* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. K. Rowling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. K. Rowling. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 grudnia 2021

J. K. Rowling: Gwiazdkowy Prosiaczek

Media Rodzina, Poznań 2021.

Zaginione

Przygody w świecie zabawek - często w świecie bardzo okrutnym i rządzącym się bezlitosnymi prawami - nie należą w literaturze czwartej do rzadkości, ale J. K. Rowling w "Gwiazdkowym Prosiaczku" jest w stanie uciec od infantylności i zapewnić małym czytelnikom mnóstwo sensacyjnych przeżyć. Proponuje mnóstwo dziwnych doświadczeń i nie oszczędza bohaterów, zarówno w wyobraźniowych wydarzeniach, jak i w naśladowaniu rzeczywistości. Mały Jack to chłopak, który ma swoją ukochaną przytulankę, świnkę zwaną DP (skrót od Daj Proś). Daj Proś to maskotka, której istnienie bez trudu zrozumieją wszystkie dzieci: każdy maluch ma takiego powiernika trosk, zabawkę, z którą bezwarunkowo może się porozumieć i znaleźć ukojenie w smutkach. DP nie należy do najpiękniejszych: ma już podniszczony materiał, był wielokrotnie prany, a oryginalne oczka zastąpiły guziki - wciąż jednak jest najpiękniejszy na świecie, przynajmniej dla Jacka. Nie zmienia to faktu, że chłopiec wciąż gubi gdzieś swoją maskotkę i w poszukiwania angażuje bliskich. DP będzie wielkim nieobecnym w tej książce: pewnego dnia zostanie wyrzucony przez okno jadącego autostradą samochodu i przepadnie, zamieniając się w katalizator akcji.

Jack przeżywa skrajnie trudne emocje. Najpierw rozstają się jego rodzice i chłopiec dowiaduje się, że odtąd będzie mieszkał tylko z mamą - i do tego musi zmienić szkołę. Później mama poznaje pewnego mężczyznę i zaczyna się z nim spotykać. Jack w szkole znajduje przyjaciółkę, starszą od siebie jedenastoletnią sławną gimnastyczkę Holly - jednak kiedy Holly staje się jego siostrą przyrodnią, zamienia jego życie w piekło. Nie chce, żeby ktoś zastąpił jej mamę, a do tego przeżywa burzę hormonów nastolatki, przeciwko wszystkiemu się buntuje i bez przerwy kłóci się z Jackiem. To ona wyrzuca DP z samochodu. I nawet kiedy później kupuje za własne oszczędności Gwiazdkowego Prosiaczka, następcę DP, Jack nie potrafi jej wybaczyć. Na szczęście Gwiazdkowy Prosiaczek (w połączeniu z magią świąt) może pomóc w odzyskaniu DP, a przynajmniej we wskazaniu jego losów. I tak chłopiec i niechciana przytulanka-zamiennik wyruszają do Krainy Zgub - w wigilijną noc mają jedną szansę na odnalezienie DP. Takiej okazji zmarnować nie można, nawet jeśli to spore ryzyko.

Ogromna część akcji tej powieści toczy się w Krainie Zgub, w której życzliwość to ostatnie, czego można oczekiwać. Zabawki i przedmioty nikomu niepotrzebne, zapomniane lub zapodziane mają tu bardzo rygorystyczne zasady, których muszą przestrzegać - przenoszone z miasta do miasta, w zależności od tego, czy w Krainie Żywych są poszukiwane, czy zupełnie zbędne - kierują bohaterów do różnych miejsc. Czasami umożliwiają im realizację zadania, innym razem mocno przeszkadzają: w końcu Jack jest poszukiwany, nie ma prawa przebywać w tym miejscu. Nie tak łatwo znaleźć DP, gdy samemu jest się na liście wrogów - jednak miłość do maskotki pozwala przezwyciężyć strach przed niebezpieczeństwami. Bardzo umiejętnie operuje J. K. Rowling emocjami postaci, jest w stanie zaangażować odbiorców w opowieść za sprawą zmiennych nastrojów i różnych rodzajów zagrożenia - przynosi ze sobą sporo niebezpieczeństw i wyzwań, traktuje małych odbiorców poważnie i funduje im huśtawkę wrażeń. A przy okazji trafia do czytelników za sprawą precyzyjnego określania przywiązania dzieci do ich ukochanych przytulanek.

niedziela, 10 stycznia 2021

J. K. Rowling Quidditch przez wieki

Media Rodzina, Poznań 2020.

