* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

niedziela, 23 sierpnia 2026

Krystyna Mirek: Sekretna miłość

Luna, Warszawa 2026.

Zależności

Dwa światy i historia, która lubi się powtarzać. Krystyna Mirek na warsztat tym razem bierze temat dorosłego dziecka uzależnionego od rodzica – finansowo, mentalnie lub zawodowo. Prowadzi czytelniczki przez dwie epoki. W jednej z nich dziedzic szlachcica, Radek, ma przygotowywać się do objęcia majątku. Nie wolno mu decydować o sobie, powinien zdecydować się na ślub z posażną panną ze swojego stanu. Traf chce, że Radek – zwykle posłuszny ojcu – spada z konia i łamie sobie żebra, a z opresji ratuje go Hania, wiejska dziewczyna (która potajemnie wzdycha do Radosława Pawlickiego). Niewinne schadzki w polu nie prowadzą do skonsumowania związku: oboje wykazują się dużą rozwagą i wiedzą, że nie wolno im sprowadzić nieszczęścia na siebie ani na swoich bliskich. Pytanie tylko, czy uda się im znaleźć sposób na bycie razem w czasach, które na to nie pozwalają. I jeśli ktoś myśli, że to dylematy z dalekiej przeszłości, może się zdziwić, obserwując Natalię. Natalia już w dzisiejszych czasach przygotowywana jest przez ojca do przejęcia prężnie prosperującej firmy. Nie może jednak decydować o sobie, nic do niej nie należy, a widmo awansu co chwilę się odsuwa. Natalia coraz bardziej dusi się w swoim życiu, a uosobieniem wolności staje się dla niej Michał, kierowca z firmy ojca.

Krystyna Mirek przedstawia czytelnikom te dwie pary i zestaw problemów, które utrudniają podejmowanie samodzielnych decyzji – pokazuje, jak bardzo kontekst może wpływać na wybory i na budowanie własnego szczęścia, tłumaczy, skąd brać siłę do zmagań z najbliższymi i co może czekać tych, którzy biernie przyjmują los. Przedstawia dwie historie miłosne, w których jednak nie samo uczucie staje się najważniejsze z perspektywy czytelniczek – a zestaw okoliczności wpływających na jego kształt. „Sekretna miłość” to powieść odmalowująca w krótkim czasie dwa pełne światy, nie trzeba tu wielkich wyjaśnień, żeby zrozumieć środowiska, w jakich funkcjonują bohaterowie – ale autorka zwraca uwagę na te kwestie, które mogą umknąć przy ocenie sytuacji. Podpowiada odbiorcom, jakie drogi wyboru mają postacie, dlaczego nie potrafią wyrwać się ze swoich światów i jakie będzie to miało konsekwencje dla nich samych w przyszłości. Oczywiście tworzy też pomost między epokami, pozwala jednym bohaterom na odkrycie sytuacji drugich i dzięki temu wstawia wyjaśnienia potrzebne tak bardzo w finale. „Sekretna miłość” to powieść niby krótka, a jednak sycąca przez przekonujące i trafne analizy, przez ładne odmalowanie dwóch rzeczywistości i przez skupienie na czystych uczuciach. Nie chodzi tu wyłącznie o spełnioną lub niespełnioną miłość – chodzi o budowanie siebie i o odzyskiwanie siebie w obliczu o wiele silniejszego przeciwnika. Krystyna Mirek potrafi pisać i tworzyć fabuły wartościowe dla masowych czytelniczek, nie zanudzi odbiorczyń ani nie zniechęci do lektury, wręcz przeciwnie – przez dobór tematów sprawia, że grono jej wyznawczyń będzie się rozszerzać.

sobota, 22 sierpnia 2026

Aneta Pawłowska-Krać: Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD

Czarne, Wołowiec 2026.

