* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Karolina Piekarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Karolina Piekarska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 kwietnia 2019

Małgorzata Karolina Piekarska: Licencja na dorosłość

Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.

Kierunki w życiu

Forma, która sprawdziła się Małgorzacie Karolinie Piekarskiej w dwóch tomach przygód uczniów z klasy pani Czajki okazała się trafiona także z perspektywy odbiorców i w konsekwencji pojawia się też w kontynuacji cyklu. „Licencja na dorosłość” to opowieść dla tych, którzy chcieliby poznać dalsze losy Maćka, Małgosi, Kamili, Kingi i innych. Może niby funkcjonować jako samodzielna historia – ale trafi przede wszystkim do fanów „Klasy pani Czajki” oraz „LO-terii”: im nie trzeba wyjaśniać ani zależności między bohaterami, ani ich prywatnych traum. To powrót – po latach – do starych znajomych. Autorka znowu podsuwa „powieść w odcinkach” – każdy rozdział jest tu zamkniętą całostką dotyczącą pojedynczej sekwencji lub sprawy między konkretnymi postaciami. Do poruszanych zagadnień należą tutaj miłość i związki (na studiach buduje się już dojrzalsze relacje, to nie pierwsze idealizowane uczucia, a przyglądanie się drodze do małżeństwa czy po prostu do „poważnego” bycia razem). Nie zabraknie przyjaźni – miło pomyśleć, że bohaterowie, kiedy potrzebują wsparcia albo chociaż towarzystwa, potrafią jeszcze o tym rozmawiać. Odwiedzają się w domach, umawiają na spacery – to wszystko wydaje się mocno staroświeckie, a jednak przekonuje i cieszy. W nieco mniejszym stopniu zajmuje się Piekarska relacjami postaci z rodzicami – idą w kąt dawne zatargi i nieporozumienia, nastoletnie bunty. Teraz młodzi ludzie mogą się usamodzielnić, wybrać własną drogę i… wybaczyć. Niektórzy odkrywają tajemnice z przeszłości, inni uczą się ignorować dawne bolączki. Coraz częściej sami otaczają opieką innych – młodszych albo starszych. Bohaterowie, których czytelnicy zdążyli już z każdej strony poznać – dojrzewają. Dobrze przemyślane są ich metamorfozy – przekonują i pozwalają uwierzyć w świat przedstawiony. Z dorosłością przychodzą nowe wyzwania, na przykład kwestie mieszkaniowe – niejeden przekona się boleśnie, że wynajmowanie pokoju, mieszkanie w akademiku, dziwni współlokatorzy na stancjach – potrafią odebrać całą radość z samodzielności. Pierwszy krok w dorosłość bywa bolesny, autorka nie obiecuje, że będzie łatwo. Tu już nie ma miejsca na beztroskę i bezmyślność – chociaż niektórzy dopiero teraz przekonają się, na czym w życiu im zależy, a z czym nie chcieliby się stykać. Czasami młodsze rodzeństwo prowokuje rozmyślania na różne trudne tematy – Małgorzata Karolina Piekarska podpowiada, jak poradzić sobie ze złym wpływem kolegów z patologicznych domów. Nie ucieka od komplikacji, nie boi się wyzwań, wplata do tej opowieści sporo życiowych wskazówek i nie zawsze będzie się bawić w dyplomację. Pojawią się i inteligentne komentarze, i rubaszne żarty, dla każdego coś według upodobań i potrzeb. Autorka nie ucieka od społecznych bolączek i dramatów – i radzi sobie świetnie z realizacją, bez względu na to, czy akurat zajmuje się sprawą poważną, czy coś wyśmiewa.

Rozdziały, chociaż krótkie, są bardzo nasycone treścią i dobrze przygotowane pod kątem literackim. Piekarska ma mnóstwo pomysłów na to, jak potoczyć się mają losy postaci – i tym do siebie przekonuje. A jednak nie proponuje zamkniętego zakończenia. „Licencja na dorosłość” jest przejściem między młodzieżowymi i dorosłymi lekturami. Autorka podsuwa smakowitą powieść obyczajową – z fabułą i charakterami opartymi na tradycyjnych wartościach, z budujących historii dla nastolatków. Jest ta powieść ciekawa, rozrywkowa, ale i w dobrym znaczeniu pouczająca, bo Małgorzata Karolina Piekarska uczy samodzielnego myślenia.

środa, 23 sierpnia 2017

Małgorzata Karolina Piekarska: Dzika

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Inność

Nasza Księgarnia przypomina kolejne młodzieżowe powieści Małgorzaty Karoliny Piekarskiej – i bardzo dobrze, bo to historie nawiązujące do klasycznych przygodówek, awanturnicze i pouczające, wychowawcze, a pełne wrażeń. Wprawdzie czasami nieco niemodne – autorka wciąż odwołuje się do harcerstwa jako sposobu na szukanie przygód i wychowywanie – ale zawsze wciągające i ważne za sprawą relacji w minispołecznościach. W „Dzikiej” pojawiają się bohaterowie znani z „Tropicieli”, tym razem to Rafał wysuwa się na pierwszy plan. Do zgranej paczki dołącza Alicja Mugaba, czarnoskóra wnuczka sąsiadki (z dawną decyzją córki owej sąsiadki ojciec Rafała nie potrafi się przez lata pogodzić). Alicja wie już, jak działają mechanizmy nietolerancji, przeżyła to w dawnej szkole. Przeniosła się do Warszawy w nadziei, że tu nikt nie będzie zwracać uwagi na jej inność. Nie zmieni jednak mentalności uprzedzonych. Chłopak z podwórka wciąż wykrzykuje za nią obelgi, a ojciec Rafała… nazywa czarnuchem. Dziewczyna uczy się więc używać miechu jako broni przeciwko złośliwościom. A ponieważ znajduje w Rafale oparcie, może poczuć się silniejsza. Akceptuje przezwisko „Dzika”.