Zasady gry

Poza potężnymi tomami z przygodami małego czarodzieja na rynku pojawiła się również skrótowa seria ilustrowana, w której chodziło o popisy graficzne. Za ciosem idzie Emily Gravett, dla której J. K. Rowling pisze osobną krótką historię. Ilustratorka tomu "Quidditch przez wieki" zajmuje się przedstawianiem wyimaginowanej historii równie wyimaginowanej gry, która pozwalała na rywalizację między małymi uczniami magii. Z humorem podchodzi do tematu, bawi się gatunkiem i stosuje chwyty kojarzące się raczej z opracowaniami naukowymi niż z picture bookiem. Proponuje Gravett popis graficzny - chodzi jej przede wszystkim o zaakcentowanie własnych umiejętności pastiszowych. A przy okazji wpisuje się w popularną serię i uzupełnia ją o ciekawą propozycję wydawniczą. Wielkoformatowa książka zawiera nie tylko dowcipnie uchwyconą rzekomą przeszłość quidditcha, ale i imponujące pomysły na ilustracje. Zdarzają się tu nawet dodatkowo otwierane strony, które zapewniają możliwość tworzenia jeszcze większych obrazków - nie po to, by prezentować własne możliwości, a po to, żeby jak najlepiej odwzorować źródła inspiracji. Forma jest tu zawsze uzasadniona.

Sam tekst zachwycić może jedynie dzieci - i to te, które już w świat Harry'ego Pottera wkroczyły i nie będą musiały zastanawiać się nad tym, o co chodzi w kolejnych dowcipach. Nie ma tu fabuły, pojawiają się za to krótkie komentarze (dotyczące na przykład miotły jako środka transportu, zasad gry (na różnych kontynentach z rozmaitymi modyfikacjami). Zostały krótko scharakteryzowane drużyny brytyjskie i irlandzkie (z ich strojami, proporczykami czy symbolami), zmiany w przepisach na przestrzeni wieków - z jednej strony to tom, który ucieszy dzieci, z drugiej - właśnie dzieci nie docenią zabaw formą i popisywania się spostrzegawczością w kwestii ironicznych nawiązań. Tekst najbardziej podobać się będzie tym, którzy lubią mieć wszystko uporządkowane - nawet jeśli chodzi o świat wyobraźni. To miły dodatek do serii, który lektury nie zastąpi i nie nadaje się do oceniania pod tym kątem: nie chodzi tu o opowieść. "Quidditch przez wieki" to popis wyobraźniowy i ilustratorski. Emily Gravett czerpie przyjemność z poszukiwania kolejnych motywów. Wykorzystuje twórczość z różnych wieków, tworzy rodzaj albumu: prezentuje różne artystyczne drogi. Będzie imitować ryciny i obrazy sprzed wieków, stare druki, zdobienia, ale też... ilustracje, które mają pełnić funkcje informacyjne (na przykład kosze używane do gry w dawnych czasach). Niezbyt dobrze radzi sobie Gravett z sylwetkami ludzkimi: nawet jeśli dobrze opanowuje stylistykę z innych czasów, widać w postaciach komiksowość, a to, chociaż humorystyczne, trochę psuje efekt. Znacznie lepiej byłoby w tej sferze zrezygnować z puszczania oka do czytelników. W grafice nie ma tu monotonii: Emily Gravett szuka wielu rozwiązań, nie poprzestaje na tym, co raz się sprawdzi. Może pokazać czytelnikom różne drogi opowiadania o jednym motywie. Proponuje picture book wysokiej klasy - coś w sam raz dla kolekcjonerów i dla tych, którzy serię kochają i nie potrafią się od niej oderwać. Jest to też próba przedłużenia możliwości przebywania w świecie młodych czarodziejów. "Quidditch przez wieki" to książka której nie można przeoczyć, kiedy uwielbia się Harry'ego Pottera - ciekawe zjawisko graficzne. Po raz kolejny okazuje się, że pastisz doskonale się sprawdza także w twórczości dla młodszych odbiorców.

środa, 28 grudnia 2016

J. K. Rowling: Harry Potter i Komnata Tajemnic

Media Rodzina, Poznań 2016.

