Iskry, Warszawa 2019.
Miasto
Sprawdziła się ta formuła, więc Piotr Szarota podąża za ciosem i proponuje czytelnikom przegląd wydarzeń kulturalno-społecznych z Paryża z 1938 roku. Rytm książki „Paryż 1938” wyznaczają kolejne miesiące – a autor bez fabularyzowania zajmuje się tym, co stało się w kręgach artystycznej bohemy, wśród filozofów, uczonych, aktorów i twórców. Sprawdza nastroje społeczne i konfrontuje je z zestawem wydarzeń, które rzutowały na życiowe wybory bohaterów opowieści. Żeby odrobinę ograniczyć chaos, autor na początku wprowadza listę postaci. Przywołuje skrótowe (ograniczone do kilku wersów) życiorysy z uwzględnieniem informacji, ile lat mają w omawianym roku i dlaczego znalazły się w Paryżu. Bo są tu przedstawiciele nie tylko różnych zawodów, ale też różnych narodowości, między innymi Francuzi, Polacy czy Rosjanie. Nie mają w zasadzie wspólnej płaszczyzny działań – opowieść nie dotyczy przecież pracy nad konkretnymi dziełami, a ogólnego kontekstu, rzeczywistości Paryża w przededniu wojny.
Piotr Szarota naświetla nastroje i działania z kolejnych miesięcy. Nie prowadzi linearnych opowieści poświęconych bohaterom – raczej wykorzystuje ich jako tło, jeśli ktoś akurat przewija się przez Paryż, pojawia się tu z powodów osobistych czy zawodowych, a do tego robi coś zasługującego na uwagę z perspektywy czasu – trafi do relacji, Tyle że „jego” wątek urwie się z upływem miesiąca – i niekoniecznie pojawi się w kolejnej części. Jeśli po drodze stanie się coś bardziej istotnego, Piotr Szarota przerzuci się na inną relację. Będzie próbował odtworzyć powody, dla których część bohaterów do Paryża trafiła – i decyzje polityczne prowadzące do konkretnych rozwiązań biograficznych. Pokaże, skąd wzięły się w Paryżu niektóre grupy twórców i co w ten sposób chciały uzyskać. Tu właściwym bohaterem książki jest sam Paryż – Szarota zajmuje się odtwarzaniem klimatu i przemian społecznych, rejestruje reakcje mieszkańców czy przybyszy. Wykorzystuje wyzwania związane z wojennym czasem, trudności w codziennej egzystencji, niepokoje oraz wątpliwości. Tworzy esej – rozbudowany i uporządkowany ze względu na czas, ale kompletnie nieprzewidywalny w ramach ludzkich losów. Udaje mu się dzięki temu przekonać czytelników do sprawdzania historii miejsca. Jego opowieść jest zupełnie inna niż ta z podręczników – Piotr Szarota nie zamierza bowiem analizować wydarzeń przez pryzmat związków przyczynowo-skutkowych; pokazuje chętniej za to, jak wpływały one na indywidualne wybory osób wybitnych, jednostek, które zaistniały w zbiorowej świadomości. „Paryż 1938” to książka obszerna i pozwalająca czytelnikom na proste sprawdzenie kontekstu.
Piotr Szarota stawia na styl obiektywny i pozbawiony oceniania, jest przewodnikiem po historii miejsca. A i tak interesuje go najbardziej zestaw relacji międzyludzkich, możliwość sprawdzania wzajemnych wpływów i znajomości. Autor zaspokaja ciekawość czytelników przez nawiązania do znajomości dziejów – i przez zderzanie wielkich biografii. W efekcie „Paryż 1938” to publikacja dla dociekliwych i ceniących sobie nietypowe sposoby porządkowania wiadomości.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Szarota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Szarota. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 stycznia 2020
sobota, 29 października 2016
Piotr Szarota: Londyn 1967
Iskry, Warszawa 2016.
