* * * * * * O tu-czytam

czwartek, 11 grudnia 2014

Antoni Kroh: Wesołego Alleluja, Polsko Ludowa

Iskry, Warszawa 2014.

Artyści ludowi

Razem z Antonim Krohem przemierza się w tomie „Wesołego Alleluja, Polsko Ludowa” te miejsca, w których sztuka naiwna święci triumfy. Przewrotny tytuł nie oznacza bowiem tylko podróży w czasie, a wyprawy w przestrzeni – do malutkich mieścin i wiosek. Tam autor odnajduje najlepszych twórców sztuki ludowej, chłopskich artystów niezmanierowanych modami czy sławą – i przedstawia ich szerokiemu gronu odbiorców, przypominając jednocześnie, jak sztuka ta wymykała się wszelkim kodyfikacjom i próbom stworzenia kanonu.

Naiwne malowidła, „chrystusiki”, przydrożne kapliczki, rzeźby na nagrobkach – to, co traktowane jak folklor, rzadko budzi głębsze zainteresowanie szerokiego grona odbiorców. Kroh opowiada o próbach ocalenia sztuki ludowej, o pomocy dla artystów, o konkursach i stypendiach – ale też i o utrudnieniach, które pojawiają się z chwilą układania regulaminów. Stara się pokazać migotliwość definicji sztuki ludowej i walkę z biurokracją, tak, by wsparcie trafiało do prawdziwych artystów, a nie do kombinatorów. Przemierza kraj w poszukiwaniu samorodnych talentów i odnajduje prawdziwą galerię oryginałów, którzy wśród sąsiadów nie znaleźliby uznania. Kroh znakomicie bawi się tematem – żartuje sobie nawet z tego, jak oceniać wartość sztuki naiwnej. A to dopiero początek.

„Wesołego Alleluja, Polsko Ludowa” to książka, która przybliża sylwetki twórców mało znanych. Antoni Kroh dba o to, by wyjaśnić ich wkład w kulturę ludową, pokazać cechy stylu czy surowe piękno prac. Może i nie namawia do zachwytów, ale nie pozostawia wątpliwości, co i dlaczego jest dziełem sztuki. Nawet, gdy delikatnie kpi sobie z efektów twórczych działań, pozostaje dobrodusznym opiekunem artystów. Rozważania na temat ich dzieł to jedno. Kroh przybliża też ich życiorysy, zwłaszcza wszelkiego rodzaju odstępstwa od społecznych norm. Część ludowych twórców dotknięta jest chorobami umysłowymi, niektórzy są głuchoniemi, inni posługują się tylko własnym, mocno ograniczonym językiem. Ktoś cierpi na rozmaite urojenia, wielu artystów nigdy nie nauczyła się czytać ani pisać. Takie biograficzne szczegóły Kroh przytacza nie dla wyśmiania twórców (których bardzo ceni), a dla pokazania przeszkód, z którymi musieli się borykać.

Tom nie jest wyłącznie prezentacją artystów chłopskich. To rodzaj pamiętnika – Kroh relacjonuje tu swoje przygody etnografa, przytacza anegdoty z kolejnych wyjazdów i walkę w obronie lokalnych twórców. Zależy mu na ocaleniu indywidualności, ale też na pokazaniu, w jakich warunkach kolejni prawdziwi artyści rozwijali swój talent. Momentami wydaje się niemal, że zabawnymi i plotkarskimi historyjkami chce przekonać do siebie zwykłych odbiorców, tak, żeby przełożyło się to na uznanie dla sztuki ludowej.

Antoni Kroh pisze – jak zwykle – z ogromnym poczuciem humoru. W przyciąganiu uwagi czytelników bardzo pomaga mu nawet nie tyle dogłębna znajomość tematu, co osobisty ton zapisków. Lekki dystans pozwala podkreślać wagę mądrości ludowych, a gawędziarski ton zmusza do pochylenia się nad dziełami ludzi prostych. Kroh potrafi oddzielić autentyczną sztukę od cepeliady, ale nie zmusza nikogo do zachwytów nad wyrobami chłopów. Do lokalnych artystów podchodzi z powagą, za to bez patosu. Opowiada o traktowaniu artystów chłopskich w czasach PRL-u i zestawia ich prace z późniejszym zalewem komercji (widać to zwłaszcza na licznych zdjęciach). Antoni Kroh dostarcza tym razem lektury bardzo oryginalnej ze względu na mało znany temat, ale jak zwykle bardzo atrakcyjnej i humorystycznej, prywatnej prawie – mimo popularnonaukowego charakteru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com