Purple Book, Ożarów Mazowiecki 2025.
Aukcja
Alek Rogoziński słynie z powieści szybkich i wypełnionych dygresjami o charakterze komicznym i nie inaczej jest w przypadku „Diabelskiego kręgu”. Intryga stanowi tu mniej istotny element opowieści niż charaktery postaci – a autor bardzo chętnie wdaje się w analizowanie wzajemnych zależności i powodów do śmiechu. Akcja rozgrywa się w Opatowie: to tutaj, w przybytku nazwanym Miodowy Młyn, odbywa się charytatywna aukcja. Fanty przynoszą miejscowi, ale też… siostra Małgorzata Chmielewska: i tu podobieństwo do istniejącej zakonnicy nie jest przypadkowe. Siostra Małgorzata zdobywa najcenniejszy przedmiot, który może na licytacji pójść za niebotyczną kwotę. Pod warunkiem, że do tego czasu nie zniknie. Ponieważ nieszczęścia chodzą parami, podczas chaosu związanego z organizacją wydarzenia, ktoś musi stracić życie. Traf chce, że na miejscu zbrodni z pistoletem w ręku zostaje przydybana miejscowa nauczycielka, ciesząca się sympatią wielu osób. Nie pasuje ona do profilu psychologicznego morderców, zresztą sama tłumaczy, że zadziałała impulsywnie: jednak staje się główną podejrzaną, a jej przyjaciele muszą wykazać się pomysłowością, żeby przyczynić się do schwytania prawdziwego sprawcy. Przy okazji wychodzi na jaw, że zbrodnicze skłonności może mieć wielu znamienitych mieszkańców – niemal wszyscy, którzy pełnią co ważniejsze funkcje w lokalnej społeczności.
W „Diabelskim kręgu” akcja toczy się szybko i nastawiona jest w pierwszej kolejności na rozbawianie czytelników – autor nie zamierza pogłębiać znaczenia wydarzeń, zależy mu przede wszystkim na tym, żeby rejestrować fakty i przedstawiać odbiorcom interpersonalne zależności. Zatrzymuje się czasem na wydarzeniach historycznych relacjonowanych przez bohaterów – zmienia tematy i punkty zaczepienia. Lejtmotywem tomu czyni przepraszanie siostry Małgorzaty – każdy, komu wyrwie się brzydsze słowo lub mniej przyzwoite skojarzenie, czuje się w obowiązku usprawiedliwić przed osobą duchowną, do której w dodatku czuje niekwestionowany szacunek. Tymczasem siostra Małgorzata jawi się tu jako detektyw-amator w starym stylu, z rozmaitymi słabościami i śmiesznostkami. Autor nie kryje sympatii do tej postaci, zresztą to podejście udziela się kolejnym bohaterom, którzy niecierpliwie czekają na siostrę Małgorzatę i dzielą się co lepszymi anegdotami z nią związanymi. Nie ma zbyt dużo czasu na szczegółowe omawianie biegu wydarzeń, Alek Rogoziński pędzi przez tę opowieść, chociaż i tak buduje znacznie gęstszą narrację niż dawniej. „Diabelski krąg” to książka dla tych, którzy nie chcą na zbyt długo zagłębiać się w świecie kryminalnych i komediowych wydarzeń, odbiorców, którym wystarczy jeden temat rozłożony na kilka wątków. To jednocześnie powieść przyjazna dla tych, którzy niekoniecznie cenią sobie mroczne i skandynawskie w duchu kryminały – a wolą się trochę pobawić historiami. Sprawnie poprowadzona relacja i klimat miasteczka z aspiracjami – delikatne nawiązania do pozaliterackiej rzeczywistości i garść zagadek. To coś w sam raz na letnią i lekką lekturę.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alek Rogoziński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alek Rogoziński. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 sierpnia 2025
piątek, 18 kwietnia 2025
Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński: Biuro M
Filia, Poznań 2018.
