Między Słowami, Kraków 2014 (wyd. II)
Tajemnice
Sarah Jio ożywia konwencjonalne tematy za sprawą form kolejnych opowieści. „Jeżynowa zima” to coś dla fanek tajemnic z przeszłości i tragicznych historii, o których mało kto wie. Prywatne dramaty nagle zaczynają łączyć się ze sobą i wpływać na losy bohaterów nawet po wielu latach. W „Jeżynowej zimie” liczą się przede wszystkim uczucia macierzyńskie – niezmienne mimo przemian obyczajowych. Claire to dziennikarka, która zamknęła się w sobie po wypadku. Straciła wówczas nienarodzone dziecko. Wciąż na nowo przeżywa żałobę i coraz bardziej oddala się od męża. Podczas majowej śnieżycy dostaje zadanie: napisać artykuł, który nawiązywałby do tej pogodowej anomalii sprzed przeszło ośmiu dekad. Claire nie wierzy, że da się stworzyć ciekawy tekst o pogodzie. I wtedy wpada na trop historii Very Ray. Vera Ray, uboga kobieta, w 1933 roku podczas śnieżycy odkryła, że z domu zniknął jej trzyletni synek. Nikt nie przejmuje się jej uczuciami. Claire chce dowiedzieć się czegokolwiek o losie malucha – i dopiero dzięki pracy zapomina o własnym nieszczęściu.
„Jeżynowa zima” prowadzona jest w dwóch płaszczyznach czasowych. U Very Ray pojawia się piękny romans – ale i przyziemne problemy. Brak pieniędzy łączy się z honorem i skłonnością do poświęceń – Vera zrobi wiele, by zapewnić swojemu dziecku szczęśliwe życie, dobro Daniela stawia na pierwszym miejscu. Wie też, że pomiędzy nią a mężczyznami z wyższych sfer istnieje przepaść nie do pokonania: w prawdziwym życiu nie zdarzają się baśnie o Kopciuszku. Claire obce jest życie w niedostatku – ale dzisiejsza bohaterka czuje się równie zagubiona i samotna. Rozumie dylematy matki – i przez niewytłumaczalną więź z Verą chce poznać przeszłość. To również dla niej szansa na spokój.
W „Jeżynowej zimie” dwa wypadki dzieli od siebie kilka dekad – a Sarah Jio pisze tak, by akcja ani na moment nie zwalniała tempa. W przypadku historii Very to dodatkowo skoki w czasie – do sytuacji przed Danielem i po jego zniknięciu. Claire prowadzi mniej burzliwą egzystencję – jej aktualnym zmartwieniem jest mąż, który chodzi na przyjęcia ze swoją byłą, źródła prawdziwej rozpaczy leżą w przeszłości. Jio pozwala czytelniczkom zaangażować się w losy obu bohaterek – a za każdym razem interesuje ją coś innego. U Very to idealizowana wielka miłość, a później – poświęcenie. U Claire – zwyczajność, miłość zagubiona w zwykłych i mniej zwykłych kłopotach. Autorka stara się, by zawsze zwyciężał realizm – ale że jednocześnie „Jeżynowa zima” ma dodawać otuchy, odpowiednio modyfikuje akcję. Uświadamia czytelniczkom, o co w życiu warto walczyć.
„Jeżynowa zima” nie jest sentymentalnym wyciskaczem łez. Sarah Jio dobrze czuje się w tej fabule, rozumie swoje bohaterki i kibicuje im, ale wie, co powinna robić dla dobra historii. Tworzy „Jeżynową zimę” bardzo świadomie, starannie obmyślając każdą decyzję bohaterów. Proponuje przekonujące charaktery – nawet jeśli na początku Vera wydaje się być zbyt papierowa. „Jeżynowa zima” to udana powieść dla pań. Dzięki przesunięciu akcentu z miłości na miłość macierzyńską pozwala bliżej przyjrzeć się psychologicznym rozwiązaniom. Autorka nie popełnia błędu, który dość często pojawia się w książkach z motywami z przeszłości: usiłuje wyrównać emocjonalne wydarzenia z 1933 roku i aktualne sprawy, nie ignoruje świata Claire. Dziennikarka łatwo stać się mogła zwykłym nośnikiem wiadomości sprzed lat – w „Jeżynowej zimie” zyskuje jednak ważny życiorys i ciekawe otoczenie. Sarah Jio pokazuje „Jeżynową zimą”, jak dobra jest w kształtowaniu przesyconych emocjami scen – i jak umie przygnębiające tematy przekuwać w piękne opowieści obyczajowe.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah Jio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah Jio. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 4 grudnia 2014
środa, 6 sierpnia 2014
Sarah Jio: Dom na plaży
Między Słowami, Kraków 2014 (wyd. II)
Wojenny romans
Miłość jest zawsze taka sama, bez względu na przemiany obyczajowe i czasy. Historie miłosne z kolei zawsze noszą w sobie indywidualne cechy. Sarah Jio dokonuje połączenia tych dwóch motywów, by „Domem na plaży” przypomnieć czytelniczkom, co w życiu powinno się liczyć. Jednocześnie nie boi się wplatania do romansu elementów grozy i kryminału, żeby pokazać odbiorczyniom wiele rodzajów przeszkód na drodze do szczęścia.
