* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Nadin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Nadin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Joanna Nadin: Trafiona zatopiona

Akapit Press, Łódź 2018.

Wyzwanie

Asha była potrzebna. Joanna Nadin powołała do istnienia tę bohaterkę jako rezolutną dziewczynkę, która była zdolna stawić czoła złu i niebezpieczeństwom. Mała sąsiadka zaopiekowała się Joem w chwili, gdy ten najbardziej potrzebował pomocy: został opuszczony przez matkę i wrednego ojczyma, a nękali go nie tylko koledzy z klasy, ale i ci, którym ojczym winien był pieniądze. To Asha przyczyniała się do unormowania rzeczywistości, przywrócenia jej sensownych kształtów i – do siły na kolejne wyzwania. Przy tej bohaterce Joe dorósł, przynajmniej psychicznie, do radzenia sobie ze zmartwieniami, które niejednego dorosłego pozbawiłyby radości życia. Teraz Asha wraca jako nastolatka i przestaje być taka idealna. Joanna Nadin powraca do dawnych bohaterów, by pokazać, jak skomplikowała się ich rzeczywistość.

Bohaterka dalej mieszka z Otisem, przyszywanym dziadkiem, ale cała mądrość mężczyzny wydaje się teraz zbędna: Otis nie ma autorytetu, albo nie czuje, że mógłby wygłaszać mądrości - skoro w domu jest też matka Ashy i to ona powinna przejąć odpowiedzialność za wychowanie nastolatki. Otis, tak samo jak i Joe, usuwa się w cień historii. Matka Ashy choruje na raka. Dziewczyna widzi całą odstręczającą stronę choroby: nie chce zapraszać nikogo do siebie, nie chce nawet nikogo dopuszczać do własnego świata i do domu, z którego sama ucieka. Rozpaczliwie szuka natomiast akceptacji rówieśniczek. Z prywatnej szkoły i bogatej dzielnicy musiała się przeprowadzić do niebezpiecznego obszaru miasta, a w szkole publicznej czeka ją szereg upokorzeń. Wprawdzie Asha trzyma z najpopularniejszymi dziewczynami, ale to ma swoją cenę, i to całkiem sporą. Nastolatki, którym się nudzi, szukają sposobów na to, żeby się rozerwać, najlepiej kosztem innych. Dla urozmaicenia rutyny grają w prawdę lub wyzwanie - grę, w której trzeba albo szczerze odpowiadać na najbardziej niewygodne pytania, albo popisać się brawurą w wypełnianiu ryzykownych zadań. Asha ma zbyt wiele do ukrycia, żeby wybierać prawdę - a nie potrafiłaby ubarwiać rzeczywistości, jak jej koleżanki - decyduje się więc na wyzwania. Realizuje je kolejno, nie wiedząc nawet, jak wiele może stracić.

"Trafiona zatopiona" to powieść mroczna, w której ratunku dla bohaterki początkowo nie widać nigdzie. Nawet fakt, że Asha mogłaby zapisać się do kółka literackiego i znaleźć ujście dla kreatywności w tworzeniu opowieści nie pomaga – dziewczyna zwraca uwagę tylko na to, czego wymagają koleżanki. Te z kolei na pewno nie będą się kierowały jej dobrem. Nie dość, że bohaterka łamie normy społeczne pod dyktando szkolnych celebrytek, to jeszcze odrzuca tych, którzy mogą być jej naprawdę życzliwi. To prosta droga do wpakowania się w poważne kłopoty, o czym czytelniczki będą wiedzieć znacznie szybciej niż sama Asha. Jest ta powieść prostą historią pop, ale bez lekkości naturalnej dla tego gatunku – raczej z ciężarem narracji zbliżonym do powieści psychologicznych. Joanna Nadin przykładem tej postaci próbuje przestrzec nastolatki przed bezrefleksyjnym realizowaniem oczekiwań otoczenia. Wyjaśnia, że rówieśnicy niekoniecznie mogą być wzorem do naśladowania, a cena popularności jest ogromna. W dodatku zdobyta brawurą sława okazuje się bardzo nietrwała - gdy wszystko się zawali, można liczyć tylko na pozostawionych w cieniu przyjaciół. Asha musi przejść ryzykowną drogę, żeby zrozumieć, co tak naprawdę w życiu się liczy.

środa, 12 kwietnia 2017

Joanna Nadin: Joe sam w domu

Akapit Press, Łódź 2017.