Kojarzenie par
Szybka powieść na poprawienie sobie humoru - Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński bawią się motywami damsko-męskimi na luzie. "Biuro M" to paleta karykatur i zbiegów okoliczności, które pozwalają się pośmiać, a nie zmuszają do głębokich refleksji i trudnych życiowych przemyśleń, nawet jeśli bohaterom niekoniecznie się w życiu układa. Barbara po trzech narzeczonych Michałach (odbitych przez jedną i tę samą Elwirkę) trafia do Miasteczka. Nie zamierza już się z nikim spotykać, za towarzysza życia wybiera sobie kota Puszysława. Nie może siedzieć w domu, a jedyne sensowne zajęcie zapewni jej biuro matrymonialne prowadzone przez ekscentryczną właścicielkę, Krystynę, co i rusz uspokajaną przez współpracowników ziółkami w kawie. Barbara w swoim stanie ducha niekoniecznie nadaje się do kojarzenia par - ale jest w stanie napisać program komputerowy, który pozwoli wyszukiwać odpowiednie dopasowania i ułatwi proces gromadzenia danych. Jacek też nie jest typem, który marzyłby o pracy w biurze matrymonialnym, ale porażki w kolejnych miejscach, do których kieruje go urząd pracy, praktycznie likwidują szansę na inne zajęcie. Jacek to mężczyzna, który odruchowo podrywa każdą napotkaną kobietę - pod warunkiem, że ta nie ubiera się w worki (jak Barbara) i wymaga męskiej opieki.
"Biuro M" to galeria barwnych postaci: w tym samym miejscu swoje pracownie mają zielarz i wróżka - pierwszy ma dużą wiedzę, ale niekoniecznie podejście do klientów, za to jego podpowiedzi związane z leczniczymi i uspokajającymi działaniami roślin są nieocenione w tak dziwnym środowisku. Druga wprawdzie nie bardzo radzi sobie z przepowiadaniem przyszłości, ale jest dobrą obserwatorką i wie, co zrobić, żeby pchnąć ludzi ku sobie w odpowiednim momencie. To dzięki ludziom dzieje się tu wiele - chociaż w pewnej chwili pojawią się nawet wątki kryminalne. "Biuro M" to powieść, w której poszukiwanie drugiej połówki zyskuje lekki wymiar - nie dzieje się tu nic wielkiego, całość bazuje na śmiechu i na powierzchownych obserwacjach - ale to wystarcza, nie trzeba tu psychologicznych wywodów, żeby dobrze się bawić. "Biuro M" przynosi rozrywkę - i to widać w każdym punkcie narracji. Cechą charakterystyczną tej książki jest także skrótowe przedstawianie życiorysów bohaterów, żeby odbiorcy mogli łatwo zorientować się w postawach bohaterów - ale też żeby nie musieli specjalnie zapamiętywać prezentowanych rewelacji. Tu trzeba zatrzymać się na poziomie aktualności, śledzić bieżące wydarzenia - komedię pomyłek i obyczajowych wpadek. Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński wiedzą, co zrobić, żeby ubarwiać rzeczywistość postaci i żeby przyciągać odbiorców za sprawą oryginalności. Nie budują skomplikowanych intryg - liczy się skecz, gag, chwila, która rozbawi. "Biuro M" to lekka powieść rozrywkowa, która nie udaje niczego innego - ale nie jest to w żadnym wypadku zarzut, to przyjemna opowieść. Bez zadęcia i o sprawach, które zostały już setki razy przegadane da się pisać - i to dość ciekawie. "Biuro M" to powieść na jeden wieczór, a przy tym - stworzona z pomysłem.
Kojarzenie par
Szybka powieść na poprawienie sobie humoru - Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński bawią się motywami damsko-męskimi na luzie. "Biuro M" to paleta karykatur i zbiegów okoliczności, które pozwalają się pośmiać, a nie zmuszają do głębokich refleksji i trudnych życiowych przemyśleń, nawet jeśli bohaterom niekoniecznie się w życiu układa. Barbara po trzech narzeczonych Michałach (odbitych przez jedną i tę samą Elwirkę) trafia do Miasteczka. Nie zamierza już się z nikim spotykać, za towarzysza życia wybiera sobie kota Puszysława. Nie może siedzieć w domu, a jedyne sensowne zajęcie zapewni jej biuro matrymonialne prowadzone przez ekscentryczną właścicielkę, Krystynę, co i rusz uspokajaną przez współpracowników ziółkami w kawie. Barbara w swoim stanie ducha niekoniecznie nadaje się do kojarzenia par - ale jest w stanie napisać program komputerowy, który pozwoli wyszukiwać odpowiednie dopasowania i ułatwi proces gromadzenia danych. Jacek też nie jest typem, który marzyłby o pracy w biurze matrymonialnym, ale porażki w kolejnych miejscach, do których kieruje go urząd pracy, praktycznie likwidują szansę na inne zajęcie. Jacek to mężczyzna, który odruchowo podrywa każdą napotkaną kobietę - pod warunkiem, że ta nie ubiera się w worki (jak Barbara) i wymaga męskiej opieki.
