Noir sur Blanc, Warszawa 2026.
Na nowo
Ante Tomić tworzy dzisiejszą wersję Szwejka, z całym absurdem i doskonałym wyczuciem klimatu zapomnianych wiosek. Smilijevo to wieś na dwa tysiące mieszkańców, a w tej wsi niewiele się dzieje, chyba że akurat odbywają się manewry wojskowe, bo cień wojny gdzieś od czasu do czasu się przewija. Głównie jednak czas spędza się w sklepie, na dyskotece, względnie w konfesjonale. Czas płynie leniwie, wszystko przybiera kształty sielanki, chyba że akurat wybuchnie jakiś konflikt między miejscowymi – to przecież jest na porządku dziennym. Silne charaktery muszą co jakiś czas się ścierać. A poza tym wszystko jak w piramidzie potrzeb – zaspokajanie najbardziej podstawowych prowadzi często do komicznych dla postronnych konfrontacji. A Ante Tomić nie boi się w tym wszystkim wykorzystywania ironii w tekście. I w efekcie opowiada, ale pozwala czytelnikom dotrzeć samodzielnie do sedna i pobawić się nieoczekiwanymi puentami ukrytymi w szybkich dialogach i zgryźliwych komentarzach.
Ludzie w Smilijevie są prości, ale nie znaczy to, że zrezygnują z rozważań okołofilozoficznych (czy silikonowe piersi są wbrew Pismu Świętemu), grają w szachy z dziwnymi zasadami i piją piwo w sklepie, bo tam jest dużo taniej. Od czasu do czasu przeżywają rozterki bardzo przyziemne, co nakłania ich do kolejnych refleksji, innym razem zaglądają do życia innym i komentują je bez skrępowania. Wiedzą, jakie są reguły gry: tu wszyscy interesują się wszystkimi, a że każdy ma w zanadrzu trupy w szafie, warto wiedzieć, czego się spodziewać po sąsiadach.
Bez przerwy Ante Tomić łamie tabu. Dzięki bohaterom-prostaczkom może sobie pozwolić na zagrania, które normalnie wykluczyłaby mu poprawność polityczna. Dzięki bohaterom-prostaczkom może dawać poczucie wyższości czytelnikom. Toczy się tutaj wielka gra, w której wygrają tylko ci, którzy żyją po swojemu i nie poddają się żadnym narzucanym odgórnie porządkom. Ante Tomić w tle wprowadza drobne i wielkie historie miłosne, a także dylematy związane z czyimś nałogiem. Obnaża bezsens wojskowego drylu – a właściwie obnażają go sami (nie)zainteresowani. Relacjonuje codzienność we wsi, koncentrując się na charakterach ludzi i na ich nieprzewidywalnych dla odbiorców z zewnątrz zachowaniach – dzięki temu wprowadzaniu barwnej galerii postaci ani przez moment nie będzie nudził. Tu nikt nie czeka na akcję w klasycznym stylu: Tomić jest świetny jako portrecista i karykaturzysta – i to w zasadzie mogłoby wystarczyć w lekturze. Każdy kolejny akapit jest błyskotliwym komentarzem na temat przywar i słabości ludzkich, każdy przynosi sporo śmiechu podszytego jednak refleksją na temat kondycji ludzkości ogólnie – i to tak naprawdę powód do sięgania po „Czymże jest mężczyzna bez wąsów”.
Jest to powieść, która nie jest powieścią, a krzywym zwierciadłem, sowizdrzalskim w dodatku, jest formą, która drwi sobie z form i prezentacją, która obnaża absurdy schematów. Ante Tomić po raz kolejny pokazuje, że ma dar przerabiania celnych obserwacji na żarty literackie. Najśmieszniejsze jest to, że nikt się nie obrazi, a przecież wielu mogłoby się rozpoznać w tych przerysowywanych obrazkach rodzajowych. Smilijevo to miejsce, które ucieka od powagi po to, żeby przedstawiać rzeczy, jakich ludzie o sobie nie chcieliby usłyszeć.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ante Tomić. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ante Tomić. Pokaż wszystkie posty
sobota, 27 czerwca 2026
wtorek, 16 września 2025
Ante Tomić: Dzieci Świętej Małgorzaty
Noir sur Blanc, Warszawa 2025.
