Marginesy, Warszawa 2017.
Tworzenie
Przyjacielska to książka i inna być nie może: Zofia Turowska ma dla Janusza Majewskiego sporo życzliwości, wręcz uwielbienia, chce zatem zbudować opowieść pełną miłych analiz. Turowska rezygnuje z klasycznej biografii i wnikania w sprawy prywatne na rzecz tego, co jej zdaniem najlepiej definiuje bohatera tomu. Skupia się na pracy artystycznej – i na przeżywaniu licznych trudności, na tym snuje całą opowieść. Owszem, pojawią się tu powroty do dzieciństwa – ale w stopniu jedynie umożliwiającym zarysowanie późniejszych zainteresowań. Tak na przykład znajdzie się tu miejsce na pierwsze teatralne fascynacje, odkrywanie Zielonej Gęsi, czy na zachwyty jazzem. Zofia Turowska wyraźnie nie lubi informacji „po nic”, wydobywa z życiorysu Majewskiego takie motywy, które znajdą oczywistą kontynuację po latach, przy tworzeniu. Wyjście z czasów dzieciństwa i młodości (zaprezentowanych pospiesznie i anegdotycznie, bez szczególnego pochylania się nad rejestrem faktów) oznacza już przeskok do filmów. Janusz Majewski jako twórca wydaje się Zofii Turowskiej o wiele bardziej interesujący. Co pewien czas wplata do książki wzmianki na temat życia prywatnego (zwłaszcza gdy łączą się one z decyzjami twórczymi i przenoszą do produkcji), ale nie zajmuje się tym dogłębnie. Raczej z obowiązku, nie może przecież tak całkowicie pominąć pozafilmowej rzeczywistości. Kieruje jednak swój tom do czytelników zainteresowanych przede wszystkim sprawami zawodowymi i wie, że dla nich ważniejszy będzie przewodnik po dokonaniach.
Zofia Turowska czerpie dość często z zapisków Janusza Majewskiego lub z opinii aktorów czy krytyków filmowych. Każde dzieło stara się zaprezentować w jak najlepszym świetle (istnienie produkcji nieudanych sygnalizuje, przypominając, że każdy ma prawo do błędów). Nie reklamuje filmów nachalnie, ale sugeruje ich urok czy cenne przesłania. Przeprowadza odbiorców przez utwory satyryczne, ale i te o romansowo-obyczajowych naleciałościach, udowadniając, że Janusz Majewski dobrze czuje się w różnych gatunkach. Wprowadza do historii szereg nieznanych odbiorcom perypetii związanych z współpracą z aktorami czy… polityką wkradającą się w życie twórcy, opowiada o cenzurze dotyczącej plakatu czy o konkursach. Stara się ukazać artystyczne credo Janusza Majewskiego. Dodatkowo stale analizuje lubiane chwyty reżyserskie czy zabiegi prowadzące do nadania obrazom konkretnych kształtów. Pokazuje świat tworzenia filmów od kulis. Sprawdza dzieła Majewskiego po kolei i każdemu poświęca wiele uwagi. Tworzy wartościowy przegląd dorobku, pomaga w rozeznaniu się w pomysłach Janusza Majewskiego.
Od strony graficznej ta publikacja ta publikacja wpisuje się w serię biografii Marginesów idealnie. Pełna jest zdjęć, fotosów i kadrów z filmów. Do tego dochodzą liczne przedruki dokumentów (listów i pism urzędowych, czasem dzisiaj absurdalnych). Są tu plakaty, fotografie z archiwum prywatnego, rozpiski obsad aktorskich (odręczne) i całe strony z recenzjami czy wzmiankami z prasy. Dzięki temu Zofia Turowska nie musi przesadnie koncentrować się na zlepkach cytatów – umożliwia czytelnikom szybkie dotarcie do ciekawych materiałów i pozwala samodzielnie wybierać, co jest ważne.
