* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephanie Blake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephanie Blake. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Stephanie Blake: Głupi dzidziuś

Dwie Siostry, Warszawa 2015.

Protesty

Ku radości maluchów (i zapewne – mniejszej radości rodziców) powraca „niegrzeczny” królik Henio, który na rynku literackim wsławił się ciągłym mówieniem „kupa siku”. Królik Henio powraca ponownie z emocjami, których rodzice nie pochwalają – przeżywa bowiem bunt wobec nowo narodzonego braciszka. Dorośli chcieliby wmówić starszym pociechom obowiązkową miłość do młodszego rodzeństwa, jakby nie zdawali sobie sprawy z dziecięcych zmartwień i wątpliwości. Henio dostrzega, że odkąd w domu pojawił się „głupi dzidziuś”, nie wolno mu hałasować podczas zabaw. Rodzice też nie są skłonni zgadzać się, by Henio spał z nimi w łóżku. Głupi dzidziuś jest winny wszystkiemu, a najgorsze, że może zostanie w domu już na zawsze. Królik Henio nie potrafi poradzić sobie z negatywnymi uczuciami, więc określenie „głupi dzidziuś” jest wyrazem targających nim emocji i lęków. To coś, co maluchy pojmą bez trudu, bo nawet jeśli zostały przez rodziców dobrze przygotowane na powiększenie rodziny, do rodzeństwa nie przekonają się za sprawą teorii i wskazówek dorosłych.

Głupi dzidziuś nie zdaje sobie sprawy z burzy w duszy Henia, nic nie robi sobie także z wyzwisk. Gdyby rodzice słyszeli takie słowa w stosunku do niemowląt, zapewne zareagowaliby dość gwałtownie. Stephanie Blake pisze jednak książeczkę dla najmłodszych – to im pokazuje zrozumienie i szczerość, to z nimi musi nawiązać kontakt. Bo oczywiście Henio przekona się do braciszka – ale nie za sprawą gładkich formułek wygłaszanych przez starszych. Inna niż konwencjonalna będzie droga tworzenia braterskiej więzi. A to, że Henio powtarza „głupi dzidziuś”, pozwala łatwiej pojąć jego obawy przed nieoczekiwaną sytuacją. Ten bohater jest szczery, boi się i okazuje to w jedyny znany sobie sposób. Staje się dzięki temu łącznikiem między historią Blake a odbiorcami, stawianymi przed podobnym wyzwaniem.

Jest tomik „Głupi dzidziuś” oparty na wyrazistych scenkach, których nie trzeba dodatkowo tłumaczyć odbiorcom. Stephanie Blake potrafi wczuć się w psychikę kilkulatków, bezbłędnie ocenia ich emocje i wie, jak pokazać je w drobnej historyjce. Królik Henio nie uczy nienawiści do młodszego rodzeństwa, jest od tego jak najdalszy. Rodzice nie powinni się więc bać, że podpowie ich pociechom szereg negatywnych postaw. Chodzi tylko o skanalizowanie silnych przeżyć. Po lekturze staje się jasne, że Henio nie jest zły ani złośliwy – to dziecko, które potrzebuje zrozumienia w trudnych chwilach. Rodzicom ta książeczka pomoże uświadomić, że nie każdy maluch potulnie przejmie ich entuzjazm w kwestii rodzeństwa – i pokaże, że miłości braterskiej nie da się nikomu wmówić. Dzieci zyskają w Heniu oparcie i łatwiej im będzie zaakceptować nową sytuację – także dzięki prostocie i skrótowości tekstowej tomiku.

Bo Stephanie Blake wyznaje zasadę maksimum treści w minimum słów. Frazy zyskują tu nacechowanie emocjonalne i każdorazowo funkcjonują w płaszczyźnie opisowej oraz w sferze przeżyć bohatera. Zmiany wielkości czcionki pomagają w akcentowaniu myśli Henia. Opowieść uzupełniają bardzo proste obrazki – bohater przedstawiany jest na nich w pustych przestrzeniach. Ważne są jego miny i gesty, z których mali odbiorcy najwięcej odczytają. „Głupi dzidziuś” to tomik, który powinien spotkać się ze znacznie większym uznaniem niż „Kupa siku”: wyraźniejsze i bardziej sensowne jest jego przesłanie. Stephanie Blake zdaje sobie sprawę z obaw maluchów i przekonująco je prezentuje w tej prostej i krótkiej historyjce – trafne obserwacje łączą się tu z odejściem od pedagogicznych wskazówek. Stephanie Blake nie boi się ryzyka w literaturze czwartej – sądząc po „Głupim dzidziusiu”, to ryzyko się opłaca. Ta książeczka, mimo infantylnej formy, przyda się nie tylko dzieciom.

niedziela, 28 września 2014

Stephanie Blake: Kupa siku

Dwie Siostry, Warszawa 2014.

