Bukowy Las, Wrocław 2017.
Bakterie
Holmesy, czyli Aza Holmes, to nastolatka, która nie potrafi odnaleźć się w zwyczajnym świecie. Ma spore problemy z własną psychiką, a jej podstawowym zmartwieniem jest to, że nosi w ciele całe mnóstwo bakterii, które mogą w każdej chwili przejąć nad nią kontrolę. Okalecza się – regularnie i od lat rozdrapuje ranę na palcu, by na nowo ją dezynfekować i opatrywać. Obsesyjnie boi się zakażenia. W jej podejściu nie pomaga terapia ani leki, które zresztą bohaterka rzadko zażywa. Zmiana mentalności, choć konieczna, jest przecież niemożliwa. Holmes w zasadzie nie ma przyjaciół, poza jedną Daisy, która jest bardzo wyrozumiała i cierpliwa. Tylko Daisy traktuje Holmes normalnie – a że to bohaterka charakterystyczna dla prozy Johna Greena, nada tempo fabule przez szaleństwa dozwolone nastolatkom.
To Daisy przynosi wiadomość o stu tysiącach dolarów nagrody dla tego, kto wskaże miejsce pobytu miliardera. Russell Pickett uciekł przed aresztowaniem i nikt nie wie, gdzie się ukrywa. Daisy zamierza rozwiązać tę zagadkę i wskazać policji trop. Dla niej to szansa na lepsze życie: jest biedna, wie, że nie stać jej na opłacenie czesnego na studia, zmęczyła się też już pracą w sieciowej restauracji. Pamięta również o jednym: Holmes znała syna owego miliardera. Postanawia więc wciągnąć przyjaciółkę w działania detektywistyczne. I tak w życie odludka Holmes wkracza Davis, rówieśnik, który – jak się okazuje – doskonale wie, kim jest Aza i często o niej myśli. To oczywisty początek romansu nastolatków, pierwszej miłości, która musi pokonać rozmaite przeszkody, w tym – lęk Azy przed zakażeniem. Bo trudno choćby trzymać się za ręce, nie mówiąc o zwykłym pocałunku, kiedy myśli się o koloniach bakterii przechodzących z ciała ukochanego.
John Green potrafi portretować nastolatki stojące przed olbrzymimi wyzwaniami, tym razem jednak trochę gubi go rodzaj rozmachu. Nie przekonuje czytelników co do zauroczenia Davisa Azą (a stąd przecież ma wziąć się cała miłosna historia), ani do pędu Daisy do wielkich pieniędzy kosztem skrzywdzenia kolegi. Owszem, stopniowo ujawnia różne motywacje postaci i przez zagłębianie się w ich życiorysy naświetla część emocji – ale jest tego za mało, żeby uzasadnić cierpliwość. Davis jest tu chłopakiem idealnym: do niczego nie zmusza, imponuje delikatnością i wyrozumiałością, chociaż sam ma poważne problemy (brak rodziców oznacza, że musi zająć się młodszym bratem). Ta miłość może być wzruszająca dla nastoletnich idealistek, ale nie do końca wyjaśniona. Siłą „Żółwi aż do końca” staje się jak zwykle dobra narracja, pomysłowość w dziedzinie wykorzystywania nieogranych jeszcze symboli. Trudno jednak byłoby uznać tę książkę za lepszą niż „Gwiazd naszych wina” czy choćby „Szukając Alaski. Mniej tu beztroskiej młodości jako pretekstu do łamania reguł, a wcześnie bohaterowie muszą wydorośleć (a tego autor nie praktykował nawet w obliczu śmierci samych nastolatków). Podąża się za postaciami bardziej z przyzwyczajenia niż z ciekawości, nawet refrenowo powracający palec Azy nie zagwarantuje uzasadnienia dla jej wewnętrznych dziwactw. U Greena każdy ma prawo do normalnego życia i do wielkich uczuć – „Żółwie aż do końca” są skonstruowane na tej właśnie zasadzie, tyle tylko, że rozwiązania wydają się tu krótkowzroczne. Przez dystans do postaci John Green nie może wzruszać tak bardzo, jak by chciał.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Green. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 grudnia 2017
środa, 17 września 2014
John Green: 19 razy Katherine
Bukowy Las, Wrocław 2014.
Wspomnienia matematyczne
I znowu John Green wiek dojrzewania przekuwa na przygodę życia, całkowicie odmienną od historii z poprzednich książek, i znowu zdobędzie sobie rzeszę wiernych fanów, jak w przypadku tomu „Gwiazd naszych wina”. Książka „19 razy Katherine” to literacka pułapka, sposób na uwiedzenie odbiorców i zapewnienie im narracji, której nie zapomną. Mimo oderwania od zwyczajności, mimo szeregu postaci dalekich od przeciętnej, Green uniwersalizuje uczucia. A potem znajduje dla nich arcyciekawą oprawę.
