* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

sobota, 15 sierpnia 2026

Marilee Adams: Myślenie pytaniami. Jak odmienić swoje życie poprzez właściwe pytania. Workbook

Studio Emka, Warszawa 2026.

Utrwalanie

Każdy, kto sięgnie po „Myślenie pytaniami”, książkę Marilee Adams, będzie przekonany, że wystarczy prosta lektura bez większego wysiłku, żeby uzyskać określone efekty i żeby móc wdrożyć w życie konieczne zmiany. I chociaż sama autorka przestrzega przed takim podejściem bezpośrednio w książce, to jednak fabularyzowanie porad nie sprzyja wykonywaniu ćwiczeń – nawet mimo dodania do tomu zestawu wskazówek do działania. A ponieważ odbiorcy z natury są leniwi i nie ma się co im dziwić, pojawia się dodatek – zeszyt ćwiczeń (a właściwie workbook, żeby uniknąć skojarzeń ze szkolnymi obowiązkami) z zestawem uwag i zadań dla chętnych. „Myślenie pytaniami. Jak odmienić swoje życie poprzez właściwe pytania. Workbook” to propozycja dla wszystkich, którzy są zdecydowani nie tylko na zapoznanie się z zestawem narzędzi proponowanych przez Adams, ale też na wypracowanie sobie mechanizmów i reguł pozwalających na korzystanie z tej metody. Od powtórzeń informacji z głównej książki się tu nie ucieknie – nie ma na to szans. Jednak zupełnie inaczej została tu poprowadzona narracja. Nie ma już opowieści o fikcyjnym bohaterze, ale sam Ben z podstawowej książki pojawia się w przykładach – po to, żeby czytelnicy zorientowali się, na czym polega dane zadanie. Autorka tym razem koncentruje się na omawianiu kolejnych narzędzi od strony psychologicznej: informuje czytelników o tym, jak zachowują się na co dzień i jakie przełożenie mają ich wybory na relacje międzyludzkie czy jakość codziennego życia zawodowego. Wydaje się, że takich wyjaśnień brakowało w podręczniku – bo tam nastawienie na emocje bohaterów były zbyt silne, żeby przedstawiać część teoretyczną.

Ale część teoretyczna to tylko jeden z elementów pracy nad sobą – na wypadek, gdyby czytelnicy nie mieli czasu lub nie chcieli zapoznawać się z pełnowymiarową historią Bena. Marilee Adams kieruje się tu bezpośrednio do odbiorców i zmusza ich do konfrontacji ze swoimi obawami lub niepowodzeniami – a następnie wprowadza zestaw pytań, które mają poprowadzić do autorefleksji. I znowu coś, co Ben przeprowadzał niemal odruchowo, teraz staje się udziałem czytelników – w książce jest miejsce na notatki i uzupełnienia, widać zatem, które zadania zostaną potraktowane poważnie i które polecenia odbiorcy zrealizują. W ramach tych ćwiczeń trzeba będzie wcielać się w sędziego lub ucznia (to dwie postawy kluczowe dla zrozumienia teorii myślenia pytaniami) i kreatywnie podchodzić do części zadań – to oznacza, że nie będzie tu wyłącznie autoanaliz, raczej – praca nad samą teorią i jej przydatnością w zwyczajnym życiu. Jeśli odbiorcy zrozumieją proces – będą w stanie zastosować kolejne reguły do własnej egzystencji i tylko w ten sposób zyskają biegłość w metodzie, którą chcą opanować. Workbook do teorii myślenia pytaniami przypomina znacznie bardziej typowy poradnik skryptowy dla czytelników, którzy nie przepadają za gęstą i refleksyjną lekturą, za to chcieliby jak najszybciej zobaczyć efekty. Dlatego też jest to książka, którą można potraktować jako samodzielną publikację.

piątek, 14 sierpnia 2026

Marilee Adams: Myślenie pytaniami. Czternaście narzędzi skutecznych w przywództwie, coachingu i osiąganiu najlepszych rezultatów

Studio Emka, Warszawa 2026.

