Iskry, Warszawa 2017.
Malowanie
Po znakomicie przyjętych „Muzach Młodej Polski” Monika Śliwińska słabnie pod względem narracyjnym – nie na tyle, żeby krytykować tom poświęcony Wyspiańskiemu, ale żeby czuć niedosyt. „Wyspiański. Dopóki starczy życia” to bowiem ciągłe i uporczywe zestawianie cytatów. Owszem, pozwala autorka w ten sposób dotrzeć do ciekawych fragmentów korespondencji czy przypomnieć artykuły prasowe, ale czytelnikom należy się coś więcej niż podpieranie jednej wypowiedzi kolejną, a taki rytm utrzymuje się przez większą część tomu. Z pewnością podobne książki pisze się szybciej i autorka na narodowe czytanie „Wesela” mogła zdążyć, ale przecież na tym wydarzeniu nie kończy się żywot publikacji. Szkoda, że Śliwińska zdecydowała się na zewnętrzne relacje – chociaż swoimi drobnymi komentarzami próbuje nadać im spójny charakter, brakuje zakotwiczenia w opracowaniu.
„Wyspiański. Dopóki starczy życia” jawi się bardziej jako obszerny reportaż literacki niż jako biografia, a autorka wie dobrze, jaki układ treści zapewni jej największe uznanie odbiorców. Rozpoczyna od sceny pogrzebu i opisów prasowych z tego wydarzenia, by już za moment cofnąć się do dzieciństwa i do rodziny Stasia. Przodkowie omawiani są bardzo szybko, o wiele ciekawsze wydają się perypetie mieszkaniowe – ta obowiązkowa część biografii nie przytłacza, stanowi po prostu niezbędny i dość szybki wstęp do lektury. Już wkrótce odbiorców zajmą twórcze perypetie Wyspiańskiego i problemy finansowe artysty. Przez całą pierwszą część tomu jest Stanisław Wyspiański plastykiem – rysuje, maluje, projektuje witraże, walczy o to, by zostać dostrzeżonym i docenionym i móc się utrzymać z tego, co robi. Z rzadka przez zapiski samego bohatera tomu przedzierają się kwestie teatru lub życia prywatnego. Na razie Wyspiański to dość nerwowy w swoich działaniach twórca, który nie może sobie znaleźć miejsca. Artystyczny wizerunek wypełniony jest stałymi uwagami autora (zaczerpniętymi z jego listów), a czasem również opiniami o jego twórczości od strony znawców.
Następnym etapem jest omówienie wycinka z życia prywatnego artysty, konfliktu z Rydlem czy małżeństwa z Teosią (ale bez odwoływania się do chłopomanii). Pojawia się też motyw choroby wenerycznej. Poza tym Śliwińska zwraca uwagę – przeważnie cudzymi słowami – na ewolucję w podejściu Wyspiańskiego do tworzenia. Wyzwania artystyczne przecinane są tematami rodzinnymi i pracą, jaką Wyspiański wykonuje, by utrzymać dom. Temat literatury pojawia się później – i nie dominuje ani nad malarstwem, ani nad prywatnością. Stanisław Wyspiański zajmuje się też opracowaniami edytorskimi różnych dzieł (i pokazana zostaje jego skrupulatność kontrastująca z szałem tworzenia), coraz częściej też wkracza do teatru. Przestaje zgadzać się na kompromisy, zaczyna za to domagać się uwzględniania własnych wizji w całości. Na koniec tomu, przy ukazywaniu odchodzenia Wyspiańskiego, znów Monika Śliwińska posiłkuje się mozaiką listów. Dużo lepsza jest oczywiście wtedy, gdy o bezpośrednim cytowaniu zapomina i tylko wyciąga wnioski ze zgromadzonych materiałów, ale to rzadkość w tej książce. „Wyspiański. Dopóki starczy życia” staje się zbiorem relacji fragmentarycznych i bezpośrednich. Daje to wprawdzie wrażenie bliskości faktów, ale jednocześnie oddala od życiorysowej syntezy, jakby z doświadczeń Wyspiańskiego wybrane zostały jedynie te, które znalazły odzwierciedlenie w korespondencji i dokumentach. Stąd potem bierze się wrażenie autorskich uproszczeń niepotrzebnie infantylizujących całość. „Wyspiański. Dopóki starczy życia” to publikacja domykająca życiorys. Kogo interesują spojrzenia ludzi osobiście Wyspiańskiego znających, ten poczuje się usatysfakcjonowany przyjętą formą.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika Śliwińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika Śliwińska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 12 września 2017
wtorek, 30 września 2014
Monika Śliwińska: Muzy Młodej Polski
Iskry, Warszawa 2014.
