Egmont, Warszawa 2017.
Rywalizacja
Zło jest zawsze o wiele bardziej inspirujące niż dobro, zwłaszcza gdy odbiorcom przejadły się już sentymentalne baśniowe historie. Zło bawi swoją złożonością, a i możliwościami. To dlatego stworzona została Wyspa Potępionych, miejsce zsyłki negatywnych postaci z bajek i baśni oraz ich potomstwa. Wyspę Potępionych chroni niewidzialna bariera i nikt nie może do miejsca odosobnienia sam dotrzeć – ważniejsze jest jednak to, że nikt nie może się z wyspy wydostać. Chyba że uknuje wyjątkowo perfidny plan. W trzeciej części historii o losach potomstwa czarnych charakterów uwaga odbiorców koncentruje się na dawnych przyjaciółkach, Mal – córce Diabolity – oraz Umie, córce morskiej wiedźmy. Dziewczyny przywykły do tego, że muszą walczyć o swoje i samodzielnie spełniać własne zachcianki. Nikogo specjalnie nie interesuje ich los, chyba że akurat potrzebne są do czynienia zła.
Dzieci potępionych muszą jednak trafiać do zwyczajnej – mimo że magicznej – szkoły z internatem i tutaj prowadzić normalne życie nastolatków. Nawiązywać przyjaźnie, podejmować rywalizację i… snuć intrygi. Inaczej przecież być nie może, zło jest wpisane w sens ich istnienia, a cel zawsze uświęca środki. Autorka dba o to, żeby nakreślić odpowiedni klimat relacji – jest tu między innymi straszna restauracja funkcjonująca na prawach komicznego odwrócenia. Bohaterowie nie stosują wobec siebie taryfy ulgowej – kiedy się kłócą, robią to z pełnym zaangażowaniem i mogą być dla siebie niebezpieczni. Lubią też przekomarzać się ze sobą, czy dokuczać, jak zwykli rówieśnicy. Od odbiorców odróżnia ich tylko świadomość sfery mroku. Wyspa Potępionych to ich przeznaczenie, cóż z tego, że nieakceptowane i odrzucane. Na magię nie ma rady.
Melissa De La Cruz przerabia na powieść scenariusz do filmu Następcy 2 autorstwa Sary Parriott i Josanny McGibbon, co oznacza zmiany fabularne oraz w samej konstrukcji tomu. Ta opowieść składa się dużo bardziej z migawek i fragmentów scenek, przeskakuje się od postaci do postaci, żeby uniknąć nudy – a przy okazji w każdej migawce musi się dużo wydarzyć. Stąd między innymi bardzo ekspresyjna scena pojedynku na wodzie, podczas którego przyjaciele walczą nie tylko o wymarzony piracki statek, ale i o władzę nad sobą. Niemal każdy przeskok oznacza przyspieszenie tempa. Postacie charakteryzowane są w działaniu i bez zajmowania się charakterami. Z natury przypisane zostały do strony „zła”, ae nie oznacza to braku dylematów moralnych czy skrupułów. Każdy musi sporządzić własny bilans strat i zysków, żeby w ogóle przekonać się, dlaczego chce walczyć o określony cel. Trudno raczej, żeby koncern Disneya zgadzał się na bezksiężniczkowe i jednoznaczne zło. Chodzi tu raczej o zaprezentowanie w miarę przeciętnych postaci (wyróżniających się na przykład nietypowym kolorem włosów czy wiedźmowatym śmiechem), naświetlenie powodów do buntu i przeciwstawiania się zastanym porządkom. Filmowość historii przejawia się zatem w formie, ale też w kształtowaniu treści, już na etapie tworzenia osobowości postaci. Melissa De La Cruz próbuje przyciągnąć do siebie czytelników sugerowaniem im grozy i wielkich emocji, a utrzymuje rytmem powieści pp. Jest to historia szybka i tworzona w opozycji do klasycznych baśni, ale już nie do konstrukcji fabularnych. Autorka zostawia sobie jednak margines na możliwość wypracowania sympatii do postaci.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melissa de la Cruz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melissa de la Cruz. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 stycznia 2018
środa, 21 września 2016
Melissa de la Cruz: Powrót na Wyspę Potępionych
Egmont, Warszawa 2016.