Dążenie do sukcesu

Marilee Adams po raz kolejny wraca na rynek poradników – stworzyła zestaw narzędzi, które mogą się przydać wszystkim dążącym do osiągania sukcesów. „Myślenie pytaniami” to już piąte wydanie książki – która nie przypomina standardowych kioskowych poradników. Co ciekawe, skrypt w wersji, która mogłaby zostać wprowadzona w życie przez użytkowników, zająłby prawdopodobnie kilka akapitów – ale autorce zależy na tym, żeby przedstawić proponowane narzędzia w formie o wiele bardziej rozbudowanej i przez to też być może bardziej przekonującej szerokie grono czytelników. Dlatego też decyduje się na coś wyjątkowo rzadkiego w poradnikach dotyczących samorozwoju – stawia na przypowieść. Tłumaczy to oczywiście tym, że emocjami i historiami fabularnymi znacznie łatwiej będzie jej trafić do wyobraźni odbiorców i dzięki temu gra też mnemotechniką – nie da się jednak ukryć faktu, że przez zamianę porad na fabułę zyskuje sporo objętości. Najbardziej zaskakujące dla czytelników będzie przejście na narrację w rodzaju męskim – bohaterem i narratorem właściwej części staje się Ben. Ben znajduje się w dość stresującym momencie życiowym: właśnie postanawia złożyć wypowiedzenie w pracy, bo zorientował się, że nie jest w stanie realizować celów na swoim stanowisku. Wypowiedzenie jest gotowe, ale Alexis, która powinna je przyjąć, ma inną propozycję. Wysyła Bena do Josepha, mistrza metody myślenia pytaniami, QT. U Josepha Ben zdobywa kolejne stopnie wtajemniczenia – zyskuje kilka podpowiedzi, które może zastosować w zwyczajnym życiu, nie tylko zawodowym. Joseph tłumaczy, jak zadawać pytania, żeby zmienić wyjściowe nastawienie. Nie ma w tym magii – liczy się za to znajomość ludzkiej psychiki i najczęstszych reakcji czy emocji. Pod tym względem Ben nie jest wyjątkiem – nawet jeśli przed innymi nie chce się przyznawać do najskrytszych myśli, to przecież czytelnicy mają dostęp do jego refleksji. Każdy kolejny rozdział to odrębna historyjka z życia Bena – zaglądanie do jego życia zawodowego to nie wszystko – Ben pozostaje w małżeństwie z Grace i w tym małżeństwie trochę mu się nie układa, zwłaszcza że przenosi emocje z pracy na dom, a nie chce rozmawiać z Grace o swoich problemach czy dylematach. Jednak kiedy uczy się techniki myślenia pytaniami, udaje mu się zaszczepić pewne schematy i u partnerki. Grace wdraża tę metodę w swojej codzienności bardzo szybko – i trochę na wzór przykładów z książek psychologicznych – nie ma w niej ani lęku, ani emocji zaciemniających działania – podręcznikowo reaguje i uświadamia nawet Benowi, jak poprawnie korzystać z nowych wskazówek. To oznacza, że bohater w życiu zawodowym jest kontrolowany przez Josepha, w domu z kolei – przez Grace – jedno z nich osiąga mistrzostwo, drugie dąży do doskonałości – Benowi nie pozostaje zatem miejsce na wątpliwości. W razie potrzeby może korzystać z uwag ludzi w swoim otoczeniu – a to sprawia, że doskonali technikę.

W opowieści pojawiają się jednak ramki z wybranymi cytatami, tak, żeby czytelnicy mogli sobie utrwalić najważniejsze punkty i informacje – i to zabieg, który przypomina publikacje skryptowe. Na końcu książki pojawiają się jeszcze omówienia narzędzi z poszczególnych rozdziałów (dla mniej uważnych czytelników i tych, którzy nie potrafią wyciągnąć wiadomości z fabularyzowanej historii) i ćwiczenia dla odbiorców, którzy chcą przyswoić sobie tę metodę.

czwartek, 13 sierpnia 2026

Matthäus Bär: Kapibary. Operacja "Flaming"

Kropka, Warszawa 2026.