Święto
„Cud w Dolinie Poskoków” był bardziej szaloną historią. „Dzieci Świętej Małgorzaty” wydają się odrobinę zachowawcze, przynajmniej za sprawą lekkiego ograniczenia dawki absurdu. Ante Tomić tym razem stara się uporządkować rzeczywistość swoich bohaterów, a wychodzi mu jak zwykle, czyli – bez tabu i z nieubłaganą wewnętrzną logiką pasującą tylko i wyłącznie do prezentowanego świata. W tej przestrzeni odnaleźć się mogą wyłącznie bohaterowie – ci, którzy zaakceptują reguły funkcjonowania i nie będą się już niczemu dziwić. I dlatego ktoś, kto trafił przypadkiem do dalmatyńskiego miasteczka (chociaż wcale nie miał takiego zamiaru, a już na pewno – nie miał wpływu na miejsce swojego lądowania), może przez chwilę się dziwić. Jeśli dojdzie do tego bariera językowa i kulturowa… trzeba być przygotowanym na zestaw szoków. Selim nawet się nie spodziewa, co przyniesie mu najbliższy czas. Zostanie wciągnięty w wir wydarzeń, a później już sam będzie prowokować udział w kolejnych – w końcu impreza to prawdziwe święto dla miejscowych, a i ludzie spoza okolicy przybywają, żeby dzięki wstawiennictwu Świętej Małgorzaty doczekać się wreszcie upragnionego potomstwa. Wszystkich trzeba nakarmić, elementy uroczystości – wytrenować. Na moment zapomnieć o urazach i wrogach, zjednoczyć się we wspólnym celu. Jeśli się uda, da się przez parę dni nie myśleć o przyziemnych sprawach i troskach. Jeśli się nie uda… cóż, zwykle coś się musi nie udać. Najważniejsze jest, żeby uroczystość się udała: orkiestra ma zagrać bez fałszu, jedzenie nie musi smakować, wystarczy, że nie zatruje, a niesnaski na chwilę trzeba będzie odsunąć na dalszy plan.
Ante Tomić bardzo ładnie bawi się absurdami, wprowadza motywy komiczne i zachęca odbiorców do odkrywania świata, o którym nie mieliby pojęcia – bo nie dostaliby się do małej społeczności, w której wszyscy wiedzą o wszystkich i funkcjonują według własnego zegara. Temat imigrantów, polityki międzynarodowej i otwarcia na inność miesza się tu ze sprawami rodzinnymi, zarabianiem na życie, miłością i posłuszeństwem wobec starszych. I tak najlepiej wypadnie osioł, który ryczy zawsze wtedy, kiedy jakaś szczęśliwa para przystąpi do realizowania łóżkowych pragnień. I nigdy się nie myli. Może być większym autorytetem niż ksiądz proboszcz – który zresztą nie zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami.
Jest to książka radosna na pierwszy rzut oka, chociaż podskórnie prowadzi autor opowieść o lękach i niespełnionych nadziejach. Pozwala swoim bohaterom na dowolne wygłupy – ale wykorzystuje ich, żeby uświadomić odbiorcom kruchość życia i bezsens codziennych konfliktów. Narracja toczy się tu zgrabnie i przerywana jest autotematycznymi zapowiedziami, liczy się nastawienie na cel i droga do niego. Na wielu postaciach Tomić zatrzyma uwagę odbiorców, wielu bohaterom zapewni reflektor do naświetlania jednostkowych nadziei – wszystko po to, żeby czytelnicy mogli się przejrzeć w krzywym zwierciadle i powiedzieć, że to na pewno nie o nich. I bardzo się przy tym pomylić.