Dzieci
Walka dobra ze złem to odwieczny temat baśni i bajek. Melissa de la Cruz sięga po niego, żeby zastanowić się, co z potomstwem literackich czarnych charakterów. „Powrót na Wyspę Potępionych” to druga część powieści „Wyspa Potępionych” i rozwinięcie odpowiedzi na pytanie, kto powinien wygrać trudny pojedynek. Dzieci złych postaci są już szczęśliwe z dala od swojego rzekomego przeznaczenia. Uczą się w szkole, mają ciekawe życie i zdobywają przyjaciół. Ale mroczna przeszłość podąża za nimi. Nieoczekiwanie czworo bohaterów (między innymi syn Cruelli) otrzymuje tajemniczą wiadomość zmuszającą do powrotu na rodzinną wyspę. Przesłanki brzmią niepokojąco: na Wyspie Potępionych pojawiają się buntownicy chcący przywrócić dawne nieporządki. Gorzej, że znikają rodzice całej czwórki, ci, którzy w przeszłości zdążyli już pokazać, na co ich stać – i trwale zapisali się w baśniach. Jeśli połączą swoje siły i użyją magicznych amuletów, będą niepokonani. Dzieci nie mogą do tego dopuścić, ale też muszą chronić świat i stanąć w obronie dobra.
„Powrót na Wyspę Potępionych” napisany jest z humorem. W szkole dla baśniowych postaci wykłada między innymi Śnieżka, córka złej czarownicy w dzieciństwie podtruwała się jabłkami, myszy Kopciuszka tkają ozdobne poduszki dla modniś. Melissa de la Cruz wykorzystuje z dużą wprawą motywy charakterystyczne dla znanych bajek i przerabia je według swoich potrzeb. Konwencję – i znane powszechnie tematy – traktuje jako punkt wyjścia do budzenia śmiechu małych czytelników. Ci, którzy od początku karmieni byli klasycznymi fabułami (a trudno tych baśni nie znać, także za sprawą popkultury), z ulgą przyjmą żarty na ten temat. Autorka nudzi się powtarzalnymi motywami, więc chętnie poddaje je nowej obróbce, w prosty sposób osiągając ciekawe efekty. Jednocześnie przez całą książkę prowadzi samodzielną opowieść o przyjaźni i postawach dzieci rozdartych między rodową lojalnością a wewnętrzną potrzebą czynienia dobra. Akcentuje tu zwłaszcza dwa motywy – przyjaźń (bo bohaterowie są w stanie dużo dla siebie zrobić) oraz miłość do rodziców (w wersji mniej oczywistej). Tu wybory bywają bardzo trudne, a strach o bliskich potęguje jeszcze niepewność. Jednak młodzi bohaterowie uczą się również, jak nie stracić tego, co cenne dla nich samych. Dowiadują się, że trzeba bronić swoich marzeń i znajdują siłę na takie postawy. „Powrót na Wyspę Potępionych”, chociaż na początku jawiący się jako zwykła historyjka rozrywkowa, z czasem zaczyna ujawniać swoje głębsze przesłania i nabierać wartości.
W samej akcji nie ma wielkich napięć, bo autorka jasno określa racje bohaterów. Wiadomo, że potomkowie „złych” wybrali dobro i przekonali się o jego wpływie na codzienność, teraz już z niego nie zrezygnują, nawet za cenę konfliktu z rodzicami (którzy, zresztą, zrobili wiele, by za nimi nie tęsknić). Jest zatem ta powieść relacją z szukania własnej drogi, z umiejętności podejmowania właściwych wyborów. Przynosi rozrywkę młodszym czytelnikom, do tego w końcu została stworzona. Wbrew pozorom, nie jest to rozrywka spod znaku sensacji czy thrillera, a młodzieżowej obyczajówki, Melissa de la Cruz nie chce przesadnie straszyć odbiorców, za to woli śmieszyć i dawać do myślenia.