"Biuro M" to galeria barwnych postaci: w tym samym miejscu swoje pracownie mają zielarz i wróżka - pierwszy ma dużą wiedzę, ale niekoniecznie podejście do klientów, za to jego podpowiedzi związane z leczniczymi i uspokajającymi działaniami roślin są nieocenione w tak dziwnym środowisku. Druga wprawdzie nie bardzo radzi sobie z przepowiadaniem przyszłości, ale jest dobrą obserwatorką i wie, co zrobić, żeby pchnąć ludzi ku sobie w odpowiednim momencie. To dzięki ludziom dzieje się tu wiele - chociaż w pewnej chwili pojawią się nawet wątki kryminalne. "Biuro M" to powieść, w której poszukiwanie drugiej połówki zyskuje lekki wymiar - nie dzieje się tu nic wielkiego, całość bazuje na śmiechu i na powierzchownych obserwacjach - ale to wystarcza, nie trzeba tu psychologicznych wywodów, żeby dobrze się bawić. "Biuro M" przynosi rozrywkę - i to widać w każdym punkcie narracji. Cechą charakterystyczną tej książki jest także skrótowe przedstawianie życiorysów bohaterów, żeby odbiorcy mogli łatwo zorientować się w postawach bohaterów - ale też żeby nie musieli specjalnie zapamiętywać prezentowanych rewelacji. Tu trzeba zatrzymać się na poziomie aktualności, śledzić bieżące wydarzenia - komedię pomyłek i obyczajowych wpadek. Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński wiedzą, co zrobić, żeby ubarwiać rzeczywistość postaci i żeby przyciągać odbiorców za sprawą oryginalności. Nie budują skomplikowanych intryg - liczy się skecz, gag, chwila, która rozbawi. "Biuro M" to lekka powieść rozrywkowa, która nie udaje niczego innego - ale nie jest to w żadnym wypadku zarzut, to przyjemna opowieść. Bez zadęcia i o sprawach, które zostały już setki razy przegadane da się pisać - i to dość ciekawie. "Biuro M" to powieść na jeden wieczór, a przy tym - stworzona z pomysłem.
sobota, 19 grudnia 2020
Alek Rogoziński: Teściowe w tarapatach
W.A.B., Warszawa 2020.
Wyprawa po skarb
Te dwie panie podbiły serca czytelniczek do tego stopnia, że nie ma potrzeby sięgania po wiążącą je bohaterkę. W pierwszym tomie przygód teściowych Amelia była potrzebna jako łącznik. Jednak na pierwszy plan szybko wybiły się jej matka Maja oraz jej teściowa - Kazimiera. W tomie "Teściowe w tarapatach" Amelia znika z horyzontu (przydaje się za to jej młodsza siostra, Babette). Tym razem Alek Rogoziński nie szuka już uzasadnień dla połączenia dwóch przeciwstawnych charakterów: wysyła Maję i Kazimierę w podróż (na razie do Opatowa, jednak wszystko może się wkrótce zmienić). Żeby czytelniczki miały pewność, że będą się dobrze bawiły, wystarczy im zestawienie kontrastowych zachowań. Maja to aktywistka. Jest jej wszystko jedno, o co walczy, uczestniczy jednak niemal we wszystkich pochodach i marszach, staje na czele rozmaitych protestów. Czuje się wtedy potrzebna, a do tego - zwykle szuka adrenaliny, którą zapewniają jej tego typu zajęcia. Maja z całego serca popiera zwłaszcza mniejszości - w tym LGBT, co staje się punktem zapalnym w jej relacjach z Kazimierą. Nic dziwnego, że Maja wyjazd traktuje jako okazję do przetestowania wszystkich możliwych okolicznych SPA, albo oferty masaży (również erotycznych, bo przecież Maja jest bardzo otwarta i akceptuje własną seksualność. Ma młodszego od siebie kochanka i chętnie spędza z nim czas). Kazimiera także ma plany dotyczące wycieczki z Mają. Rozpisuje zestaw zabytków sakralnych oraz wszelkiego rodzaju miejsc kultu religijnego, które należy odwiedzić. Kazimiera jest przecież słuchaczką Radia Święta Jadwiga i jej autorytetami są przede wszystkim hierarchowie kościelni. Trudno wyobrazić sobie większe przeciwieństwo Mai. A jednak te dwie kobiety postanawiają spędzić razem trochę czasu, mimo obaw córki i synowej. Możliwe, że bohaterki spędzałyby czas na kłótniach i pretensjach oraz na szukaniu nierealnego kompromisu - gdyby nie tyo, że w pewnym momencie znajdują w bagażniku samochodu zwłoki. Nie nadają się na kryminalistki, nie wiedzą, co powinny zrobić z tym faktem, ale zostają niemal wyrzucone z pensjonatu i przekonane, że powinny wykorzystać nadarzającą się okazję i uciec przed policją. Z nadprogramowym pasażerem w bagażniku wyruszają zatem w trasę, a sytuacja coraz bardziej się komplikuje. W grę wchodzą tajemnice pewnego Zakonu - tajnego bractwa, którego członkowie nie stronią od odważnych rozwiązań. I zagadka z zamierzchłej przeszłości - Alek Rogoziński sięga do koronowanych władców, żeby z mroków historii wydobyć możliwy do znalezienia skarb wielkiej wartości. Można by sądzić, że ma się do czynienia z powieścią detektywistyczną dla młodzieży (w stylu literatury rozrywkowej z drugiej połowy XX wieku), gdyby nie fakt, że są tu prawdziwe zwłoki - i to niejedne. Nie przeszkadza to w znakomitej zabawie.