Święto
„Cud w Dolinie Poskoków” był bardziej szaloną historią. „Dzieci Świętej Małgorzaty” wydają się odrobinę zachowawcze, przynajmniej za sprawą lekkiego ograniczenia dawki absurdu. Ante Tomić tym razem stara się uporządkować rzeczywistość swoich bohaterów, a wychodzi mu jak zwykle, czyli – bez tabu i z nieubłaganą wewnętrzną logiką pasującą tylko i wyłącznie do prezentowanego świata. W tej przestrzeni odnaleźć się mogą wyłącznie bohaterowie – ci, którzy zaakceptują reguły funkcjonowania i nie będą się już niczemu dziwić. I dlatego ktoś, kto trafił przypadkiem do dalmatyńskiego miasteczka (chociaż wcale nie miał takiego zamiaru, a już na pewno – nie miał wpływu na miejsce swojego lądowania), może przez chwilę się dziwić. Jeśli dojdzie do tego bariera językowa i kulturowa… trzeba być przygotowanym na zestaw szoków. Selim nawet się nie spodziewa, co przyniesie mu najbliższy czas. Zostanie wciągnięty w wir wydarzeń, a później już sam będzie prowokować udział w kolejnych – w końcu impreza to prawdziwe święto dla miejscowych, a i ludzie spoza okolicy przybywają, żeby dzięki wstawiennictwu Świętej Małgorzaty doczekać się wreszcie upragnionego potomstwa. Wszystkich trzeba nakarmić, elementy uroczystości – wytrenować. Na moment zapomnieć o urazach i wrogach, zjednoczyć się we wspólnym celu. Jeśli się uda, da się przez parę dni nie myśleć o przyziemnych sprawach i troskach. Jeśli się nie uda… cóż, zwykle coś się musi nie udać. Najważniejsze jest, żeby uroczystość się udała: orkiestra ma zagrać bez fałszu, jedzenie nie musi smakować, wystarczy, że nie zatruje, a niesnaski na chwilę trzeba będzie odsunąć na dalszy plan.
Ante Tomić bardzo ładnie bawi się absurdami, wprowadza motywy komiczne i zachęca odbiorców do odkrywania świata, o którym nie mieliby pojęcia – bo nie dostaliby się do małej społeczności, w której wszyscy wiedzą o wszystkich i funkcjonują według własnego zegara. Temat imigrantów, polityki międzynarodowej i otwarcia na inność miesza się tu ze sprawami rodzinnymi, zarabianiem na życie, miłością i posłuszeństwem wobec starszych. I tak najlepiej wypadnie osioł, który ryczy zawsze wtedy, kiedy jakaś szczęśliwa para przystąpi do realizowania łóżkowych pragnień. I nigdy się nie myli. Może być większym autorytetem niż ksiądz proboszcz – który zresztą nie zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami.
Jest to książka radosna na pierwszy rzut oka, chociaż podskórnie prowadzi autor opowieść o lękach i niespełnionych nadziejach. Pozwala swoim bohaterom na dowolne wygłupy – ale wykorzystuje ich, żeby uświadomić odbiorcom kruchość życia i bezsens codziennych konfliktów. Narracja toczy się tu zgrabnie i przerywana jest autotematycznymi zapowiedziami, liczy się nastawienie na cel i droga do niego. Na wielu postaciach Tomić zatrzyma uwagę odbiorców, wielu bohaterom zapewni reflektor do naświetlania jednostkowych nadziei – wszystko po to, żeby czytelnicy mogli się przejrzeć w krzywym zwierciadle i powiedzieć, że to na pewno nie o nich. I bardzo się przy tym pomylić.
piątek, 17 maja 2024
Ante Tomić: Cud w Dolinie Poskoków
Noir sur Blanc, Warszawa 2024.
