Iskry, Warszawa 2018.
Sekrety filozofowania
W tomie "Świat jest tylko umysłem" Artur Przybysławski po raz drugi pochyla się nad tematem filozofii buddyjskiej i przedstawia ją czytelnikom ze śmiechem. Dowcip jest tu nadrzędną zasadą porządkującą narrację, sposobem na uprzyjemnienie drobnych przykładów i teorii. Autor wybrał bardzo egzotyczną w kontekście rozmyślań drogę do opowiadania o tym, co wielu traktuje śmiertelnie poważnie - ale błyskawicznie kupuje sobie odbiorców. Poczucie humoru i skłonność do wygłupów to coś, co pomaga przedzierać się przez meandry wiedzy. Niby można czytać tę książkę bez znajomości publikacji "Pustka jest radością", chociaż Przybysławski w paru miejscach inteligentnie ją czytelnikom reklamuje – ale chyba każdy zechce sprawdzić, jak długo można śmiać się nad kwestią filozofii buddyjskiej (i to wcale nie śmiechem satyrycznym).
Dwanaście starannie wyznaczanych tematami rozdziałów uwodzi nietypowym doborem przykładów. "Jak radzić sobie, gdy dziewczyna odchodzi" to na przykład dość ekstremalna wizja pocieszenia, połączona w dodatku z odkryciami z dziedziny fizyki. Potem pojawi się między innymi temat rozbitej wazy z dynastii Ming (która to waza przecież nie przestaje być wazą, mimo że w skorupkach), oglądania dzieł sztuki i rozróżniania kolorów (w zależności od płci), a także zagadnienie pozorów słuchania (nudnego wykładu). Żeby wytłumaczyć zasady i podstawy refleksji autor odwołuje się do dziwnych, ale doskonale wszystkim znanych przykładów z życia wziętych (sznurek, który udaje węża, kwestia snu), albo sięga po wynaturzenia i karykatury, które w konsekwencji prowadzą do absurdów (postrzeganie słonia). Rozpisuje świadomości oparte na zmysłach, a czasami posługuje się czytelnymi cytatami z kultowych produkcji. Siłą jego książki poza śmiechem staje się dobór przykładów: wyrazistych, konkretnych i namacalnych, kompletnie niewiążących się z filozofowaniem w jego najbardziej stereotypowej wersji - refleksją oderwaną od rzeczywistości. A ponieważ Artur Przybysławski bierze się przy tym za ukazywanie rzeczy, które w pierwszym odruchu czytelnicy odrzucą jako niemożliwe - imponuje też sposobem prowadzenia wywodu, dobieraniem argumentów i odpieraniem ewentualnych zarzutów. W zasadzie nie pozostawia miejsca na dyskusję czy sprzeciw, za to precyzyjnie wyjaśnia istotę filozofii buddyjskiej – przez fragmenty i drobiazgi dojdzie do podsumowań mających już charakter bardziej filozoficznych tłumaczeń. Ale wówczas czytelników ma już po swojej stronie i może im opowiadać, co chce.
Chociaż Przybysławski kieruje się do tych, którzy chcieliby poznać - choćby śladowo - kwestię filozofii Wschodu i móc zaszpanować w towarzystwie znajomością tematu, unika tonu wykładowcy czy nauczyciela. Co więcej: chociaż sprawia, że wiele podczas lektury można zrozumieć, poznać i przemyśleć, rezygnuje nawet z oficjalnych tonów, wpada w kolokwializmy, wyśmiewa się albo z siebie, albo z przyzwyczajeń typowo ludzkich i z pewnością znanych odbiorcom z doświadczenia. Bawi się każdym skojarzeniem, czy chodzi o kontakty interpersonalne, czy o umiłowanie dla lenistwa (gdy ma się w perspektywie pójście do niezbyt lubianej pracy). Życiowe - wyjęte z codzienności czytelników - fakty zamienia tu na przyczynek do rozumienia filozofii buddyjskiej. I tylko odbiorcy, którzy muszą mieć temat omówiony na poważnie i najlepiej z użyciem wielu niezrozumiałych słów, będą zawiedzeni. Artur Przybysławski jako jedyny ma szansę sprawić, że wszyscy zainteresują się filozofią i filozofowaniem, a dysputy na ten temat prowadzić będą dla rozrywki. "Świat jest tylko umysłem" ma jedną wadę: kiedyś się kończy. Ale pozostaje nadzieja, że Artur Przybysławski znowu pomyśli, że coś zrozumiał (ku nieskrywanej radości prawdziwych mistrzów) i znowu postanowi podzielić się tym z czytelnikami.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artur Przybysławski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artur Przybysławski. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 maja 2018
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
Artur Przybysławski: Pustka jest radością, czyli filozofia buddyjska z przymrużeniem (trzeciego) oka
Iskry, Warszawa 2018.