Misja

Odkąd kapibary odkryły, jak łatwo wyjść z zagrody w zoo (ludzie dla wygody nie zamykają przejścia technicznego), zmieniło się ich życie. Teraz nocami organizują szalone eskapady, a w dzień odsypiają, podsycając przez to przekonanie o tych gryzoniach jako o wielkich leniach. „Kapibary. Operacja Flaming” to druga książka, którą Matthäus Bär proponuje najmłodszym czytelnikom i fanom literatury przygodowej. W zasadzie to nie wszystkie kapibary ze stada mają zamiar brykać, kiedy nikt nie widzi. Tylko Tristan, Emmy i Raul, już połączeni za sprawą poprzedniego odkrycia, organizują wyprawy. Teraz jednak mają ważny powód: okazuje się, że z jednego z sąsiednich wybiegów zniknęły wszystkie flamingi. Dwadzieścia ptaków o czerwonych piórach nie mogło przecież rozpłynąć się w powietrzu. Ponieważ ich nieobecność odkryły tylko kapibary i nikogo innego to nie dziwi, Tristan i kompani muszą zacząć działać. Pod warunkiem, że uda im się połączyć fakty.

W tej części spore znaczenie odegrają zebry oraz pewien niezbyt sympatyczny urson. Do tego pandka ruda przez pomyłkę wzięta za groźnego lisa i rapujące ibisy. Trzeba sporo sprytu, żeby poradzić sobie z wyzwaniami i kolejnymi zadaniami. Bo nie wiadomo, czy da się nauczyć ursona latać, a przyda się też pomoc nowej znajomej, zalewającej się łzami z powodu szeregu pomyłek i braku akceptacji. Przede wszystkim jednak – flamingi. Najwyraźniej potrzebują wsparcia, a do tego stracą potomstwo, jeśli za chwilę nie dojdzie do zdecydowanych działań. Na szczęście kapibary są bardzo pomysłowe i nie wahają się przed podjęciem sporego nawet ryzyka. To oznacza, że dzieci będą miały przed sobą szereg silnych wrażeń i historię opowiedzianą z dużą dozą humoru.

Po raz kolejny autor uczy czytelników, że warto kierować się odwagą i pomagać słabszym. Kapibary nie zawsze wiedzą, co zrobić, czasami odpowiedzi pojawiają się nieoczekiwanie i w wyniku konkretnych zachowań, celuje w tym zwłaszcza Tristan, który nie rozważa w nieskończoność tego, co powinien zrobić – tylko rusza do czynu. Inne kapibary mogą brać z niego przykład – ale tak naprawdę to przykład nie tylko dla kapibar, a dla małych odbiorców – to oni muszą dowiedzieć się, że warto czasami kierować się w życiu instynktem, a czasem – impulsem. To stąd bierze się odwaga, która prowadzi do wielkich czynów – i to tu zaczynają się największe przygody.

„Kapibary. Operacja Flaming” to książka przygodowa w starym stylu – ale bazująca na tym, co dzisiaj modne i chwytliwe w literaturze czwartej. Autor stawia na wygodne do czytania rozdziały-całostki, w każdym z nich dzieje się mnóstwo – i każdy prowadzi do ważnej z perspektywy czytelników puenty. Matthäus Bär wcale nie chce co chwilę pouczać czytelników, podsuwa im sporo dobrej zabawy – i to, co sprawdzi się najlepiej, gdy trzeba przekonać najmłodszych do książek jako źródła rozrywki – ciekawość dalszego ciągu. Kapibary mają wyraziste charaktery i potrafią zjednać sobie małych fanów. Nie są idealne, zdarza im się kłócić czy popełniać błędy – ale kiedy działają w drużynie, osiągają naprawdę sporo. Na przykład – uratują flamingi, których zniknięcia nikt inny nie zauważył. Anika Voigt dodaje do tej historii barwne i bardzo miłe w wyrazie ilustracje – tak, żeby do przygód kapibar wszyscy chcieli zaglądać jak najczęściej.