Wnuczka Anne właśnie kończy studia, kiedy znajduje w koszu na śmieci zagadkowy list adresowany do babci. Wyjaśnienia, jeśli mają być szczere i pełne, wymagają czasu. Anne decyduje się na opowiedzenie historii z czasów swojej młodości, kiedy świat ogarnięty był wojną. We wspomnieniach przenosi się na Bora-Bora. Anne tuż przed zaplanowanym ślubem decyduje się zostać pielęgniarką i pomagać rannym żołnierzom – tę kontrowersyjną decyzję podejmuje pod wpływem swojej odważnej przyjaciółki, Kitty. Tyle że Kitty w kraju nie zostawiła narzeczonego a żonatego kochanka, a na miejscu nic sobie nie robi z ostrzeżeń przed spragnionymi kobiet żołnierzami. Kitty żyje chwilą, inaczej niż przezorna Anne.
I tak większa część powieści rozgrywa się w latach 40. XX wieku na wyspie, która mogłaby być rajem, gdyby nie wojenne okoliczności. Znajduje się tu bungalow obłożony rzekomo klątwą – który Anne daje schronienie. Bohaterka nie musi obawiać się samotności – i coraz mniej myśli o pozostawionym w kraju narzeczonym, co do którego nie ma pewności, czy naprawdę go kocha. Ale poza wojennymi przeżyciami Anne odkrywa na wyspie coś jeszcze, coś, co zmusi ją do wieloletniego milczenia. Izolacja od normalnego świata weryfikuje wszelkie przekonania i związki. Sarah Jio funduje swoim czytelniczkom koktajl emocji i najsilniejszych uczuć.
Dylematy pielęgniarki z czasów drugiej wojny światowej nie pobrzmiewają tu archaicznie. Chociaż inne są pobudki, którymi kieruje się Anne w układaniu sobie życia, niewiele zmienia się w temacie zauroczenia czy pożądania. „Dom na plaży” wykorzystuje w fabule uniwersalny portret kobiety, która marzy o wielkiej miłości, a przy tym wie, czego się od niej oczekuje. Za to narzeczony bohaterki, postać z dalekiego planu, mimo oddalenia wypada bardzo marionetkowo. Jio nakreśla jedną namiętność i nie chce zaciemniać obrazu przez opisywanie przywiązania, więc czytelniczki – podobnie jak bohaterka – łatwiej odnajdą się na wyspie, która oddala zwykłe zasady funkcjonowania w społeczeństwie.
Sarah Jio stworzyła tu romans klasyczny, o czym przypomina także czas akcji. Przez nawiązania do minionych zwyczajów ta autorka zapewnia sobie ochronę przed dosłownością i banałem, a także uzasadnienie dla silnych wzruszeń – w końcu sentymenty są zjawiskiem zrozumiałym przy wspomnieniach z czasów młodości. Do tego autorka dodała trochę tajemnic z różnych sfer – w ramach romansu zdecydowała się na ograne chwyty – listy pozostawiane w skrytce czy wspólne sekrety. W ramach kryminału – ukryła sprawcę zapadających w pamięć wydarzeń. Poprowadziła opowieść z wprawą i z pełnym przekonaniem co do rozwoju uczuć. Jio wykorzystała tu proste i ponadczasowe psychologiczne obserwacje. Nie komplikuje przesadnie charakterów swoich postaci, ale znajduje sposób na to, by wydobyć z nich prawdę. „Dom na plaży” nie jest lekturą wakacyjną ani tanim romansidłem – autorka potrafi opowiadać historie i to się w tej powieści najbardziej liczy, nawet jeśli ktoś nie ma ochoty na śledzenie miłosnej przygody sprzed dekad.
