* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Naukowe UAM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Naukowe UAM. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 marca 2019

Atanazy Raczyński: Dziennik. Tom I

Wydawnictwo UAM, Poznań 2019.

Życie w zapiskach

Kochliwy był Atanazy Raczyński - z lektury jego dziennika płynie szereg obyczajowych obserwacji i podgląd mechanizmu plotki. Oto bohater, młody arystokrata, który zdecydował się prowadzić dziennik dla samego siebie (i właściwie niechcący zawarł w nim interesujący obraz epoki), uważnie obserwuje otoczenie. Zapiskami zabija nudę, ale też rozprawia się z własną burzą uczuć. Na kartach dziennika dzieli się spostrzeżeniami dotyczącymi najbliższego otoczenia, ocenia panie, zwierza się ze zmysłowych podniet - chociaż nie relacjonuje wydarzeń z alkowy, dość śmiało analizuje sytuacje damsko-męskie. Na papierze podsumowuje sobie krążące plotki, szuka małych sensacji. A kiedy romans zakończy się nie po jego myśli - utyskuje na zbyt łatwe panie. Przez długi czas zajmuje się wyłącznie codziennością, później przechodzi na kwestie dyplomacji i politykę także w skali międzynarodowej. Relacjonuje sytuację wojsk, opowiada o decyzjach na wysokim szczeblu, prezentuje sytuację w Europie i rozważa sensowność konkretnych poczynań władców. Jeszcze później odkrywa radość podróżowania - i tutaj przede wszystkim cieszy go możliwość zwiedzania i dzielenia się zachwytami oraz wiedzą na stronach swojego dziennika. Zapisuje, co i w jakim kraju zobaczył, skupia się na rozwiązaniach architektonicznych, w nieskończoność potrafi omawiać zabytki (fragmenty tych wywodów zostały z tomu usunięte - czytelnicy otrzymują bardzo obszerny wybór z diariusza, z zaznaczeniem, że w całości i w oryginalnych językach zostanie ten dziennik niebawem wydany w wersji cyfrowej). Atanazy Raczyński zdąży się też ożenić, porzucony przez zagraniczną kochankę - sprawdzić, jak ciąża wpływa na charakter i zachowania łagodnej dotąd kobiety, doczekać się potomstwa... miana z beztroskiego młodzieńca na świadomego obywatela następować tu będzie stopniowo i dla czytelników właściwie niezauważalnie. Na początku tomu autor wykorzystuje również jako materię tekstową listy otrzymywane od bliskich, dość dokładnie przedstawia swojego brata Edwarda i komentuje jego wybory. Jest w dzienniku szczery, nawet jeśli inni nie będą podzielać jego opinii. Można zatem dzięki lekturze wyrobić sobie całkiem interesującą wizję autora - któremu nieobce były rozmaite wygody i uciechy życia.

Osobnym tematem stają się tutaj ilustracje. Atanazy Raczyński, gdy chce utrwalić zaobserwowaną scenkę, widok, postać czy dzieło z muzeum, bardzo sprawnie tworzy wymowne i precyzyjne szkice. Wiele tu przykładów jego zdolności i umiejętności w tym kierunku, a sam dziennik zyskuje przez to jeszcze na intensywności. Autor na różne sposoby daje wyraz swojej spostrzegawczości. W dzienniku nie tylko dba o detale przedstawianych sytuacji i historii, ale również o kształt samej relacji. Chociaż zastrzega się, że prowadzi go tylko dla siebie, część wiadomości “szyfruje”, prowadząc notatki w różnych językach. Dzięki temu nie rzucają się w oczy zwłaszcza kontrowersyjne dla postronnych wyznania. Czasami autor wraca do swoich zapisków i wtedy dopowiada coś, uzupełnia lub wyjaśnia w swoistych przypisach (a orientowanie się w świecie, w którym się obraca, ułatwiają jeszcze przypisy redakcyjne). “Dziennik. Tom I” to kilkaset stron opowieści obyczajowych i społecznych (z rzadka – politycznych). Starannie prowadzone relacje z codzienności i przeżyć nie tylko prywatnych są do dzisiaj żywe. Atanazy Raczyński proponuje czytelnikom lekturę atrakcyjną - mimo że o prawie dwa wieki oddaloną w czasie. Tom został pięknie wydany – z kolorowymi półprzezroczystymi stronami z kolejnym rokiem, z kredowymi wkładkami do co bardziej udanych rysunków autora. Przez wzgląd na silnie akcentowaną obyczajowość może się podobać nie tylko literaturoznawcom.