Kontrkultura
„Londyn 1967” to swoiste kalendarium, analiza kontrkultury rozpisana na kolejne miesiące. Piotr Szarota nie zajmuje się w tym tomie analizowaniem zjawisk czy tworzeniem komentarzy do zachowań w ramach rewolucji obyczajowej. W zamian za to daje czytelnikom możliwość zanurzenia się w rzeczywistości, nieznacznie przechylając się czasem o kilka lat w przeszłość, do początków pomysłów. W tomie znajduje jednak miejsce przede wszystkim na akcentowanie zmian, w oparciu o „kultowe” postacie, artystów cenionych do dzisiaj (a i kilku nieco zapomnianych). Interesują go działania – pod prąd konwenansów, na przekór moralności i obłudzie społeczeństw. Artyści nie boją się ryzyka ani eksperymentów, potrzebują ich i poszukują, a Szarota nieźle te starania tropi.
Książka została podzielona na miesiące. Poprzedza je spis występujących, wzorem powieściowych sag, a i dla uniknięcia biograficznych przypisów zwłaszcza dla młodszych pokoleń niezbędnych. Pojawia się tu alfabetyczny spis, ale notki przy poszczególnych nazwiskach zostały maksymalnie skrócone. Jedynym ich obowiązkowym punktem jest metryczka, podkreślenie wieku danego twórcy w 1967 roku. Piotr Szarota zapewnia sobie rozbudowany szkielet konstrukcyjny tomu: wiadomo, gdzie rozgrywają się wydarzenia, wiadomo, kiedy (i to precyzyjnie, mimo że autor w opowieści znajduje sposób na wychylanie się ze sztywnych ram, kiedy zajdzie taka potrzeba). W dużej mierze też wiadomo, jakie postacie się tu pojawią: to między innymi Beatlesi, Charlie Chaplin, Marianne Faithfull, Jimi Hendrix, Andy Warhol, Stefan Themerson, Roman Polański… a tę listę można bardzo rozbudować. A skoro Szarota tak udanie konstruuje naczynie, w którym prezentować będzie Londyn z 1967 roku, może już bez przeszkód zająć się jego zawartością. I tu wkracza podział tematyczny. Każdy miesiąc to inny temat wiodący, czasem mieszany z kilku motywów, czasem nie do pokonania. W związku z tym bez trudu da się wyodrębnić poruszane kwestie: nie zabraknie opowieści o narkotykach, o homoseksualizmie (i szerzej, rewolucji seksualnej, aż do tematu sadomasochizmu), znajdzie się miejsce na modę i na rozwój duchowy. Autor przygląda się małżeństwom i wolnym związkom, przenosząc raz po raz uwagę na tworzone książki, filmy czy piosenki. Z jednej strony przygląda się kreacjom twórców (często po latach bardziej interesującym niż same dzieła), z drugiej – utworom. Wszystko to precyzyjnie umieszcza na osi czasu, udowadniając, że Londyn z 1967 roku rzeczywiście zasługuje na swoją monografię, jako arena przemian i poszukiwań artystyczno-obyczajowych.
Piotr Szarota pisze, jakby tworzył rejestr wydarzeń. Z rzadka odwołuje się do cudzych wypowiedzi, raczej woli przytaczać kolejne zjawiska i postawy. Nie musi budować długich charakterystyk, skoro pisze o postaciach, które nie są anonimowe. Chętnie za to wplata wiadomości mniej popularne, za to rzucające nowe światło na biografie. Rezygnuje z naukowego stylu i typowych dla takich publikacji rozwiązań: pisze w sposób zrozumiały dla zwykłych czytelników, bez popisów stylistycznych i specjalistycznych terminów. Sprawia, że także zwykłym odbiorcom łatwo będzie się zagłębić w przywoływane sceny. Chociaż Szarota nie tłumaczy zachowań, przez układ opowieści sprawia, że czytelnicy lepiej zrozumieją artystyczne wybory i kreowanie biograficznych legend. „Londyn 1967” to książka ciekawie napisana, przypominająca o mariażu życia i sztuki – o kontekście tworzenia i o autokreacjach w momencie, gdy życiowe wybory mogły zostać potraktowane jak manifest. Jest ta książka przesycona konkretami, a wydarzenia następują po sobie bardzo szybko: a jednak Szarota zapewnia lekturę sycącą i pełną. Pozwala oglądać przeszłość bez wyprowadzania natychmiastowych ocen – zresztą z perspektywy czasu takie komentarze pobrzmiewałyby niepotrzebnie fałszywie. Podsuwa odbiorcom skomplikowany – wieloelementowy – obrazek rodzajowy.