Skupienie

Wszyscy, którzy krzyczą, że ADHD nie istnieje, że to moda i wymysł dzisiejszych psychologów, mogą zweryfikować swoje poglądy, sięgając po książkę Anety Pawłowskiej-Krać „Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD”. To zestaw reportaży i rozmów, które autorka przeprowadziła dla lepszego zrozumienia tematu – i teraz prezentuje szerokiej publiczności, żeby uświadomić, że to nie moda a rosnąca świadomość sprawia, że obecnie u wielu dorosłych diagnozuje się taką dysfunkcję. ADHD jest rodzajem neuroatypowości, w tej książce często splata się z autyzmem (chociaż Pawłowska-Krać nie zajmuje się szczegółowymi rozróżnieniami). I przybiera naprawdę różne oblicza.

Rytm tej książki wydaje się sensowny, żeby nie zaburzać czytelnikom odbioru: autorka najpierw przedstawia nowego bohatera – kogoś, kto w dorosłym życiu mierzy się z ADHD, uzyskał diagnozę i musiał podporządkować swoje życie „inności”, żeby funkcjonować w rzeczywistości. W tych bohaterach oczywiście mogą kumulować się cechy różnych ludzi, ale Pawłowska-Krać bardziej liczy na indywidualności, które da się rozszerzyć – niż na modelowe zachowania. I dlatego przyciągnie czytelników możliwością podglądania zwykłych ludzi w ich codziennych perypetiach. Żeby zrozumieć, co działo się w ich domach, przedstawia rozdział później wybrany aspekt ADHD i badań nad nim z perspektywy specjalistów. To okazja do udzielania bardziej konkretnych wyjaśnień i do naświetlania kolejnych symptomów. Dzięki temu przesadne teoretyzowanie nie odbiera przyjemności czytania, a książka pełni też funkcję edukacyjną – przynosi czytelnikom wartościowe informacje. Jeśli czytelnicy uważali, że ADHD to tylko przeszkoda w funkcjonowaniu w mało wyrozumiałym świecie, dzięki temu tomowi przekonają się, że mogli się bardzo mylić. Autorka celowo sięga po życiorysy skrajne i różne – pojawi się tu między innymi mężczyzna, który z ADHD uczynił atut w pracy i osiągnął znacznie więcej niż przeciętni. Ale są tu też bohaterowie, którzy bez pomocy bliskich nie mogliby radzić sobie z najprostszymi sprawami. Opowieści prywatne – te o ludziach z ADHD – to też rejestr zachowań, które można podejrzeć jako przepis na ratunek. Jedni otaczają się przypominajkami i terminarzami, inni szukają diagnoz (i często błądzą), jeszcze inni nie są w stanie posprzątać swojego otoczenia, a kolejni fascynują, gdy są w towarzystwie, ale we własnym domu nie są w stanie wykrzesać z siebie odrobiny energii. ADHD to nie tylko nieumiejętność skupienia się czy zorganizowania wizyt u lekarza – to także regenerująca drzemka w ciągu dnia albo poczucie niewystarczalności. Autorce zależało w tej książce na naświetleniu jak największego spektrum zjawiska, które budzi ciekawość albo sprzeciw czytelników – jest tu niestrudzona w poszukiwaniu kolejnych przejawów neuroatypowości. Przyciągnie czytelników między innymi umiejętnym analizowaniem sytuacji, prowadzeniem wartościowych obserwacji, kiedy ma do czynienia z nowymi znajomymi borykającymi się z czyimś ADHD na co dzień. Dba o to, żeby nie piętnować, a pokazywać odmienność – bez oceniania. „Milion myśli naraz” to bardzo atrakcyjna publikacja – z pewnością spotka się z uznaniem na rynku i może trafić do bardzo szerokiego grona odbiorców, nie tylko do tych, którzy spotkali się z diagnozą ADHD u siebie lub kogoś bliskiego, ale też do tych, którzy chcą zgłębiać „fenomen” albo wyrobić sobie własne zdanie na temat „mody”. Po lekturze z pewnością będą bardziej ostrożni w swoich sądach.

piątek, 21 sierpnia 2026

Lena Jones: Agata Szajba. Srebrny wąż

Kropka, Warszawa 2026.