Wojenny romans
Miłość jest zawsze taka sama, bez względu na przemiany obyczajowe i czasy. Historie miłosne z kolei zawsze noszą w sobie indywidualne cechy. Sarah Jio dokonuje połączenia tych dwóch motywów, by „Domem na plaży” przypomnieć czytelniczkom, co w życiu powinno się liczyć. Jednocześnie nie boi się wplatania do romansu elementów grozy i kryminału, żeby pokazać odbiorczyniom wiele rodzajów przeszkód na drodze do szczęścia.
Wnuczka Anne właśnie kończy studia, kiedy znajduje w koszu na śmieci zagadkowy list adresowany do babci. Wyjaśnienia, jeśli mają być szczere i pełne, wymagają czasu. Anne decyduje się na opowiedzenie historii z czasów swojej młodości, kiedy świat ogarnięty był wojną. We wspomnieniach przenosi się na Bora-Bora. Anne tuż przed zaplanowanym ślubem decyduje się zostać pielęgniarką i pomagać rannym żołnierzom – tę kontrowersyjną decyzję podejmuje pod wpływem swojej odważnej przyjaciółki, Kitty. Tyle że Kitty w kraju nie zostawiła narzeczonego a żonatego kochanka, a na miejscu nic sobie nie robi z ostrzeżeń przed spragnionymi kobiet żołnierzami. Kitty żyje chwilą, inaczej niż przezorna Anne.
I tak większa część powieści rozgrywa się w latach 40. XX wieku na wyspie, która mogłaby być rajem, gdyby nie wojenne okoliczności. Znajduje się tu bungalow obłożony rzekomo klątwą – który Anne daje schronienie. Bohaterka nie musi obawiać się samotności – i coraz mniej myśli o pozostawionym w kraju narzeczonym, co do którego nie ma pewności, czy naprawdę go kocha. Ale poza wojennymi przeżyciami Anne odkrywa na wyspie coś jeszcze, coś, co zmusi ją do wieloletniego milczenia. Izolacja od normalnego świata weryfikuje wszelkie przekonania i związki. Sarah Jio funduje swoim czytelniczkom koktajl emocji i najsilniejszych uczuć.
Dylematy pielęgniarki z czasów drugiej wojny światowej nie pobrzmiewają tu archaicznie. Chociaż inne są pobudki, którymi kieruje się Anne w układaniu sobie życia, niewiele zmienia się w temacie zauroczenia czy pożądania. „Dom na plaży” wykorzystuje w fabule uniwersalny portret kobiety, która marzy o wielkiej miłości, a przy tym wie, czego się od niej oczekuje. Za to narzeczony bohaterki, postać z dalekiego planu, mimo oddalenia wypada bardzo marionetkowo. Jio nakreśla jedną namiętność i nie chce zaciemniać obrazu przez opisywanie przywiązania, więc czytelniczki – podobnie jak bohaterka – łatwiej odnajdą się na wyspie, która oddala zwykłe zasady funkcjonowania w społeczeństwie.
Sarah Jio stworzyła tu romans klasyczny, o czym przypomina także czas akcji. Przez nawiązania do minionych zwyczajów ta autorka zapewnia sobie ochronę przed dosłownością i banałem, a także uzasadnienie dla silnych wzruszeń – w końcu sentymenty są zjawiskiem zrozumiałym przy wspomnieniach z czasów młodości. Do tego autorka dodała trochę tajemnic z różnych sfer – w ramach romansu zdecydowała się na ograne chwyty – listy pozostawiane w skrytce czy wspólne sekrety. W ramach kryminału – ukryła sprawcę zapadających w pamięć wydarzeń. Poprowadziła opowieść z wprawą i z pełnym przekonaniem co do rozwoju uczuć. Jio wykorzystała tu proste i ponadczasowe psychologiczne obserwacje. Nie komplikuje przesadnie charakterów swoich postaci, ale znajduje sposób na to, by wydobyć z nich prawdę. „Dom na plaży” nie jest lekturą wakacyjną ani tanim romansidłem – autorka potrafi opowiadać historie i to się w tej powieści najbardziej liczy, nawet jeśli ktoś nie ma ochoty na śledzenie miłosnej przygody sprzed dekad.
wtorek, 11 marca 2014
Sarah Jio: Marcowe fiołki
Między Słowami. Znak, Kraków 2014 (wyd. II).
