Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

sobota, 24 września 2016

Etgar Keret: Stłuc świnkę

W.A.B., Warszawa 2016.

Dzieciństwo

Nieczęsto spotyka się bajki, które tak precyzyjnie naświetlają różnice między dziecięcym i dorosłym postrzeganiem świata jak „Stłuc świnkę”. Etgar Keret w kilku zaledwie obrazkach rodzajowych pokazuje sekrety dziecięcej psychiki – i świat widziany z perspektywy malucha. Po tej lekturze można stwierdzić, że dorośli rzeczywiście są niesprawiedliwi i niewiele rozumieją. A już na pewno nie przyjdzie im do głowy, że porcelanowa świnka-skarbonka może się stać prawdziwym przyjacielem.

Punkt wyjścia to sytuacja, którą wszyscy chyba doskonale znają: kilkulatek chce, by rodzice kupili mu figurkę Barta Simpsona. Pozornie mała zachcianka prowadzi do sprzeczki rodziców, a i do zawiłego kazania, w którym skróty myślowe wywołują katastroficzną wizję. Dla kilkulatka jednak to, co mówi tata, jest święte, w żaden sposób nie można tego podważyć, nawet gdyby dorośli dostrzegali luki w takim rozumowaniu. Chłopiec zamiast Barta dostaje porcelanową świnkę i ma zbierać pieniądze. Kiedy świnka będzie tak pełna, że przestanie brzęczeć przy potrząsaniu, Joawek otrzyma upragnioną figurkę Barta Simpsona. Ale ojciec nie zdaje sobie sprawy z jednej rzeczy: to nie o konkretną zabawkę chodzi, dziecko dzięki swojej wyobraźni bawić się może wszystkim. Kiedy świnka-skarbonka otrzymuje imię, wiadomo już, że stanie się przyjacielem.

Dorosły w tej krótkiej historyjce sądzi, że da się przez długofalową akcję nauczyć malucha szacunku do pieniądza. Tyle że Joawkowi zmieniają się priorytety. Dalej powtarza to, co powiedział mu tata, ale nie wiąże się to ani z żadną refleksją, ani ze zrozumieniem. Lekcja, z której dorosły jest dumny, dla dziecka ma zupełnie inne znaczenie. „Stłuc świnkę” to bardzo wzruszająca opowieść o przyjaźni, ale również o międzypokoleniowym niezrozumieniu: brakuje sposobu, żeby wytłumaczyć tacie, dlaczego nie wolno rozbijać Peahsona – tata nie rozumie przecież nawet, że energiczne potrząsanie skarbonką sprawia, że świnkę boli brzuch. Nikt poza Joawkiem tego nie wie, a bohater po prostu potrafi wyczytać wszystko z niezmiennego uśmiechu przedmiotu. Ostatnia scena tej historyjki jest rozdzierająca – i to bez względu na wiek odbiorców. Nikomu nie uda się zachować dystansu do przekazywanych tu, chociaż nienazwanych emocji.

Siłą „Stłuc świnkę” jest niezmienna dziecięca perspektywa. Kilkulatek słucha rodziców, nie analizuje ich argumentów ani uwag, po prostu przyjmuje je na wiarę. Działa to i w drugą stronę: sam nie próbuje przedstawiać własnych poglądów, świadomy faktu, że nie wolno mu być równorzędnym partnerem w dyskusji. Nie wiadomo zresztą nawet, czy udałoby mu się wyrazić swoje przemyślenia bez narażania się na śmieszność – przecież to, co dla niego oczywiste (choćby odczucia porcelanowej świnki), dla dorosłych nic nie znaczy. Zwłaszcza że w grę wchodzi tu surowy ojciec: matki mają więcej wyrozumiałości dla swoich pociech.

Ważnym motywem opowieści są ilustracje, przez które „Stłuc świnkę” zamienia się w picture booka także dla dorosłych. David Polonsky idealnie wczuwa się w klimat wspomnienia i bardzo chętnie operuje perspektywami niedostępnymi przy prostym ilustrowaniu tekstu. Uwypukla znaczenia: chłopiec marzący o figurce Barta jest postrzegany zza tej figurki na sklepowej ladzie: przyciska czoło do szyby wystawowej i wpatruje się szeroko otwartymi oczami w zabawkę, nie zwracając uwagi na dyskusję rodziców. Przegląda się w śwince lub przemawia do niej. Później rysunki dopowiadają też to, czego w tekście nie ma – i silnie działają na odbiorców. Polonsky lubi ciasno kadrowane obrazki, gra też miejscem, z którego obserwuje akcję. Te zabawy w pełni docenią starsi odbiorcy. Ilustracje są tu realistyczne i w sepiach oraz szarościach, tylko świnka pozostaje różowa: jedyny barwny akcent wspomnień. Nic dziwnego, że trzeba o nią walczyć ze wszystkich sił i z każdym. „Stłuc świnkę” to książka, która bardzo zapada w pamięć i robi wielkie wrażenie na odbiorcach. Przynosi udany obraz dziecięcych priorytetów (i rodzicielskich błędów, ale bez oskarżeń). To jedna z tych publikacji, które naprawdę wzruszą – i to bez tanich chwytów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com