* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter Brown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter Brown. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2015

Peter Brown: Pan Tygrys dziczeje

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Wybryki

Świat, w którym Pan Tygrys dziczeje, to świat postawiony na głowie, do głębi bajkowy i bardzo różny od tego znanego odbiorcom. To świat, w którym wszystkie zwierzęta chodzą po mieście elegancko ubrane i naprawdę dumne ze swojej grzeczności i powagi. To świat, w którym wszyscy, za sprawą ubrań-uniformów upodabniają się do siebie i coraz bardziej szarzeją, zlewając się w jedną masę. I tylko Pan Tygrys pozostaje pomarańczowy. Bo Pan Tygrys ma pomysł: chce zdziczeć. Chociaż odrobinę, na tyle, żeby zachować tożsamość i tygrysią godność, żeby nie dać się wchłonąć wszechobecnej szarzyźnie. Pan Tygrys to lokalny indywidualista, chociaż dla sąsiadów być może – dziwak.

W każdym razie Pan Tygrys nie daje się stłamsić, wybiera własną drogę na przekór temu, co sądzi większość. Stosuje metodę małych kroków, a na początek po prostu opada na cztery łapy. To przełom, dzięki któremu bohater odważy się na demonstrację niepopularnych poglądów. Sam nie ma pojęcia, że w ten sposób zbliża się do naturalności znanej odbiorcom. W bajce jego zachowanie trochę przypomina bunt, jest komiczne dzięki przełamaniu schematów i zamianie klasycznych ról. Pan Tygrys to dżentelmen, nie zamieni się w zwierzę – i tylko w tej historii taka metamorfoza ma rację bytu. Na szczęście Pan Tygrys nie musi mierzyć się z odtrąceniem, szyderstwami czy złośliwościami grupy. Odrywa się od wyniosłych przyjaciół i robi to, na co przyszła mu ochota. Można mu pozazdrościć odwagi w realizowaniu własnych marzeń. Panu Tygrysowi decyzja się opłaca: nie dość, że może być sobą, to jeszcze pozytywnie wpływa na innych mieszkańców – nawet jeśli początkowo trochę cierpi.

Tomik „Pan Tygrys dziczeje” to druga po tomiku „Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe” publikacja Petera Browna wprowadzona przez Naszą Księgarnię na polski rynek wydawniczy. Od strony formalnej książeczka obrazkowa jest popisem edytorskim i graficznym – treść i przesłanie ot właściwie atut dodatkowy. Na początku najwięcej rozgrywa się… w niezmienianej mimice Pana Tygrysa, nieszczęśliwego w bajkowym eleganckim towarzystwie. Dopiero kiedy bohater pozwala sobie na pierwsze „odmienne” spojrzenie, zrzuca z siebie wszelkie pęta. Klatki i więzy oficjalnie tu nie istnieją – zastępowane są przez eleganckie ubrania i pełne wyższości miny. A Pan Tygrys nie potrafi i nie chce żyć w świecie nakazów: to miejsce nie dla niego, przynajmniej dopóki inni narzucają mu (i sobie) dyscyplinę ponad miarę. Kiedy już Pan Tygrys zdziczeje, dzieci będą mogły podziwiać go w całej krasie i podczas różnych „wybryków”. Ale i wcześniej bez trudu zauważą, że ten bohater nie pasuje do wychuchanego środowiska – za sprawą kolorów. Peter Brown wcale nie sili się na wymyślne bajkowe ilustracje, wybiera natomiast grafiki, w których może operować symbolem i detalami. Dlatego też ten picture book będzie dobrą zabawą dla dzieci oraz dla rodziców – tych drugich warto zachęcić do wyszukiwania ciekawych przesłań.

Peter Brown idzie pod prąd literackich mód. Szuka rozwiązań, które innym nie przyszłyby do głowy. Więcej: mody odwraca i zdobywa w ten sposób tematy, jakie zwykle nie pojawiają się w bajkach. Przedtem dzieci w roli domowych zwierzątek, teraz zwierzęta jako dystyngowani mieszkańcy pewnego miasta – to umiejętność innego niż zawsze spojrzenia na rzeczywistość. Brown dba o to, by w jego opowiastkach funkcjonowały mimo sporego nasycenia żartem i dodatkowe morały. Bohaterowie dowiadują się, co w życiu jest ważne i co wymaga ocalenia, lecz ich lekcja to podstawowa warstwa książeczki: na wierzch wypływają absurdalne przygody. I chociaż ten autor nie rozbudowuje tekstu ani fabuły, może zmieścić w pojedynczych historiach naprawdę dużo treści. Absurdalny humor pomaga mu w zdobywaniu kolejnych fanów, ale każdy czytelnik Browna dzięki lekturze otrzyma przesłanie, z którym nie będzie się już w życiu rozstawać. A przecież „Pan Tygrys dziczeje” to wciąż książeczka obrazkowa dla dzieci.