Pogodzenie z życiem
W „Marcowych fiołkach” Sarah Jio nie ma nic, co nakazywałoby traktować fabułę jako oryginalną i twórczą. Jest za to wszystko, co wielbicielki czytadeł kochają – i czego szukają w lekturach przynoszących wytchnienie. Fabuła rozwija się raczej dosyć typowo: bohaterka, Emily, po rozpadzie małżeństwa chce dojść do siebie – wybiera się do miejsca doskonale pamiętanego z dzieciństwa, na wyspę do ukochanej ciotki Bee. W szufladzie starej komody znajduje jednak pamiętnik tajemniczej kobiety z przeszłości – dzięki niemu poznaje dziwne dzieje rodziny i może zestawić je ze swoją obecną sytuacją. Emily nie opłakuje małżeństwa i nie przeżywa w związku z rozwodem żadnych silniejszych emocji. Angażuje się za to całą sobą w dramatyczną opowieść Esther z pamiętnika. Zaczyna też spotykać się z dawnymi znajomymi. I próbuje rozwiązać pewną łamigłówkę.
Są „Marcowe fiołki” obyczajówką pełną sercowych schematów złagodzonych przez czasowy dystans. To, co wydaje się zbyt melodramatyczne, Jio przerzuca do przeszłości – tam pasuje i nie wymaga dodatkowych uzasadnień. W egzystencji Esther nie rażą miłosne trójkąty, sceny zazdrości ani burzliwe rozstania – kompozycja szkatułkowa sprawia, że mogą one funkcjonować na prawach literackiej fikcji i tym samym nie podlegać filtrowi realizmu. Jio zdaje sobie sprawę z tego, że czytelniczki obyczajówek mimo wszystko uwielbiają tego typu historie miłosne – nie szczędzi im więc szczegółów, tyle tylko, że zwierzenia Esther istniejące tu jako cytaty z pamiętnika przedziela opisami teraźniejszości Em. A Em stara się odnaleźć szczęście.
Autorka celowo wyizolowuje postać z jej dotychczasowej codzienności. Na wyspie Em nie musi martwić się ani tłumaczyć znajomym. Tu zainteresowanie nią jest znacznie słabsze niż zainteresowanie przeszłością. Kobieta chce poznać rodzinne sekrety, bo w nich znajduje też wskazówki dotyczące własnych wyborów – potrafi przełożyć doświadczenia Esther na własne odkrycia. Rodzi się w niej zauroczenie przystojnym mężczyzną, ale niedawne sprawy też dadzą o sobie znać. Żeby nie zamknąć się tylko i wyłącznie w motywach sercowych, autorka rozpracowuje kwestię młodzieńczych przyjaźni, niezwykłej więzi Em z ciotką oraz… żałoby po śmierci przyjaciółki tej ciotki. Autorka szuka w „Marcowych fiołkach” motywów odpowiednich do wzruszeń – nimi przysłania rozwiązania dość typowe i niezbyt wymyślne.
„Marcowe fiołki” jednak czyta się dobrze za sprawą języka. Dwutorowo biegnie ta relacja o uczuciowych perypetiach kobiet w różnych czasach. Za każdym razem coś staje na przeszkodzie w stworzeniu szczęśliwego związku – chodzi więc o to, żeby pokonać przeciwności losu dzięki wewnętrznej sile. arah Jio wpisuje się w nurt ciepłych, krzepiących obyczajówek o sklasyczniałym już kształcie – tu opowieść układana jest z doskonale znanych wątków i pomysłów – jej siła polega na udanej całości sprawiającej wrażenie na odbiorczyniach. „Marcowe fiołki” to literatura rozrywkowa, na której nie można się zawieść, jeśli tylko ma się w pamięci zasady konwencji. Sarah Jio nie chce zmuszać do myślenia – zamierza dać czytelniczkom odpocząć przy sympatycznej lekturze. Tworzy więc czytadło, które nie może zaistnieć na rynku jako przełomowe i ważne – dostarcza za to przyjemności i wytchnienia, a przy tym nie męczy przesadnie przewidywalnością. Jio prowadzi narrację, nie wychodząc poza ramy gatunku – można jej zaufać jako autorce historii pełnej uczuć i tajemnic z przeszłości. „Marcowe fiołki” to książka lekka, wakacyjna i niewymagająca przesadnego skupienia. Poza tym odbiorczyniom łatwo będzie poczuć więź z bohaterką – i razem z nią odkrywać dawne rodzinne relacje oraz uczestniczyć w poszukiwaniu kruchego szczęścia na co dzień. Chociaż znany jest kierunek rozwoju fabuły, Jio nie będzie irytować przewidywalnymi pomysłami, co przysporzy jej jeszcze czytelniczek.