Colin był kiedyś cudownym dzieckiem. Właśnie ukończył szkołę średnią i może popisać się imponującą pamięcią. Zna wiele języków, na zawołanie sypie encyklopedycznymi danymi z różnych dziedzin, ale nie udało mu się zgłębić tajemnicy związków z dziewczynami. Dziewiętnaście razy był porzucany przez partnerki o imieniu Katherine – żadna nie była w stanie dłużej znieść dziwactw Colina. Sam Colin zresztą nad relacjami międzyludzkimi zbytnio się nie zastanawia. Wystarczy mu jeden sprawdzony przyjaciel, Hassan – łącznik ze światem i jedyny, który ma wystarczająco dużo cierpliwości (i własnych dziwactw), by stale znosić towarzystwo Colina. Colin i Hassan wybierają się w podróż po Ameryce. Muszą oderwać się od przyziemnych spraw i nabrać dystansu do problemów, zanim zaczną dorosłe i odpowiedzialne życie. Wyprawę Colin traktuje też jak szansę do stworzenia wielkiego matematycznego wzoru. Z jego pomocą będzie mógł przewidzieć przyszłość par – i zrozumieć zachowanie kolejnych Katherine. Zależności między Porzucającymi i Porzucanymi dają się wprawdzie przedstawić w formie wykresu, ale całość wymaga dopracowania. I wtedy chłopcy spotykają Lindsey.
U Johna Greena ten akurat motyw wydaje się stały i ostatnia „nieodpowiedzialna” (i zarazem pierwsza w pełni samodzielna) podróż to dla nastoletnich bohaterów szansa na wyrwanie się spod kurateli rodziców, zyskanie potrzebnej swobody i przeżywanie wydarzeń, które zmienią sposób postrzegania świata. Dobrze zrealizowana wyprawa umożliwia poznanie siebie. Bohaterowie Greena mają to szczęście, że trafiają na oryginalnych i wartościowych rówieśników, dzięki którym ich życie się dopełnia. Ale nie ma tu prawienia morałów ani teoretyzowania. Młodzi ludzie decydują się na odważne i nietendencyjne działania, robią swoje i są w stosunku do siebie szczerzy, bo zwykle zajmują się własnymi problemami zamiast angażować w nowe relacje. To prowadzi do oczyszczenia atmosfery i do budowania w konsekwencji czegoś wymarzonego.
W „19 razy Katherine” cieszą zwłaszcza udane sylwetki bohaterów. Colin układa anagramy (Magda Białoń-Chalecka musiała się trochę namęczyć, żeby wypadło to naturalnie). Hassan sprowadza młodego geniusza na ziemię. Od czasu do czasu w tle pojawiają się ślady różnych Katherine – jeden z dowodów na oryginalność pomysłów Greena. Ta powieść jest następną historią wykorzystującą tęsknotę za młodością i szaleństwami – mimo że Colin szaleństw w powszechnym rozumieniu popełniać nawet nie potrafi. Ale John Green w swojej prozie wykorzystuje pragnienie prawdziwej przygody uczuciowej, funduje czytelnikom wakacje od codzienności i przenosi ich do sfery, w której bardzo chcieliby się znaleźć, nawet jeśli przed lekturą nie zdawali sobie z tego sprawy. „19 razy Katherine” jest kolejną historią Greena, której fabuła długo jeszcze będzie powracać do odbiorców. Z wielu możliwych scenariuszy historii o dojrzewaniu i idealizowanej miłości Green wybiera takie, o których nikomu nawet się nie śniło. Tę historię okrasza jeszcze kąśliwym humorem i zamienia lekturę w przeżycie.
Wspomnienia matematyczne
I znowu John Green wiek dojrzewania przekuwa na przygodę życia, całkowicie odmienną od historii z poprzednich książek, i znowu zdobędzie sobie rzeszę wiernych fanów, jak w przypadku tomu „Gwiazd naszych wina”. Książka „19 razy Katherine” to literacka pułapka, sposób na uwiedzenie odbiorców i zapewnienie im narracji, której nie zapomną. Mimo oderwania od zwyczajności, mimo szeregu postaci dalekich od przeciętnej, Green uniwersalizuje uczucia. A potem znajduje dla nich arcyciekawą oprawę.
Colin był kiedyś cudownym dzieckiem. Właśnie ukończył szkołę średnią i może popisać się imponującą pamięcią. Zna wiele języków, na zawołanie sypie encyklopedycznymi danymi z różnych dziedzin, ale nie udało mu się zgłębić tajemnicy związków z dziewczynami. Dziewiętnaście razy był porzucany przez partnerki o imieniu Katherine – żadna nie była w stanie dłużej znieść dziwactw Colina. Sam Colin zresztą nad relacjami międzyludzkimi zbytnio się nie zastanawia. Wystarczy mu jeden sprawdzony przyjaciel, Hassan – łącznik ze światem i jedyny, który ma wystarczająco dużo cierpliwości (i własnych dziwactw), by stale znosić towarzystwo Colina. Colin i Hassan wybierają się w podróż po Ameryce. Muszą oderwać się od przyziemnych spraw i nabrać dystansu do problemów, zanim zaczną dorosłe i odpowiedzialne życie. Wyprawę Colin traktuje też jak szansę do stworzenia wielkiego matematycznego wzoru. Z jego pomocą będzie mógł przewidzieć przyszłość par – i zrozumieć zachowanie kolejnych Katherine. Zależności między Porzucającymi i Porzucanymi dają się wprawdzie przedstawić w formie wykresu, ale całość wymaga dopracowania. I wtedy chłopcy spotykają Lindsey.
