Zysk i S-ka, Poznań 2017.
Bez facetów
Monika B. Janowska sięga trochę do stylu pisania Joanny Chmielewskiej, a teraz i do Olgi Rudnickiej, chociaż mocno go upraszcza. Proponuje czytelniczkom obyczajówkę o lekkim posmaku kryminalnym, pogodną i rozśmieszającą. „Połknąć żabę” to historia Pauliny, która próbuje ułożyć sobie życie bez mężczyzn. Głosi feministyczne hasła i deklaruje niechęć do angażowania się w nowe związki. Trzy lata temu rozstała się z drugim mężem i teraz stara się żyć po swojemu, już bez uczuciowych komplikacji. Kiedy osiąga emocjonalna stabilizację (przynajmniej jeśli chodzi o sprawy sercowe), dowiaduje się, że… były mąż popełnił samobójstwo. Paulina na tyle poznała swojego eks, by wiedzieć, że to do niego niepodobne – i zamierza rozwiązać tajemnicę, zwłaszcza że otrzymuje w spadku pewną – dziwną – księgę. Bohaterce w amatorskim śledztwie pomagają szalona szwagierka i bratanica, która lada moment ma wyjść za mąż i zadręcza rodzinę przygotowaniami do idealnej uroczystości.
Paulina szuka wyjaśnień śmierci byłego męża i dowiaduje się coraz więcej mimo śledztwa prowadzonego na przekór zdrowemu rozsądkowi. Bez przerwy wpada w tarapaty – z poważniejszych opresji oczywistych dla czytelników już w momencie pojawiania się intencji – ratują ją rozsądniejsi bliscy. Chociaż bohaterka deklaruje niechęć do mężczyzn, pojawia się tu przystojny policjant. Wiadomo, jak potoczy się akcja – autorka trzyma się konwencji i zapewnia swoim odbiorczyniom dokładnie to, czego się spodziewają. Nic złego nie może się stać Paulinie – bo zbyt wielu przyjaciół nad nią czuwa. W związku z tym kobieta może bezkarnie popełniać kolejne głupstwa, które następnie staną się podstawą komizmu w tej powieści. „Połknąć żabę” to lektura rozrywkowa, przewidywalna, ale i lekka w tonie.
Janowska stawia na bogatą galerię postaci wokół bohaterki. Paulina w swojej charakterystyce ma zwycięską walkę z rakiem piersi i… skłonność do bałaganienia w nieużywanym pokoju gościnnym. Jej ojciec to król sanatoriów, bez przerwy zmienia partnerki, a czasami w ogóle adoruje dwie jednocześnie. Bratanica stworzona została na oczywistej przesadzie – nie istnieje dla niej żaden temat poza ślubem. Sięga autorka po zabiegi rodem z komedii slapstickowych, po wyolbrzymienia i przebieranki, po komizm sytuacyjny i rozmaite wpadki, zbiegi okoliczności i przeszkody na drodze do szczęścia. Mimo przekroczenia czterdziestki (dawno!) i sporego bagażu doświadczeń, Paulina jest wciąż naiwna. Budzi sympatię, ale nie wyróżnia się specjalnie spośród innych bohaterek czytadeł. Śledztwo w wykonaniu Pauliny to korowód pomyłek – ale przecież nie o rozwiązanie sprawy tu chodzi, kryminał ma tylko nadać smaku romansowi. Bohaterka we własnym mniemaniu twardo stąpa po ziemi, inaczej jest jednak z jej oceną z zewnątrz. Ale na tym zasadza się pomysł na rozśmieszanie odbiorczyń. „Połknąć żabę” nie może pozostawać zbyt blisko zwyczajnego życia – żeby nie przypominać o trudnych chwilach. Monika B. Janowska stara się bawić.
Pisze ta autorka momentami w sposób zbyt kwiecisty (ujawnia się to przede wszystkim w dialogach, które przez to tracą nieco na autentyczności. Trudno jednak w pierwszoosobowej narracji tak wyważyć proporcje między literackością i potocyzmami, żeby kreacja bohaterki wypadała wiarygodnie. Janowska unika większych zgrzytów. „Połknąć żabę” składa się z krótkich rozdziałów, co jeszcze podsyca wrażenie szybkiego tempa akcji. Janowska wprawdzie daje się uwieść opisowości, ale też za każdym razem prowadzi odbiorczynie do ciekawego zdarzenia czy punktu zwrotnego w intrydze. To nieskomplikowane czytadło napisane z humorem i wyobraźnią w konstruowaniu postaci – a to wystarczy, żeby cieszyć się lekturą bez przeszkód.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika B. Janowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monika B. Janowska. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 lutego 2017
sobota, 20 kwietnia 2013
Monika B. Janowska: Zawracanie głowy
Zysk i S-ka, Poznań 2013.