Pogodzenie z życiem
W „Marcowych fiołkach” Sarah Jio nie ma nic, co nakazywałoby traktować fabułę jako oryginalną i twórczą. Jest za to wszystko, co wielbicielki czytadeł kochają – i czego szukają w lekturach przynoszących wytchnienie. Fabuła rozwija się raczej dosyć typowo: bohaterka, Emily, po rozpadzie małżeństwa chce dojść do siebie – wybiera się do miejsca doskonale pamiętanego z dzieciństwa, na wyspę do ukochanej ciotki Bee. W szufladzie starej komody znajduje jednak pamiętnik tajemniczej kobiety z przeszłości – dzięki niemu poznaje dziwne dzieje rodziny i może zestawić je ze swoją obecną sytuacją. Emily nie opłakuje małżeństwa i nie przeżywa w związku z rozwodem żadnych silniejszych emocji. Angażuje się za to całą sobą w dramatyczną opowieść Esther z pamiętnika. Zaczyna też spotykać się z dawnymi znajomymi. I próbuje rozwiązać pewną łamigłówkę.
Są „Marcowe fiołki” obyczajówką pełną sercowych schematów złagodzonych przez czasowy dystans. To, co wydaje się zbyt melodramatyczne, Jio przerzuca do przeszłości – tam pasuje i nie wymaga dodatkowych uzasadnień. W egzystencji Esther nie rażą miłosne trójkąty, sceny zazdrości ani burzliwe rozstania – kompozycja szkatułkowa sprawia, że mogą one funkcjonować na prawach literackiej fikcji i tym samym nie podlegać filtrowi realizmu. Jio zdaje sobie sprawę z tego, że czytelniczki obyczajówek mimo wszystko uwielbiają tego typu historie miłosne – nie szczędzi im więc szczegółów, tyle tylko, że zwierzenia Esther istniejące tu jako cytaty z pamiętnika przedziela opisami teraźniejszości Em. A Em stara się odnaleźć szczęście.
Autorka celowo wyizolowuje postać z jej dotychczasowej codzienności. Na wyspie Em nie musi martwić się ani tłumaczyć znajomym. Tu zainteresowanie nią jest znacznie słabsze niż zainteresowanie przeszłością. Kobieta chce poznać rodzinne sekrety, bo w nich znajduje też wskazówki dotyczące własnych wyborów – potrafi przełożyć doświadczenia Esther na własne odkrycia. Rodzi się w niej zauroczenie przystojnym mężczyzną, ale niedawne sprawy też dadzą o sobie znać. Żeby nie zamknąć się tylko i wyłącznie w motywach sercowych, autorka rozpracowuje kwestię młodzieńczych przyjaźni, niezwykłej więzi Em z ciotką oraz… żałoby po śmierci przyjaciółki tej ciotki. Autorka szuka w „Marcowych fiołkach” motywów odpowiednich do wzruszeń – nimi przysłania rozwiązania dość typowe i niezbyt wymyślne.
„Marcowe fiołki” jednak czyta się dobrze za sprawą języka. Dwutorowo biegnie ta relacja o uczuciowych perypetiach kobiet w różnych czasach. Za każdym razem coś staje na przeszkodzie w stworzeniu szczęśliwego związku – chodzi więc o to, żeby pokonać przeciwności losu dzięki wewnętrznej sile. arah Jio wpisuje się w nurt ciepłych, krzepiących obyczajówek o sklasyczniałym już kształcie – tu opowieść układana jest z doskonale znanych wątków i pomysłów – jej siła polega na udanej całości sprawiającej wrażenie na odbiorczyniach. „Marcowe fiołki” to literatura rozrywkowa, na której nie można się zawieść, jeśli tylko ma się w pamięci zasady konwencji. Sarah Jio nie chce zmuszać do myślenia – zamierza dać czytelniczkom odpocząć przy sympatycznej lekturze. Tworzy więc czytadło, które nie może zaistnieć na rynku jako przełomowe i ważne – dostarcza za to przyjemności i wytchnienia, a przy tym nie męczy przesadnie przewidywalnością. Jio prowadzi narrację, nie wychodząc poza ramy gatunku – można jej zaufać jako autorce historii pełnej uczuć i tajemnic z przeszłości. „Marcowe fiołki” to książka lekka, wakacyjna i niewymagająca przesadnego skupienia. Poza tym odbiorczyniom łatwo będzie poczuć więź z bohaterką – i razem z nią odkrywać dawne rodzinne relacje oraz uczestniczyć w poszukiwaniu kruchego szczęścia na co dzień. Chociaż znany jest kierunek rozwoju fabuły, Jio nie będzie irytować przewidywalnymi pomysłami, co przysporzy jej jeszcze czytelniczek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






