* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helena Willis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helena Willis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 maja 2011

Martin Widmark, Helena Willis: Tajemnica meczu

Zakamarki, Poznań 2011.

Emocje w piłce

Raz na rok mieszkańcy miasteczka Valleby rozgrywają ze swoimi sąsiadami z Sandby mecz piłki nożnej. Pięcioosobowe drużyny stają naprzeciwko siebie i walczą o srebrny puchar. Kibicują im mieszkańcy obu miasteczek – wszyscy gromadzą się w jednym miejscu – któż by przypuszczał, że ktoś dopuści się zuchwałej kradzieży prawie na ich oczach? A jednak drogocenny przedmiot w pewnym momencie znika. Dobrze, że na miejscu są dzielni młodzi detektywi, Lasse i Maja – a także sam komisarz policji (który reprezentuje Valleby jako bramkarz). Na domiar złego Valleby przegrywa w meczu aż sześcioma bramkami i wszystko wskazuje na to, że Sandby po raz kolejny udowodni swoją wyższość. Ale Sandby nie ma tak dobrych śledczych jak Valleby: Lasse, Maja i komisarz natychmiast przystępują do akcji.

Widmark stara się, by przestępstwo nie było zbyt oczywiste i łatwe do wykrycia: poza graczami i kibicami (żaden z nich nie wyniósł pucharu) są tu jeszcze sprzedawca kiełbasek, trener, który zajmuje się przygotowywaniem boiska czy pani, której sąsiedztwo boiska bardzo przeszkadza. Podczas meczu dzieją się dziwne rzeczy: ktoś spuszcza powietrze z opon rowerów oraz z piłki, co też trzeba będzie wyjaśnić. Co ciekawe, w „Tajemnicy meczu” nie od początku wiadomo, czego ma dotyczyć śledztwo. Najpierw Widmark dość długo zajmuje się omawianiem meczu (relacjonuje go tak, by wywołać uśmiech na twarzach małych odbiorców) i prezentowaniem scenek teoretycznie mniej istotnych (rozmowa z przeciwną meczom panią czy ze sprzedawcą kiełbasek) – samo poszukiwanie pucharu oraz sprawcy jego zniknięcia, chociaż zepchnięte dość daleko w fabule, wolne jest od oczywistości. Owszem, wiadomo, w którym momencie ginie cenny przedmiot (co zresztą podkreśla potem celnym spostrzeżeniem Lasse), ale wręcz niemożliwe jest przedwczesne wykrycie złodzieja – Widmark prowadzi w rozmaitych kierunkach mylące tropy i kilka razy, gdy już wydawałoby się, że wiadomo, kto ukradł puchar, wychodzą na jaw nowe przesłanki, a sam mecz schodzi na dalszy plan.

Martin Widmark pozwala małym detektywom, Lassemu i Mai, na rozszyfrowywanie kolejnych dorosłych zagadek, z którymi nie radzi sobie na przykład sam komisarz policji – ten ostatni zresztą zdążył już poznać dedukcyjne talenty dzieci i chętnie z nimi współpracuje. Lasse i Maja przekładają na rozwiązywane sprawy zwykłe codzienne obserwacje: Lasse pokazuje na przykład, jak łatwo można odwrócić czyjąś uwagę i zrobić coś tak, by obserwator nic nie zauważył. Dzięki temu dzieci domyślają się, w którym momencie zginął puchar. Cała reszta to już wynik logicznego myślenia i dokładnego sprawdzania kolejnych przesłanek. Tym razem Lasse, Maja i komisarz muszą połączyć siły, żeby poradzić sobie z wyjątkowo trudnym zadaniem.