Magia widoczna

W domu Harry’ego Pottera nic się nie zmieniło – w dalszym ciągu mały czarodziej jest poniżany, głodzony i zamykany w komórce pod schodami. Dobrze, że do ciotki i wuja przyjeżdża tylko na wakacje. Jeszcze lepiej, że teraz ma prawdziwych przyjaciół, którzy się o niego troszczą (i może liczyć teraz również na rodziców owych przyjaciół). Jednak skrzat domowy Zgredek zrobi wszystko, żeby Harry nie wracał do Hogwartu. Chłopcu ma tam grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. W tomie „Harry Potter i Komnata Tajemnic” J. K. Rowling trochę mniej skupia się na zasadach funkcjonowania szkoły dla czarodziejów, za to silnie akcentuje kwestię sekretów z przeszłości. Nikt nie wie, czym grozi otwarcie Komnaty Tajemnic, ale motyw ten napawa wszystkich przerażeniem. Poza tym jest jak dawniej: dzieci zdobywają (lub tracą) punkty dla swoich bractw, rozgrywają mecze i łamią szkolne zasady (trudno zresztą traktować poważnie takich wykładowców jak zapatrzony w siebie Lockhart). Jakby tego było mało, Harry zostaje zaproszony na przyjęcie duchów i zjaw, a w toalecie dla dziewczynek straszy Jęcząca Marta. Druga część przygód Harry’ego Pottera oznacza sporo śmiechu, zabawnych przygód i coraz śmielszego wykorzystywania magii. Autorka wpuszcza do opowieści pierwszych fanów małego czarodzieja, ale nie zapomina też o jego wrogach – z różnych pokoleń. Zapewnia rozrywkę i za sprawą samobiczującego się Zgredka, i dzięki latającemu samochodowi. Bawi do tego stopnia, że na dalszy plan spycha motyw Komnaty Tajemnic i jej znaczenia dla Hogwartu. Ale to fanom przeszkadzać nie będzie.

Ważne, że drugi tom w tej serii pojawia się znów z magicznymi ilustracjami Jima Kaya. Są one, siłą rzeczy, trochę mniej zaskakujące niż w pierwszej książce – autor może już przestać skupiać się na budowaniu mrocznego klimatu, by w zamian zająć się przygodami postaci. Bohaterowie zestawieni z rozległymi przestrzeniami wypadają zatem bardziej bajkowo niż baśniowo. To nadrabia Kay przy portretach oraz szczegółach z lekcji. Z lubością prezentuje kolejnych mieszkańców magicznego świata – skrzaty czy gnomy, zachwycają go możliwości tworzenia ludzkich kształtów korzenia mandragory. Przestrzenie miejskie próbuje uchwycić z najdziwniejszych perspektyw i uzyskuje w ten sposób imponujące rezultaty. W dalszym ciągu jednak najbardziej pociąga go mrok: rozkładówki pełne włochatych pająków, sceny z balu duchów, ciemne i tajne przejścia. W tym wszystkim jest bezbłędny – poza prezentowaniem nietypowych bohaterów zajmuje się również wskazywaniem detali tła – zawartości „naczyń” lub zdobień sufitu i ścian. Pozwala, żeby obrazki ze sobą korespondowały – kiedy Ron wymiotuje ślimakami, stworzenia te rozchodzą się po innych stronach, szkolna lekcja o mandragorze ma poglądowe ilustracje z „podręcznika”. Jim Kay wprowadza również szereg rysunków miniaturek, uzupełniających strony z tekstem i wiążących grafikę z fabułą (na wielkoformatowych ilustracjach nie zawsze są obecni bohaterowie cyklu), najlepszy jest jednak w imponujących dużych grafikach odwzorowujących czarodziejskie przestrzenie i możliwości. Jim Kay to autor, który zachwyci również dorosłych fanów Harry’ego Pottera – jego propozycje ilustracji przypominają kadry z filmu fantasy, są bardzo dopracowane i oparte na potędze wyobraźni. „Harry Potter i Komnata Tajemnic” w takim wydaniu przypomina mniej książkę dla dzieci, a bardziej – album (do tego wrażenia dokłada się jeszcze kredowy papier i wszyta zakładka). Bez wątpienia jest to seria, którą odbiorcy zechcą poznawać nie ze względu na tekst, a przez bogatą warstwę graficzną. Jim Kay dobrze czuje się w Hogwarcie i staje się przewodnikiem wszystkich to miejsce kochających.

sobota, 9 stycznia 2016

J. K. Rowling: Harry Potter i Kamień Filozoficzny

Media Rodzina, Poznań 2015.