środa, 12 sierpnia 2026

Catherine Bell: Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą

Marginesy, Warszawa 2026.

Życie literaturą

Jane Austen stworzyła historie, które nie poddały się upływowi czasu – wciąż w „Dumie i uprzedzeniu” czy „Rozważnej i romantycznej” zaczytują się kolejne pokolenia idealistek – i bez względu na przebrzmiałe motywy społeczne, siła emocji sprawia, że odbiorczynie tę autorkę wciąż cenią. Pojawia się teraz na rynku książka „Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą” – powieść biografizowana autorstwa Catherine Bell, wykorzystująca fragmenty książek Jane Austen.

Autorka tomu wykorzystuje modę na literaturę biograficzno-obyczajową, w której sięga się po wybrane wątki z życiorysów i rozwija w fabułę. Jane Austen też może stać się bohaterką przyciągającą rzesze fanek, zwłaszcza tych, które są ciekawe, na ile doświadczenia życiowe przekładać się mogą na literaturę. W tej książce jest wątek miłosny – i to niejeden, bo w grę wchodzą też między innymi doświadczenia siostry Jane. Jane Austen może pisać o wielkiej miłości, albo portretować intrygujących mężczyzn – nawet wtedy (a może zwłaszcza wtedy), kiedy w jej egzystencji nie dzieje się nic wartego uwagi. Potrafi tworzyć sceny, które trafiają do wyobraźni i przekonania czytelniczek – nawet tych znajomych, które uczestniczą po prostu w głośnym czytaniu. Ale Jane Austen z przeszłości – ta walcząca o swoje miejsce na rynku literatury – to Jane Austen niepewna siebie. Nie wie jeszcze, jak wielki sukces odniesie. Czeka na ruch wydawców, którzy mieli podjąć się wydania jednej z historii – mimo podpisanej umowy jednak nic się nie dzieje. To z kolei sprawia, że bohaterka nie może przystąpić do pisania innych książek. Dylematy Jane Austen są znane wszystkim twórcom – i stanowią tło do wydarzeń obyczajowych. I Jane, i jej siostra, borykają się tu z wielką stratą, z rozczarowaniami i z brakiem możliwości realizowania marzeń – a to sprawia, że proza życia mocno wpływa na ich nastroje. Catherine Bell przygląda się temu, a jeśli znajdzie się relacja, którą będzie można bardziej rozwinąć ku uciesze odbiorczyń, może skupić na niej uwagę. Jane Austen to nie tylko autorka, której się kibicuje, ale też kobieta poszukująca prawdziwej miłości – i kto wie, czy ta druga rola nie będzie dla czytelniczek jeszcze bardziej atrakcyjna.

Rzadko się jednak zdarza, żeby w powieściach obyczajowych i romansowych bazujących na prawdziwych losach wykorzystywać fragmenty oryginalnej prozy. Dla Catherine Bell to zabieg naturalny – wplata do swojej książki strony pisane przez bohaterkę, być może dzięki temu łatwiej będzie jej uprawdopodobnić postać i zachęcić czytelników do sięgania po klasykę literatury. „Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą” to opowieść o tym, jak mógł wyglądać drobny wyimek z życia dorosłej i rozmarzonej Jane Austen – próba pokazania, że nie zawsze droga do spełniania marzeń jest łatwa i przyjemna, ale jeśli chce się coś robić w życiu, to zawsze warto poświęcić wszystkie siły na realizację pragnienia. Co ciekawe – i powraca czasami w książce – dla Jane Austen możliwość pisania to jednocześnie możliwość decydowania o sobie. Droga do samodzielności przez literaturę – w czasach, w których kobiety miały po prostu dobrze wychodzić za mąż – to motyw, który dzisiejszym odbiorczyniom niekoniecznie przyjdzie do głowy.

wtorek, 11 sierpnia 2026

Magdalena Kordel: Jeszcze jedno lato

Znak, Kraków 2026.