„Tajemnica meczu” to jedna z tych książek, które mają przygotować młodych odbiorców do samodzielnego czytania. Sprzyja temu po pierwsze duży druk, po drugie prosta narracja (czas teraźniejszy, nierozbudowane zdania), po trzecie wciągająca fabuła, która nie pozwala na odłożenie książki: dzieciom na pewno spodoba się namiastka dorosłej lektury, kryminał przystosowany do ich wieku. „Tajemnica meczu” to jeden z wielu tomów z serii – ale każda książka przynosi osobną historię, w dodatku można je czytać w dowolnej kolejności.
Historie o Lassem i Mai łączą w sobie prostotę opisu z logicznymi łamigłówkami, zagadkami, które trzeba rozwiązać, by zrozumieć, co naprawdę się wydarzyło. Dają namiastkę powieści detektywistycznej i zapewniają maluchom dreszcz emocji.

piątek, 6 maja 2011

Martin Widmark, Helena Willis: Tajemnica zwierząt

Zakamarki, Poznań 2011.

Śledztwo w sprawie świnek

Lasse i Maja prowadzą własne biuro detektywistyczne – o tym wiedzą wszyscy, nawet komisarz policji chętnie współpracuje z parą błyskotliwych kilkulatków i korzysta z ich podpowiedzi. Lasse i Maja mają na koncie mnóstwo rozwiązanych spraw (ich przygody zostały opisane już w dwunastu książeczkach – a to nie koniec cyklu), więc z chęcią podejmują kolejne wyzwania. W „Tajemnicy zwierząt” dzieci mogą wreszcie przejść od procesu dedukcji (który to sposób rozstrzygania trudnych kwestii dominował dotąd) do prawdziwego detektywistycznego działania: mali bohaterowie fotografują wszystko, co ma związek z aktualnie prowadzoną sprawą, mierzą pozostawione przez sprawców ślady i notują wszystkie dane, żeby nie zgubić się w gąszczu informacji, czasem chaotycznych i pozornie nieprzydatnych.

A sprawa ma tym razem prawdziwy posmak kryminalny, w dodatku budzi sprzeciw nie tylko postaci: ktoś prawdopodobnie usiłuje otruć zwierzęta w sklepie zoologicznym. Nie można tego inaczej wyjaśnić: ptaki, króliki, świnki morskie, a nawet rybki są osowiałe i całymi dniami śpią, jakby ktoś dosypywał im truciznę do witamin. Lasse i Maja nie mogą tego tak zostawić: wspólnie z przyjaciółką, córką dyrektora cyrku, Mirandą, zabierają się do rozwikłania trudnej zagadki. Przy okazji trafiają na trop dziwnych konfliktów, rozgrywających się w otoczeniu sklepu. Tu już nie wystarczy przenikliwy umysł – trzeba będzie sprytu, czujności, spostrzegawczości, a także nie lada odwagi, żeby dowiedzieć się, co dzieje się w sklepie. Lasse i Maja, wspierani przez dzielną Mirandę, która nieźle radzi sobie z wyzwaniem, muszą przecież uratować zwierzęta: jeśli oni nie pomogą właścicielowi sklepu, nikt tego nie zrobi.

Martin Widmark postawił na odważną i emocjonującą fabułkę, wybrał opowieść, która rozgrywa się szybko, ale jednocześnie pełna jest nietypowych zwrotów akcji i rozwiązań, których naprawdę nie da się przewidzieć. Jak zwykle każdy z podejrzanych ma swoje powody, by dopuścić się niecnego czynu – wytłumaczenie (i właściwy przebieg wydarzeń, który łagodzi wyjściowe założenia) leży gdzie indziej i małym odbiorcom trudno będzie domyślić się, co naprawdę działo się w sklepie – mimo że Widmark bardzo dba o szczegóły i proponuje cały szereg trudnych do jednoznacznej oceny (dla niewtajemniczonych) zjawisk, których sens wychodzi na jaw dopiero po rozstrzygnięciu kryminalnych łamigłówek.

Duży druk i taka interlinia sprawiają, że małym odbiorcom łatwiej będzie przyswajać tekst. Proces czytania okaże się tym przyjemniejszy, że prowadzi przez lekturę imitującą dorosłe powieści, wyzwalającą dreszczyk emocji i pełną zagadek. Widmark zadbał o to, by czytelnicy ani przez moment się nie nudzili i mogli ze swoimi ulubionymi bohaterami podążać tropem przestępców. W książce wartka akcja jest równie ważna jak logiczne rozwiązania – i jedno, i drugie dla dzieci powinno być magnesem, przykuwającym uwagę.