* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laurel Corona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laurel Corona. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2012

Laurel Corona: Córka markizy

WNK, Warszawa 2012.

Uczucia w oświeceniu

Laurel Corona potrafi przenosić odbiorców w czasie o całe wieki, a jednocześnie oswajać dawne czasy niespodziewanymi a przekonującymi wstawkami. I w „Córce markizy” wraca do tego, co u niej najlepsze, tworząc alternatywny życiorys bohaterki. Tłem wydarzeń czyni oświecenie – ale w wielu miejscach mocno je uwspółcześnia, czym automatycznie oddala stereotypy, a i zapewnia bardzo „ludzką” warstwę doświadczeń postaci. Sporo motywów bowiem rozgrywa się w sferze uczuciowej, uniwersalnej i ponadczasowej, niezależnej od konwenansów.

Gabrielle-Emilie le Tonnelier de Breteuil, markiza, zmarła wkrótce po urodzeniu dziecka. Choć to dziecko w rzeczywistości nie dożyło swoich drugich urodzin, w książce zyskuje życie – takie, jakiego według autorki chciałaby dla niego światła matka. W takiej wersji dziewczynka zazna dużo ciepła i miłości – choć nie będzie brakowało jej też problemów. Lili wychowuje się wraz z przyjaciółką Delphine pod okiem matki Delphine, Julie. Może tu rozwijać swoje pasje, a Julie nie pozwala na to, by dziewczynkom stała się jakakolwiek krzywda. Sama sceptycznie podchodzi do części zwyczajów i chociaż nie może otwarcie przeciwko nim protestować, uczy córki krytycyzmu i samodzielnego myślenia. Prowadzi salon, w którym Lili może podejmować dyskusję z największymi filozofami epoki. Taki mniej więcej jest punkt wyjścia dla opowieści, w której zamiłowanie do nauki splata się z pewnym zauroczeniem. Corona przekazuje swojej bohaterce całe ciepło i serdeczność, jakich pierwowzór dziewczyny nie miał szans otrzymać. Autorka powraca też do przeszłości, przybliża postać Emilie – w końcu dorosła Lili chciałaby lepiej poznać swoją rodzicielkę. Fragmenty życiorysu matki przerywają aktualną relację i są składnikami tajemnicy, którą Lili musi rozwikłać. To wszystko zapewni czytelnikom barwną i żywą lekturę z ogromną dawką silnych emocji.

Chociaż dla autorki liczą się przede wszystkim Lili i Emilie, bardzo ciekawa jest postać Julie. Jej obecność wprowadza do książki energię i element aktualności, mądrość i miłość. Laurel Corona zresztą nie zamierza tworzyć oświeceniowego zwierciadła, dość często, zwłaszcza na początku, wymykają się jej sformułowania, spostrzeżenia i reakcje właściwe bardziej dla dzisiejszych czasów. To jasny sygnał dla odbiorców: tu będzie się liczyć właśnie fabuła wolna od ograniczeń historyczno-obyczajowych. Nie ma skostniałych czy obojętnych dla czytelników partii, historia trzyma w napięciu do ostatnich stron, a Corona znów udowadnia, że dobrze czuje się w konwencji powieści historycznej.

Przerywnikiem w narracji, dla autorki sposobem na rozjaśnienie fabuły, a dla czytelników lekko zabawnym i filozoficznym dodatkowym wątkiem staje się dziełko Lili – krótkie opowiastki o Świergotce. Laurel Corona przywołuje je we fragmentach w tekście, a w całości na końcu książki. To udana imitacja oświeceniowej powiastki satyrycznej (chociaż przy lekturze ma się wrażenie, że i to udało się autorce uwspółcześnić – w dobrym pastiszu bez trudu da się odnaleźć celne skojarzenia i pytania).

Pełna jest „Córka markizy” postaci nietuzinkowych i pomysłowo skonstruowanych. Laurel Corona może tym samym udowodnić pisarski kunszt, a i wyobraźnię – a przy tym i wikłać bohaterów w relacje mało przewidywalne. To zaowocuje przyjemnością dla czytelników, a i tchnie ducha w czasy, które w najmniejszym stopniu nie kojarzą się z uczuciami. Corona przekonuje do swojego świata bez trudu, bo sama dobrze czuje się w wykreowanej rzeczywistości. Proponuje odbiorcom dawkę ładnej prozy: ucieszy nie tylko miłośników powieści historycznej. „Córka markizy” to kolejna udana publikacja tej autorki.

wtorek, 18 października 2011

Laurel Corona: Wenecja Vivaldiego

WNK, Warszawa 2011.