Kontrkultura
„Londyn 1967” to swoiste kalendarium, analiza kontrkultury rozpisana na kolejne miesiące. Piotr Szarota nie zajmuje się w tym tomie analizowaniem zjawisk czy tworzeniem komentarzy do zachowań w ramach rewolucji obyczajowej. W zamian za to daje czytelnikom możliwość zanurzenia się w rzeczywistości, nieznacznie przechylając się czasem o kilka lat w przeszłość, do początków pomysłów. W tomie znajduje jednak miejsce przede wszystkim na akcentowanie zmian, w oparciu o „kultowe” postacie, artystów cenionych do dzisiaj (a i kilku nieco zapomnianych). Interesują go działania – pod prąd konwenansów, na przekór moralności i obłudzie społeczeństw. Artyści nie boją się ryzyka ani eksperymentów, potrzebują ich i poszukują, a Szarota nieźle te starania tropi.
Książka została podzielona na miesiące. Poprzedza je spis występujących, wzorem powieściowych sag, a i dla uniknięcia biograficznych przypisów zwłaszcza dla młodszych pokoleń niezbędnych. Pojawia się tu alfabetyczny spis, ale notki przy poszczególnych nazwiskach zostały maksymalnie skrócone. Jedynym ich obowiązkowym punktem jest metryczka, podkreślenie wieku danego twórcy w 1967 roku. Piotr Szarota zapewnia sobie rozbudowany szkielet konstrukcyjny tomu: wiadomo, gdzie rozgrywają się wydarzenia, wiadomo, kiedy (i to precyzyjnie, mimo że autor w opowieści znajduje sposób na wychylanie się ze sztywnych ram, kiedy zajdzie taka potrzeba). W dużej mierze też wiadomo, jakie postacie się tu pojawią: to między innymi Beatlesi, Charlie Chaplin, Marianne Faithfull, Jimi Hendrix, Andy Warhol, Stefan Themerson, Roman Polański… a tę listę można bardzo rozbudować. A skoro Szarota tak udanie konstruuje naczynie, w którym prezentować będzie Londyn z 1967 roku, może już bez przeszkód zająć się jego zawartością. I tu wkracza podział tematyczny. Każdy miesiąc to inny temat wiodący, czasem mieszany z kilku motywów, czasem nie do pokonania. W związku z tym bez trudu da się wyodrębnić poruszane kwestie: nie zabraknie opowieści o narkotykach, o homoseksualizmie (i szerzej, rewolucji seksualnej, aż do tematu sadomasochizmu), znajdzie się miejsce na modę i na rozwój duchowy. Autor przygląda się małżeństwom i wolnym związkom, przenosząc raz po raz uwagę na tworzone książki, filmy czy piosenki. Z jednej strony przygląda się kreacjom twórców (często po latach bardziej interesującym niż same dzieła), z drugiej – utworom. Wszystko to precyzyjnie umieszcza na osi czasu, udowadniając, że Londyn z 1967 roku rzeczywiście zasługuje na swoją monografię, jako arena przemian i poszukiwań artystyczno-obyczajowych.
Piotr Szarota pisze, jakby tworzył rejestr wydarzeń. Z rzadka odwołuje się do cudzych wypowiedzi, raczej woli przytaczać kolejne zjawiska i postawy. Nie musi budować długich charakterystyk, skoro pisze o postaciach, które nie są anonimowe. Chętnie za to wplata wiadomości mniej popularne, za to rzucające nowe światło na biografie. Rezygnuje z naukowego stylu i typowych dla takich publikacji rozwiązań: pisze w sposób zrozumiały dla zwykłych czytelników, bez popisów stylistycznych i specjalistycznych terminów. Sprawia, że także zwykłym odbiorcom łatwo będzie się zagłębić w przywoływane sceny. Chociaż Szarota nie tłumaczy zachowań, przez układ opowieści sprawia, że czytelnicy lepiej zrozumieją artystyczne wybory i kreowanie biograficznych legend. „Londyn 1967” to książka ciekawie napisana, przypominająca o mariażu życia i sztuki – o kontekście tworzenia i o autokreacjach w momencie, gdy życiowe wybory mogły zostać potraktowane jak manifest. Jest ta książka przesycona konkretami, a wydarzenia następują po sobie bardzo szybko: a jednak Szarota zapewnia lekturę sycącą i pełną. Pozwala oglądać przeszłość bez wyprowadzania natychmiastowych ocen – zresztą z perspektywy czasu takie komentarze pobrzmiewałyby niepotrzebnie fałszywie. Podsuwa odbiorcom skomplikowany – wieloelementowy – obrazek rodzajowy.
czwartek, 19 maja 2011
Piotr Szarota: Anatomia randki
Muza SA, Warszawa 2011.