Ale akcja „Dzikiej” opiera się na sensacji. Bohaterowie znajdują na działkach egzotyczne zwierzęta, żywe i martwe. Mają przygotować zadanie roczne jako harcerze – ale praca detektywistyczna zapewnia tym razem więcej adrenaliny: młodzi ludzie chcą odkryć, co dzieje się na działkach. Wplątują się przypadkiem w wielką aferę przemytniczą (a szkolna wycieczka pozwala im dowiedzieć się więcej o krzywdzie zwierząt – to nawet odbiorców nie pozostawi obojętnymi). „Dzika” to szyfry, podchody, próby przechytrzenia groźnych przestępców – wszystko, co dawniej cieszyło młodych odbiorców w historiach przygodowych. Małgorzata Karolina Piekarska nie boi się scen mocnych rodem z historii sensacyjnych. Niebezpieczeństwa są tu bardzo blisko, w jednej chwili może się zmienić świat bohaterów. Powodów, żeby sięgnąć po „Dziką” będzie zatem wiele. Ładnie Piekarska nakreśla również obowiązkowy dla płci pięknej temat nastoletniego zauroczenia. Rafał i Dzika chcą sobie robić drobne niespodzianki. On specjalnie dla niej uczy się wyplatać filofunowe jaszczurki, ona dla niego robi rękawiczki – bo zauważa, że marzną mu dłonie. Takie gesty lepiej mówią o uczuciu niż kupowane w sklepach masowe gadżety – czynią też tę parę wyjątkową. Autorka tym samym może podpowiadać młodym odbiorcom, jak zwrócić na siebie uwagę czy jak wyznawać uczucia bez wielkich słów. Wątek sercowy został tu zresztą rozbudowany, bo w Rafale podkochuje się Magda – ale nikogo nie można zmusić do miłości, chłopak dokona wyborów bez zbędnych scen.

Sprawdza Małgorzata Karolina Piekarska, jak dorośli potrafią czasem unieszczęśliwiać nie tylko młodsze pokolenie. W „Dzikiej” ojciec Rafała wyrasta na prawdziwy czarny charakter – źle jest z nim jego obecnej partnerce, źle babci Rafała, oderwanej od wnuka. Stary Subocz wszystkim przynosi wstyd – to kolejna przeszkoda do pokonania na drodze do szczęścia. Rafała nie zrażają problemy w domu – uczy się je pokonywać i staje się przez to coraz silniejszy. Jest zatem „Dzika” powieścią wielowymiarową i poruszającą sprawy ważne dla nastolatków. Autorka zachęca mimochodem do poznawania historii najbliższej okolicy, pokazuje, ile dla młodych ludzi znaczą przyjaźnie i zapewnia dawkę adrenaliny. Jest w tej książce trochę żartów, jest i sporo mądrości, która przydać się może czytelnikom w różnych okolicznościach. Małgorzata Karolina Piekarska potrafi pisać dla młodzieży, nie zawodzi swoich odbiorców i proponuje akcję pełną przygód.

niedziela, 12 lutego 2017

Małgorzata Karolina Piekarska: LO-teria

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Młodzież

Ku zadowoleniu czytelników Małgorzata Karolina Piekarska napisała tom o dalszych losach bohaterów „Klasy pani Czajki”. W pierwszej powieści przeprowadzała nastolatki przez całe gimnazjum, w „LO-terii” idzie za nimi do szkół średnich i obserwuje coraz bardziej skomplikowane relacje. Część dawnych znajomych utrzymała ze sobą kontakt i mimo zmiany szkoły spotyka się na imprezach czy podczas wspólnych wyjść do kina. Nowa szkoła to również szansa na zmiany, na budowanie nowej tożsamości – i na znajomości, które mogą przynieść wiele dobrego ludziom.

„LO-teria” jest ostrzejsza niż „Klasa pani Czajki”. Wyzwania, z jakimi mierzą się bohaterowie, należą do bardziej skomplikowanych, dużo więcej tu też… przemocy. Raz to dziewczyna może dla zemsty zlecić pobicie chłopaka, innym razem do agresji doprowadzeni zostaną spokojni koledzy – w obronie koleżanki. Pojawiają się problemy ponad siły niedojrzałych emocjonalnie bohaterów: niechciana ciąża czy szantaże. Autorka podsuwa obrazy przemocy domowej, ale i sytuacje „odwrotne”, gdy ktoś niszczy możliwość zyskania rodziny. W „LO-terii” pojawia się śmierć – i ta tragiczna, i ta naturalna – a młode pokolenie wcale nie jest przed nią chronione. Poza tym Piekarska wprowadza standardowe motywy z powieści młodzieżowych – konflikty z rodzicami, miłość, przyjaźń czy zazdrość. Bohaterów jest wielu i wikłają się w rozmaite relacje.