Uśmiech myślenia
Książki dotyczące filozofii a napisane z humorem to rzadkość na rynku wydawniczym – a przecież miałyby największą szansę na dotarcie do szerokiego grona odbiorców, także tych niezainteresowanych tematem. Publikacja „Pustka jest radością”, którą przygotowuje czytelnikom Artur Przybysławski, to umiejętne połączenie wiedzy i talentów w argumentowaniu, humoru i zdolności narracyjnych. Autor potrafi do tego w niewielkiej formie przedstawiać esencję tematów w sposób przystępny dla wszystkich. Odwołuje się do zagadnień w pełni zrozumiałych. Żeby prześledzić jego wywody przyda się na przykład świadomość, z czego składa się stół, albo – do czego prowadzi spóźnienie się do pracy. Znajduje miejsce i na bardziej teoretyczne (mniej namacalne) tematy – choćby kwestię samoświadomości. I tak stopniowo przez odwołania do codzienności buduje wiedzę czytelników i poszerza o kolejne ciekawostki. Wiadomo, że nie dostarczy podręcznikowych wiadomości, ale może zaintrygować, nakłonić do przeprowadzenia dalszej lekturowej kwerendy, a przynajmniej otworzyć na nowe doświadczenia. Pokazuje, jak umysł przyzwyczaja się do schematów w postrzeganiu – które dzięki filozofom wcale nie muszą okazywać się prawdziwe, mimo że jeszcze na początku każdego rozdziału odbiorcy byliby w stanie im przyklasnąć.
Jedną mocną stroną tomu są odpowiednio dobrane argumenty, uzasadnienia dla kolejnych szokujących odbiorców odkryć. Drugą – dowcip przesycający wyjaśnienia. Czytelnicy mają więc na przemian zestaw zaskoczeń albo czystą rozrywkę w planie formy. Będą równie dobrze bawić się rozszyfrowywaniem toku myślenia autora, co kształtem jego wywodów. Artur Przybysławski zachowuje się tu jak rasowy satyryk, precyzyjnie konstruuje dowcipy, dba nie tylko o puenty anegdot, ale i o ironiczne komentarze wtrącane w opowieść. Wie, że bezinteresownym śmiechem najszybciej przekona do siebie odbiorców. Jednocześnie nie męczy wygłupami na siłę, ma dobre wyczucie tego, co powinno się znaleźć w publikacji popularnonaukowej. Zmienia proporcje, albo jego wyjaśnienia okazują się tak czytelne, że wszystko staje się jasne. Filozofia buddyjska przestaje wydawać się tajemnicą nie do ogarnięcia, jawi się jako przystępna i zrozumiała. Aż chce się zgłębiać zagadnienia poruszane przez innych myślicieli, pod warunkiem, że opracuje je ten autor.
Jest ta publikacja wypadkową pasji i śmiechu. Wyjątkowo lekka, nawet ci czytelnicy, którzy na ogół mają problemy z przyswojeniem sobie filozoficznych tematów i uważają język filozofów za hermetyczny, docenią konkrety przywoływane przez tego autora. Przybysławski zajmuje się tematem pustki w filozofii buddyjskiej – definiuje pustkę w postrzeganiu otoczenia i w samookreślaniu. To trudne zagadnienie, ale w ujęciu tego autora okazuje się wręcz fascynujące, zachęcające przez umiejętną transpozycję egzotyki na to, co bliskie. Przybysławski pokazuje „nic” bez odwoływania się do wydumanych teorii, udaje mu się zatrzymać czytelników dzięki bliskości poruszanych kwestii.
Pojawia się ta publikacja na rynku w momencie, gdy odbiorcy chętnie podchwytują to, co odmienne kulturowo: Przybysławski sugeruje może nie tyle sposób na życie, ale namiastkę innego stylu postrzegania świata. Znajduje elementy funkcjonujące na prawach ciekawostek – dobry punkt zaczepienia dla późniejszych studiów. W ujęciu Artura Przybysławskiego filozofia zamienia się w dowcip, niepozbawiony mądrości. Do tej książki łatwo się przekonać, wystarczy prześledzić kilka zgrabnych akapitów, by pozostać z autorem w jego podróży.