U Johna Greena ten akurat motyw wydaje się stały i ostatnia „nieodpowiedzialna” (i zarazem pierwsza w pełni samodzielna) podróż to dla nastoletnich bohaterów szansa na wyrwanie się spod kurateli rodziców, zyskanie potrzebnej swobody i przeżywanie wydarzeń, które zmienią sposób postrzegania świata. Dobrze zrealizowana wyprawa umożliwia poznanie siebie. Bohaterowie Greena mają to szczęście, że trafiają na oryginalnych i wartościowych rówieśników, dzięki którym ich życie się dopełnia. Ale nie ma tu prawienia morałów ani teoretyzowania. Młodzi ludzie decydują się na odważne i nietendencyjne działania, robią swoje i są w stosunku do siebie szczerzy, bo zwykle zajmują się własnymi problemami zamiast angażować w nowe relacje. To prowadzi do oczyszczenia atmosfery i do budowania w konsekwencji czegoś wymarzonego.
W „19 razy Katherine” cieszą zwłaszcza udane sylwetki bohaterów. Colin układa anagramy (Magda Białoń-Chalecka musiała się trochę namęczyć, żeby wypadło to naturalnie). Hassan sprowadza młodego geniusza na ziemię. Od czasu do czasu w tle pojawiają się ślady różnych Katherine – jeden z dowodów na oryginalność pomysłów Greena. Ta powieść jest następną historią wykorzystującą tęsknotę za młodością i szaleństwami – mimo że Colin szaleństw w powszechnym rozumieniu popełniać nawet nie potrafi. Ale John Green w swojej prozie wykorzystuje pragnienie prawdziwej przygody uczuciowej, funduje czytelnikom wakacje od codzienności i przenosi ich do sfery, w której bardzo chcieliby się znaleźć, nawet jeśli przed lekturą nie zdawali sobie z tego sprawy. „19 razy Katherine” jest kolejną historią Greena, której fabuła długo jeszcze będzie powracać do odbiorców. Z wielu możliwych scenariuszy historii o dojrzewaniu i idealizowanej miłości Green wybiera takie, o których nikomu nawet się nie śniło. Tę historię okrasza jeszcze kąśliwym humorem i zamienia lekturę w przeżycie.
środa, 6 listopada 2013
John Green: Szukając Alaski
Bukowy Las, Wrocław 2013.
Cena dojrzewania
„Szukając Alaski” to powieściowy debiut Johna Greena i książka, która pokazuje znaczenie rytuałów przejścia w procesie dojrzewania. Jeśli „Gwiazd naszych wina” rozsławiła tego autora nie tylko wśród młodzieżowych odbiorców, „Szukając Alaski” to tom podtrzymujący atrakcyjny dawniej stereotyp dorastania. Przypomni czytelnikom klasyczne motywy wprowadzania w dorosły świat, dzięki brawurze i młodzieńczej niefrasobliwości, przełamywaniu nakazów i zasad rozsądnego życia. Młodość u Greena to czas ciągłych wyzwań i przygód, ryzyka, szalonej zabawy i braku wyrzutów sumienia. Bohaterowie nie muszą kierować się racjonalizmem: prawo młodości wiąże się z odrzucaniem tego, co stanowi wartość dla dorosłych. Rytm egzystencji nastolatków oderwanych od rodziców wyznaczają niekończące się imprezy oraz… potyczki między bractwami.
Miles to typowy nieudacznik, postać lubiana przez Greena. Nie ma przyjaciół i nigdy nie zasmakował łamania zasad. Wszystko zmienia się, gdy trafia do szkoły średniej. Zyskuje tu dobrego i wyrozumiałego kumpla oraz towarzystwo Alaski, najbardziej żywiołowej dziewczyny w kampusie. Alaska jest samą wolnością i ciągłym działaniem, musi działać, żeby żyć. Nie boi się ryzyka, jest szczera i bezpośrednia. Zachowuje się bardziej jak kumpel i towarzysz zabaw niż jak dziewczyna. Świadoma swojego uroku, nie kokietuje nowego znajomego – ale nie stroni też od fizycznego kontaktu z nim. Stopniowo wprowadza Kluchę w tajniki alkoholu, papierosów i seksu. Potrafi przekonać przyjaciół do realizowania najbardziej śmiałych planów. Pomysłów jej nie brakuje, a Klucha może się do niej zwrócić z każdym problemem – nawet z pytaniem o istotę seksu oralnego. Alaska wydaje się silna, niezależna i bardzo atrakcyjna, zwłaszcza dla chłopaka, który do tej pory wiódł nudne życie. Chociaż Klucha znajduje sobie dziewczynę, zauroczony jest Alaską – a jednak nie może zrealizować swoich marzeń. Alaska onieśmiela sposobem bycia, odwagą i kreatywnością. Jest jak starsza wersja Leslie z „Mostu do Terabithii” – to ucieleśnienie czytelniczych marzeń o prawdziwej przygodzie, jednocześnie dostępnej dla każdego odważnego nastolatka i mało możliwej ze względu na brak pomysłowości kompanów zamraczających się alkoholem. Alaska nigdy nie traci fantazji.
