* * * * * * O tu-czytam

czwartek, 10 grudnia 2020

Wendy Mitchell: Ja, którą kiedyś znałam. Moje życie z chorobą Alzheimera

Feeria, Łódź 2020.

Znajdowanie siebie

Wendy Mitchell nie sądziła, że spotka ją coś takiego. Aktywna zawodowo i polegająca na swojej fenomenalnej pamięci mama dwóch dorosłych już córek snuła plany dotyczące ciekawych rzeczy do zrobienia na emeryturze, na razie poświęcając się całkowicie pracy. Pewnego dnia jednak zauważyła u siebie niepokojące zjawisko, które charakteryzowała przez podobieństwo do mgły opadającej na mózg. Chociaż ze swoimi obawami podzieliła się z lekarzami, nie znalazła zrozumienia, przynajmniej na początku. A przecież jako pracownica systemu opieki zdrowotnej i tak miała możliwość dotarcia do najlepszych. „Ja, którą kiedyś znałam. Moje życie z chorobą Alzheimera” to publikacja bardzo ważna na rynku – jednak nie za sprawą wpisywania się w nurt literatury chorobowej. Owszem, na początku autorka przedstawia swoje zagubienie i konieczność przeorganizowania życia. Uczy się choroby, tego, co demencja przynosi i przekonuje się, że istnieją sposoby na przechytrzenie niektórych objawów. Wendy Mitchell ma dopiero pięćdziesiąt osiem lat, kiedy zostaje zdiagnozowana: nie czuje się stara ani niedołężna, więc chce znaleźć jak najlepszą drogę działania, żeby móc cieszyć się życiem mimo chorego mózgu. I kiedy już uświadomi czytelnikom, jak to jest funkcjonować samodzielnie z chorobą Alzheimera, przenosi się w świat pomocy. Sama zauważa, że nie może liczyć na medyków: zbiera więc informacje na własną rękę, konfrontuje je ze swoimi obserwacjami, zapiski publikuje na blogu. Prowadzi – mimo utraty pracy – bardzo aktywne życie. Angażuje się w szerzenie świadomości na temat choroby i przekonuje ludzi – często tych, którzy zajmują się chorymi – do zmiany językowych przyzwyczajeń. Pokazuje, jak wielką nadzieję można zyskać dzięki zmianie frazeologii i akcentuje konieczność czucia się potrzebnym. Przygląda się parom, w których jedno z małżonków opiekuje się drugim – i wskazuje najczęstsze błędy popełniane w dobrej wierze. Sama nie zgadza się na to, by córki się nią opiekowały. Bezustannie szuka wyzwań dla swojego mózgu, a musi mierzyć się z rozmaitymi komplikacjami. Zapraszana na rozmaite odczyty i konferencje, podróżuje samodzielnie (a przygotowania do drogi wyglądają u niej trochę inaczej niż u ludzi z całkowicie sprawnym umysłem). Zdarzają się jednak momenty, w których musi zabarykadować się w kuchni, żeby zjeść śniadanie – lub te komiczne, kiedy kot córki dostaje więcej ulubionych przysmaków, niż powinien, bo autorka wciąż przypomina sobie, że miała go nakarmić. Przygód jest tu sporo, Wendy Mitchell próbuje jednak przekonać czytelników, że demencja nie musi oznaczać kresu i niesamodzielności. Póki może, szuka dobrych stron funkcjonowania, uczy się sztuczek pozwalających na pokonywanie problemów i nie traci pogody ducha. „Ja, którą kiedyś znałam” to książka inspirująca dla bliskich ludzi chorych – nadaje się jednak również na zwyczajną lekturę, po którą warto sięgnąć, żeby nabrać odpowiedniego dystansu do codziennych zmartwień. Wendy Mitchell zaraża entuzjazmem, podpowiada, co zrobić, żeby życie z chorobą Alzheimera było przynajmniej odrobinę bardziej znośne. Nie skarży się na swój los, czasami wręcz musi się tłumaczyć z pozornie dobrego stanu – nikt, kto ją poznaje, nie wierzy w okrutną chorobę odbierającą wspomnienia. Jednak autorka robi wiele, żeby odbiorcy pojęli jej świat – i żeby nauczyli się funkcjonowania obok chorych. „Ja, którą kiedyś znałam” to zwierzenie bardzo ciekawe także pod kątem literackim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com