Alek Rogoziński ma specyficzny styl pisania, uwielbia dygresje, które są drobnymi żartami lub anegdotami, wtrąca informacje humorystyczne do opisów. Jednak tym razem stawia na rozwijanie fabuły, pisze bardzo ciekawie - chociaż szkoda, że rozwiązanie zagadki wplata w niekończący się wykład, w tym miejscu, które powinno być punktem kulminacyjnym opowieści, atmosfera mocno siada. Niby nie jest to przeszkodą, ponieważ autor wcześniej i później dostarcza wiele emocji - a jednak warto było też doszlifować ten fragment z wyjaśnieniami. Tak czy inaczej "Teściowe w tarapatach" to bardzo zabawna i ciekawa opowieść.
Wyprawa po skarb
Te dwie panie podbiły serca czytelniczek do tego stopnia, że nie ma potrzeby sięgania po wiążącą je bohaterkę. W pierwszym tomie przygód teściowych Amelia była potrzebna jako łącznik. Jednak na pierwszy plan szybko wybiły się jej matka Maja oraz jej teściowa - Kazimiera. W tomie "Teściowe w tarapatach" Amelia znika z horyzontu (przydaje się za to jej młodsza siostra, Babette). Tym razem Alek Rogoziński nie szuka już uzasadnień dla połączenia dwóch przeciwstawnych charakterów: wysyła Maję i Kazimierę w podróż (na razie do Opatowa, jednak wszystko może się wkrótce zmienić). Żeby czytelniczki miały pewność, że będą się dobrze bawiły, wystarczy im zestawienie kontrastowych zachowań. Maja to aktywistka. Jest jej wszystko jedno, o co walczy, uczestniczy jednak niemal we wszystkich pochodach i marszach, staje na czele rozmaitych protestów. Czuje się wtedy potrzebna, a do tego - zwykle szuka adrenaliny, którą zapewniają jej tego typu zajęcia. Maja z całego serca popiera zwłaszcza mniejszości - w tym LGBT, co staje się punktem zapalnym w jej relacjach z Kazimierą. Nic dziwnego, że Maja wyjazd traktuje jako okazję do przetestowania wszystkich możliwych okolicznych SPA, albo oferty masaży (również erotycznych, bo przecież Maja jest bardzo otwarta i akceptuje własną seksualność. Ma młodszego od siebie kochanka i chętnie spędza z nim czas). Kazimiera także ma plany dotyczące wycieczki z Mają. Rozpisuje zestaw zabytków sakralnych oraz wszelkiego rodzaju miejsc kultu religijnego, które należy odwiedzić. Kazimiera jest przecież słuchaczką Radia Święta Jadwiga i jej autorytetami są przede wszystkim hierarchowie kościelni. Trudno wyobrazić sobie większe przeciwieństwo Mai. A jednak te dwie kobiety postanawiają spędzić razem trochę czasu, mimo obaw córki i synowej. Możliwe, że bohaterki spędzałyby czas na kłótniach i pretensjach oraz na szukaniu nierealnego kompromisu - gdyby nie tyo, że w pewnym momencie znajdują w bagażniku samochodu zwłoki. Nie nadają się na kryminalistki, nie wiedzą, co powinny zrobić z tym faktem, ale zostają niemal wyrzucone z pensjonatu i przekonane, że powinny wykorzystać nadarzającą się okazję i uciec przed policją. Z nadprogramowym pasażerem w bagażniku wyruszają zatem w trasę, a sytuacja coraz bardziej się komplikuje. W grę wchodzą tajemnice pewnego Zakonu - tajnego bractwa, którego członkowie nie stronią od odważnych rozwiązań. I zagadka z zamierzchłej przeszłości - Alek Rogoziński sięga do koronowanych władców, żeby z mroków historii wydobyć możliwy do znalezienia skarb wielkiej wartości. Można by sądzić, że ma się do czynienia z powieścią detektywistyczną dla młodzieży (w stylu literatury rozrywkowej z drugiej połowy XX wieku), gdyby nie fakt, że są tu prawdziwe zwłoki - i to niejedne. Nie przeszkadza to w znakomitej zabawie.