Muzeum

Po raz ostatni Agata Szajba wkracza do akcji – pojawia się bowiem coraz więcej problemów spoza śledztw kryminalnych – problemów, które trzeba jak najszybciej rozwiązać. Najbardziej rozłożysta zagadka, czyli kwestia śmierci mamy Agaty, zyska tu zupełnie nieoczekiwane rozwiązanie, ale z końcem powieści nie skończy się zestaw niespodzianek dla odbiorców. „Agata Szajba. Srebrny wąż” to książka, w której można zrobić wszystko.

Bohaterka do tej pory zawsze podejmowała się spraw beznadziejnych i działała, dopóki ktoś nie uciszył jej w sposób mocno ryzykowny jak na literaturę dla dzieci – i nie inaczej będzie tutaj, to znaczy: Agata rusza do akcji na przekór wszystkim ostrzeżeniom. Sama dąży do uzyskania kolejnego wyzwania z Gildii, bo uważa, że jej talent marnuje się z daleka od śledztw. Ma trochę racji, jest wyjątkowo utalentowana w szyfrach, co oznacza, że odbiorcy niekoniecznie będą mogli razem z nią rozwiązywać kolejne zadania. Agata kocha szyfry, łamigłówki i niebezpieczeństwa. Jest inteligentna i utalentowana – ale niezbyt dobrym rozwiązaniem z perspektywy odbiorców będzie fakt, że dziewczyna cały czas opuszcza lekcje. Ucieka ze szkoły i jest bardzo kreatywna w wagarowaniu – to jeden z tematów, w którym Lena Jones nie ma dobrego wyjścia.

Ale pomoc Agaty wydaje się tym razem niezbędna: zaginęła jedna z pracownic muzeum. Nie ma po niej śladu, nikt nie wie, gdzie jej szukać – ani co się stało. A do tego przyjaciółka Agaty przekonuje się, że na jednym z najsłynniejszych obrazów w muzeum, widnieje widoczna tylko pod promieniami UV litera. To kolejny sygnał, że dzieje się coś dziwnego. I może Agata nie zaangażowałaby się tak mocno w akcję, gdyby nie fakt, że tropy ponownie prowadzą do jej mamy. A to przestrzeń na dowiedzenie się czegoś nowego w temacie, który dziewczynę zawsze bardzo mocno porusza.

Śledztwo w sprawach muzealnych to zagadka kryminalna, ale Lena Jones nie zrezygnuje też z kwestii osobistych: Agata do tej pory mogła się przekonać, na czym polega prawdziwa przyjaźń i – jak radzić sobie z nieuczciwymi zwierzchnikami w Gildii. Teraz jednak przeżywa pierwsze prawdziwe zauroczenie: pojawia się na horyzoncie ktoś, kto odbiera świat tak samo jak ona, rozumie ją we wszystkich dziwactwach i pcha do przodu każde śledztwo. Agata nie ma czasu na miłość – ale przyjemnie jest spędzać czas z kimś, kto tak dobrze ją rozumie. „Srebrny wąż” to zatem książka, która ma przywoływać różne aspekty codzienności bohaterki, która zajmuje się pracą detektywistyczną w wersji najtrudniejszej.

Codzienność Agaty to ciągłe wyzwania i podejmowanie ryzyka na przekór wszystkiemu. Dziewczyna wie, że jeśli samodzielnie nie zdobędzie potrzebnych informacji, nikt jej w tym nie pomoże – w związku z tym często zachowuje się niezgodnie ze zdrowym rozsądkiem, co świetnie robi fabule, za to niekoniecznie – samemu charakterowi. Lena Jones sięga jednak po gatunek, który na rynku literatury czwartej bardzo dobrze się sprawdza i ma wielu fanów – i realizuje go w wersji mocno rozrywkowej.

czwartek, 20 sierpnia 2026

Błażej Ciarkowski: Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u

Czarne, Wołowiec 2026.