Ta powieść została sprawnie ułożona. Chociaż wydaje się nieco zachowawcza (czające się niebezpieczeństwo jest zawsze łagodniejsze niż konfrontacja). Zawiera cały szereg wątków przeniesionych z powieści dojrzewania, a stanowi rodzaj łącznika między literaturą dziecięcą i młodzieżową. „Powrót na Wyspę Potępionych” nie zmęczy czytelników – a znajdzie fanów nie tylko za sprawą produkcji filmowej, ale i pastiszowych konwencji. To przykład, że kultura popularna może wytwarzać ciekawe produkty rozrywkowe i przenosić się między gatunkami. Melissa de la Cruz sprawdza się jako autorka poczytnych historii, przekona do siebie młodych odbiorców.
Dzieci
Walka dobra ze złem to odwieczny temat baśni i bajek. Melissa de la Cruz sięga po niego, żeby zastanowić się, co z potomstwem literackich czarnych charakterów. „Powrót na Wyspę Potępionych” to druga część powieści „Wyspa Potępionych” i rozwinięcie odpowiedzi na pytanie, kto powinien wygrać trudny pojedynek. Dzieci złych postaci są już szczęśliwe z dala od swojego rzekomego przeznaczenia. Uczą się w szkole, mają ciekawe życie i zdobywają przyjaciół. Ale mroczna przeszłość podąża za nimi. Nieoczekiwanie czworo bohaterów (między innymi syn Cruelli) otrzymuje tajemniczą wiadomość zmuszającą do powrotu na rodzinną wyspę. Przesłanki brzmią niepokojąco: na Wyspie Potępionych pojawiają się buntownicy chcący przywrócić dawne nieporządki. Gorzej, że znikają rodzice całej czwórki, ci, którzy w przeszłości zdążyli już pokazać, na co ich stać – i trwale zapisali się w baśniach. Jeśli połączą swoje siły i użyją magicznych amuletów, będą niepokonani. Dzieci nie mogą do tego dopuścić, ale też muszą chronić świat i stanąć w obronie dobra.
„Powrót na Wyspę Potępionych” napisany jest z humorem. W szkole dla baśniowych postaci wykłada między innymi Śnieżka, córka złej czarownicy w dzieciństwie podtruwała się jabłkami, myszy Kopciuszka tkają ozdobne poduszki dla modniś. Melissa de la Cruz wykorzystuje z dużą wprawą motywy charakterystyczne dla znanych bajek i przerabia je według swoich potrzeb. Konwencję – i znane powszechnie tematy – traktuje jako punkt wyjścia do budzenia śmiechu małych czytelników. Ci, którzy od początku karmieni byli klasycznymi fabułami (a trudno tych baśni nie znać, także za sprawą popkultury), z ulgą przyjmą żarty na ten temat. Autorka nudzi się powtarzalnymi motywami, więc chętnie poddaje je nowej obróbce, w prosty sposób osiągając ciekawe efekty. Jednocześnie przez całą książkę prowadzi samodzielną opowieść o przyjaźni i postawach dzieci rozdartych między rodową lojalnością a wewnętrzną potrzebą czynienia dobra. Akcentuje tu zwłaszcza dwa motywy – przyjaźń (bo bohaterowie są w stanie dużo dla siebie zrobić) oraz miłość do rodziców (w wersji mniej oczywistej). Tu wybory bywają bardzo trudne, a strach o bliskich potęguje jeszcze niepewność. Jednak młodzi bohaterowie uczą się również, jak nie stracić tego, co cenne dla nich samych. Dowiadują się, że trzeba bronić swoich marzeń i znajdują siłę na takie postawy. „Powrót na Wyspę Potępionych”, chociaż na początku jawiący się jako zwykła historyjka rozrywkowa, z czasem zaczyna ujawniać swoje głębsze przesłania i nabierać wartości.