Trzy siostry
Na początku trochę trudno się przyzwyczaić do zalewu dat, faktów i encyklopedycznych szczegółów, a także do szatkowania tekstu na małe lecz kipiące od danych fragmenty (wydzielane za sprawą wewnętrznych tytułów). Ale Monika Śliwińska wie, co robi. Już po paru stronach tom „Muzy Młodej Polski” rozkręci się i nie da ani odrobiny wytchnienia odbiorcom. Trzy siostry Pareńskie, Maria, Zofia i Lizka, będą nadawać ton narracji. Te, o których podręczniki do języka polskiego wspominają rzadko i bez emocji, tutaj staną się prawdziwymi gwiazdami. Śliwińska wybiera perspektywę, w której literatura i sztuka stanowią tło dla biograficznych powiązań i kontaktów towarzyskich. Przez karty tej książki przewijają się literaci i lekarze, znani i zapomniani. Autorce przyznać należy, że ma pomysł na przedstawienie swoich bohaterów w sposób imitujący poetykę plotki, ale przesycony faktami. Wiedzy towarzyszy tu zatem umiejętnie prowadzona narracja.
Losy trzech kobiet Monika Śliwińska przeplata licznymi anegdotami. Sięga do wspomnień bohaterów, co bardzo ubarwia opowieść (czasem aż chce się sięgać po cytowane przez autorkę dokumenty z nadzieją, że więcej podobnych smaczków czeka na odkrycie). Autorka nie boi się prezentowania towarzyskich niesnasek z drugiego planu (zderza zaściankową mentalność z postępem w dość komicznych obrazkach), próbuje poznać ludzi a nie ich publiczne kreacje. Sięganie do prywatności zapewnia też tomowi kameralny charakter – warto Śliwińskiej zaufać.
Zwłaszcza że muzy Młodej Polski prowadziły życie ciekawe i – co istotne – dalekie od stereotypów i podstawowych skojarzeń związanych z tą epoką. Nastawienie na prywatność, drugą stronę biografii artystów, nagle ujawnia kuszącą zwyczajność splataną z twórczymi popisami. Śliwińska szuka mniej oczywistych związków, rodzinnych relacji i normalności wielkich ludzi. Nie tworzy legend i nie kopiuje ich. A jednak obok życia Pareńskich i ich rodzin oraz adoratorów udaje jej się zmieścić również zakulisowe wiadomości z dziedziny kultury. Opowiada, gdzie siostry stanowiły literackie pierwowzory i komu pozowały. Uzasadnia ich obecność w apetycznym tomie.
Staje się zatem Śliwińśka przewodniczką po tajemnicach literatury i malarstwa – oraz po zupełnie prywatnych tajemnicach bohaterów. Swoją opowieść ilustruje imponującą liczbą zdjęć czy reprodukcji obrazów – daje czytelnikom szansę na natychmiastowe sprawdzenie poruszanych przez siebie tematów i udowadnia, jak dobrą interpretatorką jest w tej opowieści. Nie interesuje jej podejście czysto naukowe: mimo natłoku biograficznych szczegółów chce przede wszystkim, żeby czytelnicy dobrze się przy lekturze bawili, a przy okazji otrzymali nowy obraz epoki, która w powszechnej świadomości funkcjonuje w zupełnie innym kształcie.
Śliwińska udowadnia, że biografizowanie nie musi być nużące. U niej każda strona i każda obyczajowa scenka wiąże się z odkrywaniem na nowo prawdziwych postaci. Autorka zestawia rozmaite opinie i zachowane wypowiedzi w sposób, który nie zdradza ogromu poznawczego i badawczego wysiłku – to nie jest lektura wyłącznie dla specjalistów, spodoba się zwykłym czytelnikom, którzy chcieliby przyjrzeć się artystycznej bohemie młodopolskiego światka. Porywająca narracja sprawia, że „Muzy Młodej Polski” ucieszą odbiorców. Śliwińska nie popełnia błędów spotykanych często w biografiach – wybiera własną metodę opowiadania o codziennym życiu – i zaprzyjaźnia odbiorców z bohaterami.