O Januszu Majewskim z tej książki odbiorcy nie dowiedzą się zbyt wiele, ale już o jego pracy – całkiem sporo. Tom został przygotowany dla kinomaniaków, a nie miłośników plotek o artystach. Janusz Majewski zyskuje tu fachowy zawodowy portret, chociaż trudno pozbyć się wrażenia, że trochę zasłania się pracą, żeby nie opowiedzieć o sobie zbyt dużo. Turowska akceptuje prawo bohatera tomu do prywatności – i tak ma czym zająć czytelników – i to na długo. „Film – kobieta jego życia” to publikacja zrodzona z wielkiej sympatii.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Majewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Majewski. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 lutego 2017
piątek, 14 grudnia 2012
Janusz Majewski: Zima w Siedlisku
Marginesy, Warszawa 2012.
Przeżywanie żałoby
„Zima w Siedlisku” jest przez wydawcę określona jako „rachunek z utraty” i naprawdę trudno o lepsze określenie dla tej powieści. Zofia Nasierowska wymyśliła postać Marianny, która z mężem znajduje spokój w Siedlisku, jej pensjonacie w Panistrudze – przygody Marianny na podstawie scenariusza do serialu opisał mąż Nasierowskiej, Janusz Majewski. Kiedy autor stracił żonę, stworzył „Zimę w Siedlisku” – rodzaj literackiego pożegnania i opisu przejścia żałoby. W książce to Marianna traci męża i nawet nie próbuje pogodzić się z tragedią. Wciąż powraca myślami do wspólnie spędzanych chwil, odkrywa pamięć o Krzysztofie w każdym miejscu i każdym przedmiocie, cierpi, zamyka się w sobie i przestaje dostrzegać uroki Siedliska – mimo że pracuje jak dawniej. W miarę jak Marianna odzyskuje chęć do życia, w książce pojawiają się kolejne postacie – zarówno znane z pierwszego tomu, jak i przejazdem goszczące w pensjonacie. Kobieta przestaje mieć czas na życie wspomnieniami, skoro wokół dzieje się tak dużo. Nie odmawia sobie jedynie erotycznych wspomnień (w wersji literackiej – ogólnie nakreślanych scen pozbawianych frywolności i wulgarności) – a pocieszenie przychodzi z innej niż standardowa w obyczajówkach strony i nie daje początku nowemu love story.
Daje się zauważyć w „Zimie w Siedlisku” przede wszystkim radykalna zmiana stylu. O ile pierwszy tom oparty był na dialogach i filmowych gestach, a pozbawiony zupełnie wewnętrznych przemyśleń postaci, o tyle tu przez długi czas nie ma w ogóle mowy o wyjściu poza umysł Marianny. Czytelnicy zostają zamknięci w świecie rozpaczy bohaterki, pozbawieni rozmów (ale nie ironicznych i autoironicznych obserwacji) i skazani na życie w samotności podsycanej żałobą. Kobieta koncentruje się na wspomnieniach związanych ze zmarłym mężem, ale stawia na odczucia i emocje, przedstawia się tu jej przeżycia ze szczególnym uwzględnieniem szczęśliwej przeszłości, a i przebaczenia wszelkich występków. Marianna zyskuje szansę na dokonanie oceny związku, a autor nie pozostawia niedokończonych spraw. Pozwala kobiecie wylewać w zapośredniczonych wywodach swoje żale – a jednak cierpienie łagodzone jest spokojną narracją i przeglądem lat spędzonych w Siedlisku. Do opowieści dochodzi humor – zwłaszcza sytuacyjny – a potem i trafne portrety ludzi, których losy zazębiły się z życiem Marianny. Siedlisko nabiera kolorów – i to nawet więcej niż w pierwszym tomie, kiedy Majewskiego interesowała teraźniejszość pary bohaterów. W mniejszej objętościowo kontynuacji dzieje się więcej, także pod względem nasycenia emocjonalnego. Majewski próbuje także sterować tempem akcji, wprowadza tajemnice, poczucie zagrożenia, strach o bliskich. Nawet bez chęci podejmowania jakichkolwiek działań, Marianna uczestniczy w wielu atrakcyjnych dla czytelników wydarzeniach. „Zima w Siedlisku” pod wieloma względami przewyższa „Siedlisko”, lepiej się ją czyta, jest tu więcej twórczej swobody, mimo że temat śmierci rozpoczyna tę historię. Przywiązani do serialowego świata być może będą rozczarowani przejściem od dialogu do opisu – ale na takiej postawie autora książka zyskuje. „Zima w Siedlisku” nie jest tak pełna stereotypów jak pierwsza część, błyszczy pomysłami i rozwojem obyczajowej akcji. To jednak w dalszym ciągu powieść, która różni się od popularnych czytadeł – między innymi stopniem zanurzenia w egzystencję bohaterki, daleką od ideałów i spełnianych marzeń, bardziej realną czy zbliżoną do naturalnej, prawdopodobną, a i ciekawą.
