* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melissa Marr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melissa Marr. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 września 2016

K. L. Armstrong, M. A. Marr: Kruki Odyna

Wilga, Warszawa 2016.

Pułapki

Nadciąga koniec świata obwieszczany w mitologii nordyckiej, a oddalić go może tylko grupka dzieci, które całkiem niedawno dowiedziały się, że są potomkami bogów. Do niedawna jeszcze te dzieci nie darzyły się nawet sympatią, teraz muszą tworzyć zgraną drużynę i wybierać między własnym szczęściem a dobrem ogółu. Zanikają ich dziecinne niesnaski i nieporozumienia, teraz trzeba zająć się ważniejszymi sprawami. Na przykład uwolnić tego, który zgodnie z mitem musiał umrzeć. Bohaterowie „Kruków Odyna” dobrze orientują się w nordyckiej mitologii, ale przekonują się też, że mogą zmieniać jej bieg: sukces w konkretnej misji odwraca wydarzenia. To wprowadza element niespodzianki, ale nie chaosu. Z reguły mity stanowią rodzaj wskazówki, którą trzeba odpowiednio zinterpretować, żeby stała się przydatna i prawdziwa. K. L. Armstrong i M. A. Marr kontynuują Kroniki Blackwell w dobrym stylu.

Zaczyna się ten tom od mocnego uderzenia: walka z dwugłowym potworem czy żrące jezioro pełne zombie – zmarłych wikingów – to zagrożenia, które nie mogą się równać z przeszkodami w typowych powieściach fantasy o ukierunkowaniu sensacyjnym. Ale w zalewie zagrożeń w „Krukach Odyna” dużo bardziej niż dawka adrenaliny liczy się budowanie zespołu z prawdziwego zdarzenia. Każde z bohaterów posiada niezwykłą magiczną umiejętność, która przydaje się w walce lub dla jej uniknięcia. Oczywiście porównywanie się do towarzyszy rodzi zwykle frustrację, ale nastolatki muszą w końcu zrozumieć, że ich siła tkwi we współdziałaniu. Przy takiej świadomości można zrezygnować z poświęceń dla dobra grupy. Wystarczy, że każdy zajmie się tym, co do niego należy. I tak zadania okazują się ponad siły dla zwykłych ludzi, trzeba mieć w sobie krew bogów, żeby poradzić sobie z wyzwaniami. Autorki nie boją się turpizmu, na część wydarzeń stopniowo przygotowują (tak jest z utratą oka przez jedną z postaci), inne odsuwają, stawiając na słowne potyczki – ale do konfrontacji i okrutnych starć dochodzić tu musi, gra toczy się o zbyt wysoką stawkę.

Tyle że w „Krukach Odyna” podstawowe niebezpieczeństwo nie czai się w alternatywnym świecie fantazji i wierzeń. Tu wszystko jest przewidywalne, nawet jeśli dotyczy zaplanowanych okrucieństw. Inaczej wśród ludzi, ci szykują sporo nieprzyjemności i nie uprzedzają o tym. Wydawać by się mogło, że ocalenie przed wielką zimą, której niemal nikt nie przeżyje, to priorytet dla wszystkich, tymczasem dzieci znów przekonują się, że liczyć mogą wyłącznie na siebie. Zresztą tu nadmierne zaufanie nie popłaca.

Obok krwawych scen i krzepiących motywów z budowania bohaterskiego teamu autorki decydują się i na wprowadzanie do akcji humoru. To, co w mitach mogło się tłumaczyć, dla dzisiejszych nastolatków czasem stanie się powodem zażenowania. Magia nie zawsze bywa obiektem zazdrości, czego dowodem staną się zaczarowane kozy. akie wątki nadają lekkości tej historii i sprawiają, że nie przytłacza odbiorców nadmiernym czerpaniem z intertekstualnych zabaw. „Kruki Odyna” nawet bardziej niż „Wilki Lokiego” dostarczają rozrywki. Pominięcie warstwy inicjacyjnej sprawia, że czytelnikom łatwiej będzie wstrzelić się w narrację. Swoje znaczenie ma też fakt, że bohaterowie dojrzewają i mniej ścierają się między sobą w obliczu silniejszego przeciwnika. „Kruki Odyna” to kolejna popzabawa z mitami skandynawskimi, ale nie przypomina żerowania na tradycyjnych przekazach, a twórcze ich opracowanie. Tak przygotowana powieść pomaga budzić zainteresowanie dawnymi wierzeniami, odbiorców może skusić też do sięgnięcia do źródeł i rozpracowywania kolejnych sytuacji w oparciu o narzucane klucze interpretacyjne. Ale i bez tego Armstrong i Marr zapewniają czytelnikom udaną lekturę.

niedziela, 20 marca 2016

Kelley Armstrong, Melissa Marr: Wilki Lokiego

Wilga, Warszawa 2016.