Szarość

Lilianna jeszcze nigdy nie była naprawdę szczęśliwa. No, może raz, kiedy od przyjaciółki dostała piękną czerwoną sukienkę i mogła się poczuć wyjątkowo. Ta sukienka spoczywa głęboko na dnie kufra, starannie ukryta przed ludzkim wzrokiem – nie tylko dlatego, żeby nikt nie rozszyfrował tajemnicy starszej już kobiety, ale też dlatego, że minął jej czas. Teraz już nie ma o kogo zawalczyć, nie ma komu podobać się w niezwykłym stroju. Lilianna wybrała szarość, a właściwie została na nią skazana. Najpierw przez matkę, która nie nauczyła swojej pociechy wiary w siebie, za to tłamsiła ją na każdym kroku, później przez córkę – równie okrutną i pozbawioną empatii. Teraz Lilianna boleśnie uświadamia sobie, że zmarnowała życie, nie ma rodziny, a na córkę nie może liczyć. Wprawdzie istnieją przyjaciółki – bardzo szczęśliwe w domu spokojnej starości prowadzonym tak, że większość czytelników zacznie szukać podobnego miejsca dla siebie na przyszłość – ale to nie to samo. Lilianna chciałaby być komuś potrzebna. Tyle że standardowe rozwiązania powielane do tej pory w obyczajówkach to za mało. I dlatego kobieta decyduje się na radykalne działanie. Po raz pierwszy wybierze kolor, ale wcale nie dlatego, żeby zacząć nowe życie.

Magdalena Kordel w książce „Jeszcze jedno lato” stawia na to, co najlepiej potrafi, tworzy prostą i krótką powieść o olbrzymim ładunku emocjonalnym. Bohaterka – kobieta, której brutalnie odebrano marzenia – nie ma już wyjścia. Jest na tyle inteligentna, żeby rozumieć swoje położenie i na tyle zmęczona, żeby podjąć kroki, jakich nikt by się po starszej pani nie spodziewał. Ta powieść to wołanie o pomoc dla tych najmniej zauważanych, którzy noszą w sobie przykre historie i nie mogą się nimi z nikim podzielić. Co ważne, Magdalena Kordel pokazuje, w którym momencie następują życiowe przełomy i zmiany – i jakie konsekwencje mogą mieć. Ale przypomina też odbiorczyniom, że każda chwila jest doskonała na zmiany i na odcięcie się od dotychczasowego więzienia: trzeba tylko zdecydować się na wysiłek i odwagę, a przede wszystkim dać sobie szansę. Lilianna nie pasuje do wydarzeń, które mają się tu rozegrać, ale Magdalena Kordel przez długi czas w lekturze jest w stanie budzić niepokój i pokazywać dążenie do ostateczności – właśnie po to, żeby wstrząsnąć czytelnikami i przypomnieć im, jakich sygnałów przeoczyć nie wolno.

I mimo bardzo trudnego tematu, autorce udaje się wprowadzić to, za co kochają ją czytelniczki: poczucie humoru i niesienie pokrzepienia wszystkim. „Jeszcze jedno lato” to kolejna książka o tym, że na wszystko znajdzie się sposób, nawet jeśli ten sposób wymagać będzie sporego nakładu pracy – a jedna decyzja z pewnością pociągnie za sobą następne. Nie da się powiedzieć, że „Jeszcze jedno lato” to powieść wakacyjna – to książka na zawsze, książka, która ma przestrzegać i wyczulać na ukrywane skrzętnie problemy, a tym pozbawionym nadziei sugerować, że są dalej potrzebni – tylko niekoniecznie tym, na których zwracają uwagę. „Jeszcze jedno lato” przełamuje konwencję „babskiego czytadła” wybieranego tylko i wyłącznie dla rozrywki – autorce udaje się tu przemycić bardzo ważną kwestię.

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Jerzy Strzelczyk: Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian

Rebis, Poznań 2026.