Strach

Olbrzymi jest problem z tłumaczeniami Iwony Żółtowskiej. Kiedy stara się ona wcielić w prowadzącego narrację nastoletniego bohatera, wybiera slang jako najbliższy prawdziwemu obrazowi nastolatka sposób opowiadania. Tyle że jej slang niekoniecznie przystawać będzie do slangu naprawdę stosowanego przez czytelników, nie mówiąc już o tym, że nieprzezroczysta relacja błyskawicznie się archaizuje. Na początku książki „Joe sam w domu” fałsze językowe odciągają uwagę od treści. To zestawianie kolokwializmów, wyrazów nacechowanych emocjonalnie i zdrobnień – i nigdy nie wiadomo, co i dlaczego zastąpi określenie neutralne. Całość po prostu nie brzmi, nie jest przekonująca. O dziwo, lepiej sprawdziłaby się tu narracja transparentna, bo Joe, trzynastoletni bohater tomu, odstaje od rówieśników. Swoje fobie leczy obsesyjnym liczeniem (kilka innych natręctw pojawi się w trakcie opowieści), jest oczywistym outsiderem – typem, który można niemal bez konsekwencji gnębić i poniżać. A do tego wydaje się nad wiek inteligentny. I w takim zestawieniu cech młodzieżowy żargon traci rację bytu.

Joe zostaje sam w domu wbrew dzisiejszym tendencjom do nadmiernego chronienia dzieci. W jego środowisku to jednak nic nowego. Matka wyjeżdża na parę dni ze swoim chłopakiem (w tym świecie nie ma miejsca na pełne rodziny, ani na rodziny patchworkowe) za granicę, Joe ma przeczekać ten czas, nie przyznając się do sytuacji nikomu z otoczenia. Uczy się gospodarować oszczędnościami i wprowadzać sobie limity na rozrywki. Jednak wpada w poważne kłopoty w szkole, kończy mu się jedzenie, a mieszkanie nachodzi agresywny mężczyzna. W zestawie katastrof pojawia się jeden jasny punkt, Asha. Dziewczynka przyjeżdża do dziadka – sąsiada Joego – i znajduje drogę do zamkniętego w sobie chłopca. Nie jest taka jak jej rówieśnice – można jej zaufać. Joe powoli odkrywa, że lubi spędzać z nią czas. Pojmuje też, że tajemnice przestają ciążyć, jeśli można się nimi podzielić z kimś bliskim.

Joanna Nadin nie rozpieszcza swojego bohatera, wysyła go do młodzieżowego piekła i pokazuje, że w dorosłym życiu czekać go będzie prawdopodobnie to samo. Nie zapewnia beztroskiego dzieciństwa, które pięknie wyglądać będzie we wspomnieniach. Joe mógłby się załamać, gdyby nie siła, jaką daje mu pierwsza miłość. Założenie równie stare jak literatura, ale Nadin rozpisuje je na burzliwą historię o wielu zwrotach akcji i sprawia, że nie wybrzmiewa infantylnie. Udowadnia czytelnikom, że nie warto samotnie borykać się z problemami, przypomina też o znaczeniu przyjaźni. „Joe sam w domu” to książka odważna (chociaż nie przełomowa) i pełna przygód, które nie wpisują się w konwencję literatury czwartej. Tutaj do powieści dla dzieci wkracza światek przestępczy lub patologie. Matki spędzają czas na kolejnych imprezach i popadają w różne uzależnienia, nie stanowią już ochrony dla pociech – ich partnerzy traktują cudze dzieci z całym okrucieństwem, na jakie ich stać. Azylem nie mogą być dziadkowie – odsuwani od najmłodszego pokolenia. W takim układzie można liczyć tylko na rówieśników (siłą rzeczy, mniej doświadczonych w rozwiązywaniu skomplikowanych problemów). „Joe sam w domu” to tom, który wprowadza w mroczną codzienność, ale daje też nadzieję. Joanna Nadin dobrze realizuje przepis na młodzieżową sensację, podejmuje ryzyko, które się opłaca. Jest autorką, która stroni od banałów, za to przekonująco oddaje uczucia postaci – znów bez odwoływania się do oczywistości. „Joe sam w domu” to propozycja dla buntowników i dla tych, którzy dopiero muszą uwierzyć w siebie, żeby poradzić sobie z rzeczywistością.

niedziela, 15 marca 2015

Joanna Nadin: Penny z Piekła Rodem. Wysyp wysypki

Akapit Press, Łódź 2015.