środa, 31 stycznia 2018

Marek Hendrykowski: Aktor i aktorstwo filmowe

Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2017.

Gra

Chociaż tom „Aktor i aktorstwo filmowe” został wydany jako publikacja naukowa – i ukazuje się w serii filmoznawczej – spostrzeżeń Marka Hendrykowskiego nie można nazwać studiami ani przedstawiać świadomym tematu odbiorcom jako pozycji odkrywczej. Autor stawia raczej na ogólnikowość, proste uwagi, zamykane w krótkich, niemal internetowo-felietonowych notatkach. Niewiele sam odkrywa, najczęściej zwyczajnie referuje prace innych, nie konfrontując wyczytanych wiadomości z obfitą przecież bibliografią przedmiotu. Wybiórczość w sięganiu po lektury i w doborze tez sprawiają, że na takiej pozycji skorzystają zwyczajni czytelnicy, odbiorcy niezwiązani ze środowiskiem aktorskim. Zwykłym czytelnikom Hendrykowski uświadamia szereg ciekawostek wiążących się a to z charyzmą aktora („aurą”, jak określa to autor), a to z aktorami charakterystycznymi lub naturszczykami, z motywem gwiazdorstwa i kultu gwiazd. Czasami zaskakuje przejściem do przeszłości: referuje między innymi spostrzeżenia Jerzego Ziomka sprzed pół wieku, zajmuje się też aktorstwem socrealizmu – czyli tym, co dzisiejszym odbiorcom niekoniecznie wyda się warte uwagi. Sięga zresztą do klasyki nie tylko z opracowań, ale i samych filmów – opisuje aktorów już sklasyczniałych, rozczytanych – jakby unikał prezentowania własnych opinii i wiążącego się z tym ryzyka błędu. Czytelników przyciągnąć może pisaniem o nagości i „sex appealu”, ale rozdziały, które są najbardziej tu wartościowe, są jednocześnie najbardziej rozbudowane, a dotyczą kolejno: aktorskiego ansamblu, fenomenologii spojrzenia i aktora jako cyfrowej marionety.

I tu pojawia się właśnie motyw ograniczający zasięg odbiorców, chociaż wydawałoby się to paradoksalne, bo zamiast do specjalistów, kieruje się Hendrykowski do masowej publiczności. Gdyby pisał dla studentów, adeptów aktorstwa czy ludzi związanych z branżą, musiałby zaoferować większy stopień szczegółowości, zagłębienie się w temat. Jeśli tylko przebiega wybrane składniki, nie poświęcając im zbyt dużo czasu, nie przekona czytelników do przemyśleń na temat istoty aktorstwa, nie zapewni wtajemniczonym wystarczającej do sięgnięcia po lekturę motywacji. Tymczasem większą część tomu zajmują szkice ultrakrótkie, pozwalające wyłącznie na zarysowanie tematu wartego uwagi – a nie na rozczytanie go, nie mówiąc o jakichkolwiek głębszych analizach. Jeśli doda się do tego brak odkrywczości, czy niechęć autora do wprowadzania własnych sądów, nie ma punktu zaczepienia dla fachowców. Wiele razy Hendrykowski zaczyna temat, wydaje się, że poprowadzi odbiorców do oryginalnego komentarza – ale po pobieżnym przejrzeniu podstawowych skojarzeń autor zamyka rozdział, a z nim i motyw. Kiedy tylko pisze dłuższy tekst, kiedy powołuje się na więcej niż jedno źródło – automatycznie proponuje bardziej atrakcyjne szkice. Pisze stosunkowo prosto, nie używa specjalistycznego słownictwa (a strukturalizm już się odbiorcom powinien wystarczająco oswoić, by nie sprawiał problemów w lekturze).

„Aktor i aktorstwo filmowe” to nie próba uporządkowania tematów wiążących się z prezentowaniem ról, a zbiór skojarzeń opracowywanych na wzór internetowych artykułów. Autor zamiast kompendium wiedzy o filmowym odgałęzieniu aktorstwa zabiera się za omawianie dość przypadkowego zestawu wątków – bez nadrzędnej idei, bez konstrukcji, która trzymałaby całość w ryzach. Tom Hendrykowskiego to dobry wstęp do zainteresowania się aktorstwem od strony teoretycznej – pierwszym tropem kolejnych poszukiwań będzie zamieszczona tu wybiórcza bibliografia. Dalej już zarażeni bakcylem aktorstwa będą musieli radzić sobie sami. I raczej nie będą mieli z tym większych problemów.