Przeżywanie żałoby
„Zima w Siedlisku” jest przez wydawcę określona jako „rachunek z utraty” i naprawdę trudno o lepsze określenie dla tej powieści. Zofia Nasierowska wymyśliła postać Marianny, która z mężem znajduje spokój w Siedlisku, jej pensjonacie w Panistrudze – przygody Marianny na podstawie scenariusza do serialu opisał mąż Nasierowskiej, Janusz Majewski. Kiedy autor stracił żonę, stworzył „Zimę w Siedlisku” – rodzaj literackiego pożegnania i opisu przejścia żałoby. W książce to Marianna traci męża i nawet nie próbuje pogodzić się z tragedią. Wciąż powraca myślami do wspólnie spędzanych chwil, odkrywa pamięć o Krzysztofie w każdym miejscu i każdym przedmiocie, cierpi, zamyka się w sobie i przestaje dostrzegać uroki Siedliska – mimo że pracuje jak dawniej. W miarę jak Marianna odzyskuje chęć do życia, w książce pojawiają się kolejne postacie – zarówno znane z pierwszego tomu, jak i przejazdem goszczące w pensjonacie. Kobieta przestaje mieć czas na życie wspomnieniami, skoro wokół dzieje się tak dużo. Nie odmawia sobie jedynie erotycznych wspomnień (w wersji literackiej – ogólnie nakreślanych scen pozbawianych frywolności i wulgarności) – a pocieszenie przychodzi z innej niż standardowa w obyczajówkach strony i nie daje początku nowemu love story.
Daje się zauważyć w „Zimie w Siedlisku” przede wszystkim radykalna zmiana stylu. O ile pierwszy tom oparty był na dialogach i filmowych gestach, a pozbawiony zupełnie wewnętrznych przemyśleń postaci, o tyle tu przez długi czas nie ma w ogóle mowy o wyjściu poza umysł Marianny. Czytelnicy zostają zamknięci w świecie rozpaczy bohaterki, pozbawieni rozmów (ale nie ironicznych i autoironicznych obserwacji) i skazani na życie w samotności podsycanej żałobą. Kobieta koncentruje się na wspomnieniach związanych ze zmarłym mężem, ale stawia na odczucia i emocje, przedstawia się tu jej przeżycia ze szczególnym uwzględnieniem szczęśliwej przeszłości, a i przebaczenia wszelkich występków. Marianna zyskuje szansę na dokonanie oceny związku, a autor nie pozostawia niedokończonych spraw. Pozwala kobiecie wylewać w zapośredniczonych wywodach swoje żale – a jednak cierpienie łagodzone jest spokojną narracją i przeglądem lat spędzonych w Siedlisku. Do opowieści dochodzi humor – zwłaszcza sytuacyjny – a potem i trafne portrety ludzi, których losy zazębiły się z życiem Marianny. Siedlisko nabiera kolorów – i to nawet więcej niż w pierwszym tomie, kiedy Majewskiego interesowała teraźniejszość pary bohaterów. W mniejszej objętościowo kontynuacji dzieje się więcej, także pod względem nasycenia emocjonalnego. Majewski próbuje także sterować tempem akcji, wprowadza tajemnice, poczucie zagrożenia, strach o bliskich. Nawet bez chęci podejmowania jakichkolwiek działań, Marianna uczestniczy w wielu atrakcyjnych dla czytelników wydarzeniach. „Zima w Siedlisku” pod wieloma względami przewyższa „Siedlisko”, lepiej się ją czyta, jest tu więcej twórczej swobody, mimo że temat śmierci rozpoczyna tę historię. Przywiązani do serialowego świata być może będą rozczarowani przejściem od dialogu do opisu – ale na takiej postawie autora książka zyskuje. „Zima w Siedlisku” nie jest tak pełna stereotypów jak pierwsza część, błyszczy pomysłami i rozwojem obyczajowej akcji. To jednak w dalszym ciągu powieść, która różni się od popularnych czytadeł – między innymi stopniem zanurzenia w egzystencję bohaterki, daleką od ideałów i spełnianych marzeń, bardziej realną czy zbliżoną do naturalnej, prawdopodobną, a i ciekawą.
piątek, 16 listopada 2012
Janusz Majewski: Siedlisko
Marginesy, Warszawa 2011.
