Wilga, Warszawa 2016.
Pułapki
Nadciąga koniec świata obwieszczany w mitologii nordyckiej, a oddalić go może tylko grupka dzieci, które całkiem niedawno dowiedziały się, że są potomkami bogów. Do niedawna jeszcze te dzieci nie darzyły się nawet sympatią, teraz muszą tworzyć zgraną drużynę i wybierać między własnym szczęściem a dobrem ogółu. Zanikają ich dziecinne niesnaski i nieporozumienia, teraz trzeba zająć się ważniejszymi sprawami. Na przykład uwolnić tego, który zgodnie z mitem musiał umrzeć. Bohaterowie „Kruków Odyna” dobrze orientują się w nordyckiej mitologii, ale przekonują się też, że mogą zmieniać jej bieg: sukces w konkretnej misji odwraca wydarzenia. To wprowadza element niespodzianki, ale nie chaosu. Z reguły mity stanowią rodzaj wskazówki, którą trzeba odpowiednio zinterpretować, żeby stała się przydatna i prawdziwa. K. L. Armstrong i M. A. Marr kontynuują Kroniki Blackwell w dobrym stylu.
Zaczyna się ten tom od mocnego uderzenia: walka z dwugłowym potworem czy żrące jezioro pełne zombie – zmarłych wikingów – to zagrożenia, które nie mogą się równać z przeszkodami w typowych powieściach fantasy o ukierunkowaniu sensacyjnym. Ale w zalewie zagrożeń w „Krukach Odyna” dużo bardziej niż dawka adrenaliny liczy się budowanie zespołu z prawdziwego zdarzenia. Każde z bohaterów posiada niezwykłą magiczną umiejętność, która przydaje się w walce lub dla jej uniknięcia. Oczywiście porównywanie się do towarzyszy rodzi zwykle frustrację, ale nastolatki muszą w końcu zrozumieć, że ich siła tkwi we współdziałaniu. Przy takiej świadomości można zrezygnować z poświęceń dla dobra grupy. Wystarczy, że każdy zajmie się tym, co do niego należy. I tak zadania okazują się ponad siły dla zwykłych ludzi, trzeba mieć w sobie krew bogów, żeby poradzić sobie z wyzwaniami. Autorki nie boją się turpizmu, na część wydarzeń stopniowo przygotowują (tak jest z utratą oka przez jedną z postaci), inne odsuwają, stawiając na słowne potyczki – ale do konfrontacji i okrutnych starć dochodzić tu musi, gra toczy się o zbyt wysoką stawkę.
Tyle że w „Krukach Odyna” podstawowe niebezpieczeństwo nie czai się w alternatywnym świecie fantazji i wierzeń. Tu wszystko jest przewidywalne, nawet jeśli dotyczy zaplanowanych okrucieństw. Inaczej wśród ludzi, ci szykują sporo nieprzyjemności i nie uprzedzają o tym. Wydawać by się mogło, że ocalenie przed wielką zimą, której niemal nikt nie przeżyje, to priorytet dla wszystkich, tymczasem dzieci znów przekonują się, że liczyć mogą wyłącznie na siebie. Zresztą tu nadmierne zaufanie nie popłaca.
Obok krwawych scen i krzepiących motywów z budowania bohaterskiego teamu autorki decydują się i na wprowadzanie do akcji humoru. To, co w mitach mogło się tłumaczyć, dla dzisiejszych nastolatków czasem stanie się powodem zażenowania. Magia nie zawsze bywa obiektem zazdrości, czego dowodem staną się zaczarowane kozy. akie wątki nadają lekkości tej historii i sprawiają, że nie przytłacza odbiorców nadmiernym czerpaniem z intertekstualnych zabaw. „Kruki Odyna” nawet bardziej niż „Wilki Lokiego” dostarczają rozrywki. Pominięcie warstwy inicjacyjnej sprawia, że czytelnikom łatwiej będzie wstrzelić się w narrację. Swoje znaczenie ma też fakt, że bohaterowie dojrzewają i mniej ścierają się między sobą w obliczu silniejszego przeciwnika. „Kruki Odyna” to kolejna popzabawa z mitami skandynawskimi, ale nie przypomina żerowania na tradycyjnych przekazach, a twórcze ich opracowanie. Tak przygotowana powieść pomaga budzić zainteresowanie dawnymi wierzeniami, odbiorców może skusić też do sięgnięcia do źródeł i rozpracowywania kolejnych sytuacji w oparciu o narzucane klucze interpretacyjne. Ale i bez tego Armstrong i Marr zapewniają czytelnikom udaną lekturę.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kelley Armstrong. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kelley Armstrong. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 września 2016
niedziela, 20 marca 2016
Kelley Armstrong, Melissa Marr: Wilki Lokiego
Wilga, Warszawa 2016.