Poszukiwania
Egzystencja w domu pozbawionym kobiety nie jest prosta, wiedzą o tym Poskokowie. Kiedy zmarła Zora, żona Jozy, osierociła czterech dorosłych synów – wszystko zaczęło się sypać. Nawet jeśli w rodzinie nie było zgody, to matka rządziła i sterowała wszystkim, zapewniała wikt i opierunek. Teraz pięciu rosłych Poskoków musi żywić się mamałygą (z różnymi dodatkami, żeby nie było nudno – w końcu każdy posiłek jest eksperymentem kulinarnym), ubierać się w nieumiejętnie wyprane ubrania i toczyć ze sobą boje o wszystko. Ale nikt nie zgłasza pretensji o źle wykonywane prace domowe – żeby nie stać się za nie przypadkiem odpowiedzialnym. Taki stan rzeczy mógłby trwać już zawsze, ale Poskokowie nie są głupi (przynajmniej nie do końca, bo tak ogólnie to raczej są, ale cechują się pewną dozą życiowego sprytu). Jeśli uda się znaleźć żonę najstarszemu z synów, wszystko się zmieni: kobieta zaprowadzi porządki, przywróci ład i zadba o wszystko, o co Poskokowie zadbać nie potrafią. Co jednak zrobić, jeśli panowie nie mają pojęcia o damsko-męskich sprawach i zwyczajnie nie wiedzą, jak podrywać płeć przeciwną, a z kolei kobiety nie zapuszczają się do Doliny Poskoków, bo nie mają po co? Ante Tomić jest między innymi satyrykiem i jako satyryk bardzo mocno wyczulony jest na absurdy i komizm sytuacyjny. Proponuje książkę, która bez trudu przenika przez granice – wypełnioną dowcipami mocnymi, ostrymi i podważającymi realizm – polskim czytelnikom skojarzy się najbardziej z czeskim poczuciem humoru, ale jest w tym większa kąśliwość i nastawienie na rubaszne obserwacje pozbawione wulgarności. „Cud w Dolinie Poskoków to powieść, w której każdy kolejny akapit dostarcza powodów do radości – zwłaszcza gdy zapomni się o empatii. Zresztą chociaż Poskokowie na swój przewrotny sposób dają się lubić, to współczucia nie budzą – oni wiedzą, jak poradzić sobie w świecie, w którym rządzą twarde zasady. Może zatem Ante Tomić dowolnie doświadczać bohaterów, może szykować im kolejne pułapki, rozczarowania, klęski i potyczki – ku uciesze odbiorców, oderwanych na moment od codzienności. Jest to powieść, która przenosi do innego świata, zrywa z istniejącymi regułami życia społecznego, za to buduje nowe-stare ustalenia oparte na surowości i prawie silniejszego. Tu nie ma miejsca na sentymenty, a kiedy już pojawi się miłość, przybierze niespodziewane kształty. Do tego „Cud w Dolinie Poskoków” jest powieścią o świetnym rytmie, imponującą narracyjnym rozmachem. Na bazie oryginalnych pomysłów (wykorzystujących przecież odwieczne mocne tematy) autor tka gawędziarską relację, anegdotyczną i dygresyjną, a przecież bardzo spójną, rytmiczną i zwartą. Jest tu wszystko, czego chciałoby się od wybitnej prozy – a rozrywka, którą Ante Tomić dostarcza, to miły dodatek do całości. Idealnie skomponowana książka jest jednocześnie nawiązaniem do klasyki w formie, kolejne rozdziały mają rozbudowane tytuły (to mikrostreszczenia zawartości, rozbudzające ciekawość i apetyty czytelników). Tu pięści idą w ruch znacznie częściej niż mózgi – ale w samej prozie to nie przeszkadza, bo intelektualna uczta to coś, czego można się po publikacji spodziewać. Ante Tomić zakotwicza wprawdzie tekst w bałkańskich realiach, przemierza Chorwację – ale nie ma to większego znaczenia, małość i małostkowość ludzi nie zna granic i charakterologiczne portrety (oczywiście wyostrzane prawami satyry) imponują celnością.