W samej akcji nie ma wielkich napięć, bo autorka jasno określa racje bohaterów. Wiadomo, że potomkowie „złych” wybrali dobro i przekonali się o jego wpływie na codzienność, teraz już z niego nie zrezygnują, nawet za cenę konfliktu z rodzicami (którzy, zresztą, zrobili wiele, by za nimi nie tęsknić). Jest zatem ta powieść relacją z szukania własnej drogi, z umiejętności podejmowania właściwych wyborów. Przynosi rozrywkę młodszym czytelnikom, do tego w końcu została stworzona. Wbrew pozorom, nie jest to rozrywka spod znaku sensacji czy thrillera, a młodzieżowej obyczajówki, Melissa de la Cruz nie chce przesadnie straszyć odbiorców, za to woli śmieszyć i dawać do myślenia.
Ta powieść została sprawnie ułożona. Chociaż wydaje się nieco zachowawcza (czające się niebezpieczeństwo jest zawsze łagodniejsze niż konfrontacja). Zawiera cały szereg wątków przeniesionych z powieści dojrzewania, a stanowi rodzaj łącznika między literaturą dziecięcą i młodzieżową. „Powrót na Wyspę Potępionych” nie zmęczy czytelników – a znajdzie fanów nie tylko za sprawą produkcji filmowej, ale i pastiszowych konwencji. To przykład, że kultura popularna może wytwarzać ciekawe produkty rozrywkowe i przenosić się między gatunkami. Melissa de la Cruz sprawdza się jako autorka poczytnych historii, przekona do siebie młodych odbiorców.
czwartek, 21 lipca 2016
Lele Pons, Melissa de la Cruz: Szkoła przetrwania. Do it for the Vine
Jaguar, Warszawa 2016.
Nieśmiałość
Lele przyciąga wzrok. Przybyła z Wenezueli do Miami High i już samo to wystarczyłoby, żeby rówieśnicy ją odtrącili. Nie pomaga też pechowość nastolatki – jeśli coś może się nie udać, na pewno spotka to właśnie Lele, a jej kompromitacja dokona się na oczach całej szkoły (albo przynajmniej najważniejszych rywalek). Lele ma blond włosy i duże cycki, a do tego wydaje się raczej nieśmiała. Ale odkrywa Vine, portal społecznościowy pozwalający jej wyrazić siebie przez filmiki. Bohaterka ucieka zatem w świat wirtualny, szuka tematów, które interesują nastolatki, często motywów damsko-męskich lub porad z kolorowych magazynów – i kręci krótkie nagrania, w których wyjaśnia własne podejście do tematu. W sieci staje się popularna (w podtytułach kolejnych rozdziałów można podziwiać stale rosnącą liczbę fanów). W końcu zostanie też dostrzeżona przez kolegów i koleżanki.