„LO-teria” to zestaw tematycznych rozdziałów. W każdym Małgorzata Karolina Piekarska skupia się na dwóch lub trzech wybranych nastolatkach wchodzących w interakcje – i odwołuje się do wyrazistego problemu, który czasami powróci w jednym z przyszłych fragmentów, a czasami jest zamkniętą całością dającą młodzieży do myślenia. Bohaterowie wciąż kłócą się lub godzą, próbują udzielać sobie wsparcia i pomocy albo szukać własnej drogi z dala od innych. Powoli sprawdzają też, co właściwie ich interesuje i czym chcieliby się zajmować w życiu. Coraz poważniej myślą o przyszłości, co nie przeszkadza im we wszczynaniu infantylnych kłótni tu i teraz.

Ale dorośli też nie są bez winy. Istnieją tacy, którzy – po ciężkich chorobach i wyzwaniach niesionych przez los – zyskali odpowiedzialne i rozsądne dzieci, są i tacy, którzy wciąż popełniają błędy i pakują się w kłopoty. Jedni swoimi obawami niszczą udane związki pociech, drudzy przegrywają własne życie. Nie zawsze kłótnie są efektem uprzedzeń i niechęci – u mamy Małgosi nasilające się irracjonalne ataki na domowników to zapowiedź bezwzględnej choroby. Małgorzata Karolina Piekarska bardzo dba o to, by bohaterowie „LO-terii” rzeczywiście mieli powody do zmartwień – i do wspólnego szukania rozwiązań. Ta autorka nie proponuje wydumanych sporów o byle błahostkę. Kiedy nawiązuje do międzyludzkich konfliktów, zawsze ma na uwadze lekcję, jaką z lektury wyciągną nastolatki. Pisze tak, żeby zakamuflowane w tekście wskazówki przydały się odbiorcom. Chociaż wiele z nich pojawia się w dialogach, nie mają posmaku psychologicznych pogadanek z teorii – autorka woli, by bohaterowie dochodzili do ważnych wniosków samodzielnie – wtedy ich doświadczenia będą cenniejsze dla czytelników. „LO-teria” to mądra książka, która dostarcza też nastolatkom ciekawych (i „życiowych”, mimo że przerysowanych) fabuł oraz portretów. To wartościowa lektura – cieszy zatem fakt, że powraca na rynek wydawniczy i będzie mogła dotrzeć do większej liczby odbiorców. „LO-teria” to książka napisana ze znawstwem tematu, ale i z humorem, uniwersalna i niestroniąca od trudnych zagadnień.

środa, 2 listopada 2016

Małgorzata Karolina Piekarska, Maciej Piekarski: Syn dwóch matek

Trzecia Strona, Warszawa 2016.

Prawda

Są takie rodzinne historie, które nie dają spokoju. Trzeba je zachować nie tylko dla kolejnych pokoleń z najbliższego kręgu, ale i dla całego społeczeństwa. Żeby ostrzec, żeby pocieszyć, żeby pokazać, że nie wszystko było czarno-białe. „Syn dwóch matek” to książka, która odnosi się do tematu zagłady Zamojszczyzny, ale wojenne kwestie przedstawia w bardzo wzruszający sposób. Historia sprowadzona zostaje do losów jednostki, przestaje być anonimowa, a to automatycznie wyklucza zachowanie dystansu – u czytelników, ale i u autorów. Bo chociaż Maciej Piekarski przygotowujący pod koniec lat 70. XX wieku reportaż o swoim przyszywanym bracie starał się wyprać tekst ze zbędnych emocji, o tyle jego córka, Małgorzata Karolina Piekarska, nie potrafi pisać o stryju chłodno i spokojnie. Jako mała dziewczynka poznała tę opowieść przez gazetowy artykuł ojca i bardzo ją przeżyła – po latach również nie analizuje na zimno wojennych wydarzeń. Prowadzi rodzinno-dziennikarskie śledztwo, żeby poznać szczegóły pominięte przez ojca. W efekcie „Syna dwóch matek” relacjonują tak naprawdę trzy osoby. Do Piekarskich dołącza „mama Tchórzyna”, Zofia Tchórz, najbardziej przeżywająca rozstanie z dzieckiem. Losy Zamojszczyzny są bowiem w tej książce przedstawiane przez pryzmat doświadczeń Jana Tchórza – na tym przykładzie doskonale widać i okrucieństwo wojny, i całą paletę silnych uczuć. Trzy sposoby opowiadania różnią się formą. Maciej Piekarski wybiera reportaż, podporządkowuje się rygorom gatunkowym, ale wprowadza do tekstu trochę osobistych notatek, wzmianek o córce i żonie czy o samym procesie gromadzenia materiałów. Nagrywa też Zofię Tchórz. Mama Tchórzyna swoje opowieści snuje bez spisywania, nagrywana na szpulowy magnetofon. Małgorzata Karolina Piekarska z kolei decyduje się na ogromny list do ojca. W tym liście przekazuje nie tylko nowe odkrycia w sprawie stryja Jana czy komentarze do sytuacji wojennych. Odwołuje się do własnych wspomnień i rodzinnych spotkań, powiązuje przeszłość z rodzinnymi anegdotami, a przede wszystkim daje upust wielkim emocjom. Bardzo angażuje się w tę relację, znajduje miejsce na wyrażanie niezgody na określony stan rzeczy, zadaje niewygodne pytania (retoryczne), wprowadza osobiste akcenty i… szereg żartów. Dzieli się z czytelnikami najskrytszymi przeżyciami, nie boi się przyznać do złości, rozczarowania, żalu czy współczucia. Sprawia, że Jan Tchórz, „dziecko dwóch matek”, staje się kimś bliskim odbiorcom. Stąd już prosta droga do włączenia ich w historię: rodzinne sprawy przestają być prywatne, dzięki czemu można dużo lepiej pojąć ogrom krzywd wojennych. A przecież poza tematami okrucieństwa Niemców (nie: nazistów!) widnieje w tomie wiele scenek krzepiących lub poruszających – i równie wiele dowcipu. Piekarska bez trudu panuje nad czytelnikami, programuje ich wrażenia i zapewnia uczuciową huśtawkę, w której nikt nie zostanie obojętny. Z jednej strony przeżywa się zło wojny, z drugiej – zapewnia familiarną atmosferę. Piekarska przeskakuje od nastroju do nastroju, na marginesie przedstawiając czytelnikom kulisy swego reporterskiego śledztwa. Rezygnuje z obiektywizmu (a właściwie to takie podejście staje się niemożliwe).