Mitologia w życiu
Kelley Armstrong i Melissa Marr uciekły się do sprytnej sztuczki, by stworzyć serię fantasy, przy okazji edukującą młodych odbiorców – i nie mieć problemów z pomysłami na fabułę. Użyły skandynawskiej mitologii jako podkładki do akcji – i odrobinę modyfikują bieg wydarzeń przez kreacje postaci – tak, by mity nie znajdowały zbyt dosłownego przełożenia na współczesność, ale i by zbyt daleko od nich nie odchodzić. Tak powstają Kroniki Blackwell, lektura w sam raz dla młodych erudytów lubiących tropić intertekstualne zabawy.
Matt, syn szeryfa Thorstena, nie lubi awantur i bójek, musi uczyć się panowania nad złością i udowadniać, że jest odpowiedzialny jak jego starsi bracia. Nosi amulet, Młot Thora, który zapewnia mu w potrzebie magiczną siłę. Z kolei Fen i Laurie to para kuzynów bez przerwy ładująca się w kłopoty. Fen dokonuje niezbyt chlubnych czynów, żeby zapewnić sobie i Laurie spokój, ale konieczność mierzenia się z prawdą wydaje się nieuchronna. Zwłaszcza że Laurie na pewien czas zamienia się w rybę. Już nie można dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, trójka młodych ludzi ma do wypełnienia ważną misję. Starzy bogowie pozabijali się w walkach. Nadchodzi Ragnarök i potomkowie owych bogów muszą stanąć do bitwy. Świat ocalić lub pogrążyć może trójka niezbyt przyjaźnie do siebie usposobionych nastolatków. W „Wilkach Lokiego”, pierwszym tomie serii, przepowiednie i fragmenty mitów powoli się wypełniają, sugerując postaciom, że nikt nie jest bezpieczny, a gra toczy się o najwyższą stawkę.
Na uwagę w tej publikacji zasługuje zwłaszcza bardzo udane połączenie przeszłości z mitów i teraźniejszości nastolatków. Autorki, kiedy to tylko możliwe, starannie kreują rzeczywistość bohaterów – zwracają się ku codziennym drobnym konfliktom, wyzwaniom w grupach rówieśników lub w domach, zajmują się konstruowaniem przejmujących charakterów i zgodnych z nimi reakcji postaci. To, co realistyczne, staje się w powieści również wiarygodne, autorki w równym stopniu dbają o tło akcji, jak i o samą fabułę – to cieszy, bo często w młodzieżowych fantasy warstwa obyczajowa sprzed wkroczenia do świata magii traktowana jest po macoszemu. Tu nie ma powodów do obaw, autorki popisują się wyczuciem i zrozumieniem dla postaci.
Książka będzie budzić zainteresowanie mitami nordyckimi – kto je zna, ten pobawi się w przewidywanie rozwoju fabuły (Armstrong i Marr lubią zabawy z bazowymi tekstami, więc przyszykują dla odbiorców trochę niespodzianek). A ponieważ rytm książki wyznacza mitologia, czytelnicy zajmą się przede wszystkim sprawdzaniem, jak realizuje się ją w udającej współczesną opowieści. „Wilki Lokiego” to dowód na twórcze przekształcanie burzliwych relacji, próba odświeżenia fabularnych schematów i sprawdzenie, czy na rynku wydawniczym jest miejsce na wycieczkę w przeszłość. Chociaż wielu młodym ludziom mitologia kojarzy się ze szkolnymi zadaniami (polscy czytelnicy nieobeznani ze skandynawskimi wierzeniami są tu na innej pozycji, nie wiadomo, czy na pewno lepszej), autorki robią wszystko, żeby książka kojarzyła się z rozrywką. „Wilki Lokiego” to dopiero wejście w sferę podań przekształconych na fantastykę – ale pod względem narracji już robi spore wrażenie i przynosi młodzieży garść mrocznych ciekawostek. Stają się „Kroniki Blackwell” zapowiedzią imponującej serii fantasy, w której wtórność tematu nie przeszkadza, dzięki opracowaniu stylistycznemu i czerpaniu z powieści przygodowych.