John Green pozwala bohaterom na beztroską (i niezbyt rozwijającą, poza aspektem towarzyskim) rozrywkę, ale każe im też zawsze zapłacić wysoką cenę za dojrzewanie. Wydaje się zwykle u tego autora, że tragedie i dramaty stanowią nieodłączny element życiorysów osób, które prowokują do zmian. Alaska działa, bo tylko w ten sposób może sobie poradzić z traumami – nie zastanawia się nad konsekwencjami szaleństw, więc szybko zyskuje uznanie rówieśników. To uosobienie wolności – ale wiadomo, że beztroska nie może trwać wiecznie. Co ciekawe, John Green to autor, który potrafi rozgraniczyć strach przed karami ze strony dyrektora szkoły lub rodziców czy lęk przed ostatecznością lub samotnością. Czym innym jest chwilowy smutek, przykrość wyrządzona przez kolegów, a czym innym niedająca się ukoić ogromna tęsknota. W tomie „Szukając Alaski” widać literackie upodobania Greena i pomysły konstrukcyjno-charakterologiczne, które potem powracają w kolejnych książkach. Tu wybrzmiewają najbardziej czysto, łatwo wskazać rozwiązania, które Green szczególnie lubi i na których konstruuje swoje przesłania. „Szukając Alaski” to książka o dojrzewaniu czerpiąca z tradycji literatury młodzieżowej, wartościowa, a przy tym przemawiająca do nastolatków – w końcu obok zabawy i kolejnych wyzwań pojawiają się tu zupełnie dorosłe zmartwienia i troski. John Green to pisarz, który wybiera dość specyficzny rytm narracji – oraz układ wydarzeń. Stawia na silne emocje i wciąż testuje bohaterów. „Szukając Alaski” to dobry przykład dojrzewania postaci na oczach czytelników. Granica między dzieciństwem i dorosłością okazuje się tu bardzo wyraźna.
Cena dojrzewania
„Szukając Alaski” to powieściowy debiut Johna Greena i książka, która pokazuje znaczenie rytuałów przejścia w procesie dojrzewania. Jeśli „Gwiazd naszych wina” rozsławiła tego autora nie tylko wśród młodzieżowych odbiorców, „Szukając Alaski” to tom podtrzymujący atrakcyjny dawniej stereotyp dorastania. Przypomni czytelnikom klasyczne motywy wprowadzania w dorosły świat, dzięki brawurze i młodzieńczej niefrasobliwości, przełamywaniu nakazów i zasad rozsądnego życia. Młodość u Greena to czas ciągłych wyzwań i przygód, ryzyka, szalonej zabawy i braku wyrzutów sumienia. Bohaterowie nie muszą kierować się racjonalizmem: prawo młodości wiąże się z odrzucaniem tego, co stanowi wartość dla dorosłych. Rytm egzystencji nastolatków oderwanych od rodziców wyznaczają niekończące się imprezy oraz… potyczki między bractwami.
Miles to typowy nieudacznik, postać lubiana przez Greena. Nie ma przyjaciół i nigdy nie zasmakował łamania zasad. Wszystko zmienia się, gdy trafia do szkoły średniej. Zyskuje tu dobrego i wyrozumiałego kumpla oraz towarzystwo Alaski, najbardziej żywiołowej dziewczyny w kampusie. Alaska jest samą wolnością i ciągłym działaniem, musi działać, żeby żyć. Nie boi się ryzyka, jest szczera i bezpośrednia. Zachowuje się bardziej jak kumpel i towarzysz zabaw niż jak dziewczyna. Świadoma swojego uroku, nie kokietuje nowego znajomego – ale nie stroni też od fizycznego kontaktu z nim. Stopniowo wprowadza Kluchę w tajniki alkoholu, papierosów i seksu. Potrafi przekonać przyjaciół do realizowania najbardziej śmiałych planów. Pomysłów jej nie brakuje, a Klucha może się do niej zwrócić z każdym problemem – nawet z pytaniem o istotę seksu oralnego. Alaska wydaje się silna, niezależna i bardzo atrakcyjna, zwłaszcza dla chłopaka, który do tej pory wiódł nudne życie. Chociaż Klucha znajduje sobie dziewczynę, zauroczony jest Alaską – a jednak nie może zrealizować swoich marzeń. Alaska onieśmiela sposobem bycia, odwagą i kreatywnością. Jest jak starsza wersja Leslie z „Mostu do Terabithii” – to ucieleśnienie czytelniczych marzeń o prawdziwej przygodzie, jednocześnie dostępnej dla każdego odważnego nastolatka i mało możliwej ze względu na brak pomysłowości kompanów zamraczających się alkoholem. Alaska nigdy nie traci fantazji.