Jesień życia?
Ten motyw cieszy się dużą popularnością i zajmuje sporo miejsca w literaturze rozrywkowej ostatnich lat – ale w wersji Janusza Majewskiego przybiera zupełnie inną formę. „Siedlisko” to życie w zwolnionym tempie, z całym jego realizmem, z przyziemnymi troskami i stonowanymi emocjami, z charakterami malowanymi grubą kreską. Książka napisana na podstawie scenariusza serialu sama naprawdę staje się serialem, jej „telewizyjność” daje się wyraźnie wyczuć w formie i w kształtowaniu sylwetek postaci. Jakby tego było mało, w scenariuszu Zofii Nasierowskiej i Wandy Majerówny znalazły się i elementy autobiograficzne. W efekcie „Siedlisko” nie może przypominać faktycznej powieści, jest raczej powolnym odsłanianiem blasków i cieni egzystencji z dala od wielkiego miasta. Tu na powrót zaczynają się liczyć ludzie, na przestrzeń nawet nie ma za bardzo miejsca. I tym „Siedlisko” w wersji książkowej różni się od podobnych bestsellerów – w typowych reprezentacjach gatunku to wicie własnego gniazdka-pensjonatu na odludziu absorbuje uwagę autorów. U Majewskiego liczą się niemal wyłącznie interpersonalne kontakty i dylematy. Oraz wzruszające wręcz przywiązanie dwojga bohaterów w średnim wieku, małżeństwa, które w „Siedlisku” staje się centrum wydarzeń.
Malarka Marianna i profesor medycyny Krzysztof próbują zaaklimatyzować się na wsi. Oboje stają przed wyzwaniami, których się nie spodziewali – i zderzają się z mentalnością mieszkańców, a to nie zawsze łatwe doświadczenie. Serialowość tomu odzwierciedla się w fabule, rozpiętej między kilkoma punktami kulminacyjnymi – więc i w podziale tematycznym tekstu. Konkretne problemy do rozwiązania płyną ze zmiany trybu życia – i nie do pomyślenia byłyby w dawnym otoczeniu. W ten sposób autor chce tworzyć przestrzeń książki – zamiast rozwodzić się nad pejzażami (co czyni tylko na początkach rozdziałów) czy nad najbliższym otoczeniem bohaterów, woli prezentować ich relacje z innymi. Przez owych „innych” próbuje przekonać odbiorców do wiejskiego trybu życia. Nic zatem dziwnego, że wśród mieszkańców znajdują się postacie stereotypowe – wójt, pijaczyna czy lokalny dziwak-samotnik. Metamorfozy są możliwe jedynie w przypadku Marianny, która na wsi odkrywa u siebie rozmaite talenty. Życie toczy się tu niemal leniwym trybem – narodziny i śmierć stanowią wielkie wydarzenia, całą resztą nie warto sobie zaprzątać głowy. Nawet romans, gdy zamajaczy na horyzoncie, wyda się niedorzeczny i wydumany, jakby zupełnie nie pasował do konwencji.
Przy przerabianiu na powieść scenariusza Janusz Majewski nie zmienił rytmu pierwotnego tekstu, to jest – oparł książkę niemal wyłącznie na dialogach i opisach zachowań. Nie zagłębia się w psychikę bohaterów, nie analizuje ich myśli i odczuć, pozwala im za to w nieskończoność rozmawiać lub gestami zdradzać opinie o tym, co się właśnie stało. Przyzwyczajonym do klasycznych powieści może nieco brakować zwyczajnych fragmentów narracji, pozbawionych dialogów czy filmowych zbliżeń – z drugiej jednak strony dzięki temu Majewski odchodzi od powieści tworzonych seryjnie. To przede wszystkim książka dla tych, którzy chcą spokojnej historii o sprawach, które ich nie będą dotyczyć – nie mówiąc rzecz jasna o fanach serialu. „Siedlisko” ma być namiastką prostego życia, które rządzi się własnymi prawami – i które pozwala odkryć wartość spraw drobnych. To książka, która ucieka od pośpiechu i hałasu wielkich miast.
