* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Falkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Falkowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2026

Maciej Falkowski: Nasi Niemcy

Czarne, Wołowiec 2026.

Pamięć

Zmieniają się czasy, zmieniają się pokolenia, a jednak wciąż w świadomości Polaków pokutuje pseudopamięć Niemca-wroga, tego, który podczas drugiej wojny światowej… Maciej Falkowski zatem prowokuje czytelników do refleksji i proponuje książkę „Nasi Niemcy” – podąża śladami Niemców mieszkających w granicach II Rzeczpospolitej i odkrywa to, co przetrwało po nich do dzisiaj. Od czasu do czasu może spotkać kogoś, kto ma niemieckie korzenie, znacznie częściej jednak trafia na ludzi chcących ratować przeszłość i pochylających się nad odmiennością kulturową w skali mikro. „Nasi Niemcy” to opowieść o ocalaniu – nawet wtedy, gdy wydaje się to nierealne. Maciej Falkowski trafia na zapomniane cmentarze, które miejscowi zaczynają na własną rękę odrestaurowywać z szacunku albo zwykłego ludzkiego odruchu – kontrastuje te krzepiące obrazy z dawnym brakiem poszanowania inności. Ale na skandalach się nie zatrzymuje, tu liczy się ocalanie przeszłości na poziomie zwykłych ludzi, społeczników, mieszkańców zwyczajnie zainteresowanych historią w wymiarze obyczajowym.

Falkowski wykorzystuje wiadomości podręcznikowe, żeby wyjaśniać czytelnikom, skąd ci Niemcy w ogóle się wzięli na terenach Polski – korepetycje z historii mogą się przydać zwłaszcza tym wrogo nastawionym do odmienności. Ale równie chętnie czerpie z informacji udzielanych mu na każdym kolejnym miejscu, które odwiedza: podróżuje po kraju i nawiązuje kontakty (między innymi dzięki mediom społecznościowym): tak trafia na ludzi, których pracę warto nagłośnić. Staje się ich megafonem, przekazuje odkrycia i zabiera czytelników do miejsc, w które sami nie mogliby trafić bez nietypowego przewodnika. Wyszukuje zrujnowane domy, charakterystyczne dla poniemieckiego pejzażu, dwujęzyczne tablice albo kościoły. Zależy mu na tym, żeby nadać ludzki charakter każdemu z odkryć, tu nie można pisać sucho i beznamiętnie o przeszłości – trzeba storytellingu, żeby zaintrygować jak najszersze grono odbiorców, żeby wyczulić czytelników na potrzebę działania na rzecz lokalnych społeczności. Wszystko po to, żeby „mniejszość niemiecka” przestała być straszakiem, a funkcjonowała jako szansa na rozwój i warta uwagi. Sam autor nie zawsze zdąża na czas: zdarza się, że trafia już tylko na „okruchy pamięci”, strzępki, z których musi pieczołowicie odtwarzać zestaw kiedyś oczywistych wiadomości. Stąd też dokładność: Falkowski tworzy wręcz narracyjne mapki, stara się nie pominąć żadnego szczegółu, zarejestrować absolutnie wszystko, do czego udało mu się dotrzeć. Wypytuje swoich rozmówców o detale, a dzięki spotkaniom może też pokazać czytelnikom, jak kształtowały się działania prowadzące do ocalenia historii. Próbuje ożywiać wykłady – wprowadza własne komentarze na temat rozmówców i pozwala czytelnikom błądzić razem z nim po bezdrożach. „Nasi Niemcy” to książka pozbawiona sentymentu, chociaż wyrosła na fascynacji. Autor przyznaje się do tego i konsekwentnie poszukuje klucza do rozczytania mniejszości niemieckiej w Polsce. Odwołuje się do delikatnych kwestii – relacji między Polakami i Niemcami, ale także do całego zestawu mniej oczywistych dla czytelników podziałów – rozróżnień w ramach samej mniejszości. Mierzy się autor z wieloma wyzwaniami, ale zdaje sobie sprawę, że te zależności trzeba uporządkować – żeby zaszczepić w kolejnym pokoleniu ciekawość i żeby nie dopuścić do bezpowrotnego znikania kolejnych lokalnych zwyczajów lub pamięci o przodkach.

