* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Stelmaszyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Stelmaszyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Agnieszka Stelmaszyk: Koalicja szpiegów. Luminariusz

Zielona Sowa, Warszawa 2013.

Akcja bez uczuć

Agnieszka Stelmaszyk w swoich powieściach dla dzieci i młodzieży koncentruje się najbardziej na rozwijaniu fabuły. Kiedy chce iść w stronę sensacji, niemal całkowicie zapomina o sferze uczuć bohaterów, przez co jej postacie wypadają raczej papierowo. Owszem, stara się autorka wpleść międzyludzkie relacje w motywy działań poszczególnych – zwłaszcza pierwszoplanowych – osób, ale zapomina o uwiarygodnieniu bohaterów w ich codzienności, nawet tej najbardziej niezwykłej. W pierwszym tomie serii „Koalicja szpiegów” warstwy emocjonalnej bardzo brakuje – zwłaszcza że jest to moment, w którym czytelnicy powinni zaprzyjaźnić się z postaciami. Autorka nie daje im pożywki do takiego odbioru, braki zastępując adrenaliną, tajemniczością i śladowym poczuciem humoru – oraz przekonaniem, że dzieci w literaturze podlegają ochronie i nawet w sensacyjnych powieściach nic złego nie może im się stać (zwłaszcza w pierwszej części cyklu).

Tym samym autorka zastawia na siebie pułapkę. Próbuje przestraszyć odbiorców, zmusić ich do współczucia i przeżywania losów postaci – ale gdy wyklucza lęk o nie, pozostawia niewiele. Trójka nastolatków różnych narodowości w podobnym czasie traci rodziców. Prawda o ich śmierci wygląda jednak inaczej niż wersja przedstawiona bliskim – tajemnicę ma znać niejaki Luminariusz, który aranżuje spotkania z dziećmi, nalegając na zachowanie w sekrecie celów dalekich wypraw. Bohaterowie samodzielnie podróżują do odległych miejsc i ryzykują wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa. Szybko okaże się, że przeszłość jest bardziej skomplikowana niż im się wydawało, a teraźniejszość kryje sporo pułapek. Nie może być inaczej, kiedy w grę wchodzą tajni agenci i informacje, które całkowicie odmieniają przekonania postaci. Agnieszka Stelmaszyk wysyła dzieci na niebezpieczną misję i konfrontuje z gotowymi na wszystko dorosłymi – nie pierwszy raz taki zabieg pojawia się w literaturze czwartej, imitowanie fabuł filmów sensacyjnych cieszy się od pewnego czasu popularnością w rozrywkowej części tego nurtu. Jednak Stelmaszyk całkiem zapomina o indywidualizowaniu bohaterów. W jej ujęciu dzieci cały czas są tym, kim były w momencie rozpoczęcia opowieści – nie zmieniają ich ani zagrożenia i zagadki, ani własne towarzystwo. Ślad zmian widać w finale, który stanowi zapowiedź kolejnej historii: wcześniej bohaterowie skupiają się na tym, by rozwiązać tajemnicę. Ten cel przysłania im wszystko inne, nawet kwestię samorozwoju. W „Luminariuszu” będzie zatem mnóstwo scen, które pasują do scenariusza filmu akcji i będą dobre dla tych dzieci, które szukają dynamicznej fabuły bez „nudnych” opisów. „Koalicja szpiegów” znajdzie swoich zwolenników, za to nie zachwyci krytyki – zbyt wiele serii agentowo-szpiegowsko-sensacyjnych pojawiło się wcześniej na rynku literatury młodzieżowej, żeby Agnieszka Stelmaszyk zrobiła na doświadczonych czytelnikach wrażenie.

Odarcie tekstu z „ludzkich” emocji pobocznych dla akcji sprawia, że autorka może pozwolić sobie na więcej ryzyka i wydarzeń, które do obyczajowych powieści nie mogłyby trafić. Tu nie ma miejsca na wahania czy emocjonalne rozterki, a ułatwia to brak więzi z rodzicami czy opiekunami. Stelmaszyk sięgnęła po fabularny schemat (a dokładniej zlepek schematów), wypełniła go treścią, pomijając jednak przeżycia, które uczyniłyby bohaterów bardziej ludzkimi. Taka powieść przybliża się do gier komputerowych.