Zakazane uczucie

W serii, w której ukazał się m.in. „Hiszpański smyczek”, WNK proponuje teraz kolejną klasyczną i muzyczną powieść, tym razem wolną od polityki, za to kipiącą od uczuć i sięgającą po tajemnice z biografii Vivaldiego. Laurel Corona buduje historię dwutorową, za tło wydarzeń wybierając osiemnastowieczną Wenecję, a za bohaterki – dwie siostry, oddane przez matkę-prostytutkę do sierocińca. Maddalena i Chiaretta wychowywane są surowo, ale mają szansę rozwijać muzyczne talenty, a właściwie – kształcenie się w tym kierunku to ich obowiązek. Maddalena odkrywa w sobie pasję do skrzypiec, gry uczy się od samego Rudego Księdza. Vivaldi pokazuje jej, jak czuć muzykę, staje się nie tylko mistrzem, ale i przyjacielem. Z czasem odkrywa też, że łączy go z dziewczyną zakazane uczucie. Chiaretta z kolei zyskuje szansę, by przez małżeństwo opuścić Pietę – musi jednak wyrzec się śpiewu, który był dla niej całym życiem. Surowe reguły, obowiązujące w sierocińcu, nie przystają do zasad panujących poza murami Piety i chociaż szkoła pomaga w szlifowaniu umiejętności, nie przygotowuje dziewcząt na wejście w dorosły świat.

Obie siostry zostają zmuszone do rezygnacji z realizowania marzeń. Maddalena nie ma szans na romans z Vivaldim, mimo że oboje się pragną. Chiaretcie nie wolno śpiewać, a ponadto wymaga się od niej akceptowania rozwiązłości męża. Jedna z sióstr poświęca się w imię wyższych wartości, druga próbuje znaleźć obejście zasad. W walce o szczęście wygrana nie będzie łatwa. Laurel Corona opowiada dwie równoległe historie, a jej sympatia zwraca się raz ku jednej, raz ku drugiej kobiecie. Korzystając z dystansu czasowego i fikcji literackiej, nie szczędzi bohaterko przykrości i zmartwień, bez przerwy też zwodzi czytelników.

Ciekawy jest rejestr tematów „Wenecji Vivaldiego”. Podstawowe tworzywo stanowi tu muzyka, autorka w dołączonym do tomu wywiadzie przyznaje, że zależało jej na poetyckim oddaniu tego motywu, bliższym wrażliwości przeciętnych odbiorców niż specjalistów. Sporo miejsca zajmują opisy przeżyć Maddaleny, która za sprawą swojego nauczyciela może odkryć istotę tworzenia – ale i relacje z występów czy ćwiczeń postaci. Miłość w książce przybiera dwa oblicza – po pierwsze to miłość siostrzana, wzruszające sceny oddania i… pomysłowości, jaka budzi się w bohaterkach, pozwalając im na omijanie rygorystycznych przepisów. Po drugie to oczywiście obraz pożądania, jakie łączy najpierw Maddalenę i Vivaldiego, potem Chiarettę i jej męża. W obliczu przeszkód, stawianych przed bohaterkami, ironicznie wybrzmiewa próba scharakteryzowania rozwiązłych wenecjan, zwyczaju przymykania oczu na romanse współmałżonków i powszechności szukania szczęścia poza własnym domem. W tym wszystkim powraca co pewien czas geniusz Vivaldiego i sposób bycia wielkiego artysty.

Laurel Corona wyszła od motywu rudowłosej Maddaleny, której Vivaldi miał kupić smyczek – w jej książce to wydarzenie się pojawia, zresztą kilka faktów z historii powraca tutaj i pomaga w budowaniu klimatu książki. Dzięki stałemu nawiązywaniu do autentycznych wątków, udaje się autorce napisać historię przekonującą i wiarygodną. Jest to też opowieść uniwersalna, bo chociaż problemy bohaterek biorą się bezpośrednio z osiemnastowiecznej obyczajowości, ich emocje wybrzmiewają szczerze. I to właśnie one nadają całości charakterystycznego posmaku historycznego romansu.
Zwraca uwagę delikatność narracji i dopasowanie jej do świata przedstawionego w powieści (bardziej do przeżyć postaci niż do archaicznych poglądów i zwyczajów społeczeństwa). Corona rzeczywiście czuje muzykę i potrafi jej nadać poetyckie brzmienie, poza tym angażuje się w odmalowywanie uczuć dwóch kobiet (i tylko w nieco mniejszym stopniu – Vivaldiego) – „Wenecja Vivaldiego” zasługuje na uwagę.