U Małgorzaty Karoliny Piekarskiej ożywają wspomnienia. Widać, jak ważne – także dla dzieci – jest pielęgnowanie rodzinnych zwyczajów, kontakty z dziadkami, wujostwem, kuzynami, bliższymi i dalszymi krewnymi. Teraz autorka może uzupełniać zgromadzone fakty, ubarwiać je własnymi uwagami. Do obrazków z przeszłości dodaje swoje doświadczenia i tak rozbudowuje i uzupełnia sagę. „Syn dwóch matek” to relacja, którą w ogóle trudno byłoby oceniać za pomocą krytycznoliterackich narzędzi – jest wręcz intymna, szczera do bólu i pozbawiona dyplomatycznych zabiegów. Małgorzata Karolina Piekarska umiejętnie wykorzystuje pozostawione materiały, a swoje odkrycia dopowiada na własny sposób. Nie ma w tej książce pisania „pod publiczkę”, tu liczy się prawda, choćby niewygodna. Autorka pokazuje, jak i dlaczego można pasjonować się historią – przeżywa ją na nowo i udziela cennej lekcji odbiorcom. Tom wzbogacony jest o dokumenty, fragmenty listów czy zdjęcia z archiwum rodziny.

sobota, 9 kwietnia 2016

Małgorzata Karolina Piekarska: Tropiciele

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Tajemnicze zadanie

„Tropicielami” Małgorzata Karolina Piekarska przypomina niemodne dzisiaj idee harcerskich zbiórek, rozrywek i obowiązków. Zapewnia sobie tym samym łączność z klasyką literatury czwartej i oryginalność wobec mód powieściowych. Czytelnikom daje gwarancję nietypowej rozrywki i tłumaczy fabularne wyzwania. Bo gdyby nie harcerstwo, Kuba (sceptycznie zresztą do tej idei nastawiony) nie zainteresowałby się przeszłością rodziny i nie dokonałby kilku atrakcyjnych odkryć. Chociaż możliwość znalezienia skarbu odpada już na początku, domową tajemnicę warto rozwikłać – zwłaszcza że i dorośli interesują się sprawą.

Wszystko zaczyna się od przeprowadzki, na skutek której Kuba musi rozstać się z kolegami (i marzeniem o pięknej koleżance). Saska Kępa w oczach chłopaka nie wypada zbyt ciekawie, choćby przez to, że nie jest Żoliborzem. Ale skoro nie da się dyskutować z decyzją rodziców, Kuba próbuje się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Przypadkowo trafia na zbiórkę harcerską, a tu kusi go zapowiedź przygody… i pewna blondynka. „Tropiciele” to powieść przygodowa z posmakiem kryminalnym, dowcipna i ciekawa także pod kątem lokalnych atrakcji i historii miejsca. Na strychu w domu po dziadku Kuba znajduje kolekcję portrecików, dowiaduje się, że malarz ukrył na nich zaszyfrowane wiadomości – czego więcej trzeba dla podgrzania atmosfery? Może złodziei, czających się na łatwy łup. Małgorzata Karolina Piekarska starannie wzbogaca swoją książkę o kolejne elementy niezbędne w młodzieżowych powieściach i sprawia, że rzeczywistości Kuby nie chce się opuszczać aż do rozwiązania zagadki.

Równie kuszącym tematem staje się tu przyjaźń. Co ciekawe, u Piekarskiej następuje powrót do dawnych wartości, autorka nadaje na nowo rangę tematowi honoru czy szczerości. Rafał nie chce zdradzić przyjaciela i pokazuje, jak powinno się zachować w chwili prawdziwej próby. Kuba z kolei wie, jak pomóc ubogiemu rówieśnikowi, by ten nie czuł wstydu. Małgorzata Karolina Piekarska sugeruje, że zawsze i z najtrudniejszych sytuacji jest jakieś wyjście, trzeba tylko pomyśleć i nie bać się rozmów. Wizja przyjaźni Kuby i Rafała to jeden z cenniejszych składników książki, przydaje się równie mocno jak przygodowa fabuła.