Trzy siostry
Na początku trochę trudno się przyzwyczaić do zalewu dat, faktów i encyklopedycznych szczegółów, a także do szatkowania tekstu na małe lecz kipiące od danych fragmenty (wydzielane za sprawą wewnętrznych tytułów). Ale Monika Śliwińska wie, co robi. Już po paru stronach tom „Muzy Młodej Polski” rozkręci się i nie da ani odrobiny wytchnienia odbiorcom. Trzy siostry Pareńskie, Maria, Zofia i Lizka, będą nadawać ton narracji. Te, o których podręczniki do języka polskiego wspominają rzadko i bez emocji, tutaj staną się prawdziwymi gwiazdami. Śliwińska wybiera perspektywę, w której literatura i sztuka stanowią tło dla biograficznych powiązań i kontaktów towarzyskich. Przez karty tej książki przewijają się literaci i lekarze, znani i zapomniani. Autorce przyznać należy, że ma pomysł na przedstawienie swoich bohaterów w sposób imitujący poetykę plotki, ale przesycony faktami. Wiedzy towarzyszy tu zatem umiejętnie prowadzona narracja.
Losy trzech kobiet Monika Śliwińska przeplata licznymi anegdotami. Sięga do wspomnień bohaterów, co bardzo ubarwia opowieść (czasem aż chce się sięgać po cytowane przez autorkę dokumenty z nadzieją, że więcej podobnych smaczków czeka na odkrycie). Autorka nie boi się prezentowania towarzyskich niesnasek z drugiego planu (zderza zaściankową mentalność z postępem w dość komicznych obrazkach), próbuje poznać ludzi a nie ich publiczne kreacje. Sięganie do prywatności zapewnia też tomowi kameralny charakter – warto Śliwińskiej zaufać.
Zwłaszcza że muzy Młodej Polski prowadziły życie ciekawe i – co istotne – dalekie od stereotypów i podstawowych skojarzeń związanych z tą epoką. Nastawienie na prywatność, drugą stronę biografii artystów, nagle ujawnia kuszącą zwyczajność splataną z twórczymi popisami. Śliwińska szuka mniej oczywistych związków, rodzinnych relacji i normalności wielkich ludzi. Nie tworzy legend i nie kopiuje ich. A jednak obok życia Pareńskich i ich rodzin oraz adoratorów udaje jej się zmieścić również zakulisowe wiadomości z dziedziny kultury. Opowiada, gdzie siostry stanowiły literackie pierwowzory i komu pozowały. Uzasadnia ich obecność w apetycznym tomie.
Staje się zatem Śliwińśka przewodniczką po tajemnicach literatury i malarstwa – oraz po zupełnie prywatnych tajemnicach bohaterów. Swoją opowieść ilustruje imponującą liczbą zdjęć czy reprodukcji obrazów – daje czytelnikom szansę na natychmiastowe sprawdzenie poruszanych przez siebie tematów i udowadnia, jak dobrą interpretatorką jest w tej opowieści. Nie interesuje jej podejście czysto naukowe: mimo natłoku biograficznych szczegółów chce przede wszystkim, żeby czytelnicy dobrze się przy lekturze bawili, a przy okazji otrzymali nowy obraz epoki, która w powszechnej świadomości funkcjonuje w zupełnie innym kształcie.
Śliwińska udowadnia, że biografizowanie nie musi być nużące. U niej każda strona i każda obyczajowa scenka wiąże się z odkrywaniem na nowo prawdziwych postaci. Autorka zestawia rozmaite opinie i zachowane wypowiedzi w sposób, który nie zdradza ogromu poznawczego i badawczego wysiłku – to nie jest lektura wyłącznie dla specjalistów, spodoba się zwykłym czytelnikom, którzy chcieliby przyjrzeć się artystycznej bohemie młodopolskiego światka. Porywająca narracja sprawia, że „Muzy Młodej Polski” ucieszą odbiorców. Śliwińska nie popełnia błędów spotykanych często w biografiach – wybiera własną metodę opowiadania o codziennym życiu – i zaprzyjaźnia odbiorców z bohaterami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