Pożytki

Penny to postać kreatywna niemal bezgranicznie. Jej perypetie zajmują już kolejny tomik w serii Penny z Piekła Rodem, a Joanna Nadin nie ustaje w wysiłkach, by rozśmieszać najmłodszych odbiorców szkolno-domowymi wpadkami dziewczynki. Penny przy całym swoim łobuzerskim charakterze zdumiewająco przypomina prawdziwe kilkulatki i kieruje się ich logiką, nie trzeba więc wiele, żeby odbiorcy w nią uwierzyli. „Wysyp wysypki” to zestaw kolejnych trzech historyjek, w których Penny wprawia dorosłych w przygnębienie albo daje powody do twierdzenia, że jest kompletnym matołem – a mimo to wychodzi cało z opresji.

Mama Penny wyznacza wciąż nowe zakazy i nakazy (musi to robić, żeby uchronić córkę przed chociaż częścią konsekwencji dziwacznych pomysłów), sprawia więc wrażenie surowej. Babcia interesuje się tylko swoim kotem i programami telewizyjnymi, a starsza siostra wciąż się wyzłośliwia. Po stronie Penny stoi jedynie tata – jego bawią urwisowskie wybryki kilkulatki, Penny więc nie będzie czuć się odrzucona czy całkowicie potępiana przez rodzinę. Sarkastyczne uwagi ze strony bliskich nie robią na niej wrażenia – co więcej, Penny podchwytuje powtarzane najczęściej powiedzenia i używa ich do charakteryzowania osób ze swojego otoczenia. Tak w tych przygodach funkcjonuje ironia, w druku sygnalizowana specjalnym krojem czcionki. Penny doskonale wie, co i od kogo usłyszy – uwagi, identyczne za każdym razem, działają jak refren i wiążą odbiorców z książeczką.

W „Wysypie wysypki” Penny choruje na ospę wietrzną (wprawdzie nie wolno jej wychodzić z domu, ale i tak znajdzie sposób, żeby wymknąć się na zajęcia baletowe i… trochę poszpiegować, bo chciałaby, wzorem bohaterki z telewizyjnego serialu, rozwiązywać skomplikowane zagadki). Wymyśli kolejny niezbędny światu wynalazek, który powiększa mózg i ułatwia kojarzenie faktów (i, jak się sama przekona, to wynalazek działający), a do tego spróbuje się – pod nieobecność Kosmo – zaprzyjaźnić z zadzierającą nosa klasową koleżanką. Ma zatem mnóstwo pracy, a jej pomysły nie zawsze prowadzą do katastrof – bywa, że kończą się całkiem pożytecznie, co Penny przyjmuje z takim samym spokojem jak porażki.

„Wysyp wysypki” pokazuje, że i Penny czasem udaje się zdziałać coś dobrego. Ale podstawowym celem Joanny Nadin jest przekonujące zaprezentowanie dziewczynki, która realizuje swoje szalone pomysły. I rzeczywiście Penny wypada bardzo prawdziwie, kiedy na przykład kłóci się z kolegami (i wierzy, że rację udowadnia się za pomocą zwielokrotnionego przeczenia). Jej wyobraźnia dostarcza materiału na coraz to nowe szkolne wyskoki, a w trakcie relacjonowania jednego większego wypadku Penny mimochodem zaznacza całe mnóstwo urealniających ją drobiazgów – zabawę dżdżownicą, chęć zamiany mandarynki na słodycze, rzucanie w nielubianą koleżankę różnymi przedmiotami. To wszystko sprawia, że dziewczynka w oczach odbiorców staje się rozrabiaką, której istnienia nawet się nie kwestionuje.