Mitologia w życiu
Kelley Armstrong i Melissa Marr uciekły się do sprytnej sztuczki, by stworzyć serię fantasy, przy okazji edukującą młodych odbiorców – i nie mieć problemów z pomysłami na fabułę. Użyły skandynawskiej mitologii jako podkładki do akcji – i odrobinę modyfikują bieg wydarzeń przez kreacje postaci – tak, by mity nie znajdowały zbyt dosłownego przełożenia na współczesność, ale i by zbyt daleko od nich nie odchodzić. Tak powstają Kroniki Blackwell, lektura w sam raz dla młodych erudytów lubiących tropić intertekstualne zabawy.
Matt, syn szeryfa Thorstena, nie lubi awantur i bójek, musi uczyć się panowania nad złością i udowadniać, że jest odpowiedzialny jak jego starsi bracia. Nosi amulet, Młot Thora, który zapewnia mu w potrzebie magiczną siłę. Z kolei Fen i Laurie to para kuzynów bez przerwy ładująca się w kłopoty. Fen dokonuje niezbyt chlubnych czynów, żeby zapewnić sobie i Laurie spokój, ale konieczność mierzenia się z prawdą wydaje się nieuchronna. Zwłaszcza że Laurie na pewien czas zamienia się w rybę. Już nie można dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, trójka młodych ludzi ma do wypełnienia ważną misję. Starzy bogowie pozabijali się w walkach. Nadchodzi Ragnarök i potomkowie owych bogów muszą stanąć do bitwy. Świat ocalić lub pogrążyć może trójka niezbyt przyjaźnie do siebie usposobionych nastolatków. W „Wilkach Lokiego”, pierwszym tomie serii, przepowiednie i fragmenty mitów powoli się wypełniają, sugerując postaciom, że nikt nie jest bezpieczny, a gra toczy się o najwyższą stawkę.
Na uwagę w tej publikacji zasługuje zwłaszcza bardzo udane połączenie przeszłości z mitów i teraźniejszości nastolatków. Autorki, kiedy to tylko możliwe, starannie kreują rzeczywistość bohaterów – zwracają się ku codziennym drobnym konfliktom, wyzwaniom w grupach rówieśników lub w domach, zajmują się konstruowaniem przejmujących charakterów i zgodnych z nimi reakcji postaci. To, co realistyczne, staje się w powieści również wiarygodne, autorki w równym stopniu dbają o tło akcji, jak i o samą fabułę – to cieszy, bo często w młodzieżowych fantasy warstwa obyczajowa sprzed wkroczenia do świata magii traktowana jest po macoszemu. Tu nie ma powodów do obaw, autorki popisują się wyczuciem i zrozumieniem dla postaci.
Książka będzie budzić zainteresowanie mitami nordyckimi – kto je zna, ten pobawi się w przewidywanie rozwoju fabuły (Armstrong i Marr lubią zabawy z bazowymi tekstami, więc przyszykują dla odbiorców trochę niespodzianek). A ponieważ rytm książki wyznacza mitologia, czytelnicy zajmą się przede wszystkim sprawdzaniem, jak realizuje się ją w udającej współczesną opowieści. „Wilki Lokiego” to dowód na twórcze przekształcanie burzliwych relacji, próba odświeżenia fabularnych schematów i sprawdzenie, czy na rynku wydawniczym jest miejsce na wycieczkę w przeszłość. Chociaż wielu młodym ludziom mitologia kojarzy się ze szkolnymi zadaniami (polscy czytelnicy nieobeznani ze skandynawskimi wierzeniami są tu na innej pozycji, nie wiadomo, czy na pewno lepszej), autorki robią wszystko, żeby książka kojarzyła się z rozrywką. „Wilki Lokiego” to dopiero wejście w sferę podań przekształconych na fantastykę – ale pod względem narracji już robi spore wrażenie i przynosi młodzieży garść mrocznych ciekawostek. Stają się „Kroniki Blackwell” zapowiedzią imponującej serii fantasy, w której wtórność tematu nie przeszkadza, dzięki opracowaniu stylistycznemu i czerpaniu z powieści przygodowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