John Green pozwala bohaterom na beztroską (i niezbyt rozwijającą, poza aspektem towarzyskim) rozrywkę, ale każe im też zawsze zapłacić wysoką cenę za dojrzewanie. Wydaje się zwykle u tego autora, że tragedie i dramaty stanowią nieodłączny element życiorysów osób, które prowokują do zmian. Alaska działa, bo tylko w ten sposób może sobie poradzić z traumami – nie zastanawia się nad konsekwencjami szaleństw, więc szybko zyskuje uznanie rówieśników. To uosobienie wolności – ale wiadomo, że beztroska nie może trwać wiecznie. Co ciekawe, John Green to autor, który potrafi rozgraniczyć strach przed karami ze strony dyrektora szkoły lub rodziców czy lęk przed ostatecznością lub samotnością. Czym innym jest chwilowy smutek, przykrość wyrządzona przez kolegów, a czym innym niedająca się ukoić ogromna tęsknota. W tomie „Szukając Alaski” widać literackie upodobania Greena i pomysły konstrukcyjno-charakterologiczne, które potem powracają w kolejnych książkach. Tu wybrzmiewają najbardziej czysto, łatwo wskazać rozwiązania, które Green szczególnie lubi i na których konstruuje swoje przesłania. „Szukając Alaski” to książka o dojrzewaniu czerpiąca z tradycji literatury młodzieżowej, wartościowa, a przy tym przemawiająca do nastolatków – w końcu obok zabawy i kolejnych wyzwań pojawiają się tu zupełnie dorosłe zmartwienia i troski. John Green to pisarz, który wybiera dość specyficzny rytm narracji – oraz układ wydarzeń. Stawia na silne emocje i wciąż testuje bohaterów. „Szukając Alaski” to dobry przykład dojrzewania postaci na oczach czytelników. Granica między dzieciństwem i dorosłością okazuje się tu bardzo wyraźna.
środa, 22 maja 2013
John Green: Papierowe miasta
Bukowy Las, Wrocław 2013.
Brawura i młodość
W „Papierowych miastach” John Green stawia na szaleństwa młodości, której wolno wszystko i która nie cofnie się przed niczym. Neguje sens istnienia uporządkowanej rzeczywistości, bezpiecznej rutyny i zdrowego rozsądku – teraz chodzi tylko o brawurę. W młodości można bez konsekwencji przeżyć przygodę, którą chętnie będzie się wspominało na starość. Priorytety nastolatków wyglądają zupełnie inaczej niż pomysły na życie dorosłych.
„Papierowe miasta” są powieścią o dojrzewaniu – ale według scenariusza uwolnionego od banału. Quentin niczym się nie wyróżnia, to chłopak przeciętny i zwyczajny. Kończy właśnie szkołę średnią, ma wzorową frekwencję i nie może powiedzieć o sobie, że czegoś istotnego dokonał. Jedynym wyznacznikiem jego istnienia jest bycie sąsiadem Margo Roth Spiegelman. Takiej bohaterki nie powstydziłby się żaden autor powieści awanturniczych. Margo nie należy do osób, które cenią sobie spokój – i nie powstrzymuje się przed realizacją najbardziej szalonych idei. Obmyśla wyrafinowaną zemstę na tych, którzy ją skrzywdzili, co pewien czas ucieka z domu i lepiej z nią nie zadzierać. Pewnej nocy na wymierzanie sprawiedliwości zabiera ze sobą Q – właściwie ofiarowuje mu przygodę, po której chłopak nie zlęknie się już niczego. W ciągu jednej nocy zmusza spokojnego Q do udziału w serii sprzecznych z prawem wydarzeń i uczy podejmowania błyskawicznych decyzji. Potem znika.
Green tym razem rozsmakowuje się w sensacyjnej fabule. Od pierwszych stron przekonuje czytelników, że biorą udział w akcjach ekscytujących i niezbyt popularnych. Pozwala swoim bohaterom przekraczać granice – a wszystko może wytłumaczyć młodością, chęcią imponowania znajomym i brawurą. Quentin, Margo i ich szkolni koledzy oraz przyjaciele nie zamierzają podporządkowywać się banałom. Upijanie się na imprezach czy seks nie należą do celów życiowych postaci – jeśli się przytrafią, to raczej po drodze do przygody innego rodzaju. Tu dojrzałość polegać będzie na samodzielności i umiejętności przeciwstawienia się otoczeniu. Green postrzega nastolatki tak, jak one same by tego chciały: nie tylko jako skłonne do popełniania największych głupstw, ale działające pod wpływem impulsu i bezgranicznie odważne.
Relacja Quentina i Margo także nie należy do typowych. Bohater wprawdzie jest zafascynowany dziewczyną, która pozwala sobie na wszystko, na co tylko ma ochotę, podąża za nią i odnajduje w sobie siłę, jakiej się nie spodziewał, ale nie oczekuje po Margo wyższych uczuć: to raczej próba wzbudzenia podziwu bez nadziei na związek. Klasycznie natomiast rozwiązuje Green motyw męskiej przyjaźni – ta bywa rubaszna, czasem wymaga poświęceń, jest szorstka, ale zawsze powiązana ze szczerością i pełnym oddaniem. Na najlepszych kumpli Q może liczyć w każdej sytuacji – bez wahania podążą za nim i pomogą, kiedy będą potrzebni. Zbuntowana Margo wiedzie prym w historii – ale jest niedostępna, pogoń za nią przypomina pościg za złudzeniami. Tymczasem prawdziwa przyjaźń trwa.