Mitologia w życiu

Kelley Armstrong i Melissa Marr uciekły się do sprytnej sztuczki, by stworzyć serię fantasy, przy okazji edukującą młodych odbiorców – i nie mieć problemów z pomysłami na fabułę. Użyły skandynawskiej mitologii jako podkładki do akcji – i odrobinę modyfikują bieg wydarzeń przez kreacje postaci – tak, by mity nie znajdowały zbyt dosłownego przełożenia na współczesność, ale i by zbyt daleko od nich nie odchodzić. Tak powstają Kroniki Blackwell, lektura w sam raz dla młodych erudytów lubiących tropić intertekstualne zabawy.

Matt, syn szeryfa Thorstena, nie lubi awantur i bójek, musi uczyć się panowania nad złością i udowadniać, że jest odpowiedzialny jak jego starsi bracia. Nosi amulet, Młot Thora, który zapewnia mu w potrzebie magiczną siłę. Z kolei Fen i Laurie to para kuzynów bez przerwy ładująca się w kłopoty. Fen dokonuje niezbyt chlubnych czynów, żeby zapewnić sobie i Laurie spokój, ale konieczność mierzenia się z prawdą wydaje się nieuchronna. Zwłaszcza że Laurie na pewien czas zamienia się w rybę. Już nie można dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, trójka młodych ludzi ma do wypełnienia ważną misję. Starzy bogowie pozabijali się w walkach. Nadchodzi Ragnarök i potomkowie owych bogów muszą stanąć do bitwy. Świat ocalić lub pogrążyć może trójka niezbyt przyjaźnie do siebie usposobionych nastolatków. W „Wilkach Lokiego”, pierwszym tomie serii, przepowiednie i fragmenty mitów powoli się wypełniają, sugerując postaciom, że nikt nie jest bezpieczny, a gra toczy się o najwyższą stawkę.

Na uwagę w tej publikacji zasługuje zwłaszcza bardzo udane połączenie przeszłości z mitów i teraźniejszości nastolatków. Autorki, kiedy to tylko możliwe, starannie kreują rzeczywistość bohaterów – zwracają się ku codziennym drobnym konfliktom, wyzwaniom w grupach rówieśników lub w domach, zajmują się konstruowaniem przejmujących charakterów i zgodnych z nimi reakcji postaci. To, co realistyczne, staje się w powieści również wiarygodne, autorki w równym stopniu dbają o tło akcji, jak i o samą fabułę – to cieszy, bo często w młodzieżowych fantasy warstwa obyczajowa sprzed wkroczenia do świata magii traktowana jest po macoszemu. Tu nie ma powodów do obaw, autorki popisują się wyczuciem i zrozumieniem dla postaci.

Książka będzie budzić zainteresowanie mitami nordyckimi – kto je zna, ten pobawi się w przewidywanie rozwoju fabuły (Armstrong i Marr lubią zabawy z bazowymi tekstami, więc przyszykują dla odbiorców trochę niespodzianek). A ponieważ rytm książki wyznacza mitologia, czytelnicy zajmą się przede wszystkim sprawdzaniem, jak realizuje się ją w udającej współczesną opowieści. „Wilki Lokiego” to dowód na twórcze przekształcanie burzliwych relacji, próba odświeżenia fabularnych schematów i sprawdzenie, czy na rynku wydawniczym jest miejsce na wycieczkę w przeszłość. Chociaż wielu młodym ludziom mitologia kojarzy się ze szkolnymi zadaniami (polscy czytelnicy nieobeznani ze skandynawskimi wierzeniami są tu na innej pozycji, nie wiadomo, czy na pewno lepszej), autorki robią wszystko, żeby książka kojarzyła się z rozrywką. „Wilki Lokiego” to dopiero wejście w sferę podań przekształconych na fantastykę – ale pod względem narracji już robi spore wrażenie i przynosi młodzieży garść mrocznych ciekawostek. Stają się „Kroniki Blackwell” zapowiedzią imponującej serii fantasy, w której wtórność tematu nie przeszkadza, dzięki opracowaniu stylistycznemu i czerpaniu z powieści przygodowych.

piątek, 9 lipca 2010

Melissa Marr: Król Mroku

Nasza Księgarnia, Warszawa 2010.