„Szkoła przetrwania” to ciekawa poppowieść dla nastolatek uwzględniająca aktualne trendy internetowo-towarzyskie. Lele Pons rzeczywiście dała się poznać jako „jedna z najpopularniejszych dziewczyn w sieci”. Współpracuje tu z Melissą de la Cruz, autorką poczytnych książek. Stąd i oryginalny temat, i specyficzna realizacja. Chociaż powieściowa Lele nie jest alter ego autorki, część wydarzeń zaczerpnięta została z życia – co powinno zwabić nastolatki. Lele o samych filmikach nie mówi zbyt wiele, przedstawia za to okoliczności ich powstawania. To, co zaakcentowane w tytule rozdziału, ma stać się uzupełnieniem do przeżyć bohaterki, sugeruje, do jakich przemyśleń ją doprowadzi. Całkiem dobrze się to sprawdza, bo nie zdradza przedwcześnie treści, a ciekawość obudzi. Lele zajmuje się kwestią traktowania nowych (i imigrantów) przez szkolne środowisko, przedstawia historię pierwszego zauroczenia, ale też imprezy czy domowe wyzwania. Radzi sobie też z rosnącą popularnością, zawsze stara się pozostać sobą, nie ma gwiazdorskich zapędów. Ale też nie jest zwykłą „grzeczną dziewczynką”. Lele – kiedy ktoś jej podpadnie – w narracji bardzo się wyzłośliwia. Zmienia nawet w opisach bieg wydarzeń, pozwalając sobie na okrutne zemsty. Wprawdzie tylko w ramach opowiadania – ale takie wplatanie najskrytszych fantazji bardzo ubarwia tekst i sprawia, że „Szkoła przetrwania” wzbogaca się o pokłady ironii.
U Lele ziszcza się sen kopciuszka. Poniżana (lub „tylko” ignorowana) dziewczyna przechodzi drogę od popychadła do wielkiej gwiazdy. To coś, co kilka(naście) lat temu byłoby nie do pomyślenia – w końcu Lele nie wydaje się ani specjalnie utalentowana, ani kreatywna. Dostarcza jednak swoim fanom rozrywki, trafia w zapotrzebowanie rynku, nie musi się nad tym zbytnio zastanawiać: robi to, co potrafi i odnosi sukces. To prowadzi do kilku ważnych refleksji na temat „kariery” czy popularności. Lele wcale nie szukała sposobu na wybicie się z grona rówieśników – dzięki temu może przekonująco zaprezentować drugą stronę snu o sławie. Dla czytelniczek będzie to ważna wskazówka.
Do bohaterki dostosowany jest język powieści. Lele nie może wysławiać się inaczej niż młodzieżowo, żeby nie stracić na wiarygodności. Jednak autorki zagęszczają narrację, dodają do niej składniki, których zwykle w prostych młodzieżowych obyczajówkach się nie szuka. W efekcie Lele chce się słuchać. „Szkoła przetrwania” porusza tematy stale obecne w historiach dla nastolatków, ale realizuje je w zestawieniu ze zdobyczami technologii (i nowych mediów). Lele Pons i Melissa de la Cruz nie przejmują się aspektami wychowawczymi, stawiają na to, co liczy się dla odbiorczyń. Zapewniają całkiem dobrą zabawę. Wprawdzie Lele nie musi robić zbyt dużo, ale konsekwencje jej wyborów są takie same jak efekty działań gwiazd muzyki. Rozrywka wkracza w lekturze do życia przeciętnej (albo nawet nieco dyskryminowanej) nastolatki o wysokim poczuciu własnej wartości – to temat wystarczający do tego, by przyciągnąć spore grono odbiorczyń. Autorski duet ma im coś do zaoferowania.
Nieśmiałość
Lele przyciąga wzrok. Przybyła z Wenezueli do Miami High i już samo to wystarczyłoby, żeby rówieśnicy ją odtrącili. Nie pomaga też pechowość nastolatki – jeśli coś może się nie udać, na pewno spotka to właśnie Lele, a jej kompromitacja dokona się na oczach całej szkoły (albo przynajmniej najważniejszych rywalek). Lele ma blond włosy i duże cycki, a do tego wydaje się raczej nieśmiała. Ale odkrywa Vine, portal społecznościowy pozwalający jej wyrazić siebie przez filmiki. Bohaterka ucieka zatem w świat wirtualny, szuka tematów, które interesują nastolatki, często motywów damsko-męskich lub porad z kolorowych magazynów – i kręci krótkie nagrania, w których wyjaśnia własne podejście do tematu. W sieci staje się popularna (w podtytułach kolejnych rozdziałów można podziwiać stale rosnącą liczbę fanów). W końcu zostanie też dostrzeżona przez kolegów i koleżanki.