Świat Penny jest pełen niewypróbowanych jeszcze możliwości, a wyjątkowo kreatywna osóbka nie zawaha się nawet przed przecieraniem nowych ścieżek. Wprawdzie większość z nich prowadzi do błędów, ale to wiedzą tylko rodzice. Maluchy Penny będzie rozśmieszać zarówno ze względu na humor sytuacyjny i komiczne scenki, jak i na humor słowny, stałe identyfikowanie postaci za sprawą języka. „Wysyp wysypki” jest oczywiście również bogato ilustrowany. Jess Mikhail także podkreśla dowcip książeczki i uprzyjemnia najmłodszym lekturę. Penny przełamuje schemat grzecznych dziewczynek, udowadnia, że wiele zależy od charakteru i ciekawości świata. Penny nie nakłoni dzieci do nieposłuszeństwa – przygody zostały tak wymyślone, żeby nie naśladowały codzienności, a jedynie dostarczały rozrywki płynącej z szansy przewidywania konsekwencji. Penny z Piekła Rodem, mała i psotna bohaterka, za każdym razem wpada na inny pomysł.

sobota, 11 października 2014

Joanna Nadin: Penny z Piekła Rodem. Szczyt szkód

Akapit Press, Łódź 2014.

Wybryki dzieci

Kiedy Penny z Piekła Rodem relacjonuje swoje kolejne szalone i obfitujące w katastrofy przygody, brzmi to tak, jakby mówiła bez przerwy na jednym oddechu i nie umiała się zatrzymać w tym słowotoku. Jest to narracja przejętego dziecka – przekonująca i niepozostawiająca wątpliwości co do charakteru bohaterki. Penny to bardzo żywiołowe dziecko, postać o bogatej wyobraźni i talencie do wpadania w kłopoty. Penny swoimi wybrykami nieodmiennie rozśmiesza tatę, złości mamę i sprawia, że starsza siostra nazywa ją kompletnym matołem. Nie bez powodu: Penny przecież nigdy nie myśli o tym, co może się stać, kiedy wcieli w życie swoje pomysły. A tych ma bez liku. W „Szczycie szkód” Joanna Nadin będzie rozśmieszać dzieci kolejnymi historiami.

Najpierw Penny razem z Kosmą poluje na wampira. Wszystko zaczyna się od poszukiwania dziwności w zwykłym otoczeniu. Kosmo zamierza zostać łowcą wampirów, a sobie tylko znanymi sposobami dochodzi do wniosku, że wampirem jest pan Bernard Kubełek, nowy absztyfikant ciotki Penny. Wychowywany przez wyzwoloną i postępową matkę Kosmo bez trudu wciąga przyjaciółkę w emocjonującą przygodę. Druga historyjka dotyczy babci Penny. Mama mamy bohaterki, wiecznie niezadowolona, przyjeżdża w odwiedziny i narzeka na wszystko. Jej nastrój łatwo udziela się innym, zwłaszcza że babcia uważa, że zna się najlepiej na wszystkim. Penny ma jednak niezawodny sposób na poprawę humoru babci – przemianę. I oczywiście swój pomysł wciela w życie bez jakiejkolwiek refleksji. I tym razem odnosi pewien sukces. Trzecia opowieść z tomiku jest jednocześnie najspokojniejsza, chociaż w przypadku Penny nie ma mowy o spokoju. Na bicie rekordów pozwalają nawet nauczyciele, dla których jest to jedna z nielicznych szans na uspokojenie rozbrykanej klasy. Ale zbudowanie najwyższej wieży z puszek i słoików to coś, na co rodzice nigdy by się nie zgodzili. Oni jednak potrafią przewidywać skutki szaleńczych zabaw, w odróżnieniu od dziewczynki. „Szczyt szkód” to zatem tomik dynamiczny i pełny szaleństw Penny.

Mała bohaterka przy okazji opowiadania o jednej przygodzie jest w stanie zasugerować całą serię innych, pobocznych i tym razem niezbyt ważnych. Jednak Penny sprawia wrażenie, że prowokuje katastrofy. Gdzie tylko jest, działa jak żywioł, przynosi wiele szkód, ale ma to swój urok. Przede wszystkim dzięki temu, że nigdy nie doprowadza do prawdziwego nieszczęścia. Szkody przez nią wyrządzone można w miarę łatwo usunąć. Kiedy bliscy gniewają się na Penny, to jest to zwykle ostatni moment przykrych konsekwencji katastrof. Warto też podkreślić, że przygody bohaterki kończą się komicznie dla odbiorców. Dzieciom spodobają się tarapaty Penny, bo zwykle wiążą się z tym, co zakazane – to katastrofa na skalę domową: widowiskowo psują się sprzęty lub mało ważne przedmioty, ludzie zostają ubrudzeni, dorośli dostają nauczkę. Z tego wszystkiego Penny obowiązkowo wychodzi cało – powiększa się tylko lista rzeczy, których nie wolno dziewczynce dotykać.