Odpoczynek

Z fascynacji klimatami retro, nostalgii za PRL-em, mody, a może jeszcze z innych powodów mogą odbiorcy sięgać po książkę „Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u”. Błażej Ciarkowski zajmuje się tu możliwościami wypoczynku, jakie mieli – dzięki ówczesnej polityce i zakładom pracy – zwykli ludzie. Przynajmniej w pięknych i wzniosłych teoriach. Bo tak naprawdę książka „Remontownia ciał i dusz” to publikacja o rozdwojonej narracji. Jeden tor stanowią plany – ideały i oczekiwania, potrzeby i działania ludzi na szczycie – po to, żeby pokazać masom, jak bardzo się o nie dba. Żeby stłumić ewentualne narzekania. Żeby wzmocnić produktywność. Żeby trochę animować ruch turystyczny. Plany należą zawsze do ambitnych i zbyt pięknych, żeby mogły się ziścić. Drugi tor w narracji zapewniają prawdziwe doświadczenia, realizacja tego, co na papierze wyglądało idealnie. Kombinowanie, skargi, niezadowolenie lub pesymizm ludzi, którzy z atrakcji wczasowych korzystali.

I Błażej Ciarkowski przechodzi przez kolejne poziomy wtajemniczenia w kwestie domów wczasowych i sanatoriów – od pytania, komu przysługiwały w nich miejsca, kto mógł otrzymać szansę na wypoczynek lub miejsce na turnusie, a kto korzystał, chociaż niekoniecznie powinien. Już na tym etapie widać wyraźnie, że ludzie nie zrezygnują ze zdobywania dla siebie jak najwięcej – wykorzystają każdą sytuację, żeby tylko wyjść przed szereg i zapewnić sobie rozrywkę. Z kolei ci faktycznie potrzebujący odpoczynku, zwłaszcza takiego, jaki oferowały zakłady pracy, nie wierzyli w swoje prawo do wczasów – i, co za tym idzie, nie umieli o to zawalczyć. W „Remontowni” to rozdwojenie nie kończy się na wstępnych rozdziałach – autor przeprowadza czytelników przez kolejne zestawienia, między innymi kuchnię, organizowane na miejscu rozrywki czy instytucję kaowca. Bezlitośnie punktuje problemy płynące z niewiedzy: kiedy to chorzy trafiali do nieodpowiednich dla swoich problemów zdrowotnych miejsc – ze względu na brak świadomości tych, którzy przydzielali skierowania. Jest tu opowieść o architekturze i o rozwiązaniach lokalowych, o rozrywkach na miejscu i o zmianach, jakie zachodziły w miejscowościach uzdrowiskowych. I w tym wszystkim autorowi nie zabraknie goryczy – zwłaszcza kiedy przedstawia ludzi rozczarowanych albo oszukanych, tych, którzy nie mogli korzystać z atrakcji obmyślonych specjalnie dla nich. Do tego dochodzi zestaw fotografii podkreślających dzisiejszy upadek dawnych tętniących życiem ośrodków. Ciarkowski stara się pokazać całą kulturę funkcjonowania w ośrodkach wczasowych, dba o to, żeby nie przeoczyć żadnego detalu – proponuje czytelnikom przypomnienie zjawisk, które odeszły już do lamusa. Co ciekawe, czytelnicy ze starszych pokoleń, ci, którzy mogli jeszcze zaznać życia uzdrowiskowego, mogą mieć inne zdanie na tematy, w których Ciarkowski przedstawia własne opinie – dla młodszych i tak prezentowane zjawiska będą egzotyczne i niezrozumiałe. Autor chce, żeby czytelnicy mogli angażować się w opisywaną rzeczywistość – i dlatego czasami wprowadza konkretnych bohaterów, zwłaszcza – z nizin społecznych – żeby uniknąć suchego tonu. Nie będzie jednak przesadnie fabularyzować, żeby nie przyćmić w ten sposób niezbędnych wiadomości. Przygląda się zasadzie istnienia domów wczasowych i uzdrowisk – od momentu ich wymyślenia po (smutny) koniec.