Normalność i akcja
Monika B. Janowska za wszelką cenę stara się oderwać od schematów czytadeł, zachowując przy tym zagadnienia przyciągające do dobrych obyczajówek. Rudowłosa bohaterka „Zawracania głowy” pracuje na poczcie, nigdzie nie studiowała i uwielbia sery pleśniowe. Czas dzieli między obowiązki służbowe i swoją rodzinę – chciałaby też bardziej zaangażować się w związek, ale mężczyzna jej życia okazuje się niedostępny. Tymczasem na Adę zwraca uwagę jeden z petentów, wręcz nieprzyzwoicie bogaty. Stara się zdobyć serce rudowłosej, ale jeszcze nie wie, że będzie musiał zaakceptować nie tylko jej dziwactwa, lecz również wybryki rodziny. Umysł dziadka zaczyna przegrywać ze starością, matka wciąż wpada w stany depresyjne, a babci najwyraźniej ktoś grozi. W obliczu takich kataklizmów Ada nie ma szczególnej ochoty na rozwijanie romansowej znajomości.
Od początku powieści Janowska wyraźnie stawia na normalność, a może i przeciętność. Chce, żeby czytelnicy ujrzeli w bohaterce zwykłą kobietę w jej codziennym otoczeniu. Rutyny nie przełamują zatem ani utarczki z marudnymi klientami poczty, ani częste spotkania z przyjaciółkami. Dla podkreślenia zwyczajności Janowska celowo zagłębia się w pozornie nieistotne szczegóły z egzystencji Ady, wprowadza odbiorców w szeroki krąg jej znajomych i w zasadzie nie pozwala na posiadanie ekstrawaganckich poglądów. Nawet marzenia Ady są stonowane i dopasowane do ugrzecznionego obrazka: nie ma w nich miejsca na bajkowość i nierealne rojenia. W życiu wstrząsy są raczej niewielkie i nie ma impulsu do zmian – czyli autorce udało się to, co bezskutecznie próbują odbiorczyniom wmawiać twórcy poczytnych obyczajówek – powołanie do istnienia bohaterki, która nie wyróżnia się z tłumu.
I na tej bazie Monika B. Janowska próbuje rozwinąć skrzydła wyobraźni. Najpierw sprowadza księcia z bajki, który zakochuje się od pierwszego wejrzenia w nieznajomej i zrobi wszystko, by była to miłość na zawsze – oczywiście odwzajemniona. Potem próbuje autorka jeszcze drugiej konwencji, rodem z młodzieżowej literatury przygodowej. W egzystencji babci pojawia się jakaś tajemnica. Delikatne sygnały, że coś jest nie tak, podbudowuje autorka uporczywym milczeniem najbardziej zainteresowanej – wszystko wskazuje na to, że zagadkę Ada będzie musiała rozwiązać sama i to gdy babcia zniknie. Kiedy już autorka zdecyduje się zburzyć rodzinną idyllę, nie ma żadnych zahamowań i nakręca akcję tak, że nie powstydziłby się jej żaden serial kryminalny. Ale nie wprowadza realnych zagrożeń czy zjawisk, które zakłóciłyby lekturę odbiorczyniom: w sceny rodem z filmu akcji trudno uwierzyć po spokojnym i naturalnym wprowadzeniu. Zresztą – na zrobienie krzywdy nieco naiwnej bohaterce nie pozwala też konwencja obyczajówki – można więc czytać ze spokojem, bez względu na to, co się stanie.
Płomienne uczucia i odpowiadające im rozczarowania, wielki strach, przyjaźń ponad wszystko – te zagadnienia przefiltrowane są przez rutynę i sprowadzone do rytmu życia w Legnicy (bo tu autorka umieściła akcję). Chce Janowska połączyć zwyczajną egzystencję z obrazami wielkich namiętności, te z kolei wzbogacić o mrożące krew w żyłach sceny. Tak tworzy czytadło – niby z charakterystycznych motywów, a jednak oryginalne, bardziej niszowe i dość spore objętościowo. Janowska do składankowej fabuły dodaje jeszcze narrację, która powinna naśladować przemyślenia Ady, ale jest uzupełniana jednoznacznymi określeniami jej stanów emocjonalnych, wystudiowanymi gestami, a nawet wiedzą o mieście. Nie szkodzi, bo i tak historia pobrzmiewa jak mało realna bajka – być może za sprawą wpatrywania się w nieksiążkową zwyczajność.