Piekarska odświeża temat, który wydawał się już anachroniczny, po to, żeby zapewnić odbiorcom niebanalną rozrywkę. Podpowiada, że warto zainteresować się historią, choćby w mikroskali, przypomina, że przeprowadzka nie musi być końcem świata. Zapewnia bohaterom zajęcie kreatywne i wymagające wspólnego działania, a przy tym ułatwiające aklimatyzację. „Tropiciele” są powieścią, którą bardzo przyjemnie się czyta – autorka odnosi się do ważnych dla młodych ludzi tematów, ale całej akcji nadaje lekkości. Wprowadza elementy kryminału i powieści detektywistycznej, nawiązuje do dawnych przygodówek, ale nie zapomina i o kwestiach obyczajowych istotnych przez cały czas. W tomiku znajdą się motywy satyryczne, a nawet trochę rubaszne – autorka nie zamierza tylko wychowywać, chce też rozbawiać czytelników i doskonale wie, czym do nich bez problemu dotrze. Nastawienie na cięty dowcip sprawia, że Piekarska łatwiej znajdzie wspólny język z odbiorcami. Nie okłamuje ich, za to bawi się razem z nimi. Nic dziwnego, że „Tropicielami” Piekarska powraca teraz na rynek wydawniczy. Cieszy, że taka książka może się dziś znaleźć wśród młodzieżowych lektur.

Małgorzata Karolina Piekarska udowadnia młodzieży, że można sięgać po książki dla rozrywki – kwestie wychowawcze, chociaż obecne, nie są tu natrętne i nie przeszkadzają podczas przeżywania przygód bohaterów. Autorka dyskretnie podpowiada również sposoby zapobiegania ewentualnym konfliktom (lub rozwiązywania ich, gdy już zaistnieją), staje po stronie nastolatków w zwykłych sprawach i przypomina, że nie zawsze życie układa się według planów. Zapewnia młodym odbiorcom lekturę pełną wrażeń i atrakcyjną fabularnie, a do tego niemęczącą językowo. „Tropicieli” warto podsuwać nawet tym, którzy nie doceniają klasycznych historii.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Małgorzata Karolina Piekarska: Klasa pani Czajki

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Rozterki szkolne

„Zmieniają się czasy, ale i dzieci, i rodzice mają ciągle te same problemy” stwierdza pani Czajka, wychowawczyni i nauczycielka języka polskiego w pewnym warszawskim gimnazjum. Pani Czajka ma przed sobą sporo pracy: pierwsza a nie wydaje się zgraną klasą. Gimnazjaliści wciąż się o coś kłócą, otwarcie sobie dokuczają i zachowują się jak dzieci, a reprymendy nie pomagają. Stopniowo naświetlane są kolejne charaktery: Kaśka interesuje się wyłącznie chłopakami, modą i malowaniem paznokci, Kamila to dziecko bogatych rodziców, Czarny Michał jest odludkiem, a Małgosia uwielbia czytać. Zawiązują się przyjaźnie, tworzą się pary, ale nie brakuje i sporów. Wychowawczyni stara się zapanować nad swoimi uczniami, rzucając od czasu do czasu wartościową uwagę, ale część wyjaśnień Małgorzata Karolina Piekarska przerzuca na nastoletnich bohaterów. Prym w rzeczowym ocenianiu sytuacji wiodą Małgosia i Maciek – oboje bardzo nieśmiali, ale obdarzeni poczuciem humoru, sympatyczni i pozbawieni wad. Wiele problemów da się zresztą rozwiązać dzięki szczerej rozmowie, co postacie chętnie wykorzystują. Przy okazji autorka uświadamia młodzieży, jak wybrnąć z trudnych sytuacji i uniknąć nieprzyjemności.

Bardzo wiele tematów jest tu z życia wziętych. Gimnazjaliści potrafią poróżnić się o modny drobiazg lub przeżywać nieuzasadnione męki zazdrości. Ktoś zamartwia się o chorą matkę, ktoś inny podpada nauczycielce. Klasowa społeczność ra będzie okrutna, to znowu sprawiedliwa. Egzystencja bohaterów to nie tylko lekcje: Piekarska bogato zagospodarowuje wolny czas, każe urządzać imprezy, wycieczki czy choćby wspólne spacery. Towarzyszy postaciom w codziennych wyzwaniach i przez to staje się ważna dla młodych odbiorców: dobrze, że „Klasa pani Czajki” trafiła do Naszej Księgarni – zasługuje na to, by poznawali ją wszyscy czytelnicy.

Małgorzata Karolina Piekarska próbowała kiedyś wychowywać przez zabawę między innymi w cyklu „Wzrockowisko” w piśmie „Cogito”. W kąśliwych i inteligentnych felietonach często odnosiła się do własnych doświadczeń i czerpała ze swojego poczucia humoru. Jedno i drugie wykorzystuje w „Klasie pani Czajki, choć tonuje język: dba o to, by był uniwersalny. W końcu bohaterowie tego tomu nie powinni szybko się zestarzeć, a posłużyć paru rocznikom gimnazjalistów (w efekcie kilkanaście lat po premierze tom czyta się tak samo dobrze jak dawniej). „Klasa pani Czajki” dzięki lekkiemu stylowi nie stanowi zbioru morałów – ale można ją traktować jak drogowskaz wtedy, gdy porad (w dużej części sercowych i towarzyskich) akurat brakuje. Ta autorka stara się wyszukać najczęstsze zmartwienia i znaleźć na nie rady, a przy tym nie rezygnuje z rozrywki.