środa, 5 czerwca 2024

Maciej Falkowski: Ślachta. Historie z podlasko-mazowieckiego pogranicza

Czarne, Wołowiec 2024.

Widoki

Maciej Falkowski chce zrozumieć historię rodziny i poznawać ją dogłębnie. Bazuje na opowieściach bliskich i na zachowanych prywatnych relacjach, z rzadka kiedy wypuszczając się dalej – przecież do stworzenia opowieści wystarczy mozolnie poskładać to, co gotowe, znane przodkom, względnie sąsiadom – nie trzeba porywać się ani na wielką historię, ani na nieznane charaktery. „Ślachta. Historie z podlasko-mazowieckiego pogranicza” to zatem narracja mocno prywatna, osobista, chociaż z aspiracjami do uchwycenia rzeczywistości pozadomowej. Autor pozostaje wśród swoich, na ziemiach, które zna równie dobrze z własnego doświadczenia, jak i z wyobraźni – bo ożywały w opowieściach babci. Odkrywa je na nowo, nie tylko dla siebie. Musi to zrobić, jeśli chce ocalać przeszłość w wymiarze mikro. A ponieważ coraz więcej jest wątków, coraz więcej ludzi i przypadków – trzeba zabrać się za ich spisywanie, żeby znów nie stracić tego, co udało się odnaleźć. „Ślachta” to kolejny tom w serii Sulina – i kolejne rozliczenie z dziejami. Małe ojczyzny w takim ujęciu wypadają najszczerzej, najbardziej przekonująco i jednocześnie najbardziej magicznie – bo ludzie w nie wpatrzeni są w stanie wyliczyć zalety i ogrom wad życia „tutaj”. Jeśli czegoś zapomną, odtworzą natychmiast za sprawą rozmów i spotkań. Ale to właśnie oni mogą najlepiej zrozumieć potrzeby i bolączki miejscowych, a wręcz wykreować na kartach książki region do ocalenia. Maciej Falkowski z geografią i topografią radzi sobie na samym początku, jednak nie jest to kluczowe dla zrozumienia jego narracji. „Ślachta” to to, co ludzie mają w głowach i w sercach. Przeważnie nie potrafią tego opisać ani przekazać dalej, po prostu żyją i czerpią z codzienności tyle, ile się da – aż pojawi się ktoś, kto jest w stanie przełożyć przeżycia na język literacki. Wydaje się, że ta książka mniej jest reportażem a bardziej baśnią, do tego stopnia liczą się tu ulotne wrażenia i wspomnienia składane później w sugestywne obrazy. Maciej Falkowski owszem, gromadzi indywidualne historie i skojarzenia – ale po to, żeby spleść z nich wymowną całość, pokazać świat, który poznawał jako dziecko i który chce uchronić przed rozpadem. Podąża śladami dziadków, utrwala ich świat i robi to niezwykle wyraziście. „Ślachta” nie jest tomem, który miałby uczyć historii regionu: wiedza podręcznikowa przegrywa z osobistymi wyznaniami, z relacjami ważnymi w wymiarze mikro. Tutaj najważniejsze dzieje się tuż za progiem, nie ma aspiracji do stawania się jeszcze większym – skoro stanowi wszechświat dla rodzin. Autor nie szuka przepisów na mentalność miejscowych ani na zwyczaje, które mogą zamienić się w cepeliowskie popisy. Stawia na zestaw wspomnień, które mogą pojawić się w atmosferze bliskości i wzajemnej wyrozumiałości. Dzięki temu tworzy książkę inną niż wszystkie, chociaż pozornie oddalającą się od białej serii – to jednak stanowiącą jej kwintesencję. „Ślachta” to komentarz do zwykłego życia, które toczy się niezależnie od obecności lub nieobecności obserwatorów.

wtorek, 26 kwietnia 2022

Maciej Falkowski: Armenia. Obieg zamknięty

Czarne, Wołowiec 2022.