„Szczyt szkód” to kolejny tomik z serii o przygodach niesfornej i przyciągającej kłopoty dziewczynki. Penny przeprowadza maluchy przez to, czego nie wolno im robić, stanowi więc ciekawy dla dzieci antywzór. Kusi maluchy wyobraźnią i odwagą do realizowania kolejnych pomysłów. Dostarcza wciąż nowych powodów do śmiechu – zarówno za sprawą fabuły, jak i techniki prowadzenia opowieści. Penny nie ma czasu na nudę – u niej bez przerwy dzieje się coś ciekawego, coś, co zrozumieją dzieci i co wprawi w osłupienie dorosłych. Penny jako karykatura kilkulatki to postać, która dzieciom wyda się idealna ze względu na klimat kolejnych przygód.

piątek, 22 sierpnia 2014

Joanna Nadin: Penny z Piekła Rodem. Wypadki i wpadki

Akapit Press, Łódź 2014.

Niechcący

O Penny z Piekła Rodem słyszeli już chyba wszyscy, a jeżeli nie słyszeli, to usłyszą niedługo. Ta bohaterka przyciąga kłopoty jak magnes i jest prawdziwym utrapieniem dla dorosłych, podobnie jak jej najlepszy sprawdzony przyjaciel Kosmo. Tyle że Kosmo ma wyrozumiałą i wyzwoloną mamę, która wierzy w wolność i samorealizację i jest bardziej kłopototwórcza niż Kosmo – a Penny po prostu nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich pomysłów. Stąd biorą się kolejne „Wypadki i wpadki” – taki tytuł ma najnowszy tomik z trzema przygodami Penny.

Rozbrykana dziewczynka i tym razem nie uniknie kłopotów. Najpierw bierze udział w szkolnym konkursie talentów – zamierza pokazać sztuczkę magiczną i przepiłować zamkniętą w skrzyni koleżankę. Sztuczka się udaje, ale skrzynia nie chce się z powrotem otworzyć, więc szkołę czekają niespodziewane atrakcje w postaci przybycia straży pożarnej. Oczywiście wszystko jest winą Penny. Mała bohaterka chce też kupić mamie prezent urodzinowy, nie ma jednak pieniędzy, a wszystkie próby ich zarobienia kończą się niepowodzeniem. Penny zależy na upatrzonym prezencie, obmyśla zatem tort marzeń. W ostatniej historyjce klasa Penny wybiera się na wycieczkę do muzeum: nietrudno przewidzieć, że i tu Penny coś zbroi, zupełnie mimo woli, jak zwykle.

Dzieci uwielbiają Penny, bo to bohaterka nieobliczalna. Każdy jej pomysł obowiązkowo prowadzi do katastrofy, a rozmiarów katastrof nie sposób przewidzieć. Penny nic sobie nie robi z porażek, zwłaszcza że każda prowadzi do śmiechu odbiorców (nie ma tu więc mowy o przewinieniach naprawdę poważnych, raczej o niegroźnych ostatecznie wybrykach urwisowatej dziewczynki). Działa z rozmachem, a wszystkiemu w jej oczach winni są dorośli. Bo to dorośli ustalają dziwne zasady, których trzeba przestrzegać – i nie zgadzają się pomóc w realizacji ciekawych pomysłów. Nic dziwnego, że dzieci muszą działać same i sojuszników szukać wśród kilkulatków.

Penny to czysta żywiołowość, entuzjazm i energia. Ta bohaterka aż kipi od nietuzinkowych pomysłów, zawsze znajduje coś do zrobienia i nigdy się nie nudzi. Zwykle ma zresztą dobre intencje – nie chce przyciągać kłopotów, zamierza osiągnąć wymarzony cel. A że jej nie wychodzi tak, jakby chciała – na tym polega urok tych dynamicznych opowiadań. Penny bez przerwy zaskakuje odbiorców: cieszyć będzie wiele zmian akcji, ale i bogata wyobraźnia autorki, przyczyniającej się do coraz to nowych spektakularnych katastrof.