Każdy rozdział jest tu osobnym opowiadaniem. Piekarska stosuje klucz tematyczny: owszem, prowadzi bohaterów przez całe gimnazjum, ale zmiany następują niepostrzeżenie dla czytelników. Sedno opowieści stanowią drobiazgi, z których składają się relacje międzyludzkie. Autorka unika „haseł dnia” i odniesień do zewnętrznej rzeczywistości, wszystkiego tego, co mocno zakotwiczyłoby akcję w czasie i przestrzeni. Woli skupiać się na powieściowym tu i teraz, rozwijać konkretny wątek i prowadzić go aż do rozwiązania (bywa, e z ciekawością czeka się na puentę). I niby ten zabieg fabularny bardziej pasuje do lektur dla dzieci, które nie potrafią zbyt długo utrzymać uwagi i potrzebują coraz to nowych bodźców lub zmian, a jednak tu się sprawdza: bohaterowie stają się bliscy odbiorcom, ich rzeczywistość – ważna. „Klasa pani Czajki” wygrywa ogólną prawdziwością, normalnością rzadko tak dobrze uchwyconą przez autorów książek dla młodzieży. Małgorzata Karolina Piekarska nie kłamie i tym wygrywa.

piątek, 22 maja 2015

Małgorzata Karolina Piekarska: "Czucie i Wiara", czyli warszawskie duchy

LTW, Łomianki 2015.

Miasto z duszą

Małgorzata Karolina Piekarska wybrała znakomity sposób na to, żeby zainteresować czytelników historią Warszawy. Jej tom „Czucie i Wiara, czyli warszawskie duchy” powinien być pozycją obowiązkową dla każdego mieszkańca stolicy. Część zresztą po lekturze zapewne wyruszy śladami bohaterów, by odkrywać kolejne sekrety miasta (a i zabawy autorki). Bo „Czucie i Wiara” bardzo umiejętnie łączy wiedzę z rozrywką, odwołując się do wyobraźni czytelników, a i do tradycji ustnych opowieści. Ale po kolei.

Pisarz Józef Krosnowski i jego syn Bronisław, prawnik, prowadzą na Saskiej Kępie historyczne biuro detektywistyczne. Ci dwaj mężczyźni o nienagannych manierach i niemal przedwojennej grzeczności sami wydają się istotami nie z tego świata. Szokują ich nawet łagodzone przekleństwa, do dam odnoszą się z galanterią, liczy się dla nich honor. Tak niedzisiejsi bohaterowie pasują do klimatu kolejnych opowiadań, są narratorami w tomie (z rzadka przypominając o cechach indywidualnych, występują we wspólnym imieniu i właściwie jednogłośnie), nadają spójności „legendom”, a czasem znienacka wprowadzają rys humorystyczny. Nie mieliby prawa istnieć w realnym świecie (i w tych czasach(, ale są nieocenionymi przewodnikami po przeszłości. Do biura detektywistycznego Krosnowskich przybywają rozmaici interesanci. Jedni słyszą tajemnicze głosy, inni w snach są odwiedzani przez duchy przodków. Czasami problemów przysparzają zwykłe przedmioty: wotywny talar, stare zdjęcie czy cynowy kubek. Klienci biura detektywistycznego nie potrafią sobie poradzić ze zjawiskami nadprzyrodzonymi i przychodzą po pomoc. Krosnowscy wówczas zagłębiają się – w ramach badań – w historię danego miejsca i dochodzą do wyjaśnienia zagadki, lub przynajmniej ukojenia nerwów ofiar duchów. Stawiają na dedukcję, ale i na czyn (wizyta w zajeździe z pokojem potęgującym pożądanie), szukają najbardziej nieprawdopodobnych rozwiązań, a do tego nie wątpią w zjawiska umykające oku i szkiełku. Dla autorki tak przygotowane tło jest okazją do przemycania informacji historycznych (pasjonujących często dopiero w niebanalnej literackiej oprawie). W kolejnych, posegregowanych alfabetycznie dzielnicach Warszawy zaczynają lęgnąć się duchy – zabawne, stanowcze lub lekko złośliwe. To historia upomina się o swoje miejsce w świadomości mieszkańców, Warszawa na powrót staje się miastem z duszą.

Piekarska bardzo dba o to, by schemat stosowany w opowiadaniach nie nużył czytelników. Zawsze zaczyna się od zlecenia przedstawionego w biurze – ale przybywający tu klienci stanowią całą galerię charakterów. Do biura przychodzą nowobogaccy, policjanci, księża, dzieci, znękani pracownicy różnych instytucji, irytująca baba czy zaprzyjaźniona psycholog – ale też przedstawiciele półświatka czy menele. Każdy z nich inaczej reaguje na dziwne wydarzenia i każdy inaczej prezentuje swoje oczekiwania. Autorka gra tu humorem w indywidualnych stylizacjach: to miejsce wprost stworzone do językowych zabaw. Oczywiście lekturowa rozrywka polega przede wszystkim na dążeniu do rozwiązania tajemniczej sprawy, ale dobrze, że i na żarty znalazło się tu miejsce, zwłaszcza że części czytelników autorka znana jest z dowcipnego stylu. Żarty nadają tomowi lekkości i przywodzą na myśl świat z Kabaretu Starszych Panów – z jego łagodnością i wiarą w duchy.