Prawa flirtu
Pytanie, czy możliwe jest przeanalizowanie zjawiska tak trudnego do uchwycenia, jakim jest randka, podczas lektury książki Piotra Szaroty musi zejść na dalszy plan. Autor bowiem w „Anatomii randki” zajmuje się szybkim przeglądem skodyfikowanych międzyludzkich relacji, swoje poszukiwania rozciągając w czasie (randka od początku XX wieku) i przestrzeni: poza polskimi, francuskimi i amerykańskimi zwyczajami krótko przedstawia też randkowe schematy w krajach bardziej egzotycznych: Nigerii, Japonii czy Indiach, wybierając dla czytelników oryginalne ciekawostki.
„Anatomia randki” przynosi zestaw anegdot i wiadomości z dawnych poradników dla zakochanych. Szarota obserwuje, jak na rozwój randek wpływały rewolucje obyczajowe – i jakie warunki musieli spełniać zakochani względem siebie i swoich rodziców, by ich związek został zaakceptowany. Początkowo autor posiłkuje się dawnymi publikacjami, które zawierały regulacje norm i zachowań młodych ludzi, z czasem przechodzi do nośnych dzisiaj zagadnień, między innymi zajmuje się wątkiem randkowania na emeryturze oraz przeniesieniem flirtu do sfery internetu. Próbuje wyznaczyć cechy charakterystyczne spotkań, nie odwołując się do tanich sensacji, ale zaspokajając ciekawość odbiorców. Opisuje intymne relacje z delikatnością i wyczuciem, nie traci przy tym humoru, a że skupia się przede wszystkim na tym, co może być w randkach intrygujące i ważne dla skłonnego do podglądactwa współczesnego czytelnika, jego książka jawi się jako atrakcyjna lektura.
Piotr Szarota miałby zapewne problem z podaniem jednego stałego scenariusza nowoczesnej randki, dlatego też w czasach powojennych jego uwagę przykuwają nowe medialne motywy – między innymi poglądy feministyczne, wizerunek kobiet, które wiążą się z dużo młodszymi mężczyznami, a także randki homoseksualistów – w tym ostatnim przypadku czerpie Szarota wiadomości z portali internetowych; na bazie zwierzeń anonimowych użytkowników konstruuje opowieść o nietradycyjnych spotkaniach. Zresztą w całej książce prywatne wynurzenia różnych ludzi zajmują sporo miejsca – autorowi nie zależy bowiem na teoretyzowaniu na temat randki, woli wyraźne punkty odniesienia i uogólnienia tworzone na ich podstawie od czasu do czasu.
Szarota twierdzi, że „nie ma nic przyjemniejszego niż pisanie o rzeczach niepoważnych” – udowadnia to swoją niewielką objętościowo publikacją, która rozbudza apetyty na ciekawostki z innych, pozornie mało istotnych dziedzin ludzkiego życia. Proponuje swoim czytelnikom opowieść barwną i wolną od banału, zapewnia socjologiczny portret społeczeństwa. W badaniach nad randką odwołuje się do sfery obyczajowej i socjologii. Młodszym odbiorcom pokazuje rozterki i dylematy dawnej młodzieży (odwołuje się przy tym do listów do redakcji „Filipinki” i do suchych, pedagogicznych odpowiedzi dorosłych). Szarota sięga też do popkulturowych produkcji – filmów, książek i artykułów prasowych, które pozwalają mu na uchwycenie pozornie nieuchwytnego zjawiska. I chociaż system randkowania uległ takim przemianom, że dziś już w zasadzie niemożliwe jest wyznaczenie kodeksu zachowań i postaw (a w przyszłości, według wieszczeń nie tylko pesymistów, zwyczaj randkowania stopniowo zaniknie), Szarota radzi sobie z tematem, przedstawiając dawniej nieobecne w powszechnej świadomości formy.