Nawet sposób prowadzenia narracji jest tu ekspresyjny. Penny opowiada o swoich przygodach, raz po raz wplatając w nie zwroty zasłyszane od dorosłych, co wyczuć można łatwo dzięki wprowadzeniu rozróżnień w czcionce. Hasła zapożyczane są tu wpisywane wersalikami, co służy ironicznemu podkreśleniu – a i urozmaiceniu strony graficznej książki. Joanna Nadin robi wszystko, żeby dzieci nie nudziły się przy lekturze i żeby pokochały czytanie. Efekt ten osiąga, bo maluchy, które raz spotkały się z historyjkami o Penny, chcą więcej dowcipnych opowiadań. To oznacza, że popseria Penny z Piekła Rodem sprawdza się jako rozrywka, ale wspomaga również naukę czytania. Nadin pokazuje dzieciom, że przy książce można się świetnie bawić. Jej bohaterka to strzał w dziesiątkę dla kilkulatków.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Joanna Nadin: Penny z Piekła Rodem. Wybuchowe wybryki

Akapit Press, Łódź 2014.

Szaleństwa wyobraźni

Penny z Piekła Rodem nie może usiedzieć spokojnie przez kilka chwil. Bierność oznacza nudę, a na to mała bohaterka serii Joanny Nadin pozwolić sobie nie może. Za nic ma rozsądne rady i nigdy nie zastanawia się nad szalonymi pomysłami – a te zamieniają się przeważnie w spore katastrofy. Każde opowiadanie jest właściwie przeglądem wybryku Penny od przyczyn pomysłu po jego destrukcyjny efekt. Nikomu na szczęście nie dzieje się nic złego (to w końcu podstawowy warunek rozrywki), a szkody, do jakich doprowadza Penny, należą raczej do odwracalnych.

Tomik „Wybuchowe wybryki” przynosi trzy nowe historyjki, w których Penny daje upust swojej energii i kreatywności we wpadaniu w kolejne tarapaty. W pierwszej bajce Penny razem ze swoim najlepszym przyjacielem chce „dać z siebie wszystko” – nieważne w jakiej dziedzinie, byle tylko nieść pomoc dorosłym. Jednocześnie nie zauważa, że rzucanie po domu czekoladową owsianką nie przyczyni się do uporządkowania pomieszczeń. W dziecięcej naiwności Penny próbuje zrobić pranie i poodkurzać – a że nie ma pojęcia, jak się do tego prawidłowo zabrać, skutki są do przewidzenia. Joanna Nadin pokazuje również konsekwencje domysłów na temat nowej szkolnej koleżanki oraz miłosne czary. Bo Penny bardzo chce pomóc swojej starszej i nieznośnej siostrze Stokrocie w zdobyciu chłopaka, dlatego ukradkiem przyrządza „hormony” i dodaje je do napoju gościa.

Penny nie można nawet na chwilę spuścić z oka. Mało tego – trzeba przy niej bardzo uważać na wszystko, co się mówi, bo dziewczynka błyskawicznie podłapuje hasła używane przez dorosłych i bez przerwy wplata je do swojej narracji. Żeby odbiorcy mieli pewność, że często powtarzane frazy są cytatami, a nie należą do sformułowań Penny, w tomiku zyskują one wyróżnienie w druku. To z kolei bardzo dynamizuje optycznie tekst, a oprócz tego podsyca ironię zapożyczeń. Penny celowo i dla zabawy nadużywa zwrotów usłyszanych w rozmowach dorosłych, co prowadzi do komicznych zapętleń – zwłaszcza że poszczególne frazy mają dla fabuły niemal magiczną wartość i napędzają akcję.

Penny to przede wszystkim dziecko szczęśliwe mimo ciągłych porażek i kłopotów. Ma wytyczane zasady postępowania (Co zmusza ją do większej kreatywności w omijaniu zaleceń dorosłych), nie interesuje się komputerami ani telewizją, czas spędza bardzo aktywnie na szaleństwach z przyjacielem. Joanna Nadin przypomina w ten sposób, co z beztroskiego dzieciństwa warto ocalać. Nie bez znaczenia jest też komizm sytuacyjny. Energia Penny i wpadanie w kłopoty to czynnik, który przekona dzieci do czytania – nawet jeśli dorosłym przygody wydadzą się dość przewidywalne, dla maluchów będzie to festiwal pomysłowości i nieskrępowanej wyobraźni. Penny angażuje maluchy, jest dla nich uosobieniem wolności. Przypomina Koszmarnego Karolka – tyle że jej niegrzeczność jest efektem ubocznym zwariowanych zabaw. Historyjki o tej bohaterce są krótkie, ale bardzo żywiołowe, wydarzenia następują tu lawinowo, bez chwili przerwy.