Autorka pisze w sposób uniwersalny, tak, żeby trafić i do młodszych, i do starszych odbiorców. Łączenia fabuły i faktów historycznych maskować może przez staroświeckość narratorów: nie widać w tym zbiorku przymusu edukowania czytelników ani gromadzenia wiadomości o mieście. Piekarska proponuje odbiorcom zabawę z przeszłością – warszawiacy mogą się cieszyć, że mają tak przygotowaną opowieść o swoim mieście. Takie historyczne biura detektywistyczne przydałyby się w całym kraju – do szerzenia świadomości lokalnej i do budzenia zainteresowania historią.

sobota, 27 września 2014

Małgorzata Karolina Piekarska: Kurs dziennikarstwa dla samouków

Biblioteka Analiz, Warszawa 2014.

Podstawy

Małgorzata Karolina Piekarska należy do tych dziennikarek, które lekki i dowcipny (nierzadko ironiczny) styl łączą z prawdziwą pasją w pisaniu. Jej felietony w „Cogito” nie miały sobie równych i dla młodych czytelników były często nie tylko szkołą pisania, ale i myślenia. Kto tęskni za „Wzrockowiskiem”, na pewno znalazł już stronę „W świecie absurdów”: to blog, w którym notki przypominają felietonowe zwierzenia. Bo Małgorzata Karolina Piekarska swoją twórczość silnie przesyca autobiograficznymi wątkami. Być może to czynnik decydujący o popularności jej zapisków. „Nie szkodzić” i „nie nudzić” to dwie zasady, które Piekarska przywołuje także w swojej książce „Kurs dziennikarstwa dla samouków”, w teorii oraz w praktyce.

„Kurs dziennikarstwa dla samouków” wyrósł na bazie prowadzonych przez autorkę warsztatów dziennikarskich i przypomina skrypt dla uczestników kursu. Z tej książki skorzystają przede wszystkim amatorzy, którzy chcieliby sprawdzić się w zawodzie – a że dziennikarstwo obywatelskie staje się coraz bardziej modne, ten poradnik wielu odbiorcom pozwoli uporządkować wiedzę. Piekarska zwraca się do czytelników, którzy potrzebują pomocy w twórczych wyborach. Tom trafi do uczniów przygotowujących szkolną gazetkę, do młodzieży przed dziennikarskimi studiami, ale i do emerytów, chcących udzielać się w lokalnych mediach. Dla części pseudodziennikarzy internetowych „Kurs dziennikarstwa dla samouków” powinien stać się więc pozycją obowiązkową.

Jaśniej już się nie da. Małgorzata Karolina Piekarska wybiera leksykonowy rytm książki: przygląda się kolejnym najczęstszym gatunkom dziennikarskim i skrótowo omawia ich cechy. Co pewien czas przytaczając anegdotkę z własnych doświadczeń (dziennikarskich lub pedagogicznych), wprowadza prawdopodobne pytania i wątpliwości odbiorców i dba o przekazanie niezbędnych informacji w łatwej do przyswojenia formie. Unika encyklopedyczności, nie wpada też w podręcznikowe i poradnikowe schematy: „Kurs dziennikarstwa dla samouków” daje wrażenie uczestniczenia w ciekawym wykładzie dostosowanym do wszystkich, którzy chcą pisać, ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Piekarska świadomie rezygnuje z branżowego słownictwa, odrzuca hermetyczność. Proponuje same niezbędne wiadomości w tekście, który dobrze się czyta.

Nie oznacza to, że autorka będzie wyręczać w pracy przyszłych dziennikarzy. Gdy tłumaczy, jak przygotować się do wywiadu, nie stworzy listy dobrych pytań, nie wskaże też tematów do reportaży. Jej odbiorcy nie mogą rezygnować z samodzielnego myślenia. Zyskują za to zestaw wskazówek, który specjalistom wyda się oczywisty. Samozwańczym specjalistom (w tym wielu blogerom) już nie do końca. „Kurs dziennikarstwa dla samouków” to tom o niewielkiej objętości: zaledwie sto stron. Ale Piekarska nie rozdmuchuje go przykładami i modnymi w popporadnikach tabelkami. Zadania dla początkujących dziennikarzy także ogranicza do kilku po każdym rozdziale – i chociaż z pozoru wydają się nieco monotonne, przyniosą korzyść odbiorcom traktującym je poważnie. Piekarska zaczyna tłumaczenie od podstaw (które później poszerzać można na jej warsztatach). Ważne jest też, że podkreśla, jak dobierać język tekstu do grona odbiorców czy do miejsca publikacji. Nie sprawi, że czytelnicy „Kursu dziennikarstwa dla samouków” staną się natychmiast gwiazdami dziennikarstwa, ale pomoże realizować marzenia lub pasje, rzetelnie przygotuje do pierwszych dziennikarskich prób i być może zachęci niezdecydowanych.

czwartek, 29 lipca 2010

Małgorzata Karolina Piekarska: LO-teria

Nowy Świat, Warszawa 2010.

