* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Nowakowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Nowakowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 września 2018

Marek Nowakowski: Książę Nocy. Najlepsze opowiadania

Iskry, Warszawa 2018.

Obok

Dla fanów prozy Marka Nowakowskiego Iskry przygotowują niespodziankę: zestaw najlepszych opowiadań, czterdziestu małych form zebranych w jednej książce. „Książę Nocy” to prezent dla tych, którzy lubują się w opowieściach celnych, surowych i precyzyjnych, a jednocześnie niepozbawionych dziwnej magii. Bohaterowie tych opowiadań to albo ludzie z marginesu społecznego, wyrzutki, którym nikt inny się nie przyjrzy, albo przedstawiciele niższych grup społecznych, również ignorowani przez środowisko artystyczne, pozostający z dala od nurtu zwykłego życia. To te postacie stykać się będą z przedstawicielami półświatka, albo zasilą własną obecnością szemrane strefy. To te postacie nie stronią od dziwek, drobnych złodziejaszków i cwaniaków. A jednak w opowiadaniach Nowakowskiego darzone są niewytłumaczalnym sentymentem, mogą wszystko, bo też i wszystko wydaje się tu niezwykłe. „Książę Nocy” to zestaw historii, w których na pierwszy plan musi wysunąć się ciemność, brud, brak perspektyw, degradacja i upodlenie. W takim świecie – w obrębie Warszawy – życie muszą sobie ułożyć bohaterowie skazani na podły los. Oni nie marzą już o lepszym jutrze, wiedzą, że nic z takich marzeń by nie wynikło. Szukają dla siebie miejsca tam, gdzie mają dostęp, funkcjonują „u siebie” i sami sobie przekreślają szansę na poprawę bytu. Jedno, co wyrywa ich z marazmu, to miłość – ale znowu miłość w określonych ramach, bez przekraczania niedozwolonych granic. Marek Nowakowski pozwala swoim bohaterom na przeżywanie rozmaitych uniesień – a jednocześnie nie wychodzi poza konwencję. Przekonuje czytelników do swojej wizji rzeczywistości dzięki precyzyjnej prozie, nastawieniu na to, co definiuje życie marginesu. Wstrzela się bezpośrednio w sytuacje i zjawiska znane bohaterom, kilkoma trafnymi zdaniami szkicuje kontekst – zresztą ten jest powtarzalny, więc i w pełni zrozumiały. Wszystko, co ważne, rozgrywa się najczęściej w płaszczyźnie dialogów, ascetycznych i pozbawionych wzniosłości. Trywialne są spotkania z innymi ludźmi, trywialne więc siłą rzeczy muszą być ich rozmowy, nawet jeśli ogniskują się wokół świąt czy wielkich przeżyć. Ludzie mali nie mają prawa do wychodzenia poza swoje schematy, Nowakowski zresztą nawet nie sugeruje, że gdzieś istnieje inny świat. „Nasz świat był mały, a wydawał się olbrzymi” – rozpoczyna jedno z opowiadań i to spostrzeżenie przyświeca mu jak motto w różnych historiach. W tych opowiadaniach nie będzie upiększania. Autor stawia na mocne uczucia i rwaną relację, narracja jakby podwajała krajobraz. Tu liczy się tylko to, co wyznacza rytm życia postaci z półświatka, cała estetyka koncentruje się na wyczuleniu na margines. Wszyscy bohaterowie palą papierosy albo piją wódkę, zmagają się z wszechobecnym brudem, zmęczeniem i nałogami. Jednocześnie pojawia się sentyment za ulicą: charakterne chłopy, Benek Kwiaciarz czy Iza Leniwa – to sylwetki kształtujące specyfikę regionu. Gdzieniegdzie pojawia się topografia Warszawy, gdzieś wzmianki o biciu baby przenoszą się na charakterystykę pokolenia. Jest ta proza mięsista, ale też ascetyczna, niejednolita, więc czytelników nie może zmęczyć. Marek Nowakowski podąża za marzeniami ludzi prostych, czasami odwołuje się do ironicznych obserwacji, ale z reguły skupia się na zaspokajaniu podstawowych potrzeb bohaterów. Dostarcza prozy mocnej i przekona do siebie zwłaszcza tych, którzy cenią sobie szczerość przekazu. Zwyczajne życie wiąże się tu czasami z wyzwaniami, na jakie odbiorcy niekoniecznie są gotowi.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Marek Nowakowski: Dziennik podróży w przeszłość

Iskry, Warszawa 2014.