Mocna i mroczna

Przyznaję, że drugim tomem opowieści o mrocznym świecie wróżek, wyraźnie inspirowanym mitologią celtycką, Melissa Marr mocno mnie zaskoczyła. Przypuszczam, że zaskoczonych czytelniczek będzie, wśród nastoletnich odbiorczyń, wiele: „Król Mroku” bowiem znacznie różni się od inicjującej serię „Królowej Lata”. Przede wszystkim klimatem historii, ale też jej szkieletem konstrukcyjnym, a nawet rytmem narracji. Nie ma tu powtórzeń z poprzedniej powieści, nawet główni bohaterowie pierwszej części naświetleni zostali tym razem z innej strony. Nie znaczy to, że „Król Mroku” zawodzi – jest inny, ale także urzekający, bardzo mroczny, nastrojowy i ciekawy. Trzyma w napięciu, lecz oddala się od budowanej wcześniej przestrzeni.

O ile zmartwieniem Aislinn był od początku dar widzenia wróżek – czyli kłopot odsunięty od realistycznego świata, o tyle siedemnastoletnia Leslie boryka się z zupełnie innymi problemami. Ciągle pijany ojciec nie może ukrócić narkotykowych wyskoków brata dziewczyny – ten natomiast oddaje Leslie swoim kumplom. Nastolatka próbuje usunąć z pamięci myśl o gwałcie, pragnie też ucieczki od ponurej rzeczywistości. Krokiem w tym kierunku ma być piękny tatuaż: Leslie nie wie, że przez wymianę atramentu z przystojnym i niebezpiecznym wróżem stanie się czymś w rodzaju przewodnika, będzie przekazywać negatywne emocje ludzi, by wykarmił się nimi cały Mroczny Dwór. Sama zostanie znieczulona na problemy – tylko czy cena za spokój nie okaże się zbyt wysoka?

W „Królowej Lata” Melissa Marr pokazywała bardzo ładnie tworzenie się więzi między młodymi bohaterami. W drugim tomie nastolatka cały czas jest bardzo samotna, nie ma tu mowy o jakiejkolwiek pomocy – to jednak nie oznacza braku silnych wzruszeń. „Króla Mroku” przesyca od pierwszych niemal stron pożądanie. Tu znów sprawdza się autorka, potrafiąca subtelnie nakreślić żądze bohaterów, a i tłumaczka, Natalia Wiśniewska, która nie spłyca i nie wulgaryzuje przedstawianych scen, a zachowuje ich lekko liryczną atmosferę. Zamiast dosłowności są delikatne omówienia, zamiast przyziemności – eteryczne doznania. Fabuła rozwija się w stronę, której czytelniczki raczej się nie spodziewają – Leslie przejdzie długą i niełatwą drogę: na końcu historii odbiorczynie czeka niespodzianka.

Jest to opowieść o wyrzeczeniach, do jakich prowadzą wielkie uczucia, o konsekwencjach dawniej popełnianych błędów, o lęku i niepewności. Jak zwykle, Melissa Marr nasyca swoją książkę wyrazistymi motywami – cieszy, że tym razem niejednoznacznymi. Nie idealizuje wydarzeń, nie poucza, jak wcześniej – być może ze względu na odejście od realizmu: w wykreowanym świecie wróżek pojawiają się palące problemy nieco oddalone od standardowych trosk, wypełniających powieści obyczajowe literatury czwartej. Trzeba przyznać, że Marr umiejętnie przenosi tematy do fantastycznej krainy, „Król Mroku” to kolejna książka, którą chłonie się z zachwytem. Ciekawość budzi tym razem zarówno zestaw uczuć i emocji, jak i konstrukcja powieściowych realiów: układy i relacje, w jakie wplątani są bohaterowie, wymagają wzmożonej uwagi.

Autorka proponuje historię zmysłową i niezwykle plastyczną, pełną ryzyka i mroczną. Posługuje się wyrazistymi rekwizytami i nie waha się przed prezentowaniem zagadnień trudnych w sposób, który nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Całość obudowuje przekonującą narracją, jednocześnie mocną i delikatną – zresztą pomysł na okładkę znakomicie odzwierciedla rozwiązania treściowe, kogo urzeknie opracowanie graficzne, ten przekona się i do zawartości książki.

Ponieważ „Król Mroku” wolny jest od typowych „dziewczyńskich” motywów, za to zawiera mnóstwo intryg, walk i skomplikowanych zależności między postaciami, ponieważ wolny jest od sentymentalizmu i banału, nie wymaga klasyfikowania jako „powieść dla dziewcząt”. To historia esencjonalna, mocna i mroczna, zmysłowa i pomysłowa, bez słabych punktów. Autorka umiejętnie budzi ciekawość, a dzięki temu, że nie powtarza wypracowanych już przez siebie schematów i cały czas zaskakuje czymś nowym, utrzymując jednocześnie spójną wizję świata wróżek, może tworzyć historie, które trudno wyrzucić z pamięci.


niedziela, 4 kwietnia 2010

Melissa Marr: Królowa Lata

Nasza Księgarnia, Warszawa 2010.