środa, 25 lutego 2015

Peter Brown: Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Prawda o…

Klasyczny w satyrze chwyt zamiany ról zaowocował oryginalną książką, która najmłodszych rozbawi, a dorosłym – służącym pomocą w lekturze – przyniesie miłe wytchnienie. „Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe” to książka-dowcip, śmieszna historyjka oparta na absurdalnym pomyśle. Lusia jest małym niedźwiedziem, a czas spędza na ćwiczeniu baletowych piruetów. Kiedy znajduje w lesie małego chłopczyka, zakochuje się w nim i zabiera do domu. Prosi mamę, by mogła go zatrzymać – ale mama twierdzi, że „dzieci to koszmarne zwierzątka domowe”. Wkrótce sama Lusia będzie mogła się o tym przekonać – mimo całego zachwytu nad Piskaczem.

Młoda niedźwiedzica zachowuje się tu tak samo, jak każdy maluch, który marzy o własnym zwierzątku. Boryka się z identycznymi argumentami rodziców – sytuacja jest więc małym odbiorcom doskonale znana, chociaż przefiltrowana przez bajkowość. Komizm zapewnia odwrócenie schematu: tu dziecko ma się stać wymarzonym domowym zwierzątkiem – i jak zwierzątko jest traktowane. Przede wszystkim posługuje się niezrozumiałym dla bohaterów językiem – wydaje z siebie tylko piski. Poza tym bez przerwy broi, niszczy meble, bałagani, a co najgorsze – nie potrafi się nauczyć korzystania z kuwety. Lusia powoli przekonuje się, że dzieci to koszmarne zwierzątka domowe – nie nadają się na ulubionych pupili.

Uprzedmiotowione (czy też raczej uzwierzęcone) dziecko staje się obiektem kpin autora. Zresztą żarty dosięgają też drugiej strony – maluchów, które bardzo chcą mieć własne zwierzątka. Peter Brown wskazuje na niemożność porozumienia, a i na niezgodność intencji. Dla Lusi Piskacz jest niemal jak zabawka, nieco kłopotliwa, ale pozbawiona własnych uczuć. Być może ta prosta historyjka sprawi, że dzieci zastanowią się nad odczuciami zwierząt i powściągną nieco swoje „opiekuńcze” zapędy, zapewniając pupilom trochę spokoju. Wprawdzie Piskacz nie ma w tej książce prawa głosu (do odbiorców docierają tylko jego piski), ale analiza jego rysunkowych min nie pozostawi wątpliwości co do intencji i przemyśleń. Mimika to jedyny sygnał, jaki Brown przekazuje odbiorcom w kwestii doznań i niedźwiedziej przytulanki.

Zresztą tomik jest książeczką obrazkową. Peter Brown wybiera system komiksowych dialogów (oraz sprowadzonych do minimum opisów) – tyle że każdy kadr rozciąga na pełną stronę. Tworzy nieskomplikowane rysunki: Lusia zbudowana została prostymi kreskami, tłą pozbawione są detali, które odciągałyby uwagę dzieci od tego, co najważniejsze. Każda ilustracja stanowi potwierdzenie lub uzupełnienie jednej informacji podanej w tekście. Peter Brown sięga między innymi po wyliczenia sprawdzające się w humorystycznych opowieściach: rysunkami uzupełnia proponowane treści i pokazuje komiczny potencjał drzemiący w niecodziennym temacie. Udowadnia, że nawet przy ograniczeniu warstwy słownej można bez wątpliwości zaprezentować emocje postaci – i budzić śmiech, bo to w końcu jeden z ważniejszych aspektów tomiku.

Niezbyt urodziwy chłopczyk ukazywany jako „najpiękniejsze zwierzątko” to pomysł, który uruchomi wyobraźnię dzieci, ale też nauczy je empatii. Nie ulega wątpliwości, że publikacja „Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe” jest dowcipem – ale dowcipem, który momentami daje do myślenia. Najmłodszym spodoba się relacja między bohaterami – tak samo jak kreacja Lusi. Oryginalne podejście do tematu wzbudza ciekawość, a rezygnacja z antropocentryzmu staje się cenną lekcją dla odbiorców. Peter Brown umiejętnie wykorzystał nietypowy pomysł. Publikacja sama w sobie stanowi świetną rozrywkę – mimo że lektura nie zabierze zbyt dużo czasu. Dla najmłodszych i dla ich rodziców będzie to zetknięcie z innym spojrzeniem na świat.