Wreszcie „Wybuchowe wybryki” to też dowcipne ilustracje. Jess Mikhail proponuje lekkie i niemal młodzieżowe komiksowe rysunki podsycające ciekawość akcji. Podkreśla dynamikę opowiadań, a i pełen emocji świat małej bohaterki. Tu nie sprawdziłyby się ugrzecznione i słodkie ilustracje – w końcu Penny to prawdziwy urwis.

sobota, 14 grudnia 2013

Joanna Nadin: Penny z Piekła Rodem. Katalog katastrof

Akapit Press, Łódź 2013.

Problemowe pomysły

Penny z Piekła Rodem przyciąga nieszczęścia jak magnes, tak przynajmniej sama o sobie mówi. Nauczyciele już wiedzą, kto przysporzy im najwięcej kłopotów, więc przez Penny rezygnują z opuszczania z dziećmi murów szkoły. Rodzice są przekonani, że Penny wkrótce wpadnie na kolejny, w jej mniemaniu genialny, pomysł i zdemoluje dom lub przynajmniej coś zniszczy. Starsza siostra Penny mówi, że Penny jest kompletnym matołem. I tylko rówieśnicy nie widzą w Penny nic dziwnego, bo sami nie stronią od szalonych zabaw i wcielania w życie nieprzemyślanych pomysłów. Penny dostarcza więc wszystkim rozrywki.

W „Katalogu katastrof” mała bohaterka po raz kolejny ładuje się w kłopoty. Najpierw bierze ze szkoły szczurka (by uczyć się odpowiedzialności) i gubi go, ale nie chce przyznać się do tego nauczycielce. Potem zostaje archeologiem – w ogródku sąsiada wykopuje tajemnicze kości, by przedstawić je w szkole jako ciekawy przedmiot. Wreszcie chce pomóc leżącej w szpitalu babci i przemyca do niej kota, Bratka. Oczywiście swoich zamiarów nigdy nie konsultuje z dorosłymi, bo ci nie wyraziliby zgody na żadne działania zrodzone w wyobraźni dziecka, więc Penny radzi sobie sama i śmiało wychodzi poza fazę planowania czynności. Realizuje każdy pomysł – a musi być twórcza ze względu na ograniczanie dziecięcych możliwości. Wymyśla rozwiązania, które nie przyszłyby do głowy dorosłym – co gwarantuje dobrą zabawę młodych czytelników. Penny pokaże im, jak wyglądałby świat, w którym dzieci wcielają w życie każdy swój pomysł, bez względu na zwykle dobre intencje. Penny zawsze chce jak najlepiej, ale nigdy jej to nie wychodzi, czego dowodem są trzy opowiadania zamieszczone w „Katalogu katastrof”. Brak nadzoru ze strony dorosłych owocuje natychmiast przekraczaniem granic zdrowego rozsądku. Przy Penny nie ma mowy o spokoju i analizowaniu sensowności pomysłów – to, co wykiełkuje w wyobraźni dziewczynki, trzeba natychmiast wprowadzić w czyn.

Joanna Nadin w historyjkach o Penny posługuje się przesadnią w ramach realizmu. Nie odwołuje się do fabułek z dziedziny fantasy, wszystkie przygody Penny wykluwają się w codzienności i powodowane są zwyczajną egzystencją kilkulatka: raz Penny szuka przedmiotu, który przyniósłby jej uznanie klasy, raz opiekuje się szkolnym zwierzątkiem – nie są to motywy nierzeczywiste, a najzupełniej realne, dzieci zatem nie potrzebują specjalnego wprowadzania w świat bohaterki. Penny niektóre pomysły bierze z telewizji (akcentowany jest jedynie jeden program, oglądany namiętnie przez babcię), inne z przypuszczeń, jak być powinno.

Dynamiczna akcja opisywana jest językiem pop, z wyróżnianiem (przez czcionkę) charakterystycznych dla danego opowiadania wyrażeń i zwrotów. To metoda na przyspieszenie lektury – podobnie jak komiksowe i zabawne rysunki wewnątrz tomu. Penny z Piekła Rodem to bohaterka, która szybko trafi do przekonania dzieciom. Nadin sięga po niesforną bohaterkę, by zachęcić do czytania maluchy spragnione zabawy i śmiechu, przyzwyczajone do tempa kreskówek i niechętne edukacyjnym lub moralizatorskim tonom. Penny w „Katalogu katastrof” pokaże, co potrafi – dla najmłodszych to możliwość przeżywania codziennych przygód bez podpadania rodzicom. „Katalog katastrof” jest lekturą rozrywkową i dzieci będą czytać tę publikację (i całą serię) dla przyjemności.