środa, 19 sierpnia 2026

Sławek Gortych: Schronisko, które zostało zapomniane

W.A.B., Warszawa 2026.

Mur tajemnic

Każdy, kto czyta kryminały, prędzej czy później trafi na nazwisko Sławka Gortycha – i najlepiej, żeby samodzielnie wyrobił sobie opinię na temat autora, który przebojem wdarł się na rynek wydawniczy, a teraz odpowiada na oczekiwania czytelników. „Schronisko, które zostało zapomniane” to czwarty tom w cyklu karkonoskim – a to oznacza, że sprawdza się sposób prowadzenia intryg według tego autora. W tej książce Gortych decyduje się na aż trzy przestrzenie czasowe, tak, żeby przyciągnąć czytelników z różnych tematycznych kręgów kryminalnych. Znajdzie się tu coś dla fanów kryminałów retro i wojennych – autor przenosi do 1944 roku, żeby zasygnalizować relacje interpersonalne w skrajnie niesprzyjających warunkach: tu o życiu i nieżyciu zdecydować mogą różnice klas, narodowości albo uczuć. Liczą się silne emocje, a bliskość broni prowadzi do dramatycznych splotów akcji. 1944 rok to także konferencja – Niemcy w ukrytym przed światem hotelu debatują nad dalszymi działaniami. O ich planach nikt nie może się dowiedzieć. Sławek Gortych nie poprzestaje na zagadnieniach okołopolitycznych – zresztą w ten sposób nie przyciągnąłby zbyt wielu odbiorców do opowieści. Za to już wizja chorej z zazdrości kobiety, która chciałaby zyskać względy u niemieckiego żołnierza… to już czynnik, który zapewni uwagę czytelników na długo. Następny przeskok to zmiana na lata 90. XX wieku. I tutaj Sławek Gortych posługuje się pewnikiem – przedstawia bowiem grupę młodych ludzi, dla których schronisko to doskonałe miejsce do realizowania niekoniecznie mądrych planów. Rozrywki wybierane dla zabicia czasu nie zawsze są mądre – a kiedy w grę wchodzi chęć zaimponowania rówieśnikom, pojawia się dodatkowy impuls nakazujący podejmować ryzyko. I jest jeszcze współczesność – rok 2008. Tutaj historyk i przewodnik Jacek Węglorz mierzy się z konsekwencjami błędów młodości i z własną psychiką. Ewidentnie nie może poradzić sobie z czymś, co wydarzyło się dawniej – ale próbuje przekonać innych co do swojej niewinności. To doskonały materiał do popisu dla Tomka Wilczura – ten pisarz w Karkonoszach nie miał zamiaru zbierać informacji do nowej książki, a jednak wszyscy go o to posądzają i ułatwiają mu research. Wilczur może zatem wykorzystać swoją pozycję do niesienia pomocy.

Chociaż jest w tej książce zestaw chwytów bardzo typowych przy budowaniu intryg kryminalnych, Sławek Gortych w końcu wciąga w opowieść – udaje mu się to za sprawą rysowanych mocno charakterów. Stara się ten autor różnicować wydarzenia w zależności od czasów, w których zaistniały – chociaż niespecjalnie dba o czasowy koloryt lokalny, wszystko kryje się w zachowaniach ludzi – a miejsce akcji, karkonoskie szlaki, to coś stałego, niezmiennego bez względu na zmieniające się dekady. Na początku ma się wrażenie, że Sławek Gortych nadużywa przymiotników – kiedy pisze, to wpada w pewien rytm, co sprawia, że narracja nie jest przezroczysta (za to jest gortychowa) i trzeba chwili, żeby wstrzelić się w ten sposób przedstawiania świata, ale kiedy już wciągnie się w intrygę, będzie łatwiej.

wtorek, 18 sierpnia 2026

Aldona Kopkiewicz: Kim jest ona, gdy mnie nie ma. Eseje o poszukiwaniu siebie

Czarne, Wołowiec 2026.