Alek Rogoziński ma specyficzny styl pisania, uwielbia dygresje, które są drobnymi żartami lub anegdotami, wtrąca informacje humorystyczne do opisów. Jednak tym razem stawia na rozwijanie fabuły, pisze bardzo ciekawie - chociaż szkoda, że rozwiązanie zagadki wplata w niekończący się wykład, w tym miejscu, które powinno być punktem kulminacyjnym opowieści, atmosfera mocno siada. Niby nie jest to przeszkodą, ponieważ autor wcześniej i później dostarcza wiele emocji - a jednak warto było też doszlifować ten fragment z wyjaśnieniami. Tak czy inaczej "Teściowe w tarapatach" to bardzo zabawna i ciekawa opowieść.
sobota, 6 czerwca 2020
Alek Rogoziński: Teściowe muszą zniknąć
W.A.B., Warszawa 2020.
Szukanie skarbu
Kto ma ochotę na zabawną komedię kryminalną – w której dużo więcej jest komedii niż kryminału – może sięgnąć po „Teściowe muszą zniknąć” Alka Rogozińskiego. To powieść, w której łączą się skarb z przeszłości, tajemnice a także stereotypy i uszczypliwe komentarze. Sięga autor po motywy, które rozbawią na pewno, już samo odwołanie się do teściowych kojarzy się od razu z zestawem dowcipów. Żeby nie było zbyt słodko: Alek Rogoziński ma tendencję do szukania żartów wszędzie, w większości zdań stara się scharakteryzować bohaterów przez jakieś – zbędne z punktu widzenia odbiorców – anegdoty i śmieszki. Ogólnie umiejętności rozśmieszania zawsze się przydają, lecz tu w pewnym momencie przesyt zaczyna męczyć. Autor uwielbia dygresje – i to nie wychodzi mu na dobre. Albo czytelnicy przekonają się do specyficznego przegadanego rytmu, albo zupełnie odrzucą tom, bo Rogoziński z dodatkowych żartów rezygnować nie ma zamiaru. Nadmiar drobnych dowcipów w dalszoplanowych charakterystykach sprawia, że czytelnicy się na nie uodpornią – a przecież nie o to powinno chodzić.
Najłatwiej coś ukryć w dalekiej już przeszłości. Dla bohaterów odniesieniem będzie druga wojna światowa. „Skarb” niewiadomej wartości i kształtu trafia pod ziemię. Zmienia się układ domów i ulic. Ci, którzy o drogocenności wiedzą, dzielą się danymi pozwalającymi ją odkryć – żeby nie stracić tego, co wartościowe. Potomkowie będą mieli dzięki temu więcej zagadek do rozwiązania. A i więcej pracy. Potencjalni złodzieje i koneserzy cudzych skarbów również zyskają sporo wyzwań. Na razie jednak o skarbie krążą tylko plotki, które za sprawą swojego kuzyna-niedorajdy poznaje Amelia Niedzielska (z domu Wrzesińska). Trzeba uważać, kto otrzymuje wiadomości o rodzinnym skarbie – wszędzie mogą czaić się przestępcy. A jeśli ktoś chce odzyskać to, co mu się prawnie należy, ma zwykle najwięcej problemów. Przekonywała do tego Joanna Chmielewska, u Rogozińskiego wątek też istnieje.
Akcja nabiera tempa nie w momencie zyskania informacji, a wtedy, gdy mąż Amelii niespodziewanie zostaje wplątany w morderstwo sąsiadki-wariatki. Z odsieczą przychodzą dwie starsze panie – i to one są właściwym powodem napisania książki. Alek Rogoziński stawia na przeciwieństwa i skrajności w dwóch portretach. Maja Wrzesińska, matka Amelii – cieszy się życiem. Działa aktywnie w lokalnej społeczności, ciągle angażuje się w rozmaite protesty, jest postępowa i wyzwolona, a do tego czerpie radość z seksu i nie ukrywa tego faktu. Kazimiera Niedzielska to matrona, która regularnie wpłaca datki na pewne radio, tępi LGBT, nienawidzi feministek i prezentuje mentalność rodem ze średniowiecza (co akurat jej nie obraża, średniowiecze bardzo sobie chwali). W normalnych okolicznościach obie mamusie trzeba rozdzielać, żeby się nie zagryzły (nie ogranicza to ich wzajemnych złośliwości) – tym razem jednak muszą połączyć siły, żeby uratować Janusza.