Green sięga po fragmenty motywów z powieści detektywistycznych: przedstawia całą układankę, w której można szukać tropów, jakie pozostawia Margo. Misterne odtwarzanie działań i pomysłów dziewczyny ma rozbudzać ciekawość czytelników i przyciągać ich do tej niezwykłej historii. „Papierowe miasta” uświadamiają młodym ludziom, że nie ma rzeczy niemożliwych, każdą trudność da się przezwyciężyć przy odpowiedniej motywacji. Autor swoim zwyczajem przypomina również o roli języka w konstruowaniu interpersonalnych relacji: znów zwraca uwagę na siłę i znaczenie metafor, sugerując literacką genezę „Papierowych miast”.
Brawura i młodość
W „Papierowych miastach” John Green stawia na szaleństwa młodości, której wolno wszystko i która nie cofnie się przed niczym. Neguje sens istnienia uporządkowanej rzeczywistości, bezpiecznej rutyny i zdrowego rozsądku – teraz chodzi tylko o brawurę. W młodości można bez konsekwencji przeżyć przygodę, którą chętnie będzie się wspominało na starość. Priorytety nastolatków wyglądają zupełnie inaczej niż pomysły na życie dorosłych.
„Papierowe miasta” są powieścią o dojrzewaniu – ale według scenariusza uwolnionego od banału. Quentin niczym się nie wyróżnia, to chłopak przeciętny i zwyczajny. Kończy właśnie szkołę średnią, ma wzorową frekwencję i nie może powiedzieć o sobie, że czegoś istotnego dokonał. Jedynym wyznacznikiem jego istnienia jest bycie sąsiadem Margo Roth Spiegelman. Takiej bohaterki nie powstydziłby się żaden autor powieści awanturniczych. Margo nie należy do osób, które cenią sobie spokój – i nie powstrzymuje się przed realizacją najbardziej szalonych idei. Obmyśla wyrafinowaną zemstę na tych, którzy ją skrzywdzili, co pewien czas ucieka z domu i lepiej z nią nie zadzierać. Pewnej nocy na wymierzanie sprawiedliwości zabiera ze sobą Q – właściwie ofiarowuje mu przygodę, po której chłopak nie zlęknie się już niczego. W ciągu jednej nocy zmusza spokojnego Q do udziału w serii sprzecznych z prawem wydarzeń i uczy podejmowania błyskawicznych decyzji. Potem znika.
Green tym razem rozsmakowuje się w sensacyjnej fabule. Od pierwszych stron przekonuje czytelników, że biorą udział w akcjach ekscytujących i niezbyt popularnych. Pozwala swoim bohaterom przekraczać granice – a wszystko może wytłumaczyć młodością, chęcią imponowania znajomym i brawurą. Quentin, Margo i ich szkolni koledzy oraz przyjaciele nie zamierzają podporządkowywać się banałom. Upijanie się na imprezach czy seks nie należą do celów życiowych postaci – jeśli się przytrafią, to raczej po drodze do przygody innego rodzaju. Tu dojrzałość polegać będzie na samodzielności i umiejętności przeciwstawienia się otoczeniu. Green postrzega nastolatki tak, jak one same by tego chciały: nie tylko jako skłonne do popełniania największych głupstw, ale działające pod wpływem impulsu i bezgranicznie odważne.
Relacja Quentina i Margo także nie należy do typowych. Bohater wprawdzie jest zafascynowany dziewczyną, która pozwala sobie na wszystko, na co tylko ma ochotę, podąża za nią i odnajduje w sobie siłę, jakiej się nie spodziewał, ale nie oczekuje po Margo wyższych uczuć: to raczej próba wzbudzenia podziwu bez nadziei na związek. Klasycznie natomiast rozwiązuje Green motyw męskiej przyjaźni – ta bywa rubaszna, czasem wymaga poświęceń, jest szorstka, ale zawsze powiązana ze szczerością i pełnym oddaniem. Na najlepszych kumpli Q może liczyć w każdej sytuacji – bez wahania podążą za nim i pomogą, kiedy będą potrzebni. Zbuntowana Margo wiedzie prym w historii – ale jest niedostępna, pogoń za nią przypomina pościg za złudzeniami. Tymczasem prawdziwa przyjaźń trwa.
Green sięga po fragmenty motywów z powieści detektywistycznych: przedstawia całą układankę, w której można szukać tropów, jakie pozostawia Margo. Misterne odtwarzanie działań i pomysłów dziewczyny ma rozbudzać ciekawość czytelników i przyciągać ich do tej niezwykłej historii. „Papierowe miasta” uświadamiają młodym ludziom, że nie ma rzeczy niemożliwych, każdą trudność da się przezwyciężyć przy odpowiedniej motywacji. Autor swoim zwyczajem przypomina również o roli języka w konstruowaniu interpersonalnych relacji: znów zwraca uwagę na siłę i znaczenie metafor, sugerując literacką genezę „Papierowych miast”.
piątek, 25 stycznia 2013
John Green: Gwiazd naszych wina
Bukowy Las, Wrocław 2013.