Parę razy można było znaleźć lepsze stylistyczne rozwiązania zwłaszcza przy opisywaniu wypowiedzi w dialogach, parę razy też zawiodła korekta (zwłaszcza przy pisowni wielkimi i małymi literami – „cyganka” jest tu najgorszym chyba przykładem), ale dzieci raczej nie zwrócą uwagi na te akurat niedoskonałości – to uwaga starszych czytelników przenosiłaby się z akcji na sposób jej przedstawiania. Tak będzie, kiedy autorka nie przekona kogoś do swojej rzeczywistości.

środa, 20 marca 2013

Agnieszka Stelmaszyk: Grafit ma kłopoty

Wilga, Warszawa 2013.

Podróż kota

W czwartym tomie serii „Kto mnie przytuli?” Agnieszka Stelmaszyk stawia na temat poruszający wyobraźnię każdego dziecka – wywoła dreszcz grozy i pozwoli na ingerencję losu znacznie większą niż możliwa w realistycznych historiach. Ale w końcu trzeba było szczęścia, żeby wszystko skończyło się dobrze.

Daniel musi wraz z rodzicami przeprowadzić się do większego miasta, chociaż wcale nie ma na to ochoty. Traumę związaną z przeprowadzką zagłusza jednak poważniejszy problem: nagle znika Grafit, mały kotek należący do chłopca. Poszukiwania nie przynoszą rezultatu, a rodzina musi już przenieść się do nowego mieszkania. O Graficie wiedzą następni lokatorzy, a koleżanka z klasy Daniela angażuje się w pomoc z wielkim zapałem. Wszystko na próżno, kota nigdzie nie ma.

Agnieszka Stelmaszyk pozwoliła sobie na opowieść prowadzoną z dwóch perspektyw: ogląda rzeczywistość oczami Daniela rozdzielonego z ukochanym pupilem, ale pokazuje też odbiorcom przygody małego kotka z jego punktu widzenia. Grafit sam w wielkim świecie ucieka na drzewo przed groźnym psem, daje się zdjąć strażakom (przy okazji autorka sprawnie wyjaśnia maluchom, jak taka akcja przebiega), trafia pod opiekę kota-włóczęgi i do sympatycznych ludzi, aż wreszcie wybiera się w długą podróż. Dużo ryzykuje, ale ciągle działa, by odnaleźć swój dom. Dla dzieci będzie to lektura pełna przygód, kilkulatki nie zauważą uproszczeń w fabule i całej serii szczęśliwych zbiegów okoliczności. Autorka z kolei tym razem posiłkuje się przedświąteczną atmosferą: wszystko rozgrywa się tuż przed Bożym Narodzeniem, więc czekanie na cud staje się jak najbardziej uzasadnione, podobnie jak wielkie szczęście w finale. Po tak emocjonującej fabule przydaje się nagroda w postaci niosącego radość zakończenia. W ten sposób podczas lektury tomu „Grafit ma kłopoty” maluchy będą przeżywać całe mnóstwo silnych – i ekstremalnie różnych – uczuć.

Tym razem autorka większy nacisk kładzie na doświadczenia kociego bohatera. Daniel jest smutny, rozżalony i zły na rodziców z powodu przeprowadzki: z tymi reakcjami Stelmaszyk rozprawia się szybko. Mały kot, który nagle znalazł się w obcym, nieznanym i bardzo wielkim świecie to temat znacznie bardziej wdzięczny. Grafit na przemian odczuwa tęsknotę za domem, strach przed nieprzyjaznym otoczeniem i podekscytowanie, które towarzyszy wierze we własne możliwości. Spotyka na swojej drodze wielu życzliwych ludzi i wiele (nie zawsze życzliwych) zwierząt, postępuje zgodnie ze swoimi wewnętrznymi przekonaniami. To sprawia, że znacznie dłużej trwa jego podróż do domu – i że jest bardziej ekscytująca. Agnieszce Stelmaszyk udaje się wczuć przekonująco w sytuację zagubionego bohatera, potrafi przekazać dzieciom jego motywacje i pragnienia. To prowadzi do silnego oddziaływania na małych czytelników – ci nie zwrócą uwagi na konwencje i umowność fabuły, za to przeżywać będą decyzje kotka.