Normalność i akcja
Monika B. Janowska za wszelką cenę stara się oderwać od schematów czytadeł, zachowując przy tym zagadnienia przyciągające do dobrych obyczajówek. Rudowłosa bohaterka „Zawracania głowy” pracuje na poczcie, nigdzie nie studiowała i uwielbia sery pleśniowe. Czas dzieli między obowiązki służbowe i swoją rodzinę – chciałaby też bardziej zaangażować się w związek, ale mężczyzna jej życia okazuje się niedostępny. Tymczasem na Adę zwraca uwagę jeden z petentów, wręcz nieprzyzwoicie bogaty. Stara się zdobyć serce rudowłosej, ale jeszcze nie wie, że będzie musiał zaakceptować nie tylko jej dziwactwa, lecz również wybryki rodziny. Umysł dziadka zaczyna przegrywać ze starością, matka wciąż wpada w stany depresyjne, a babci najwyraźniej ktoś grozi. W obliczu takich kataklizmów Ada nie ma szczególnej ochoty na rozwijanie romansowej znajomości.
Od początku powieści Janowska wyraźnie stawia na normalność, a może i przeciętność. Chce, żeby czytelnicy ujrzeli w bohaterce zwykłą kobietę w jej codziennym otoczeniu. Rutyny nie przełamują zatem ani utarczki z marudnymi klientami poczty, ani częste spotkania z przyjaciółkami. Dla podkreślenia zwyczajności Janowska celowo zagłębia się w pozornie nieistotne szczegóły z egzystencji Ady, wprowadza odbiorców w szeroki krąg jej znajomych i w zasadzie nie pozwala na posiadanie ekstrawaganckich poglądów. Nawet marzenia Ady są stonowane i dopasowane do ugrzecznionego obrazka: nie ma w nich miejsca na bajkowość i nierealne rojenia. W życiu wstrząsy są raczej niewielkie i nie ma impulsu do zmian – czyli autorce udało się to, co bezskutecznie próbują odbiorczyniom wmawiać twórcy poczytnych obyczajówek – powołanie do istnienia bohaterki, która nie wyróżnia się z tłumu.
I na tej bazie Monika B. Janowska próbuje rozwinąć skrzydła wyobraźni. Najpierw sprowadza księcia z bajki, który zakochuje się od pierwszego wejrzenia w nieznajomej i zrobi wszystko, by była to miłość na zawsze – oczywiście odwzajemniona. Potem próbuje autorka jeszcze drugiej konwencji, rodem z młodzieżowej literatury przygodowej. W egzystencji babci pojawia się jakaś tajemnica. Delikatne sygnały, że coś jest nie tak, podbudowuje autorka uporczywym milczeniem najbardziej zainteresowanej – wszystko wskazuje na to, że zagadkę Ada będzie musiała rozwiązać sama i to gdy babcia zniknie. Kiedy już autorka zdecyduje się zburzyć rodzinną idyllę, nie ma żadnych zahamowań i nakręca akcję tak, że nie powstydziłby się jej żaden serial kryminalny. Ale nie wprowadza realnych zagrożeń czy zjawisk, które zakłóciłyby lekturę odbiorczyniom: w sceny rodem z filmu akcji trudno uwierzyć po spokojnym i naturalnym wprowadzeniu. Zresztą – na zrobienie krzywdy nieco naiwnej bohaterce nie pozwala też konwencja obyczajówki – można więc czytać ze spokojem, bez względu na to, co się stanie.
Płomienne uczucia i odpowiadające im rozczarowania, wielki strach, przyjaźń ponad wszystko – te zagadnienia przefiltrowane są przez rutynę i sprowadzone do rytmu życia w Legnicy (bo tu autorka umieściła akcję). Chce Janowska połączyć zwyczajną egzystencję z obrazami wielkich namiętności, te z kolei wzbogacić o mrożące krew w żyłach sceny. Tak tworzy czytadło – niby z charakterystycznych motywów, a jednak oryginalne, bardziej niszowe i dość spore objętościowo. Janowska do składankowej fabuły dodaje jeszcze narrację, która powinna naśladować przemyślenia Ady, ale jest uzupełniana jednoznacznymi określeniami jej stanów emocjonalnych, wystudiowanymi gestami, a nawet wiedzą o mieście. Nie szkodzi, bo i tak historia pobrzmiewa jak mało realna bajka – być może za sprawą wpatrywania się w nieksiążkową zwyczajność.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






