* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą techniczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą techniczne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 grudnia 2016

Martin Sodomka: Jak zbudować samochód? Historyjka techniczna

Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.

Konstruktorzy

Wydawało się, że w „Jak zbudować motocykl” Martin Sodomka wspiął się na szczyt wyzwań w literaturze dla dzieci, ale nie – przyszła teraz kolej na większe utrudnienie i naturalną kontynuację pomysłu na serię. „Jak zbudować samochód” to tomik dla dzieci zafascynowanych techniką i chcących jak najwięcej wiedzieć o konstrukcji pojazdów. W tej książeczce spotykają się z małymi bohaterami: utykający na jedną łapkę szczur, płochliwy ale rezolutny wróbel i żaba konstruują samochód. Część grupy została właśnie odepchnięta przez bandę, część dołącza na zasadach barteru i ze zrozumiałej ciekawości – chętnie pomogą w pracach, jeśli efekt działań stanie się wspólną własnością. O porażce nikt tu nie myśli.

W zasadzie budowanie samochodu od początku powiązane jest z sukcesem, a to oznacza, że pojawią się i zagrożenia w postaci zazdrosnych wrogów. Przyjaciele zastanawiają się nawet, czy nie poprosić o ochronę członka mafii, ale wiedzą, że za taką przysługę musieliby słono zapłacić. Wolą pozostać niezależni i samodzielni, a poczucie zagrożenia tylko doda smaczku książce. Martin Sodomka przenosi akcję do 1964 roku, nie chce komplikować opowieści elektroniką. Bohaterowie mogą zbudować samochód jak najbardziej klasyczny: chodzi w końcu o to, by od podszewki poznali konstrukcję takiego pojazdu. Sami są ciekawi, co z tego wyniknie, więc atmosfera oczekiwania udzieli się też odbiorcom. Martin Sodomka tym razem zrezygnował z komplikowania obyczajowej warstwy narracji. Do codzienności postaci odwołuje się tylko wtedy, gdy trzeba do ekipy wprowadzić kogoś nowego (to konieczne, by zyskać dostęp do brakujących części), lub aby dać nauczkę „lepszym”, którzy na początku tomiku źle odnoszą się do kulawego szczurka. Poza tym skupia się na budowaniu samochodu, zaczynając od pierwszej ramy. Bohaterowie dzielnie pracują, wspomagając się podręcznikami i własną wiedzą. Wyklepują nawet karoserię z blachy i malują samochód. Przygotowują wszystko: przednie zawieszenie, hamulce, układ kierowniczy czy silnik. Dyskutują przy tym zawzięcie, a z ich rozmów można łatwo wywnioskować, co i do czego jest potrzebne w konstrukcji pojazdu. Mali odbiorcy sprawdzają, jak powstaje wehikuł i czemu służą kolejne części. Bajkowość zastąpiona zostaje techniką, tu nie ma miejsca na improwizacje – już na pierwszym etapie budowania samochodu pojawią się otwory mocowania karoserii. Martin Sodomka poważnie traktuje edukowanie dzieci, co widać w tekście oraz w rysunkach. „Jak zbudować samochód” to picture book.

Szczególnie skupia się Sodomka na kreśleniu kolejnych części, z których powstanie samochód. Gdyby nie bajkowi bohaterowie krzątający się wokół, można by pomyśleć, że to poradnik dla konstruktorów. Autor tym razem rezygnuje ze skomplikowanych technicznych wyjaśnień, które zresztą w „Jak zbudować motocykl” najmniej pasowały do wieku czytelników. Tu pozostaje przy podpisach do rysunków, uczy, jak nazywają się konkretne części potrzebne do zbudowania samochodu. Pozostawia więc dzieciom dwie uzupełniające się wzajemnie drogi lektury: jedna to śledzenie ukierunkowanego tekstu, druga – oglądanie ilustracji i studiowanie podpisów przy realistycznych rysunkach. Nie zajmuje się już Sodomka tak drobiazgowo wyjaśnianiem, jak co działa. Pozwala za to dzieciom dotrzeć do części pierwszych samochodu i przekonać się, na czym polega taka konstrukcja. Z pewnością „Jak zbudować samochód” nie jest lekturą dla wszystkich, ale małym fanom motoryzacji (i ich ojcom) przypaść do gustu musi. Martin Sodomka bardzo poważnie traktuje młodych odbiorców, a to podejście, które zaprocentuje, zwłaszcza że autor nie ma na rynku konkurencji w dziedzinie historyjek technicznych.

niedziela, 7 lutego 2016

Martin Sodomka: Jak zbudować motocykl. Historyjka techniczna

Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.