Tożsamość

Ta opowieść wypada dość dramatycznie, a jednocześnie staje się próbą zorganizowania przestrzeni, w której można czuć się bezpiecznie. Aldona Kopkiewicz wie doskonale, że nie wpasuje się w społeczeństwo. Podejmuje nawet próby, orientuje się w tym, czego oczekują od niej inni – a przecież każde działanie wbrew sobie kończy się źle. Nawet kiedy autorka ma dobre intencje, zawsze znajdzie się ktoś, kto wytknie jej nieodpowiedni ton głosu albo nieautentyczność (jednak autentyczność nie wpasowuje się w standardy i oczekiwania społeczeństwa, więc też nie spełni swojej roli). Gdzieś tam Aldona Kopkiewicz odkrywa, że rządzą nią na przemian depresja i euforia, innym razem – że przeprowadzka do innego miasta w celu ukrycia się przed samą sobą nie ma szans powodzenia. Każda walka ze sobą jest skazana na niepowodzenie – może poza pisaniem. I dlatego Aldona Kopkiewicz wybiera cykl esejów (wcześniej publikowanych w różnych czasopismach, teraz – rozbudowywanych dla zachowania spójności i czystości przekazu). W słowach jest sobą nie musi udawać i może dzielić się z czytelnikami tym wszystkim, co ją drażni i uwiera. „Kim jest ona, gdy mnie nie ma. Eseje w poszukiwaniu siebie” to niewielka objętościowo – za to przesycona emocjami – publikacja, w której tony autobiograficzne walczą o prymat z filozoficznymi spostrzeżeniami. Do głosu dochodzi też czytanie innych, refleksje autotematyczne i socjologiczne uwagi. W tym wszystkim Aldona Kopkiewicz przestaje uciekać. Chociaż gorzka prawda o utrzymywaniu się z pisania odbiera nadzieję.

Nie ma tu żadnych autoanaliz psychologicznych, przez co – również w zbieżności doświadczeń – Aldona Kopkiewicz zbliża się do bohaterki książki Elizy Kąckiej „Wczoraj byłaś zła na zielono” – autyzm w łagodnej postaci nie musi być nazwany, żeby został wychwycony przez ludzi, którzy czują podobnie. Aldona Kopkiewicz jest brutalnie szczera i do tego – bezustannie zdziwiona zasadami panującymi w „normalnym” świecie. Nigdy nie uda jej się do końca dopasować – a w tej książce widać wyraźnie, że nawet momentami tego nie chce, chyba że potrzebuje wsparcia otoczenia. „Kim jest ona, gdy mnie nie ma” to opowieści z głębi siebie, prawdziwe i tylko z pozoru jednostkowe. Indywidualność skończy się w momencie zbudowania grupy odbiorców, którzy odnajdą się w tych tekstach – a autorka nie będzie im tłumaczyć, kim i dlaczego są, a uświadomi tylko, dlaczego świat nie pasuje do ich wyobrażeń czy oczekiwań.

Zanurzenie się w słowach to zjawisko, które czytelników przekona – zwłaszcza że nie jest to po prostu składanie wyrazów, a poszukiwanie głębokiej prawdy i pokazanie ważnej części własnej tożsamości. Kopkiewicz swoją interpretację świata ma doskonale przemyślaną – ale w tych esejach nie nastawia się na otoczenie, interesuje się samą sobą, bo tylko tak może uporządkować nawarstwiające się przez całe życie odkrycia. Ta książka nie musi być odczytywana jako wołanie o pomoc i zrozumienie – to po prostu pokazanie innego sposobu funkcjonowania. Odbiorcy, którzy nie będą się identyfikować z autorką, przekonają się, że każdy może mieć inną perspektywę i inne demony – dobrze, żeby zrozumiała to jak największa grupa, tylko dzięki temu będzie można wprowadzić szansę na bycie sobą dla każdego – nawet największego outsidera.