Lockdown na dekady

Maciej Falkowski zabiera czytelników w podróż literacką i historyczną - a do tego niezwykłą. Trafia do miejsc, które nie będą atrakcją turystyczną, chyba że dla wyjątkowo zdeterminowanych obieżyświatów, którzy nie boją się wyzwań. Opisuje specyfikę życia, ale i całe podwaliny kulturowe czy historyczne egzystencji w Armenii. "Armenia. Obieg zamknięty" to kolejna publikacja w serii Sulina i jeśli ktoś spodziewa się po tomie wyłącznie prostych szkiców o sposobie na życie, bardzo się myli. Długo autor zajmuje się niemal wyłącznie kreśleniem polityczno-społecznej charakterystyki kraju, a interesują go zwłaszcza kwestie sporów i konfliktów zbrojnych. Opowiada o roli religii, a także o porozumieniach międzynarodowych, skupia się na ciągłym braku spokoju, na tematach ludobójstwa i motywów narodowościowych aż po nacjonalistyczne. Nie ma tu szansy na wytchnienie od historii, która przez cały czas wpływa na egzystencję miejscowych i uniemożliwia im normalność. Żeby zrozumieć Armenię, konieczne jest zrozumienie jej burzliwej przeszłości - nie tak odległej - wydaje się przekonywać Falkowski - w związku z czym bardzo dużą część tomu poświęca na wyjaśnienia niemal podręcznikowe. Zamienia się w tłumacza historii - a jednocześnie oddala się od prób przedstawiania kraju jako miejsca na relaksujący wyjazd. Armenia jest trudna i to od pierwszych stron "Obiegu zamkniętego" widać. Autor celowo też dystansuje się od stylistyki pop, przenikającej nawet do dzisiejszych reportaży podróżniczych: jemu zależy na dogłębnym poznawaniu kraju, nawet jeśli będzie musiał przez to mierzyć się z tematami niewygodnymi. Próbuje czasami Falkowski przełamywać te przykre tony wprowadzaniem jakiejś postaci, która może zaangażować zwyczajnych czytelników w opowieść: ale nie zatrzymuje się przy niej na długo, tyle, żeby przynieść dodatkowy komentarz czy jednostkowe spojrzenie na sprawy o charakterze ponadlokalnym. To zabieg, bez którego rzeczywiście rozdziały wypadałyby jeszcze bardziej podręcznikowo i sucho. Kiedy jednak Maciej Falkowski dokładnie przedstawi już sytuację Armenii i pozwoli czytelnikom pojąć, co ukształtowało kraj i jego mieszkańców, przechodzi do analizowania zwyczajności i tego, co najbardziej przyciąga zwykle szerokie grono odbiorców. Zatrzymuje się trochę nad tematami bliskimi mieszkańcom, pomaga ich lepiej zrozumieć. Przez cały czas woli uogólnianie niż zajmowanie się indywidualnymi przypadkami, ale kiedy pozostaje bliżej zwykłych ludzi, automatycznie odrobinę ociepla narrację i łatwiej mu będzie przekonać do książki. Sięga po zagadnienia skomplikowane i wymagające uwagi, wie doskonale, że nie trafi do odbiorców, którzy potrzebują lekkich i prostych poleceń na wakacyjne wojaże - ale też pomaga zrozumieć odrębną kulturę i jej źródła. "Armenia. Obieg zamknięty" to nie tylko tom dla czytelników, którzy cenią sobie wiadomości o mniej popularnych miejscach - ale też dla tych, którzy wybierają chętniej lektury trudne i wymagające, wypełnione niewygodnymi wiadomościami. Jest to tom wielowymiarowy i gęsty w narracji, wypełniony danymi i faktami, a do tego pozwalający lepiej zrozumieć Ormian.