Intryga kryminalna spaja całość, ale autor dużo lepiej niż w układaniu fabuły czuje się w portretowaniu bohaterów, zwłaszcza tych, których przyzwyczajenia lub przywary da się zamienić na komiczne stereotypy i wyśmiać. Przy okazji stosuje satyrę polityczną, wprowadzając niezawoalowaną krytykę wydarzeń z życia publicznego – to jednak kwestia dalszoplanowa. Alek Rogoziński za cel przyjął sobie rozbawianie odbiorców i łączenie ich w ocenach uprzykrzających życie zachowań. Śledztwo zamienia się w poszukiwanie skarbu – i tylko czasami wyścig (o życie). Trudno tu o współczucie dla bohaterów w chwilach grozy. To powieść rozrywkowa, barwna, nawet jeśli chwilami konwencjonalna i bazująca na schematach.
Szukanie skarbu
Kto ma ochotę na zabawną komedię kryminalną – w której dużo więcej jest komedii niż kryminału – może sięgnąć po „Teściowe muszą zniknąć” Alka Rogozińskiego. To powieść, w której łączą się skarb z przeszłości, tajemnice a także stereotypy i uszczypliwe komentarze. Sięga autor po motywy, które rozbawią na pewno, już samo odwołanie się do teściowych kojarzy się od razu z zestawem dowcipów. Żeby nie było zbyt słodko: Alek Rogoziński ma tendencję do szukania żartów wszędzie, w większości zdań stara się scharakteryzować bohaterów przez jakieś – zbędne z punktu widzenia odbiorców – anegdoty i śmieszki. Ogólnie umiejętności rozśmieszania zawsze się przydają, lecz tu w pewnym momencie przesyt zaczyna męczyć. Autor uwielbia dygresje – i to nie wychodzi mu na dobre. Albo czytelnicy przekonają się do specyficznego przegadanego rytmu, albo zupełnie odrzucą tom, bo Rogoziński z dodatkowych żartów rezygnować nie ma zamiaru. Nadmiar drobnych dowcipów w dalszoplanowych charakterystykach sprawia, że czytelnicy się na nie uodpornią – a przecież nie o to powinno chodzić.
Najłatwiej coś ukryć w dalekiej już przeszłości. Dla bohaterów odniesieniem będzie druga wojna światowa. „Skarb” niewiadomej wartości i kształtu trafia pod ziemię. Zmienia się układ domów i ulic. Ci, którzy o drogocenności wiedzą, dzielą się danymi pozwalającymi ją odkryć – żeby nie stracić tego, co wartościowe. Potomkowie będą mieli dzięki temu więcej zagadek do rozwiązania. A i więcej pracy. Potencjalni złodzieje i koneserzy cudzych skarbów również zyskają sporo wyzwań. Na razie jednak o skarbie krążą tylko plotki, które za sprawą swojego kuzyna-niedorajdy poznaje Amelia Niedzielska (z domu Wrzesińska). Trzeba uważać, kto otrzymuje wiadomości o rodzinnym skarbie – wszędzie mogą czaić się przestępcy. A jeśli ktoś chce odzyskać to, co mu się prawnie należy, ma zwykle najwięcej problemów. Przekonywała do tego Joanna Chmielewska, u Rogozińskiego wątek też istnieje.
Akcja nabiera tempa nie w momencie zyskania informacji, a wtedy, gdy mąż Amelii niespodziewanie zostaje wplątany w morderstwo sąsiadki-wariatki. Z odsieczą przychodzą dwie starsze panie – i to one są właściwym powodem napisania książki. Alek Rogoziński stawia na przeciwieństwa i skrajności w dwóch portretach. Maja Wrzesińska, matka Amelii – cieszy się życiem. Działa aktywnie w lokalnej społeczności, ciągle angażuje się w rozmaite protesty, jest postępowa i wyzwolona, a do tego czerpie radość z seksu i nie ukrywa tego faktu. Kazimiera Niedzielska to matrona, która regularnie wpłaca datki na pewne radio, tępi LGBT, nienawidzi feministek i prezentuje mentalność rodem ze średniowiecza (co akurat jej nie obraża, średniowiecze bardzo sobie chwali). W normalnych okolicznościach obie mamusie trzeba rozdzielać, żeby się nie zagryzły (nie ogranicza to ich wzajemnych złośliwości) – tym razem jednak muszą połączyć siły, żeby uratować Janusza.
