młodzi ludzie starają się pokazać swoją odwagę, ale nie brawurę, sprawa jest honorowa, co oznacza między innymi całkowity zakaz wtajemniczania w nią wychowawczyni. Do barwnych pomysłów znudzonej młodzieży dochodzą jeszcze perypetie sercowe, pierwsze obozowe zauroczenia, przystojni żeglarze i nieporozumienia w związkach – okaże się więc szybko, że „Jajecznica na deszczówce” to doskonała powieść nie tylko na wakacje.

Jaka jest ta historia? Ciepła, pełna humoru i najrozmaitszych przygód. Obejmuje odkrywanie tajemnicy, do której wskazówki zawiera przypadkiem znaleziona książka (co jest nieco doroślejszą wersją poszukiwania skarbu), nocne eskapady i całodzienne wybryki, intrygi, ale też poważne problemy nastolatków. To interesujące studium charakterów i postaw wobec krzywdy innych, osierocenia, głupoty czy chorób bliskich. Każdy z bohaterów – a przecież jest ich wielu – prezentuje inne podejście do życia. Wszystkich łączy jedynie podejście do spraw honoru. Dodatkowym intrygującym punktem jest postać wychowawczyni – niby neutralnej i dającej się łatwo zwodzić, w rzeczywistości rozsądnej i sprawiedliwej, doświadczonej opiekunki. Złożona osobowość pani Leokadii stanowi także źródło dobrej zabawy czytelników.

Agata Mańczyk w swoich powieściach dla młodzieży stawia na błyskawicznie zmieniającą się akcję, barwne postacie i sporą dozę humoru. „Jajecznica na deszczówce” realizuje te założenia bezbłędnie, przez co można by ją spokojnie wpisać do kanonu literatury czwartej. To idealna lektura, mądra i wartościowa, a przy tym interesująca.