Realizm i fantazja

W powieściach dla młodzieży zwykle realizm wyklucza się z fantastyką. Jeśli autor zdecyduje się na sztukę mimetyczną nie wolno mu – pod groźbą infantylizacji książki – wprowadzać do akcji wątków z innego świata. Jeżeli natomiast postawi na nierzeczywiste i nieprawdopodobne kreacje, musi od podstaw zbudować sobie wyimaginowaną krainę, w której pewne analogie do zwyczajności zachodzić mogą, ale nie muszą. Jednak Melissa Marr połączyła te dwie płaszczyzny w cyklu zapoczątkowanym tomem „Królowa Lata” – i udowodniła, że odważne rozwiązania fabularne nie wymagają wyraźnego rozgraniczenia między światem realnym i fantastycznym.

Siedemnastoletnia Aislinn po babce i nieżyjącej już matce odziedziczyła dar widzenia wróżek. Te baśniowe istoty nie przypominają jednak cudownych, cukierkowych postaci z bajek dla małych dziewczynek: wróżki bywają złośliwe, snują swoje intrygi i lubią zabawiać się kosztem nieświadomych ich obecności śmiertelników. Aislinn próbuje zachowywać się zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, ukrywa przed wróżkami swoją umiejętność – lecz nie może pogodzić się z faktem, że budzi zainteresowanie przedstawicielek innego świata. Śledzona bez przerwy, wyznaje swój koszmar najbliższemu przyjacielowi. Wkrótce dowie się, że może zostać Królową Lata, wybranką tajemniczego i uwodzicielskiego wróża.

Ale intrygi wróżek nie przysłaniają rzeczywistości. Aislinn wie, że oddany przyjaciel, Seth, chciałby czegoś więcej niż tylko koleżeńskich relacji; dziewczyna boi się jednak, że niepowodzenie zepsułoby ich układ i oddaliło poczucie bezpieczeństwa. Na szczęście Seth okazuje się niemal idealnym partnerem – jest cierpliwy i czuły, powoli przekonuje dziewczynę do siebie, a rozsądek przedkłada nad pożądanie. W miarę jak rozwija się sytuacja w krainie wróżek, buduje się też – bez pośpiechu – opowieść o pięknej i wzruszającej miłości. Oba wątki będą czytelniczki Melissy Marr śledzić z przyjemnością.

Idealizowanie rzeczywistości przełożyło się jednak na kilka miejsc sztucznych – autorka wyraźnie próbuje przekazać młodym dziewczynom przestrogi dotyczące seksu z przypadkowymi partnerami. Upojona na balu wróżek Ash nie pamięta, co się wydarzyło i martwi się, że być może straciła dziewictwo – dla Setha nie ma to jednak znaczenia, chłopak zapewnia o trwałości swojego uczucia. Z kolei w najbardziej romantycznym momencie to Seth przedstawia wybrance komplet zaświadczeń o swoim zdrowiu, a gdy dziewczyna zdecydowana jest na seks – odmawia, tłumacząc swą decyzję jej emocjonalnymi pobudkami. Wyidealizowany świat u Melissy Marr trąci lekko fałszem, co nie zmienia faktu, że wielu romantyczkom może przypaść do gustu.

Autorka w dalszoplanowych scenach przemyca informacje o trudnych związkach międzyludzkich, pokazuje na przykład złą Królową Zimy, matkę Króla Lata – kobietę, która wybranki syna traktuje z pogardą. Wiele tu emocji płynących z rozwoju akcji, rodzących się z dynamicznej i burzliwej fabuły – Melissa Marr stawia na wyraziste uczucia, którymi przekona do siebie czytelniczki.

„Królowa Lata” jest utrzymana w konwencji baśniowej, pojawiają się tu zresztą echa najbardziej znanych „zimowych” baśni. Dałoby się ją bez trudu interpretować narzędziami psychoanalizy, proponowanymi przez Bettelheima. Można też wyznaczyć najbardziej charakterystyczne schematy, tu przez autorkę ożywione: przeszłość rodziny, kryjąca tajemnicę, próba, jaką musi przejść bohaterka, by poznać prawdę, potyczki z istotami z innego świata. Ale sporo znajdzie się i elementów z klasycznej powieści obyczajowej. Melissie Marr udało się w tę składankę tchnąć życie – to prawdziwa siła powieści.

Można przy lekturze „Królowej Lata” poddać się całkowicie stworzonemu na potrzeby cyklu światowi, można też poupajać się rytmem narracji i – ogólniej – estetycznymi walorami tej prozy. Melissa Marr nie proponuje produkcyjniaka, a całkiem ładną, wciągającą historię, opowiedzianą w nieco staroświecki sposób. Do książki dołączony został wywiad z autorką (miejscami zaskakujący) i krótki fragment zapowiadający następną część.