Intryga kryminalna spaja całość, ale autor dużo lepiej niż w układaniu fabuły czuje się w portretowaniu bohaterów, zwłaszcza tych, których przyzwyczajenia lub przywary da się zamienić na komiczne stereotypy i wyśmiać. Przy okazji stosuje satyrę polityczną, wprowadzając niezawoalowaną krytykę wydarzeń z życia publicznego – to jednak kwestia dalszoplanowa. Alek Rogoziński za cel przyjął sobie rozbawianie odbiorców i łączenie ich w ocenach uprzykrzających życie zachowań. Śledztwo zamienia się w poszukiwanie skarbu – i tylko czasami wyścig (o życie). Trudno tu o współczucie dla bohaterów w chwilach grozy. To powieść rozrywkowa, barwna, nawet jeśli chwilami konwencjonalna i bazująca na schematach.
piątek, 17 maja 2019
Alek Rogoziński: Śmierć w blasku fleszy
Edipresse Książki, Warszawa 2019.
Strzał
Sugeruje Alek Rogoziński, że oto napisze Kryminał. Kryminał, przy którym niech się schowa Chmielewska i tabuny podążających jej tropem naśladowczyń. Kryminał, który wstrząśnie rynkiem literatury masowej. A potem nadmuchany do granic możliwości balon oczekiwań pęka i czytelnicy zostają z prostą fabularnie historyjką, w której nie intryga się liczy – a próby rozśmieszania. Te autor próbuje budować charakterystykami i przeznacza na to zdecydowanie zbyt dużo energii. „Śmierć w blasku fleszy” zaskakiwać nie może – ani akcją, ani jej rozwiązaniem. Tym, co przyciąga uwagę, jest narracja – i tutaj albo autor będzie przez odbiorców uwielbiany i wychwalany pod niebiosa, albo ostatecznie straci zaufanie.
Przede wszystkim szuka Rogoziński odbiorców z podobnym poczuciem humoru, zakłada więc, że czytelnicy znają te same filmy, co on. W związku z tym nie sili się na pisarskie określanie min czy reakcji bohaterów, tworzy za to w narracji odsyłacze do konkretnych obrazów i kadrów. Niby drobiazg – ale staje się rodzajem protezy, wybijającym z powieściowego świata. Gdyby Rogoziński tak opisał sceny, żeby czytelnikom same nasunęły się skojarzenia właściwe kinomanom, byłby dużo bardziej przekonujący. Tak – jawi się jako odtwórca, pożyczający sobie ciągle pomysły z zewnątrz. A przecież przy rozłożystych charakterystykach popada w skrajnie odmienną manierę, mianowicie – zbyt często wykorzystuje nieistotne dygresje mające wydźwięk satyryczny. Brzmią one czasem zbyt sztucznie, pasują jako komentarz do sylwetki, ale niekoniecznie zamiast prezentacji. I tak wyłania się jednak wada zabawnej i prostej lektury: nienaturalność narracji. Alek Rogoziński chce być swobodny, błyskotliwy i oryginalny, ale przeszkadza mu w tym manieryczność, nadmierne przywiązanie do części pomysłów.
W warstwie komicznej opiera się autor na przerysowaniach. Nie ma miejsca na subtelności, większość portretów bazuje tu na karykaturach – i to nie zawsze przez bohaterów zaplanowanych (chociaż i takie się zdarzają). Wiele postaci próbuje udawać kogoś innego niż jest, co potem przekłada się na nierozwiązane (i nieistotne) zagadki – ale w ten sposób osłabia się też śmiech. Rogoziński posługuje się tutaj sylwetkami typowymi dla kawałów, nie ma więc mowy o wyrafinowanym komizmie i szukaniu ciekawych detali. Indywidualizuje bohaterów pod kątem języka i przyzwyczajeń, zestawia podobnych i epatuje u niektórych głupotą, stawia na maskarady i na niezrozumienie jednych przez drugich. Zależy mu w pierwszej kolejności na rozrywce odbiorców, nie będzie się zatem zbyt długo zastanawiać nad charakterami. Zestaw wad wystarczy do budzenia radości w podstawowej warstwie odbioru. Autor nie potrzebuje komplikowania charakterów, nie szuka też żadnej ucieczki od schematów. Takie podejście sprawia, że kompletnie nie musi zastanawiać się nad prawdopodobieństwem otoczenia. Środowisko modelek oraz pokazów jest mu zupełnie obce – ale wystarcza do takiej prezentacji, jaką sobie wybrał. Wszystko opierać się musi na gagach, na międzyludzkich spięciach i na dygresjach. Alek Rogoziński pisze książkę rozrywkową opartą na konwencji kryminału – jako taką zainteresuje dość liczne grono odbiorców. Chce rozśmieszać i to mu wychodzi, nie potrzebuje do tego gęstej opowieści.