„Szkoła przetrwania” to ciekawa poppowieść dla nastolatek uwzględniająca aktualne trendy internetowo-towarzyskie. Lele Pons rzeczywiście dała się poznać jako „jedna z najpopularniejszych dziewczyn w sieci”. Współpracuje tu z Melissą de la Cruz, autorką poczytnych książek. Stąd i oryginalny temat, i specyficzna realizacja. Chociaż powieściowa Lele nie jest alter ego autorki, część wydarzeń zaczerpnięta została z życia – co powinno zwabić nastolatki. Lele o samych filmikach nie mówi zbyt wiele, przedstawia za to okoliczności ich powstawania. To, co zaakcentowane w tytule rozdziału, ma stać się uzupełnieniem do przeżyć bohaterki, sugeruje, do jakich przemyśleń ją doprowadzi. Całkiem dobrze się to sprawdza, bo nie zdradza przedwcześnie treści, a ciekawość obudzi. Lele zajmuje się kwestią traktowania nowych (i imigrantów) przez szkolne środowisko, przedstawia historię pierwszego zauroczenia, ale też imprezy czy domowe wyzwania. Radzi sobie też z rosnącą popularnością, zawsze stara się pozostać sobą, nie ma gwiazdorskich zapędów. Ale też nie jest zwykłą „grzeczną dziewczynką”. Lele – kiedy ktoś jej podpadnie – w narracji bardzo się wyzłośliwia. Zmienia nawet w opisach bieg wydarzeń, pozwalając sobie na okrutne zemsty. Wprawdzie tylko w ramach opowiadania – ale takie wplatanie najskrytszych fantazji bardzo ubarwia tekst i sprawia, że „Szkoła przetrwania” wzbogaca się o pokłady ironii.
U Lele ziszcza się sen kopciuszka. Poniżana (lub „tylko” ignorowana) dziewczyna przechodzi drogę od popychadła do wielkiej gwiazdy. To coś, co kilka(naście) lat temu byłoby nie do pomyślenia – w końcu Lele nie wydaje się ani specjalnie utalentowana, ani kreatywna. Dostarcza jednak swoim fanom rozrywki, trafia w zapotrzebowanie rynku, nie musi się nad tym zbytnio zastanawiać: robi to, co potrafi i odnosi sukces. To prowadzi do kilku ważnych refleksji na temat „kariery” czy popularności. Lele wcale nie szukała sposobu na wybicie się z grona rówieśników – dzięki temu może przekonująco zaprezentować drugą stronę snu o sławie. Dla czytelniczek będzie to ważna wskazówka.
Do bohaterki dostosowany jest język powieści. Lele nie może wysławiać się inaczej niż młodzieżowo, żeby nie stracić na wiarygodności. Jednak autorki zagęszczają narrację, dodają do niej składniki, których zwykle w prostych młodzieżowych obyczajówkach się nie szuka. W efekcie Lele chce się słuchać. „Szkoła przetrwania” porusza tematy stale obecne w historiach dla nastolatków, ale realizuje je w zestawieniu ze zdobyczami technologii (i nowych mediów). Lele Pons i Melissa de la Cruz nie przejmują się aspektami wychowawczymi, stawiają na to, co liczy się dla odbiorczyń. Zapewniają całkiem dobrą zabawę. Wprawdzie Lele nie musi robić zbyt dużo, ale konsekwencje jej wyborów są takie same jak efekty działań gwiazd muzyki. Rozrywka wkracza w lekturze do życia przeciętnej (albo nawet nieco dyskryminowanej) nastolatki o wysokim poczuciu własnej wartości – to temat wystarczający do tego, by przyciągnąć spore grono odbiorczyń. Autorski duet ma im coś do zaoferowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