Jesień życia?
Ten motyw cieszy się dużą popularnością i zajmuje sporo miejsca w literaturze rozrywkowej ostatnich lat – ale w wersji Janusza Majewskiego przybiera zupełnie inną formę. „Siedlisko” to życie w zwolnionym tempie, z całym jego realizmem, z przyziemnymi troskami i stonowanymi emocjami, z charakterami malowanymi grubą kreską. Książka napisana na podstawie scenariusza serialu sama naprawdę staje się serialem, jej „telewizyjność” daje się wyraźnie wyczuć w formie i w kształtowaniu sylwetek postaci. Jakby tego było mało, w scenariuszu Zofii Nasierowskiej i Wandy Majerówny znalazły się i elementy autobiograficzne. W efekcie „Siedlisko” nie może przypominać faktycznej powieści, jest raczej powolnym odsłanianiem blasków i cieni egzystencji z dala od wielkiego miasta. Tu na powrót zaczynają się liczyć ludzie, na przestrzeń nawet nie ma za bardzo miejsca. I tym „Siedlisko” w wersji książkowej różni się od podobnych bestsellerów – w typowych reprezentacjach gatunku to wicie własnego gniazdka-pensjonatu na odludziu absorbuje uwagę autorów. U Majewskiego liczą się niemal wyłącznie interpersonalne kontakty i dylematy. Oraz wzruszające wręcz przywiązanie dwojga bohaterów w średnim wieku, małżeństwa, które w „Siedlisku” staje się centrum wydarzeń.
Malarka Marianna i profesor medycyny Krzysztof próbują zaaklimatyzować się na wsi. Oboje stają przed wyzwaniami, których się nie spodziewali – i zderzają się z mentalnością mieszkańców, a to nie zawsze łatwe doświadczenie. Serialowość tomu odzwierciedla się w fabule, rozpiętej między kilkoma punktami kulminacyjnymi – więc i w podziale tematycznym tekstu. Konkretne problemy do rozwiązania płyną ze zmiany trybu życia – i nie do pomyślenia byłyby w dawnym otoczeniu. W ten sposób autor chce tworzyć przestrzeń książki – zamiast rozwodzić się nad pejzażami (co czyni tylko na początkach rozdziałów) czy nad najbliższym otoczeniem bohaterów, woli prezentować ich relacje z innymi. Przez owych „innych” próbuje przekonać odbiorców do wiejskiego trybu życia. Nic zatem dziwnego, że wśród mieszkańców znajdują się postacie stereotypowe – wójt, pijaczyna czy lokalny dziwak-samotnik. Metamorfozy są możliwe jedynie w przypadku Marianny, która na wsi odkrywa u siebie rozmaite talenty. Życie toczy się tu niemal leniwym trybem – narodziny i śmierć stanowią wielkie wydarzenia, całą resztą nie warto sobie zaprzątać głowy. Nawet romans, gdy zamajaczy na horyzoncie, wyda się niedorzeczny i wydumany, jakby zupełnie nie pasował do konwencji.
Przy przerabianiu na powieść scenariusza Janusz Majewski nie zmienił rytmu pierwotnego tekstu, to jest – oparł książkę niemal wyłącznie na dialogach i opisach zachowań. Nie zagłębia się w psychikę bohaterów, nie analizuje ich myśli i odczuć, pozwala im za to w nieskończoność rozmawiać lub gestami zdradzać opinie o tym, co się właśnie stało. Przyzwyczajonym do klasycznych powieści może nieco brakować zwyczajnych fragmentów narracji, pozbawionych dialogów czy filmowych zbliżeń – z drugiej jednak strony dzięki temu Majewski odchodzi od powieści tworzonych seryjnie. To przede wszystkim książka dla tych, którzy chcą spokojnej historii o sprawach, które ich nie będą dotyczyć – nie mówiąc rzecz jasna o fanach serialu. „Siedlisko” ma być namiastką prostego życia, które rządzi się własnymi prawami – i które pozwala odkryć wartość spraw drobnych. To książka, która ucieka od pośpiechu i hałasu wielkich miast.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