Piękny album

Przygody Harry’ego Pottera wreszcie wyglądają jak książka dla dzieci, chociaż stroną graficzną zachwycą się i dorośli. Tom „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, pierwsza część opowieści o małym czarodzieju z błyskawicą na czole, zilustrował Jim Kay – i to tak, że zamienił historię w album dla koneserów, fanów oraz dla miłośników baśni. Tu „Harry Potter” przedstawiony w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego wydaje się bardziej przyjazny najmłodszym: nie straszy objętością ani ogromnymi partiami opisowymi, wydaje się natomiast zwyczajną publikacją z zakresu literatury czwartej. Podczas lektury widać, że wielki nacisk położony został na akcję i na wymiany zdań między postaciami, czysto opisowe partie za to pojawiają się dość rzadko – co zresztą sprawia wrażenie, jakby najmłodsi otrzymywali „Harry’ego” w pigułce. Sporej – w dalszym ciągu to prawie ćwierć tysiąca stron i to w dużym formacie – ale już łatwiejszej do lektury. No i wspaniale ozdobionej.

Wielki tom ma wszytą zakładkę i baśniowo kolorową obwolutę, która daje niewielkie pojęcie o rozmachu ilustratora. Jim Kay bawi się światem stworzonym przez Rowling. Lubuje się w hiperrealistycznych a mimo to wciąż bajkowych portretach wybranych postaci, w klimatycznych i potężnych tematach do obrazów i w poszukiwaniu oryginalnej perspektywy. Uwielbia ilustracyjne wyzwania: monumentalne i fantazyjne budowle z wieloma architektonicznymi detalami, smoki i czarnoksiężników, gry światła i opary mgły, z których wyłaniają się dopiero mroczne i majestatyczne zamki. Każdy kolejny obraz, wpisany mocno w treść rozdziału lub scenki, staje się wielkim wydarzeniem – bez względu na to, czy prezentuje zwyczajne portrety, czy ujmuje postacie w ruchu. Jim Kay świetnie czuje się w magicznym świecie stworzonym przez Rowling i zapewnia odbiorcom już na planie ilustracji garść silnych wrażeń. Znakomicie radzi sobie z pozarealistycznymi tematami: gdy portretuje bohaterów parających się magią, w dodatku – w niezwykłych okolicznościach stawia na oryginalne oświetlenie, wiele mówiące miny, zatrzymany w kadrze ruch i nieuchwytny lęk. To wszystko składa się na atmosferę ilustracji – zdecydowanie ta publikacja zasługuje na uznanie, a sam „Harry Potter” – na tak piękne graficzne opracowanie. Jim Kay przekona do siebie nawet dorosłych fanów serii, jest bowiem twórcą, który nie boi się korzystania z wyobraźni. Wie, że może stworzyć przestrzeń godną młodego czarodzieja – i tego właśnie dokonuje, bawiąc się literackimi motywami oraz onirycznymi pejzażami. Wszystko, co magiczne, nierzeczywiste i wyobrażone nabiera tu bardzo realnych kształtów. Przeglądanie tej książki będzie przyjemnością: chciałoby się, żeby baśniowe historie były ilustrowane jak najczęściej w taki „dorosły” i poważny sposób – teraz „Harry Potter” nie jest tylko wydawniczym fenomenem – zamienia się prawie w dzieło sztuki, album, który warto przeglądać samemu lub z pociechami. O ile krytycy, a czasem i odbiorcy, mają zastrzeżenia do Rowling i jej pomysłów, o tyle propozycje Jima Kaya spotkają się z ogromnym zachwytem. Ten ilustrator szanuje tekst, nie ozdabia opowieści – nadaje jej nową jakość, pozwala w grafikach dostrzec wielowymiarowe historie. Kay przenosi czytelników do innej rzeczywistości nawet na „zwykłych” stronach z tekstem – delikatnymi deseniami sugeruje, że mają do czynienia z tajemniczą księgą, zaczytaną i obdarzoną własną historią. Publikacja wydawnictwa Media Rodzina pokazuje, jak niezwykłe może być połączenie hitowego tekstu ze spojrzeniem artystycznym i wiarą w alternatywny baśniowy świat. Jim Kay sprawia, że „Harrym Potterem” zainteresują się nawet odbiorcy, których ominęło medialne szaleństwo i moda na Rowling.