Poszukiwania
Egzystencja w domu pozbawionym kobiety nie jest prosta, wiedzą o tym Poskokowie. Kiedy zmarła Zora, żona Jozy, osierociła czterech dorosłych synów – wszystko zaczęło się sypać. Nawet jeśli w rodzinie nie było zgody, to matka rządziła i sterowała wszystkim, zapewniała wikt i opierunek. Teraz pięciu rosłych Poskoków musi żywić się mamałygą (z różnymi dodatkami, żeby nie było nudno – w końcu każdy posiłek jest eksperymentem kulinarnym), ubierać się w nieumiejętnie wyprane ubrania i toczyć ze sobą boje o wszystko. Ale nikt nie zgłasza pretensji o źle wykonywane prace domowe – żeby nie stać się za nie przypadkiem odpowiedzialnym. Taki stan rzeczy mógłby trwać już zawsze, ale Poskokowie nie są głupi (przynajmniej nie do końca, bo tak ogólnie to raczej są, ale cechują się pewną dozą życiowego sprytu). Jeśli uda się znaleźć żonę najstarszemu z synów, wszystko się zmieni: kobieta zaprowadzi porządki, przywróci ład i zadba o wszystko, o co Poskokowie zadbać nie potrafią. Co jednak zrobić, jeśli panowie nie mają pojęcia o damsko-męskich sprawach i zwyczajnie nie wiedzą, jak podrywać płeć przeciwną, a z kolei kobiety nie zapuszczają się do Doliny Poskoków, bo nie mają po co? Ante Tomić jest między innymi satyrykiem i jako satyryk bardzo mocno wyczulony jest na absurdy i komizm sytuacyjny. Proponuje książkę, która bez trudu przenika przez granice – wypełnioną dowcipami mocnymi, ostrymi i podważającymi realizm – polskim czytelnikom skojarzy się najbardziej z czeskim poczuciem humoru, ale jest w tym większa kąśliwość i nastawienie na rubaszne obserwacje pozbawione wulgarności. „Cud w Dolinie Poskoków to powieść, w której każdy kolejny akapit dostarcza powodów do radości – zwłaszcza gdy zapomni się o empatii. Zresztą chociaż Poskokowie na swój przewrotny sposób dają się lubić, to współczucia nie budzą – oni wiedzą, jak poradzić sobie w świecie, w którym rządzą twarde zasady. Może zatem Ante Tomić dowolnie doświadczać bohaterów, może szykować im kolejne pułapki, rozczarowania, klęski i potyczki – ku uciesze odbiorców, oderwanych na moment od codzienności. Jest to powieść, która przenosi do innego świata, zrywa z istniejącymi regułami życia społecznego, za to buduje nowe-stare ustalenia oparte na surowości i prawie silniejszego. Tu nie ma miejsca na sentymenty, a kiedy już pojawi się miłość, przybierze niespodziewane kształty. Do tego „Cud w Dolinie Poskoków” jest powieścią o świetnym rytmie, imponującą narracyjnym rozmachem. Na bazie oryginalnych pomysłów (wykorzystujących przecież odwieczne mocne tematy) autor tka gawędziarską relację, anegdotyczną i dygresyjną, a przecież bardzo spójną, rytmiczną i zwartą. Jest tu wszystko, czego chciałoby się od wybitnej prozy – a rozrywka, którą Ante Tomić dostarcza, to miły dodatek do całości. Idealnie skomponowana książka jest jednocześnie nawiązaniem do klasyki w formie, kolejne rozdziały mają rozbudowane tytuły (to mikrostreszczenia zawartości, rozbudzające ciekawość i apetyty czytelników). Tu pięści idą w ruch znacznie częściej niż mózgi – ale w samej prozie to nie przeszkadza, bo intelektualna uczta to coś, czego można się po publikacji spodziewać. Ante Tomić zakotwicza wprawdzie tekst w bałkańskich realiach, przemierza Chorwację – ale nie ma to większego znaczenia, małość i małostkowość ludzi nie zna granic i charakterologiczne portrety (oczywiście wyostrzane prawami satyry) imponują celnością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