Esencja

W świecie Marka Nowakowskiego sceny i wspomnienia ożywają za sprawą odpowiedniej stylizacji. Tu prawdziwym bohaterem opowieści staje się słowo, nic innego nie przynosi tak wielu wrażeń. W „Dzienniku podróży w przeszłość” pisarz przenosi czytelników do połowy XX wieku – i buduje nowy obraz siebie jako twórcy. Jest tu nie tyle kronikarzem co kreatorem wydarzeń, wszystkim wspomnieniom nadaje niemal powieściowy kształt. To już nie rejestr fragmentów przeszłości – to zaproszenie do niebanalnych obserwacji i ocen. Marek Nowakowski patrzy na siebie sprzed lat z nutą sentymentu, ale też z ogromnym dystansem. Zna swojego bohatera – siebie – rozumie jego problemy i rozterki, kibicuje mu w najtrudniejszych chwilach, ale jednocześnie bardzo chętnie skrywa go za fasadą narracyjności, tak, by ocenie podlegało nie życie, a sposób jego prezentowania.

Burzliwa to młodość. Autor odnosi się do fascynacji miejskim półświatkiem, zaprasza do zwiedzania mrocznej strony miejskiego pejzażu. Pokazuje zarówno poddawanie się ideologicznym manipulacjom, jak i narodziny pisarskich zainteresowań. Trochę społecznego marginesu, a trochę studiów składa się na obraz po latach. Nowakowski ocenia całość po latach, jego dziennik przybiera formę wspomnieniowych szkiców, tematycznych analiz określonych sytuacji. Ale zamiast czystych opisów, autor proponuje całkowite zanurzenie się w przedstawianej rzeczywistości, bez możliwości ucieczki. Tu życie staje się literaturą, w dodatku literaturą gęstą od nie do końca zrozumiałych wrażeń, wyzwań i fascynacji. Każde słowo musi zostać obudowane serią określeń zmysłowych, opatrzone ironicznym komentarzem, wplatane w wyraziste dialogi. Wartość słowa poznaje się właśnie po tym, gdy udaje się włączyć je w kształt doznań. Świat Nowakowskiego nigdy nie jest tutaj światem, który pozostawia po sobie obojętność. Nie ma w nim nic z tendencyjnych wzruszeń czy literackich schematów. Na każdej stronie pojawia się za to nowy pomysł na rozjątrzenie rzeczywistości. Podróż w przeszłość daleka jest od sentymentów, ale urzeka mrokiem, atmosferą konfesyjnego przeglądu błędów i nadużyć. Nowakowski z siebie jako bohatera opowieści czyni niemal królika doświadczalnego.

Kolejne historie akcentują dokładnie każde odczucie i każdą zmianę nastroju postaci. Klimat tworzy się tu przez detal, odtwarzany z filmową precyzją. Każdy szczegół znajduje się na swoim miejscu, a przecież odbiorcy poznają tylko tyle informacji, ile Nowakowski im dostarczy – tak subiektywnych przeżyć nie uzupełnią już nigdzie indziej. Opowiadając o swojej młodości, autor naprawdę opowiada o pisaniu, jakby dawniej nie przeżywał, a tylko gromadził materiały do zapisków. To ciekawa perspektywa – zabranie czytelników w podróż, która odbywa się dopiero teraz, po zdezaktualizowaniu społecznego i kulturowego kontekstu. Ta opowieść to droga do wolności. A zamyka ją bardzo krótkie posłowie, komentarz najmłodszy – i ostatni. Jako puenta sprawdza się w tomie idealnie.

W „Dzienniku podróży w przeszłość” kreacje pisarskie zderzają się z formą – i z siłą prawdziwych przeżyć. Markowi Nowakowskiemu udaje się pogodzić doświadczenia dla części dzisiejszych odbiorców mocno egzotyczne z urokiem literatury. Zapada się w tekst, a pisze także dla popisu, nie tylko dla pamięci. „Dziennik podróży w przeszłość” to również pytanie o miejsce literatury w życiu – i o cenę pewnych wyborów. To przegląd burzliwych doznań zapisywanych tak, by wydobywać z nich całą esencję przeżyć.