Instytucja do spełniania życzeń
Opowieści o walkach z chorobą – zwłaszcza jeśli dotyczą młodych ludzi – poruszają masową wyobraźnię i stanowią dzisiaj gwarancję emocjonalnego odbioru. Przy prostej, zerojedynkowej konstrukcji, liczy się w nich pomysł na rozwój fabuły – nawet mniej niż sam sposób opisu. Ale John Green tomem „Gwiazd naszych wina” rzuca wyzwanie wszystkim autorom i naśladowcom poruszającym się w ramach kuszącego subgatunku. Jeśli masowej publiczności wystarczą proste historie z ckliwymi zakończeniami, Green zapewnia swoim czytelnikom znacznie więcej. Nie odrzuca konwencji literackiej, chociaż czyni z niej momentami powód drwin i obiekt ironii – istniejąc w centrum subgatunkowego nurtu literatury „szpitalnej” czy literatury chorych, daje odbiorcom więcej, niż ci mogliby się spodziewać. Zdecydowanie „Gwiazd naszych wina” nie jest tanim wyciskaczem łez, ale trudno będzie tę książkę czytać z chłoną obojętnością.
Green nie wychodzi poza świat ludzi chorych. Narratorką jest szesnastoletnia Hazel, której rak zaatakował płuca. Dziewczyna znalazła eksperymentalny lek hamujący postęp nowotworu, ale nie może poruszać się bez butli z tlenem. W grupie wsparcia, do której musi uczęszczać Hazel mimo sztucznej atmosfery i małej przydatności spotkań, pojawia się Isaac – on w wyniku choroby stracił jedno oko, a wkrótce zostanie pozbawiony możliwości widzenia. Ale najważniejszy jest Augustus, siedemnastolatek z protezą nogi. To on jest najlepszym przyjacielem Isaaca, wsparciem w najcięższych chwilach i uosobieniem niezależności. Triumf nad chorobą obwieszcza światu paleniem niezapalonego papierosa. To Augustus zakochuje się w Hazel i zmienia jej życie.
Dostrzega John Green wszystkie powtarzalne punkty z opowieści o nieuleczalnie chorych dzieciach. Bohaterowie sami kpią ze swoich przywilejów („Bonusów Rakowych”) czy z motywu Ostatniego Dobrego Dnia. Ze świadomością konwencji robią wszystko, by zasmakować życia – a przez chorobę wzrasta nie tylko ich determinacja, lecz i siła wpływu na otoczenie. Odbijają się w sobie jak w lustrze – i dlatego u Greena liczy się nie dążenie do normalności, a troska o uczucia bliskich. W standardowych powieściach zbliżonych tematyką do „Gwiazd” zwykli ludzie istnieją po to, by pomagać w spełnianiu części pragnień bliskim. W tej książce jednak zmagania z chorobą zmuszają samych chorych do ogromnych wyrzeczeń. Autor ułatwia postaciom porozumienie.: każdy jest okaleczony i każdy zmaga się z różnymi problemami – skupienie na sobie oznaczałoby licytację w poziomie poczucia krzywdy i cierpieniu – skupienie na innych pozwala dostrzec prawdziwy heroizm. O którym, zresztą, otwarcie nie ma tu mowy, uniemożliwia jego komentowanie ironia.
Hazel i Augustus niemal żyją literaturą – i z literatury wypływa ich najśmielszy pomysł. Choroba nie może zatem do końca zdominować fabuły. Podstawą jest tu piękno pierwszej prawdziwej miłości, która rozkwita bez względu na niekorzystne warunki. Motyw miłości ukierunkowanej chorobą byłby tendencyjny, gdyby nie kreacja bohaterów. Augustus i Hazel to postacie nietuzinkowe – trudno przewidzieć ich pomysły i czyny, a zwłaszcza uczucia. Oboje kpiąco i z dystansem spoglądają na rzeczywistość, znajdują sobie płaszczyznę porozumienia niedostępną innym ludziom. Ich związek w niczym nie przypomina kiczowatych relacji z masowych powieści. Sam w sobie staje się interesujący – a to nie jedyne, co Green ofiaruje czytelnikom. Wzbogaca książkę o elementy typowe dla młodzieżowych historii (bunt, nieporozumienia z rodzicami), ale i o sceny, których długo się nie zapomni (Dzień Niszczenia Pucharów jako kwintesencja mądrej przyjaźni). Autor pokazuje, jak rozwiewają się złudzenia, ale też – jaką siłę potrafi dać obecność drugiego człowieka. Pisze tak, że okładkowy komentarz „absolutnie genialna” okazuje się jak najbardziej uzasadniony.
Przy tym nie troszczy się Green zupełnie o uwiarygodnienie postaci na planie języka (a czasem i postępków). Nastolatki wyrażają się kwieciście i mądrze, filozoficznie, wygłaszają trudne prawdy o życiu i porozumiewają się prawie książkowo. Augustus lubuje się w teatralnych gestach, oboje chętnie przerzucają się cytatami z sobie znanej książki. Green doskonale wie, że za nim przemawiać będzie potęga uczucia i świadomość choroby. Nie chce litości dla bohaterów – a oni jej wcale nie potrzebują.
Można tę książkę przedstawiać w samych superlatywach – ale i bez tego stanie się modna. Ważna jest już. Zasługuje na to, żeby dokonać kolejnej literackiej rewolucji w świecie pop. Masom da wzruszenia. Ale części odbiorców także refleksję.