Bez bóstw

W pewnym momencie – trochę jako kontrapunkt dla mitologii nordyckiej i celtyckiej długo nieobecnych w szkołach, a przywracanych do łask obok mitów greckich i rzymskich – zaczęto pytać o mitologię Słowiańszczyzny i o bóstwa czy wierzenia, które powstawały na terenach Europy środkowej i wschodniej. I szybko pojawił się problem dotyczący niezbyt dużej liczby zachowanych przekazów, za to sporej liczby kreatorów i twórców, którzy postanowili lukę w wiedzy wypełnić domysłami oraz bajaniami. Kiedy już odbiorcy przekonali się, że faktycznie Słowianie swoje bóstwa mieli, a część ich przekonań przetrwała w pozornie niewinnych dzisiejszych zwyczajach albo zachowanych jeszcze tradycjach – kiedy zdążyli się oswoić z myślą o istnieniu ludowej wyobraźni z czasów bez pisanych źródeł – zaczęła się moda na mity słowiańskie przedstawiane czytelnikom w wersji pop. I teraz Jerzy Strzelczyk próbuje wszystko uporządkować, zebrać i uświadomić czytelnikom, co naprawdę funkcjonowało w świadomości zbiorowej, a co było tylko wymysłem na potrzeby dzisiejszych konsumentów treści. „Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian” to książka przygotowana jak leksykon. Poszczególne zagadnienia zostały tu opracowane w formie krótkich artykułów hasłowych i uporządkowane alfabetycznie. Na początku jednak autor bardzo szczegółowo wyjaśnia, z jakich źródeł będzie korzystać przy tworzeniu pracy i dlaczego odrzuca pewne spostrzeżenia – to ważne, bo zależy mu na jakości, a nie tylko na popularyzowaniu wiadomości. W swojej książce koncentruje się na realnych i wyimaginowanych postaciach – bohaterach, którzy funkcjonowali w samych podaniach albo w mitotwórczej sferze, przyczyniając się do zachowania jakiejś legendy. Prezentuje też hasłowo wydarzenia lub zwyczaje, elementy obrzędów albo miejsca, w których zostały znalezione na przykład figurki używane podczas obrzędów. Przy bóstwach najczęściej posługuje się określeniem „rzekome”, żeby zaznaczyć, kiedy nie uda się znaleźć potwierdzenia w skąpych materiałach źródłowych.

Z jednej strony mamy tu zatem legendarnych władców i rzekome bóstwa – oraz czasami istoty, które spotykamy w dzisiejszych bajkach – z drugiej cały zestaw faktów i wyników badań. Autor koncentruje się bowiem na konkretach w rodzaju odkryć archeologicznych, miejsc i prawdziwych władców – to przybliża czytelnikom w oparciu o opracowania, ale stara się wydobyć esencję wiadomości, tak, żeby czytelnicy nie musieli decydować, które informacje są najistotniejsze. Nie ma tutaj miejsca na snucie fabuł i narracji, nie do tego ten leksykon służy – tu liczy się zgromadzenie wszystkiego, co może rzucić nowe światło na wiedzę dotyczącą wierzeń praSłowian. To się autorowi bardzo dobrze udaje i jedynym jego problemem wydaje się tutaj konieczność ograniczania materiału badawczego – albo zawężania go pod kątem geograficznym. Ta książka będzie cenna dla wszystkich tych, którym nie wystarczają przetworzone legendy i podania w stylu pop, którzy chcieliby czystej wiedzy i punktów odniesienia. Jerzy Strzelczyk zgrabnie przeprowadza czytelników przez świat słowiańskich wierzeń z czasów przedchrześcijańskich – i sprawia, że mitologia słowiańska zaczyna się jawić jako pełna niespodzianek i ciekawostek.

BAJKI Z UŚMIECHEM - część 8

czyta Władysław Sikora:
bajki z uśmiechem - część 8


pełna playlista dostępna pod adresem https://www.youtube.com/playlist?list=PLHiGmkjXf7dAsh4N1ZS_TsB87gNsMPzf5