środa, 4 grudnia 2013

Joanna Nadin: Penny z Piekła Rodem. Porażające porażki

Akapit Press, Łódź 2013.

Wybryki Penny

Penny z Piekła Rodem to kolejna popbohaterka zasilająca szereg lekturowych rozrabiaków i utrapień rodziców. Ta dziewczynka nigdy się nie nudzi, bo co chwilę wpada na rozmaite „genialne pomysły” (tak zresztą nazywa je w swojej opowieści, co dla maluchów będzie stanowiło zabawny refren wszystkich opowiadań) – a każdy pomysł, rzecz jasna, przynosi nowe tarapaty dla bohaterki. Penny nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich czynów, co jest cudowną właściwością ogółu kilkulatków, więc szybko trafi do przekonania najmłodszym – nie mówiąc już o tym, że taki temperament postaci zapowiada dynamiczną i pełną nieoczekiwanych zwrotów akcję.

Tom „Porażające porażki” zawiera trzy historie z przygodami Penny. Z rozbudowanych opowiadań dzieci dowiedzą się, jak Penny chciała zostać fryzjerką (a zabawy najmłodszych z nożyczkami i maszynkami do golenia, jak łatwo przewidzieć, skończą się estetycznym dramatem i eksplozją następnych genialnych pomysłów), jak chciała sobie wytresować znalezionego pod sklepem psa (to pomysł stworzony pod wpływem telewizyjnych programów, więc mógłby także posłużyć w dyskusji nad rolą masowej rozrywki w wychowywaniu dzieci) oraz o tym, jak Penny razem z przyjacielem – Kosmo – doprowadzili do rozpaczy nauczycielkę oraz jak sprowokowali zmiany w szkole.

Penny działa impulsywnie i nie zastanawia się nad sobą. Nie wiadomo, skąd czerpie energię, ale w zachowaniach wciąż odbija się od swojego otoczenia – nie znosi siostry o ksywie Stokrota (bo Stokrota, jak każda starsza siostra, jest wyjątkowo wkurzająca), za to jej najlepszy kumpel to skłonny do szaleństw Kosmo. Pojawia się tu zresztą wiele dzieci i wielu dorosłych, Joanna Nadin radzi sobie bez trudu z opanowaniem tego towarzystwa, mimo że czytelnicy mogą chwilami mieć wrażenie narracyjnego tajfunu. To efekt nadpobudliwości Penny i jej kolejnych szaleństw: maluchy będą zachwycone taką intensywnością doznań oraz kłopotów bohaterki. Bo mimo że Penny szaleje i we wszystkim przesadza, nigdy nie szkodzi sobie naprawdę poważnie, a jej wybryki da się naprawić bez większego trudu (oczywiście w wyobraźni kilkulatków to zmiany nieodwracalne – ale za sprawą tempa budzące śmiech a nie przerażenie).

Penny to niemal krewna Koszmarnego Karolka, chociaż wcale nie zależy jej na byciu niegrzeczną. Wprost przeciwnie, wydaje jej się, że swoimi działaniami przyczyni się do naprawiania własnego świata. Również w narracji można łatwo dostrzec różnicę: u Karolka akcentuje się to, co jest niegrzeczne i wykraczające poza rodzicielskie zasady. U Penny uwypuklonych zostaje zwykle kilka fraz, które mogą poszerzyć słownictwo dzieci. Wyróżniane graficznie zwroty podkreślają i nacechowanie emocjonalne wypowiedzi, i obecność pewnego rodzaju refrenów, spajających historyjki i nadających im charakterystyczny rytm.

Penny bez trudu trafi do przekonania maluchów. To książka pełna komicznych rysunków i wartkich fabułek, zakazanych pomysłów i tarapatów, w które wpada bohaterka. Nie ma w niej natomiast pouczeń, nudnych opisów czy programowej dobroci. Joanna Nadin prezentuje świat widziany oczami nadaktywnego dziecka, a przy tym nie zapomina o żadnym aspekcie egzystencji maluchów. Na pewno nie zniechęci kilkulatków do lektury – wie, jak prowadzić akcję ciekawie i nigdy nie wiadomo, co jeszcze wymyśli.