* * * * * * O tu-czytam

wtorek, 19 października 2010

Renata Opala: Rudzielec

Skrzat, Kraków 2010.

Kot

Pomysł na Skrzatową serię „Bajek zasypiajek” w pełni usprawiedliwia niezbyt dynamiczne fabuły i skupianie się na opisach mało atrakcyjnej codzienności. Długi rozbieg, jakiego potrzebują autorzy, tworzący dobranockowe historyjki, nieprzygotowanych na konwencję tekstowego usypiacza może naprawdę znudzić: w monotonnych opowieściach chodzi przecież przede wszystkim o to, by malucha jak najszybciej uśpić. Stąd też opis zwyczajnego dnia w rodzinie bohaterów „Rudzielca” pozbawiony jest jakichkolwiek elementów ciekawych. Mała Joasia je śniadanie, przygotowane przez babcię (która w tym czasie czesze dziewczynkę i zawiązuje jej kokardy), potem jest obiad, wspólna kolacja i spanie. Nie ma się co dziwić, autorzy „Bajek zasypiajek” nie mogą zainteresować czymś małych odbiorców, bo podniecenie lekturą wykluczałoby szybkie zaśnięcie. Dzieci mogą posłuchać o domu pełnym spokoju, przewidywalnym i bezpiecznym – to przygotowanie do dobrego snu, gwarantujące wyciszenie całodziennych emocji. Nawet nuda, wpisana w tekst, służyć ma przywołaniu sennych marzeń. Trudne zadanie będą za to mieli dorośli, czytający swoim pociechom – nie znajdą tu nic, co mogłoby przykuć ich uwagę i senność odpędzić.

Joasia, bohaterka „Rudzielca”, ma siedem lat i jest bardzo grzeczną dziewczynką. Mieszka z mamą, tatą, babcią (która przygotowuje wszystkim posiłki) i dziadkiem (który znakomicie opowiada bajki). Jak każde dziecko, Joasia chce mieć jakieś zwierzątko. Mama obiecuje, że porozmawiają o tym, gdy dziewczynka udowodni, że jest odpowiedzialna i potrafi się opiekować żywym stworzeniem, dbając o kwiaty doniczkowe. Ale wcześniej w domu Joasi pojawia się zabiedzony rudy pers, Rudzielec. Szybko okazuje się, że Rudzielec zostanie już z tą rodziną i opowieść Renaty Opali schodzi na opisy zachowań kota – prawdziwych, stereotypowych i interpretowanych bajkowo. Prawdziwych, bo pierwowzorem Rudzielca był kot autorki – to zresztą widać w pełnych czułości i zachwytu fragmentach, Rudzielca dotyczących. Stereotypowych, bo Renata Opala wciąż częstuje Rudzielca mlekiem. Interpretowanych bajkowo – bo czasem autorka wczuwa się w rudego bohatera i tłumaczy jego zachowania, mruczenie, a nawet myśli, na ludzki język. Rudzielec staje się główną postacią w historyjce – nie znaczy to, że książeczka nabiera tempa, przygody z kotem także są stonowane i pozbawione emocji. Jeśli Rudzielec ginie, to znaczy, że smacznie spał w zakamarkach pokoju. Jeśli obraża się na bohaterkę – to tylko na moment, zaraz, udobruchany, wraca.

Renata Opala włącza też do książki kilka bajek dziadka: prostych i naiwnych historyjek, typowych pospiesznych opowiastek, prezentowanych maluchom przed snem – pozwala to wprowadzić lekkie urozmaicenie do całości, autorka udowadnia tym samym, że potrafi wstrzelić się także w styl narzucony przez „bajki zasypiajki”. Owszem, książka jest monotonna i nie urzeka fabułą – ale tak właśnie miało być. „Rudzielec” do złudzenia przypomina zwyczajne dobranocne bajki opowiadane przez zwyczajnych, niekreatywnych, zmęczonych rodziców, którym zależy na jak najszybszym uśpieniu pociechy.
Lekturę może przedstawiać maluchom także starsze rodzeństwo, pomoże w tym duży druk, dobry dla uczących się czytać – i tych jeszcze mało wprawnych w tej sztuce. Dla odbiorców, którzy przygodę z samodzielnym czytaniem niedawno rozpoczęli, przejście przez tę książkę może być też sporym przeżyciem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com