Warsztat

Takich bajek przeważnie się nie robi, może dlatego, że „historyjka techniczna” Martina Sodomki bardziej nadaje się na podręcznik do warsztatu pojazdów mechanicznych niż na bajkę. Z drugiej jednak strony dzieci często są ciekawe, jak coś działa. Bardziej precyzyjnej informacji nie dostaną już nigdzie. Widać za to potężne zderzenie, kontrast między naukowymi wyjaśnieniami i fascynacją fizyką – a grupą małych zwierzątek, które zamierzają urządzić motocyklowy wyścig. I nawet tu wkradają się dorosłe akcenty – pomijając fakt konstruowania motocykla. Przyjaciele wplątują się w niemal kryminalną aferę, a po wypadku jeden dowiaduje się, że będzie kulał (co traktuje jako symbol przynależności do grupy, a nie powód do zmartwień). Chociaż Sodomka usiłuje zintensyfikować wrażenia przez szereg sporów, z bajką ma to niewiele wspólnego. Autora dużo bardziej interesuje przedstawianie procesu budowy prawdziwego motocykla. Wszelkie scenki obyczajowe są wobec tego drugorzędne i z trudem związują fabułę. Bez przerwy wypierane są przez szczegóły techniczne: dla postaci motocykle nie mają żadnych tajemnic, a więc z lubością bohaterowie przerzucają się wiadomościami i mówią do siebie tekstami rodem z podręczników. Od początku wiadomo, że „Jak zbudować motocykl” to pozycja dla fanów motoryzacji, motocyklowych maniaków i zapaleńców, którzy od najmłodszych lat nie mają wątpliwości, co chcieliby robić w życiu. Starszym (którym taki przewodnik bardziej by się przydał) niekoniecznie przypadnie do gustu szczurza i dziecięca opowieść (przedstawiona dorosłym językiem) – tę jednak zawsze można zignorować, skupiając się na aspektach technicznych.

Konstruowanie motocykli zaczyna się od ramy, ale Martin Sodomka dba o każdy detal, łącznie z… zachowaniem się pojazdu na zakrętach. Nie poprzestaje na słowach postaci (przy czym należy zaznaczyć, że mniej interesuje go uczenie myślenia, bardziej przekazywanie suchych faktów, które chętni mogą sobie przeanalizować dla własnej korzyści), rozbudowuje marginesy i podpisy pod szczegółowymi rysunkami. Tu każdy element motocykli w stanie tworzenia zostaje zaznaczony i omówiony. Co ciekawe, w naukowych komentarzach-podpisach Sodomka prezentuje więcej entuzjazmu niż w samej „bajce”: tu ekscytuje się na przykład zapachem spalin – wydawałoby się, że tego typu reakcje bardziej pasują do fabuły, a jednak autor pozostawia je sobie. W ten sposób również zachęca do śledzenia kolejnych obrazków i wyjaśnień, pokazuje, jak uzewnętrzniać się może prawdziwa pasja. Mało prawdopodobne jest, żeby dzieci z jego wskazówek budowały sobie własne motocykle, ale publikacja może stać się podręcznym zestawem odpowiedzi na pytania dotyczące szczegółów konstrukcyjnych. Do tej pory nie było na rynku literatury czwartej pozycji, która tak dokładnie analizowałaby elementy konstrukcji maszyny. To wyklucza traktowanie tomiku jako lektury przed snem, ale też rzuca wyzwanie istniejącym infantylnym picture bookom.

„Jak zbudować motocykl” to również picture book. Wielkie ilustracje raz przedstawiają pochłoniętych pracą bohaterów (w trakcie składania motocykla lub podczas zbiorowych dyskusji), raz – dokładnie wyrysowane części z odpowiednimi oznaczeniami i opisami. To ciekawsze niż poważne naukowe publikacje (przynajmniej dla młodszych odbiorców). Tomik Martina Sodomki wymaga ogromnego skupienia innego rodzaju niż przy literaturze rozrywkowej. Autor traktuje młodszych czytelników jak dorosłych, przynajmniej w sferze techniki oraz słownictwa. Przedstawia książkę – część większej technicznej serii – jakiej do tej pory na rynku nie było.