Z życia młodzieży

Kilka lat temu Małgorzata Karolina Piekarska stała się autorką książki dla młodzieży- „Klasa pani Czajki”, pomyślana początkowo jako powieść w odcinkach do jednego z czasopism, stała się wydawniczym hitem i trafiła nawet na listę lektur uzupełniających w gimnazjach. Autorka postanowiła zaprezentować dalsze losy paczki przyjaciół i w „LO-terii” kontynuuje opowieść o znanych już czytelnikom postaciach. Nie zmienia formy, bohaterów ani przesłania, jedyne co odróżnia „LO-terię” od „Klasy pani Czajki” to tło wydarzeń – liceum.

Pary, które swoje pierwsze zauroczenia przeżywały w gimnazjum, teraz, u progu dorosłości, czekają pierwsze kryzysy i nieporozumienia. Konflikty zdarzają się nawet w tych związkach, które budowane były na bazie przyjaźni – i tu Małgorzata Karolina Piekarska kreatywnie podchodzi do banalnego w gruncie rzeczy tematu. Na drodze do szczęścia stają czasem rodzice, którzy z niezrozumiałych względów sprzeciwiają się dzieciom, czasem – nowi potencjalni partnerzy. Zazdrość, brak porozumienia, zbyt bujna wyobraźnia – to wszystko utrudnia młodym ludziom cieszenie się sobą. Bywają i bardziej poważne zmartwienia – liceum to czas inicjacji seksualnej, a to pociąga za sobą inne niż do tej pory rozumienie zdrady.

Związki i międzyludzkie relacje stanowią najważniejszy motyw „LO-terii”. Nie zawsze zresztą chodzi o miłość – liczą się tu również konflikty na linii dzieci – rodzice – od najprostszych codziennych sprzeczek po sytuacje patologiczne. Sporo emocji zapewni autorka odbiorcom za sprawą zemsty i przemocy – nie ma w tej książce taryfy ulgowej dla bohaterów, kilka sytuacji znajdzie tragiczny finał, co jeszcze wzmocni wymowę historii. Tutaj odbiorców traktuje się poważnie, co objawia się rezygnacją z przesłodzonej fikcji. Jasne, że w pewnych momentach Piekarska idealizuje opowieści, na przykład przy odwzorowywaniu bardzo dojrzałych postaw nastolatków, które chcą być ze sobą, lecz przecież to także próba podpowiadania czytelnikom, jak rozwiązywać problemy i jak uczyć się wypracowywania kompromisów.

Powieść składa się z krótkich rozdziałów-odcinków, niepowiązanych ze sobą dodatkową narracją. Autorka skupia się na pojedynczych wydarzeniach, a w ramach kolejnych opowieści stosuje przeskoki czasowe, pokazując sprawy poprzedzające daną sytuację bądź jej konsekwencje. W ten sposób książka przypomina raczej zbiór połączonych ze sobą i wzajemnie zależnych opowiadań niż klasyczną powieść – co jest dobrym rozwiązaniem dla niecierpliwych czytelników. Inna sprawa, że czasem trochę brakuje rozwinięć otwartych na początku książki motywów – ale to już kwestia priorytetów autorki.

Fabularnie gęsta powieść od strony literackiej nie jest zachwycająca. To książka bardziej reportażowa, Piekarska stawia tu na przekazywanie wydarzeń, nie na ich ładne obudowywanie. Gorzej, że książce tej zabrakło korekty – jest w niej wiele literówek, zwykle złośliwych, to jest zmieniających sens wyrazu, błędów ortograficznych (łączna i rozdzielna pisownia „nie”) i interpunkcyjnych. Większość dałoby się wyeliminować po jednym uważnym przeczytaniu. Niby dynamiczna akcja odwraca uwagę od niedoskonałości formy, ale w publikacjach dla młodzieży powinno się szczególnie dbać o przestrzeganie zasad ortografii. Dwa jeszcze przyzwyczajenia autorki mogą razić – jedno to uparcie wstawiane w klauzuli zdań „się”, które brzmi nienaturalnie i zaburza akcenty zdaniowe. Drugie – „bym” zamiast „żebym” – w dialogach młodzieżowych wypada to bardzo zabawnie, jakby postacie siliły się na wygłaszanie swoich kwestii w języku literackim. Sztuczność takiego rozwiązania jest wyraźna.

Niezaprzeczalne atuty tej powieści to wielowątkowość, szybkie tempo i nastawienie na prawdziwe, niewydumane, chociaż czasem wyostrzone, problemy młodzieży. Wyćwiczona w felietonowych dyskusjach z młodymi czytelnikami Małgorzata Karolina Piekarska nie próbuje się odbiorcom podlizać, nie udaje też, że wszystkie zmartwienia wieku dojrzewania znajdą łatwe rozwiązanie. Nie uderza w tony sentymentalne ani moralizatorskie, woli sensację wydobywaną z codzienności, dzięki czemu trafi swoją książką do wszystkich młodych ludzi, którym pozwala samodzielnie myśleć.