* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Korybut-Daszkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Korybut-Daszkiewicz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Andrzej Korybut-Daszkiewicz: W pustyni bez puszczy

Zysk i S-ka, Poznań 2009.


Encyklopedia Sudanu


Podróże kształcą. Kształcą też reportaże podróżnicze, pod warunkiem, że chce się prześledzić wszystkie informacje w nich zawarte. Andrzej Korybut-Daszkiewicz jednak swoją historię wiadomościami przeładowuje, do tego stopnia, że z początku może nawet zniechęcić spragnionych czystej relacji z wyprawy życia. „Ktoś może zarzucić encyklopedyczny wręcz zasób informacji, ale to może być także zaletą, że udało się je zebrać na temat tej krainy” – takie słowa Ryszarda Kapuścińskiego przytacza we wstępie autor – i szybko okaże się, że to niebezpodstawna uwaga. Na początku Korybut-Daszkiewicz zasypuje czytelników wiadomościami historycznymi i wydaje się, że te wywody, chociaż napisane przystępnym, prostym językiem, oddalają faktycznie myśl o reportażu. Autor tłumaczy wprawdzie, do czego są mu potrzebne naukowe wstawki, lecz nie dla wszystkich zabrzmi to wyjaśnienie przekonująco. „Ledwie jeden film się zakończył, a już zapamiętana wiedza przywołuje następny” – pisze Korybut-Daszkiewicz, by usprawiedliwić przejście od analizowania prac przy starożytnych kanałach żeglownych do wiadomości o Cheopsie i piramidach. Trudno jednak dać wiarę wymówce o pamięci, jeśli mamy do czynienia z suchymi, niemal nieprzetworzonymi faktami – mógł autor wyrzucić dane na margines książki, z jakiegoś powodu nie chciał – więc do erudycyjnych popisów trzeba się po prostu przyzwyczaić. Zresztą, gdyby ktoś w trakcie lektury chciał poszerzyć zasób wiadomości, nie będzie musiał daleko szukać.
Na szczęście wkrótce opowieść przybiera właściwą, to znaczy naprawdę atrakcyjną dla czytelników formę: rozpoczyna się relacja z podróży po Sudanie. Korybut-Daszkiewicz odwiedza miejsca, które zapamiętał z dziecięcych lektur. Podąża śladami Stasia i Nel, zresztą na realizację dawnego marzenia wskazuje też tytuł – „W pustyni bez puszczy” to przecież jasne nawiązanie do dzieła Henryka Sienkiewicza.
Historia z wizą i ekstremalnymi afrykańskimi temperaturami wreszcie przykuwa uwagę – to już nie papierowe wywody, a żywa i miejscami dowcipna relacja prywatna, osobista i niepowtarzalna. Autor w końcu jawi się jako normalny człowiek, nie komputer do przetwarzania danych. Wielu rzeczy nie wie, wielu nie jest świadomy, musi się dowiadywać wszystkiego na miejscu, w Sudanie. To znacznie ciekawsze niż typowe książkowe wiadomości, daty i liczby – bardziej rozpala wyobraźnię i lepiej trafia do odbiorców. Korybut-Daszkiewicz wprowadza czytelników w nowy świat. Obserwacje są soczyste i żywe, „W pustyni bez puszczy” zamienia się w film – szybko następują po sobie wyraziste scenki i wydarzenia, ujawniają się – co nieuniknione – różnice kulturowe. Czasami reportażysta decyduje się na zestawienie z własnymi odczuciami fragmentów dawnych lektur, tworząc w ten sposób subiektywny przewodnik literacki – ale bez wątpienia największe wrażenie na czytelnikach uczynią bezpośrednie relacje i obserwacje.
Przyciąga do tej książki także postać Mansura – rodaka, który oprowadza autora po Sudanie i umożliwia mu odkrywanie największych tajemnic kraju. O ile jednak w opisach przeżyć jest Korybut-Daszkiewicz przekonujący, o tyle już w dialogach uderza sztuczność. Autor za wszelką cenę chce uniknąć potocznego języka, brakuje mu stylistycznego wyczucia, w rezultacie bohaterowie nie mówią, a przemawiają, przerzucając się kwestiami rodem niemal z podręczników dobrej konwersacji. Trudno uwierzyć, by w sercu Sudanu dwaj Polacy posługiwali się stylem literackim – lecz to wybór i decyzja autora. Zresztą, Korybut-Daszkiewicz uprawia pisarstwo starej daty, obce są mu medialne popisy. Wychowany na Sienkiewiczu, Jasienicy i Wańkowiczu nie skieruje się w stronę konwencjonalizowanych wypraw, jakich dziś sporo choćby w telewizyjnych relacjach, dostosowanych do wrażliwości i potrzeb masowego odbiorcy. Zdecydowanie woli autor bezpieczną tradycję niż szarżowanie i gromadzenie atrakcji.
Opowieść rozkręca się coraz bardziej i staje się naprawdę intrygująca, kiedy sam reportażysta zaczyna dostrzegać potencjał z pozoru drobnych ciekawostek i próbuje zestawiać życie w Afryce z doświadczeniami wyniesionymi z Polski. Odejście od misji edukacyjnej w stronę publicystyki wychodzi książce zdecydowanie na dobre, a wynajdowanie śladów bytności rodaków na Czarnym Lądzie jeszcze dodaje relacji smaczku.
Nie da się ukryć faktu, że „W pustyni bez puszczy” to tom zrodzony z prywatnej fascynacji, widzialny przejaw zrealizowanego marzenia, podbudowany jeszcze chęcią złożenia kompendium wiedzy o Sudanie.