Cała seria „Kto mnie przytuli?” ma oczarować małych miłośników zwierząt i przyczynić się do zainteresowania losem czworonożnych przyjaciół. Autorka nieprzypadkowo prezentuje kolejnych mieszkańców schroniska dla zwierząt – Przytuliska. Chce wzruszać maluchy i uświadamiać im, jak ważna jest troska o czworonogi. Uczy wrażliwości, a przy okazji też trafia w zapotrzebowanie maluchów na opowieści o kotach czy psach. Może przyciągnąć do lektury wszystkie kilkulatki – a czyni to przez szybki bieg wydarzeń, prostą formę i spore stężenie emocji. Dzieci nie dostrzegą tu bajkowych schematów, za to zaangażują się w przygody miłych bohaterów. Jeśli mają w domu zwierzęta – otrzymają dodatkową lekcję odpowiedzialności.

wtorek, 26 lutego 2013

Agnieszka Stelmaszyk: Lara może wszystko

Wilga, Warszawa 2013.

Adopcja psa

Dziecko chce mieć psa – a schroniska pełne są rozkosznych psiaków czekających na adopcję. Wydaje się, że z tego tematu nie da się wybrnąć bez popadania w fabularne schematy i patos? Agnieszce Stelmaszyk udało się stworzyć dla dzieci minipowieść (w serii "Kto mnie przytuli?"), która pod względem skrótów przywodzi na myśl pophistorie, za to od strony tematycznej służy bardziej szczytnemu celowi. A przy tym autorka podsyca jeszcze marzenia dzieci o zwierzętach. Trochę gorzej, że nie przedstawia wielu obowiązków związanych z posiadaniem psa, a kłopoty upraszcza – ale chodzi w końcu o wskazanie drogi, a nie o piętrzenie argumentów przeciwko przygarnięciu nieszczęśliwego mieszkańca schroniska.

Ośmioletnia Melania wychowuje się bez mamy, jest bardziej poważna niż jej rówieśnicy (od których towarzystwa stroni). Jak każde dziecko – marzy o psie, ale nie chce dokładać kłopotów tacie. Pewnego dnia w schronisku znajduje malutką dalmatynkę, nazywa ją Lara i za zgodą rodzica zabiera ją do domu na dwutygodniowy „urlop”. Psina szybko zmienia egzystencję domowników, tyle że urlop od schroniska kiedyś się skończy.

Owszem, Agnieszka Stelmaszyk posługuje się oczywistościami w konstruowaniu historii. Mnoży argumenty za przygarnięciem pieska – na oczach czytelników rozwesela się dziewczynka, a i jej ojciec ma powody do zadowolenia. Szczeniak nie niszczy niczego w domu, jest grzeczny i posłuszny, nie sprawia żadnych problemów, za to pozbawiony towarzystwa, opieki i miłości tęskni i wpada w melancholijny nastrój. Autorka jak tylko może, gra na emocjach czytelników – przekonuje dzieci, że warto zawalczyć o posiadanie własnego zwierzęcia – i że łatwo odmienić los nieszczęśliwych psów ze schroniska. Unika za to jak może mówienia o obowiązkach – wizyty u weterynarza, wypadki, wyjazdy na wakacje – to drobiazgi, którym można zaradzić. Sprzątanie po pupilu i codzienne spacery sprowadzają się do przyjemności. Jednym słowem pomija wszystko to, co dzieci usłyszą od niechętnie nastawionych do pomysłu rodziców. Chodzi tu tylko o to, by dzieci zechciały przygarnąć psa ze schroniska. Dalej będzie jak w baśni, przynajmniej w książce.

Ale Agnieszka Stelmaszyk uświadamia też młodym czytelnikom ważne prawdy. Uwrażliwia ich na krzywdę zwierząt, przypomina, że w schroniskach psy czekają na kogoś, kto je pokocha. Nie tworzy infantylnej historyjki o przewidywalnym przebiegu – chociaż można się spodziewać, jakie będzie zakończenie przygód Lary, autorka w drodze do celu mnoży nieprzewidziane przeszkody – to sprawdza się jako lekturowy magnes, wpływa na emocje małych odbiorców.

Funkcja perswazyjna widoczna jest i na okładce. Z tomu „Lara może wszystko” spogląda sympatyczny, śliczny dla maluchów, a dla dorosłych nieco przesłodzony, szczeniaczek o figlarnym wyrazie pyszczka. Taka okładka przyciągnie wszystkie dzieci. W środku znajdują się czarno-białe rysunki Magdaleny Saramak, mniej cukierkowe a bardziej mangowe. Książka została przygotowana dla najmłodszych – jest tu duży druk, więc dzieci mogą samodzielnie mierzyć się z tekstem – i wyraziste przygody, wydarzenia o silnym nacechowaniu emocjonalnym, które zwracają uwagę małych czytelników podobnie jak trafiona tematyka.