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Michał Ritter: Cztery pory zbrodni. Lato

Media Rodzina, Poznań 2026.

Fani

Drugi tom cyklu Cztery pory zbrodni – czyli kolejne spotkanie z Hubertem Rajcherem – to gratka dla czytelników ceniących sobie dodatkowe kryminalne informacje. Autor ukrywający się pod pseudonimem Michał Ritter uprzedza wprawdzie, że rezygnuje z podawania wiadomości, które mogłyby zostać wykorzystane w złych celach, ale i tak dzieli się z odbiorcami całkiem dużą dozą ciekawostek. I to z różnych sfer. Znajdą tu coś dla siebie fani militariów – bo jeśli w kadrze pojawi się pistolet, to Ritter zatrzyma opowieść i przedstawi całą historię tego konkretnego egzemplarza. Fani sztuk walki będą usatysfakcjonowani, bo Ritter w starciach i potyczkach bezpośrednich znowu zatrzymuje wydarzenia, żeby zarejestrować i przeanalizować każdy, najdrobniejszy gest przeciwnika – wyposaża w ten sposób czytelników w wiadomości, które pozwolą im wyciągać wnioski na temat reakcji bohatera (i które dadzą im większą świadomość całej aranżacji walki). Wreszcie ucieszą się ci, których interesują kwestie wojskowe, bo Ritter przedstawia proces rekrutacji do GROM-u, a przynajmniej wycinek tego procesu – w jego ramach również rozegra się kilka mrożących krew w żyłach spraw, co oznacza, że odbiorcy zyskają kolejną płaszczyznę dramatów.

Ale Rajcher nie funkcjonuje wyłącznie w rzeczywistości ludzi do zadań specjalnych. Owszem, zna jednostki wybitne w swoim fachu i wie, do kogo się zwrócić, kiedy sytuacja będzie wymagała radykalnych środków, na tym to przecież polega: chociaż Rajcher to samotnik, w pojedynkę mierzący się z niesprawiedliwościami tego świata, musi mieć wsparcie. I tu spotyka się z podobnymi sobie. Dla powieści jednak ważne jest, żeby dotyczyła świata realistycznego i bliższego zwykłym odbiorcom – w związku z tym najważniejsza intryga osnuta jest na temacie śmierci celebryty, a właściwie jednego z kilku sławnych ludzi. Znany piosenkarz ginie w tajemniczych okolicznościach. Wiele wskazuje na to, że trzeba będzie schwytać seryjnego mordercę, a przynajmniej – zrozumieć mechanizm działania zbrodniarza.

„Cztery pory zbrodni. Lato” to książka gęsta od intryg i pomysłów kryminalnych. Do tego autor dodaje oczywisty wabik na odbiorców – jak świat światem cieszący szerokie grono czytelników, także spoza fanów kryminałów – czyli osobiste relacje Rajchera. Jest tu komisarz Anna Zaspa, kobieta radząca sobie z trudną rzeczywistością i samotnie wychowująca nastoletnią córkę – nie ulega wątpliwości, że ona i Rajcher mają się ku sobie, jednak przeszłość głównego bohatera sprawia, że ten nie chce się angażować w życie rodzinne. Rajcher nie jest tylko maszyną do radzenia sobie z przestępcami – to Ritter podkreśla, świadomy reguł gatunku. Jest to książka obszerna i wypełniona rozmaitymi doświadczeniami czy przygodami, pisana ze znawstwem – Ritter chce tu funkcjonować nie tylko jako twórca, który doskonale opanował warsztat, ale też jako ten, który przeprowadził dokładny research wykraczający poza typowe zbieranie danych. I to zapewni mu wierne grono czytelników – potrzeba w końcu na rynku rodzimego superbohatera, człowieka, którego nie da się ani łatwo pokonać, ani oszukać przez grę pozorów. Jest ta książka kryminałem dla wszystkich ceniących sobie literaturę jako źródło rozrywki.