Wydana w popularnonaukowej serii „Spectrum” publikacja spodoba się kolekcjonerom ciekawostek i tym, którzy szukają lekkiej lektury o ewolucji damsko-męskich relacji.
Prawa flirtu
Pytanie, czy możliwe jest przeanalizowanie zjawiska tak trudnego do uchwycenia, jakim jest randka, podczas lektury książki Piotra Szaroty musi zejść na dalszy plan. Autor bowiem w „Anatomii randki” zajmuje się szybkim przeglądem skodyfikowanych międzyludzkich relacji, swoje poszukiwania rozciągając w czasie (randka od początku XX wieku) i przestrzeni: poza polskimi, francuskimi i amerykańskimi zwyczajami krótko przedstawia też randkowe schematy w krajach bardziej egzotycznych: Nigerii, Japonii czy Indiach, wybierając dla czytelników oryginalne ciekawostki.
„Anatomia randki” przynosi zestaw anegdot i wiadomości z dawnych poradników dla zakochanych. Szarota obserwuje, jak na rozwój randek wpływały rewolucje obyczajowe – i jakie warunki musieli spełniać zakochani względem siebie i swoich rodziców, by ich związek został zaakceptowany. Początkowo autor posiłkuje się dawnymi publikacjami, które zawierały regulacje norm i zachowań młodych ludzi, z czasem przechodzi do nośnych dzisiaj zagadnień, między innymi zajmuje się wątkiem randkowania na emeryturze oraz przeniesieniem flirtu do sfery internetu. Próbuje wyznaczyć cechy charakterystyczne spotkań, nie odwołując się do tanich sensacji, ale zaspokajając ciekawość odbiorców. Opisuje intymne relacje z delikatnością i wyczuciem, nie traci przy tym humoru, a że skupia się przede wszystkim na tym, co może być w randkach intrygujące i ważne dla skłonnego do podglądactwa współczesnego czytelnika, jego książka jawi się jako atrakcyjna lektura.
Piotr Szarota miałby zapewne problem z podaniem jednego stałego scenariusza nowoczesnej randki, dlatego też w czasach powojennych jego uwagę przykuwają nowe medialne motywy – między innymi poglądy feministyczne, wizerunek kobiet, które wiążą się z dużo młodszymi mężczyznami, a także randki homoseksualistów – w tym ostatnim przypadku czerpie Szarota wiadomości z portali internetowych; na bazie zwierzeń anonimowych użytkowników konstruuje opowieść o nietradycyjnych spotkaniach. Zresztą w całej książce prywatne wynurzenia różnych ludzi zajmują sporo miejsca – autorowi nie zależy bowiem na teoretyzowaniu na temat randki, woli wyraźne punkty odniesienia i uogólnienia tworzone na ich podstawie od czasu do czasu.
Szarota twierdzi, że „nie ma nic przyjemniejszego niż pisanie o rzeczach niepoważnych” – udowadnia to swoją niewielką objętościowo publikacją, która rozbudza apetyty na ciekawostki z innych, pozornie mało istotnych dziedzin ludzkiego życia. Proponuje swoim czytelnikom opowieść barwną i wolną od banału, zapewnia socjologiczny portret społeczeństwa. W badaniach nad randką odwołuje się do sfery obyczajowej i socjologii. Młodszym odbiorcom pokazuje rozterki i dylematy dawnej młodzieży (odwołuje się przy tym do listów do redakcji „Filipinki” i do suchych, pedagogicznych odpowiedzi dorosłych). Szarota sięga też do popkulturowych produkcji – filmów, książek i artykułów prasowych, które pozwalają mu na uchwycenie pozornie nieuchwytnego zjawiska. I chociaż system randkowania uległ takim przemianom, że dziś już w zasadzie niemożliwe jest wyznaczenie kodeksu zachowań i postaw (a w przyszłości, według wieszczeń nie tylko pesymistów, zwyczaj randkowania stopniowo zaniknie), Szarota radzi sobie z tematem, przedstawiając dawniej nieobecne w powszechnej świadomości formy.
Wydana w popularnonaukowej serii „Spectrum” publikacja spodoba się kolekcjonerom ciekawostek i tym, którzy szukają lekkiej lektury o ewolucji damsko-męskich relacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






