* * * * * * O tu-czytam

sobota, 11 maja 2013

Barbara Catchpole: P. Rosiak i czadowe majtki

Zielona Sowa, Warszawa 2013.

Przyłapany

Jak przyciągnąć do lektury dzieci, które nie przepadają za czytaniem? Najlepiej przez tematy zakazane jeszcze do niedawna w literaturze czwartej oraz ludyczny humor. To, co u dorosłych budzi czasem niesmak, rozśmieszy kilkulatki i nastawi pozytywnie do czytania. Nie zawsze pomoże w kształtowaniu dobrego gustu, ale to już zadanie mniej rozrywkowych publikacji. Gdy celem jest przyciągnięcie do lektury największych rozrabiaków, trzeba wytoczyć potężne działa. Tak jak robi Barbara Catchpole w serii o Piotrku Rosiaku, czyli Prosiaku: krótko, zabawnie, rubasznie i przełamując kulturowo-literackie tabu.

Do literatury czwartej zaczęły w pewnym momencie wkraczać tematy niskie, zdaniem wielu – wręcz nieodpowiednie dla wrażliwych maluchów. Tymczasem autorzy, przekonani, że nic, co ludzkie, nie powinno być dzieciom obce, zaczęli coraz odważniej przekraczać granice dobrego smaku. Owszem, nurt literatury krzewiącej pozytywne wartości istnieje i ma się dobrze, ale doczekał się kontrpropozycji. Do książek, które jeszcze dwie dekady temu wydawałyby się zbyt kontrowersyjne dla dzieci i wywoływałyby skandale czy protesty, dołącza seria o Prosiaku. Autorka nie ukrywa, że będzie się posługiwać dowcipem niskim – ale też nie powinna przerażać rodziców: nie sięga po wulgarne rozwiązania, wybiera za to zabawne nieporozumienia i portretuje bohatera w sytuacjach nie do pozazdroszczenia.

W tomiku „P. Rosiak i czadowe majtki” chłopiec wpada w spore kłopoty i najada się wstydu – a w dodatku dorosłym pozwala snuć dalekie od prawdy przypuszczenia. Oto pewnego dnia Piotrek chce się rano ubrać, ale nigdzie nie znajduje majtek. Żeby ratować sytuację, zakłada jedyną bieliznę, jaka jest w zasięgu ręki i pasuje na niego – różowe i bogato zdobione majtki starszej siostry. Gdyby nie fakt, że w szkole ma w-f i będzie musiał znaleźć odosobnione miejsce, żeby się przebrać, nie byłoby kłopotu. Ale w szkole nie tak łatwo o kryjówkę. Nakrywany raz po raz z opuszczonymi spodniami i w dziewczęcych majtkach bohater wpada zatem w tarapaty.

Dla małych odbiorców sfera zachowań dorosłych – łącznie z oburzeniem na widok roznegliżowanego Prosiaka – będzie raczej niezrozumiała, więc autorka nie tłumaczy podejrzeń pedagogów. Maluchy zatrzymują się na komizmie sytuacyjnym – przyłapaniu bohatera w coraz to nowych miejscach. Catchpole prowadzi więc historię tak, by nie wzbudzać niezdrowego zainteresowania seksualnością – „zakazane” majtki służą jedynie jako pretekst do kolejnych kłopotów postaci. Dostosowuje mikrofabułkę do percepcji kilkulatków. Nawet jeśli rodzicom pomysł na opowieść wyda się nieco kontrowersyjny, realizacji nie można zarzucić taniej sensacyjności. Dzieci ubawią się lekturą bez wątpienia. Autorka rezygnuje z ugrzecznionego świata: tu babcia zna sporo brzydkich słów (ale żadnego nie używa), tata zostawił rodzinę, a mama grozi synowi mantem (podobnie jak jej w dzieciństwie grozili rodzice). Upiększania rzeczywistości nie ma, mimo to lektura nie przygnębi.

Opowieść prowadzi Piotr Rosiak – co także ma skłonić dzieci do sięgnięcia po książkę. narracja jest krótka (tomik liczy 50 stron) i przepełniona emocjami, a do tego przerywana rysunkami. Linie na kartkach mają imitować pamiętnik – podobnie jak poglądowe komiksowe ilustracje, szkice, które dopełniają historię. Prosiak nie zajmuje się sprawdzaniem ani dociekaniem, co mieli na myśli dorośli, opowiada po prostu, co mu się przytrafiło i czasami dodaje też reakcje mamy lub nauczycieli. Opowiada z humorem, a miejscami i z autoironią, tak, aby poza „majtkowym” żartem odbiorcy znaleźli jeszcze kilka powodów do śmiechu. W „P. Rosiaku i czadowych majtkach” istoty jest niebanalny pomysł na fabułę, pomysł, który sam w sobie będzie magnesem dla małych czytelników – ale i realizacja sprawi, że dzieci chętnie zapoznają się z całą serią. Barbara Catchpole znalazła sposób, by do czytania przyciągnąć najbardziej krnąbrne dzieci. Te, które sprawiają problemy wychowawcze, powinny być zachwycone „niedozwolonymi” tematami w książce – a wiadomo, że owoc zakazany smakuje najlepiej. Warto zatem przekonać najmłodszych do czytania jako formy rozrywki, a nie szkolnego przymusu i męczarni.

2 komentarze:

  1. No we mnie ta seria zdecydowanie wzbudziła niesmak. Ale z tego co zauważyłam robi się coraz bardziej popularna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona bardziej wzbudza niesmak tytułami (zresztą nie znam całej, zamierzam poznać), niż zawartością. Zawartość jest w porządku, a zdaję sobie sprawę, że na dzieci takie właśnie "wykroczenia" będą najlepiej działać.

    OdpowiedzUsuń

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com