Uśmiech myślenia
Książki dotyczące filozofii a napisane z humorem to rzadkość na rynku wydawniczym – a przecież miałyby największą szansę na dotarcie do szerokiego grona odbiorców, także tych niezainteresowanych tematem. Publikacja „Pustka jest radością”, którą przygotowuje czytelnikom Artur Przybysławski, to umiejętne połączenie wiedzy i talentów w argumentowaniu, humoru i zdolności narracyjnych. Autor potrafi do tego w niewielkiej formie przedstawiać esencję tematów w sposób przystępny dla wszystkich. Odwołuje się do zagadnień w pełni zrozumiałych. Żeby prześledzić jego wywody przyda się na przykład świadomość, z czego składa się stół, albo – do czego prowadzi spóźnienie się do pracy. Znajduje miejsce i na bardziej teoretyczne (mniej namacalne) tematy – choćby kwestię samoświadomości. I tak stopniowo przez odwołania do codzienności buduje wiedzę czytelników i poszerza o kolejne ciekawostki. Wiadomo, że nie dostarczy podręcznikowych wiadomości, ale może zaintrygować, nakłonić do przeprowadzenia dalszej lekturowej kwerendy, a przynajmniej otworzyć na nowe doświadczenia. Pokazuje, jak umysł przyzwyczaja się do schematów w postrzeganiu – które dzięki filozofom wcale nie muszą okazywać się prawdziwe, mimo że jeszcze na początku każdego rozdziału odbiorcy byliby w stanie im przyklasnąć.
Jedną mocną stroną tomu są odpowiednio dobrane argumenty, uzasadnienia dla kolejnych szokujących odbiorców odkryć. Drugą – dowcip przesycający wyjaśnienia. Czytelnicy mają więc na przemian zestaw zaskoczeń albo czystą rozrywkę w planie formy. Będą równie dobrze bawić się rozszyfrowywaniem toku myślenia autora, co kształtem jego wywodów. Artur Przybysławski zachowuje się tu jak rasowy satyryk, precyzyjnie konstruuje dowcipy, dba nie tylko o puenty anegdot, ale i o ironiczne komentarze wtrącane w opowieść. Wie, że bezinteresownym śmiechem najszybciej przekona do siebie odbiorców. Jednocześnie nie męczy wygłupami na siłę, ma dobre wyczucie tego, co powinno się znaleźć w publikacji popularnonaukowej. Zmienia proporcje, albo jego wyjaśnienia okazują się tak czytelne, że wszystko staje się jasne. Filozofia buddyjska przestaje wydawać się tajemnicą nie do ogarnięcia, jawi się jako przystępna i zrozumiała. Aż chce się zgłębiać zagadnienia poruszane przez innych myślicieli, pod warunkiem, że opracuje je ten autor.
Jest ta publikacja wypadkową pasji i śmiechu. Wyjątkowo lekka, nawet ci czytelnicy, którzy na ogół mają problemy z przyswojeniem sobie filozoficznych tematów i uważają język filozofów za hermetyczny, docenią konkrety przywoływane przez tego autora. Przybysławski zajmuje się tematem pustki w filozofii buddyjskiej – definiuje pustkę w postrzeganiu otoczenia i w samookreślaniu. To trudne zagadnienie, ale w ujęciu tego autora okazuje się wręcz fascynujące, zachęcające przez umiejętną transpozycję egzotyki na to, co bliskie. Przybysławski pokazuje „nic” bez odwoływania się do wydumanych teorii, udaje mu się zatrzymać czytelników dzięki bliskości poruszanych kwestii.
Pojawia się ta publikacja na rynku w momencie, gdy odbiorcy chętnie podchwytują to, co odmienne kulturowo: Przybysławski sugeruje może nie tyle sposób na życie, ale namiastkę innego stylu postrzegania świata. Znajduje elementy funkcjonujące na prawach ciekawostek – dobry punkt zaczepienia dla późniejszych studiów. W ujęciu Artura Przybysławskiego filozofia zamienia się w dowcip, niepozbawiony mądrości. Do tej książki łatwo się przekonać, wystarczy prześledzić kilka zgrabnych akapitów, by pozostać z autorem w jego podróży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