Strzał
Sugeruje Alek Rogoziński, że oto napisze Kryminał. Kryminał, przy którym niech się schowa Chmielewska i tabuny podążających jej tropem naśladowczyń. Kryminał, który wstrząśnie rynkiem literatury masowej. A potem nadmuchany do granic możliwości balon oczekiwań pęka i czytelnicy zostają z prostą fabularnie historyjką, w której nie intryga się liczy – a próby rozśmieszania. Te autor próbuje budować charakterystykami i przeznacza na to zdecydowanie zbyt dużo energii. „Śmierć w blasku fleszy” zaskakiwać nie może – ani akcją, ani jej rozwiązaniem. Tym, co przyciąga uwagę, jest narracja – i tutaj albo autor będzie przez odbiorców uwielbiany i wychwalany pod niebiosa, albo ostatecznie straci zaufanie.
Przede wszystkim szuka Rogoziński odbiorców z podobnym poczuciem humoru, zakłada więc, że czytelnicy znają te same filmy, co on. W związku z tym nie sili się na pisarskie określanie min czy reakcji bohaterów, tworzy za to w narracji odsyłacze do konkretnych obrazów i kadrów. Niby drobiazg – ale staje się rodzajem protezy, wybijającym z powieściowego świata. Gdyby Rogoziński tak opisał sceny, żeby czytelnikom same nasunęły się skojarzenia właściwe kinomanom, byłby dużo bardziej przekonujący. Tak – jawi się jako odtwórca, pożyczający sobie ciągle pomysły z zewnątrz. A przecież przy rozłożystych charakterystykach popada w skrajnie odmienną manierę, mianowicie – zbyt często wykorzystuje nieistotne dygresje mające wydźwięk satyryczny. Brzmią one czasem zbyt sztucznie, pasują jako komentarz do sylwetki, ale niekoniecznie zamiast prezentacji. I tak wyłania się jednak wada zabawnej i prostej lektury: nienaturalność narracji. Alek Rogoziński chce być swobodny, błyskotliwy i oryginalny, ale przeszkadza mu w tym manieryczność, nadmierne przywiązanie do części pomysłów.
W warstwie komicznej opiera się autor na przerysowaniach. Nie ma miejsca na subtelności, większość portretów bazuje tu na karykaturach – i to nie zawsze przez bohaterów zaplanowanych (chociaż i takie się zdarzają). Wiele postaci próbuje udawać kogoś innego niż jest, co potem przekłada się na nierozwiązane (i nieistotne) zagadki – ale w ten sposób osłabia się też śmiech. Rogoziński posługuje się tutaj sylwetkami typowymi dla kawałów, nie ma więc mowy o wyrafinowanym komizmie i szukaniu ciekawych detali. Indywidualizuje bohaterów pod kątem języka i przyzwyczajeń, zestawia podobnych i epatuje u niektórych głupotą, stawia na maskarady i na niezrozumienie jednych przez drugich. Zależy mu w pierwszej kolejności na rozrywce odbiorców, nie będzie się zatem zbyt długo zastanawiać nad charakterami. Zestaw wad wystarczy do budzenia radości w podstawowej warstwie odbioru. Autor nie potrzebuje komplikowania charakterów, nie szuka też żadnej ucieczki od schematów. Takie podejście sprawia, że kompletnie nie musi zastanawiać się nad prawdopodobieństwem otoczenia. Środowisko modelek oraz pokazów jest mu zupełnie obce – ale wystarcza do takiej prezentacji, jaką sobie wybrał. Wszystko opierać się musi na gagach, na międzyludzkich spięciach i na dygresjach. Alek Rogoziński pisze książkę rozrywkową opartą na konwencji kryminału – jako taką zainteresuje dość liczne grono odbiorców. Chce rozśmieszać i to mu wychodzi, nie potrzebuje do tego gęstej opowieści.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