Instytucja do spełniania życzeń
Opowieści o walkach z chorobą – zwłaszcza jeśli dotyczą młodych ludzi – poruszają masową wyobraźnię i stanowią dzisiaj gwarancję emocjonalnego odbioru. Przy prostej, zerojedynkowej konstrukcji, liczy się w nich pomysł na rozwój fabuły – nawet mniej niż sam sposób opisu. Ale John Green tomem „Gwiazd naszych wina” rzuca wyzwanie wszystkim autorom i naśladowcom poruszającym się w ramach kuszącego subgatunku. Jeśli masowej publiczności wystarczą proste historie z ckliwymi zakończeniami, Green zapewnia swoim czytelnikom znacznie więcej. Nie odrzuca konwencji literackiej, chociaż czyni z niej momentami powód drwin i obiekt ironii – istniejąc w centrum subgatunkowego nurtu literatury „szpitalnej” czy literatury chorych, daje odbiorcom więcej, niż ci mogliby się spodziewać. Zdecydowanie „Gwiazd naszych wina” nie jest tanim wyciskaczem łez, ale trudno będzie tę książkę czytać z chłoną obojętnością.
Green nie wychodzi poza świat ludzi chorych. Narratorką jest szesnastoletnia Hazel, której rak zaatakował płuca. Dziewczyna znalazła eksperymentalny lek hamujący postęp nowotworu, ale nie może poruszać się bez butli z tlenem. W grupie wsparcia, do której musi uczęszczać Hazel mimo sztucznej atmosfery i małej przydatności spotkań, pojawia się Isaac – on w wyniku choroby stracił jedno oko, a wkrótce zostanie pozbawiony możliwości widzenia. Ale najważniejszy jest Augustus, siedemnastolatek z protezą nogi. To on jest najlepszym przyjacielem Isaaca, wsparciem w najcięższych chwilach i uosobieniem niezależności. Triumf nad chorobą obwieszcza światu paleniem niezapalonego papierosa. To Augustus zakochuje się w Hazel i zmienia jej życie.
Dostrzega John Green wszystkie powtarzalne punkty z opowieści o nieuleczalnie chorych dzieciach. Bohaterowie sami kpią ze swoich przywilejów („Bonusów Rakowych”) czy z motywu Ostatniego Dobrego Dnia. Ze świadomością konwencji robią wszystko, by zasmakować życia – a przez chorobę wzrasta nie tylko ich determinacja, lecz i siła wpływu na otoczenie. Odbijają się w sobie jak w lustrze – i dlatego u Greena liczy się nie dążenie do normalności, a troska o uczucia bliskich. W standardowych powieściach zbliżonych tematyką do „Gwiazd” zwykli ludzie istnieją po to, by pomagać w spełnianiu części pragnień bliskim. W tej książce jednak zmagania z chorobą zmuszają samych chorych do ogromnych wyrzeczeń. Autor ułatwia postaciom porozumienie.: każdy jest okaleczony i każdy zmaga się z różnymi problemami – skupienie na sobie oznaczałoby licytację w poziomie poczucia krzywdy i cierpieniu – skupienie na innych pozwala dostrzec prawdziwy heroizm. O którym, zresztą, otwarcie nie ma tu mowy, uniemożliwia jego komentowanie ironia.
Hazel i Augustus niemal żyją literaturą – i z literatury wypływa ich najśmielszy pomysł. Choroba nie może zatem do końca zdominować fabuły. Podstawą jest tu piękno pierwszej prawdziwej miłości, która rozkwita bez względu na niekorzystne warunki. Motyw miłości ukierunkowanej chorobą byłby tendencyjny, gdyby nie kreacja bohaterów. Augustus i Hazel to postacie nietuzinkowe – trudno przewidzieć ich pomysły i czyny, a zwłaszcza uczucia. Oboje kpiąco i z dystansem spoglądają na rzeczywistość, znajdują sobie płaszczyznę porozumienia niedostępną innym ludziom. Ich związek w niczym nie przypomina kiczowatych relacji z masowych powieści. Sam w sobie staje się interesujący – a to nie jedyne, co Green ofiaruje czytelnikom. Wzbogaca książkę o elementy typowe dla młodzieżowych historii (bunt, nieporozumienia z rodzicami), ale i o sceny, których długo się nie zapomni (Dzień Niszczenia Pucharów jako kwintesencja mądrej przyjaźni). Autor pokazuje, jak rozwiewają się złudzenia, ale też – jaką siłę potrafi dać obecność drugiego człowieka. Pisze tak, że okładkowy komentarz „absolutnie genialna” okazuje się jak najbardziej uzasadniony.
Przy tym nie troszczy się Green zupełnie o uwiarygodnienie postaci na planie języka (a czasem i postępków). Nastolatki wyrażają się kwieciście i mądrze, filozoficznie, wygłaszają trudne prawdy o życiu i porozumiewają się prawie książkowo. Augustus lubuje się w teatralnych gestach, oboje chętnie przerzucają się cytatami z sobie znanej książki. Green doskonale wie, że za nim przemawiać będzie potęga uczucia i świadomość choroby. Nie chce litości dla bohaterów – a oni jej wcale nie potrzebują.
Można tę książkę przedstawiać w samych superlatywach – ale i bez tego stanie się modna. Ważna jest już. Zasługuje na to, żeby dokonać kolejnej literackiej rewolucji w świecie pop. Masom da wzruszenia. Ale części odbiorców także refleksję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