Bez morału

Dorośli mogą się zastanawiać nad sensem powstawania takich książek jak „Kupa siku”. Specjaliści mogą dyskutować godzinami nad kształtowaniem literackiego gustu czy przekraczaniem kolejnych granic. A pewne jest, że zwłaszcza przechodzące okres buntu maluchy przy historyjce Stephanie Blake będą się zaśmiewać do łez. Zalety z tej publikacji niezaprzeczalnie płynące są dwie: po pierwsze wspólna lektura może zażegnać niesnaski i podbudować więź z rodzicem (autorka zapewnia przecież kontrolowaną niegrzeczność), po drugie – dzieci mogą chcieć się na tej historii uczyć czytać. Zwłaszcza że szybko będą ją znać na pamięć. Oczywiście „Kupa siku” dostarczy też najmłodszym rozrywki (nie ma co ukrywać, prymitywnej), bo dzieci zawsze śmieszy to, co powiązane ze skatologią, zakazane i „wstydliwe”, niedopuszczalne w świecie dyplomacji dorosłych.

„Kupa siku” to słowa, które powracają jak refren. Mały królik Henio nie potrafi powiedzieć nic innego – i tym hasłem kwituje wszelkie próby porozumienia. Prawdopodobnie i dla Henia, i dla małych odbiorców „Kupa siku” to rodzaj „przekleństwa”, odpowiedzi kuszącej właśnie dlatego, że powiązanej z rozmaitymi zakazami i niezgodnej z oczekiwaniami rodziców. Henio odpowiada „kupa siku” zawsze i wszystkim – a dla dzieci to rodzaj odwagi czy przejaw niezależności. Trudno byłoby wskazywać mechanizmy budzenia śmiechu w tym przypadku – Blake odwołuje się do reakcji niemal odruchowej, bezrefleksyjnej, podobnej do tej na widok przewracającego się na skórce od banana człowieka. Choćby dorośli nie wiadomo jak zniesmaczeni byli pomysłem autorki, maluchy „Kupę siku” pokochają.

Więc Stephanie Blake to wykorzystuje. Wykorzystuje, żeby odnieść się do zarzuconych trochę w literaturze czwartej rozwiązań przypominanych przez Bettelheima. W pewnym momencie małego bohatera zjada wilk (i wtedy hasło „kupa siku” staje się sygnałem rozpoznawczym, zaczyna więc pełnić inną funkcję). Do tego niezbyt grzeczny królik może zyskać przezwisko – co powinno powstrzymać dzieci przed popisywaniem się nowo uzyskanym hasłem.

Na tej książce łatwo i wygodnie uczy się maluchy liter. Tekstu nie jest dużo (właściwie – zaskakująco mało jak na tak dynamiczną fabułę), każda strona to zaledwie kilka słów lub kilka zdań, a opowiadaniu towarzyszą duże i „niestaranne” obrazki. Hasło tytułowe funkcjonuje jako puenta kolejnych scenek i albo znajduje się na dole strony, albo jest wręcz przerzucane do strony kolejnej, co ma się wiązać z rodzajem niespodzianki dla najmłodszych. Żywe kolory i duże litery to zatem szansa na wspólną naukę czytania.

Stephanie Blake zależy na pewno na dostarczaniu dzieciom śmiechu. Stosuje w tym celu środek niezawodny, ale też najbardziej podatny na krytykę. „Kupa siku” sprawdzi się zwłaszcza przy nieszczególnie grzecznych dzieciach (te, które mają opinię urwisów, będą zachwycone lekturą, nawet jeśli do innych książek nie chciałyby w ogóle zaglądać). Autorka nie zamierza męczyć dzieci morałami, dobrze wie, że rynek jest już nasycony książeczkami edukacyjnymi oraz lukrowanymi bajkami o ciepłych przesłaniach. Stara się zapewnić rozrywkę tym kilkulatkom, które nie są zainteresowane ugładzonymi tomikami i odrzucają możliwość spędzania czasu z książką. Te dzieci „Kupa siku” ze względu na „buntowniczy” charakter bardzo przekona. Tyle że pozostaje jeszcze jedna olbrzymia: jak do nabycia takiej publikacji przekonać rodziców. Zapewne część będzie się bała sięgać po tego typu „niegrzeczny” tomik. Jednak kiedy maluchy wydają się zupełnie niezainteresowane książkami, królik Henio może im przyjść z pomocą i pozwala odkrywać świat historyjek mniej grzecznych i rozrywkowych (choć niekoniecznie ambitnych).